Bloger to twórca. Nie tworzysz – nie bloguj ! Refleksje po konferencji blogerskiej w Poznaniu

bloger to twórca

Zwykle relacje z blogowych konferencji piszę w formie reportażu ze zdjeciami. I taka będzie relacja z tegorocznego Influencer Live Poznań, ale za kilka dni. Teraz muszę podzielić się tym, co się dzieje wokół i po konferencji. Część transmisji live została wycofana na wniosek prawnika pewnej blogerki, która poczuła się obrażona. Tak się składa, że o sprawie wiem od początku, jestem też od dawna zaangażowana w problem kradzieży intelektualnej twórczości blogerów, pomagam m. in. wyszukiwać kto nie udostępnia lecz kopiuje rysunki znanych fanpage ( Rynn rysuje, Zapisz Obrazek jako ahgsfds), nagłaśniam kradzieże zdjęć blogerów kulinarnych , wyjaśniam znajomym ( np.resturatorom), że nie wolno do menu czy fanpage brać zdjęć ” z sieci”. To bardzo ryzykowne sprawy, bo mniej więcej rok temu właścicielka restauracji pod Krakowem wylądowała w szpitalu jak dostała faktury od blogerek wyceniających swoje skradzione zdjecia . Ona przeciez nie wiedziała, że nie wolno …

kadr z wywiadu Maćka Budzicha z Krzysztofem Gonciarzem, ILP 2019

Blogerka kandydująca do konkursu Twórcy roku skopiowała przepisy do swojego płatnego e-booka

Kilka dni przed Konferencją na blogerskiej grupie Olga Smile pokazała e-booka pewnej znanej blogerki ze swoimi 9 -ma przepisami skopiowanymi kropka w kropkę, łącznie z …literówkami. Zrobiła się burza, po czym „autorka” e-booka zawarła ugodę z Olgą Smile i wpłaciła jako rekompensatę 9 tysięcy na dwa schroniska. Olga uznała sprawę za zamkniętą, nawet próbowała łagodzić oburzenie komentujących, ale burza już się rozpętała !

Olga Smile to człowiek-instytucja w kulinarnej blogosferze. Pamiętam ją od początku , od kiedy weszłam w blogową społeczność kulinarną za pomocą dawnego Durszlaka ( oj, te Pogaduszki, ile przyjaźni tam zawarłam 🙂 Organizowała akcje kulinarne, opublikowała książkę Smak Imprezy ( potem też inne), prowadziła konkursy. Dba o swoją społeczność , raz wygrałam w konkursie u niej robot i gdy firma przysłała mi gorszy, od razu zainterweniowała i po kilku dniach był już kurier z tym właściwym. Przez kilka lat prowadziła ranking blogów kulinarnych, gdzie kryteriami była nie tylko ilość wejść, ale też publikacje. Nie dziwi mnie więc to, że kradzież tych przepisów wywołała burzę wśród jej czytelników . Blogerka, która skopiowałą przepisy Olgi wycofała się z konkursu na Twórcę roku , zniknął też jej fanpage.

Przepisy kulinarne nie są objęte prawem autorskim.

To prawda, prawo dotyczy tylko zdjęć, które „pożyczane” są z sieci nagminnie. Ale jeśli przepis jest pisany w charakterystyczny sposób i skopiowany na zasadzie „kopiuj-wklej” , to łatwo udowodnić kradzież czyjejś własności intelektualnej. Nie wiadomo tylko, co na to prawo. I pewnie tego trzyma się znana blogerka podejmując …kolejne działania. Ale zanim napiszę o co chodzi, podumam jeszcze o właśności intelektualnej i prawie do niej. Bo u blogerów kulinarnych łatwo tylko udowodnić kradzież zdjęć. Mnie się to zdarzało na początku blogowania, zanim nie zniknęłam w masie kulinarnych blogów. Kiedyś znajomi mi zwrócili uwagę na moje zdjęcie z przepisem w konkursie , który jakiś pan wrzucił …nie zmieniając nawet rodzaju żeńskiego na męski ( piszę często w pierwszej osobie). Przepis wycofano. Innym razem ( dośc dawno) para znanych blogerów , parodiujących pewną sławną blogującą osobę „pożyczyła” sobie zdjęcie z mojego bloga na fanpage ( profilowe). Zauważyłam to przypadkiem, nie zdążyłam zrobić screena, panowie napisali do mnie na messengerze , co wpadło w folder „inne” , zanim coś zrobiłam zdjęcie zostało zmienione. Niesmak pozostał i do dziś nie lubię ich oglądać… tylko zdjęcie mi o tym przypomina…

