Korzenne ciasto marchewkowe z masą jogurtową i gruszkami

ciasto marchewkowe korzenne1

Placek marchewkowy to jeden z moich ulubionych smaków , robię go w różnych wersjach. Na grudniową akcję Ptasi z Coś niecoś wymyśliłam go w korzennych smakach , z dodatkami – masą z serka jogurtowego , gruszkami z syropu i polewą czekoladową. Wyszedł pyszny, smaki bardzo do siebie pasowały i na pewno zrobię jeszcze kiedyś podobny .

szklanka startej drobno marchewki

szklanka mąki pszennej

1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia

2-3 łyżki brązowego cukru

cynamon, imbir do smaku

1/4 szklanki oleju

1/3 szklanki syropu z gruszek z anyżem

2 jajka

Masa :

szklanka serka labneh ( z jogutrów greckich)

łyżeczka cukru-pudru

gruszki z syropu

polewa czekoladowa

Suche składniki ( w tym marchewkę) wymieszałam w misce, dolałam mieszając łyżką olej, syrop a na końcu wbiłam jajka i wszystko dokładnie wymieszałam. Nałożyłam do natłuszczonej olejem tortownicy ( 26 cm) i piekłam około 40 minut w 180 C.

Gruszki ugotowałam w syropie ( szklanka wody, 1/3 szklanki cukru, gwiazdka anyżu) tak, by lekko zmiękły ale pozostały jędrne. Odcedziłam, wystudziłam.

Serek wymieszałam z cukrem-pudrem. Na ostudzonym placku marchewkowym rozsmarowałam masę serową , poukładałam gruszki i polałam ciepłą polewą czekoladową. Gdy zastygła postawiłam placek w chłodnym miejscu ( nie musi być w lodówce) .

Marchewkowe korzenne ciasto, delikatna masa z jogurtów, gruszki i polewa stanowią pyszną całość. Polecam, nawet na Święta.

Smacznego !

ciasto marchewkowe korzenne

 

Warsztaty kuchni włoskiej w Cook Up Poznań

warsztaty włoskie

W ubiegłym tygodniu miałam przyjemność gotować w poznańskim studio Cook Up na warsztatach kuchni włoskiej od kierunkiem chefa restauracji Avocado, Grzegorza Filozofa. Robiliśmy najbardziej typowe dla włoskiej kuchni dania. Gotowanie było bardzo ciekawe, bo w warsztatach wziął udział też Diego, prawdziwy Włoch wraz ze swoją polską żoną Karoliną.

warsztaty włoskie 1

Zaczęliśmy od zupy minnestrone :

warsztaty włoskie minnestrone

Wyszła gęsta, esencjonalna i pełna smaku. Dojadaliśmy do niej ravioli con ouovo nadziane gęstym beszamelem i żółtkami jajka przepiórczego. Wydobywanie tych żółtek to było prawdziwe wyzwanie , nie mniejsze, niż ugotowanie pierożków  tak, by nie przegotować żółtka. Przedtem każdy wałkował swoją porcję ciasta i lepił ravioli według uznania. Jedno i drugie jedliśmy posypane parmezanem , ravioli dodatkowo z oregano podsmażonym na maśle.

warsztaty włoskie minnestrone i ravioli

Potem przyszła pora na risotto z sosem z owoców morza. Diego zrobił swoją wersję risotto, zaczynał od smażenia ryżu na suchej patelni, inaczej niż chef Grzegorz, który najpierw podsmażał go na oliwie z czosnkiem. Wino i bulion dopełniły smaku. Risotto Diega miało bardziej zwartą konsystencję, w smaku było podobne do drugiego.

Małże, krewetki i kalmary duszone w białym winie , z suszonymi pomidorami , chili ,natką pietruszki i sporą ilością masła doskonale pasowały do delikatnego ryżu :

warsztaty włoskie sos

Razem tak to wyglądało :

warsztaty włoskie risotto1

W międzyczasie piekła się dynia z jabłkami i czosnkiem, z której puree było bazą do gnocchci. Każdy robił je swoim sposobem, a były one dodatkiem do saltimbocca – pysznych kotlecików z cielęciny z szałwią i szynką dojrzewającą. Tutaj też były rozbieżności – chef owijał kotleciki podwójną warstwą szynki i szałwię, tak, jak nauczył się w Rzymie – Diego łączył mięso, listki szałwii i szynkę za pomocą wykałaczki. Sposób smażenia na oliwie z masłem też był na dwa sposoby – obtaczane w mące i bez. Po podlaniu winem i odparowaniu sos był znakomity, a razem z dyniowymi gnocchi wszystko smakowało bajecznie :

