Marketing ze smakiem – resturacje, ludzie, pieniądze, świat…

sgh2

Jak już wspomniałam, wiele się ostatnio dzieje i dlatego niektóre relacje czekają na swoją kolej. W grudniu byłam w Warszawie na  seminarium naukowym „Marketing ze smakiem” organizowanym przez Katedrę Rynku, Marketingu i Jakości SGH, SKN Marketingu SGH oraz Agnieszkę Małkiewicz (www.amhorecacommunications.pl).

Przedmiotem tego wydarzenia  były restauracje w wielu aspektach. Najpierw był  komentarz praktyków do badania rynku „Konsument w restauracji” zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia we współpracy z SGH.  Trochę już na ten temat wiedziałam, z tej konferencji.

Potwierdziło się to, że prawie połowa Polaków (48%) nie chodzi do restauracji. Pozostali bywają głównie w sieciowych pizzeriach (65%).Elementy, które przeszkadzają w czasie wizyt w restauracjach to według  połowy  badanych  brak higieny (55%), nieświeże produkty (54%) i niesmaczne jedzenie (61%) .
Nieświeże produkty używane do przygotowania posiłków, na które skarży się ponad połowa ankietowanych konsumentów, to ważny przejaw braku profesjonalizmu w podejściu do prowadzenia kulinarnego  biznesu. ” Oszczędności czynione kosztem zdrowia konsumentów to bardzo niebezpieczna i krótkotrwała koncepcja prowadzenia restauracji” – skomentowała prof. Teresa Taranko, kierownik Katedry Rynku, Marketingu i Jakości w SGH.

SGH 1

W czasie wydarzenia opiniami i wiedzą podzielili się  m.in.: Agnieszka i Marcin Kręgliccy, Agata Godlewska (Food Service), Justyna Adamczyk (Gault&Millau), Maria Chludzińska (Marriott), Barbara Paryszewska, Magdalena Figurna (Makro Cash and Carry), Justyna Kosmala (Charlotte), Natalia Sitarska i Łukasz Smoliński (Blog Tasteaway).

Bardzo ciekawie o pracy restauratorów opowiadało rodzeństwo – Agnieszka i Marcin Kręgliccy. Docenili wartość dobrych menagerów, będących pomocą a nie konkurencją dla właścicieli a także obsługi, która chęć dogodzenia gościom stawia na pierwszym miejscu. Podkreślili także to, że z czasem nabywa się doświadczenia w prowadzeniu restauracyjnego biznesu i wtedy łatwiej o jego opłacalność.

Rodzeństwo podzieliło się też ciekawym spostrzeżeniem – teraz wyjście do restauracji jest wydarzeniem społecznym- idziemy nie po to , by coś zjeść, lecz by spędzić miło czas przy smacznym jedzeniu w gronie przyjaciół lub rodziny. Jak dla mnie to pozytywny objaw :)

Wspomnieli też o przypadkach nieuczciwości wśród pracowników , których nigdy nie „zamiatali pod dywan” , tylko zawsze rozwiązywali za pomocą odpowiednich służb. Kary też płacili, ale uczyli się na własnych błędach. Dziś są właścicielami kilku prestiżowych warszawskich restauracji.

Seminarium SGH (3)

 

Seminarium było także zapowiedzią studiów podyplomowych Marketing w sektorze HoReCa, które odbywać się będą w SGH. Mają one na celu dostarczenie wiedzy i umiejętności, które pozwolą uczestnikom w profesjonalny sposób, skutecznie i efektywnie zarządzać podmiotami świadczącymi usługi w sektorze HoReCa .

Informacjami na temat nowego przewodnika Gault&Millau , który niedawno po raz pierwszy przyznawał punkty polskim  restauracjom podzieliła się jego redaktor naczelna, Justyna Adamczyk .

Przy przyznawaniu punktów preferowane są miejsca dogodne dla turystów, z odpowiednio dostosowanymi  cenami. Produkty muszą być świeże i sezonowe, dania dopracowane z uwzględnieniem różnych technik, odpowiednio dobranych do produktu. Szef kuchni musi mieć osobowość i znać się na  food design. Obsługa ma być miła , liczy się też bardzo  ogólne wrażenie pobytu w restauracji od początku do końca. Ważne są też warunki higieniczne .

Z sali padło pytanie, jakie kryteria muszą spełniać inspektorzy tego przewodnika oceniający restauracje. Zanotowałam je sobie, kogo to interesuje, niech mnie zapyta bezpośrednio :)

Na temat  współpracy firmy z pracownikami opowiadały konsultantka HoReCa i pani manager firmy Marriot.

 

sgh3

 

Po wykładach poszłam na ciekawe warsztaty  podróżniczego bloga Tasteway i wysłuchałam historii ich podróży i blogowania ubarwionej wieloma ciekawymi szczegółami.

Dla blogerów dobra wiadomość – marki dostrzegają potrzebę testowania restauracji i przedstawiania swoich opinii na blogach , oczywiście jeśli robione są ze znawstwem.