prozaiczny chleb ze smalcem

Blogerki kulinarne i ich praca często są traktowane lekceważąco. Jestem wyczulona na kradzież czyjejś własności , w tym także pomysłów lecz jakiś czas temu odpuściłam zniechęcona. Było to po tym, jak zwróciłam uwagę znajomej blogerce, że do konkursu na autorski przepis zgłosiła danie, wprawdzie wykonane i sfotografowane przez siebie , ale z przepisu z warsztatów kulinarnych, na których i ja byłam. Ta w rewanżu zarzuciła mi, ze mam na blogu jej zdjęcia. Były – z konkursu, który prowadziłam i pokazanie zdjęć potraw ustalono w regulaminie. Zostałam określona jako „blogerka kłócąca się o pierogi” i obśmiana przez pewnego blogera marketingowego. Dziękuję, postoję. Odpuszczałam potem nawet informacje o moich zdjęciach na innych blogach, bo bywały też takie, które pokazywały sporo „pożyczonych”. Teraz sprawa zdjęć jest już traktowana poważnie, mam jednak inne problemy.

tort kebabowy , na urodziny mojego syna

Kilka lat temu zdziwiła mnie szalona popularność w wyszukiwarce przepisu na tort kebabowy , który był dosłowną interpretacją prośby mojego skłonnego do żartów syna. Znalazłam na You tube relację jakiegoś ( może znanego, ale nie mnie) vlogera z knajpy chyba w Kielcach, gdzie taki tort robiono ( z pewną różnicą – bułki zamiast ciasta ), a później drugą, gdzie podawano tort kebabowy na urodziny. Być może to przypadek, ale szukając grafik znalazłam zdjęcia z dekoracją bardzo podobną do tej na powyższym zdjęciu. Może to przypadek, przepisy nie są objęte prawem, ale …wkurza mnie fakt, że ktoś być może zarabia na moim pomyśle a ja nic z tego nie mam. Z góry odpowiadam na pytania : mój stan zdrowia nie pozwala na prowadzenie knajpy, sama takich tortów masowo na sprzedaż nie dam rady zrobić.

To są domniemania, ale o jednym wiem na pewno: dawno już znajoma poprosiła mnie o przepis z wykorzystaniem oleju lnianego i za moją zgodą wrzuciła go na prowadzony przez siebie fanpage. Chciałam życzliwie ją wesprzeć na początku pracy, zrobiłam to za free. Jakiś czas później mimochodem mi powiedziała, że te moje śledzie z ogórkami w oleju lnianym robią furorę w pewnym pubie w Dublinie, bo dała ten przepis znajomym ten bar prowadzącym. Ktoś zarabia na moich kreatywnych pomysłach ( przepis nietypowy, mój autorski) a ja nic nie mogę z tym zrobić. Chciałam o tym porozmawiać z kimś kompetentnym na konferencji, ale nie udało się.

Coraz więcej blogerek skarży się na wykorzystywanie „zmodyfikowanych” swoich pomysłów, co też trudno udowodnić. Często też słyszę czy czytam, że popularne blogi „pożyczają” pomysły od tych małych, dzięki temu same mają duży ruch , co przekłada się na ich zarobki, a „maluchy” zostają z niczym. Takie problemy miał na poczatku zaprzyjaźniony blog prezentujący dania z gier komputerowych, mam nadzieję, że to już przeszłość. Prowadzenie popularnego bloga to teraz dość intratne zajęcie i biorą się za to różne osoby. Także takie, które nie są kreatywne, twórcze i „pożyczają” sobie lub „modyfikują” treści prawdziwych twórców . Trzeba to nagłaśniać i piętnować, tak, jak sprawę sprzed kilku dni z Influencer Live Poznań. Bo sprawa, coraz bardziej żenująca dla blogerki „kopiującej” ma ciąg dalszy :

na imprezie jedni się bawią, inni rozmawiają

Straszenie prawnikiem

Gorący temat podjął w swojej prezentacji na konferencji jeden z prelegentów. Nie słyszałam osobiście ale z relacji wiem, że nazwał po imieniu to, co zrobiła znana blogerka i wymienił też nazwę jej bloga. Wczoraj organizatorzy konferencji na wezwanie prawnika musieli usunąć transmisję live tej części konferencji, bo …naruszono dobra osobiste kopiującej blogerki. Ciekawi mnie co ta pani zrobi, bo oficjalnie zawarto ugodę i niby sprawa się zakończyła, ale burza się już rozpętała. Jak bezczelną i …bezmyślną trzeba być, by zarabiając na czyjejś, kradzonej pracy oskarżać jeszcze innych. Niestey blogosfera to przegląd społeczeństwa i tacy ludzie też tam są . Ale jak na pierwszym zdjęciu ( slajd z prezentacji Pawła Tkaczyka) „stoi” – każdy jest redaktorem naczelnym swojego medium , bloger to twórca, jeśli sam nie potrafi tworzyć , to niech znajdzie inne zajęcie. Dla mnie kryterium atrakcyjności bloga to autentyczność jego autora, jak czuję sztuczność i fałsz, to od razu mnie odpycha. Ale jak widać, odbiorców blogów można czasem łatwo nabrać na pozę . Trzeba takie sprawy nagłaśniać i piętnować. Nie wiem, co zrobią prawnicy, ale Internet już tę blogerkę odstawił na boczny tor.

