Makaron z łososiem i szpinakiem

W połowie marca zrobiło się bardzo ciepło i starałam się robić lekkie, wiosenne dania. Często gotowałam na parze warzywa ( razem z ziemniakami pokrojonymi w plastry ), z dodatkiem mięsa lub ryby. Jednak, gdy miałam mało czasu sięgałam po makaron z warzywnymi dodatkami, do którego pasował łosoś wędzony na ciepło i kawałki różnych serów z lodówki. Makaron z łososiem i szpinakiem to jedna z takich wersji. Dodałam do niego jasnozieloną część pora, seler naciowy , trochę jadalnych chwastów z ogrodu i zakupiony na targu koperek. Powstało lekkie, wiosenne danie i o ile dobrze pamiętam – powitałam nim pierwszy dzień wiosny.

MAKARON Z ŁOSOSIEM I SZPINAKIEM

  • pół opakowania makaronu ( miałam kokardki)
  • ok. 25 dkg mrożonego szpinaku
  • kawałek pora ( jasnozielony)
  • łodyga selera naciowego
  • trochę młodych pokrzyw, liści mniszka, podagrycznika, błuszczyka kurdybanka
  • natka pietruszki, koperek
  • sól, pieprz czarny i ziołowy, gałka muszkatołowa, oregano
  • kawałek wędzonego łososia
  • kawałki różnych serów
  • olej do smażenia

Makaron ugotowałam al dente, zostawiając nieco wody do podlania warzyw. Na patelni z rozgrzanym olejem podsmażyłam pokrojonego w paski pora i seler naciowy. Dorzuciłam umyte i posiekane młode pokrzywy, mniszek i podagrycznik,rozmrożony szpinak ( w sezonie można użyć świeżego) , przesmażyłam wszystko razem. Doprawiłam solą, pieprzem i pozostałymi przyprawami , podlałam wodą od gotowania makaronu, odparowałam. Na koniec wrzuciłam pokrojone resztki serów z lodówki, tak, by się lekko stopiły w zielonym sosie.

Na talerze z makaronem wyłożyłam szpinak z przyprawami i serami, dorzuciłam kawałki łososia i posypałam świeżym koperkiem. Wyszedł pyszny wiosenny obiad , pełen smaku i witamin.

Smacznego !

Chleb orkiszowy z ziarnami

Dawno nie pokazywałam chleba, a piekę od czasu do czasu – póki co na drożdżach, bo takie najbardziej lubię. Teraz to chleb orkiszowy z ziarnami, z mąki pełnoziarnistej i mieszanej , do którego dodałam płatki owsiane, słonecznik, sezam i czarnuszkę. Na początku mocno wyrósł, potem trochę opadł . Nie był puszysty, tylko konkretny , bardzo smaczny dzięki dodatkom . Jako baza do zdrowych kanapek spełnił się doskonale, akurat miałam schab z airfryera zrobiony na wędlinę, pyszny był też ze śledziami w kurkumie. Muszę częściej piec chlebki, bo są o wiele lepsze niż sklepowe a ceny tych z dobrych piekarni zwalają z nóg.

CHLEB ORKISZOWY Z ZIARNAMI

  • szklanka mąki orkiszowej pełnoziarnistej
  • szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej
  • pół szklanki mąki pszennej zwykłej
  • 3 łyżki płatków owsianych górskich
  • łyżeczka soli ( płaska)
  • 3 łyżki ziaren słonecznika, łyżka czarnuszki, łyżka sezamu
  • duża szczypta suszonego oregano i bluszczyka kurdybanka ( z ogrodu)
  • 30 g drożdży
  • łyżeczka cukru
  • szklanka letniej wody ( ew. więcej)

