Ciasto czekoladowe z kawą, jabłkami i cynamonem

ciasto czekoladowe z kawą
ciasto czekoladowe z kawą

Pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza, za oknem szaro, buro i mokro, trzeba więc poprawiać sobie humor odpowiednimi deserami. Na zdjęciu jest czekoladowe z kawą i cynamonem , do którego dodałam kawałki jabłek.  Jest aromatyczne i pyszne,  kawałek lub dwa , zwłaszcza zjedzone w towarzystwie poprawiają zdecydowanie nastrój. Czekolada to jedna z największych żródeł endorfin, kawa ożywia smak, zwłaszcza z dodatkiem cynamonu a jabłka doskonale to tego wszystkiego pasują. Najlepiej zrobić tego ciasta od razu dużą ilość, bo chce się zajadać kawałek za kawałkiem.

CIASTO CZEKOLADOWE Z KAWĄ , CYNAMONEM I JABŁKAMI

3 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru, 3  łyżki kakao

1/2 łyżeczki cynamonu, 2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/3 szklanki oleju, 2/3 szklanki mocnej kawy

2 jajka

2-3 jabłka, obrane i pokrojone

Suche składniki zmieszałam w misce.  Olej  dodałam do miski z nimi , mieszając widelcem. Potem dodałam wystudzoną kawę, na końcu wbiłam jajka i dokładnie wymieszałam wszystko, na końcu wmieszałam pokrojone jabłka.

Ciasto wlałam do natłuszczonej formy , 24 na 36 cm.  Wstawiłam je do piekarnika nagrzanego do 180 C, na około 45 minut. Spróbowałam patyczkiem czy jest suche w środku i wtedy  je wystawiłam.

Ten deser  nie tylko poprawia nastrój ale dzięki kawie i cynamonowi dostarcza energii i ożywia. Można spokojnie zabrać je ze soba w podróż. Teraz, kiedy są ferie jeździmy częściej najwygodniejszą formą jest podróż autem, w która możemy zapakować wszystko, co potrzebujemy i dojechać wygodnie tam, gdzie trzeba. Jeśli decydujemy się na zakup , możemy skorzystać np. z oferty autakrajowe.com.pl .

Mamy tam nie tylko wybór aut osobowych i dosatwczych ale też ubezpieczenia i wszystko, co jest potrzebne w trakcie zakupu i ułatwiające eksploatację a także fachową obsługę.

Możemy więc spokojnie ruszyć w drogę , zabierając ze sobą małe co nieco na poprawę nastroju.

Smacznego !

Drożdżowy placek wytrawny

drożdżowy placek wytrawny
drożdżowy placek wytrawny

Wspominałam często na blogu, że bardzo lubię drożdzowe wypieki , zarówno te słodkie, jak i na słono. Wprawdzie placek drożdżowy kojarzy się raczej ze słodkim smakiem, jednak ja lubię eksperymenty z tym ciastem . Lubię je robić i prawie zawsze mi się udaje. Na specjalne okazje piekę czasem drożdżowy placek wytrawny, o smaku nieco podobnym do pizzy. Jest łatwy do transportu, toteż zabieram go czasem na blogerskie spotkania, zwłaszcza jeśli wiem, że przyda się do piwa 🙂 Podobny był ze mną na ostatnim Blogteju.

DROŻDŻOWY PLACEK WYTRAWNY

1/2 kg mąki

30 g drożdży i łyżeczka cukru

3 łyżki oliwy

jajko

Ok. 15 dkg kawałków sera , żółtego i mozzarelli

Kilka suszonych pomidorów z zalewy

pół kubka pieczarek duszonych z porem

Łyżeczka suszonej bazylii i ziół prowansalskich

Płaska łyżeczka soli

Szczypta pieprzu ziołowego

1, 5 szklanki wody

Drożdże rozrobiłam z cukrem , dolałam pól szklanki letniej wody  i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w cieple miejsce na 10 minut do wyrośnięcia .

Do miski z mąką dodałam zioła, sól, pokrojone serki, pieczarki z porem, suszone pomidory, przyprawy. Potem dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajko,oliwę,  resztę letniej  wody . Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, co trwało około 45 minut.

