Archiwum kategorii: Obiady

Przepiórki w soku z dzikiej róży

Zdjęcia tego dania znalazłam szukając czegoś w tegorocznym folderze. Pochodzą z wczesnej wiosny i zapomniałam o nich, a teraz uznałam, że przepis przyda się może w czasie świątecznym ( to już za miesiąc 🙂 . Gdy „upolowałam”przepiórki na jakiejś promocji przypomniała mi się książka Laury Esquivel „Przepiórki w płatkach róży” i postanowiłam zrobić danie w tych klimatach. Oczywiście o tej porze roku nie miałam płatków róży, ale przypomniał mi się sok z dzikiej róży z dodatkiem pigwy , który zrobiłam jesienią. Na pewno jego aromat przypomina nieco ten z płatków , zrobiłam więc przepiórki w soku z dzikiej róży z dodatkiem pigwy, kwaskowe w smaku i aromatyczne. Przepiórki mają mięso delikatne i dość suche, często piecze się je lub smaży zawinięte w słoninę lub boczek . Ja akurat miałam jeszcze kawałek kaczki ( wykorzystany do rosołu), więc odkroiłam od niego tłuste fragmenty i wykorzystałam do smażenia.

Przepiórki w soku z dzikiej róży

  • przepiórki ( ile uda się „upolować”)
  • sok z dzikiej róży z pigwą ( miałam 1/2 szklanki na dwie)
  • sól, pieprz ziołowy, wędzona papryka, tymianek
  • tłuszcz z kaczki lub boczek
  • łyżeczka masła
  • rosół lub bulion do podlewania

Przepiórki miałam dość spore, podzieliłam je na ćwiartki, a końcówki skrzydełek i szyjki dodałam do rosołu z kaczki i kurczaka. Posoliłam je, dodałam sypkie przyprawy, natarłam sokiem i płynnym tłuszczem z kaczki wytopionym na patelni i wstawiłam w pojemniku do lodówki na pół godziny, by się mięso „przegryzło”, ale kwaśny sok nie zaszkodził.

Na patelni z rozgrzanym kaczym tłuszczem i niewielką ilością masła obsmażamy kawałki przepiórek lekko otrząśnięte z marynaty. Dusimy w tłuszczu na wolnym ogniu aż staną się miękkie ( około pół godziny) , wtedy odlewamy nadmiar tłuszczu, podlewamy rosołem , resztą soku i dusimy jeszcze klika minut pod przykryciem.

Podajemy najlepiej z ryżem ( może być doprawiony odrobiną szafranu, na żółto) albo z czarnym, ewentualnie z polentą , też będzie pasowała i delikatną surówką, na przykład taką z ogórków.

Nam takie przepiórki bardzo smakowały , może uda mi się je kiedyś kupić latem i przyrządzić w płatkach róży, jak w książce. Muszę ją sobie przypomnieć, bo takie powieści z elementami kulinarnymi należą do moich ulubionych .
Smacznego !

Gęsie pałki w soku z winogron

Czas na gęsinę powoli się zbliża . Zanim zacznę „polować ” na konkretne kawałki gęsiny albo i na całą, wykorzystałam gęsie pałki, czyli górne części skrzydeł, które są dość dobrze umięśnione i można z nich zrobić coś smacznego. Kiedyś robiłam nogi gęsi w czerwonym winie , tym razem decyzja o takim obiedzie zapadła nagle i nie miałam czerwonego wina w domu. Ale na gałęziach wokół domu rosły jeszcze czerwone winogrona , więc zrobiłam gęsie pałki w soku z winogron, który dodał im ciekawego aromatu.

Jako dodatek , z braku czerwonej kapusty, zrobiłam cukinię duszoną z jabłkami – danie, które stało się przebojem u nas w tym roku.

