Placek ze śliwkami i masą serową

placek ze śliwkami i masą serową

Dwa dni temu miałam wieczorem spore wyzwanie kulinarne. Niespodziewanie udało mi się załapać na spływ Wartą na pożegnanie sezonu wodniackiego i musiałam wieczorem szybko zrobić coś do jedzenia po drodze – a spływ trwał dobre kilka godzin.

spływ4

Zrobiłam dwa ciasta wytrawne i jedno na słodko. Sezonowe – ze śliwkami i jabłkami ,  z blogowego przepisu , który jest przebojem wyszukiwarki , wzbogacone o masę serową i lekko zmodyfikowaną kruszonkę.

PLACEK ZE ŚLIWKAMI, MASĄ SEROWĄ I KRUSZONKĄ

kostka masła

2, 5 szklanki mąki

3 jajka

1/3 szklanki mleka

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/2 kg śliwek

1-2 jabłka

serek waniliowy i mały jogurt naturalny

kruszonka  taka, jak tutaj

Masło rozpuszczamy i studzimy do temperatury pokojowej. Wsypujemy  szklankę cukru do miski, dodajemy masło, wbijamy po kolei 3 jajka i dokładnie mieszamy ( wystarczy łyżką)  . Wsypujemy po kolei mąkę małymi porcjami, dodajemy  mleko, pod koniec dodajemy  proszek do pieczenia i dokładnie mieszamy.

Serek waniliowy mieszamy z jogurtem  na jednolitą masę.

Wykładamy ciasto na natłuszczoną blachę , po wierzchu lekko smarujemy masą serową. Wciskamy w nią lekko śliwki skórką do dołu  i kawałki jabłek, posypujemy kruszonką.

Pieczemy w 180 C około 50 minut, do suchego patyczka i zezłocenia wierzchu.

Placek wyszedł pyszny, kruszonka zmieszała się z masą serową i ciekawie skomponowała ze śliwkami i jabłkami. Smakował uczestnikom rejsu nie mniej, niż wytrawne muffinki z serem i zielony placek szpinakowy z cukinią, o których napiszę innym razem. Jest szybki i łatwy, warto go zrobić w sezonie śliwkowym.

Na mecie rejsu zupełnie o nim zapomniałam, zajadając przepyszne domowe rogaliki przy ognisku.

ognisko

Smacznego !

placek ze śliwkami i masą serową1

 

 

 

Cukinia jak gruszki w occie

cukinia marynowana

Taką cukinię jadłam podczas niedawnej podróży studyjnej w jednym z gospodarstw agroturystycznych. Bardzo mi posmakowała i postanowiłam sobie taką zrobić w domu, z delikatnej żółtej, wyrosłej na grządce. Najpierw chciałam wykorzystać część tej zjawiskowej , dwukolorowej, ale w końcu zostawiłam ją w całości :

cukinia dwukolor1

Do cukinii a’la gruszki w occie wykorzystałam mój domowy ocet jabłkowy , który jest łagodniejszy, niż ten ze sklepu, dlatego dodałam go nieco więcej. Najlepiej spróbować smak zalewy i wyregulować kwaśność – słodkość według gustu.

Do gruszek w occie dodaje się też goździki, ja nie przepadam za nimi , więc poprzestałam na cynamonie.

CUKINIA A’LA GRUSZKI W OCCIE

średnia cukinia

1, 5 szklanki wody

1/2 szklanki octu jabłkowego

1/2 szklanki cukru

kilka kawałków kory cynamonowej ( opcjonalnie goździki)

Zalewę gotujemy z przyprawami, dokładnie mieszamy cukier, lekko studzimy.

Cukinię po obraniu i wyjęciu gniazd nasiennych kroimy w półplasterki grubości około centymetra. Układamy w wyparzonych słoiczkach , zalewamy zalewą prawie do pełna i pasteryzujemy około 15 minut, tak, jak tutaj.

Spróbowałam, cukinia smakuje bardzo podobnie do gruszek w occie i jest doskonałym dodatkiem np. do pieczonego mięsa.

Polecam wszystkim, którym obrodziła cukinia , jak mnie i nie mają pomysłów, co z nią zrobić a innym jako pyszną ciekawostkę .

Smacznego !

cukinia marynowana1

Sernik gruszkowy z imbirowym spodem

sernik gruszkowy

To druga wersja tego sernika, pierwszy piekłam w ubiegły weekend i pojechał na koncert autora piosenki ” Z imbirem”, na jego specjalne zamówienie :) Początkowo chciałam wypróbować sernik z dodatkiem ziemniaków, ale do improwizowanego, imbirowo-orzechowego spodu pasowały mi bardziej gruszki , tym bardziej, że owoce te, jako dodatek do ciasta z imbirem spotkały się z uznaniem ekipy Korteza już kiedyś w Poznaniu.

Sernik był zamówiony już wiosną, ale na poprzedni koncert musiałam zabrać ciasto łatwiejsze do transportu. Smakował „za…biście ” ( to cytat) , tu jest wersja z koncertu :

sernik z imbirowym spodem

Mam nadzieję, że spróbował go cały Zespół, który na scenie dał z siebie wszystko. Na koncert zawiózł mnie syn i to właśnie dla niego, na urodziny jest ta dzisiejsza wersja.

