Catering dietetyczny Wygodna Dieta : czy rzeczywiście łączy profesjonalne wsparcie z elastycznym menu ?

Codzienna dostawa zbilansowanych posiłków pod drzwi pozwala efektywnie schudnąć bez rezygnacji z ulubionego smaku. Właśnie takie połączenie profesjonalizmu dietetyków z możliwością wyboru spośród 25 dań każdego dnia oferuje Wygodna Dieta. Sprawdź, jak działa ten system i dlaczego tysiące osób wybiera dietę pudełkową zamiast samodzielnego gotowania.

Jak działa elastyczne menu w cateringu dietetycznym?

Każdego dnia otrzymujesz pięć propozycji na każdy z pięciu posiłków. Logujesz się do panelu klienta, przeglądasz dostępne opcje i zaznaczasz potrawy, które Ci odpowiadają. System zapamiętuje wybory i pozwala planować menu z kilkudniowym wyprzedzeniem. Dzięki temu możesz zaplanować posiłki na cały tydzień w kilka minut, siedząc wygodnie z telefonem w ręku.

Tradycyjny catering zdrowotny często kojarzy się z monotonią – dostajesz ustalone menu i musisz je zaakceptować. Tutaj podejście wygląda inaczej. Codziennie inne menu sprawia, że dieta pudełkowa nie nudzi się nawet po wielu tygodniach. Jeśli jednego dnia masz ochotę na danie z ryżem, a następnego wolisz kaszę – po prostu zaznaczasz odpowiednią opcję w panelu.

Korzyści elastycznego podejścia:

  • dopasowanie posiłków do aktualnych upodobań smakowych;
  • możliwość unikania składników, których nie lubisz;
  • pełna kontrola nad tym, co jesz każdego dnia;
  • łatwiejsze utrzymanie motywacji podczas dłuższego stosowania diety.

Posiłki przestają być przykrym obowiązkiem – stają się przyjemnością. To ważne, jeśli porzucasz restrykcyjne plany żywieniowe z powodu braku urozmaicenia. Możliwość wyboru sprawia, że traktujesz dietę jak własny projekt kulinarny, a nie jako narzuconą z góry listę dań.

Jakie rodzaje diet oferuje profesjonalne wsparcie dietetyczne?

Szesnaście specjalistycznych planów żywieniowych odpowiada na różnorodne potrzeby metaboliczne i zdrowotne. Od diety niskokalorycznej przez wariant ketogeniczny aż po rozwiązania dla osób z cukrzycą. Każdy jadłospis opracowują dietetycy, uwzględniając aspekty zdrowotne i smakowe. Specjaliści dobierają proporcje makroskładników tak, aby wspierać konkretny cel – redukcję tkanki tłuszczowej, stabilizację poziomu cukru czy budowę mięśni.

Chcesz schudnąć? Wariant niskokaloryczny lub wysokobiałkowy będzie odpowiedni. Trenujesz intensywnie? Sport PRO wspiera budowę masy mięśniowej. Zmagasz się z insulinoopornością? Dieta z niskim indeksem glikemicznym pomoże utrzymać stabilny poziom glukozy.

Dostępne warianty żywieniowe:

  • niskokaloryczna bez wykluczania grup produktów;
  • ketogeniczna oparta na zdrowych tłuszczach;
  • wysokobiałkowa chroniąca masę mięśniową;
  • dla osób z cukrzycą – kontrolująca poziom cukru;
  • Sport PRO dla osób aktywnych fizycznie.

Przed wyborem wariantu możesz skonsultować się telefonicznie z dietetykiem, który pomoże określić optymalny zakres kaloryczny. Podczas rozmowy omówisz swoje cele, styl życia i ewentualne ograniczenia zdrowotne, co pozwoli precyzyjnie dopasować plan żywieniowy do Twoich indywidualnych potrzeb – właśnie tak działa catering dietetyczny od Wygodnej Diety, który zamówisz tutaj: https://www.wygodnadieta.pl/.

Czy dostawa posiłków dietetycznych do domu jest opłacalna?

Ceny zaczynają się od 66,90 zł dziennie za wariant niskokaloryczny. Dieta z wyborem menu kosztuje od 72,90 zł za dzień.