Wyłożyłam ciasto na posmarowaną olejem blachę ( dużą, wielkości piekarnika) i zostawiłam kilkanaście minut do podrośnięcia w ciepłym miejscu. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C i piekłam około 40 minut, aż placek nabrał złotego koloru. Pachniał obłędnie i przywołał do kuchni domowników , łącznie z tymi futrzastymi 🙂

Takie ciasto , zwłaszcza spożywane w towarzystwie piwa wymaga odpowiednio wygodnego miejsca do konsumpcji. Ostatnio oglądałam bardzo ciekawe siedziska na edar.com.pl , można tam znaleźć interesujące wzory.

Drożdżowy placek wytrawny smakuje trochę podobnie do pizzy, przynajmniej tak mówią ci, co go próbowali. Łatwo go podzielić na kawałki , w razie potrzeby załadować do pojemnika i zabrać na piknik czy inne spotkanie. Ja polubilam taką formę wypieku, lubię ją nie tylko jeśc ale też i robić. W zakresie doboru dodatków i przypraw jest tu duże pole do popisu.

Smacznego !

 

 

Spersonalizowane prezenty

Prezenty dla najbliższych osób to bardzo ważna sprawa i trzeba ją dobrze przemyśleć. Ja bardzo lubię robić je osobiście , szczególnie takie jadalne i wtedy staram się trafiać jak najlepiej w gust odbiorcy i sprawić mu jak największą przyjemność. Na zdjęciu powyżej widać wydziergane na drutach ocieplacze na kubki. Te są w formie klasycznej, takie sweterkowe, ale na przykład dla miłośników kotów robię specjalnie spersonalizowane, na przykład takie :

 

To była pierwsza próba, potem je udoskonaliłam. Jednak nie zawsze zadowolimy odbiorców naszych prezentów tym, co możemy zrobić sami. Zwłaszcza młodzież woli zostać obdarowana modnymi gadżetami , którymi może się pochwalić przed rówieśnikami. Tak już jest, w pewnym wieku opinia najbliższego otoczenia jest najważniejsza i trzeba to wziąć po uwagę.

Niedawno widziałam opracowanie mówiące o tym, jak wielką uwagę młodzi ludzie zwracają uwagę na telefony swoich koleżanek i kolegów. Bajery , w które są one wyposażone też odgrywają dużą rolę.

Przy telefonie fajnym spersonalizowanym podarunkiem może być opakowanie na telefon, które teraz ma  dużo możliwości co do wzoru , koloru czy kształtu. Można nawet sobie zamówić spersonalizowane etui, z dowolnym zdjęciem lub motywem , widziałam taką usługę na https://zaprojektujetui.pl/ . To bardzo fajny prezent dla kogoś bliskiego, wybór wzoru ma niemal nieograniczone możliwości, każdy znajdzie coś dla siebie.

A potem można się umówić przez telefon na przykład na dobrą herbatkę. Te aromatyczne napoje są ostatnio moją specjalnością, w okresie gwiazdkowym rozdałam sporo różnych ziół i mieszanek w płóciennych torebkach, cieszą się powodzeniem, więc robię wciąż nowe na bazie ususzonych ziół.

Lekka sałatka z serem i awokado

sałatka z serem
sałatka z serem

Kilkanaście dni temu zdawałam relację z mojej ciekawej próby kulinarnej- robiłam ser na podstawie  XVIII-wiecznego przepisu , z twarogu z dodatkiem ziemniaków. Trochę zbyt mocno ten ser posoliłam, smakował ciekawie ale był dośc mocno słony. Nie aż tak, by trudno go było zjeść , ale łagodne dodatki są do niego niezbędne. Na chlebie dobrze się komponował z konfiturą z żurawiny, ale chciałam go też wykorzystać w inny sposób. Ta lekka sałatka z serem musiała być więc dobrze skomponowana, by równoważyć jego intensywny smak.  Pomarańcza od razu mi się nasunęła, awokado ze swą łagodną tłustością też dobrze pasowało, żurawina i łagodna czerwona cebula dopełniły smaku. Do dressingu wykorzystałam aromatyczny ocet bzowy, olej z ostropestu i świeże zioła – miętę i oregano . Łagodna wędlina z piersi kurczaka, peklowana i gotowana została kontrastowym dodatkiem.

