Studencka kuchnia i mój jurorski debiut :)

mc makaron

Muszę przyznać, że z wielką ciekawością przyjęłam zaproszenie na kulinarną imprezę Studenckiej Wiosny ( UAM Poznań). Zostałam zaproszona wraz z koleżankami blogerkami do oceny dań w Studenckim Master Chefie.  Był to mój debiut jako jurorki, ale w towarzystwie Kasi z W krainie smaku , doświadczonej w imprezach Bloger Chefa i Agnieszki ze Studni smaków poradziłam sobie.

Chciałam porównać studenckie gotowanie z tym z moich czasów. Było dość specyficzne, bo w warunkach totalnego kryzysu , mięsa na kartki i bazowało na produktach przywiezionych z domu. Po dwóch latach jadania w studenckiej stołówce miałam rozregulowany żołądek ( prawdopodobnie od sody dodawanej do zup, by się prędzej gotowały) i zdecydowałam się wraz z koleżanką na samodzielne gotowanie –  Dorotka pozdrawiam  :)

Z domów najczęściej przywoziliśmy jajka , więc one były podstawą wyżywienia. Moim „odświętnym ” studenckim daniem były jajka faszerowane ( farsz najczęściej z niewielkim dodatkiem wędzonego boczku, cebuli  i koncentratu pomidorowego), do tego tosty francuskie podpatrzone w kinowym hicie „Sprawa Kramerów” z Meryl Streep i Dustinem Hoffmanem, czasem z ekstra dodatkiem w postaci groszku konserwowego w majonezie . Majonez kręciłam sama, małą drewnianą pałkę zakończoną kulką , zakupioną do tego celu mam do dziś :)

Odmian jajecznicy robionej wówczas nie zliczę ( moje ulubione to na pomidorach oraz  z żółtym serem), makaron też był popularnym daniem, sos pomidorowy na bazie koncentratu z różnymi dodatkami rządził. Robiliśmy też spaghetti, rzadko z mięsem, częściej podpatrzone w Picollo na Starym Rynku „con pisselli” z konserwowym groszkiem.

Jak już wspomniałam , mięso było towarem  bardzo deficytowym , więc wyobraźcie sobie co się działo w kuchni akademika , gdy jakieś dziecko rolnika piekło w piekarniku przywiezionego z domu kurczaka ! Albo smażyło schabowe :)  Jeden z moich kolegów wyznał kiedyś, że podkradł takiego schabowego z patelni korzystając z nieobecności właściciela w kuchni  , zamknął się w pokoju i zjadł , nie zważając na okrzyki i walenie w drzwi !

Kreatywność była bardzo potrzebna, toteż wymienialiśmy się przepisami . Kiedyś zdarzyła mi się zabawna sytuacja , do od koleżanki usłyszałam , entuzjastycznie oceniany …mój własny przepis , który ona z kolei dostała od kogoś innego :)

mc szpinakowy

Wracając do konkursu – zostałyśmy też poproszone o własne popisowe dania , ja zrobiłam wytrawny placek szpinakowy – jak widać na załączonym obrazku , cieszył się powodzeniem wśród studentów. Kasia upiekła ciasto marchewkowe a Agnieszka kruche ciasteczka z konfiturą.

Nagrodziłyśmy sałatkę makaronową ( można ją jeść i w wersji na ciepło) z tuńczykiem, pomidorami, fetą i kukurydzą, ciekawie doprawioną ziołami, pieprzem ziołowym i papryką. Makaron to jedno z typowych studenckich dań, dający wiele pola do popisu, ten spodobał nam się ze względu na kreatywne podejście. Jest na zdjęciu u góry .

Wahałyśmy się między nim a pyszną krucha tartą z budyniem czekoladowym i orzechową posypką , z właściwym poziomem słodyczy. Ostatecznie zajęła drugie miejsce.

 

mc tarta

Reszta dań była mało wyrazista , więc nagrodziłyśmy niemal artystycznie przygotowane parówki w formie ośmiorniczek, za pomysł.

Wniosek, który nam się nasunął , to to, że studenci lubią fetę, bo była w każdej sałatce. Mam nadzieję, że nie ze względu na nazwę…

Po części konkursowej wszyscy obecni zaczęli zajadać nasze i oceniane potrawy z apetytem godnym studentów. Impreza była bardzo sympatyczna, jak zwykle okazało się, że nie mam problemów z kontaktem z kolejnym pokoleniem, dla mnie to było bardzo ciekawe doświadczenie. Za zdjęcia dziękuję Agnieszce ( żyję ostatnio w biegu i zapomniałam włożyć karty do aparatu…).