SERNIK GRUSZKOWY Z IMBIROWO-ORZECHOWYM SPODEM

spód :

150 g zmiksowanych herbatników

50 g zmielonych orzechów – włoskie i laskowe

50 g stopionego masła

1/2 łyżeczki z imbiru

Zmiksowane herbatniki, imbir i orzechy mieszamy w miseczce, wlewamy przestudzone masło i mieszamy dokładnie. Uklepujemy to na dnie natłuszczonej tortownicy ( średnica 26 cm)

masa serowa :

kg mielonego twarogu ( z wiaderka)

200 g twarogu tłustego w kostce

1/2 szklanki puree z gruszki ( ugotowane i zmiksowane)

2/3 szklanki cukru-pudru + 2 łyżki cukru z wanilią

4 jajka

2 łyżki mąki ziemniaczanej

Twaróg z kostki wraz  z łyżką cukru-pudru roztarłam dokładnie drewnianą łyżką. Potem mieszając dokładnie ale tak, by nie napowietrzyć za bardzo masy , dodawałam na zmianę po kilka łyżek sera z wiaderka, cukru-pudru i całe jajka. Na koniec dorzuciłam puree z gruszek i wmieszałam mąkę ziemniaczaną.

sernik kawałek1

Piekłam najpierw w 170 C pół godziny, potem obniżyłam temperaturę do 150 C i dopiekałam około 45 minut, aż brzegi się zrumieniły a patyczek włożony w ciasto był suchy. Studziłam w uchylonym piekarniku. Sernik wyszedł puszysty i nie opadł.

Smakował pysznie, imbirowy spód doskonale się komponował z serową masą z dodatkiem gruszek i wanilii. W domu na urodzinowy podwieczorek poszło od razu pół tortownicy. Na jesienną porę polecam sernik w takich smakach, ser, gruszki, wanilia i imbir z orzechami na spód to pyszna kombinacja.

Smacznego !

sernik gruszkowy1

Placki ziemniaczane – proste i pyszne

placki ziemniaczane

Wrzesień to najlepszy miesiąc, by zrobić tę tradycyjną polską, bo nie tylko wielkopolską potrawę. Placki ziemniaczane w różnych wersjach są znane i lubiane w całej Polsce. W Wielkopolsce, zwanej żartobliwie Pyrlandią we wrześniu odbywają się lokalne Święta Pyry i to właśnie te placki, zwane też plędzami są na nich przebojem.

Kiedyś na takim lokalnym święcie widziałam, jak kilkuletnia dziewczynka ( 7-8 lat) zajadając się ziemniaczanymi plackami ( z cukrem, bo takie są najbardziej lubiane przez dzieci) pytała mamę – a dlaczego Ty takich nie robisz ? Kobieta na to , z niechęcią – a kto by jej jadł ? My- odkrzyknęła radośnie dziewczynka z towarzyszącym jej bratem .

Myślę, że tak jest często i nie tylko z ziemniaczanymi plackami… U mnie w domu i na kameralnych spotkaniach blogerskich robię czasem tradycyjne polskie dania, pomagają mi w tym młodzi znajomi mojej córki lub blogerzy z kolejnego pokolenia. Dania te i wspólne gotowanie są potem szeroko komentowane, wzbudzają ciekawość, chęć próbowania a nawet samodzielnego gotowania. Piszę o tym na blogu, wieści idą w świat.

pyra3

Kiedyś na prośbę znajomej nauczycielki zrobiłam w karnawale warsztaty smażenia pączków i racuchów dla gimnazjalistów. Młodzież była zaciekawiona, zainteresowana, zaangażowana we wspólną pracę i zachwycona nową umiejętnością oraz smakiem przygotowanych pod moim kierunkiem słodkości.

Jednym z pierwszych spotkań naszej blogerskiej Grupy było Święto Pyry , gdzie z młodymi blogerkami wymieniałyśmy się kulinarnymi doświadczeniami ze starszymi specjalistkami od „plyndzów” :

sosy

Najlepiej jest, jak młode pokolenie poznaje smak tradycyjnych potraw w domu. Takich mam, jak ta, o której pisałam powyżej jest niestety wiele. Z plackami jest nieco pracy, ale przecież nie aż tak wiele… Teraz, gdy prawie każdy ma w domu blender , robot czy sokowirówkę, odpada najbardziej pracochłonna część przepisu.

Na razie dość rozważań, bierzemy się za pyszne placki :

KLASYCZNE PLACKI ZIEMNIACZANE

ok. 2 kg ziemniaków

duża cebula

2 jajka

ok. 2 szklanek mąki

sól, opcjonalnie majeranek albo inne zioła

łyżeczka cukru ( by były chrupiące)

olej do smażenia

Obrane ziemniaki możemy potraktować blenderem, robotem z tarką o drobnych oczkach, albo przepuścić przez sokowirówkę – wtedy łączymy pulpę z sokiem , bo to nie kluski czy kartacze. Jeśli nie mamy tarki o drobnych oczkach, możemy przerobić pyrki na wiórki , placki też będą dobre. Cebulę rozdrabniamy razem z ziemniakami.

Pulpę lekko solimy i ewentualnie doprawiamy ziołami , wbijamy jajka, mieszamy, dodajemy mąkę i nieco cukru, jeśli chcemy placki chrupiące. Na smak to nie wpłynie, ale karmel wytworzony przy smażeniu wytworzy nam chrupiącą skórkę. Ten patent podpatrzyłam u znajomego blogera podczas kulinarnej imprezy.

placki ziemniaczane2

Smażymy placki na cienkiej warstwie oleju  , kładąc porcje łyżką na patelnię. Jak się zetną , odwracamy  i dosmażamy z drugiej strony. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu  na papierowych ręcznikach.