Dokładna analiza pokazuje inny obraz niż pozorne wysokie koszty. Uwzględnij cenę zakupów, czas spędzony na gotowaniu i sprzątaniu oraz ryzyko zmarnowania produktów. Catering eliminuje te ukryte wydatki. Otrzymujesz pięć zbilansowanych posiłków dziennie bez wysiłku. Pomyśl, ile godzin tygodniowo poświęcasz na planowanie jadłospisu, robienie zakupów i przygotowywanie posiłków – te wszystkie zadania przejmuje za Ciebie zespół kucharzy i dietetyków.

Catering dietetyczny od Wygodnej Diety staje się więc inwestycją w jakość życia. Odzyskany czas możesz przeznaczyć na aktywność fizyczną wspierającą redukcję masy ciała. Godzina, którą wcześniej spędzałeś przy garnkach, zamienia się w spacer, trening lub czas z rodziną.

Dodatkowe korzyści finansowe:

  • zniżka przy zamówieniach z kodem rabatowym;
  • brak marnotrawstwa żywności;
  • eliminacja kosztów dojazdów po zakupy;
  • oszczędność na energii elektrycznej i gazie.

Usługa działa w ponad 8 tysiącach miejscowości w całej Polsce. Dostawy realizowane są w godzinach porannych, co gwarantuje świeżość posiłków przez cały dzień. Posiłki docierają w szczelnie zamkniętych pojemnikach, które wystarczy włożyć do lodówki i podgrzać w dogodnym momencie.

Potrzeba elastyczności i fachowego wsparcia to dziś norma — jak pokazuje raport „Apetyt na zmiany” od Wygodnej Diety, 80% Polaków uznaje możliwość dopasowania jadłospisu do bieżących potrzeb za ważną cechę diety, a 32,9% docenia dostęp do specjalisty ds. żywienia.

Arbuz z fetą na rucoli

Od kilku dni dokuczają nam upały i wymyślam wciąż nowe lekkie dania, które można jeść w taką pogodę i nie wymagają dużo pracy w nagrzanej kuchni. Arbuz jest jedną z najlepszych opcji, zarówno na slodko jak i na wytrawnie. Od jakiegoś czasu latem bardzo lubimy połączenie : arbuz z fetą na rucoli, z dodatkiem mięty i octu balsamicznego. Tym razem dorzuciłam jeszcze zielonego ogórka i posypałam zamiast kolorowym pieprzem – pomarańczowym. Wyszła sałatka tak pyszna, że przy wieczornym grillu ( jeszcze przed największymi upałami) znikała bardzo szybko. Wykorzystałam do niej domową fetę z wiejskiego twarogu , która doskonale się sprawdziła w tym daniu.

ARBUZ Z FETĄ NA RUCOLI

  • kawałek arbuza
  • ok.20 dkg fety ( miałam domową)
  • średni zielony ogórek
  • spora garść rucoli
  • dwie gałązki świeżej mięty
  • sól, pieprz pomarańczowy
  • 2 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki oliwy lub dobrego oleju tłoczonego na zimno
  • opcjonalnie : świeży tymianek cytrynowy, melisa

Rucolę myjemy, osuszamy i rozkladamy na talerzu, lekko solimy. Arbuza pozbawiamy pestek i kroimy w kostkę podobnej wielkości co fetę. Zielony ogórek obieramy, też kroimy w kostkę i lekko solimy. Na rucoli rozkładamy kostki arbuza i odsączonego ogórka , polewamy octem balsamicznym. Dokładamy fetę i porwane drobno listki mięty , ewentualnie dorzucamy listki tymianku i melisy. Polewamy olejem ( miałam rzepakowy tłoczony na zimno) i posypujemy pieprzem pomarańczowym ( może być też cytrynowy , ewentualnie ziołowy lub kolorowy z młynka) . Wstawiamy do lodówki, by smaki się przegryzły, podajemy schłodzoną. Jeśli komuś nie pasuje rucola, można zrobić bez niej : taką wersję . Na upały jest doskonała, wczoraj podałam taką z bagietką do mięsa i był to cały obiad na upalny dzień. Poza tym robię dużo chłodników , nie tylko klasycznie różowych z botwinką , ale „białe” , na maślance czy jogurcie, z ogórkiem i koperkiem, rucolą lub inną sałatą, świeżymi ziołami, z dodatkiem zalewy od małosolnych ogórków czy rzodkiewek . Nie zawsze dodaję jajko, czasem dorzucam fetę lub twaróg, kawałki wędzonego łososia albo i śledzia z lekkiej zalewy.