Gościliśmy w Olala Cafe w kompleksie OFF Garbary a inicjatorką udanej imprezy była Ania Wojtkowiak z NZS UAM. Brawo za pomysł :)

Relację z wydarzenia mozna zobazcyć w studenckiej telewizji Kontra – klik, klik .

mc parówki

Dzikie pesto z pokrzywy i słonecznika

pesto z pokrzywy

Do pesto na bazie pokrzyw przekonała mnie koleżanka blogerka, bynajmniej nie kulinarna. Ona i jej córki zajadają się nim w sezonie, dlatego jak tylko zabrałam się za pielenie chwastów w ogrodzie, wykorzystałam zebrane pokrzywy w pożyteczny sposób.

Na blogu mam już zupę z młodych pokrzyw i pikantny sos.

Do pesto , dla złagodzenia smaku dodałam natkę pietruszki , którą znalazłam przy porządkach w zamrażalniku.  Dobrałam do tego pestki słonecznika a sera żadnego nie dorzucałam , bo miało byś zdrowe i dietetyczne.

 

PESTO Z POKRZYWY I PIETRUSZKI Z PESTKAMI SŁONECZNIKA

szklanka młodych pokrzyw

dwie garście natki pietruszki

kilka gałązek gwiazdnicy

2 łyżki pestek słonecznika

dwa ząbki czosnku

łyżka oliwy

sól, pieprz ziołowy i czarny z młynka

Pokrzywy i gwiazdnicę umyłam w kilku wodach zmieniając je i zaparzyłam wrzątkiem tak, by przykrył je. Przykryłam pokrywką i zostawiłam kilka minut, by złagodniały.

Odcedziłam i przestudziłam. Wywar dałam do wypicia córce na wzmocnienie włosów.

Przestudzone pokrzywy, natkę pietruszki, czosnek, pestki słonecznika i oliwę włożyłam do blendera i zmiksowałam.

Zjadłyśmy je ( tylko żeńska część rodziny zdecydowała się na ten specjał) z kaszą pszenną, mnie smakowało bardziej, niż z makaronem. Miało przyjemny , lekko pikantny warzywny smak. Myślę, że zostanie zaakceptowane jako danie z domowego repertuaru.

Smacznego !

 

pesto z pokrzywy z kaszą

Kulinarne koty- Bohun Szkatułki Cook z Sekretów małych i dużych

bohun2

Szkatułka Cook to kolejna blogerka, którą poznałam dzięki kociemu cyklowi :) Na jej blogu Sekrety małe i duże   spodobały mi się przede wszystkim pyszne ciasta . Oddaję głos Joannie.

Pierwszy kot pojawił się w moim życiu prawie dwadzieścia lat temu. Blogowy Pan K. najpierw złapał maleństwo na wielkiej górze węgla, a potem przywiózł umorusane i przestraszone w parcianym worku do naszego domu prosto z Wisły i tak Wiślaczek został z nami do końca swoich dni. Zmieniał kilkakrotnie swoje miejsca pobytu i adresy zamieszkania, ale widać było, że serce zawsze miał tam gdzie my byliśmy z nim. Odszedł do Krainy Wiecznych Łowów dwa i pół roku temu i niemal natychmiast pojawił się w naszym domu Bohun.

 

bohun0

Nie chciałam tak szybko nowego kota, ale nowy kotek szybko sprawił, że mój maleńki synek przestał rozpaczać po Wiślaczku. Ja długo rozpamiętywałam jeszcze stratę po Wiślaczku, wspominałam, ale mały czarny gość w naszym domu zaczął nam dostarczać coraz to nowych wrażeń. Kot rodem z piekła, choć wzięty z Brzozowej Gaci koło Kurowa :) Kot iście charakterny jak na imiennika z powieści sienkiewiczowskiej przystało. Pierwsze kilka tygodni życia spędził w swojej pierwotnej rodzinie, więc nauczyła go mama kocica i polowania i zabawy ze swoim kocim rodzeństwem. Przyszedł, więc do naszego domu z nawykami, których nie wyzbył się Bohunek do dziś :) Uważa, więc kocisko – płocisko mego syna, a swego Pana (haha) za swego „braciszka”, którego co rusz atakuje, co rusz w sposób mniej lub bardziej wyrafinowany zachęcając do wspólnej zabawy – wyciągając przy tym swoje ostre pazurki.