Podajemy z czym lubimy – albo klasycznie z cukrem, dobre są z sosem czosnkowym lub dipami na bazie jogurtu , z leczo warzywnym lub „konkretnym”, z gulaszem.

To właśnie pod wpisem z plackami ziemniaczanymi w komentarzu dostałam prośbę o adopcję od pewnej młodej czytelniczki bloga :) Nieprawdą jest to, że młodzież nie interesuje się polską kuchnią, trzeba ją jej po prostu pokazać. A gdzie  szuka przepisów i inspiracji kulinarnych ? Na blogach kulinarnych, to oczywiste. Jeśli nie zobaczy czegoś w domu, to może to nadrobić w sieci.

Pokazuję sporo tu tradycyjnych potraw i zachęcam do ich próbowania, przykłady z życia pomagają mi w tym. Konsekwentnie będę robić swoje, bo małymi kroczkami można osiągnąć wiele .

Zapraszam więc blogerów i nie tylko do wspólnej, ogólnopolskiej a nawet światowej ( blogerki-emigrantki, obecne ? )  akcji ” Smażymy placki ziemniaczane” . Za chwilę ( jak dobrze pójdzie ) ogłoszę ją na Facebooku. O, już jest – klik, klik :) Pokażmy różne wersje tej tradycyjnej polskiej potrawy, regionalne, zrobione z przepisów mam, babć i cioć, tajnych receptur Kół Gospodyń Wiejskich. Teraz, kiedy ziemniaki są najlepsze na tego typu produkty, zasiądźmy wspólnie przy stole przy tych plackach, porozmawiajmy o dobrym jedzeniu, ulubionych smakach, przywołajmy kulinarne wspomnienia. Pokażmy dzieciom, jak smakuje tradycja.

Smacznego !

placki ziemniaczane1

Kiszona fasolka szparagowa

 

kiszona fasolka

Wkręciłam się ostatnio w kiszenie warzyw innych niż tradycyjne ogórki i kapusta. Robiłam już kiszoną brukselkę, szparagi, kalafiory z marchewką i z buraczkami. Ponieważ wraca moda na kiszonki, zgromadziłam wszystkie te przepisy w osobnej kategorii na blogu – zapraszam – klik, klik.

Mam w Poznaniu ulubiony antykwariat ze starymi skorupami i sztućcami, w którym kupuję od czasu do czasu coś do blogowych zdjęć. Przy okazji wyszukuję ciekawe stare książki z przepisami, takie, na których niewiele jest zdjęć ( lub nawet nie ma ich wcale), jest za to mnóstwo przydatnych informacji i inspirujące ciekawostki. Miesiąc temu nabyłam tam taką właśnie książkę , z rysunkami i mnóstwem przepisów.

książka przetwpry

Wydało ją Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne w 1986 roku i chwała mu za to. Pewnie wtedy ta książka była do nabycia „spod lady”, ja akurat robiłam pierwsze kroki na własnym gospodarstwie domowym , bardzo by mi się wtedy przydała… No cóż, nadrabiam teraz :)

Tym, co można kisić zainteresowałam się mocno po pewnej wizycie w poznańskiej restauracji Vine Bridge, gdzie gotuje pochodząca z Wilna pani Zyta Krajewska. Wtedy spróbowałam zakisić brukselkę i bardzo mi posmakowała. Wolę smak kiszonek , niż pikli , poza tym są o wiele zdrowsze. Zimą to bardzo cenne źródło witaminy C .

W książce przepis na fasolkę dotyczył kamiennego garnka, ja wolę kisić w słoikach, bo wtedy mogę użyć warzyw później i tyle, ile potrzeba na raz lub klika razy a otwarty słoik spokojnie przechować w lodówce. Zmodyfikowałam nieco przepis – zamiast wskazanych liści kapusty na dno i wierzch , włożyłam moje ulubione liście wiśni i czarnej porzeczki , papryki dałam symbolicznie, by zaostrzyć smak, tak, jak przy ogórkach.

FASOLKA SZPARAGOWA KISZONA Z PAPRYKĄ

kg fasolki szparagowej ( miałam i żółtą i zieloną)

po pół papryki zielonej i żółtej

po dwie gałązki kopru na słoik, z kwiatami

po dwa liście wiśni i czarnej porzeczki na słoik

nieco soli do przesolenia na początku ( ok.  łyżeczki)

gorąca woda , płaska łyżka soli na litr wody ( bo fasolka jest już posolona)

Fasolkę myjemy, obcinamy końcówki, papryki kroimy na wąskie paski. Solimy je nieco , mieszamy z koprem. Dajemy odpocząć do pół godziny.

Na dno słoików kładziemy liście wiśni i czarnej porzeczki , układamy fasolkę z papryką w wyparzonych słoikach , ciasno i zalewamy gorącą wodą z rozpuszczoną w niej solą. Na litr wody dajemy płaską łyżkę soli, bo warzywa były już lekko posolone. Lejemy wodę ostrożnie, po fasolce a nie po szkle, by nie pękło. Na wierzch słoików też kładziemy liście i zakręcamy je wyparzonymi i suchymi nakrętkami.

Trzymamy dwa-trzy dni w pokojowej temperaturze ( najlepiej około 22 C) a potem już w chłodnym miejscu.

Szparagi, które kisiłam były najlepsze po tygodniu, więc i z fasolką powinno być podobnie. Ale spokojnie można kiszoną przetrzymać przez zimę i wiosnę. Jak otworzę słoik, to zrobię jakąś fajną sałatkę z nią i wrzucę przepis na bloga.

