Jak wygrałam kulinarną wycieczkę do Francji od Napoleona

napoleon wjazd

Ubiegły weekend miałam bardzo ciekawy i zakończony sukcesem . Wybrałam się do rodzinnego województwa, kujawsko-pomorskiego , w Zakole Dolnej Wisły, na Piknik Napoleoński.  O samym pikniku można poczytać na jego profilu, a ja trafiłam tam zaproszona przez samego Napoleona, który ” w cywilu” jest ekspertem kulinarnym i pasjonatem gotowania i promowania lokalnych produktów.

 

napoleon i mięso

Moja droga do sukcesu była pełna ekstremalnych kulinarnych wyzwań, bo na warsztatach  organizowanych przez Piotra Lenarta gotowania było sporo , w różnych warunkach, ale zawsze z ciekawymi ludźmi i w inspirującej atmosferze.

Tym razem z blogerską pomocą autora Najsmaczniejszy.com.pl ( dzięki za zdjęcia ) i z Kołem Gospodyń z Unisławia uczyłam się efektywnie wykorzystywać mięso z jagnięciny lepiąc pierogi, gotując zupę z lokalnymi produktami ( kapustą i kaszą) i gulasz jagnięcy.

 

pierogi 1

Potem była wspólna degustacja w Klubie Magazyn ( piękna restauracja przerobiona ze starego magazynu). Na właścicielu zrobiły wrażenie pierogi z jagnięciną doprawione miętą ( suszoną i roztartą). Mnie najbardziej smakował gulasz z mięsa marynowanego m.in. w soku z cytryny.

gulasz

 

Zdjęcie, jak i część innych, jest autorstwa Profesora Bronisława Borysa, znawcy jagnięciny od strony teoretycznej i praktycznej. Dziękuję , przy okazji też za ciekawe rozmowy.

Następnego dnia działo się w Ostromecku pod Bydgoszczą. Najpierw  trzeba było usmażyć jajecznicę dosłownie dla pułku wojska ( dla Grup rekonstrukcyjnych, wojsk Księstwa warszawskiego i wspierających Konfederatów)

 

smażymy

 

Smażyliśmy na solonej i wędzonej słoninie by Piotr Lenart, doprawiając po blogersku. Smakowało wszystkim, że hej :)

szlachta

Jednocześnie odbywał się konkurs agroturystyk na najlepsze dania z jagnięciny, w którym i ja byłam jednym z jurorów. Wygrała nasz sąsiadka ze stoiska, m.in zjawiskowym w smaku rosołem z jagnięciny z pierożkami, udźcem pieczonym i fantastycznymi dodatkami, m. in konfiturą z jarzębiny.

udziec

Pani Mirka miała też najpiękniejsze stoisko i doskonałe wyczucie marketingowe ( hasło- Jagnięcina na wilczy apetyt :) . Wygrała wyjazd do Alzacji jesienią na Święto Wina i kapusty. Bardzo się z tego ucieszyłam, a dlaczego, to okaże się za chwilę :)

wilcza

Wieczorem , po przejeździe pociągiem wojsk napoleońskich do Unisławia ( to była nie lada atrakcja dla innych pasażerów) odbyła się uczta napoleońska.

Na poprzednich warsztatach ogłoszono konkurs na menu na tę ucztę, dla dziennikarzy i blogerów kulinarnych obecnych na imprezach promocyjnych lokalnych kujawsko-pomorskich produktów. Wzięłam w nim udział, nie spodziewając się wiele wobec silnej konkurencji. Moje menu można zobaczyć tutaj. Hasło przewodnie to jagnięcina, produkty lokalne Zakola dolnej Wisły , ja uwzględniłam jeszcze sezonowość.

Z bijącym sercem zasiadłam więc do uczty. Wiedziałam, że dania są zbiorowe, ze wszystkich propozycji, więc nie mogłam po tym odgadnąć. Trudno mi było się skupić na jedzeniu, a zaczęliśmy od półgęska z gęsi kołudzkiej.

półgęsek

Dalej była zupa, nieco inna, niż moja, z kapustą słynną z okolic Unisławia.

Pojawiła się rolada jagnięca z sosem miętowym, nieco innym, niż zaproponowałam…. Napięcie rosło :)

rolada

I wreszcie Piotr Napoleon Lenart ogłosił wyniki – Wygrałam, głównie dzięki głosom restauratorów, którzy docenili moją ciężko wypracowaną kalkulację, zgodność dań z lokalnymi produktami i sezonowość. Pojadę do Alzacji na Święto Wina i kapusty !