Grażyna Cholewicka

Ciasto na 11 urodziny bloga

ciasto na urodziny
ciasto na urodziny

To ciasto upiekłam specjalnie na ogólnopolskie spotkanie blogerów w Poznaniu 11 urodziny bloga świętowałam wraz z przyjaciółmi z blogowe rodziny i z nowymi znajomymi.

Już w dyskusji na grupie Influencer Live Poznań moje ciasto było zapowiadane i oczekiwane. Udało mi się nim poczęstować wszystkich, którzy się tego domagali i wszystkich, którzy na nie czekali.

Ciasta były dwa: drożdżowe z rabarbarem i wegańskie czekoladowe, podobne do tego.

Wrażenia z konferencji przekażę niebawem w osobnym wpisie, teraz świętuje urodziny i zapraszam wszystkich, by uśmiechnęli się tak, jak moi przyjaciele na poniższym zdjęciu.

Młoda kapusta ze szparagami w białym winie

mmłoda kapusta ze szparagami
młoda kapusta ze szparagami

To zupełnie świeże danie , które poznałam wczoraj i pomagałam przy jego gotowaniu. Padał deszcz, po zrobieniu zakupów postanowiłam odwiedzić koleżankę i zasiedziałam się przy rozmowie aż do pory obiadowej. Na obiad miała być młoda kapusta ze szparagami, nie byłabym sobą , gdybym nie przerobiła tego przepisu po swojemu 🙂 Białe wino zostało dolane spontanicznie, bo …akurat było pod ręką i to nalane do kieliszków . Moim pomysłem było też dodanie plasterków marchewki , bo bardzo lubię duet kapusty z marchewką . Zamiast nielubianego przeze mnie kminku ( koleżanka posypała sobie na talerzu) dodałyśmy posiekany koperek (oj, młoda kapusta go lubi)  i szczyptę kuminu. Soku z cytryny też dodałam hojnie i w połączeniu z białym wytrawnym winem dla mnie danie było zbyt kwaśne, więc z kolei ja lekko złamałam sobie jego smak na talerzu odrobiną syropu cukrowego. Dojadałyśmy do tego bagietkę wyjadając smaczny sosik , były też grzanki z serem, z Cammembertem, o którym niedawno pisałam . Wspólne gotowanie ( i biesiadowanie) poszło nam tak dobrze, że następnym razem chyba to sfilmuję 🙂

MŁODA KAPUSTA ZE SZPARAGAMI W BIAŁYM WINIE

mała główka młodej kapusty

pół pęczka szparagów ( miałam białe)

duża marchewka

sól i pieprz do smaku

kieliszek białego wina ( albo dwa razy po pół kieliszka 😉

łyżka posiekanego koperku, szczypta kuminu

sok z połówki cytryny ( albo nieco mniej)

2-3 łyżki mąki

kminek ( można pominąć) , opcjonalnie troszkę cukru lub syropu cukrowego

Kapustę szatkujemy , zalewamy wodą tak, by była lekko przykryta, dodajemy pokrojone szparagi , plasterki obranej marchewki i gotujemy do miękkości, pilnując, by woda się nie wygotowała. Solimy, pieprzymy do smaku i dodajemy posiekany koperek. Wlewamy białe wino i sok z cytryny. Jak wszystko się razem chwilę pogotuje, dosypujemy mąkę, intensywnie mieszając . Ja bym ten etap też pominęła, ale z mąką potrawa ma swoistą, przyjemną konsystencję.

W gotowaniu co chwilę przeszkadzały nam telefony do koleżanki. Rozkręca ciekawy biznes, bo hotelik rodzinny Pies na wczasach już ma tyle zgłoszeń, że nie nadąża z ich realizacją . Pieski mają sie czuć komfortowo, jak w rodzinie, więc nie może ich być zbyt wiele w jednym, nawet dużym domu. Szuka więc chętnych ( na razie w Wielkopolsce) , by stworzyć wielką Rodzinę Pies na wczasach . Wszystko opisane jest na stronie, kto zechce i ma warunki to zapraszam do kontaktu.