bohun3

Całą zimę „poluje” … dewastując mi parapet i doniczki i kwiaty na nim stojące, bo … czai i maskuje się za kwiatami, a potem z Nienacka rzuca się na szybę – strasząc ptaszki i dewastując kwiaty :( Niestety z tego powodu – prawie całą zimę i wiosnę nasz niecnota może wychodzić na balkon dopiero po zachodzie słońca, kiedy cały ptasi ruch na balkonie ustaje. Psotnik nad psotnikami, trudno zliczyć wszystkie jego harce i wybryki – powkładane rzeczy do butów, zjedzone sznurówki, potłuczone naczynia, powylewane wody i pozjadane kwiaty z wazonów, ucieczki przez balkon do sąsiadów, wylegiwanie się na jeszcze ciepłych, świeżo wyprasowanych – świątecznych obrusach, zjadanie pasztetu wielkanocnego … itp.

 

bohun4

Bohun ( nazywany Buhciem )  jest amatorem suchej kociej karmy dla kotów wysterylizowanych. Największym przysmakiem jest dla niego jajo i mielone mięso wprost z maszynki. Kiedy słyszy dźwięk mielonego mięsa w elektrycznej maszynce nie odstępuje mnie na krok. Przepada też za wodą z kwiatów w wazonie i bitą śmietaną :) Nie gardzi parówką. Zawsze żebrze u Pana K. kiedy ten jada je na śniadanie – to standard.
Nasz Bohun to mały nicpoń. Choć ma swoją kuwetę i potrafi z niej korzystać często łapiemy go na korzystaniu z naszej dużej umywalki do załatwiania pewnych potrzeb. Niestety nie wpadł jeszcze na pomysł by korzystać z kranu :) Podobnie jest ze spaniem … Ma swój ulubiony mały wiklinowy domek, w który chętnie się chowa, lecz jeśli chodzi o spanie to sprawa wygląda inaczej. Najczęściej budzę się o poranku z Bohunem rozwalonym tuż o bok mnie w najlepsze i nawet nie ma mowy by się ciut posunął :)

bohun6
Jednak najfajniejsze w naszym kocie jest to, że kiedy wyjeżdżam ( a zdarza mi się to dosyć często)
i wracam do domu – Bohunek jest jak psiak :) Okazuje radość, łasi się, przybiega na powitanie, czasem trąca łapą. Wyraźnie okazuje radość z mojego powrotu i zadowolenie – jedynie nie szczeka :)

Dziękuję za historię :)

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

bohun7

Dietetyczne pulpeciki z kurczaka w sosie kaparowym

dietetyczne pulpeciki1

Nadal pozostaję w poświątecznych klimatach i serwuję dania mniej kaloryczne. Wprawdzie dziś sos do pulpecików jest bardziej „konkretny”( przepis inspirowany tym )  , ale zrobiłam go w odchudzonej wersji. Pulpeciki są zrobione z mielonej piersi kurczaka, z dodatkiem suszonych pomidorów i aromatycznych przypraw, złączone samym białkiem i ugotowane w warzywnym bulionie, więc same w sobie są lekkie. Sos pasuje do nich i podkreśla smak.

 

PULPECIKI Z KURCZAKA Z SUSZONYMI POMIDORAMI W SOSIE KAPAROWYM

400 g mielonej piersi z kurczaka

białko dużego jajka

3-4 suszone pomidory z zalewy

sól, pieprz czarny i ziołowy, słodka papryka

suszona bazylia i oregano

litr bulionu warzywnego do ugotowania

SOS KAPAROWY

łyżeczka masła i łyżka oliwy

łyżka mąki

2-3 łyżki marynowanych kaparów

1, 5 szklanki bulionu

2 łyżki kwaśnej śmietany ( dałam 12 %, ale możecie dać bardziej kaloryczną )

pieprz z młynka

Mielone mięso mieszamy z przyprawami , pokrojonymi drobno pomidorami i białkiem, dokładnie wyrabiamy. Wilgotną ręką toczymy niewielkie pulpeciki i wrzucamy je na wrzący bulion. Gotujemy na niewielkim ogniu około 5 minut, wyjmujemy łyżką cedzakową.