 

werdykt

Spokojnie zabrałam się więc do degustacji deserów na bazie kajmaku i końcowych zakąsek, m.in jagnięcego pasztetu i wędzonego udźca. No, może nie tak spokojnie, bo wszyscy mi gratulowali i częstowali nalewkami lokalnymi, więc nie wszystko zostało sfotografowane.. No, ale występując po nagrodę czułam się, jak na gali Oskarów :) Nawet mowę miałam – podziękowałam Napoleonowi za warsztaty , na których nauczyłam się wiele i za zarażenie mnie pasją do tego pysznego mięsa i lokalnych produktów.

Bo o to w tym wszystkim chodzi – byśmy docenili to, co mamy w pobliżu i nauczyli  z tego się korzystać  ekologicznie i ze smakiem.

 

kajmakowe słodycze

Knedle jogurtowe z czereśniami

knedle z czereśniami

Czereśnie już mi się kończą, Rodzinka zażyczyła sobie knedli z nimi. Pomysł przyszedł dość nagle, nie miałam w domu ziemniaków ani odpowiedniego sera, zrobiłam więc improwizowane ciasto. Ziemniaki zastąpiłam mąką ziemniaczaną a ser jogurtem.

 

KNEDLE JOGURTOWE Z CZEREŚNIAMI

0, 5 szklanki maki ziemniaczanej

2  szklanki mąki pszennej

jajko

mały jogurt naturalny

sól, cukier do smaku

około 50 wydrylowanych czereśni

Mąki zmieszałam w misce, wbiłam jajko, dodałam jogurt i wyrabiałam  stopniowo. Pod koniec dodałam sól i cukier  i wyrabiałam kilka minut, aż ciasto zrobiło się plastyczne.

Nabierałam na dłoń spory kawałek ciasta, rozpłaszczałam na elipsę, wkładałam po dwie czereśnie  , zawijałam je i formowałam knedle wielkości sporego  jajka. Wrzuciłam je na lekko osoloną wodę  i gotowałam ok. 7 minut od wypłynięcia. Wyłowiłam najpierw jeden, przekroiłam na pół i sprawdziłam, czy ciasto w środku dobrze się ugotowało. Nie było surowe, więc wyłowiłam wszystkie łyżką cedzakową.

Robiłam je wczoraj, spiesząc się, bo szykowałam się do wyjazdu na imprezę kulinarną. Nie wiedziałam czy dam radę z tak pracochłonnym daniem, tym bardziej, że z knedlami mam różne doświadczenia… ale odbyła się szybka rejestracja czasu pracy potrzebnego na  różne czynności i dałam radę.

Nietypowe knedle wyszły nie mniej pyszne, niż tradycyjne.

Smacznego !

knedle z czereśniami1

Prosta nalewka z kwiatów czarnego bzu i drink z nią

drink z bzem

 

Lato ze wszystkimi swoimi smakami ! Jednym z moich ulubionych jest syrop z kwiatów czarnego bzu, robiony z myślą o zimowych przeziębieniach ale też jako doskonała postawa letnich napojów.
Tutaj drink na nalewce z kwiatów czarnego bzu, którą ja robię bardzo prosto :

Szklanka syropu z kwiatów czarnego bzu

szklanka czystej wódki

Mieszamy i kto niecierpliwy może pić od razu, ale im dłużej postoi , tym lepsza.

 

nalewka z bzu

Drink wymyśliłam sama, moja córka widząc go spytała ” a co to za truskawkowe mohito ” ?

Właściwie można by go nazwać mohito po polsku :)

Kieliszek nalewki z kwiatów czarnego bzu

kilka truskawek

kilka listków mięty

lód ( ja pominęłam, bo mnie bolało gardło)

łyżeczka soku z cytryny lub limonki ( opcjonalnie)

woda gazowana jako dopełnienie

Truskawki kroimy na połówki, zalewamy nalewką. Po chwili dorzucamy zgniecione listki mięty ( lepszy aromat), kostki lodu , wlewamy sok z cytryny ( można pominąć, bo syrop z bzu jest doprawiony cytryną), dopełniamy wodą gazowaną.

Proporcje można sobie zmieniać według upodobań.