 

 

 

 

 

Jajka w gniazdkach z suszonymi pomidorami

jajka w gniazdkach pomidorowe

To właśnie podobną do tej  potrawę podałam niedawno za przykład w dyskusji na kulinarnej grupie na temat autorstwa przepisów. Byłam dumna, że wynalazłam coś nowego, jako modyfikację pasztetu z jajkami i nazwałam duże klopsy nadziane jajkami na twardo właśnie jajka w gniazdkach. W komentarzach ( jeszcze na bloog.pl ) dowiedziałam się, że to i narodowa potrawa szkocka i popisowe danie Jamiego Oliwiera :)  I duma prysła a przyszła refleksja –  zdarza się często, że klika osób wpadnie jednocześnie na taki sam pomysł .

Dziś pokazuję nieco inną wersję – z suszonymi pomidorami i przecierem pomidorowym , podkręcone nieco chili i wędzoną papryką – wyszły oryginalne i pyszne :)

 

JAJKA W GNIAZDKACH Z POMIDOROWĄ NUTĄ

¾ kg mielonego mięsa
czerstwa bułka
mała cebula
kilka suszonych pomidorów
olej
4 jajka na twardo
1 jajko surowe
sól, pieprz, bazylia suszona

troszkę chili , szczypta wędzonej papryki
2 ząbki czosnku
przecier pomidorowy( kilka łyżek, może być zalewa od pomidorów z puszki

bułka tarta, sos sojowy

Suszone pomidory z zalewy lub suche zalewamy wrzątkiem- pół szklanki i przykrywamy. Wyjmujemy po 20 minutach a w wywarze z dodatkiem przecieru pomidorowego moczymy czerstwą bułkę .

Cebulę drobno kroimy i przesmażamy na oleju razem z rozdrobnionymi suszonymi pomidorami.
Do miski wkładamy mielone mięso i pomidory przesmażone z cebulką .Dodajemy odciśniętą i rozdrobnioną bułkę, wbijamy jajko, solimy, dodajemy przyprawy do smaku , przepuszczony przez praskę czosnek i dobrze wyrabiamy przez kilka minut. Formujemy cztery kule , w które wkładamy ugotowane i obrane jajka. Otaczamy je w tartej bułce i skrapiamy sosem sojowym. Układamy w żaroodpornym naczyniu i pieczemy w piekarniku w 180 C,ok 45 minut,  aż zbrązowieją i wbity w nie widelec wchodzi bez oporu.

Takie jajka otulone aromatycznym mielonym mięsem smakują doskonale  i efektownie wyglądają – można nimi zaskoczyć też gości.

Smacznego !

 

jajka w gniazdkach pomidorowe2

Szybka sałatka na bazie surówki z kapusty Marwitu

soki marwit

 

Jeszcze przed Gwiazdką dotarł do mnie Mikołaj z całym kartonem pysznych prezentów od Marwitu , które bardzo mi się przydały w świąteczno-noworocznym okresie. Piszę o tym dopiero teraz, bo w międzyczasie wiele się działo w blogosferze i to wymagającego relacji na bieżąco …

 

mikołaj Marwit

 

Na soczki rzuciły się moje duże już dzieci, buteleczki pojechały też na świąteczne wizyty do dzieci w wieku dziecięcym z rodziny . Wszystkim bardzo smakowały, najbardziej jabłkowe z żurawiną oraz te z kiwi. Były doskonałym orzeźwieniem podczas świątecznych rodzinnych biesiad przy stole.

Surówki przydały się też, wprawdzie robię prawie co dzień własne, bo dla mnie obiad bez świeżych warzyw nie może się obejść, ale miło czasem odpocząć i sięgnąć po gotowe pyszne surówki doskonałej jakości . Najbardziej smakowała mi ta z marchewki z chrzanem, z meksykańskiej zrobiłam sałatkę z ryżem i majonezem- ale tak szybko poszła, ze nie zdążyłam zrobić zdjęcia :)

Za to sałatkę z czerwonej kapusty o smaku gyrosa wykorzystałam też w kreatywny sposób.

 

kapusta marwit

 

Mam taki przepis na błyskawiczną sałatkę na bazie czerwonej kapusty i kukurydzy, którą robię, jak się spieszę . Tym razem zrobiłam inną wersję – z ugotowanym na twardo jajkiem- jest nie mniej pyszna a szybka i bardziej konkretna .

 

sałatka z kapusty

 

SZYBKA SAŁATKA Z CZERWONEJ KAPUSTY MARWIT

 

opakowanie kapusty czerwonej o smaku gyrosa Marwit

jajko na twardo

2-3 łyżki majonezu

Jajko siekamy w drobną kostkę , dodajemy do odcedzonej kapusty , mieszamy razem z majonezem. Gotowe- smaczne, efektowne, można zaskoczyć niespodziewanych gości albo rodzinę kreatywnością i szybkością . Można doprawić do swojego smaku, ja nie musiałam, wszystko było akurat.