Zjadłyśmy więc nasze danie  lekko przestudzone, ja akurat tak lubię . Z bagietką maczaną w sosiku i w towarzystwie grzanek z dobrym serem , popijane wytrawnym białym winem smakowało wyśmienicie. Polecam w sezonie szparagowym z całego serca.

Smacznego !

 

Sałatka z mniszkiem i serami domowymi

ssałatka z mniszkiem i serami
sałatka z mniszkiem i serami

To sałatka sprzed kilkunastu dni , bo liście mniszka lekarskiego najlepsze są do sałatek i innych potraw zanim zawiążą sie ich kwiaty. Wtedy nie mają tej charakterystycznej goryczki, smakują lekko pikantnie, podobnie do rucoli. Jednak w cieniu można jeszcze znaleźć rozety liści bez zawiązanych kwiatów i połączyć je z wiosennymi warzywami i czymś konkretnym. Moja sałatka z mniszkiem i serami powstała, by wykorzystać końcówki domowego suszonego twarogu – tutaj miałam taki z dodatkiem czosnku niedźwiedziego i drugi, z mieszanką puszczańskich ziół z Podlasia, którą wygrałam jakiś czas temu w konkursie. Domowy suszony ser  robię mieszając wiejski twaróg z ziołami, czasem dodając suszone pomidory , formując krążki i po obsypaniu solą susząc na starej desce do krojenia , którą mam od początku swojego gospodarstwa domowego . Im dłużej ser się suszy , tym jest lepszy, ale zwykle po tygodniu nie wytrzymuję i zaczynam go jeść .

ser suszony z ziołami
ser suszony z ziołami

Jako dodatek do sałatek na bazie sałaty i np. dzikich ziół w winegrecie spełnie się doskonale, super smakuje też na kanapkach, z dodatkiem owocowych konfitur :

Dla urozmaicenia dodałam do sałatki kilka ukiszonych liści kapusty pekińskiej.

SAŁATKA Z MNISZKIEM I SUSZONYM TWAROGIEM

Sałata lodowa lub masłowa

garść liści mniszka lekarskiego

trochę młodego podagrycznika, krwaawnika i czosnaczka ( to też jadalne chwasty)

kilka liści kiszonej kapusty pekińskiej

2-3 rzodkiewki

dymka ze szczypiorem

kawałki wyrazistych serów ( miałam domowy twaróg)

2 łyżki octu mniszkowego

łyżka-dwie oliwy lub dobrego oleju

łyżka syropu z dzikiego bzu

sól, pieprz ziołowy, świeże oregano

Liście mniszka i inne dzikie chwasty płuczemy dokładnie w kilku wodach i suszymy. Umytą i wysuszoną sałatę rwiemy na kawałki, dodajemy pokrojone rzodkiewki, dymkę, kiszoną pekinkę, lekko solimy. Dorzucamy liście mniszka , krwawnika i czosnaczek, kawałki serów. Polewamy winegretem z octu, syropu bzowego i oliwy lub oleju. Odstawiamy na kilkanaście minut, by smaki się „przegryzły” . Zjadamy ze smakiem z dodatkiem chleba albo i bez. Mniszek dodaje sałatce lekkiej pikanterii, pasującej do wyrazistych serów  i oczywiście witamin. W sezonie warto go wykorzystywać do wiosennych sałatek .

Smacznego !

sałatka z mniszkiem i serami1
sałatka z mniszkiem i serami1

Cammembert z grilla i relacja z francuskiej wytwórni Munstera

cammembert z grilla
cammembert z grilla

Przed chwilą wyczytałam, że dziś jest dzień sera Cammembert . Zmieniłam więc plany wpisu na blogu, bo przypomniałam sobie, że od kilku lat mam sfotografowany cammembert z grilla z rodzinnej imprezy i wciąż o nim zapominam. Więc – voila, Cammembert, s’il vous plait.  Bardzo lubię ten ser i oczywiście najlepszy jadłam we Francji. Nie mogę się tylko zdecydować, czy bardziej smakował mi ten z Normandii, czy taki, którego produkcję obserwowałam w Alzacji. I tu drugie neidopatrzenie – w swojej relacji z podróży do Alzacji pisałam o świętach wina i …kiszonej kapusty , miałam ją jeszcze uzupełnić o wrażenia z wycieczki do fabryki serów w Munster, minęły raptem 4 lata i … jak to życie pędzi 🙂 Nie pamiętam już dokładnie wszystkich informacji, ale można je znaleźć w sieci, więc dodam tylko nieco zdjęć 🙂

Na poczatek – odtworzenie historycznego miejsce wytwórni serów -proszę zwrócić uwagę na saboty Pani prowadzącej pokaz 🙂

Teraz etapy produkcji, od skrzepu :