Wracając do czarnego bzu – suszę też kwiaty na herbatkę, w tym roku ususzyłam też nieco listków, bo wyczytałam o ich zdrowotnych właściwościach. Coś w tym jest, bo zaparzona z suszonych liści  herbatka smakowała mi podobnie do tej, którą robiłam z suszonych liści malin i owoców dzikiej róży.

Ciekawe, jak będą smakować te herbatki w nowych filiżankach i kubkach z Witek’s, które dostałam kilka dni temu :)

Dziś zamiast smacznego – na zdrowie :)

 

witeks

Sałata w winegrecie z łososiem i fetą

sałatka z łososiem i fetą

Udało mi się wyhodować w tym roku różne sałaty z nasion i sadzonek, toteż korzystam z nich chętnie i robię różne sałatki. Moje ulubione to te w winegrecie, na domowych octach jabłkowych. Do sałatki z łososiem wykorzystałam ocet z dodatkiem estragonu, bo to zioło pasuje mi do ryb. Białko uzupełniłam jeszcze fetą , warzywa ogórkiem i młodą cebulą, świeży koperek i tymianek ( też z grządki) same się prosiły o dodanie. Wyszła pyszna, letnia już sałatka .

 

SAŁATKA W WINEGRECIE Z ŁOSOSIEM I FETĄ

miks sałat ( masłowa, strzępiasta, rucola)

zielony ogórek

mała młoda cebula

kawałek wędzonego łososia

pokruszony kawałek  fety

sól, pieprz

olej lniany ( 3 łyżki)

łyżka octu jabłkowego z estragonem

świeży koperek, natka pietruszki  i tymianek ( po kilka gałązek )

Umyte i osuszone sałaty ułożyłam na półmisku, lekko posoliłam. Na to położyłam plasterki ogórka i porozdzielane cebuli, polałam winegretem z octu jabłkowego i oleju lnianego. Na wierzchu porozrzucałam kawałki fety i wędzonego łososia , posypałam porwanym drobno  koperkiem i tymiankiem.

Gdy robiłam zdjęcie przed domem, zapach łososia przywołał moje koty i musiałam je odganiać, by nie zjadły tego, co je najbardziej interesowało… Wróciły na stanowiska na drzewie, skąd obserwują ptaki okupujące przewody wysokiego napięcia.

A sałatka była  na kolację i szybko zniknęła.

Smacznego !

 

sałatka z łososiem i fetą1

 

Warsztaty z grillowaniem z wieprzowiną QAFP

na grillu

Staram się korzystać z każdej okazji do blogerskich spotkań, toteż w ubiegłą środę bez problemów zerwałam się bladym świtem , by pojechać do Warszawy na warsztaty z wieprzowiną QAFP. Pogoda sprzyjała organizatorom, bo piękny słoneczny dzień pozwolił na grillowanie w ogrodzie restauracji Villa Foksal. Zanim warsztaty zaczęły się, z przyjemnością poznałam na żywo siostry -blogerki Monikę i Mimi, z którymi sieciowo zaprzyjaźniłam się przy okazji mojego kociego cyklu :)

 

z monika

Poznałam też kilka innych blogerek i blogera, z przyjemnością spotkałam się z dawnymi znajomymi. Ale zacznijmy od początku :

Warsztaty były przeznaczone dla blogerów i dziennikarzy. Część kulinarną prowadził Sebastian Krauzowicz, chef z toruńskiej restauracji Sfera. Ale najpierw wysłuchaliśmy informacji o zaletach mięsa, które mieliśmy grillować i spróbować wędlin z niego ( pyszne).

 

wędliny qafp

 Do wyboru wysokiej jakości wieprzowiny sygnowanej znakiem QAFP zachęcała Jolanta Ciechomska – Koordynator Systemu Gwarantowanej Jakości Żywności QAFP.

Wieprzowina produkowana w tym systemie ma zawsze wyśmienity smak, jest krucha
i delikatna, a do wydobycia jej naturalnego aromatu wystarczy szczypta przypraw.
Wyroby QAFP spełniają restrykcyjne wymagania systemu i podlegają kontroli na każdym etapie produkcji. Dzięki temu konsument może mieć pewność, że produkty certyfikowane znakiem jakości QAFP charakteryzują się ponadprzeciętnymi walorami smakowymi i odżywczymi – mówiła Pani  Koordynator.

O zaletach mięsa wieprzowego w codziennej diecie mówiła na spotkaniu Aneta Łańcuchowska – dietetyk, specjalista ds. żywienia, pasjonatka gotowania i dobrego jedzenia.