GĘSIE PAŁKI W SOKU Z WINOGRON

  • kilka gęsich pałek ( ew, nogi)
  • sól, pieprz ziołowy, tymianek
  • rosół lub bulion do podlewania
  • szklanka soku z czerwonych winogron
  • trochę gęsiego tłuszczu

Mięso myjemy i osuszamy, solimy, posypujemy pieprzem ziołowym. Na patelni wytapiamy gęsi tłuszcz i obsmażamy pałki na rumiano. Podlewamy bulionem lub rosołem, dodajemy świeży tymianek lub suszony i dusimy pod przykryciem z godzinę, bo co najmniej tyle wymagają. Dolewamy sok z winogron i dusimy dalej, aż mięso będzie miękkie a sos się zagęści. Podajemy z kaszą gryczaną lub ziemniakami . Idealna będzie do tego zasmażana czerwona kapusta , ale inne słodko-kwaśne dodatki też będą pasowały. Gęsie pałki w soku z winogron wyszły pyszne, początek sezonu na gęsinę uważam za udany.

Smacznego !

Zupa z kiszonej cukinii

W tym roku jak zwykle miałam dużo cukinii, za to z ogórków kupionych jako rozsada ocalał tylko jeden, więc urosło ich niewiele. Do słoików na zimę musiałam kupować ogórki na targu a ceny w tym roku mocno odjechały. Na bieżące potrzeby robiłam więc kiszonki mieszane, z różnych warzyw, do których dla złagodzenia smaku dodawałam też jabłka. Kiedyś nabrałam ochoty na zupę ogrórkową i postanowiłam zrobić ekperyment, przy okazji testując, czy dzieci zauważą różnicę. Tak powstała zupa z kiszonej cukinii, zrobiona jak klasyczna ogórkowa, tyle, że kiszonkami były cukinia, patison i jabłko plus nieco marchewki. Rodzince powiedziałam z czego jest ta zupa dopiero, gdy wszyscy zjedli – nikt nie zauważył różnicy 😉 A gotowałam ją jak klasyczną ogórkową, na udkach z kurczaka z dodatkiem wędzonki.

ZUPA Z KISZONEJ CUKINII JAK OGÓRKOWA

  • mieszanka kiszonych warzyw ( cukinia, patison, marchew, jabłko, papryka)
  • włoszczyzna
  • kawalek świeżej cukinii lub patisona
  • kilka ziemniaków
  • 2 udka z kurczaka
  • kawałek wędzonego boczku
  • liść laurowy, ziele angielskie, majeranek,koperek, sól i cukier do smaku

Opłukane mięso i boczek wkładamy do wody, dodajemy liść laurowy i ziele angielskie, gotujemy. Pod koniec gotowania dodajemy pokrojoną w półplasterki marchewkę , kawałek pora i starty na tarce o grubych oczkach kawalek selera i pietruszkę. Gdy mięso będzie prawie miękkie dorzucamy ziemnieki obrane i pokrojone w kostkę i 2-3 plastry obranej cukinii.

Kiszoną cukinię , patison i jabłko ścieramy na tarce o grubych oczkach – startych warzyw ma być około szklanki, dorzucamy też kiszoną marchew w plasterkach. Wrzucamy do zupy, gdy ziemniaki są już miękkie, bo inaczej by się dobrze nie ugotowały, dorzucając łyżeczkę majeranku. Na koniec wyjmujemy plastry świeżej cukinii i miskujemy . Doprawiamy zupę sokiem z mieszanej kiszonki ( około pól szklanki) i zagęszczamy zmiksowaną cukinią zamiast zasmażki czy śmietany. Solimy, możemy dodać szczyptę cukru dla złamania smaku. Mięso wyjmujemy, obieramy, boczek kroimy w kostkę i wszystko posypujemy świeżym koperkiem .

Taka zupa jest pyszna, zdrowa i smakuje jak klasyczna ogórkowa. W czasie urodzaju cukinii zaskakuję Rodzinkę różnymi pomysłami na jej wykorzystanie, ten został uznany że jeden z najbardziej udanych. Planuję jeszcze zrobić zupę z kiszonej dyni, pewnie w formię kremu .

Smacznego !

Makaron ze szparagami i serami

Sezon szparagowy się kończy, ale jeszcze można skorzystać z tych pysznych warzyw. Nie wymagają wiele czasu do przygotowania, więc doskonale nadają się na szybki obiad , którego bazą jest makaron. Ostatanio ulubionym towarzystwem do szparagów w mojej rodzinie są wędzone wędliny i sery – same szparagi przyrządzałam tak w tym roku na patelni grillowej i w airfryerze . Do makaronu wykorzystałam ich końcówki i po dodaniu ziół wyszło pyszne danie zero waste – makaron ze szparagami, serami i boczkiem.