Na patelni roztapiamy masło , dodajemy oliwę. Podsmażamy na tym odcedzone kapary, po chwili dodajemy mąkę i robimy lekką złotą zasmażkę. Rozprowadzamy ją przestudzonym bulionem, na koniec dodajemy zahartowaną  kilkoma łyżkami sosu śmietanę . Doprawiamy pieprzem z młynka i w razie potrzeby solą.

Ja zjadłam pulpeciki z brązowym ryżem i niewielką ilością sosu. Wyszły bardzo smaczne i lekkie a sos kaparowy podkreślił ich smak.

Smacznego !

 

dietetyczne pulpeciki

 

Lekka sałatka z wędzonym kurczakiem i rzeżuchą

lekka sałatka z kurczakiem

Święta się skończyły, pora na coś lekkiego by wrócić do formy. Wprawdzie u mnie do wielkanocnych śniadań są na stole lekkie sałatki na bazie sałaty w winegrecie ale traktowane są jako dodatki, nieraz zaostrzające apetyt na świąteczne wędliny :)

Dziś zrobiłam już taką sałatkę jako samodzielne danie a kawałki wędzonego kurczaka są jej elementem.

SAŁATA W WINEGRECIE Z WĘDZONYM KURCZAKIEM I ZIELENINĄ

kubek mieszanki sałat z roszponką

2-3 liście sałaty lodowej

pomidor

kawałek zielonego ogórka

wędzone udko kurczaka

po garści rzeżuchy i szczypiorku

sól, pieprz ziołowy

łyżka domowego octu jabłkowego z cząbrem

łyżka oliwy

Porwane liście sałaty lodowej zmieszałam z mieszanką sałat , dodałam pokrojonego  w półplasterki zielonego ogórka i pomidora, posoliłam lekko. Dołożyłam pokrojone na kawałki wędzone udko kurczaka, posypałam pieprzem ziołowym , polałam octem jabłkowym i oliwą, wymieszałam.

Na koniec posypałam rzeżuchą i szczypiorkiem. Wstawiłam do lodówki  by się przegryzła. Przeznaczyłam ją na kolację, ale widać jest smaczna, bo zaczęła już znikać z lodówki, chyba resztę schowam dla siebie „za sałatą ” :)

Jest lekka, dałam mniej oliwy, niż zwykle do winegretu, polecam po świątecznych kulinarnych szaleństwach.

Smacznego !

 

lekka sałatka z kurczakiem1

Mazurek z masą migdałową

mazurek migdałowy

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM MOJEGO BLOGA ŻYCZĘ RADOSNYCH I SMACZNYCH ŚWIĄT. NIECH WSPÓLNY STÓŁ ŚWIĄTECZNY STWORZY MAGICZNĄ ATMOSFERĘ I WYWOŁA U WSZYSTKICH PRZYJEMNY NASTRÓJ.

 

koszyk15

Mazurek nie był tradycyjnym ciastem wielkanocnym w moim rodzinnym domu, zagościł u nas dopiero kilka lat temu. Stało się to za sprawą mojej młodszej córki , która sama zabrała się za ten wypiek i robi go na Wielkanoc tradycyjnie od kilku lat.

W tym roku zrobiła go w mniejszej formie i zostało ciasta na drugi, mniejszy. Zrobiłam do niego masę migdałową, wykorzystując tarte migdały. Masę zrobiłam „na czuja”, wykorzystując przepis bazowy na domową polewę i  zagęściłam ją .

 

MAZUREK Z MASĄ MIGDAŁOWĄ

ciasto takie, jak tutaj

MASA MIGDAŁOWA

8 dkg masła

1/2 szklanki cukru-pudru

1/4 szklanki mleka

szklanka tartych migdałów

Mleko, masło o cukier puder rozpuściłam w garnku i gotowałam kilka minut na małym ogniu. Dorzuciłam tarte migdały , wymieszałam i jeszcze chwilę pogotowałam.

Masę przestudziłam i wylałam na podpieczony kruchy spód. Gdy zastygła ( w lodówce) ozdobiłam mazurek suszonymi śliwkami i rodzynkami.