Dobrej jakości mięso stanowi najlepsze źródło białka dla człowieka. Dlatego mięso powinno gościć
na naszym stole dwa razy w tygodniu. Jakość białka zależy od aminokwasów w nim zawartych, dlatego jedynie białka zawierające wszystkie aminokwasy egzogenne w odpowiednich proporcjach nazywane
są białkami pełnowartościowymi. Wieprzowina QAFP jest bogata w pełnowartościowe białko będące podstawowym budulcem mięśni. Dodatkowo jest również źródłem witamin z grupy B, odpowiadających
za prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego..

O walorach smakowych tej wieprzowiny przekonaliśmy się grillując schab, karkówkę i polędwiczki oraz kabanosy do sałatki. W pięcioosobowych zespołach ( z Anią, Beatą, Anią i też Beatą )stworzyłyśmy zgrany i wesoły zespół :

grupa qafp

Słońce to grzało mocno, to się chowało, chef i jego pomocnicy doradzali nam dając się wciągać w żarty, atmosfera była twórcza i gorąca od dymiących grillów i blogerskich pomysłów . Najpierw przygotowywaliśmy warzywa do sałatek i na dodatki do mięs : grillowaliśmy bataty, marchewki, bakłażany , cukinie, szparagi, cykorie.

warzywa grillowane

Potem przyszła pora na mięsa z dodatkami typowymi dla lata  : schab marynowany z mango,w  syropie z kwiatów czarnego bzu, aromatycznych octach- z czarnego bzu także i malinowym, podany z grillowanym tostem , sałatką z miksu sałat z truskawkami,  kwiatami czarnego bzu oraz szparagami, karkówka marynowana w piwie z kolorowym pieprzem podana z oscypkiem z grilla i malinowym dressingiem. Czekające na podanie mięsa polewaliśmy jeszcze marynatą, by nie wysychały.

schab z grillakarkówka z grillapolędwiczki z grillasałatka z bzem

Polędwiczki podane były z sosem z bryndzy oraz sałatką z ziemniaków zwykłych i fioletowych, i m.in. czerwonej cebuli i grillowanych kabanosów. Z rozpędu zrobiłyśmy jej tyle, ze nie dało rady wymieszać z dresingiem na bazie majonezu, na co chef Sebastian odpowiedział, że on da radę i fachowo na nam pomógł.

chef qafp

To wszystko było tak pyszne, że narzekaliśmy na ograniczone możliwości naszych żołądków a to i owo zabraliśmy na drogę i do domów.

Ja pozbierałam kolejne autografy do mojej książki, zawarłam nowe blogowe przyjaźnie, nauczyłam się sporo o grillowaniu i o zaletach mięsa z jakością QAFP, którego będę wypatrywać w sklepach oznakowanych tym znakiem.

qafp

Truskawki w syropie z akacją i miętą

truskawki w syropie z miętą1

 

Uwielbiam zimą otwierać słoiczki z kompotami i sałatkami warzywnymi i przede wszystkim wąchać ich zapach- pachnie wtedy latem :) Dlatego teraz nie żal mi czasu i fatygi by zamykać lato w szklanych naczyniach. Mam swój specjalny patent ( od Mamy ), by aromat kompotów był bardziej intensywny.

Teraz zrobiłam truskawki w syropie z dodatkiem listków mięty i akacjowego syropu , bardzo aromatyczne. Przyznam, że jak w co tydzień widzę namioty targowe z porozkładanymi na nich dobrociami, to dostaję oczopląsu i chciałabym kupić wszystko, co oferuje przyroda w sezonie. Targ znam od lat i zazwyczaj wybieram stragany , o których wiem, że ich właściciele mają własne owoce i warzywa a nie te z hurtowni.

Truskawki były piękne, wymyśliłam więc dodatki podkreślające ich smak i aromat.

 

TRUSKAWKI W SYROPIE Z SYROPEM AKACJOWY I MIĘTĄ

2 kg truskawek

ok. 3/4 kg cukru

po łyżce syropu akacjowego na słoiczek

po gałązce mięty na słoiczek

Umyte truskawki obieramy z szypułek ( w tej kolejności), przesypujemy obficie cukrem i zostawiamy na kilak godzin , by puściły sok.

Napełniamy nimi wyparzone słoiczki , uderzając w nie dłonią od dołu, by się więcej zmieściło. Sok rozlewamy proporcjonalnie do słoiczków, do każdego wkładamy gałązkę mięty i wlewamy łyżkę syropu.