SAŁATKA Z SUSZONYM SEREM I AWOKADO

pół główki sałaty masłowej

pomarańcza, słodka

1/2 awokado

pół czerwonej cebuli

łodyga selera naciowego

kilka plastrów sera suszonego z dodatkiem ziemniaków

kilka plastrów peklowanej piersi kurczaka

łyżka suszonej żurawiny

2 łyżki octu z dzikiego bzu

łyzka oleju z ostropestu

pieprz ziołowy

świeża mięta i oregano

Umytą, osuszoną i porwaną na kawałki sałatę kładziemy na talerzu, na niej układamy czątki pomarańczy i awokado, kawałki sera i wędliny, plasterki czerwonej cebuli i selera naciowego. Polewamy octem bzowym i dobrym olejem , posypujemy pieprzem ziołowym i świeżymi listkami mięty, oregano czy bazylii, suszoną żurawiną. Nie soliłam tej sałatki, bo ser był dośc słony, po wymieszaniu wszystko smakowało tak, jak trzeba. Myślę, że jeśli posypiemy ją płatkami migdałów albo pestkami słonecznika, zyska jeszcze na smaku ( ja o tym zapomniałam, z przejęcia, nie mogłam doczekac się smaku sera w sałatce.

Muszę przyznać, że to jedna z sałatek, które mi ostatnio smakowały wyjątkowo. Cieszę się, że do sera, mojego udanego eksperymentu kulinarnego , dopasowałam składniki, które podkreśliły jego walory. To był prawdziwy comfort food. A props komfortu, widziałam ostatnio coś ciekawego : dreamsdesign.pl/oferta/materace/termoelastyczne, wyglądają na bardzo wygodne.

A wracając do sera – wypróbowałam też starty drobno jak parmezan do sosu brokułowego , też doskonale smakował.

Smacznego !

 

Karnawałowe racuszki na koncert Korteza

Na kolejny koncert Korteza , który odbył się w ubiegłą niedzielę nie miałam daleko, mogłam się więc wykazać kulinarnie w całej okazałości. To był koniec karnawału a moją specjalnością w tym czasie są drożdżowe racuszki , nasmażyłam więc na świeżo ich sporą ilość. Dodałam do ciasta serek waniliowy, sok z mandarynki i mój tajny składnik odziedziczony po Mamie – łyżkę smakowego alkoholu. Tym razem była to aromatyczna nalewka z dzikiego bzu , zgodna ze słowami przeboju ” Z imbirem ” – sypnęłam cukru, narwałam bzu , przemacerowała się od lata i teraz bardzo się przydała . Racuszki w kartonie wyglądały imponująco 🙂

Są zrobione z tego przepisu, z dodatkami, o których wspomniałam. Jak zwykle spotkałam się z ekipą Korteza przed koncertem, by dostarczyć muzykom „bombę kaloryczną ” . Smakowały wszystkim , najbardziej Kortezowi, który zamówi sobie powtórkę przy następnej okazji. Spodobała mu się też regionalna nazwa tego specjału, bo na moich rodzinnych Kujawach mówi się na nie „ruchanki”, od ruszającego się przy smażeniu drożdzowego ciasta.

Bomba kaloryczna chyba podziałała, bo na koncercie artysta wraz z towarzyszącymi mu muzykami dał z siebie wszystko .

Zaczęło się jak zwykle spokojnie i nostalgicznie przy gitarze, potem wokalowi Korteza, który uwielbiam towarzyszyła muzyka bardzo różnorodna i dynamicznie się zmieniająca – Kortez kilka razy przenosił się od gitary do pianina, podobnie Doman a Olek wraz z pomagającym mu Robertem zwanym Miśkiem instrumentalnie brzmiał za pół orkiestry. W pewnym momencie ( chyba przy nowym kawałku „Już nie pamiętam” ) Kortez siadł do pianina jednocześnie trzymając gitarę ! To była bardzo melodyjna i nastrojowa piosenka , aż zachęcała do przytulanego tańca… Nowe było też bardzo emocjonalne i rytmiczne „Czy to już dno” . Nie mogę sie doczekać studyjnych wersji nowości, by ich spokojnie posluchać i wyłapać wszystkie niuanse.