Wyszedł pyszny , może dla niektórych zbyt słodki, ale w końcu mamy Święta, więc kiedy, jak nie teraz ? Można popić niesłodzoną kawą :)

Smacznego !

mazurek migdałowy2

 

 

Babka czekoladowo-wiśniowa z cynamonem i studencki Master Chef

babka czekoladowo-wiśniowa 2

 

Dziś w słowach kluczowych , po których czytelnicy trafiają na mój blog znalazłam pytanie ” co zrobić ekstra na Wielkanoc ?” . Pomyślałam, że oprócz tradycyjnych , drożdżowych babek , które nieodmiennie kojarzą nam się z Wielkanocą można upiec taką troszkę inną , w ciekawych smakach. Kakao, które nadało babce czekoladowy smak dobrze komponuje się z wiśniami i cynamonem, do babki dodałam więc nieco musu wiśniowego ( z przetartych owoców z kompotu) i doprawiłam.

 

BABKA CZEKOLADOWO-WIŚNIOWA Z CYNAMONEM

3 jajka
4 łyżki cukru
80 g stopionego masła i 3 łyżki  oleju
2 niepełne szklanki mąki
1/2 szklanka  mleka

1/4 szklanki musi wiśniowego
3 łyżki kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 łyżeczki  cynamonu

cukier-puder do posypania

Jajka lekko roztrzepujemy z cukrem trzepaczką ale nie ubijamy . Lekko ubijając dodajemy  olej i  mleko  , mus wiśniowy , następnie mąkę z proszkiem, kakao,  cynamon , na koniec stopione masło    . Ciasto powinno się lekko lać.
Wlewamy  do wysmarowanej tłuszczem formy z kominkiem i pieczemy  w 180 C około 45 minut.

Jeszcze ciepłą podważamy lekko nożem przy brzegach i pozwalamy jej ostygnąć. Wystudzoną powinniśmy wyjąć z formy bez problemu, podkładając talerz i odwracając zdecydowanym ruchem.

Babka była prezentem, nie mam więc zdjęcia kawałka, ale od adresatek prezentu wiem, że była udana. Polecam więc , nie tylko na Wielkanoc .

Smacznego !

Chciałabym się pochwalić wydarzeniem w Poznaniu, w którym niedługo wezmę udział i zachęcić do udziału w nim . To będzie Studencki Master Chef , a ja wraz z koleżankami będę tam jurorką. Poza tym poczęstuję uczestników swoim specjałem ( niespodzianka) i opowiem co nieco o blogowaniu.

Zapraszamy wszystkich chętnych do wzięcia udziału w studenckim konkursie kulinarnym, który odbędzie się 14.04.2015 w OFF Garbary (https://www.facebook.com/garbaryoff), a dokładniej w Olala cafe (https://www.facebook.com/OlalaCafe)
W ramach powyższego projektu będą z nami blogerzy działający w sferze kulinarnej:
– Agnieszka Cemel (studniasmakow.wordpress.com)
– Grażyna Cholewicka (grazynagotuje.pl)
– Katarzyna Szatkowska (wkrainiesmaku.pl)
Dla najlepszych kucharzy przygotowaliśmy nagrody!
Ciekawa jestem bardzo , jakie potrawy przygotuję studenci i czym się będą różnić od moich ze studenckich czasów :)
A oto link do wydarzenia :

 

babka czekoladowo-wiśniowa

Babka migdałowa na drożdżach

babka migdałowa

 

Na Palmową Niedzielę postanowiłam wypróbować nową wersję babki, z dodatkiem tartych migdałów i suszonych śliwek. Pomysł zaczerpnęłam z „Kuchni polskiej ” Hanny Szymanderskiej. Zrobiłam ją na drożdżach , bo takie najbardziej lubię i na Wielkanoc takie tradycyjne są najlepsze. Wykorzystałam do niej tarte migdały a dla dodania smaczku- suszone śliwki.

 

bakalie1

 

MIGDAŁOWA BABKA DROŻDŻOWA
400 g mąki pszennej
100 g tartych migdałów ( BackMit)
Kilka śliwek suszonych ( KRESTO)
1/3 kostki stopionego masła
2 łyżki oleju
30 g drożdży
szklanka mleka
2 jajka i 2 żółtka
4 łyżki cukru i jedna z wanilią
łyżeczka spirytusu
szczypta soli
Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( pół szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło , wymieszałam cukry z jajkami.
Do miski wsypałam mąkę u tarte migdały , posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : pokrojone drobno suszone śliwki, wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, olej, stopione masło w temperaturze pokojowej, spirytus. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około pól godziny.
Włożyłam ją do dużej natłuszczonej formy na babkę z kominkiem i pozwoliłam podrosnąć w ciepłym miejscu z 10 minut.
Piekłam ją na piekarniku nagrzanym do 175 C około 45 minut, aż nabrała złotego koloru a wbity w nią patyczek wyszedł suchy.