Prezenty od Marwitowego Mikołaja bardzo mi się przydały w świątecznym okresie, urozmaiciły smakowo moją kuchnię i oszczędziły mi pracy :)

Smacznego !

sałatka z kapusty1

Kulinarne koty – S’kott Komarki z Every Cake You Bake

1-skot
Agnieszkę zwaną w blogosferze od nazwiska Komarką z Every Cake You Bake  poznałam na żywo na pamiętnym Blog Forum Gdańsk 2011. Znałyśmy się już z sieci i lubiłyśmy a spotkanie w realu tylko to potwierdziło . Przy okazji ku mojej radości dowiedziałam się, że mama Agnieszki lubiła  odwiedzać mój blog ze względu na domową atmosferę przebijającą z niego.
Gdy Komarka zaczęła pokazywać  na FB zdjęcia swojego kota, uroczego Brytyjczyka, zachwyciłam się nim i bardzo kibicowałam jego oswajaniu się z nowym domem. Z przyjemnością przeczytałam, że ma charakter podobny do mojego Nuka – jest towarzyski i gadatliwy :)
scot2
Jak kot pojawił się w twoim życiu ?
Pierwszy kot pojawił się w moim życiu około 10 lat temu. W siarczystym mrozie, w styczniu pod drzwiami do klatki swojego bloku, koleżanka znalazła błąkającą się puchatą czarno-białą bidulę, której nie miała sumienia zostawić na zewnątrz. Koleżanka miała już w domu sędziwego kota, który niespecjalnie tolerował towarzystwo i po kilku tygodniach zapadła decyzja, że kicia, nazwana później Milką zostanie u mnie. Nie wiedziałam nic o jej przeszłości ani dokładnym wieku, ale sądząc po brakującej połowie ogonka, nie miała łatwego życia. Przeżyła w moim domu kilka lat, ale niestety zachorowała i odeszła. Była bardzo płochliwa i nieufna i chyba nigdy do końca nie oswoiła się, ale to właśnie dzięki niej odkryłam, że z kotami bliżej mi niż z jakimikolwiek innymi zwierzętami i że to właśnie koty będą towarzyszami mojego życia w przyszłości. Kiedyś na jakiejś wystawie kotów po raz pierwszy zobaczyłam koty brytyjskie – o gęstym, mięciutkim futerku, misiowatej sylwetce, dłużej, okrągłej główce z przyklejonym do niej uśmiechem Kota z Cheshire i zwariowałam na ich punkcie!
3-skot
Musiało minąć trochę czasu po odejściu Milki, zanim znowu byłam gotowa na przyjęcie nowego kociego przyjaciela. Po rozeznaniu w okolicznych hodowlach i wybraniu tej zaufanej, pod koniec lipca ubiegłego roku przywiozłam do domu trzymiesięcznego, liliowego, lekko pręgowanego tygryska, który jak na rodowitego Brytyjczyka przystało, otrzymał brytyjskie imię S’kott :)
Co w nim lubisz najbardziej ?

Nie miałam wcześniej do czynienia z kotami brytyjskimi, ale zanim zdecydowałam się na tę rasę, dużo o niej czytałam i już wtedy nie miałam wątpliwości, że to idealny kot do domu. Kiedy Skott pojawił się u mnie, moje przypuszczenia potwierdziły się – nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego charakteru dla swojego kociego przyjaciela! Jest bardzo spokojny, choć zawsze skory do zabawy. Uwielbia pieszczoty i głośno się ich domaga, szczególnie po mojej dłuższej nieobecności w domu. Jest bardzo kontaktowy i gadatliwy i na każde zadane zapytanie odpowiada w swoim kocim języku (mam wrażenie, że czasem nawet pyskuje ;)) często wdając się w długie dyskusje :) Towarzyszy mi we wszystkich domowych aktywnościach chodząc krok w krok i obserwując wszystko co robię. Najbardziej lubię jego uśmiechniętą mordkę i to, że zawsze czeka na mnie przy drzwiach, kiedy wracam z pracy.
4-skot

Co jada Twój kot ?

Skott nie skończył jeszcze roku i wciąż jeszcze jada karmę dla młodych kotów – mokrą Animonda Carny, Cosma i Applaws i suchą Royal Canin. Rośnie z niego smakosz, bo uwielbia próbować wszystko co tylko uda mu się ukradkiem przechwycić z deski do krojenia lub talerza ;) Uwielbia gotowane ziemniaki i buraczki, gotowaną na parze dynię, a także twaróg i inne przetwory mleczne, które dostaje okazjonalnie.
5-skot

Kot w kuchni

… jest zawsze wtedy, kiedy jestem tam ja, czyli bardzo często :) Jako pomocnik kuchenny sprawdza się świetnie, doglądając mieszania w garnku czy zagniatania ciasta. Często muszę hamować jego pomocnicze zapędy, odstawiając kuchenny stołek w bezpiecznej odległości od blatu (jeszcze nie jest w stanie sam wskoczyć na blat bezpośrednio z podłogi) – wtedy stamtąd lub ze śniadaniowego stolika, troszkę obrażony, nadzoruje pracę. Kulinarne sesje zdjęciowe czasem trwają dwa razy dłużej niż bym sobie tego życzyła, przez nieustanne zdejmowanie kota sprzed obiektywu :)
6-skot

Najzabawniejsza  historia

 

Wiele zabawnych sytuacji na pewno jeszcze przed nami, bo znamy się ze Skottem dopiero niecały rok. Rozbawiło mnie, kiedy odkryłam, że jego ulubionym miejscem na drzemki w ciągu dnia jest okrągła umywalka w łazience, w której układa się wygodnie, niczym w kocim SPA :) Zabawne jest też obserwowanie, jak z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wypełnia umywalkę sobą, rosnąc jak na drożdżach (z natury będzie bardzo dużym kotem).