Drożdże rotarłam w miseczce z łyżeczką cukru, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki pszennej zwykłej. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Do miski wsypałam mąkę pszenną zwykłą i pełnoziarnistą, orkiszową i płatki owsiane, wymieszałam. Potem dodałam słonecznik, sezam , czarnuszkę i zioła, wymieszałam, wsypałam sól.    Wlałam drożdżowy rozczyn i resztę letniej  wody – trzeba jej dać tyle, by ciasto dobrze się mieszało, nie kleiło ale też nie było za suche. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć minut. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  mniej więcej 45 minut – mąki pełnoziarniste dłużej wyrastają.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej keksówki ( takiej dużej, w moim piekarniku muszę wstawiać ją ukośnie) i zostawiłam znów do wyrośnięcia na 10 minut. Przed włożeniem do piekarnika ponacinałam wierzch chlebka w kilku miejscach, by swobodnie uchodziło z niego powietrze.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 C około 45 minut, sprawdzając na końcu patyczkiem czy nie jest mokry w środku i czy boki lekko odstają od formy. Zostawiłam na 10 minut w uchylonym piekarniku, potem go wystawiłam. Z początku mocno wyrósł, potem nieco opadł – może powinnam jeszcze dłuzej uchylić piekarnik i studzić powoli. Nie był puszysty, ale zwarty, po wystudzeniu i wyjęciu z keksówki dobrze się kroił. Jak już wspomniałam, ciekawie smakował z domową wędliną ze schabu i śledziami w oleju z kurkumą, pyszny był też z domowym, suszonym twarogiem. Jednak najbardziej smakował mi z pastą awokado, ciemny chlebek pachnący ziarnami i ziołami i delikatne awokado podkręcone limonką i chili dały super efekt. Muszę częściej piec domowe chleby , warto poświęcić trochę czasu i pracy dla takiego smaku.

Smacznego !

Wątróbka grillowana z pieczarkami

Wątróbka jest daniem kontrowersyjnym, znam odoby, które jej nie ruszą ale znam też jej wielkich amatorów. Ja ją bardzo lubię, część moich domowników też i robie od czasu do czasu na rózne sposoby. Latem, w sezonie papierówkowym musi być duszona z jabłkami i porem lub cebulą, czasem z dodatkiem cukinii. Pokazywałam też wypasioną wersję z winem , tym razem miałam chęć na coś innego – to wątróbka grillowana z pieczarkami, zrobiona na patelni grillowej. Wykorzystałam drobiową, ale nie z kurczaka tylko z indyka, jest bardzo smaczna i wdzięczna w obróbce.

WĄTRÓBKA GRILLOWANA Z PIECZARKAMI

  • wątróbka z indyka
  • pieczarki ( duże)
  • sól, pieprz, tymianek
  • olej do smażenia

Wątróbkę oczyściłam z błon, wymoczyłam w wodzie przez 10 minut i osuszyłam. Duże pieczarki pozbawilam nóżek i też opłukałam i osuszyłam, posoliłam, posypałam pieprzem i tymiankiem. Na patelni grillowej posmarowanej cienko olejem i dobrze rozgrzanej ułożyłam kawałki wątróbki i pieczarki ( najpierw otworami do góry) i smażyłam po kilka minut z każdej strony. Wątróbkę doprawiłam solą , pieprzem i ziolami dopiero po zdjęciu z patelni, inaczej by była twarda. Wyszła chrupiąca z wierzchu i mięciutka w środku, pieczarki grillowane bardzo do niej pasowały. Podałam ją z ziemniakami i surówką z kapusty pekińskiej. Zanim przyjdzie lato i będę robiła moją ulubioną z papierówkami i porem, wątróbka grillowana z pieczarkami była ciekawym urozmaiceniem .

Smacznego !

Bajaderka z orzechami

W grudniu u nas w domu obchodzimy urodziny dwojga domowników i ciasta jest zwykle sporo. Zostało mi w tym roku nieco czekoladowego z piernikową nutą i na koniec trochę wyschło. Pokruszyłam je więc , dodałam zmielone orzechy i migdały i wzorem słodyczy od południowych sąsiadów nieco dżemu. Morelowego nie miałam, ale ten z czarnej porzeczki okazał się świetnym dodatkiem i doskonale dopełnił smak bajaderki. Polewę czekoladową dałam też do środka, a resztą polałam po wierzchu i posypałam zmielonymi orzechami. Z braku czasu przy świątecznych przygotowaniach nie toczyłam kulek, lecz włożyłam masę do pojemnika -bajaderka z orzechami pokrojona w kostki też super smakuje.