Na zdjeciu poniżej jest inna wersja sałatki , z podobnymi składnikami, zrobiona nieco wcześniej. Jedzmy smacznie i zdrowo, nawet w czasie upałów.

Smacznego !

Pigwówka na 18 urodziny bloga

Nalewkę z pigwy i pigwowca robię od dawna i zawsze w sezonie obiecują sobie wrzucić przepis i wciąż zapominam. Jednak 18 rocznica założenia bloga to doskonała okazja, żeby podać na nią przepis. W końcu blog jest pełnoletni i można to uczcić procentami 🙂 Pigwówkę robię co roku w pażdzierniku i długo nie postoi, bo to nasza ulubiona nalewka świąteczna, używana podczas Gwiazdki . Jak widać – do maja nie zostało wiele – bez jest dowodem , że zdjęcie jest aktualne. Osiemnaście lat temu moja najmłodsza córka, nastolatka, uznała, że to co gotuję jest warte pokazania w Internecie i założyła mi blog na ogólnodostępnej platformie. Pierwszy rok to sporadyczne wpisy , nie zawsze ze zdjeciami, ale po roku zaczęło się regularne publikowanie, pogaduszki na „Durszlaku” ( kto pamięta ten pierwszy agregator blogow kulinarnych ? ) , zaproszenia na Blog Forum Gdańsk, pierwsze znajomości internetowe i na żywo, zaproszenia na warsztaty kulinarne, wspólne gotowanie, które stało się moim żywiołem. Mieszkam niedaleko Poznania i by mieć częściej okazje do wspólnego gotowania zalożyłam Wielkopolską Grupę Blogerów Kulinarnych, która działała dość prężnie, prawie do pandemii. Teraz z blogowymi znajomymi widuję się co roku we Wrocławiu, jadę tam za kilka dni, jak zwykle z ciastem w torebce.

Mimo że bloguję już 18 lat, nie wypaliłam się i pomysłów na dania mi nie brakuje. Wprawdzie rzadziej publikuję niż kiedyś, ale staram się być na bieżąco. Codziennie na fanpage na FB około południa publikuję propozycję obiadową , dostosowaną do sezonu. Pokazuję też to, co gotuję na Instagramie ( grazynagotuje) , razem z relacjami z wycieczek nie tylko kulinarnych i tym, co mnie zachwyci. Gotowanie nadal jest moją pasją, podobnie podróże kulinarne i wspólne warsztaty. Ale wróćmy do tematu- obiecałam przepis na pigwówkę 🙂

PIGWÓWKA

  • 30 dkg owoców pigwowca
  • 20 dkg owoców pigwy
  • 250 g cukru
  • 500 ml wódki czystej ( 40 %)

Kiedyś robiłam nalewkę z samego pigwowca, ale od kilku lat dostaję od znajomych owoce pigwy i dodaję je też , by urozmaicić smak. Kilka lat temu posadziliśmy w ogrodzie pigwowiec i rok temu było już na nim kilka owoców- ciekawe, jak to będzie tej jesieni. W klasycznym przepisie na pigwówkę jest też mocniejszy alkohol – wódka pół na pół ze spirytusem. Ja nie lubię mocnego alkoholu i dlatego odpowiadają mi nalewki, które mają mniej procentów – stąd u mnie taki przepis.

Owoce pigwowca i pigwy myjemy , pozbawiamy gniazd nasiennych i kroimy na bardzo cienkie plasterki, po czym przesypujemy cukrem w słoiku . Zakręcamy i stawiamy w ciepłym miejscu, potrząsając co kilka godzin. Jak owoce puszczą sok ( dzień-dwa ) , zalewamy je alkoholem, potrząsamy i stawiamy w ciemne miejsce na 4-6 tygodni. U mnie słoik z pigwówką stoi zwykle na kominku ( na zdjęciu powyżej) . Po tym czasie filtrujemy nalewkę przez gazę lub filtr do kawy i rozlewamy do butelek.

Jak już wspomniałam, u nas stoi zwykle do Gwiazdki, choć czasem sie trochę uchowa na później. Tak, jak w tym roku – po to by uczcić 18 rocznicę założenia bloga. Jestem w dobrym nastroju, bo jutro jadę na warsztaty kulinarne a w piątek na ogólnopolskie spotkanie Influencers Live Wrocław – już się cieszę ze spotkań ze znajomymi i planuję kolejne ciasto do poczęstowania. A wszystkich zapraszam na bloga po przepisy , starych można szukać w wyszukiwarce ( szukaj – po prawej stronie u góry) , 10 najnowszych jest na stronie głównej.