I  sery w różnych fazach dojrzewania :

A oto Autorki mleka, z którego wytwarza się sery, wypasane w górach od maja do września : )

I najprzyjemniesza część – degustacja, z lokalnym masłem i bagietką 🙂 oczywiście w towarzystwie wina, ale zdjęcia z winem okazały się …nieostre 😉

Po zakupach można też było pogłaskać figurkę krowy, bo żywych nie wolno niepokoić :

I jeszcze trochę lokalnych kolorytów, uroczo zdobione domki i zestaw krowich dzwonków :

Jak byłam u znajomych w Normandii, zajadałam się innymi wersjami Cammemberta

i przywiozłam trochę do domu :

Dostałam też oryginalne sery z Normandii kiedyś w prezencie i zrobiłam do nich sos koktajlowy :

A teraz jak mawiają Francuzi „venons chez nos moutons”, czyli wracamy do tematu –  Cammembert z grilla 🙂 Ser kładziemy na grillu albo w specjalnym papierze, w którym jest opakowany, albo w folii aluminiowej i grillujemy po kilka minut z obu stron. Ostrożnie rozwijamy, by potem ładnie wypłynął. Podajemy najlepiej z konfiturą z żurawiny albo innym owocowym, wyrazistym dodatkiem ( jak np. jarzębina z jabłkiem). Niebo w gębie 🙂 Zdjęcia po przekrojeniu nie mogę znaleźć, chyba już zajęłąm się gośćmi i nie zrobiłam.

Polecam grillowany cammembert nie tylko w sezonie. Mam też przepis na marynowany w oliwie Cammembert i na  sałatkę prowansalską

Niech się święci Dzień Sera Cammembert 🙂

Smacznego !

Lekkie tiramisu na serku labneh

Pokazywałam już na blogu kilka wersji tego deseru, były to jednak wariacje na jego temat, oddalone trochę od wersji klasycznej. To lekkie tiramisu też jest nieco inne, ale kształtem zbliżone najbardziej do oryginału. Wykorzytałam tu biszkopty namoczone w kawie z dodatkiem aromatycznej nalewki , a zamiast serka mascaropne dodałam lekki ser z jogurtów greckich odciśniętych na sicie, czyli labneh zrobiony bez dodatku soli. Poza tym jest tam ubita śmietanka, obowiązkowy składnik kremu titamisu, na wierzchu wiórki gorzkiej czekolady zamiast kakao. Urosła mi już mięta w ogrodzie , wykorzystałam jej młode listki do ozdoby plus truskawkę, jedną z tych, które  uzupełniały ten deser imieninowy dla mojej młodszej córki – założycielki bloga 🙂 Wszystko razem złożyło się na pyszny, orzeźwiający krem, doskonały na gorące już wiosenne popołudnie.

LEKKIE TIRAMISU NA SERKU Z JOGURTÓW

500 ml jogurtu greckiego

300 ml śmietanki 30 %

łyżka cukru z wanilią i 2 łyżki cukru-pudru

duże opakowanie podłużnych biszkoptów

spora filiżanka mocnej kawy

2-3 łyżki likieru lub nalewki ( miałam z kwiatów dzikiego bzu)

gorzka czekolada do ozdobienia

opcjonalnie – listki mięty, owoce

Jogurt grecki wylewamy na sito wyłożone gazą i odcedzamy najpierw kilka godzin w temperaturze pokojowej a potem w lodówce, najlepiej przez noc.

Schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem-pudrem i cukrem waniliowym na krem. Potem ubijając mikserem na małych obrotach dodajemy po łyżce odciśnietego serka.

Kawę z dodatkiem likieru lub nalewki wlewamy do płaskiej miseczki, by można w niej było swobodnie moczyć biszkopty. Ja ucinałam je i końcówki ( około 1/4) układałam po namoczeniu na dnie naczynia a resztę naokoło. Środek wypełniłam kremem i wstawiłam do lodówki. Po kilku godzinach ( jak się spieszymy, to jedna wystarczy) ozdabiamy na wierzchu wiórkami gorzkiej czekolady i jak mamy , listkami mięty i owocami. Ja poprzestałam na jednej truskawce na środku, ale dojadaliśmy je maczając w kremie i doskonale to smakowało. Deser podajemy dołączając do każdej porcji biszkopty nasączone kawą.

Lekkie tiramisu wyszło pyszne i orzeźwiające, super nam smakowało na podwieczorek w ciepłe kwietniowe popołudnie. Polecam ten deser lub podobny na  Wielkanoc, majówkę i na całe nadchodzące lato.

Smacznego !