Wycieramy dokładnie brzegi słoiczków i nakrętki, zakręcamy . Wstawiamy do garnka wyłożonego grubą warstwą papieru ( aby nie popękały przy zbyt bliskim kontakcie z palnikiem), ciasno jeden obok drugiego. Nalewamy wody do 3/4 wysokości słoików. Wstawiamy garnek przykryty pokrywką,  po zagotowaniu zmniejszamy płomień, aby spokojnie bulgotały przez 20 minut.
Gdy czas gotowania się skończy, ostrożnie sprawdzamy, czy truskawki podeszły na górę  słoików a sok jest na dole. Jeśli opadły na dno – dostało się powietrze i nie są zamknięte. Wtedy można szybko obrócić słoik do góry dnem i wstawić z powrotem do gorącej wody – może jeszcze się zamknie.

Garnek ze słoikami zostawiamy przykryty, aż ostygnie. Wtedy właśnie kompoty nabierają głębokiego aromatu i pięknego koloru.

Takie kompoty mogą być po rozcieńczeniu użyte do picia, a same do deserów. Kiedyś zadziwiłam gości szybkim kremem z bitej śmietany i zmiksowanych truskawek ze słoiczka- nie mogli się nachwalić smaku. Warto takie zrobić .

Smacznego !

truskawki w syropie z miętą

 

 

 

 

 

 

Pesto z rucoli i szpinaku

pesto z rucoli i szpinaku

 

 

 

 

Latem staram się jeść jak najwięcej świeżych warzyw i owoców by nazbierać witamin i nabyć odporność na chłodniejsze pory roku. Korzystam więc z każdej okazji, zwłaszcza w czasie upałów, kiedy brak apetytu na konkretne potrawy. Pesto , zajadane przede wszystkim do makaronów jest jednym z takich dań.

Pokazywałam niedawno dzikie pesto z pokrzywy, to jest nieco bardziej „cywilizowane „, ale zawsze potrzebna jest ocena ryzyka, czy rodzinka zdecyduje się na taką potrawę z „zielska” .Na szczęście na córkę mogę pod tym względem zawsze liczyć :)

 

PESTO Z RUCOLI, SZPINAKU , ORZESZKÓW I PESTEK

miseczka rucoli i szpinaku

kilka listków mięty

po łyżce orzeszków ziemnych i pestek słonecznika

łyżka złotego siemienia lnianego

3 łyżki oliwy

sól, pieprz ziołowy

Zieleninę wraz z orzeszkami, pestkami, nasionami  i oliwą zmieliłam partiami w blenderze.

Doprawiłam ostrożnie solą i pieprzem ziołowym, bo rucola sama w sobie jest dość ostra. Pesto zmieszane z makaronem ( tym razem spaghetti) smakowało nam doskonale, a zdrowie na pewno na tym zyskało .

Smacznego !

 

pesto z rucoli i szpinaku1

Lekki sernik na zimno cytrynowo-miętowy

serniczek miętowy1

Podczas tego weekendu upał  był spory, z przyjemnością dołączyłam więc do akcji ciasto na niedzielę, tym razem – bez pieczenia. Wybrałam lekki serniczek na zimno , na bazie jogurtu i serka homogenizowanego i cytrynowych galaretek. Jak widać na zdjęciu, mięta bujnie mi się rozrosła i wykorzystałam jej gałązki dla zaromatyzowania serniczka. Podobny, z dodatkiem musu jabłkowego jest u mnie zawsze przebojem lata.

 

LEKKI SERNICZEK CYTRYNOWO-MIĘTOWY

Duży jogurt naturalny , 300 g

serek homogenizowany ( może być waniliowy), 150 g

łyżka cukru

dwie galaretki cytrynowe

płaska łyżka żelatyny

dwie łyżeczki soku z limonki lub cytryny

dwie gałązki mięty

Jedną galaretkę cytrynową wraz z żelatyną rozpuszczamy w szklance wrzątku. Dodajemy cukier i łyżeczkę soku z limonki , mieszamy dokładnie. Wrzucamy gałązkę mięty , przykrywamy, by galaretka nabrała aromatu. Po 10 minutach studzimy galaretkę mieszając często. Jak już jest zimna i lekko się ciągnie, wyjmujemy miętę,  wkładamy  jogurt i serek, mieszamy lekko trzepaczką .Wlewamy do formy cienko posmarowanej tłuszczem ( ja do okrągłej o 20 cm średnicy) i wstawiamy do lodówki , przykrywając folią, do zastudzenia.