Smacznego !

Czarny ryż ze szparagami

Czarny ryż jest zupełnie inny w smaku niż biały czy brązowy. Smakuje delikatnie, lekko orzechowo i pasuje idealnie do szparagów, na które właśnie zaczyna się sezon. Trzeba go przyrządzać znacznie dłużej, niż biały i ważny jest przy tym wybór techniki gotowania. Jak więc gotować czarny ryż by był najlepszy ? Najlepiej go najpierw namoczyć, a jeśli nie mamy na to czasu, to przynajmniej dobrze wypłukać na sitku, tak długo, aż będzie leciała czysta woda. Dalej można go ugotować zalewając wodą w ilości podwójnej ( np. na szklankę ryżu dwie szklanki wody lub bulionu) . Jeśli po ugotowaniu , na małym ogniu , będzie jeszcze twardy – trzeba dolać wrzątku i gotowac dalej do miękkości. Można też czarny ryż gotować jak makaron , w dużej ilości wody i na końcu odcedzić. Jeszcze inaczej można czarny ryż podsmazyć lekko na oliwie z szalotką i dopiero zalać bulionem, co wzbogaci jego smak. Warto też w daniach wykorzystać jego ciemny kolor i dobrać jasne dodatki . Ja wybrałam szparagi – białe i zielone , drobne krewetki i dokończyłam kawałkami parmezanu.

CZARNY RYŻ ZE SZPARAGAMI

  • szklanka czarnego ryżu
  • 2 szklanki bulionu
  • szczypta soli
  • kawałek masła
  • garść krewetek koktajlowych
  • kilka białych i zielonych szparagów
  • ząbek czosnku
  • pieprz ziołowy, świeży tymianek i natka pietruszki
  • kawałek parmezanu

Czarny ryż najpierw namoczyłam w letniej wodzie na pół godziny, potem wypłukałam i zalałam podwójną ilością bulionu. Po zagotowaniu , zmniejszyłam moc palnika, posoliłam i gotowałam powoli nieco dłużej niż pół godziny, uzupełniając pod koniec wodą . Odstawiłam na 10 minut pod przykryciem , by 'odpoczął” i stał się bardziej puszysty.

Białe szparagi obrałam, zielone odłamałam i pokroiłam na kilkucentymetrowe kawałki. Końcówki zostawilam na później. Szparagi przelałam wrzątkiem, osuszyłam i podsmażyłam na maśle. Jak nieco zmiękły, dorzuciłam krewetki i posiekany czosnek. Oprószyłam solą, pieprzem, dodałam główki szparagów, natkę i tymianek. Podlałam odrobiną bulionu i przykryłam.

Na talerz z czarnym ryżem wyłożyłam szparagi z krewetkami , posypałam płatkami parmezanu. Delikatny smak czarnego ryżu świetnie harmonizowal z dodatkami, polecam na specjalne okazje. Teraz w sezonie szparagowym warto przyrządzić takie połączenia.

Smacznego !

Makaron z łososiem i szpinakiem

W połowie marca zrobiło się bardzo ciepło i starałam się robić lekkie, wiosenne dania. Często gotowałam na parze warzywa ( razem z ziemniakami pokrojonymi w plastry ), z dodatkiem mięsa lub ryby. Jednak, gdy miałam mało czasu sięgałam po makaron z warzywnymi dodatkami, do którego pasował łosoś wędzony na ciepło i kawałki różnych serów z lodówki. Makaron z łososiem i szpinakiem to jedna z takich wersji. Dodałam do niego jasnozieloną część pora, seler naciowy , trochę jadalnych chwastów z ogrodu i zakupiony na targu koperek. Powstało lekkie, wiosenne danie i o ile dobrze pamiętam – powitałam nim pierwszy dzień wiosny.