 

lekkie tiramisu
lekkie tiramisu

Śledzie a’la łosoś

śledzie a'la łosoś
śledzie a’la łosoś

Jestem bardzo dumna z tych śledzi, zarówno z ich wyglądu jak i smaku. Nazwę „Śledzie a’la łosoś ” wymyśliła moja zaprzyjaźniona restauratorka, Asia z Pasteli – gdy jej pokazałam ( niestety tylko zdjęcie, bo byly już zjedzone) , zawołała – wyglądają jak łosoś ! mają piękny różowy kolor ( tu nieco podkręcony „złotą godziną” o zachodzie słońca, kiedy robiłam zdjęcie), w rzeczywistości są bardziej różowe niż łososiowe. A tajemnicą ich koloru i smaku jest – kiszona rzodkiewka, a właściwie zalewa od niej , bo to mój nowy eksperyment smakowy ze śledziami w zalewie z kiszonki. Robiłam już z ogórkową , z kwasem z kiszonych buraczków, ale te wyszły mi najpiękniejsze i chyba najsmaczniejsze. Zalewa od kiszonych rzodkiewek jest sama w sobie smaczna i aromatyczna , więc po prostu zalałam nią kawałki śledzi, dodając tylko nieco estragonu. To moja ulubiona przyprawa ziołowa do ryb, nie tylko do śledzi.

Przepis na kiszone rzodkiewki jest tutaj – jeśli dodamy do nich trochę plasterków marchewki, kolor zalewy i samych rzodkiewek będzie bardziej „łososiowy” .

ŚLEDZIE A’LA ŁOSOŚ W ZALEWIE Z KISZONYCH RZODKIEWEK

kilka płatów matjasów

3/4 szklanki zalewy z kiszonych rzodkiewek

kilka plastrów kiszonej rzodkiewki

estragon, opcjonalnie pieprz

do podania : świeża rzodkiewka , szczypior, koperek lub natka pietruszki

Śledzie moczymy do pożądanego smaku , kroimy na kawałki. Zalewamy w słoiku zalewą z kiszonych rzodkiewek, takich co najmniej tygodniowych, by oddały swój kolor wodzie w której się kiszą . Dodajemy estragon i ewentualnie trochę pieprzu, możemy dolożyć czosnek, który ukisil się z rzodkiewkami. Jak widać zalewa oddaje z kolei swój kolor śledziom. Trzeba je potrzymać co najmniej 48 godzin, a im dłużej, tym lepiej, kolor i smak staje się intensywniejszy. . Te na zdjęciu były w lodówce tydzień.

Śledzie a’la łosoś mają nie tylko piękny kolor, smakują też doskonale – kiszonka sprawia, że są zwarte i jędrne a także atomatyczne. Bardzo się cieszę, że udał mi się ten eksperyment, nie spodziewałam się aż takiego efektu kolorystycznego , bo super smaku to byłam pewna. Polecam nie tylko na specjalne okazje.

Smacznego !

Sałatka z kwiatami klonu w aromatycznym winegrecie

sałatka z kwiatami klonu
sałatka z kwiatami klonu

Odkrywam wciąż nowe uroki dzikiej kuchni i ta sałatka to wynik kolejnych eksperymentów. Zainspirowała mnie jak zwykle autorka książek o jadalnych chwastach i kwiatach, Gosia z Trochę Innej Cukierni . Sałatka z kwiatami klonu powstała gdy przeczytałam  u niej  o tych kwiatach  i młodych listkach, które Pinkcake zajada na surowo, smaży w tempurze i robi z nich napar. Klon rośnie u mnie przed domem, ale tuż przy ulicy, która niestety znów się zrobiła ruchliwa. Byłam jednak z córką na lodach sprzedawanych przy basenie w pobliskim lesie ( kilkadziesiąt metrów od domu, więc dobrze mam 🙂 Znalazłam klon, którego gałęzie były dość nisko i delikatnie go podskubałam, pilnując, by nie zrywać kwiatów wraz z młodymi listkami w jednym miejscu i nie oszpecić drzewka. Dodałam je do sałatki kombinowanej z obiadowej sałaty w winegrecie i warzyw ugotowanych na parze. Do winegretu dolałam aromatyczny ocet akacjowy własnej produkcji i syrop z nawłoci .

SAŁATKA Z KWIATAMI KLONU W AROMATYCZNYM WINEGRECIE

Mieszanka sałat z młodym szpinakiem

zielony ogórek

pomidor

dymka ze szczypiorem

opcjonalnie -trochę warzyw ugotowanych na parze ( kalafior, cukinia, marchew, pieczarki)

młode kwiaty i listki klonu

sól morska, pieprz ziołowy, zioła prowansalskie

2 łyżki octu jabłkowego lub innego ( miałam akacjowy)

łyżka miodu lub 2 łyżki syropu kwiatowego ( miałam z nawłoci)

2 łyżki oleju tłoczonego na zimno ( miałam rzepakowy)

Kwiaty i listki klonu moczymy na trochę w wodzie, by pozbyć się ewentulanych „lokatorów”, płuczemy kilka razy, osuszamy na sitku.