Jak już pisałam w relacji z Poznania , piosenki z nowej płyty na koncercie przeplatają się z tym z pierwszej, tworząc niezwykły klimat . Po kilku najbardziej emocjonalnych przychodziły te lżejsze, nastrój był odpowiednio rozłożony i cały koncert zostawił niezapomniane wrażenie. Mnie jak zwykle łzy zakręciły się przy Zostań... Na koniec było kilka solowych bisów Korteza, takie kameralne wykonania mają swój specyficzny urok.

Po koncercie i chwili oddechu Kortez jak zwykle spotkał się z fanami. Dla mnie tym razem były to też niezwykłe chwile, bo podczas koncertu jedna z fanek ( znała piosenki na pamięć, bo nuciła je ale na koncercie była po raz pierwszy) …rozpoznała mnie za zdjęć z fanowskiej grupy Korteza , jako „panią od ciasta” . Szybko przeszłyśmy na ty, wymianiłyśmy wrażenia , opowiedziałyśmy sobie o emocjach jakie nam towarzyszą przy słuchaniu muzyki Korteza i zrobiłyśmy sobie zdjecia, wspólne i z artystą 🙂

Na drogę zostawiłam jeszcze ekipie Korteza placek szpinakowy, wytrawny, bo kiedyś wspomniałam , że taki robię i wzbudził zainteresowanie . Zimowo-wiosenna trasa koncertowa Korteza jest bardzo wyczerpująca, ale cieszy się powodzeniem, bo bilety rozchodzą się błyskawicznie . Muzycy pracują wciaż nad nowymi brzmieniami, miałam szczęście wejśc pod koniec próby i słyszałam jak coś zabrzmiało inaczej, lepiej i zostało już włączone do koncertu.

Przepis na podobny placek jest tutaj, ten był z dużą ilością ziół i suszonymi pomidorami. To, co zostało zjedzone po koncercie spotkalo się z pochwałą. Ciesze się niezmiernie, że realne efekty mojego blogowania i gotowania zostają docenione w tak niezwykłych okolicznościach. Relacje z poprzednich koncertów z akcji z ciastem można zobaczyć tutaj .

Do zobaczenia na trasie 🙂

 

 

 

Nadziewane muffinki i racuchy z pączkowego ciasta

 

nadziewane muffinki
nadziewane muffinki

Na Tłusty Czwartek i podobne dni karnawału rzadko robię pączki, bo nie lubię smażenia w głębokim tłuszczu, wymyślam więc słodkości w podobnych smakach, które można zrobić w innej formie. Pączka – jednego lub dwa zjadam kupionego, dla tradycji, domowe racuszki czy nadziewane muffinki zajadam  w większych, acz umiarkowanych ilościach. Zrobiam ciasto takie jak na pączki, nieco lżejsze, bo z dodatkiem jogurtu i kokosowej śmietanki, część włożyłam do muffinkowych foremek , nadziałam doskonałymi wiśniami z syropu i upiekłam a resztę ciasta usmażyłam na patelni w formie racuszków- te już bez nadziewania.

NADZIEWANE MUFFINKI Z PĄCZOWEGO CIASTA PLUS RACUSZKI W BONUSIE

3/4 kg mąki pszennej

3 łyżki  stopionego masła plus 3 łyżki oleju

50 g drożdży

szklanka mleka

1/2 szklanki jogurtu naturalnego i 2 łyżki śmietanki kokosowej ( z góry puszki, bez mieszania)

3 jajka

4 łyżki cukru i jedna z wanilią

szczypta soli

łyżka pigwówki

wiśnie w syropie do  nadziania

olej do smażenia do racuszków

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam połowę  letniego mleka , posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  ubiłam lekko cukry  z jajkami.