Zachęcam do eksperymentowania z kiszeniem różnych warzyw a nawet i owoców . Są pyszne i zdrowe :)

Smacznego !

kiszona fasolka1

Figi z marynowanymi serami do cukiniowego placka

figi z serami

Sezon na figi w pełni, można je kupić bez problemu, przed domem rosną dorodne winogrona. Sery jako dodatek same nasuwają się na myśl, wykombinowałam więc coś w rodzaju sałatki, a raczej sposobu podania i połączenia tych smaków .

Użyłam do tego dania serów marynowanych w oliwie z suszonymi pomidorami , takich, jak pokazywałam tutaj . Tym razem to była mieszanina łagodnej mozzarelli z wyrazistą fetą i cammembertem. Ułożyłam wszystko na sałacie , dorzuciłam też czarne oliwki i małe żółte pomidorki prosto z grządki.

W sumie nie ma co tu podawać specjalnie przepisu : Pokrojone figi , sery i resztę dodatków układamy na sałacie, skrapiamy oliwą od serów i lekko octem winnym lub jabłkowym ( miałam domowy)  , dorzucamy listki świeżej bazylii i oregano .

Smakuje to wszystko doskonale, zwłaszcza w towarzystwie wina, szczególnie białego :)

figi z serami1

Zrobiłam do tego sezonowy placek cukiniowy, z dodatkiem dyniowego puree, bo zarówno cukinie, jak i dynie rosną mi pięknie w ogrodzie.

WYTRAWNY PLACEK CUKINIOWY Z DYNIĄ

ok. 1, 5 szklanki startej na tarce jarzynowej młodej cukinii

2 jajka

1/4 szklanki oleju

1/2 szklanki puree z dyni

 

1/2 szklanki wody gazowanej

sól, pieprz czarny i ziołowy, słodka papryka, gałka muszkatołowa

zielona czubryca

ok. szklanki mąki

2 łyżeczki proszku do pieczenia

Do placka starłam średnią cukinię, na tarce z dużymi otworami, obcierając brzegi, środek z pestkami zostawiłam. Posoliłam, żeby zmiękła i oddała wodę.

Do odciśniętej cukinii dodałam  olej, puree dyniowe, mąkę z proszkiem do pieczenia,wodę gazowaną i przyprawy . Wbiłam jajka i wymieszałam dokładnie.  Ciasto miało konsystencję gęstego naleśnikowego.

Włożyłam je do natłuszczonej foremki ( 24 na 24 cm) i piekłam w 175 C około pół godziny.

Placek jest dobry i na ciepło i na zimno – taki można zabrać np. na piknik – pogoda sprzyja. Smakuje najlepiej z sosem czosnkowym lub jakimś dipem na bazie jogurtu i /lub majonezu.

Jako uzupełnienie sałatki z figami i serami spisał się doskonale. Uwielbiam smaki późnego lata, obfitość warzyw i owoców, z których można wyczarować tyle pyszności. Cieszmy się nimi i korzystajmy z witamin przed jesiennymi pluchami i zimowymi chłodami.

Smacznego !

placek cukiniowy z figami1

Jak poznawałam smaki Doliny Wisły między mostami

zakole powidła

Ponad tydzień temu byłam na wyjeździe studyjnym projektu „Poznaj smak Doliny Wisły „, której trasa wiodła ” Między mostami” w okolicach Bydgoszczy , od Fordonu do Chełmna. Fordon , dawniej wieś a teraz nowa dzielnica Bydgoszczy – tutaj mieści się Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy i mieszka mnóstwo osób na nowych osiedlach. Od stycznia tego roku działa tu nowa linia tramwajowa i właśnie od niej zaczynałam. Kto jedzie do Bydgoszczy z Warszawy a ma na celu tę część miasta, niech pamięta, że warto wysiąść na stacji Bydgoszcz Wschód, gdzie prosto z peronu wjeżdżamy windą na przystanek tramwajowy na nowej estakadzie . W ten właśnie sposób odebrałam z pociągu Asię z Królestwa Garów i dotarłyśmy na miejsce zbiórki na Fordonie szybko i sprawnie. Asia była pod wrażeniem :)

Pierwszy etap podróży to Strzelce Dolne, królestwo śliwki i powideł z niej. Trafiliśmy na smażenie w kuprowym ( miedzianym) kotle -patrz zdjęcie u góry. Spróbowaliśmy śliwek ze starego sadu , które dzięki wilgotności podłoża mają specyficzny smak i dlatego powidła z nich smażone , bez cukru smakują tak pysznie. Próbowaliśmy ich prosto z kotła, jeszcze nie w ostatniej fazie, ale smak już można było wyczuć.

W gospodarstwie państwa Iwanowskich można kupić też inne lokalne przetwory, ogórki, cukinie a’la gruszki w occie – tymi ostatnimi się zainspirowałam i zrobiłam w domu z własnych, pokażę niebawem :)

zakole strzelce półka

W ubiegłą sobotę odbyło się tam doroczne Święto Śliwki z lokalnymi przysmakami.