 

Dziękuję za rozmowę :)

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

7-skot

„Śniadanie Mistrzów” – warsztaty Makro z młodymi mistrzami kuchni

makro prowadzący 1

Chociaż od warsztatów „Śniadanie Mistrzów ” w  Akademii Efektywnej Przedsiębiorczości w Warszawie , których organizatorem była sieć Makro Cash & Carry minęły prawie dwa tygodnie, to doskonale wszystko pamiętam, bo było to przeżycie smakowite i inspirujące.

Przede wszystkim gotowanie z młodymi mistrzami kuchni – laureatami konkursu „Zgotuj sobie sukces ” i młodzieżową Kulinarną Reprezentacją Polski ( zdobywcami dwóch medali na mistrzostwach w Luksemburgu)  to był strzał w dziesiątkę.

makro reprezantacja 1

 

To właśnie w kulinarnym  centrum szkoleniowym  HoReCa w Akademii trenują młodzi kucharze . Podczas wspólnej pracy można było nie tylko podpatrzeć jak pracują, nauczyć się od nich kulinarnych tricków ale tez porozmawiać o samym konkursie i jego kulisach.

 

reprezentacja

Warsztaty w profesjonalny i kontaktowy sposób prowadził trener Kulinarnej Reprezentacji, Przemysław Kaczor – zdjęcie u góry. Dyskretnie nad całością czuwał też odpowiedzialny za kuchnię Makro Grzegorz Kazubski.

Ja miałam przyjemność gotować z imiennikiem mojego syna –  Marcinem Krzesińskim , laureatem drugiego miejsca w konkursie Zgotuj sobie sukces.

makro z marcinem

Doskonale mi się z nim współpracowało , zrobiliśmy najpierw sałatkę z krewetek i łososia z galaretką mohito ( vergin, nie ma tak dobrze  :) podaną na plasterkach ogórków pociętych fachowo na mandolinie. I tu wykazałam się kreatywnością , przed pocięciem „podrapałam ” ogórki widelcem, jak przy sałatce z rodzinnego przepisu , by ładniej wyglądały .  Galaretkę na agarze ( dokładnie  mieszaną by nie było pęcherzyków powietrza) pocięłam w zgrabne trójkąty . Cieniutka grzanka i kawior dopełniły dzieła :

 

sałatka makro

Prowadzący podszedł podziwiać i posmakować, potem dla porównania spróbował sałatki Piotra i Igora i stwierdził, że jest doprawiona zupełnie inaczej. Widać ma bardziej wyczulony smak, bo jak sami porównaliśmy, to aż tak bardzo się nie różniły.

 

makro4

 

Potem robiliśmy zupę -krem z groszku zielonego, z groszkiem ptysiowym , specjalną techniką , z syfonu . I tu muszę dodać  , że warsztaty było zorganizowane bardzo profesjonalnie , wszystko, co było potrzebne znajdowało się pod ręką . Obsługa syfonu została nam fachowo wyjaśniona ( łącznie z koniecznością sprawdzenia uszczelki ) i za namową Marcina odważyłam się wypróbować to urządzenie przy wlewaniu zupy na talerz :

 

makro syfon

 

A z groszkiem ptysiowym ( mojej produkcji , nawet zgrabne kulki  wyszły ) i miętowym pudrem ( uwielbiam połączenie groszku z miętą ) zupa smakowała bosko i wyglądała tak :

 

makro zupa

Dalej szedł sandacz w cytrynowym sosie z marchewkowym puree  oraz specjalnie pociętym i trzymanym w lodzie fenkułem w winegrecie na szczypiorkowej oliwie . Tu Marcin pokazał kunszt formowania dania. Podpytywałam go, czy uczą się tych technik na lekcjach w szkole gastronomicznej –  nie tylko na lekcjach, tych bardziej zaawansowanych na kółkach zainteresowań.

 

makro sandacz

Oczywiście danie było pyszne ,  puree o intrygującym smaku pasowało do ryby,  o sosie cytrynowym nie wspominając a chrupiący i aromatyczny fenkuł dopełniał smaku.

Deser robiliśmy wspólnie pod okiem prowadzącego, ucząc się nawet odpowiednio smarować masłem ramekiny. Podpisywaliśmy je potem – mój wyszedł udany a zrobiony przy pomocy Marcina sos pomarańczowy świetnie  do niego pasował.

 

makro deser

 

Nie byłabym sobą , gdybym nie skorzystała z okazji pozbierania autografów blogerów i szefów do mojej książki. Poprosiłam o wpisy też młodych laureatów , kto wie, jakie kiedyś mogą być cenne :)

Po czterech latach od Blog Forum Gdańsk spotkałam znów Truskawkową Anię , jej podpisu jeszcze nie miałam ( zaczęłam w 2012). Ku mojej radości poznałam na żywo znaną dawno z sieci Martę z naszej Wielkopolskiej Grupy ( na pierwsze spotkanie nie zdążyła, bo urodziła córeczkę ). Poza tym spotkałam trochę dawnych znajomych ( jeszcze z tych warsztatów) i nawiązałam nowe znajomości . Jak dla mnie – to była super impreza, doskonale zorganizowana i udana zarówno  pod względem kulinarnym  jak i towarzyskim .

