II Festiwal Kwiatów Jadalnych – zaproszenie

Jadalne kwiaty to nie tylko ozdoba potraw, to ważny element ich smaku i zapachu. Kto zna kulinarne blogi, ten wie, że od lat do wykorzystywania jadalnych kwiatów w potrawach namawia Gosia z Trochę innej cukierni, autorka książek Kwiatowa uczta i Jadalne kwiaty. Próbowałam i mam nieco kwiatowych przepisów 🙂

Rok temu w ogrodach Hortulus Spectabilis w Dobrzycy na Pomorzu odbył się I Kulinarny Festiwal Kwiatów Jadalnych  . Impreza była tak udana, że w tym roku , 15 i 16 lipca odbędzie się druga edycja. Bieżące informacje na jej temat można śledzić na stronie facebookowej wydarzenia.

W tym roku ja wezmę też udział w festiwalu , prezentując na kiermaszu swoje mieszanki ziołowo-kwiatowe z ogrodu i lasu, w formie herbatek . Opowiem też na scenie jak wykorzystać dary z ogrodu dla poprawy zdrowia i smaku.

Oto garść najważniejszych informacji od organizatorów , które objaśnią, na czy polega Festiwal Kwiatów Jadalnych :

Tradycyjnie podczas festiwalu odbędzie się gotowanie w plenerze ogrodu.
W serwowanych potrawach wystąpią znane, ogrodowe kwiaty jadalne. Pokaz kulinarny
z udziałem zaproszonych kucharzy, połączony będzie z degustacją kwiatowych przysmaków. Na tych, którym zasmakuje kwiatowa kuchnia i zechcą włączyć kwiaty do codziennego jadłospisu, czekają przepisy na wybrane dania.

W tym roku festiwal obfitować będzie również w nowości. Jedną z nich będą zmagania przedstawicieli zachodniopomorskich powiatów w konkursie kulinarnym – Cały ogród na talerzu! Uczestnicy przygotują trzy potrawy konkursowe: przystawkę lub zupę, danie główne oraz deser. Ocenie jury podlegać będą: walory smakowe i estetyczne dania, stopień trudności wykonanej potrawy oraz stopień wykorzystania w niej kwiatów jadalnych. Dodatkowo, wyjątkowym wyróżnieniem dla jednej z grup będzie nagroda publiczności – HIT FESTIWALU.

W tym roku oprócz kulinarnego zastosowania kwiatów, przedstawimy kwiaty w kosmetyce oraz kuchnie kosmetyczną. Dodatkowo swój debiut na festiwalu będzie miała florystyka kulinarna. Przedstawione zostaną propozycje wykorzystania kwiatów do dekoracji potraw oraz stołu.

Po raz pierwszy goście festiwalu będą mogli również obejrzeć Warzywnik kwiatowy – ogród przygotowany specjalnie na to wydarzenie. Warzywnik to prezentacja nowego sposobu wykorzystania ogródka przydomowego i działkowego.

W czasie trwania wydarzenia odbędzie się kiermasz. W bogatym asortymencie stoisk wystawczych, każdy znajdzie coś dla siebie. W sprzedaży pojawią się produkty ekologiczne, tradycyjne i regionalne, aromatyczne miody, kwiatowe przetwory i nalewki, świeże zioła oraz szeroka gama artykułów, nie tylko spożywczych, zawierających kwiaty.

Podczas festiwalu nie zabraknie stosik eksperckich. Zaproszeni goście specjalni, podzielą się swoją wiedzą kulinarną oraz ogrodniczą. Uczestnicy tegorocznej edycji, będą mogli wziąć udział w prelekcjach, zabawach i warsztatach tematycznych.

Zapraszamy 15-16 lipca 2017 r. do Ogrodów Hortulus Spectabilis w Dobrzycy!

Sałatka z młodych pyrek z bobem i kiszonkami

sałatka z młodych pyrek z bobem
sałatka z młodych pyrek z bobem

Kolejne letnie sezonowe warzywo jest już dostępne, więc cieszę się jego smakiem. Sałatka z młodych pyrek z bobem powstala specjalnie po to, by podkreślić jego smak. Młode ziemniaki same w sobie są pyszne w sałatce, dodając bób dobrałam jeszcze odpowiednie zioła a zamiast małosolnych ogórków dorzuciłam świeżo ukiszone różyczki kalafiora w towarzystwie plasterków marchewki. Sok z kiszonego z marchewką kalafiora jest kwasny i orzeźwiający, dałam go nieco do dressingu razem z oliwą. Powstało pyszne danie na kolację, pełne smaków lata.