warsztaty włoskie salt

Atmosfera była bardzo swobodna, każdy starał się nie tylko słuchać Chefa, wymienialiśmy się też własnymi doświadczeniami. Podczas degustacji Grzegorz Filozof opowiadał nie tylko o kuchni włoskiej, ale też o swoim zamiłowaniu do polskiej kuchni i  niedawnym Kongresie Kucharzy Polskich. Tam największe zainteresowanie budził spór między zwolennikami tradycyjnej i nowoczesnej kuchni, w końcu najwięcej zwolenników miała teza, by tradycyjne potrawy podawać też w nowoczesny sposób, z wykorzystaniem najnowszych technologii.

Na deser był tiramisu, ale w „zdekonstruowanej”, ciekawej formie – krem z mascarpone z żółtkami, bita śmietana, posypka z kakao i delikatne biszkopty, maczane w podanym osobno espresso. Mnie taki sposób jedzenia tiramisu pasował.

Na koniec jeszcze rozmawialiśmy o polskiej kuchni regionalnej i ulubionych jej daniach. Bardzo jestem zadowolona z tych warsztatów – sporo się nauczyłam, jeden z przepisów już wykorzystałam w nieco innej formie, spędziłam czas w super atmosferze.

warsztaty włoskie tiramisu

Kalmary w białym winie

kalmary z suszonymi pomidorami

To danie zainspirowane warsztatami kuchni włoskiej w Cook Up w Poznaniu. Napiszę o nich niebawem, bo to wymaga więcej czasu –  dziś tylko przepis.

Kalmary same w sobie nie mają wyraźnego smaku, trzeba je więc czymś ożywić. Na warsztatach robiliśmy sos z owoców morza do risotto, skorzystałam więc z pomysłu dodania suszonych pomidorów. Mam swoje, suszone częściowo na słońcu, dodały daniu pysznego aromatu. Prosto z grządki dorzuciłam pietruszkę i nieco selera naciowego. Podlałam je białym winem, szczypta chili dodała charakteru.

KALMARY Z SUSZONYMI POMIDORAMI W BIAŁYM WINIE

ok.25 dkg pokrojonych kalmarów

garść suszonych pomidorów

czerwona cebula

gałązka selera naciowego i natka pietruszki

1/2 szklanki białego wina

sól, biały pieprz i szczypta chili w proszku

oliwa

Na patelnię z rozgrzaną oliwą wrzuciłam pokrojoną cebulę, po chwili dodałam krążki kalmarów i pokrojone suszone pomidory. Smażyłam chwilę, dorzuciłam kawałki selera naciowego, po przesmażeniu podlałam białym winem . Odparowałam sos, dorzuciłam zieleninę i przyprawy, pilnując, by nie dusić kalmarów zbyt długo, bo stwardnieją.

Wyszły pyszne, delikatne a zarazem z charakterem. Polecam nie tylko na andrzejkowy wieczór.

Smacznego !

kalmary z suszonymi pomidorami1

Tort czarny las nieco inaczej

tort czarny las1

Bardzo lubię połączenie wiśni i czekolady , toteż w końcu zabrałam się za zrobienie tego popularnego tortu. Klasyczny, z bitą śmietaną i wiśniami wydał mi się za mało efektowny na rodzinną imprezę, toteż nieco go urozmaiciłam. Do części masy dodałam kakao a wiśnie wykorzystałam z wiśniówki , która właśnie kończyła się macerować . Masę wzmocniłam żelatyną , by lepiej się trzymała. Konfiturę miałam z malin i truskawek, fajnie dopełniła smaku. Efekt końcowy bardzo się spodobał Rodzince i gościom.

TORT CZARNY LAS Z PIJANYMI WIŚNIAMI

ciemny biszkopt, taki jak tutaj

750 ml śmietanki kremówki

łyżka cukru-pudru

łyżka kakao

łyżka żelatyny i 1/4 szklanki mleka

miseczka wydrylowanych wiśni z alkoholu

kilka łyżek wiśniówki do skropienia ciasta

konfitura malinowo-truskawkowa ( słoiczek)

Biszkopt upiekłam w kwadratowej formie ( 24 cm). Przekroiłam na trzy blaty i każdy skropiłam wiśniówką.