MAKARON Z ŁOSOSIEM I SZPINAKIEM

  • pół opakowania makaronu ( miałam kokardki)
  • ok. 25 dkg mrożonego szpinaku
  • kawałek pora ( jasnozielony)
  • łodyga selera naciowego
  • trochę młodych pokrzyw, liści mniszka, podagrycznika, błuszczyka kurdybanka
  • natka pietruszki, koperek
  • sól, pieprz czarny i ziołowy, gałka muszkatołowa, oregano
  • kawałek wędzonego łososia
  • kawałki różnych serów
  • olej do smażenia

Makaron ugotowałam al dente, zostawiając nieco wody do podlania warzyw. Na patelni z rozgrzanym olejem podsmażyłam pokrojonego w paski pora i seler naciowy. Dorzuciłam umyte i posiekane młode pokrzywy, mniszek i podagrycznik,rozmrożony szpinak ( w sezonie można użyć świeżego) , przesmażyłam wszystko razem. Doprawiłam solą, pieprzem i pozostałymi przyprawami , podlałam wodą od gotowania makaronu, odparowałam. Na koniec wrzuciłam pokrojone resztki serów z lodówki, tak, by się lekko stopiły w zielonym sosie.

Na talerze z makaronem wyłożyłam szpinak z przyprawami i serami, dorzuciłam kawałki łososia i posypałam świeżym koperkiem. Wyszedł pyszny wiosenny obiad , pełen smaku i witamin.

Smacznego !

Chleb orkiszowy z ziarnami

Dawno nie pokazywałam chleba, a piekę od czasu do czasu – póki co na drożdżach, bo takie najbardziej lubię. Teraz to chleb orkiszowy z ziarnami, z mąki pełnoziarnistej i mieszanej , do którego dodałam płatki owsiane, słonecznik, sezam i czarnuszkę. Na początku mocno wyrósł, potem trochę opadł . Nie był puszysty, tylko konkretny , bardzo smaczny dzięki dodatkom . Jako baza do zdrowych kanapek spełnił się doskonale, akurat miałam schab z airfryera zrobiony na wędlinę, pyszny był też ze śledziami w kurkumie. Muszę częściej piec chlebki, bo są o wiele lepsze niż sklepowe a ceny tych z dobrych piekarni zwalają z nóg.

CHLEB ORKISZOWY Z ZIARNAMI

  • szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
  • pół szklanki mąki pszennej zwykłej
  • 3 łyżki płatków owsianych górskich
  • łyżeczka soli ( płaska)
  • 3 łyżki ziaren słonecznika, łyżka czarnuszki, łyżka sezamu
  • duża szczypta suszonego oregano i bluszczyka kurdybanka ( z ogrodu)
  • 30 g drożdży
  • łyżeczka cukru
  • szklanka letniej wody ( ew. więcej)

Drożdże rotarłam w miseczce z łyżeczką cukru, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki pszennej zwykłej. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Do miski wsypałam mąkę pszenną zwykłą i pełnoziarnistą, orkiszową i płatki owsiane, wymieszałam. Potem dodałam słonecznik, sezam , czarnuszkę i zioła, wymieszałam, wsypałam sól.    Wlałam drożdżowy rozczyn i resztę letniej  wody – trzeba jej dać tyle, by ciasto dobrze się mieszało, nie kleiło ale też nie było za suche. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć minut. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  mniej więcej 45 minut – mąki pełnoziarniste dłużej wyrastają.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej keksówki ( takiej dużej, w moim piekarniku muszę wstawiać ją ukośnie) i zostawiłam znów do wyrośnięcia na 10 minut. Przed włożeniem do piekarnika ponacinałam wierzch chlebka w kilku miejscach, by swobodnie uchodziło z niego powietrze.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 C około 45 minut, sprawdzając na końcu patyczkiem czy nie jest mokry w środku i czy boki lekko odstają od formy. Zostawiłam na 10 minut w uchylonym piekarniku, potem go wystawiłam. Z początku mocno wyrósł, potem nieco opadł – może powinnam jeszcze dłuzej uchylić piekarnik i studzić powoli. Nie był puszysty, ale zwarty, po wystudzeniu i wyjęciu z keksówki dobrze się kroił. Jak już wspomniałam, ciekawie smakował z domową wędliną ze schabu i śledziami w oleju z kurkumą, pyszny był też z domowym, suszonym twarogiem. Jednak najbardziej smakował mi z pastą awokado, ciemny chlebek pachnący ziarnami i ziołami i delikatne awokado podkręcone limonką i chili dały super efekt. Muszę częściej piec domowe chleby , warto poświęcić trochę czasu i pracy dla takiego smaku.

Smacznego !