BAJADERKA Z ORZECHAMI

  • szklanka okruszków podsuszonego ciasta czekoladowego
  • pół szklanki polewy czekoladowej
  • 2 -3 duże łyżki dżemu ( miałam z czarnej porzeczki)
  • 2 łyżki zmielonych orzechów i migdałów
  • opcjonalnie- aromat rumowy lub trochę rumu

Ciasto drobno kruszymy ( jeśli takiego nie mamy, możemy użyć zmielonych herbatników i przyprawy piernikowej ) i wrzucamy do miski. Dodajemy mielone orzechy z migdałami 9 minus nieco do posypania) , kto lubi może też dodać inne bakalie. Dodajemy polewę czekoladową ( zostawiając 2 łyżki na polanie po wierzchu), aromat i mieszamy. Potem dodajemy tyle dżemu, by uzyskać masę która da się rozprowadzić w pojemniku ale nie będzie też za lepka. Kto ma czas, toczy kulki, a kto tak jak ja nie ma, wkłada do pojemnika i polewa , po czym posypuje resztą zmielonych orzechów. Zastudzamy w temperaturze pokojowej, potem możemy włożyć do lodówki. to z pojemnika podajemy pokrojone w kostkę.

Wyszła pyszna, będzie na podwieczorek dzisiaj, bo córka przyjeżdża na lukrowanie pierniczków i ubieranie choinki.

Smacznego !

Przepiórki w soku z dzikiej róży

Zdjęcia tego dania znalazłam szukając czegoś w tegorocznym folderze. Pochodzą z wczesnej wiosny i zapomniałam o nich, a teraz uznałam, że przepis przyda się może w czasie świątecznym ( to już za miesiąc 🙂 . Gdy „upolowałam”przepiórki na jakiejś promocji przypomniała mi się książka Laury Esquivel „Przepiórki w płatkach róży” i postanowiłam zrobić danie w tych klimatach. Oczywiście o tej porze roku nie miałam płatków róży, ale przypomniał mi się sok z dzikiej róży z dodatkiem pigwy , który zrobiłam jesienią. Na pewno jego aromat przypomina nieco ten z płatków , zrobiłam więc przepiórki w soku z dzikiej róży z dodatkiem pigwy, kwaskowe w smaku i aromatyczne. Przepiórki mają mięso delikatne i dość suche, często piecze się je lub smaży zawinięte w słoninę lub boczek . Ja akurat miałam jeszcze kawałek kaczki ( wykorzystany do rosołu), więc odkroiłam od niego tłuste fragmenty i wykorzystałam do smażenia.

Przepiórki w soku z dzikiej róży

  • przepiórki ( ile uda się „upolować”)
  • sok z dzikiej róży z pigwą ( miałam 1/2 szklanki na dwie)
  • sól, pieprz ziołowy, wędzona papryka, tymianek
  • tłuszcz z kaczki lub boczek
  • łyżeczka masła
  • rosół lub bulion do podlewania

Przepiórki miałam dość spore, podzieliłam je na ćwiartki, a końcówki skrzydełek i szyjki dodałam do rosołu z kaczki i kurczaka. Posoliłam je, dodałam sypkie przyprawy, natarłam sokiem i płynnym tłuszczem z kaczki wytopionym na patelni i wstawiłam w pojemniku do lodówki na pół godziny, by się mięso „przegryzło”, ale kwaśny sok nie zaszkodził.

Na patelni z rozgrzanym kaczym tłuszczem i niewielką ilością masła obsmażamy kawałki przepiórek lekko otrząśnięte z marynaty. Dusimy w tłuszczu na wolnym ogniu aż staną się miękkie ( około pół godziny) , wtedy odlewamy nadmiar tłuszczu, podlewamy rosołem , resztą soku i dusimy jeszcze klika minut pod przykryciem.

Podajemy najlepiej z ryżem ( może być doprawiony odrobiną szafranu, na żółto) albo z czarnym, ewentualnie z polentą , też będzie pasowała i delikatną surówką, na przykład taką z ogórków.

Nam takie przepiórki bardzo smakowały , może uda mi się je kiedyś kupić latem i przyrządzić w płatkach róży, jak w książce. Muszę ją sobie przypomnieć, bo takie powieści z elementami kulinarnymi należą do moich ulubionych .
Smacznego !