Śmietankę ubiłam na sztywno, dodając pod koniec cukier-puder. Żelatynę zalałam kilkoma łyżkami zimnej wody, gdy napęczniała wlałam gorące mleko i rozpuściłam dokładnie. Można też rozpuścić ją w mikrofalówce. Po przestudzeniu dodałam mieszając powoli do ubitej śmietany. 1/3 masy odłożyłam i zmieszałam z kakao.

Każdy blat smarowałam konfiturą i zastygającą masą śmietanową – po drugim blacie dałam masę kakaową. Włożyłam w warstwy masy trochę wiśni, resztą ozdobiłam górę tortu.

Jedliśmy go po kilku godzinach, wyszedł pyszny, efektowny zarówno w smaku, jak i w wyglądzie. Zdjęcie całego było zrobione przy sztucznym świetle i nie oddaje tego, więc pokazałam tylko w kawałku. Niewiele zostało do następnego dnia :)

Smacznego !

tort czarny las

 

Carpaccio z gęsi z owczym serem i gruszką

carpaccio z gęsi

W tym roku w ramach gęsiny na Marcina znów miałam gęś owsianą z samego źródła, czyli z Kołudy. Co z niej zrobiłam można zobaczyć w poprzednich wisach pod tagiem gęsina, teraz chcę pokazać sałatkę, której bazą jest carpaccio z peklowanej w soli i cukrze gęsiej piersi. Pasował do niej doskonale kołudzki ser owczy – kupiłam dojrzewający kaszkawał i postanowiłam to połączyć w jakiejś sałatce.

carpaccio z gęsi2

Sezonowo podpasowała mi gruszka i łagodniejsza w smaku od białej, czerwona cebula. Położyłam to wszystko na mieszance sałaty masłowej i młodego, jesiennego szpinaku. Kilka plastrów zielonego ogórka dopełniło smaku, a skropiłam to aromatycznym octem z kwiatów dzikiego bzu i olejem rzepakowym tłoczonym na zimno, nabytym w sklepie Spiżarni Kujawskiej.

SAŁATKA Z PEKLOWANEJ GĘSIEJ PIERSI Z OWCZYM SEREM I GRUSZKĄ

kilkanaście plastrów peklowanej w soli gęsiej piersi

kawałek dojrzewającego owczego sera w cienkich plastrach

gruszka ( miałam konferencję)

czerwona cebula

kawałek zielonego ogórka

kawałek sałaty masłowej

kilka garści szpinaku

sól (opcjonalnie, ser i mięso są słone)

ocet z kwiatów dzikiego bzu ( łyżka)

Łyżka dobrego oleju

Na mieszance sałaty i szpinaku układamy plastry gęsiej piersi  sera i gruszki, posypujemy piórkami cebuli, dorzucamy plasterki ogórka. Posypujemy natką pietruszki i koperkiem, polewamy octem i olejem.

Sezonowo, regionalnie i pysznie :)

Smacznego !

carpaccio z gęsi1

 

Relacja z Poznańskich Targów Piwnych 2016

targi piwne auto

Tegoroczne Poznańskie Targi Piwne , które odbyły się w pierwszy weekend listopada miały większy rozmach , niż poprzednie. Organizatorzy zadbali o to, by nie tylko zaprezentować różnorodne piwa ( w tym też warzone domowym sposobem) , ale też o to, by jedzenie do piwa było bardziej różnorodne. Nie zabrakło też mobilnego bankomatu, bo w niewielu miejscach można było płacić kartą :

targi piwne bankomat

Ale zacznę od początku : targowym piwem był rześki pszeniczny Movembeer, nawiązujący nazwą do akcji profilaktyki nowotworów, stworzony przez browar Wąsosz. To był jeden z 60 browarów prezentowanych na Targach, a rodzajów piwa było 400 ! Prócz tego cydry i miody, było co wybierać. Jedynym mankamentem była mała możliwość próbowania niewielkich ilości, toteż liczba degustowanych piw w naturalny sposób ograniczyła się …

targi piwne piwo targowetargi piwne ale p

Smakowało mi  dyniowe Ale od Pinty , próbowałam też ulubionego przeze mnie smaku czarnego bzu w piwie, mimo, że wiosna już za nami.

W tym roku zadbano bardziej o domowych piwowarów, były dla nich szkolenia i sklep.