MAKARON ZE SZPARAGAMI I SERAMI

  • ok. 200 g makaronu
  • kilka zielonych i kilka białych szparagów
  • resztki wędzonych wędlin ( boczek, szynka)
  • kawałki różnych serów ( miałam goudę, oscypka i suszony twaróg )
  • garść rucoli, natka pietruszki, koperek i bazylia
  • sól, pieprz czarny i ziolowy do smaku

Makaron gotujemy al dente i zostawiamy trochę wody od jego ugotowania. Na patelni wytapiamy pokrojony boczek wędzony, dorzucamy kawałki szynki.

Szparagi odłamujemy tam, gdzie nam pozwolą, białe obieramy. Kroimy ukośnie na nieduże kawałki i dorzucamy do boczku, zostawiając delikatne główki na koniec. Przesmażamy je kilka minut, próbując widelcem, czy są już dość dobre, ale nie za miękkie. Lekko solimy ( wędliny i sery są dość słone ) i podlewamy niewielką ilością wody od gotowania makaronu.

Sery kroimy w drobne kawałki lub kruszymy, rocolę i zioła po umyciu drobno kroimy. Na talerzach rozkładamy makaron, polewamy szparagami z boczkiem, posypujemy szybko serami, by się lekkko stopiły, mieszamy. Na koniec posypujemy zieleniną i dodajemy pieprz czarny z młynka i ziołowy.

Danie robi się szybko, a jest niezwykle smaczne i pozwala wykorzystać koncówki serów i wędlin z lodówki. Ja robię takie często w poniedziałki, robiąc porządki po weekendzie. Tu i ówdzie szparagi jeszcze są, przepis może się też przydać na przyszłość albo do wykorzystania z innymi sezonowymi warzywami.

Smacznego !

Rogale marcińskie z miodem

To już kolejne rogale z białym makiem na moim blogu, postanowiłam pokazać ten przepis, bo zrobiłam je nieco inaczej niż poprzednio. Nie są to tradycyjne rogale świętomarcińskie, bo takie, z certyfikatem, zawierają składniki, które wolę zastąpić ulubionymi- przede wszystkim moje są na maśle. Przeglądając najnowsze trendy rogalowe w sieci ( szukałam takich bez okruchów biszkoptowych) , zauważyłam, że do masy makowej można dodać miód zamiast cukru. Akurat niedawno kupiłam lipowy, na targu, od lokalnego pszczelarza i ten wykorzystałam. A zamiast okruchów biszkoptu, dodałam więcej zmielonych orzechów i migdałów. Przez ostatnie kilka lat zapominałam kupić odpowiednio wcześniej biały mak i piekłam rogale z masą orzechową ( takie robi się na 11 listopada na moich rodzinnych Kujawach). Bardzo smakowały moim dzieciom i pomyślałam, że skoro udało mi się na czas kupić biały mak , to dodam więcej orzechów do masy. Rogale marcińskie z miodem wyszły przepyszne, rodzinka oceniła, że to najlepsze , jakie zrobiłam.

ROGALE MARCIŃSKIE Z MIODEM

  • ok. 1/2 kg mąki pszennej
  • 25 g drożdży ( świeżych)
  • szklanka mleka
  • 50 g masła i 150 g do wałkowania
  • 2 łyżki drobnego cukru i szczypta soli
  • 3 jajka ( 2 białka do masy)
  • łyżka nalewki
  • 250 g białego maku
  • 1/2 szklanki mielonych orzechów i migdałów
  • 150 g masy marcepanowej
  • 2 łyżki rodzynek namoczonych w pigwówce
  • 2 łyżki kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • jajko do posmarowania
  • lukier cytrynowy
  • posiekane orzechy ( włoskie i laskowe) i migdały do posypania

Mak sparzyłam na noc poprzedniego dnia, zalewając go wrzątkiem na ok 3 cm powyżej powierzchni. Drożdże rozrobiłam z łyżeczką cukru, rozpuściłam w połowie szklanki letniego mleka, posypałam łyżką mąki i odstawiałam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Rodzynki zalałam pigwówką.