 

makro marta ania

Kotleciki jagnięce z rozmarynem i miętą

kotlecki jagnięce 1

 

Jak już nieraz wspomniałam, dom mi pustoszeje i dlatego na przyjazd syna, największego entuzjasty mojej kuchni zawsze się mobilizuję. W ostatnią niedzielę zrobiłam wypasiony obiad , oczywiście z rosołkiem na pierwsze danie. Na drugie były kotleciki jagnięce inspirowane tym przepisem , a że piekłam do nich ziemniaczki , to i kotleciki zrobiłam w piekarniku, w woreczku do pieczenia.

 

KOTLECIKI JAGNIĘCE Z ROZMARYNEM I MIĘTĄ

kilka kotlecików jagnięcych

olej smakowy z bazylią i czosnkiem

suszony rozmaryn

świeża mięta ( znalazłam w ogrodzie, niech żyje ciepła zima  :)

sól, pieprz z młynka

Kotleciki miałam bez kostki, więc dla zachowania kształtu  lekko je rozgniotłam dłonią. Posypałam solą i pieprzem z młynka, igiełkami rozmarynu oraz posiekaną młodziutką świeżą miętą, prosto z grządki. Polałam olejem z bazylią i czosnkiem ( prezent od sponsora Food Bloger Fest się przydał ) , wymieszałam wszystko w misce i zafoliowane wstawiłam do lodówki na godzinę.

Włożyłam do woreczka do pieczenia i wstawiłam do piekarnika wraz z piekącymi się ziołowymi ziemniaczkami , w temperaturę 180 C , na około 20 minut.

Wyszły pyszne, soczyste, pachnące – syn był zachwycony. Pieczone ziołowe ziemniaczki świetnie do nich pasowały a do tego była sałata w winegrecie z domowymi warzywami konserwowymi na moim jabłkowym occie – zrobiłam najpierw pieczarki , potem poszłam za ciosem i dołączyłam paprykę. Muszę wrzucić na nie przepis, bo nie widzę go na blogu, może przy okazji rillettes na cydrze ( też domowym) , bo pasowały dobrze do tego smarowidła.

Smacznego !

 

kotleciki jagnięce

Wrażenia z V Food Bloger Fest

autografy FBF2

Z wielką przyjemnością i sporym opóźnieniem ( warsztaty) zawitałam w ubiegłą sobotę na piąty już Food Bloger Fest . Dwa poprzednie opuściłam, bo zatrzymały mnie w Poznaniu nasze grupowe imprezy , których byłam współorganizatorką. Teraz nic nie kolidowało ze spotkaniem  i udało mi się dołączyć akurat w przewie obiadowej do siedziby Agory.  Imprezę jak zwykle zorganizował portal Ugotuj.to

Pierwszą znajomą, która zobaczyłam była Pyza ( dobry znak , bo kilka lat temu poleciłam jej prowadzenie bloga , zachwycona jej  grzyboznawstwem i kulinarnym talentem, w tym manualnym, którego nie posiadam :)   Potem poszukałam dziewczyn z  Bajecznej Fabryki i Oczko, z którymi byłam umówiona. Nie dziwcie się moim zaspanym oczom na zdjęciu , wstałam przed 5 rano  i tylko dlatego nie przed  4, że ktoś wstał wcześniej…

 

food fest1

 

Blogerskim pogaduszkom towarzyszyły obficie słodkości od jednego ze sponsorów imprezy- Wedla. A w podarunku był m. in. taki bajer, który u mnie czeka na napełnienie domową wiśniówką  :)

 

butelka Wedel

 

Oczywiście z  dziewczynami z Bajecznej Fabryki i Bajecznych Smaków rozmawiałam o dzieciach . Córeczka Ani chyba gdzieś słyszała o moich publikowanych tam opowieściach, bo na jakimś zdjęciu na FB rozpoznała mnie jako Ciocię Grażynkę, bardzo mi było  miło z tego powodu . Blog blogiem, ale pisanie bardziej mnie rajcuje :)

Wracając do dzieci, dołączyła do nas Zuzka z nagle wydoroślałą córką ( pamiętam jej ciemne warkoczyki podobne do moich z takich czasów) :

 

zuzka3

 

zuzka2

 

Przepraszam za jakość zdjęć, ale oświetlenie było jakie było. Za to uśmiechy oddają radość z blogerskiego spotkania.  W tle powyższych widać kolejkę po obiad – ja spróbowałam polędwiczek wieprzowych w grzybowym sosie , kurczaka tikka masala ( bardziej  mi smakował niż polędwiczki ) ,  smażonych warzyw i sałaty z dodatkami w winegrecie. Przyznam, że za bardzo nie skupiłam się na smaku, pochłonięta rozmową.