Babka wyszła bardzo smaczna, o wyraźnym migdałowym smaku a dodatek suszonych śliwek ciekawie ją ożywił.

Smacznego !

 

babka migdałowa1

 

 

 

 

 

 

Kulinarne koty- Pola od Oli z cookplease.pl

kot oli5

 

Olę z bloga cookplease.pl poznałam… szukając kolejnych kandydatów do kociego cyklu. Mam nadzieję, ze zobaczymy się kiedyś na jakims blogersrkim spotkaniu i porozmawiamy na zywo o naszych pupilach :) Oddaję jej głos :

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?

Tylko jeden kot, Pola. 1 lipca 2013 roku przyniosłam 6 tygodniowe kocię do domu. Bo kota chciałam mieć od zawsze… I została, stając się przytulaną maskotką wszystkich domowników. Właśnie tym podbiła nasze serce – przytulaniem się, miauczącymi pogaduszkami, spaniem z wyciągniętym jęzorkiem i traktorowym mruczeniem w nocy :).

Właściwie zawładnęła wszystkim w domu. Fotelem, szafą, biurkiem, stołem, balkonem oraz oczywiście moimi poduszkami w nocy, gdzie nieskrępowanie rozkłada się na obu. A co ze mną? A tam, poradzę sobie!

 kot oli4

Co w nich lubisz najbardziej?

Pola jest śmiesznym kotem. Miny, które robi czasami mnie przerażają („czy to jest moja szynka?!”), delikatnie obrażają („idź stąd człowiek, jesteś taki głupi…”) lub rozśmieszają („czy to foliowa kulka?!”).

Uwielbiam jak wieczorem wdrapuje się na mnie, całkowicie zasłaniając mi laptopa i włącza swoje mruczenie… Albo jak jest okrutnie zmęczona, a mimo to stoi nad miską i czeka aż się jej coś sypnie. Śmiesznie jest też wtedy, gdy „szczeka” na ptaki za oknem, bo Pola to kot nie wychodzący. No po prostu, śmieszny koteł :)

 kot oli3

Co jadają Twoje koty?

Jedno i to samo – przynajmniej jeśli chodzi o gotową karmę, zarówno suchą jak i mokrą. Nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie, nawet przy delikatnych próbach. Najchętniej, jeśli chodzi o mokre jedzonko, jest to drobiowe, ewentualnie wołowe. I tylko mus w puszkach, paszteciki czy kawałki mięsa są całkowicie ignorowane…

Dodatkowo, miłością Poli, jest Almette śmietankowe i jogurtowe, taki koci „wypas”. Nie pogardzi żółtym serem (ale też ma 2-3 ulubione gatunki) lub szyneczką drobiową. Czasami zje jajko, ale to zależnie od humoru – zje to zje, nie, to jej nie zmusisz. Zdarza się również chapsnąć kurczaka ugotowanego, mięso z nóżki lub z piersi – jednak też są to malutkie porcje.

No i chrupki! Kocie, najlepiej serowe….

Czego Pola nie zje? Niczego, co stało obok ryby, lub rybne jest!

 kot oli2

Koty w kuchni

Pola w kuchni jest zawsze. A to wpatruje się w mikrofalę. A to w zmywarkę. A to się lodówka otwiera i trzeba koniecznie coś wysępić! Pilnuje mnie podczas gotowania, podczas układania jedzenia, podczas fotografowania. Czasami nawet myśli, że jest „jedzenie” i się ustawia na miejscu talerza… hmmm :)

kot oli1

Najzabawniejsza historia

Czy najzabawniejsza to nie wiem, wiem, że od dwóch – trzech miesięcy nie podchodziły jej jajka (mimo, że wcześniej je jadła :) . Często, gęsto gotując sobie, robiłam również dla Poli, a niech ma, myślałam sobie. I oczywiście szło do kosza, bo kot nie raczył nawet powąchać. No to zrezygnowałam z robienia jej tego, wydawałoby się, przysmaku. Do dzisiaj. Dzisiaj, w piękny sobotni poranek, zrobiłam sobie sałatkę z jajkiem na twardo. Obróciłam się na 10 sekund… I oczywiście kot zajął się moim jedzeniem. Złośliwość taka mała!