W międzyczasie stopiłam masło ( 50 g) i roztrzepałam lekko cukier z jajkiem i dwoma żółtkami. Dwa białka zostawiłam do masy. Do miski wsypałam mąkę, dodałam szczyptę soli , wlałam wyrośnięte drożdże, dodałam mieszając jajka z cukrem, resztę letniego mleka i stopione masło. Wlałam też  łyżeczkę nalewki z pigwy, żeby ciasto lepiej rosło.Wyrabiałam to drewnianą łyżką, aż ciasto odstawało od brzegów miski , przykryłam ściereczką i odstawiłam do wyrośnięcia na około 30 minut, do podwojenia objętości. 

Mak odcedziłam i zmiksowałam dokładnie razem z marcepanem ( miałam baton ze sklepu z niemieckimi słodyczami). Dodałam rozpuszczony miód , odcedzone rodzynki i zmielone orzechy. Na koniec dodałam ubite na sztywno dwa białka i  dokładnie wymieszałam.

Wyrośnięte ciasto wyrzuciłam na omączony blat, rozwałkowałam na grubość ok 2 cm, obłożyłam cienko pokrojonym masłem w kawałkach, złożyłam i rozwałkowałam znowu. Powtórzyłam to jeszcze dwa razy. Potem włożyłam ciasto do lodówki na pół godziny.

Następnie odrywałam fragmenty ciasta i rozwałkowywałam na prostokąty grubości ok centymetra, kroiłam je na podłużne trójkąty, nakładałam farsz i zwijałam rogale. . Układałam je na natłuszczonej blasze i smarowalam rozklóconym z łyką mleka jajkiem. Podrastały ok. 5 min w ciepłym miejscu, zanim trafiły do piekarnika w temperaturze 180 C, na około 25 minut- do zrumienienia.

Ostudzone posmarowałam lukrem zrobionym w ten sposób , tyle, że z cytryną i posypałam posiekanymi orzechami i migdałami.

Wyszły pyszne, faktycznie chyba najlepsze, jakie dotąd zrobiłam. Chociaż przyznam, że pewien duży rogal zrobiony kilka lat temu z okazji koncertu Korteza w listopadzie w Poznaniu też zrobił wrażenie .

Smacznego !

Grzyby z cukinią do makaronu

Zaczął się wysyp grzybów i można cieszyć się ich smakiem w różnych daniach. Na razie trafiłam tylko na maślaki, bo ciekawsze gatunki zapewne zostały zebrane wcześniej przez ranne ptaszki, amatorów grzybobrania. Ja lubię ich smak, część przeznaczyłam do octu a część do obiadowego dania z makaronem. Wprawdzie teraz docenia się nie tylko smak, ale też wartości odżywcze grzybów, niemniej jednak są nadal dość ciężkostrawne i osoby o delikatnych żołądkach powinny na nie uważać. Dlatego specjalnie dla siebie zrobilam lżejszą wersję dodatku do makaronu -grzyby z cukinią. Rośnie mi ona nadal w ogrodzie i wykorzystuję ją na rożne sposoby. Dzięki cukinii danie jest bardziej lekkostrawne i urozmaicone smakowo. Dodałam sporo ziół, w tym świeżych z ogrodu, by podkręcić smak cukinii. A propos ogrodu – pod starymi drzewami, jabłonkami i obok świerków wyrosły mi też grzyby – pieczarki i tzw. „zajączki”, czyli podgrzybki złotawe. Z nich też coś zrobię :

GRZYBY Z CUKINIĄ DO MAKARONU

  • miska maślaków
  • mała cukinia
  • cebula
  • sól, pieprz czarny i ziołowy, papryka wędzona
  • świeży tymianek, cząber, majeranek i natka pietruszki
  • olej do smażenia