Potem ruszyłam po stolikach witając się za znajomymi , nawiązując nowe znajomości i zbierając autografy do swojej książki ( zaczęłam na pierwszym FBF w maju 2012 roku) . Podkreślałam przy tym, że wśród blogerek , które żartowały udzielając mi autografów jest co najmniej 6, które wydały własne książki :)  No, kto siebie odnajdzie ?

 

autografy FBF3

 

Przy okazji poznałam „na żywo” znane dobrze z sieci Kasię ze Świat pachnie szarlotką i Ewę z Moje twory-przetwory a z Natalią , którą kojarzyłam z bloga  Poezja smaku i  z Pauliną z Mojej pasji smaku nawiązałam nowe obiecujące przyjaźnie . Spotkałam też Bernadettę i Martynę, po warsztatach z Bakalandem, zamieniłam kilak słów z Niną, Asią , z Kasią  ChilliBite ( powiedziała, że wyglądam kwitnąco ;)  z niektórymi tylko się przywitałam, no wszystkich nie wymienię. Z poznańskiej ekipy widziałam Tysię oraz  Gruszkę, jak zwykle w duecie z Dorotą .

Z radością zauważyłam, że blogerzy mnie  kojarzą dzięki książce, w której zbieram ich autografy.

Z Eweliną ( i nie tylko, bo sporo  blogerów to ciekawiło ) rozmawiałam o naszych poznańskich imprezach i padła propozycja odwiedzin grupy z Warszawy na pikniku nad Wartą w Poznaniu gdzieś w czerwcu. Poznańscy wodniacy bardzo się z tego ucieszyli i już szykują łódki :)

Pochłonięta towarzyskim obowiązkami wysłuchałam tylko jednej prelekcji, Pawła Lorocha z Jem radio , z wielkim zainteresowaniem, bo radio to moja miłość z czasów studenckich. Jak dla mnie to wspaniała inicjatywa i intensywnie już myślę o dołączeniu do niej.

 

FBF radio

Umknął mi występ ostatni pt. ” Dziewczyny i słodycze” ( rozmawiałam z dawno nie widzianą  Hanią – Kasią , która mocno kibicowała przy tworzeniu przeze mnie poznańskiej blogerskiej Grupy) ale od córki się dowiedziałam, że słusznie skojarzyłam nazwę prelekcji z nową kafejką w mieście, w którym mieszkam. Muszę tam zajrzeć, właściwie bardziej wiem, co się dzieje w Poznaniu, bo tam działam a tu tylko mieszkam…

Nie ze wszystkimi zdążyłam się pożegnać, więc czynię to tutaj :)

zuzka1

Swojej czekoladowej butelki nie zdążyłam już ozdobić, podziwiałam więc dzieła innych. Obdarowana prezentami od pozostałych sponsorów ( smakowe oleje kujawskie , bakalie od Bakalandu) wyruszyłam w powrotną drogę z autorem bloga najsmaczniejszy.com.pl , z którym też byłam wcześniej na warsztatach.

Pogoda  niezbyt sprzyjała podróży , ale to chyba specyfika trasy Warszawa- Poznań, bo podczas powrotu z Bloger Chefa było podobnie. Lało i wiało mocno , na postoju nie mogłam kurtki włożyć, zarzuciło mi na głowę. Za to niebo miało interesujące kolory, zdjęcie nie oddaje ich intensywności , ale jak już zrobiłam, to wrzucę.

Do zobaczenia na następnym FBF  !  Ten , mimo krótkiego pobytu uważam za bardzo udany – to prawdziwe święto kulinarnej blogosfery , przede wszystkim okazja do spotkań i nawiązywania kontaktów.

Tylko proszę o dogodny termin :)

 

burza

Lekka sałatka z fetą i suszonymi pomidorami

sałatka z fetą i suszonymi pomidorami

 

Staram się jeść sezonowo, z resztą mój organizm sam się tego domaga. Na blogu to widać, wiosną jest sporo nowalijek, latem i jesienią owoców i warzyw aktualnie dostępnych. Zimą natomiast mam ochotę na potrawy bardziej kaloryczne – bigos, racuchy, rillettes, czasem nawet smalec- na domowym chlebie i z kiszonymi ogórkami.
Jednak w tym roku zima jest łagodna a ja na skutek zajadania stresów nabrałam bardzo puszystych kształtów i muszę coś z tym zrobić  :)
Dziś więc lekka sałatka z nabiałem w postaci fety ( żeby uzupełnić niedobory witaminy D). Pyszna, z moim ulubionym winegretem na bazie domowego octu jabłkowego z cząbrem i oliwy z zalewy od suszonych pomidorów – to akurat sezonowy dodatek , są znacznie bardziej aromatyczne, niż świeże. A pietruszka naciowa tej zimy ma się dobrze, więc jest prosto z grządki .