Potem pojechaliśmy na szlak winnic – w pierwszej z nich, u pana Franciszka obejrzeliśmy winorośle rosnące malowniczo na wzgórzach nad Wisłą i domowe piwniczki, ale właściciel, który robi wina na potrzeby własne ich smak wolał zachować w tajemnicy… Podobno są duże problemy z uzyskaniem koniecznych pozwoleń na sprzedaż wina, lecz właściciele kolejnej lokalnej winnicy, Przy Talerzyku już na targach Travel &Taste w Bydgoszczy ( gdzie dostali Grand Prix) mówili mi, że jest już z tym o wiele łatwiej.

zakole talerzyk gospodarze

Dzień był upalny, a na wzgórzu Przy Talerzyku na zadaszonym, zacienionym miejscu do degustacji wiał lekki wiaterek i panował przyjemny chłód. Najpierw zobaczyliśmy rosnące winorośla i wysłuchaliśmy historii o winiarskiej pasji gospodarzy , Anny i Wiesława Janasińskich , która przerodziła się w sposób na życie.

winogrona przy talerzyku

Mało kto wie, że w tej części kraju produkuje się wina z własnych winogron. Przy Talerzyku, w okolicach Świecia nad Wisłą, rosną rośliny podobne do tych włoskich w Toskanii , klimat więc sprzyja uprawie winorośli. Jest tam ich siedem szczepów, produkuje się z nich wina białe i czerwone – zdaniem znawców te pierwsze są znacznie lepszej jakości.

Degustowaliśmy najpierw białe wina, do serów z mleka krowiego, nagrodzonych na niedawnym Festiwalu w Grucznie, od państwa Adamczyków ze wsi Kosowo. Opowieści o winie i serach połączone z degustacjami wprawiły nas w błogi nastrój i niespieszno nam było jechać dalej. Właścicielka agroturystyki w niedalekim Chrystkowie, Ela Kwiatkowska powiedziała swój wiersz o okolicach, ja zaś wpadłam w frywolny nastrój i dosłownie ” na kolanie” napisałam limeryk :

Pewna pani z Topolna

chciała upić się z wolna

więc napiła się wina

i dlatego przyczyna

że już nie chce dłużej być wolna…

Spotkał się z żywym aplauzem, a ja się ucieszyłam, bo dawno nie byłam w nastroju do limeryków – dopisałam go do odpowiedniej podstrony na blogu :)

sery do wina Talerzyk

Czerwonego wina próbowaliśmy do obiadu z gęsi w pobliskim Luszkowie. Najpierw  zwiedziliśmy odrestaurowaną chatę mennonicką i usłyszeliśmy od przewodnika z biura podróży Copernicana z Torunia nieco o historii tych imigrantów , osiedlanych na trudnych do uprawy terenach .

zakole luszkowo chata

Potem organizator imprezy, Piotr Lenart w towarzystwie Renaty Osojcy z agroturystyki w Topolnie dał pokaz rozbioru gęsi.

zakole ges renata

Zrobił na miejscu okrasę ze smalcu i świeżo zmielonego mięsa . Gęsi na obiad już się dopiekały i w towarzystwie lokalnych dodatków i czerwonego wina z Talerzyka smakowały doskonale .

zakole ges obiad

Nastrój stawał się coraz bardziej błogi :)

zakole luszkowo hamak

Ale trzeba było ruszyć dalej , ku drugiemu mostowi, czyli do Chełmna. To piękne i pełne zabytków miasto, oglądaliśmy je z przewodnikiem . Po obfitej uczcie winno-serowej i obiedzie, w upale, chcieliśmy się ochłodzić i szukaliśmy lodów. Na rynku były tylko przesłodzone świderki , niemożliwe do zjedzenia . Poza tym – sobota po południu, wakacje, miasto atrakcyjne turystycznie, które potrafiło się zmobilizować na Walentynki i zdobyć w głosowaniu internetowym tytuł Miasta zakochanych… a tu pustki, żadnych atrakcji. Szkoda marnować taki potencjał, chyba trzeba by się solidnie zabrać za promocję … Piękny renesansowy ratusz na Rynku można podziwiać tylko przez chwilę, i co dalej proszę wycieczki ?

chełmno ratusz

Z Chełmna pojechaliśmy do Otowic i przesiedliśmy się na wóz konny. Było już późne popołudnie , upał zelżał i przejażdżka była bardzo przyjemna. Pojechaliśmy odwiedzić agroturystyki w urokliwej wiosce Gzin . Stawy z nenufarami w Zaciszu natchnęły ubranego na biało szefa projektu Niech cię Zakole Piotra Lenarta na odtworzenie sceny z Nocy i dni – zdjęcie od obdarowanej wodnymi kwiatami  Asi :)

nenufar1a

Kolejny przystanek, to znana mi dobrze Gzinianka, więc podczas zwiedzania odpoczęłam sobie i napiłam się herbatki, podglądając zaprzyjaźnione koty. Przy okazji odebrałam mój pamiątkowy fartuch, który zostawiłam podczas gotowania i jedzenia w czasie  Mięsopustu :)

zakole gzin koty

Po przejechaniu kawałka drogi lasami wsiedliśmy do busa i zajechaliśmy na miejsce wieczornej uczty i noclegu – do restauracji Ostromeckiej. Powitała nas tam ( dosłownie) wystrzałowo Kujawska Brać Szlachecka , wystrzałem z hakownicy. Wyczyn ten powtórzył chwilę później Mikołaj, jeden z uczestników wycieczki i można to obejrzeć tutaj.