Maślaki trzeba dobrze oczyścić i obrać. Zanim je podsmażymy, warto je odgotować kilka minut, by były lżej strawne. Wodę odlewamy, a grzyby odcedzamy i studzimy. Większe kroimy w paski. Podsmażamy na oleju pokrojoną w cienkie plastry lub piórka cebulę, po chwili dodajemy pokrojone grzyby. Gdy się podsmażą , po kilku minutach dodajemy półplasterki cukinii. Mieszamy, by się nie przypaliły, doprawiamy solą i pieprzem, podlewamy wodą, by się poddusiły do miękkości a woda odparowała. Na koniec dorzucamy pokrojone świeże zioła i wędzoną paprykę, chwilę jeszcze zostawiamy na patelni, by grzyby z cukinią przeszły ich smakiem.

Podajemy z ulubionym makaronem ( u mnie to były kokardki), ale z dodatkiem kaszy np. gryczanej takie grzyby na pewno będą też super smakować. Doskonałe jesienne danie, sezonowe i pełne smaku.

Smacznego !

Chłodnik z cukinii i pomidorów

Na pomysł tego chłodnika wpadłam przypadkiem. Mam duży urodzaj cukinii i wykorzystuję ją w kuchni na różne sposoby, bo ją bardzo lubię. Jest doskonałym wypełniaczem do zup-kremów, więc w kiedy miałam troche wywaru z gotowania peklowanego kurczaka , zrobiłam na jego bazie zupę -krem z cukinii z pomidorami i dużą ilością ziół. Jak zwykle w sezonie jabłkowm, dla orzeźwienia smaku dodałam jedną dorodną papierówkę. Zupę na obiad zjedliśmy lekko przestudzoną z grzankami a resztę schowałam do lodówki. Przypadkiem spróbowałam jej na zimno i smak wydał mi się podobny do gazpacho. Stwierdziłam, że cukinia to może nawet lepszy wypełniacz chlodnika, niż chleb a do ziół dorzuciłam też nieco mięty i to dzięki niej chłodnik z cukinii z pomidorami uzyskał niezwykłą świeżość. Papierówka też na pewno zrobiła swoje. Teraz, w czasie upałów powtórzyłam tę zupę od razu w formie chłodnika i doskonale zdała egzamin jako obiad na gorący dzień.

CHŁODNIK Z CUKINII I POMIDORÓW

  • Średnia młoda cukinia
  • 3-4 mięsiste pomidory ( i pocjonalnie kilka suszonych z zalewy)
  • czerwona papryka
  • mała marchewka i kawałek pora ( opcjonalnie)
  • jedni kwaskowe jabłko
  • bulion warzywny, rosół lub trochę oliwy
  • świeża bazylia, oregano, tymianek, pietruszka i mięta
  • sól, pieprz, papryka wędzona

Jeżeli wykorzystujemy bulion lub rosół, dodajemy obrane i pokrojone warzywa bezpośrednio do garnka , jeśli nie, to możemy lekko podsmazyć warzywa na oliwie, dolać wody i gotować dalej . Pomidory przed dodaniem do zupy możemy po nacięciu u góry sparzyć i obrać ze skórki, ale zazwyczaj w czasie gotowania skórka z nich odchodzi i łatwo ją wyłowić. Jesli dodajemy suszone pomidory, możemy dolać trochę zalewy od nich.

Gdy warzywa będą już miękkie, solimy je, dorzucamy świeże zioła , pieprz i paprykę wędzoną , wyłączamy palnik i przykrywamy na chwilę , by zupa nabrała aromatu. Po przestudzeniu miksujemy dokładnie na gładko , studzimy do temperatury pokojowej a potem wstawiamy do lodówki. Możemy podać ze świeżym ogórkiem pokrojonym w kostkę , ewentualnie z dodatkiem świeżej papryki, by chłodnik miał element chrupiący.

Chłodnik z cukinii z pomidorami i dużą ilością ziół to doskonały pomysł na wykorzystanie urodzaju cukinii ( tego lata rośnie pięknie) i letni obiad na upały. Mnie bardzij smakował, niż gazpacho, mimo, że składniki trzeba najpierw ugotować a potem ostudzić.

Smacznego !