Targi to też rozmowy o piwie, w tym roku ciekawie opowiadał o warzeniu domowych piw przedstawiciel poznańskiego stowarzyszenia .

targi piwne domotargi piwne sp

Porównał warzenie piwa do wypieku chleba : drożdże i woda to te same składniki, zamiast mąki jest słód zbożowy i chmiel , a tak, jak do chleba dodaje się różne przyprawy dla smaku, tak i do piwa dodaje się różne ciekawostki. Latem piwo z dodatkiem arbuza wyszło rewelacyjne, poza tym możliwości dodatków są ograniczone tylko wyobraźnią. To, którego próbowałam było tradycyjne, jasne , o pięknym zapachu i z mocną nutą chmielu.

Na scenie odbywały się prelekcje. Trafiłam na dowcipną i smakowitą na temat łączenia piwa z czekoladą. Wzięłam sobie do serca to i z bogatej oferty strefy foodtrucków wybrałam do pszenicznego piwa – tort czekoladowy na Guinnesie :

targi piwne tort

Przyznam, że połączenie było bardzo udane. Oprócz tradycyjnej dotychczasowej oferty wędlin, suszonych mięs i ryb, serów i chebooreków można było kupić większość tego, co oferują poznańskie ( i nie tylko)  foodtrucki – kolejki były spore , czasem trzeba było czekać pół godziny. Żeby nie było, że tylko czekolada pasuje do piwa, wrzucam też dobrze nadzianą pitę .

Atmosfera była pełna luzu i humoru, oby Poznańskie Targi Piwne rozwijały się dalej w tym kierunku.

targi piwne pita

 

 

Rogaliki drożdżowe z czekoladą i babeczki z masą makową

babeczki z masą makową

Wypieki, które dziś prezentuję powstały przy okazji robienia tradycyjnych rogali marcińskich , które są u nas obowiązkowe co roku 11 listopada. Od kilku lat nie kupujemy, piekę je sama i takie nam najbardziej smakują. W tym roku wyglądały tak :

rogale marcińskie 1

Ponieważ solenizant z 11 listopada, czyli mój syn nie lubi rogali z białym makiem ( jak też innych wypieków z makiem) , robię dla niego rogaliki z konfiturą. W tym roku, dzięki Ani z Bajkorady podpatrzyłam nadziewanie rogalików kostkami czekolady. Okazało się to strzałem w dziesiątkę ,  wyszły pyszne. Zrobiłam je z części ciasta na rogale marcińskie, przed przekładaniem masłem i ponownym wałkowaniem .

ROGALIKI DROŻDŻOWE Z CZEKOLADĄ

1/2 porcji ciasta takiego, jak tutaj

po pół czekolady gorzkiej i mlecznej

lukier

Po wyrośnięci ciasto podzieliłam na połowę , z pierwszą postąpiłam tak, jak w podlinkowanym przepisie  i wstawiłam do lodówki z przeznaczeniem na rogale marcińskie. Z drugiej  odrywałam fragmenty  i rozwałkowywałam na prostokąty grubości ok centymetra, kroiłam je na trójkąty, wkładałam po kostce gorzkiej i mlecznej czekolady i zwijałam rogaliki, nieduże . Układałam je na wysmarowanej blasze – podrastały 10 min w ciepłym miejscu, zanim trafiły do piekarnika w temperaturze 200 C, na około 15 minut- do zrumienienia.

Potem stygły i zostały polukrowane ( cukier puder z odrobiną oleju i soku z cytryny rozprowadzony wrzątkiem).

Wyszły pyszne i cieszyły się dużym powodzeniem .

rogaliki drożdżowe z czekoladą

Zostało mi masy z białego maku, postanowiłam dodać do niej nieco wiórków kokosowych, by urozmaicić wypieki ( łyżka na nieco więcej niż pół szklanki masy) i upiec babeczki, bo akurat dwie foremki wchodzą mi do piekarnika razem z tortownicą, w której piekł się jeszcze sernik. Była to błyskawiczna akcja, zrobiłam kruche ciasto jak na tartę , tylko bez jajka ( wyszły mi wszystkie do pieczenia).

KRUCHE BABECZKI Z MASĄ Z BIAŁEGO MAKU  

1/2 porcji ciasta takiego, jak tutaj ( mąka tylko pszenna)

1/2 szklanki masy do rogali marcińskich lub innej makowej i łyżka wiórków kokosowych

Dwie foremki ( średnica ok 10 cm) wylepiłam połową ciasta, włożyłam do środka masę makowo-kokosową , przykryłam resztą rozwałkowanego ciasta i zrobiłam w nich trochę dziurek czubkiem noża , by powietrze mogło uchodzić. Piekłam z konieczności w 160 C, bo razem z sernikiem, ale można i w 200 C, krócej.  Po około pół godzinie zezłociły się , wyjęłam je i po krótkim wystudzeniu wyszły z foremek. Jedna dostała na wierzch lukru i orzechów, jak rogal, a co :)  Pyszne były, polecam, jak komuś zostanie masy makowej, albo też do specjalnego zrobienia.