SAŁATA Z WARZYWAMI , SUSZONYMI POMIDORAMI I FETĄ W WINEGRECIE

½ główki sałaty lodowej
zielono-czerwona papryka
pół zielonego ogórka
pomidor
czerwona cebula
natka pietruszki
10 dkg fety
Kilka suszonych pomidorów z zalewy
sól morska, pieprz z młynka, zioła prowansalskie
łyżka octu jabłkowego z cząbrem, 2 łyżki oliwy od suszonych pomidorów
Sałatę rwiemy na kawałki, dodajemy pokrojonego na półplasterki ogórka , paprykę w kawałkach i czerwoną cebulę, solimy. Potem dodajemy pokrojone pomidory świeże i suszone, wlewamy ocet i oliwę, przyprawiamy pieprzem i ziołami, mieszamy. Na koniec posypujemy pokruszoną fetą i natką pietruszki. Dobrze, żeby się „przegryzła” kilkanaście minut w lodówce albo poza nią, ale jeśli macie ochotę zjeść ją zaraz ( jest bardzo apetyczna ) to proszę bardzo :)
Smacznego !

 

sałatka z fetą i suszonymi pomidorami1

Soczysta pierś kurczaka z aromatycznymi dodatkami inspirowana przepisami z konkursu Zgotuj sobie sukces

kurczak1a

 

Pierś kurczaka to atrakcyjny kawałek mięsa, jednak niełatwo ją przyrządzić w sposób taki, by nie była sucha .  Moją ulubioną formą jej spożywania jest  przyrządzona metodą sous vide.

Znalazłam taką  czytając o laureatach prestiżowego, ogólnopolskiego konkursu kulinarnego „Zgotuj Sobie Sukces” zorganizowanego przez firmę MAKRO Cash & Carry i Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szefów Kuchni i Cukierników.

To była już szósta edycja tego konkursu, odbyła się 14 listopada ubiegłego roku w Warszawie. Najlepsi okazali się Igor Antoszewski i Michał Wester – uczniowie z Zespołu Szkół Gastronomicznych we Wrocławiu ( rok wcześniej zajęli trzecie miejsce).

Laureaci_ZSS_I miejsce_Wroclaw (1)

Druga nagroda w tegorocznej edycji przypadła Piotrowi Archicińskiemu i Marcinowi Krzesińskiemu z Zespołu Szkół Gastronomicznych przy ul. Poznańskiej w Warszawie.

Laureaci_ZSS_I miejsce_Wroclaw (2)

 

Trzecie miejsce na podium zajęli Przemysław Kopania i Kamil Przewdziecki z Zespołu Szkół Gastronomiczno-Hotelarskich przy ul. Majdańskiej w Warszawie.

Uczestnicy konkursu nie mieli łatwego zadania :  otrzymali od międzynarodowego jury pudła (tzw. „black box”), w których znalazły się takie składniki jak m. in : łosoś norweski, kurczak w całości, pomidory pelati, suszone grzyby, śmietana 36%, mąka oraz dodatki warzywne i owocowe, a także przyprawy. Zadanie konkursowe polegało na ugotowaniu z otrzymanych składników 6 porcji dania głównego oraz przystawki. A wszystko w krótkim czasie zaledwie 1,5 godziny.

Młodzi kucharze wykazali się nie tylko  wiedzą ale i kreatywnością  : zwycięzcy przygotowali  łososia przyrządzonego w technologii sous-vide z emulsją pomidorową, połączonego  to z fenkułem i szpinakiem, a  na drugie daniem in  kurczaka sous-vide, purée z kalafiora z wanilią, moskole z pudrem grzybowym, por duszony na maśle i sos musztardowy z pudrem z grzybków.

Pysznie brzmi, prawda ? Można z optymizmem spojrzeć w przyszłość polskiej sztuki kulinarnej , co potwierdza  Grzegorz Kazubski, aktualnie odpowiedzialny za kuchnię firmy MAKRO Cash & Carry.

Poniżej na zdjęciu jedno z nagrodzonych dań – kurczak sous-vide z porem duszonym na maśle.

 

konkursowy kurczak

Laureaci tego konkursu  wchodzą w skład  polskiej reprezentacji juniorów ,  szkolonej  w stołecznej Akademii Efektywnej Przedsiębiorczości MAKRO .Pod  koniec listopada w  Luksemburgu walczyli oni razem o  Kulinarny Puchar Świata wśród  105 drużyn z pięciu kontynentów. Ich kulinarny kunszt oceniało 55 szefów kuchni z całego świata. Zdobyli dwa  brązowe medale – w konkurencji – „Cold table”,  gdzie trzeba było zaprezentować przystawki, dania główne i desery w formie niezwykle precyzyjnych porcji w oraz kategorii dań gorących. Jurorów zachwyciła m. in przystawka z ryb bałtyckich, boczek pieczony z kaszanką w sosie z żurkiem, a na  zimno  terriny i pierś z kaczki z musem z selera i sosem z marakui.

2O9A3651

 

Ja zainspirowałam się kilkoma daniami z konkursu – puree z kalafiora , które przerobiłam po wielkopolsku na ziemniaczano- kalafiorowe, do porów na maśle dodałam swoje ulubione jabłka i białe wino  a kurczaka zrobiłam inną techniką  – zamarynowałam, obsmażyłam i upiekłam w niskiej temperaturze w piekarniku. Smaki dopasowałam do dominującego mojego ulubionego – jabłkowego .