Drugą galaretkę rozpuszczamy w przepisowej ilości wody ( w czasie upałów można dać jej nieco mniej, np 1, 5 szklanki). Dodajemy sok z limonki lub cytryny i ponownie gałązkę mięty  i studzimy często mieszając. Gdy galaretka jest zimna a sernik w lodówce już zastygł ( mnie szybko , w pół godziny), możemy ostrożnie wlać drugą galaretkę do formy i wstawić do lodówki by zastygła. Można do galaretki dodać owoce, ja na prośbę dzieci zrezygnowałam z nich – dojadaliśmy je osobno. Mam już swoje truskawki ( niewiele , ale pyszne) i jak widać na załączonym obrazku- czereśnie.

Serniczek wyszedł pyszny, orzeźwiający , doskonały na upał. Zjedliśmy go w cieniu drzewa  siedząc na starych ogrodowych krzesłach ( które kolejny już rok planujemy zamienić na bardziej nowoczesne fotele) i dojadając czereśnie prosto z drzewa. Niech żyje lato !

Smacznego !

serniczek miętowy

Blogerska degustacja pizzy w Tutti Santi

margherita tutti santi

Wczoraj wraz z kilkoma osobami z wielkopolskiej  blogerskiej grupy miałam przyjemność spróbować prawdziwej włoskiej pizzy w nowo otwartym poznańskim lokalu Tutti  Santi przy Ogrodowej 10. Zaprosił  nas Sergiusz Urbaniak, zajmujący się nie tylko tworzeniem pizzy, ale też PR nowo  otwartej sieci opartej na franczyzie. Pomysłodawcą tej sieci jest  Valerio Valle, mistrz Włoch w pizzy klasycznej, jeden z najbardziej utytułowanych włoskich pizzaiolo, wielokrotnie nagradzany w międzynarodowych konkursach.

Najpierw dowiedzieliśmy się sporo o ciekawostek o pizzy – narodowym włoskim daniu, jej historii i rodzajach. Oliwa jest składnikiem pizzy od niedawna, dawniej robiono ją na smalcu, jej dodatek to efekt zmiany na bardziej lekkostrawną. Teraz dla odmiany próbuje się na zapotrzebowanie wypiekać pizzę bezglutenową.

Historia Margherity jest powszechnie znana, dowiedzieliśmy się też pochodzenia nazwy pizzy marinara – tylko z sosem, czosnkiem i oregano – to była pizza dla rybaków wracających z połowu – prosta , tania lecz smaczna dzięki dodatkom.

W pizzeriach Tutti Santi wszyscy szkoleni są przez mistrza Valerio i pieką pizzę według odpowiednich receptur, z prawdziwych włoskich produktów .

 

produkty do pizzy

Podstawą ciasta jest doskonała włoska mąka, o odpowiedniej zawartości białka , właściwe proporcje drożdży, wody i oliwy, procedura wyrastania i formowania.

To ciasto stanowi o wartości pizzy i w Tutti Santi  dba się o nie najbardziej. Co nie znaczy, że dodatki traktowane są marginalnie. Prawdziwa szynka parmeńska, mozzarella di Buffalla, ser peccorino, parmezan, dojrzewająca polędwica Bresaola, pancetta – to dodatki, które stanowią o dodatkowym smaku pizzy. Cebula i pieczarki są z Polski :)

Podstawowy smak pizzy , czyli ten ciasta najłatwiej można docenić przy najprostszej jej wersji – Marghericie. Muszę przyznać, że mnie zachwycił, ciasto miało nie tylko doskonały smak, ale też chrupkość a dodatki tylko to podkreślały. Potem jedliśmy Abruzję z pancettą, mozzarellą Buffallo , pecorino i cebulą, i oczywiście z sosem robionym z pomidorów pellati.

 

pizza1 tutti santi

Jeśli zapytacie o dodatkowe sosy w Tutti Santi, to się rozczarujecie. Nie podaje się ich, bo to wbrew klasycznym włoskim zasadom. My do niektórych rodzajów pizzy próbowaliśmy oliwy smakowe- czosnkową i ostrą z papryką.

Mnie bardzo posmakowała Santa Rita, zapieczona jak foccacia , że świeżymi dodatkami na wierzchu – , szynką, pomidorkami koktajlowymi, świeżą mozzarellą i bazylią.