Gęsie pałki w soku z winogron

Czas na gęsinę powoli się zbliża . Zanim zacznę „polować ” na konkretne kawałki gęsiny albo i na całą, wykorzystałam gęsie pałki, czyli górne części skrzydeł, które są dość dobrze umięśnione i można z nich zrobić coś smacznego. Kiedyś robiłam nogi gęsi w czerwonym winie , tym razem decyzja o takim obiedzie zapadła nagle i nie miałam czerwonego wina w domu. Ale na gałęziach wokół domu rosły jeszcze czerwone winogrona , więc zrobiłam gęsie pałki w soku z winogron, który dodał im ciekawego aromatu.

Jako dodatek , z braku czerwonej kapusty, zrobiłam cukinię duszoną z jabłkami – danie, które stało się przebojem u nas w tym roku.

GĘSIE PAŁKI W SOKU Z WINOGRON

  • kilka gęsich pałek ( ew, nogi)
  • sól, pieprz ziołowy, tymianek
  • rosół lub bulion do podlewania
  • szklanka soku z czerwonych winogron
  • trochę gęsiego tłuszczu

Mięso myjemy i osuszamy, solimy, posypujemy pieprzem ziołowym. Na patelni wytapiamy gęsi tłuszcz i obsmażamy pałki na rumiano. Podlewamy bulionem lub rosołem, dodajemy świeży tymianek lub suszony i dusimy pod przykryciem z godzinę, bo co najmniej tyle wymagają. Dolewamy sok z winogron i dusimy dalej, aż mięso będzie miękkie a sos się zagęści. Podajemy z kaszą gryczaną lub ziemniakami . Idealna będzie do tego zasmażana czerwona kapusta , ale inne słodko-kwaśne dodatki też będą pasowały. Gęsie pałki w soku z winogron wyszły pyszne, początek sezonu na gęsinę uważam za udany.

Smacznego !

Zupa z kiszonej cukinii

W tym roku jak zwykle miałam dużo cukinii, za to z ogórków kupionych jako rozsada ocalał tylko jeden, więc urosło ich niewiele. Do słoików na zimę musiałam kupować ogórki na targu a ceny w tym roku mocno odjechały. Na bieżące potrzeby robiłam więc kiszonki mieszane, z różnych warzyw, do których dla złagodzenia smaku dodawałam też jabłka. Kiedyś nabrałam ochoty na zupę ogrórkową i postanowiłam zrobić ekperyment, przy okazji testując, czy dzieci zauważą różnicę. Tak powstała zupa z kiszonej cukinii, zrobiona jak klasyczna ogórkowa, tyle, że kiszonkami były cukinia, patison i jabłko plus nieco marchewki. Rodzince powiedziałam z czego jest ta zupa dopiero, gdy wszyscy zjedli – nikt nie zauważył różnicy 😉 A gotowałam ją jak klasyczną ogórkową, na udkach z kurczaka z dodatkiem wędzonki.

ZUPA Z KISZONEJ CUKINII JAK OGÓRKOWA

  • mieszanka kiszonych warzyw ( cukinia, patison, marchew, jabłko, papryka)
  • włoszczyzna
  • kawalek świeżej cukinii lub patisona
  • kilka ziemniaków
  • 2 udka z kurczaka
  • kawałek wędzonego boczku
  • liść laurowy, ziele angielskie, majeranek,koperek, sól i cukier do smaku

Opłukane mięso i boczek wkładamy do wody, dodajemy liść laurowy i ziele angielskie, gotujemy. Pod koniec gotowania dodajemy pokrojoną w półplasterki marchewkę , kawałek pora i starty na tarce o grubych oczkach kawalek selera i pietruszkę. Gdy mięso będzie prawie miękkie dorzucamy ziemnieki obrane i pokrojone w kostkę i 2-3 plastry obranej cukinii.

Kiszoną cukinię , patison i jabłko ścieramy na tarce o grubych oczkach – startych warzyw ma być około szklanki, dorzucamy też kiszoną marchew w plasterkach. Wrzucamy do zupy, gdy ziemniaki są już miękkie, bo inaczej by się dobrze nie ugotowały, dorzucając łyżeczkę majeranku. Na koniec wyjmujemy plastry świeżej cukinii i miskujemy . Doprawiamy zupę sokiem z mieszanej kiszonki ( około pól szklanki) i zagęszczamy zmiksowaną cukinią zamiast zasmażki czy śmietany. Solimy, możemy dodać szczyptę cukru dla złamania smaku. Mięso wyjmujemy, obieramy, boczek kroimy w kostkę i wszystko posypujemy świeżym koperkiem .