zakole szlachta

Zimny bufet rozpoczynający kolację był imponujący , od wędlin i serów po śledzie, opiekane ryby i galarety. Największym powodzeniem cieszyły się ozory wołowe :

zakole ozorki

zakole wedliny

zakole sery koludzkie

Do picia był podpiwek kujawski i przepyszny kwas miodowy :

zakole podpiwekzakole kwas

Na ciepło jedliśmy rosół jagnięcy z kołdunami, kotlety ze schabu ze świni puławskiej i kotleciki z combra jagnięcego :

zakole kotlety

zakole jagnięce kotlety

Do tego lokalne dodatki – kilka rodzajów kapusty, z której słynie okolica, buraczki. Brać Szlachecka towarzyszyła nam nie tylko opowieściami, ale i pokazami – pojedynku, strojów, oręża a także pieśniami żołnierskimi z dawnych lat. Odtwarzali też scenki z literatury, w jednej z nich – ścinania nie, nie świec w świecznikach – to by było zbyt dosłowne – ale marchewek osadzonych zamiast świeć i ja miałam okazję się sprawdzić. Udało mi się, bardzo się ucieszyłam :)

zakole szabla

Nasze zabawy zwabiły szefa kuchni, Krzysztofa Klarkowskiego, który zgodził się zapozować z blogerkami i częścią swojego dzieła :)

zakole z kucharzem

Następnego dnia po gawędzie przy śniadaniu i zwiedzeniu pałacu w Ostromecku z panem Jerzym Świetlikiem udaliśmy się do centrum Bydgoszczy , by zwiedzić pięknie odnowioną Wyspę Młyńską , przejść się mostkami :

bydgoszcz motorówki

Doszliśmy aż do Frymarku na Długiej- niedzielnego targu lokalnych produktów. Spotkaliśmy tam m. in. poznanych w sobotę znajomych :

zakole frymark1

Znany też z poznańskiego Zielonego Tragu Autostragan miał w swej ofercie również  podpiwek ( dobry pomysł w tym upale) , poczęstunek więc przyjęliśmy z wdzięcznością . Jak widać na poniższym zdjęciu Pawełek zapraszał do zakupów w ciemno :)

zakole frymark pzakole frymark s

zakole frymark2azakole frymark2b

Byli też wędliniarze, autorzy nagrodzonego w Grucznie dojrzewającego schabu, octy od Siadaka, słodkie i wytrawne tarty, pyszne naturalne lody , producenci gęsich wędlin, rolnicy z ekologicznymi warzywami i owocami, wszechobecne teraz chałwy… – wszystkiego  nie dam rady wymienić. Towarzyszący nam na wyjeździe Krytyk Kulinarny robił wywiady do Jem Radia , pewnie niedługo można będzie tam o Frymarku usłyszeć.

Miejsc , które można odwiedzić na kulinarnym szlaku Zakola Dolnej Wisły jest wiele, my byliśmy ich testerami. Warto zadbać o to, by dowiedziało się o nich więcej osób , zwłaszcza teraz, gdy Polacy mniej chętnie jeżdżą za granicę i miejscowości nadmorskie i górskie przeżywają oblężenie. Malowniczo położone agroturystyki, usytuowane niedaleko miast wartych zwiedzania, połączenie pobytu na wsi , ze swojskim, pysznym jedzeniem z wizytami w ciekawych miastach to dobry pomysł na wakacje, tylko trzeba turystów o tym przekonać.

zakole koniec

 

Ziołowe pesto do klusek pszenno-żytnich

pesto ziołowe do klusek1

W tym roku zioła udały mi się wyjątkowo – mogę więc robić ziołowe pesto w różnych wariantach. Ostatnio dodatkowo wykorzystałam też lekko pikantne liście rzodkiewki, którą posiałam drugi raz i „poszła mi w liście”, korzonki są mizerne – ale nic to, listki się nie zmarnują. Bazą była natka pietruszki – naciowej i bazylia. Dodałam pestki słonecznika , orzechy włoskie , jeszcze własne zeszłoroczne i nieco twardego, dojrzałego sera , który przywiozłam z Gruczna.

Zamiast makaronu zrobiłam domowe kluski, „rzucane” , dodając do mąki pszennej nieco żytniej, by były ciekawsze i zdrowsze.

PESTO ZIOŁOWE Z LIŚĆMI RZODKIEWKI

szklanka liści bazylii i natki pietruszki, 1/2 szklanki liści rzodkiewki ( z grządki)

po łyżce pestek słonecznika i wyłuskanych orzechów włoskich

3 łyżki oliwy

2-3 łyżki  parmezanu lub innego twardego sera

sól, pieprz czarny i ziołowy

Wkładamy wszystko prócz sera do blendera i miksujemy dokładnie. Doprawiamy. Ser lepiej osobno zetrzeć na tarce i posypać po wierzchu.

KLUSKI RZUCANE PSZENNO-ŻYTNIE

szklanka mąki pszennej zwykłej, szklanka pełnoziarnistej, szklanka żytniej

2 jajka

1/2 szklanki wody zwykłej

1/2 szklanki wody gazowanej

sól do smaku

 

Do wymieszanej w misce i posolonej mąki wbijam jajka, mieszając widelcem dodaję wodę zwykłą i gazowaną , by ciasto było lżejsze. Ilości mąki i wody nie należy się ściśle trzymać, bo różnie z tym bywa – ciasto ma być dość gęste, tak, by dawały się kawałki odkrawać nożem.

Przekładam ciasto na płaski talerz ( można też na namoczoną deskę) i odrywając nożem nieduże podłużne kluski, wrzucam je do garnka z gotującą się, osoloną wodą. Gotujemy kluski kilka minut od wypłynięcia, sprawdzamy wyjmując na próbę , przekrawamy i patrzymy, czy nie ma surowego ciasta. Jak wszystko jest w porządku, to odcedzamy, przelewamy zimną wodą.