Wątróbka grillowana z pieczarkami

Wątróbka jest daniem kontrowersyjnym, znam odoby, które jej nie ruszą ale znam też jej wielkich amatorów. Ja ją bardzo lubię, część moich domowników też i robie od czasu do czasu na rózne sposoby. Latem, w sezonie papierówkowym musi być duszona z jabłkami i porem lub cebulą, czasem z dodatkiem cukinii. Pokazywałam też wypasioną wersję z winem , tym razem miałam chęć na coś innego – to wątróbka grillowana z pieczarkami, zrobiona na patelni grillowej. Wykorzystałam drobiową, ale nie z kurczaka tylko z indyka, jest bardzo smaczna i wdzięczna w obróbce.

WĄTRÓBKA GRILLOWANA Z PIECZARKAMI

  • wątróbka z indyka
  • pieczarki ( duże)
  • sól, pieprz, tymianek
  • olej do smażenia

Wątróbkę oczyściłam z błon, wymoczyłam w wodzie przez 10 minut i osuszyłam. Duże pieczarki pozbawilam nóżek i też opłukałam i osuszyłam, posoliłam, posypałam pieprzem i tymiankiem. Na patelni grillowej posmarowanej cienko olejem i dobrze rozgrzanej ułożyłam kawałki wątróbki i pieczarki ( najpierw otworami do góry) i smażyłam po kilka minut z każdej strony. Wątróbkę doprawiłam solą , pieprzem i ziolami dopiero po zdjęciu z patelni, inaczej by była twarda. Wyszła chrupiąca z wierzchu i mięciutka w środku, pieczarki grillowane bardzo do niej pasowały. Podałam ją z ziemniakami i surówką z kapusty pekińskiej. Zanim przyjdzie lato i będę robiła moją ulubioną z papierówkami i porem, wątróbka grillowana z pieczarkami była ciekawym urozmaiceniem .

Smacznego !

Bajaderka z orzechami

W grudniu u nas w domu obchodzimy urodziny dwojga domowników i ciasta jest zwykle sporo. Zostało mi w tym roku nieco czekoladowego z piernikową nutą i na koniec trochę wyschło. Pokruszyłam je więc , dodałam zmielone orzechy i migdały i wzorem słodyczy od południowych sąsiadów nieco dżemu. Morelowego nie miałam, ale ten z czarnej porzeczki okazał się świetnym dodatkiem i doskonale dopełnił smak bajaderki. Polewę czekoladową dałam też do środka, a resztą polałam po wierzchu i posypałam zmielonymi orzechami. Z braku czasu przy świątecznych przygotowaniach nie toczyłam kulek, lecz włożyłam masę do pojemnika -bajaderka z orzechami pokrojona w kostki też super smakuje.

BAJADERKA Z ORZECHAMI

  • szklanka okruszków podsuszonego ciasta czekoladowego
  • pół szklanki polewy czekoladowej
  • 2 -3 duże łyżki dżemu ( miałam z czarnej porzeczki)
  • 2 łyżki zmielonych orzechów i migdałów
  • opcjonalnie- aromat rumowy lub trochę rumu

Ciasto drobno kruszymy ( jeśli takiego nie mamy, możemy użyć zmielonych herbatników i przyprawy piernikowej ) i wrzucamy do miski. Dodajemy mielone orzechy z migdałami 9 minus nieco do posypania) , kto lubi może też dodać inne bakalie. Dodajemy polewę czekoladową ( zostawiając 2 łyżki na polanie po wierzchu), aromat i mieszamy. Potem dodajemy tyle dżemu, by uzyskać masę która da się rozprowadzić w pojemniku ale nie będzie też za lepka. Kto ma czas, toczy kulki, a kto tak jak ja nie ma, wkłada do pojemnika i polewa , po czym posypuje resztą zmielonych orzechów. Zastudzamy w temperaturze pokojowej, potem możemy włożyć do lodówki. to z pojemnika podajemy pokrojone w kostkę.

Wyszła pyszna, będzie na podwieczorek dzisiaj, bo córka przyjeżdża na lukrowanie pierniczków i ubieranie choinki.

Smacznego !