SOCZYSTA PIERŚ KURCZAKA W JABŁKOWO-CYNAMONOWEJ  MARYNACIE

pierś kurczaka, bez skóry ale z kością

sól, pieprz biały  i ziołowy

imbir ,cynamon , trochę chili w proszku

oliwa, 3  łyżki soku jabłkowego ,

dwie łyżki cydru

nieco bulionu do podlewania

Umytą pierś lekko solimy , nacieramy sypkimi przyprawami , potem mieszaniną oliwy, soku jabłkowego i cydru. Odstawiamy do lodówki na około  pół godziny ( nie dłużej, bo kwas z cydru zetnie za bardzo białko).

Obsmażamy mięso w rondlu na dość ostrym ogniu, na rozgrzanym oleju , na brązowo. Władamy do naczynia żaroodpornego i pieczemy w 140 C tak długo  aż widelec  będzie wchodził w nie bez oporu a wydobyty płyn będzie przezroczysty. Zaglądamy do niego  i polewamy najpierw bulionem a potem wytworzonym sosem. Czas pieczenia zależy od wielkości piersi i właściwości piekarnika.

Studzimy i zajadamy na zimno jako wędlinę do chleba albo jemy grube plastry na ciepło z sosem i np. puree ziemniaczano- kalafiorowym.

AROMATYCZNE PUREE ZIEMNIACZANO-KALAFIOROWE

Średni kalafior

ok. 1/2 kg ziemniaków

sól morska, pieprz i kolendra z młynka

odrobina kurkumy

1/4 szklanki mleka

2-3 łyżki masła

Kalafior gotujemy na parze, ziemniaki w mundurkach ( puree z takich jest smaczniejsze ). Obrane ziemniaki, podzielony kalafior , masło, mleko i przyprawy wkładamy do miski i miksujemy ( ja „żyrafą „) na gładką masę. Tak jest najprościej. Wyszło pyszne, córka była zachwycona :) Po cichu dodam, że nie tylko puree, bo apetyczne mięso odstawiło wegetarianizm na zieloną trawkę :)  Dodatku w postaci porów z jabłkami w winie akurat nie lubi, ale ja uwielbiam , więc było tym lepiej dla mnie :)

 

kurczak puree

 

PORY DUSZONE NA MAŚLE Z JABŁKAMI W BIAŁYM WINIE

duży por bez zielonych końcówek

3  jabłka winne

3/4 szklanki białego wina

3 łyżki klarowanego masła

sól, pieprz ziołowy

majeranek, tymianek( po łyżeczce)

Pora kroimy na półplasterki i podsmażamy na klarowanym maśle , dosypując nieco pieprzu ziołowego . Gdy się zeszklą,  dodajemy obrane i pokrojone jabłka, wlewamy białe wino, dosypujemy zioła, solimy do smaku ( spora szczypta) i dusimy  pod przykryciem następne 10 minut. Gdy jabłka zaczną się rozpadać, potrawa jest gotowa. Pięknie pachnie i wyśmienicie smakuje.

Jak już wspomniałam , pierś kurczaka wyszła soczysta i aromatyczna, dodatki świetnie do niej pasowały. Dziękuję młodym kucharzom za pyszne inspiracje .

Smacznego !

 

kurczak pory

 

Chlebek z mąki pełnoziarnistej z pestkami dyni i słonecznika

chlebek z ziarnami2

 

Dawno nie pokazywałam chlebka , co nie znaczy, że nie piekę. Ostatnio były powtarzalne, ale w zdjęciowych zasobach znalazłam jeszcze ten z końca października, z czasu wizyty Weganki w domu- bardzo jej smakował do domowych hummusów. Jak widać ma spore dziury i u mnie z chlebami jest tak prawie zawsze. Ten jest na drożdżach – takie lubię najbardziej. Ciekawe, kiedy ” dojrzeję” do zakwasowców…

 

CHLEB DROŻDŻOWY Z PEŁNOZIARNISTEJ MĄKI Z ZIARNAMI

ok 1/2  mąki pszennej pełnoziarnistej

3 dkg drożdży

łyżeczka cukru
!/2 szklanki lekko zmielonych pestek dyni i słonecznika

2 łyżki zmielonego siemienia lnianego
1- 1, 5 szklanki letniej wody

łyżeczka soli
Najpierw zrobiłam rozczyn – do drożdży dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Do miski wsypałam mąkę i mielone siemię lniane,  wymieszałam, posoliłam .  Wlałam rozczyn, resztę letniej  wody oraz dosypałam ziarna , zostawiając ok. 2 łyżek do posypania. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około pięć  minut. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  około 45 minut.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej keksówki  i zostawiłam do wyrośnięcia na 10 minut. Posypałam resztą ziaren i lekko nacięłam u góry w kilku miejscach. Włożyłam do piekarnika nagrzanego do 200 C na około 40 minut.

 

chlebek z ziarnami3

 

Jak już wspomniałam, chlebek zrobiony w ten sposób zawsze ma spore dziury , jest więc lekki i puszysty.

chlebek z ziarnami5

Cieszył się dużym powodzeniem , przez pierwszolistopadowy weekend rozszedł się błyskawicznie, mimo, że do dyspozycji był też kukurydziany . Moje roślinożerne córki jadły te chlebki z hummusami , ta mniej ortodoksyjna z marynowanymi serkami a  reszta rodziny z domowymi wędlinami.

Smacznego !

 

chlebek z ziarnami4