SAŁATKA Z MŁODYCH ZIEMNIAKÓW Z BOBEM I KISZONYM KALAFIOREM

miseczka ugotowanych ziemniaków (wystudzonych)

1/2 szklanki ugotowanego bobu

kilka różyczek kiszonego kalafiora wraz z marchewką

natka pietruszki, koperek i tymianek

pieprz z młynka

2 łyżki oliwy

łyżka soku z kiszonego kalafiora lub octu albo soku z cytryny

Ziemniaki kroimy na plasterki, dodajemy ostudzony i obrany lub nie bób, różyczki kalafiora i kawałki marchewki, mieszamy . Możemy je zastąpić małosolnymi ogórkami. Polewamy dressingiem z oliwy i czegoś kwaśnego, dodajemy zieleninę – tymianek i koperek, opcjonalnie natkę pietruszki.  Wszystko jest słone, więc posypujemy tylko pieprzem z młynka. Najlepiej smakuje schłodzona w lodówce.

Pyszne danie na letnią kolację, można też zabrać do pracy czy na piknik.

Smacznego !

 

Kiszona botwinka nie tylko na zupę

kiszona botwinka
kiszona botwinka

Wkręciłam się od ponad roku w kiszenie różnych warzyw i bardzo to lubię – zarówno jeść jak i robić. Kiszona botwinka kusiła mnie od dawna, buraczki na kwas do barszczu kiszę już od dawna, ciekawa byłam, jak wypadnie smak zrobionych podobnie młodych buraczków , wraz z łodyżkami i liśćmi.  Dla ciekawszego smaku dorzuciłam nieco pokrojonej marchewki , przyprawy dodałam swoje klasyczne, takie jak do kiszonych czy małosolnych ogórków, czyli czosnek , kwiat kopru zwraz z natką i liście wiśni oraz czarnej porzeczki. Sól kamienna z Ciechocinka przywieziona jesienią teraz doskonale się sprawdza jako baza do solanki. Kiszona botwinka wzbogaciła na stałe mój repertuar kiszonek.

KISZONA BOTWINKA

pęczek botwinki

marchewka

ząbek czosnku, po 2 liście wiśni i czarnej porzeczki

gałązka kopru z kwiatem

solanka : łyżka soli kamiennej na litr wody

Umytą botwinkę pokroiłam na kawałki , mniejsze liście zostawiając w całości. Buraczki cienko obrałam i pokroiłam na plastry, podobnie marchewkę. Ułożyłam wszystko w wyparzonym słoiku dodając przyprawy , liście dałam na spód i na wierzch słoja.

W świeżo zagotowanej wodzie rozpuściłam sól ( łyżka na litr), zalałam nią ostrożnie warzywa, wytarłam brzegi i  zakręciłam słoik suchą nakrętką.

Spróbowałam po 4 dniach, wyszła pyszna. Myślę, że najlepsza będzie po tygodniu , do 10 dni, później być może łodyżki będą miękły i nie będę już takie chrupiące. Smakuje rewelacyjnie, młode buraczki bardzo lubię a kiszenie podnosi jeszcze ich smak i aromat, marchewka też dodała fajnego warzywnego posmaku. Kwas ma gęstość i konsystencję klasycznego kawasu burakowego.

Na razie pochrupałam sobie na surowo, myślę, że to będzie doskonała baza do chłodników – nie trzeba botwinki gotować, da zupie piękny kolor, super smak i efekty chrupania. Jak tylko zrobi się cieplej, to zrobię taki chłodnik , z maślanką lub jogurtem czy kefirem , pokażę na blogu i podzielę się wrażeniami. I nastawię kolejne słoiczki, póki botwinka jest dostępna. Kiszonki to doskonałe źródło witamin i probiotyków, naturalne i warto poświęcić nieco czasu by zrobić dla siebie i najbliższych coś pysznego i zdrowego.