Do miski wsypałam mąkę, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, jogurt, śmietankę kokosową, stopione masło w temperaturze pokojowej, olej ( dla lepszej wilgotności ciasta )  i pigwówkę9 dla aromatu i lepszego rośnięcia ciasta). Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam je przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około pół godziny.

Foremki do muffinek wysmarowałam cienko olejem, napełniałam ciastem do połowy, kładłam po 1-2 wiśnie  i przykrywałam łyżeczką ciasta. Postawiłam je na 5 minut w ciepłe miejsce, by lekko podrosły.

Miałam 18 foremek, więc ciasta zostało jeszcze sporo. Jak włożyłam muffinki do piekarnika ( na 180 C , na pół godziny) rozgrzałam na dwóch patelniach olej ( 2-3 mm warstwę ) i smażyłam racuszki kładąc po łyżce ciasta na jednego . Jak się ścięły od spodu, przewracałam je na drugą stronę. Dwie patelnie dlatego, żeby było szybciej , nie lubię oparów gorącego tłuszczu i dlatego tak rzadko smażę pączki.

Po usmażeniu kładłam racuszki na talerz wyłożony papierowym ręcznikiem do odsączenia z nadmiaru tłuszczu, potem obtaczałam je w cukrze-pudrze.

Jak były gotowe, zajrzałam do piekarnika, muffinki były już zarumienione od góry, ale nie odstawały od brzegów foremek, pozwoliląm im więc dopiec się spokojnie. Po pół godzinie z kawałkiem były gotowe. Po ostudzeniu posypałam je cukrem -pudrem a część polałam wiśniowym syropem póki jeszcze były gorące.

Jedne i drugie są pyszne, pączka zjadłam jednego dla tradycji, racuszków i muffinek nieco więcej. Dodatek jogurtu i mleczka koksowego do ciasta sprawił, że są delikatne, lżejsze  i przyjemnie się je zajada.

Smacznego !

Taramosalata, miksowana zupa i zdrowe koktajle

taramosalata
taramosalata

Tę grecką pastę wypatrzyłam w relacjach znajomych, którzy na wakacjach próbowali kulinarnych atrakcji śródziemnomorskiej kuchni. Taramosalata to pasta , której bazą jest ikra dorsza, świeża ale spotkałam się też z przepisami na taką z użyciem wędzonej. Ja miałam do dyspozycji świeżą ikrę flądry, bo te ryby wraz z ikrą można kupić czasem u nas na targu przywiezione w lodzie z Kołobrzegu. Trochę się bałam użyć surowej, więc ją chwilę „spasteryzowałam” w mikrofalówce, minutę na niskiej mocy, tylko lekko zmieniła swą strukturę.

TARAMOSALATA

około 100 g ikry z dorsza lub innej ryby, najlepiej świeżej

3 kromki białego chleba bez skórki

sok z jednej cytryny

100-150 g oliwy

świeżo zmielony pieprz

oliwki do dekoracji

Chleb moczymy w wodzie ok 10 minut, odciskamy. W blenderze powoli miksujemy ikrę, powoli dodajemy oliwę, potem sok z cytryny i chleb tak, by powstała gładka masa. Doprawiamy ją pieprzem, podajemy z oliwkami do chleba. To tradycyjna potrawa podawana w Grecji w pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu, więc jeśli ktoś chce jej spróbować według tradycji, to niedługo.

Blender jest bardzo pomocny w przygotowaniu tej pasty. Dla mnie to narzędzie niemal codziennego użytku w kuchni, dziś na przykład zrobiłam miksowaną zupę warzywną z suszonymi ziołami :

KREMOWA ZUPA WARZYWNA Z SUSZONYMI ZIOŁAMI

Włoszczyzna z kapustą

5-6 ziemniaków

liść laurowy, sól, majeranek, oregano i szałwia ( suszone)

oliwa lub kawałek wędzonki czy mięsa

Gdy chcemy zupę wegańską zaczynamy od podsmażenia pokrojonego pora na oliwie, możemy dorzucić też do podsmażenia inne warzywa. Jeśli nie to wrzucamy do wody ( ok 6 szklanek) boczek czy mięso, włoszczyznę i przyprawy i gotujemy kilkanaście minut, potem dorzucamy obrane i pokrojone ziemniaki . Na koniec, gdy już jest wszystko miękkie, dosypujemy suszone zioła. Mieszamy i lekko studzimy zupę. Miksujemy dokładnie na krem. Ja to robię za pomocą tzw „żyrafy” czy inaczej zwanej „nogi”, bezpośrednio w garnku, tak mi wygodnie.