Gorące kluski mieszamy z pesto i posypujemy tartym serem. W takim zestawieniu doskonale smakują, pesto dopełnia smak klusek . Piękny zielony kolor zachęca do jedzenia dzieci, możemy je nawet wkręcić, że to są „kluski Shreka” :)

Teraz o komfort jedzenia dzieci dba się od najmłodszego wieku, widziałam na http://babydeco.eu/ różne akcesoria do karmienia maluchów, łącznie z poduszeczkami dla nich i karmiących mam. Są też gustowne chustki-śliniaczki, foteliki i krzesełka w różnych rozmiarach. Prócz tego można skorzystać , dla starszych już dzieci,  z pomocy dydaktycznych w postaci drewnianych klocków w postaci popularnych warzyw. W takich warunkach łatwiej przyuczać dzieci do zdrowego jedzenia.

Moje dorosłe już dzieci są trochę rozpuszczone kulinarnie, bo robię często dania specjalnie pod ich gust. Zawsze staram się, by wszystko było świeże i domowe. Tak, jak te kluski z ziołowym pesto .

Smacznego !

pesto ziołowe do klusek2

 

 

 

Wpis nr 1500 – kandyzowane listki mięty i likier miętowy

kandyzowane listki mięty

Dziś po raz 1500 zasiadam przed komputerem by zrobić wpis na bloga . Od maja 2008 roku  tyle się nazbierało ! Na starym blogu, który wisi sobie na bloog.pl widać, ile dni istnieje – 3033, więc mniej więcej co drugi dzień publikuję. I wciąż mam nowe pomysły, w zapasie nieco sfotografowanych dań. Ostatnio jest też dużo relacji, bo nie brak ciekawych wydarzeń kulinarnych, w których biorę udział. Czasem mam potrzebę napisania o czymś spoza kulinariów, luźno z nimi związanym, dodałam więc na blogu nową kategorię dziennikarską – Artykuły o życiu.

Wpis numer 1000 był w sierpniu trzy lata temu, kto jest ciekawy, może zajrzeć – jest tam nieco historii bloga. Po raz kolejny napiszę, jak bardzo się cieszę, że dzięki temu, że go prowadzę poznaję wielu wspaniałych ludzi i przeżywam super przygody, nie tylko kulinarne.

1500 wpisów

Wraz 1500 wpisem na blogu na facebookowej stronie bloga liczba polubień zbliża się też do tej samej liczby :) mam nadzieje, że osiągnie ją lada dzień, kto chce polubić i dostawać codziennie sezonową propozycję na obiad w cyklu „dziś na obiad proponuję” oraz inne bieżące i aktualne ciekawostki, to proszę bardzo – klik, klik :) , albo z boku, w zakładkach.

fanpage 1488

Przejdźmy do przepisu – kandyzowane listki mięty zauważyłam na blogu Komarki i ujęły mnie swoja urodą. Są doskonałym i aromatycznym dodatkiem do deserów, tortów czy drinków.

Przygotowanie ich jest proste, wymaga tylko cierpliwości – każdy listek smarujemy lekko ubitym  białkiem i maczamy w drobnym cukrze z obu stron, kładziemy do wyschnięcia w przewiewnym i zacienionym miejscu, najlepiej na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. Latem takie listki wysychają w ciągu kilku godzin , najlepiej jednak zostawić je na dobę. Potem trzymamy w pudełku.

Jedną porcję tych listków oddałam na aukcję Allegro na rzecz hospicjum dla dzieci na Blog Conference Poznań, reszta jest przeznaczona na specjalne okazje. Zabieram się za kolejną transzę , by zdążyć przed jesienią. To dość żmudne zajęcie, ale jak się lubi miętę i pomyśli o efekcie, to może być nawet relaksujące .

Teraz pora na równie przyjemny miętowy wytwór, czyli likier. Przepis dostałam od znajomej i jest on prosty : Likier powinien mieć około 16 % alkoholu, więc nie robiłam go na spirytusie, tylko na czystej wódce. Poza tym w pierwszej fazie, macerowania się liści mięty , zapomniałam o nim – stał sobie spokojnie na kominku i zamiast tydzień, macerował się miesiąc. Wyszło mu to na dobre, bo krótko po zmieszaniu z syropem już nieźle smakował. Poza tym – nie bardzo wiem, skąd w prezentowanych w sieci likierach taki piękny zielony kolor. Mi wyszedł zielono-brązowy, jak herbata miętowa. Wiem  jakie rośliny dają piękną zieleń, ale wolałam nie ryzykować i nie psuć smaku, a dodanie barwników sztucznych w ogóle nie przyszło mi do głowy.

LIKIER MIĘTOWY

Gałązki świeżej mięty, dużo, ile wejdzie do słoika

szklanka dobrej czystej wódki

1, 5 szklanki wody

3/4 szklanki cukru

Umytą miętę upychamy w słoiku i zalewamy wódką na tydzień albo i dłużej.

likier miętowy1

W międzyczasie potrząsamy słoikiem, ja tak robiłam na początku, potem zapomniałam, więc wstrząsnęłam solidnie tuż przed odcedzeniem. Liście dobrze wycisnęłam.

Z cukru ( można jego część zastąpić miodem) i wody gotujemy syrop, studzimy. Mieszamy z odcedzonym alkoholem i odstawiamy na jakiś czas, im dłużej, tym lepiej. Ja swój zrobiłam w butelce po 10-letnim Porto, więc zyskał dodatkowy smaczek.

Likier jest dobry sam ( popijany do kawy i czegoś słodkiego) , jako dodatek do deserów , może być też bazą letnich drinków, ale wtedy lepiej zrobić nieco mocniejszy.