Taka zupa jest pyszna, zdrowa i smakuje jak klasyczna ogórkowa. W czasie urodzaju cukinii zaskakuję Rodzinkę różnymi pomysłami na jej wykorzystanie, ten został uznany że jeden z najbardziej udanych. Planuję jeszcze zrobić zupę z kiszonej dyni, pewnie w formię kremu .

Smacznego !

Mus czekoladowy z jabłek

Kiedy robiłam czekośliwkę , czyli dżem śliwkowy z dodatkiem czekolady lub kakao , pomyślałam o tym, jak wykorzystać jabłka do czegoś podobnego. Jeszcze na drzewach wiszą ostatnie papierówki ( a dużo ich było w tym roku) , wymyślałam więc cały czas, jak je spożytkować. Zdecydowałam się, że do musu jabłkowego nie dodam czekolady, tylko kakao , bo po pierwsze ceny tej pierwszej szaleją a po drugie kaloryczność będzie mniejsza. Jabłka upiekłam w airfryerze, puściły nieco soku, więc je odcedziłam. Dodatkiem oczywistym był też cynamon, a jak już kończyłam ukladanie składników, to mój wzrok padł na torebkę z cappuccino czekoladowym w proszku, którego czasem awaryjnie używam i dorzuciłam też , co nadało musowi aksamitnej konsystencji . Mus czekoladowy z jabłek wyszedł lekki i pyszny, w zupelności zaspokajał mój apetyt na coś czekoladowego i stał się super dodatkiem do deserów.

MUS CZEKOLADOWY Z JABŁEK

kilogram dojrzałych , mało soczystych jabłek

2 czubate łyżki kakao

cukier do smaku ( dałam dwie łyżki )

płaska łyżeczka cynamonu

opcjonalnie – łyżka cappuccino czekoladowego w proszku

Papierówki w dojrzałej fazie mają miąższ podobny w konsystencji do banana, sok gromadzi się w gniazdach nasiennych. Myślę, że oprócz nich dobre do takiego musu będą np. jabłka golden delicjusz. Ja swoje po umyciu pokroiłam wraz ze skórką, pozbywając się gniazd nasiennych. Włożylam jew silikonowym pojemniku do airfryera , dosypałam cukier i cynamon, wymieszalam i piekłam przez 15 minut w 180 C , mieszając w polowie czasu. Można je podpiec w piekarniku albo rozgotowac w garnku z niewielką iloscią wody. Jak będą miękkie i rozpadające się, odcedzamy z nadmiaru soku.

Lekko przestudzone mieszamy z kakao i cappuccino lub innym pasującym dodatkiem i blendujemy na gładką masę . Możemy zapasteryzować w słoiczkach na póżniej, ale teraz , w sezonie zimnych deserów bardzo się przyda. Właśnie na górnym zdjęciu jest dodatkiem do deseru lodowego. Mus jest lekki a zarazem konkretny, dla mnie jego łyżka zamiast kostki czekolady zupełnie wystarczy. Bardzo się cieszę, że zdecydowałam się na ten eksperyment kulinarny i znalazłam nowe zastosowanie dla moich papierówek .

Smacznego !

Orzeźwiająca kostka jabłkowa

W tym roku, ku mojemu zaskoczeniu mam znowu wysyp papierówek. Zwykle jest co dwa lata, rok temu było ich mnóstwo, więc nie spodziewałam się w tym roku takiego urodzaju. Jedno z dwóch starych drzew nie wytrzymało tego i spora gałąź złamała się pod ciężarem jabłek . Tak to wyglądało :

Przerabiam więc jabłka na różne sposoby, dodając do czego się da, jak w wierszyku : Entliczek, pętliczek o robaczku, co nie chciał jeść jabłek i trafił do resturacji, gdzie było z nich wszystko… U mnie była już zupa jabłkowa ( na zimno), kaczka z jabłkami, mus jabłkowy i sok, na słodko i na słono, szarlotka i placki z jabłkami, jabłko było dodatkiem do leczo i do cukini , zrobionej a’la kapusta . Na zimno robię kostkę jabłkową z musu zatopionego w galaretce, wzmocnionej żelatyną, to jeden z ulubionych deserów moich dzieci i gości. Gdy rozpuszczam galaretkę, zatapiam w niej gałązkę mięty, by wzmocnić orzeźwiający aromat. Nie ma dużo kalorii ( słodzę umiarkowanie) i zajadamy ją w sporych ilościach, o ile nam starczy miejsca po innych smakołykach z jabłkami.