Dziękuje za rozmowę

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

kot oli6

Wiosenne menu w Cucinie -relacja z degustacji

cucina foie gras

Kiedy dostałam zaproszenie na degustację nowego wiosennego menu w poznańskiej restauracji Cucina , nie mogłam się doczekać . Dania autorstwa szefa kuchni Ernesta Jagodzińskiego są zawsze pełne finezji i bardzo trafiają w mój gust. I tym razem nie tylko ja, ale i inni goście degustacji byli pod olbrzymim wrażeniem.

Już przystawka pod zagadkową nazwą foie gras bob bon wywołała niezwykłe wrażenia smakowe.  Rzeczywiście, foie gras zostało podane w formie kulek otoczonych czekoladowo- buraczanym pudrem i wyglądało, jak cukierki – w środku było przyjemnie kremowe i doskonale pasowało do tej formy podania. Do tego była emulsja z poziomki i wędzona brioszka.

Pierwsze danie główne zachwyciło mnie niemal tak samo. Było w stylu japońskim, ze wspaniałym bulionem dashi ( wywar z wodorostów i ryby bonito). W środku był delikatny filet z witlinka z młodymi porami. Pory bardzo lubię , miały dość intensywny smak, ale mnie pasowały do tego dania. Dodatkiem był majonez z palonego siana, niezwykle aromatyczny oraz ciekawy puder z pora.  Nieco kontrowersji wywołał dodatek piklowanej rzodkiewki, słodko-kwasnej, łamiącej delikatne , zharmonizowane smaki dania. A może właśnie tak miało być – rzecz gustu :)

 

cucina dashi

Potem, by w żołądkach zrobiło nam się miejsce na następne smakołyki, dostalismy porcję lodów limonkowych. U mnie spełniły swoje zadanie , toteż ochoczo zabrałam się za nastepne – Kotlety cielęce z dodatkiem pieczonej młodej pietruszki , z sosem tymiankowym.

Autor menu, Ernest Jagodziński przy każdym daniu opowiadał o nim, przy tym wspomniał czasy dzieciństwa i pieczenia ziemniaków przy ognisku – te warzywa zostały upieczone w piecu do pizzy, który pokazywałam w poprzednich relacjach z tej restauracji. Daniu towarzyszył puder z kopru włoskiego podany na śmietanie.

 

cucina kotlet cielęcy

A o samym szefie kuchni opowiadała menager City Parku, Paulina Prusiecka . Ernest Jagodziński jest nie tylko doskonałym i pełnym wyobraźni  kucharzem  ale też cierpliwym nauczycielem dla swych 15 podwładnych w kuchni. Mogliśmy go podejrzeć przez okno podczas wydawania deserów z cukierni, ja nawet uchwyciłam fotografującego go Huberta Gonerę.

cucina w kuchni

A na deser dostaliśmy roladę z kremowym kozim serem i pistacjami, z dodatkiem consome z czerwonego wina i pudrem z białej czekolady. Do tego kruche migdałowe ciasteczko.

cucina deser wiosna

Kunszt szefa Cuciny przejawił się nie tylko w smaku dań, w każdym ciekawie zharmonizowanym , ale i w formie ich podania. Było i na czym zawiesić oko, wrażenia smakowe były nie mniej ciekawe niż dotykowe.

Do kolejnych dań piliśmy dopasowane wina , do przystawki Riesling 2013 Schlos Gobelsburg,  pierwszemu daniu głównemu towarzyszył Sauvignon Blanc 2014. , Mount Vernon a drugiemu Amezola Crianza 2010 , Rioja.

O gości dbała jak zwykle Paulina Prusiecka, opowiadała nie tylko o restauracji ( bardzo popularne są niedzielne rodzinne obiady), jak i o cukierni Capucina z doskonała kawą sprowadzana z Brazylii i paloną na miejscu.

Miło było się tez spotkać z blogerami, była Ania z Everyday Flavours, Kasia z W Krainie Smaku i Piotr z Najsmaczniejszego ( zapraszam na bardziej fachową relację ). Zaplanowaliśmy przy okazji pierwszy blogerski piknik na otwarcie sezonu.

Szkoda, ze oświetlenie nie pozwoliło na lepszą jakość zdjęć..

Wiosenne menu Cuciny jest lekkie, ożywcze i niezwykle smaczne, warto spróbować kolejnych kreatywnych dziel mistrza Ernesta.

cucina goscie