Umyte i osuszone sałaty rozkładamy na talerzu , dodajemy pokrojony w półplasterki ogórek i pomidor oraz pokrojoną dymkę ze szczypiorem, lekko solimy. Dorzucamy gotowane warzywa, jeśli takie mamy , kwiaty i listki klonu. Posypujemy pieprzem ziołowym i ulubionymi, pasującymi nam ziołami. Miód lub syrop mieszamy z octem i olejem, ubijamy lekko widelcem , polewamy warzywa i dodatki.

Sałatka z kwiatami klonu to ciekawe doznanie smakowe. Listki są chrupiące i słodkawe, kwiaty mają lekką goryczkę , podobną do cykorii, którą dobrze jest przełamać słodkim dodatkiem do winegretu. Myślę, że warto by było dodac jakiś słodki owoc, np. kiwi czy mandarynkę albo gruszkę czy słodkie jabłko. Muszę zrobić i taką wersję, póki jeszcze można zerwać  młode kwiaty klonu. Dzikie rośliny na wiosnę są ważnym  źródłem witamin i mikroelementów, dobrze jest z nimi eksperymentować.

Smacznego !

Food blogger fest 9 – relacja ze spotkania

food blogger fest 9
food blogger fest 9

Na coroczne spotkanie blogerów kulinarnych w tym roku udałam się z wielką przyjemnością, bo dawno nie miałam okazji spotkać tak wielu koleżanek ( i kolegów) w jednym miejscu. Rok temu termin pokrywał się z poznańską konferencją a na ogólnych blogerskich spotkaniach gotujących nie bywa aż tak wielu. Food Blogger Fest 9 odbył się jak zwykle w siedzibie Agory w Warszawie, pod patronatem Haps.pl i z hasłem – ” Prosto i pysznie” – czyli coś dla mnie. Udało mi się zapisać na wspólne gotowanie na dwa warsztaty, ale najważniejsze były blogerskie spotkania, wymiana doświadczeń i rozmowy. Smakołyków od sponsorów było sporo, ja tradycyjnie zabrałam ciasto do torebki, by podzielić się nim ze znajomymi, którzy na to czekają 🙂

Powitało nas pyszne śniadanie z „frankami” firmy Morliny w roli głównej . Było jak nabrać sił i porozmawiać – na przykład o nowych projektach, jak z Martą z Bazyliowego Musu, wspaniale radzącą sobie z bokserami w Zero sześć . Moja ciasto w pudełku miało dwie wartswy, jak ptasie mleczko ( Wedel zaprezentował nową wersję ) , były też dla nas  tradycyjne torciki waflowe z dedykacjami.

Wspólne gotowanie to to, co lubię najbardziej , z przyjemnością zapoznałam się z ciekawostkami Korean Street Food , zaprezentowanymi przy pomocy sprzętu Samsunga przez Bartka Strecza Dębskiego.

Piekliśmy  kurczaka KFC z glazurze z gochujang , podanego w bułce i smażyliśmy wołowinę w marynacie boulgogi z marchewką i cebulą, zajadane z ryżem.

Tego ostatniego dania spróbowała jedna z gwiazd Food Blogger Fest, Ewa Wachowicz , która przechodząc zaciekawiła się tym, co gotujemy.

Gdy zapytałam, czy słynna blogerka i autorka programów kulinarnych zechce się poczęstować – odpowiedziała szczerze – „dobrego jedzenia nigdy nie odmawiam ” 🙂 Jak widać na pierwszym zdjęciu relacji – smakowało. Udało mi się też dostać książkę z autografem ( Ciasta) przy stoisku Appetity :

W gotowaniu towarzyszyła mi m.in. Edyta z Pasji Smaku , z którą spotykamy się często na blogerskich imprezach:

Kto nie był na warsztatach , mógł skorzystać z licznych pyszności wykonywanych na miejscu przez ich autorów, m. in. pysznych hot dogów w grillowanych kanapkach od PapaDiego :

W międzyczasie odbywały się prelekcje prowadzone przez Małgosię Mintę, posłuchałam m.in o produkcji programów kulinarnych . Hm, nazwa bloga podobna do mojego i wyznam w tajemnicy, że mam u siebie sporo podobnych potraw, bo czytelnicy p. Ewy trafiają czasem do mnie 😉

Na koniec gotowałam jeszcze przy pomocy sprzętu  Fiskarsa z Jasiem Kuroniem caponatę, jej klasyczną wersję ( bo była też „odjechana” )

Wyszło pysznie, jak by inaczej :

Z licznymi podarunkami od sponsorów pomógł zabrać mi się syn, który niedawno został „słoikiem” czyli zamieszkał w stolicy ze względu na zmianę miejsca pracy. Niedaleko miejsca gdzie odbywał się Food Blogger Fest są Łazienki Królewskie, więc udaliśmy się na spacer, robiąc sobie zdjęcia w miejscach zapamiętanych z naszej pierwszej wycieczki do Warszawy .