Nogi kaczki z jabłkami

W tym roku znowu mam wysyp papierówek i dodaję je do różnych dań – tych na słodko i na wytrawnie. Na ostatnią niedzielę zrobiłam swoją wersję polskiego klasyka – nogi kaczki z jabłkami. Czasy, kiedy robiłam całą kaczkę skończyły się wraz z wyprowadzką dzieci z domu , jednak klasyk musi być. Jest za gorąco, by odpalać piekarnik, więc skorzystałam z patelni, na której udusiłam podzielone na kawałki nogi kaczki we własnym tłuszczu ( czyli konfItowałam), pod koniec odlewając tłuszcz i dodając jabłka – oczywiście papierówki. Teraz są już bardzo dojrzałe i słodkie , ale nadal mają kwaskowy posmak, który doskonale pasuje do mięsa. Oprócz majeranku ( świeżego) , dorzuciłam nieco mięty by dodać daniu świeżości.

NOGI KACZKI Z JABŁKAMI

  • nogi kaczki ( u mnie podzielone)
  • sól, pieprz, majeranek świeży i mięta, czosnek granulowany
  • łyżka sosu sojowego jasnego
  • kilka jabłek ( u mnie papierówki)
  • bulion lub woda do podlania

Z boku nóg odcinamy kawałki tłuszczu i wytapiamy go na średniej mocy palnika na patelni. W międzyczasie przyprawiamy mięso kaczki solą, pieprzem i czosnkiem ( ja dałam granulowany). Kładziemy nogi na wytopiony tłuszcz i smażymy najpierw na rumiano z obu stron a potem pozwalamy im się konfitować pod przykryciem we własnym tłuszczu , od czasu do czasu przewracając. Gdy już są prawie miękkie, odlewamy większość tłuszczu i polewamy nogi kaczki sosem sojowym. Dorzucamy obrane i pokrojone jabłka, dodajemy świeży majeranek i miętę, podlewamy niedużą ilością bulionu lub wody. Dusimy pod przykryciem , aż jabłka będą miękkie.

Podajemy z ziemniakami, kaszą lub po poznansku, z pyzami drożdżowymi. Ja zrobiłam jako świeży dodatek sałatkę z ogórków z miętą, z dodatkiem …oczywiście papierówki ( na dolnym zdjęciu). Danie wyszło pyszne, papierówki powoli się kończą, ale chyba zrobię jeszcze jakieś mięso z ich dodatkiem, bo uwielbiam takie połączenia.

Smacznego !

Zupa szparagowa z porem

Sezona na szparagi w tym roku przyszedł wcześniej niż zwykle i cieszę się nimi już od początku maja. Na blogu mam już dużo przespisów ze szparagami w roli głównej, jednak ciągle wymyślam coś nowego. Mieszkam w Wielkopolsce, to szparagowe zagłębie i mogę je kupować na straganach bezpośrednio od producentów, świeże, dowożone z pola co kilka godzin. Zupa szparagowa z porem powstała z białych, grubych szparagów , białych warzyw i jasnej części pora. Miksuję wszystko , zostawiając główki szparagów do zjedzenia wraz z zupą a dla gęstości i aksamitnej konsystencji dodaję 1-2 ziemniaki.

ZUPA SZPARAGOWA Z POREM

  • pęczek białych, grubych szparagów
  • piertuszka i pół selera
  • opcjonalnie- mała kalarepa
  • duży por bez zielonych końcówek
  • 1-2 ziemniaki
  • sól, biały pieprz, tymianek
  • koperek do posypania
  • troszkę oleju do podsmażenia warzyw

Szparagi odłamujemy od końcówek tam, gdzie same na to pozwolą i obieramy cienko. Kroimy na nieduże kawałki, główki na razie zostawiamy. Z pora odcinamy tylko zielone liście, jasnozieloną część też wykorzystujemy. Myjemy dokładnie i kroimy na kawałki. Osuszamy i podsmażamy w garnku na niedużej ilości oleju. Dorzucamy obrane i pokrojone warzywa ( pietruszkę,seler i ewentualnie kalarepę), zalewamy wodą ( 4-5 szklanek) , po chwili dorzucamy przygotowane szparagi ( bez główek) i gotujemy kilkanaście minut. Na koniec dorzucamy obrane i pokrojone w kostkę ziemniaki i główki szparagów. Gdy wszystko będzie miękkie, wyjmujemy główki , by je podać osobno, solimy zupę i doprawiamy białym pieprzem. Miksujemy. Podajemy posypaną koperkiem i z główkami szparagów. Pasuje do niej bagietka, ale kto dba o linię, może się bez niej obejść. To kolejna propozycja pysznej sezonowej zupy – cieszmy się szparagami , póki są i jedzmy je na różne sposoby.