Przepiórki w soku z dzikiej róży

Zdjęcia tego dania znalazłam szukając czegoś w tegorocznym folderze. Pochodzą z wczesnej wiosny i zapomniałam o nich, a teraz uznałam, że przepis przyda się może w czasie świątecznym ( to już za miesiąc 🙂 . Gdy „upolowałam”przepiórki na jakiejś promocji przypomniała mi się książka Laury Esquivel „Przepiórki w płatkach róży” i postanowiłam zrobić danie w tych klimatach. Oczywiście o tej porze roku nie miałam płatków róży, ale przypomniał mi się sok z dzikiej róży z dodatkiem pigwy , który zrobiłam jesienią. Na pewno jego aromat przypomina nieco ten z płatków , zrobiłam więc przepiórki w soku z dzikiej róży z dodatkiem pigwy, kwaskowe w smaku i aromatyczne. Przepiórki mają mięso delikatne i dość suche, często piecze się je lub smaży zawinięte w słoninę lub boczek . Ja akurat miałam jeszcze kawałek kaczki ( wykorzystany do rosołu), więc odkroiłam od niego tłuste fragmenty i wykorzystałam do smażenia.

Przepiórki w soku z dzikiej róży

  • przepiórki ( ile uda się „upolować”)
  • sok z dzikiej róży z pigwą ( miałam 1/2 szklanki na dwie)
  • sól, pieprz ziołowy, wędzona papryka, tymianek
  • tłuszcz z kaczki lub boczek
  • łyżeczka masła
  • rosół lub bulion do podlewania

Przepiórki miałam dość spore, podzieliłam je na ćwiartki, a końcówki skrzydełek i szyjki dodałam do rosołu z kaczki i kurczaka. Posoliłam je, dodałam sypkie przyprawy, natarłam sokiem i płynnym tłuszczem z kaczki wytopionym na patelni i wstawiłam w pojemniku do lodówki na pół godziny, by się mięso „przegryzło”, ale kwaśny sok nie zaszkodził.

Na patelni z rozgrzanym kaczym tłuszczem i niewielką ilością masła obsmażamy kawałki przepiórek lekko otrząśnięte z marynaty. Dusimy w tłuszczu na wolnym ogniu aż staną się miękkie ( około pół godziny) , wtedy odlewamy nadmiar tłuszczu, podlewamy rosołem , resztą soku i dusimy jeszcze klika minut pod przykryciem.

Podajemy najlepiej z ryżem ( może być doprawiony odrobiną szafranu, na żółto) albo z czarnym, ewentualnie z polentą , też będzie pasowała i delikatną surówką, na przykład taką z ogórków.

Nam takie przepiórki bardzo smakowały , może uda mi się je kiedyś kupić latem i przyrządzić w płatkach róży, jak w książce. Muszę ją sobie przypomnieć, bo takie powieści z elementami kulinarnymi należą do moich ulubionych .
Smacznego !

Gęsie pałki w soku z winogron

Czas na gęsinę powoli się zbliża . Zanim zacznę „polować ” na konkretne kawałki gęsiny albo i na całą, wykorzystałam gęsie pałki, czyli górne części skrzydeł, które są dość dobrze umięśnione i można z nich zrobić coś smacznego. Kiedyś robiłam nogi gęsi w czerwonym winie , tym razem decyzja o takim obiedzie zapadła nagle i nie miałam czerwonego wina w domu. Ale na gałęziach wokół domu rosły jeszcze czerwone winogrona , więc zrobiłam gęsie pałki w soku z winogron, który dodał im ciekawego aromatu.

Jako dodatek , z braku czerwonej kapusty, zrobiłam cukinię duszoną z jabłkami – danie, które stało się przebojem u nas w tym roku.

GĘSIE PAŁKI W SOKU Z WINOGRON

  • kilka gęsich pałek ( ew, nogi)
  • sól, pieprz ziołowy, tymianek
  • rosół lub bulion do podlewania
  • szklanka soku z czerwonych winogron
  • trochę gęsiego tłuszczu

Mięso myjemy i osuszamy, solimy, posypujemy pieprzem ziołowym. Na patelni wytapiamy gęsi tłuszcz i obsmażamy pałki na rumiano. Podlewamy bulionem lub rosołem, dodajemy świeży tymianek lub suszony i dusimy pod przykryciem z godzinę, bo co najmniej tyle wymagają. Dolewamy sok z winogron i dusimy dalej, aż mięso będzie miękkie a sos się zagęści. Podajemy z kaszą gryczaną lub ziemniakami . Idealna będzie do tego zasmażana czerwona kapusta , ale inne słodko-kwaśne dodatki też będą pasowały. Gęsie pałki w soku z winogron wyszły pyszne, początek sezonu na gęsinę uważam za udany.

Smacznego !