Spory wybór takiego sprzętu można znależć np na https://www.meru.pl/blender.html . Zupa wyszła mi gęsta, kremowa i sycąca, doskonała na tę mroźną pogodę :

Blendera kielichowego używam przede wszystkim do koktajli i smoothies. Robię je właściwie przez cały rok, z sezonowych owoców i warzyw, czasem dodaję płatki owsiane. Takie koktajle łatwo jest przygotować, mają mnóstwo witamin. Można spokojnie się zdać na improwizację , córka lubi takie na bazie mleka i bananów, czasem dodaje do nich kakao, ja wolę te mniej kaloryczne, z cytrusów, soków owocowych , z dodatkiem zieleniny. Trzeba pamiętać tylko by najpierw wrzucać do kielicha suche i stałe składniki, na końcu zaś dodać płynne- soki, mleko , kefir czy wodę. Miksujemy i cieszymy się smakiem i zdrowiem.

 

Placek z jabłkami na piwie

placek z jabłkami na piwie
placek z jabłkami na piwie

Czasami żródłem przepisu jest przypadek, a że jestem osobą spontaniczną – u mnie jest tak często. Tym razem zostało mi nieco piwa w butelce , zwykle wstawiam je do lodówki by dolać do jakiegoś sosu lub zamarynować mięso przed pieczeniem. Zauważyłam je gdy sięgałam po jajka do ciasta i tak narodził się pomysł na placek z jabłkami na piwie i  by sprawdzoną kompozycję z placuszków naleśnikowych wypróbowac w cieście pieczonym w piekarniku. Bazą przepisu jest mój klasyk – placek na oleju z jabłkami. Piwo było jasne, uznałam, że cynamon i wanilia będą do tego pasowały . Dodatkową zaletą takiego ciasta jest prostota – nie trzeba miksera, nawet trzepaczki, można poradzić sobie za pomocą łyżki lub jak ja-widelca, bo za jego pomocą takie ciasta najłatwiej mi się robi.

PLACEK Z JABŁKAMI NA PIWIE

1, 5 szklanki mąki

2 jajka

1/3 szklanki oleju

1/2 szklanki piwa ( miałam jasne , ciemne będzie jeszcze lepsze)

3  łyżki cukru plus jedna z wanilią

2 łyżeczki proszku do pieczenia

kilka jabłek, spora szczypta cynamonu

Jajka roztrzepujemy lekko z cukrami , mieszajac dodajemy olej i piwo. Mąkę wraz z proszkiem do pieczenia dodajemy stopniowo, dokładnie mieszajac – ciasto powinno mieć konsystencję gęstego naleśnikowego. Na koniec dodajemy obrane i pokrojone na nieduże kawałki jabłka i cynamon, po wymieszaniu wkładamy do natłuszczonej formy ( ja okrągłej , 23 cm średnicy) i pieczemy w 175 C około 40 minut.

Trwają ferie, taki szybki i nie wymagający palcek można sobie zrobić na przykład na podróż. Jest też łatwy do transportu, po pokrojeniu i włożeniu do pojemnika zachowuje kształt i nie kruszy się, można spokojnie zabrać go do auta. O siebie już zadbaliśmy, pora zatroszczyć się o auto, by czas podróży przeszedł nam bezpiecznie. Samochód też ma swoje wymagania, trzeba dbać by jego części nie zużyły się zbyt szybko.