Kruche ciasto też świetnie pasuje do masy makowej, babeczki były pyszne i szkoda, że tylko dwie :) Wypieki na marcińskie święto były w tym roku bardzo udane, co do gęsiny na Marcina, to polecam poprzednie wpisy na blogu i te, które będą niedługo.

Smacznego !

babeczki z masą makową1

Pierogi z gęsiną

pierogi z gesina

To zdecydowanie są najlepsze pierogi jakie zrobiłam ! Udało mi się dorównać smakiem do tych, które jadałam na imprezach z lokalnymi przysmakami w moim rodzinnym województwie ( w Grucznie i w Kołudzie, Kujawsko-Pomorskie, baza gęsiny). Ciasto zrobiłam takie, jak zawsze, dobrze się wałkuje i lepi. Wykorzystałam mięso z rosołu i resztę gęsich podrobów z gulaszu ( o którym napiszę później), razem z cebulką, z którą się smażyły. Dobór przypraw i ziół dopełnił smaku.

PIEROGI Z GĘSINĄ

ciasto takie, jak tutaj

miseczka mięsa z gęsiego rosołu

2-3 łyżki gęsich podrobów z gulaszu, z cebulką podsmażoną

kawałek pora z rosołu ( biała część )

łyżka posiekanej natki pietruszki, kilka listków szałwii

pieprz czarny, cząber ( spora szczypta), czosnek niedźwiedzi suszony

Ugotowane mięso, por  i podroby ( żołądki  i serce) zmiksowałam tak, by struktura nie była zupełnie gładka. Dodałam do miksowania kilka łyżek rosołu . Doprawiłam drobno pokrojoną natką i szałwią oraz pieprzem, cząbrem i czosnkiem niedźwiedzim. Można sprawdzić, czy nie trzeba dosolić. Wstawiłam farsz do lodówki .

Ciasto, które zrobiłam tym razem z dodatkiem oleju rzepakowego tłoczonego na zimno ( z okolic Świecia, zakupionego w Ciechocinku ) i wałkowałam bez odpoczynku w lodówce, było bardzo elastyczne i dało się łatwo formować i lepiło bez problemu. Pierogi wycinałam dużą szklanką, zlepione gotowałam w osolonym związku , minutę od wypłynięcia.

Podałam je z gęsimi skwarkami i cebulką a także w barszczyku, ugotowanym na reszcie gęsiego rosołu z dodatkiem wędzonki. Ten drugi sposób to ulubiony mojego syna, pierogi były jednym z elementów prezentu imieninowego dla niego. Nie napiszę , ile zjadł… Posmakowały też jego siostrze, mimo, że pierogów z mięsem podobno nie lubi :)

Pierogi rozpływały się w ustach, rosołek z farszu apetycznie wypływał . Przyprawy zrobiły swoje, ale to doskonałe mięso stanowiło o ich smaku.

Zachęcam, by wykorzystywać wszystkie części gęsiej tuszy, bo można zrobić z niej pyszności. Te, które robiłam rok temu, można znaleźć pod tagiem gęsina.

Smacznego !

pierogi z gesina1

Nogi gęsi duszone w czerwonym winie

ges duszona w winie

Jeszcze nie odważyłam się piec gęsi w całości, zrobiłam na razie pierś na dwa sposoby ( niedługo pokażę, co zrobiłam z tą w soli), druga połowa była podobna do tej . Nogi i górne części skrzydeł zrobiłam dziś w brytfannie, duszone na gęsim tłuszczu, podlane czerwonym winem, z lekką cynamonową nutą. Wyszły przepyszne , po dwóch godzinach z kawałkiem miękkie i soczyste. Gęś była młoda, więc nie peklowałam jej wcześniej, tylko na noc natarłam przyprawami.