Po blogerskim spotkaniu byłam pełna wrażeń, ale to nie był koniec – czekał mnie jeszcze magiczny wieczór z synem , który nie tylko kulinarnie mnie inspiruje wymyślając ciekawe potrawy. Tym razem podążyliśmy za piosenkami – najpierw na ulicę Mandarynki zabawnie zrapowanej przez Kamila Pivota.

Potem jak w  Hej Wy mojego ulubionego muzyka , Korteza sprawdzaliśmy jak wygląda „nocna Warszawa ” :

Tak wygląda z auta, a by poznać „jej skutki” udaliśmy się na spacer Nowym Światem i zahaczyliśmy o słynne Pawilony. Warszawa da się lubić 🙂

Do zobaczenia na kolejnych kulinarnych spotkaniach !

 

Sałatka z buraczków i pomarańczy Anthony’ego Bourdaina

sałatka z buraczków i pomarańczy
sałatka z buraczków i pomarańczy

KIlka dni temu przypomniałam sobie o tej sałatce i jej Autorze, gdy na jakimś kanale kulinarnym w tv trafiłam na program z Anthonym Bourdainem. Zrobiłam ją zeszłej wiosny, by wspomnieć przy okazji o książce Apetyt, z jego przepisami i wspomnieniami. To zupełnie inna książka  niż Kill Grill, którą czytałam z mieszanymi uczuciami, bo niezwykle ciekawe kulinarne opowieści przeplatane były dość wulgarnymi fragmentami, które bynajmniej nie były tam konieczne . W Apetycie sałatka z buraczków i pomarańczy to ulubiona jego córki , głównej bohaterki książkowych anegdot. Znany kucharz wyznał miedzy innymi, że ma większą tremę, gdy robi rano naleśniki dla koleżanek i kolegów córki niż wtedy, gdy ocenia jego dania w restauracji jakaś wysoka kulinarna komisja 🙂

Autor tak pisał o tej sałatce ” To dyżurne danie w naszym domu. Moja córka po prostu je pochłania.” A wstęp do książki zaczyna się cytatem z Anny Kareniny ” Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne…” i komentarzem : Tołstoj oczywiście nie spędził ani chwili z moją szczęśliwą rodziną …  Czyżby wybór cytatu to był zły omen ?! Słynny kucharz mimo, że miał szczęśliwą rodzinę skończył podobnie, jak Anna Karenina, mimo złudzenia pogody i beztroski , które biją z jego książki… Cóż, różne są twarze depresji.

Zostały po nim wspaniałe przepisy, właśnie odnalazłam zdjęcia ulubionej sałatki jego córki, którą zrobiłam po przeczytaniu książki , gdy jeszcze żył i nie opublikowałam od razu. Potem zbierałam się za napisanie odpowiedniego postu, ale ciężko mi szło i dopiero kilka dni temu znów sobie o tym przypomniałam.

SAŁATKA Z BURACZKÓW Z POMARAŃCZĄ I CZERWONĄ CEBULĄ

Ok 1/2 kg małych buraczków

2 łyżki oleju rzepakowego lub z pestek winogron

1/2 średniej czerwonej cebuli

pomarańcza

2 łyżeczki octu cydrowego

kilka liści świeżej mięty

sól i pieprz czarny z młynka

Buraczki po wyszorowaniu i obcięciu korzeni pieczemy skropione łyżką oleju w 230 C, ok.45 minut, aż włożony w nie widelec nie będzie stawiał oporu . Gdy wystygną lekko, obieramy je , po wystudzeniu do temperatury pokojowej kroimy na plastry grubości pół centymetra. Podobnie kroimy obraną pomarańczę. Dodajemy cienkie plasterki cebuli, mieszamy z octem i resztą oleju. Na koniec dodajemy porwane listki mięty , doprawiamy solą i świeżo zmielonym pieprzem. A potem „pochłaniamy” jak córka słynnego kucharza. Ja też ją pochłaniałam, razem z córką. Muszę ją teraz też zrobić, już zapomniałam, jak bardzo mi smakowała.

Książkę dostałam dzięki księgarni internetowej. Wracam do niej często, nie tylko po przepisy.

Smacznego !