 

pizza 2 tutti santi

 

Ciekawa była też San Giuseppe, z dojrzewającą polędwicą i borowikami, Rucola z szynką, pieczarkami i tytułową sałatą i pikantna San Antonio z ostrym włoskim salami i świeżym parmezanem.

 

pizza3

 

Podczas degustacji nasz gospodarz opowiadał o włoskich zwyczajach związanych z pizzą, o przywiązaniu Włochów do swojej narodowej potrawy i lokalnych dodatków ( co rejon, to inna pizza). Powiedział nam także, że ekipa Tutti Santi stanowi reprezentację Polski na Mistrzostwa Świata w pizzy, odbywające się we Włoszech.

Mistrz Valerio Valle był na otwarciu Tutti Santi w Poznaniu, odwiedza regularnie pizzerie a w Polsce najbardziej smakują mu śledzie w oleju, barszczyk i dania z buraczków oraz kiszone ogórki.

Nasza degustacja odbywała się w sali położonej w głębi , w tym czasie ruch na sali głównej był bardzo duży i wzmagał się , im bliżej było wieczora.

W Tutti Santi podaje się wszystko świeże, nie ma tam zamrażarek, jak się coś skończy ( na przykład sos do podawanej tam też lazanii) to po prostu wypada z karty. Ale wobec takiego wyboru smaków każdy znajdzie tam coś dla siebie. Nasza blogerska ekipa była zachwycona, prawie wszyscy powiedzieli, że tak dobrej pizzy jeszcze nie jedli.

Dostaliśmy też po paczce włoskiej mąki i tajny przepis na proporcje ciasta do pizzy :) Najlepiej piec ją w wysokiej temperaturze , kilka minut, kamień nie zawsze się sprawdza. Nasz gospodarz powiedział też, że piec opalany drewnem to niekoniecznie jest najlepsze rozwiązanie, włoskie elektryczne piece spełniają swoje zadanie w odpowiedni sposób.

Na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i obiecaliśmy zaglądać, co nowego pojawi się w pizzerii i w sklepiku z włoskimi dodatkami, który też jest na miejscu.

grupowe tutti santi1

Lekka sałatka z kiszonymi szparagami

sałatka z kiszonymi szparagami1

Pokazywałam kilka dni temu na blogu kiszone szparagi, nie wiedząc jeszcze , jak się udadzą. Spróbowałam już dwa dni po ukiszeniu, takie „małosolne” i bardzo mi smakowały. Ale i takie po pięciu dniach też są pyszne. Wypróbowałam je w sałatce, sezonowej, na bazie mieszanki sałat , już z ogródka. Dla urozmaicenia dodałam nieco mozzarelli zamarynowanej w oliwie z suszonymi pomidorami.

 

LEKKA SAŁATKA Z KISZONYMI SZPARAGAMI

mieszanka sałat ( masłowa, strzępiasta, rucola , lodowa)

pomidor, ogórek zielony

kilka kiszonych szparagów

kilka kawałków marynowanej mozzarelli

świeży tymianek

sól, pieprz

łyżka oliwy , 2 łyżki soku z kiszonych szparagów

Umyte liście sałat osuszyłam i ułożyłam na talerzu. Posoliłam, ułożyłam na nich kawałki pomidora, ogórka, kiszonych szparagów i sera. Posypałam pieprzem z młynka i świeżym tymiankiem, polałam oliwą od marynowanych serków i sokiem z kiszonych szparagów, który doskonale zastąpił ocet w winegrecie. Bardzo mi te kiszone szparagi smakują, są jędrne, aromatyczne i jak widać nawet sok od nich się przydaje.

 

szparagi kiszone5

Wymyśliłam sobie taki „dizajn” dla moich słoiczków, na specjalne okazje, jeśli są jadalnymi prezentami ( zauważyłam, że takie prezenty bardzo cieszą ). Żeby oznaczyć  dobrze, co jest w środku, rozpocznę chyba druk etykiet na słoiczki. Łączę w ten sposób dwa rodzaje hobby – gotowanie i szydełkowanie :)

Wracając do sałatki- kiszone szparagi bardzo ożywiły jej smak a winegret z dodatkiem soku z nich świetnie do niej  pasował. Polecam , bo pyszna i zdrowa.

Smacznego !

 

sałatka z kiszonymi szparagami2