NOGI GĘSI DUSZONE W CZERWONYM WINIE

nogi i górne części skrzydeł młodej gęsi

sól, pieprz, majeranek, papryka, cynamon

czosnek, świeża szałwia

kilka suszonych śliwek i moreli

szklanka czerwonego wina

smalec gęsi naturalny

rosół do podlewania

Poprzedniego dnia wieczorem mięso natarłam solą, pieprzem, majerankiem i obłożyłam pokrojonym czosnkiem. Przed pieczeniem obsypałam je jeszcze papryką i lekko cynamonem i odłożyłam czosnek. W brytfannie rozgrzałam gęsi tłuszcz , włożyłam mięso ( nogi odkrojone blisko kręgosłupa przecięłam na pół) skórą do dołu o obsmażyłam na rumiano. Odlałam nadmiar tłuszczu, podlałam czerwonym wytrawnym winem , dołożyłam suszone śliwki i morele, szałwię. Dusiłam pod przykryciem na średnim ogniu, przekładając i podlewając rosołem a na końcu wodą. Gdy mięso było już miękkie ( po około 2, 5 godzinie) zagęściłam sos łyżką mąki rozbełtaną w niewielkiej ilości wody i zagotowałam kilka razy, by nie było czuć surowej mąki.

Mięso pięknie się przyrumieniło, miało apetyczną brązową skórkę, w środku było aromatyczne i soczyste . Zjedliśmy je w towarzystwie modrej kapusty i domowych klusek, do których sos świetnie pasował.

Obiad godny dzisiejszego święta :) Hasło Gęsina na Marcina , które realizuję już kolejny raz to doskonały pomysł. Gęś przywiozłam z samego źródła gęsi owsianej białej – czyli z Kołudy, kiedy byłam w rodzinnych stronach.

Całej Rodzince, a zwłaszcza Solenizantowi gęś duszona w winie bardzo smakowała. Może powtórzymy coś podobnego na najbliższe święta.

Smacznego !

ges duszona w winie1

Zielone pomidory-marynowane i chutney z nich

chutney z zielonych pomidorów

To są przepisy sprzed roku, nie zdążyłam ich wrzucić w odpowiedniej porze. Teraz pewnie też jest za późno ( choć u nas pierwszy przymrozek był dopiero dziś w nocy, a małe pomidorki , niedojrzałe wisiały jeszcze wczoraj na gałązkach) . Mniej, niż rok temu, ale zebrałam i zrobiłam trochę chutney’a z zeszłorocznego przepisu. Chutney doskonale pasuje do delikatnego mięsa i serów.

Marynowane małe pomidorki ( te, które miały być żółte, w kształcie gruszek) zrobiłam tak, jak korniszony i podobne smakowały. Do jednego i drugiego rodzaju pomidorowych przetworów dodałam mój domowy ocet jabłkowy, który jest łagodniejszy, dlatego kwaśność zalewy najlepiej regulować według gustu.

MARYNOWANE ZIELONE POMIDORKI

ok. pół kilo zielonych pomidorków

cebula

płaska łyżeczka ziaren gorczycy

kilka ziaren ziela angielskiego i pieprzu

2 szklanki wody

3/4  szklanki octu jabłkowego ( miałam domowy)

płaska łyżka soli

czubata łyżka cukru

Do wody dodajemy ocet i przyprawy, pokrojoną na plasterki cebulę,  gotujemy i studzimy. Umyte i ponakłuwane pomidorki  układamy w wyparzonych słoikach, zalewamy zalewą prawie do pełna , zakręcamy i wkładamy do garnka z zabezpieczonym grubym papierem lub ściereczką dnem, zalewamy wodą do 3/4 wysokości słoików. Gotujemy około 15 minut od zagotowania, na średnim ogniu.

marynowane zielone pomidorki

Marynowane pomidorki dobre są do sałatek i jako pikle do mięsa .

CHUTNEY Z ZIELONYCH POMIDORÓW

ok.1/2 kg zielonych pomidorów
150 g cebuli
szklanka cukru
mała czerwona papryczka chili
1/2 szklanki octu winnego lub jabłkowego
łyżeczka gorczycy
płaska  łyżeczka soli

pieprz ziołowy

Pomidorki i cebulę kroimy na półplasterki, wrzucamy do garnka dodając pozostałe składniki ( papryczkę bez pestek, też pokrojoną ). Gotujemy mieszając, po zagotowaniu zmniejszamy moc palnika i gotujemy tak długo, aż odparuje. Sprawdzamy, czy nie trzeba doprawić.

Możemy go zapasteryzować podobnie do pomidorków konserwowych  wystarczy 10 minut.

Jeśli już jest za późno, to polecam ten przepis za rok . Obie formy wykorzystania zielonych pomidorów są pyszne, a ja jeszcze nie wypróbowałam, jak smakują tytułowe , z jednej z moich ulubionych książek, smażone zielone pomidory. Może za rok ?

Smacznego !

chutney z zielonych pomidorów1