My dbamy o swój organizm odpowiednio go odżywiając, o części mechanizmu auta dbają odpowiednie specyfiki, na przykład takie, jakie można znaleźć na https://www.petrostar.pl/chemia/rewitalizanty/xado . Warto się zabezpieczyć przed podróżą za pomocą  specjalnych środków , by nie było po drodze niespodzianek. A jak przyjdzie nam ochota na coś słodkiego , to możemy upiec sobie na drogę taki prosty i smaczny placek.

 

Ser z dodatkiem kartofli z XVIII-wiecznego przepisu

ser z dodatkiem kartofli
ser z dodatkiem kartofli

Podczas moich kulinarnych podróży często mam okazję próbować serów zagrodowych , zarówno twarogów, które często są wędzone jak i podpuszczkowych. Bardzo lubię sery i szukam stoisk z nimi na róznych festiwalach smaku, by kupić je u źródła. Muszę przyznać, że coraz więcej się dzieje pod tym względem, gdzieniegdzie można znaleźć prawdziwe serowe perełki. Tradycja robienia serów jest w Polsce dość stara, toteż sporo receptur na sery znalazłam w książce  Staropolskie przepisy kulinarne – receptury rozproszone z XVI-XVIII wieku, opracowanej przez Jarosława Dumanowskiego, Dorotę Dias-Lewandowską i Martę Sikorską. O samej książce napiszę innym razem, teraz o przepisie, który mnie zaintrygował – jako mieszkanka Wielkopolski musiałam spróbować sera robionego z dodatkiem pyrek, czyli kartofli lub dla innych ziemniaków 🙂

Postąpiłam według receptury , mając do dyspozycji świeżo zrobiony wiejski twaróg od rodziny znajomej ze wsi. Było go pół kilograma, więc ugotowałam kilka „kartoflów” w mundurkach, obrałam je i po wystudzeniu starłam na tarce o drobnych oczkach. Twaróg był przez jakiś czas w lodówce, postawiłam go więc na talerzu na … garnku z gorącą zupą , by doszedł do temperatury ciała i do takiej samej wystudziłam ziemniaki. Wzięłam objętościowo tyle masy ziemniaczanej ile było twarogu i wszystko dokładnie wymieszałam rękami  w misce, dosypując od siebie nieco czosnku niedźwiedziego , który dostałam podczas wizyty na Podlasiu

Uformowałam z niej dwa krążki, w rękach , masa była niezbyt zwarta i mocno lepiąca się do rąk. W przepisie „dorozumieć się można łatwo” , że sery powinny być solone i suszone. Na szczęście  bywałam na warsztatach serowarskich prowadzonych przez Giena Mientkiewicza i wiedziałam jak to zrobić. Ze sporą tremą, bo tam robiliśmy sery podpuszczkowe, obsypałam je obficie solą kamienną i położyłam na desce, na której z powodzeniem suszyłam przed Gwiazdką sery korycińskie z Podlasia.

Zrozumiałam dosłownie  wskazówkę „przyzwoicie solone” , posoliłam je solidnie i dopiero po trzech godzinach oczyściłam z soli ściereczką… w ich miękką strukturę weszło sporo soli i na końcu okazały się dość mocno słone… Nie zżółkły też tak szybko, jak zapowiadał autor przepisu, po tygodniu suszenia w garażu ( ok 10 C ) wyglądały tak :

Przewracałam je na desce codziennie , odwracając nawet deskę na drugą stronę. Po 10 dniach stwierdziłam, że są już konsystencji podsuszonego sera i rozkroiłam pierwszy . Prócz tego, że był bardzo słony ( nie ekstremalnie, ale dośc mocno), smakował doskonale, podobnie do dobrego, suszonego oscypka , porównanie do parmezanu też możnaby z lekką rezerwą zastosować. Na moim chlebku razowym z czarnuszką w towarzystwie konfitury z żurawiny smakował doskonale, choć wiele na raz go zjeść nie można :

Zrobiłam też z jego dodatkiem sałatkę, z łagodnymi w smaku dodatkami , przepis na nią podam w osobnym wpisie a zdjęcie jest poniżej . Dodałam też nieco pokruszonego do sosu szpinakowo-serowego , świetnie go wzbogacił w smak. Drugi krążek , który się solidnie podsuszył będę używała podobnie do parmezanu. I kolejną porcję zrobię już mniej soląc.