Smacznego !

Polędwiczki ze smardzami

Smardze to bardzo smaczne grzyby, doceniane kulinarnie już od dawna. Ja cieszę się nimi co dwa lata, bo wtedy pojawiają się u mnie w ogrodzie pod starą papierówką , mogę je więc zrywać i zajadać bez obawy, że niszczę gatunki chronione. Można je zbierać tylko w określonych miejscach, ogrody do takich należą. Ciekawi mnie, dlaczego pojawiają się akurat w te lata, kiedy jabłek na drzewie jest bardzo mało . W tym roku, kiedy zapowiada się ich wysyp ( drzewa kwitną bardzo intensywnie , pszczoły latają i zapylają) szukałam bezskutecznie tych smacznych grzybów. Mam jednak w zasobach zdjęciowych danie sprzed roku – polędwiczki ze smardzami. Nie wyrasta ich wiele – 2-3 w kilku rzutach, traktuję więc moje ogrodowe smardze jak luksusowy dodatek. Pokazywałam już jajecznicę ze smardzami , teraz wykorzystałam je jako dodatek do mięsa. Taka ilość nie wystarcza np. na „smorze faszerowane”, na które znalazłam przepis na profilu Kuchnia staropolska , ale duszone z cebulą razem z mięsem doskonale będą smakować. Poniżej zdjęcie tych trzech smardzów, które znalazlam w ogrodzie i przyrządziłam z plędwiczkami wieprzowymi :

POLĘDWICZKI DUSZONE ZE SMARDZAMI

  • kawałek polędwicy wieprzowej
  • średnia cebula
  • 2-3 smardze ( zebrane w dozwolonych miejscach, nie objętych ochroną)
  • sól, pieprz , majeranek, tymianek
  • tłuszcz do smażenia ( miałam z kaczki)

Większości grzybów przed duszeniem się nie myje, tylko czyści na sucho. Ze smardzami nie możemy tego robić, bo są bardzo pofałdowane i musimy je dobrze ( ale ostrożnie) wypłukać a potem osuszyć. W programie o kuchni francuskiej z Julie Andrieu podpatrzyłam, że kucharze odzyskują wodę z płukania smardzów , przecedzając ją przez gęste sitko wyłożone płótnem, by pozbyć się zanieczyszczeń a zachować cenny smak. Wykorzystałam ten patent, krojąc najpierw smardze w plastry.

Polędwiczki pokroiłam na grube plastry, doprawiłam solą, pieprzem i ziołami. Podsmażyłam na patelni z mocno rozgrzanym tłuszczem ( może być masło) po kilka minut z obu stron. Zmniejszyłam moc palnika, dodałam pokrojoną cebulę , podsmażyłam chwilę i dorzuciłam pokrojone, umyte i wysuszone na papierowym ręczniku smardze. Smażyłam chwilę, podlałam odzyskanym smakiem z grzybów i dusiłam pod pokrywką około 15 minut, aż mięso było miękkie. Można do takiego sosu dodać śmietany, ja wolałam naturalne smaki. Polędwiczki ze smardzami podałam z sałatą lodową w winegrecie i kaszą bulgur polaną sosem. Smakowały wyśmienicie, smardze są bardzo aromatyczne i nawet niewielka ich ilość , dodana w odpowiedni sposób podkreśla wartość smakową każdego dania.

W tym roku muszę obejśc się smakiem – za to będę miała mnóstwo papierówek latem. A za rok , mam nadzieję, ich brak wynagrodzi mi obecnośc smardzów pod jabłonką i wymyślę jakieś nowe ekstra danie.

Smacznego !