ORZEŹWIAJĄCA KOSTKA JABŁKOWA

  • galaretka ( najlepsza agrestowa, ale może być każda inna, prócz niebieskiej )
  • szklanka wody
  • czubata łyżeczka żelatyny
  • gałązka mięty
  • miseczka musu jabłkowego ( ok. 300 ml)
  • cukier do smaku ( opcjonalnie)

Galaretkę , do której dodajemy łyżeczkę żelatyny, rozpuszczamy w misce w szklance wody, możemy też połowę tej wody zastąpić sokiem jabłkowym. Mieszamy dokładnie, by wszystko się rozpuściło i wrzucamy gałązkę mięty. Po kilku minutach i ponownym dokładnym zamieszaniu , wyjmujemy miętę i dodajmy mus jabłkowy, mieszając na gładką masę. Sprawdzamy, czy jest dość słodka – jeśli mus był słodzony, nie trzeba zwykle nic dodawać. Wykładamy masę jabłkową do prostokątnego pojemnika ( u mnie 22 na 12 cm) wysmarowanego masłem, by łatwo wychodziła. Wstawiamy do lodówki, najlepiej na noc, ale po kilku godzinach już się nadaje do jedzenia.

U mnie ta na górnym i dolnym zdjęciu jest z galaretką pomarańczową, w środku- z cytrynową. Najsmaczniejsza i najbardziej orzeźwiająca jest z agrestową. Ale udała mi się też z truskawkową, kiedy nie miałam innej w domu. Wszystkie cieszyły się powodzeniem, domownicy i goście docenili jej orzeźwiający smak i żelkową konsystencję. Warto ją zrobić, szczególnie z letnich jabłek, choć i poza sezonem jest ciekawym deserem.

Smacznego !

Makaron ze szparagami i serami

Sezon szparagowy się kończy, ale jeszcze można skorzystać z tych pysznych warzyw. Nie wymagają wiele czasu do przygotowania, więc doskonale nadają się na szybki obiad , którego bazą jest makaron. Ostatanio ulubionym towarzystwem do szparagów w mojej rodzinie są wędzone wędliny i sery – same szparagi przyrządzałam tak w tym roku na patelni grillowej i w airfryerze . Do makaronu wykorzystałam ich końcówki i po dodaniu ziół wyszło pyszne danie zero waste – makaron ze szparagami, serami i boczkiem.

MAKARON ZE SZPARAGAMI I SERAMI

  • ok. 200 g makaronu
  • kilka zielonych i kilka białych szparagów
  • resztki wędzonych wędlin ( boczek, szynka)
  • kawałki różnych serów ( miałam goudę, oscypka i suszony twaróg )
  • garść rucoli, natka pietruszki, koperek i bazylia
  • sól, pieprz czarny i ziolowy do smaku

Makaron gotujemy al dente i zostawiamy trochę wody od jego ugotowania. Na patelni wytapiamy pokrojony boczek wędzony, dorzucamy kawałki szynki.

Szparagi odłamujemy tam, gdzie nam pozwolą, białe obieramy. Kroimy ukośnie na nieduże kawałki i dorzucamy do boczku, zostawiając delikatne główki na koniec. Przesmażamy je kilka minut, próbując widelcem, czy są już dość dobre, ale nie za miękkie. Lekko solimy ( wędliny i sery są dość słone ) i podlewamy niewielką ilością wody od gotowania makaronu.

Sery kroimy w drobne kawałki lub kruszymy, rocolę i zioła po umyciu drobno kroimy. Na talerzach rozkładamy makaron, polewamy szparagami z boczkiem, posypujemy szybko serami, by się lekkko stopiły, mieszamy. Na koniec posypujemy zieleniną i dodajemy pieprz czarny z młynka i ziołowy.

Danie robi się szybko, a jest niezwykle smaczne i pozwala wykorzystać koncówki serów i wędlin z lodówki. Ja robię takie często w poniedziałki, robiąc porządki po weekendzie. Tu i ówdzie szparagi jeszcze są, przepis może się też przydać na przyszłość albo do wykorzystania z innymi sezonowymi warzywami.

Smacznego !