Na świętowanie 1500 wpisu na blogu nadaje się doskonale.

Smacznego i na zdrowie !

likier miętowy

Festiwal Smaku w Grucznie – relacja z oceny i wydarzeń

gruczno schab w ziołach

Tydzień temu zapraszałam na Festiwal Smaku w Grucznie, dziś pora na relację. W tym roku zobaczyłam trochę Gruczno „od kuchni” , bo miałam przyjemność oceniać produkty w konkursie o Grand Prix w jury VIP.

gruczno identyfikator

Praca była bardzo przyjemna, bo produkty wystawione do oceny są  doskonałej jakości . Profesjonalne jury pod kierunkiem profesora Dumanowskiego osobno przyznawało tytuły smaku roku w poszczególnych kategoriach i tu dokładnie oceniano na punkty według szczegółowych kryteriów , dlatego było sporo rozbieżności.

Na górnym zdjęciu widać schab dojrzewający z Rancza Słończ od Jana Filipskiego, który jury VIP nagrodziło Grand Prix. Poniżej nieco innych wystawionych do oceny produktów :

gruczno sery

Sery nie zachwyciły jury, ja jednak jestem ich wielką amatorką i posmakowały mi bardzo takie, jak np. solny kozi czy ziołowy o nazwie Smak lata.

gruczno sery 1gruczno kiełbasy 1

gruczno gęsie szyjkigruczno poledwiczki

Smakowały mi też bardzo faszerowane gęsie szyjki, ich autorzy zostali nagrodzeni za promowanie smaków regionu, polędwiczki swojskie też urzekły smakiem wiele osób.

Najdłużej zatrzymałam się przy ślimakach firmy z Grudziądza, zrobiły wrażenie na wielu osobach i szkoda, że zostały uznane za zbyt mało regionalne i nie dostały nagrody, może dlatego, że były też składnikiem zupy hiszpańskiej. Te klasyczne, podane po burgundzku były doskonałe, może gdyby trafiły do zwykłej zupy rybnej, doczekały by się uznania …

gruczno ślimaki

Nagrodę przyznawaliśmy metodą głosowania. W jury były osoby zajmujące się gotowaniem hobbistycznie, ale mające o nim pewną wiedzę. Tą ostatnią zrobił na wszystkich wrażenie Krytyk kulinarny Artur Michna, który zwracał uwagę na takie szczegóły, jakie innym nie przyszły by do głowy. W swobodnej atmosferze, w cieniu dużego drzewa większością głosów nagrodziliśmy schab dojrzewający z ziołach i przyznaliśmy wyróżnienia olejom z Semco – z kozieradką i z nasion rokitnika. Wszystkie wyniki można znaleźć na stronie Festiwalu, jak widać oceny jury profesjonalnego znacznie się różniły…

gruczno pigwowiec

Na  samym festiwalu  byłam pierwszego dnia, niejako ” z marszu” wracając z Gdańska, dotarłam tam z przygodami ogólnodostępną komunikacją ( pozdrawiam sympatyczną towarzyszkę podróży, panią Elżbietę, z którą nie dałyśmy się zwieść wskazówkom kierowcy PKS i poszłyśmy polną drogą na skróty). Było gorąco, więc napoje cieszyły się sporym powodzeniem. Umówiłam się tam z Asią z Królestwa garów , po poczęstunku przy stoisku z serami z Wiżajn poszliśmy skosztować cudownie chłodnego i orzeźwiającego cydru.

gruczno spotkanie

Wodę z pobliskiego Ostromecka w kilku smakach można było kupić na kilku stoiskach. O tym, że odwiedzający Festiwal goście jednak za mało jej pili dowiedziałam się od mojego siostrzeńca Pawła, który był w Grucznie jako ratownik medyczny i kierowca karetki. Na co dzień jest informatykiem , to on mi przeniósł bloga na własną stronę internetową :) Służbowo dostali kupony na jakieś szaszłyki, zadbałam więc, by spróbowali prawdziwych regionalnych dań , m. in . szarych klusek ze skwarkami z gęsiny i pierogów od Hodowców Gęsi białej :

gruczno pierogi

Odwiedziłam też moją współtowarzyszkę podróży do Alzacji i jej organizatora, czyli Mirkę Wilk i Piotra Lenarta, prezentujących dania z jagnięciny . Pierogi Mirki z jagnięciną zostały nagrodzone jako smak regionu :)

gruczno mirkagruczno piotr

To stoisko , jak i poprzednie było mocno oblegane , kto spróbował , ten cieszył się pysznymi smakami. Jak zwykle najwięcej osób kupowało sery i miody, bo z nich Festiwal w Grucznie słynie. Było nieco stoisk identycznych jak niedawno w Poznaniu, wybór regionalnych produktów był jednak znacznie większy. Zabrakło warsztatów , pokazów i konkursów kulinarnych – o nie pytali mnie często blogerzy planujący wybrać się w niedzielę i z tego powodu albo i z przyczyny  deszczu nie wszyscy na miejsce dotarli.

O nagrodach profesjonalnego jury dowiedziałam się ze strony, bo podczas gali wręczania akurat zgadałam się z nowo poznanymi znajomymi na temat drogi powrotnej do Bydgoszczy ( informacji o zwykłej komunikacji nie było , a złapanie sieci w dolinie Strugi graniczyło z cudem). Wyjechałam z zakupami i bonusem od Asi – konfiturą z zielonych orzechów, co z tego zrobię, to pokażę innym razem.

Smacznego !

gruczno sery2