Syty jest faktycznie, jako „czeladź” domowa gotująca , robiąca zakupy i z pomocą domowników sprzątająca z satysfakcją go zajadam. Synowi smakował najbardziej na  kanapce z konfiturą z żurawiny, w sosie szpinakowym doceniła go córka.

Jestem dumna ze swojego eksperymentu, satysfakcji ze zrobienia XVIII-wiecznego sera z książki ze współczesnych produktów nie da się z niczym porównać ! Mam zamiar robić takich eksperymentów więcej, dodaję więc na blogu nową kategorię – Staropolskie przepisy .

Smacznego !

 

Roladki schabowe z mielonym mięsem z indyka

roladki schabowe z mielonym mięsem1
roladki schabowe z mielonym mięsem1

Kotlet schabowy to klasyka polskiej kuchni , jadam go ostatanio jednak bardzo rzadko. Mięsa panierowane coraz mniej mi smakują, wolę schab w ciekawszej wersji. Te roladki schabowe z mielonym mięsem z indyka powstały jako kompromis między zjedzeniem schabu a moją decyzją jedzenia mniej kalorycznie. Zostało mi nieco mięsa  z indyka od dietetycznych pulpecików ( podobnych do tych) więc doprawiłam je suszonymi pomidorami i ziołami , posmarowałam nim rozbite plastry schabu i zwinęłam w roladki. Usmażyłam je na patelni grillowej lekko posmarowanej olejem i jak widziałam miny zajadających je dzieci ( był i syn na obiedzie) to wiedziałam, że to był dobry pomysł .

ROLADKI SCHABOWE Z MIELONYM MIĘSEM Z INDYKA

4-5 plastrów schabu

ok. 100 g mielonego mięsa z indyka

sól, pieprz, majeranek, słodka papryka, zioła prowansalskie , bazylia

kilka suszonych pomidorów z zalewy , nieco oliwy od nich

olej do smażenia

Mięso ze schabu rozbijamy jak na zwykłe kotlety, może trochę cieniej. Doprawiamy solą, pieprzem i majerankiem.

Do mięsa mielonego dodajemy pokrojone drobno suszone pomidory z zalewy wraz z łyżeczką  oliwy od nich, doprawiamy lekko solą, mocniej pieprzem i słodką papryką , ziołami prowansalskimi i bazylią. Tej osatniej miałam świeże listki, ale suszona też może być.

Plastry schabu smarujemy mięsem z z przyprawami , zostawiając wolne boczne brzegi i zawijamy w ciasne roladki. Możemy je spiąć wykałaczkami, ale jeśli ich nie mamy, to wystarczy rozpocząc smażenie od złączenia roladek , wrzucając je na mocno rozgrzaną grillową patelnię, posmarowaną lekko olejem. Potem zmniejszamy moc palnika i smażymy je z każdej strony po kilka minut, dokładnie, tak, by w środku nic nie zostało surowe. Możemy na koniec przykryć je pokrywką po wlaniu odrobiny wody na patelnię, by doszły pod parą .

Te roladki smakują bardzo dobrze na ciepło, ale też na zimno, krojone w plasterki np. na kanapki czy jako przekąska . Suszone pomidory poprawiają nie tylko ich smak ale też i zapach.

Jak je robiłam, to dwa rodzaje surowego mięsa przywołały do kuchni moich specyficznych „pomocników”, czyli koty 🙂 dostają zawsze troszkę , ale bywają dość natrętne… O tym, jak radzić sobie w kuchni przy zwierzakach rozmawiałam ostatanio z koleżanką , która ma psa. Ma podobny problem, stara się w takich przypadkach dawać psu jego karmę, np. kupowaną na https://benkoda.pl/Karmy-dla-psow-c599 i czasem daje się odwrócić jego uwagę .

Natomiast po usmażeniu takich roladek zapach mięsa przywołuje do kuchni dwunożnych domowników i nie muszę już wołać „dzieci na obiad ” 🙂

Smacznego !