Taką botwinkę można dodać do sałatek ( do świeżego szpinaku mi chyba podpasuje), wzbogacić nią na surowo smak letnich zup na bazie buraczków, klasycznej botwinki czy jakiejś wersji barszczu ukraińskiego.

Smacznego !

Leczo z botwinką i cukinią

leczo z botwinką
leczo z botwinką

Leczo jest jedną z moich ulubionych potraw latem i robię jego różne odmiany, w zależności od tego, jakie sezonowe dodatki mam do dyspozycji. Wczoraj zakisiłam pierwszy raz botwinkę ( niebawem pokażę na blogu) i zostało mi jej trochę. Leczo z botwinką nasunęło mi się więc w naturalny sposób. Dodałam też do klasycznego zestawu młodą marchewkę i dużo ziół – oregano i pietruszka naciowa rosną mi jak szalone. Młoda cukinia jest teraz tak pyszna, że nie oparłam się, by ją też wykorzystać. Botwinka ( same liści z łodyżkami) dopasowała się smakiem do innych składników leczo i wyszło pyszne letnie danie.

LECZO Z BOTWINKĄ I CUKINIĄ

3 cebule

czerwona papryka, albo i dwie

młoda cukinia

pęczek botwinki ( liście i łodyżki)

marchewka

2-3 pomidory

olej do smażenia

po łyżce natki pietruszki, ogerano i bazylii

sól, pieprz, papryka słodka i ostra

Na patelnię z rozgrzanym olejem wrzucamy pokrojoną cebulę, po chwili smażenia dodajemy kawałki papryki i plasterki marchewki , gdy nieco zmiękną – póplasterki cukinii i kawałki botwinki. Dorzucamy pieprz i paprykę, by oddały swój smak podczas smażenia. Na koniec dorzucamy posiekane zioła i pokrojone pomidory- ja ze skórką . Gdy się rozpadną, doprawiamy leczo solą i podajemy z czym lubimy. Ja dziś jadłam je z kaszą orkiszową, można z makaronem czy po prostu z chlebem.

Dla mnie to jeden z ulubionych smaków lata , ciekawe jakie jeszcze dodatki przyjdą mi do głowy.

Smacznego !

 

Sałatka na szpinaku z arbuzem i serami

 

salatka na szpinaku z arbuzem
salatka na szpinaku z arbuzem

Lubię łączyć w sałatkach owoce z warzywami, teraz w sezonie jest sporo możliwości by wykorzystywać różne ciekawe połączenia. Sałatka na szpinaku z arbuzem przyszła mi do głowy, gdy przypomniałam sobie tę ze szpinaku z truskawkami i serem pokazywaną w ubiegłym roku. Teraz pasował mi jeszcze do niej słodki arbuz i kwaśna kiszona rzodkiewka ( to te piękne różowe plastry z jaśniejszą otoczką, dokładniej widać to na dolnym zdjęciu). Tym razem nie wyjeżdżałam nigdzie i nie mam ciekawych serów zagrodowych, dodałam więc zwykłą mozzarellę a dla złamania smaku dorzuciłam jeszcze nieco peccorino romano. Sałatka  wzbogacona jest ziołami prosto z grządki i ziarnami- słonecznikiem i prażonym sezamem. Ocet balsamiczny i oliwa dopełniły smaku.

SAŁATKA NA SZPINAKU Z ARBUZE, TRUSKAWKAMI I SERAMI

garść liści młodego szpinaku

garść truskawek, kawałek arbuza

pół kulki mozzarelli, kilka plasterków peccorino

kilka kiszonych rzodkiewek pokrojonych w plastry

kawałek zielonego ogórka

sól morska, pieprz kolorowy z młynka

łyżka octu balsamicznego i druga oliwy

łyżka pestek słonecznika, łyżeczka prażonego sezamu

po garści listków świeżej mięty, melisy i oregano

Umyty i osuszony szpinak układamy na talerzu lub półmisku, rozrzucamy na nim półplasterki ogórka i porwane plastry mozzarelli, solimy to wszystko. Dorzucamy czerwone i różowe elementy : pokrojone truskawki, arbuza, kiszone rzodkiewki oraz cienkie plasterki peccorino.Posypujemy kolorowym pieprzem z młynka.  Dorzucamy listki mięty, melisy i oregano, skrapiamy octem balsamicznym i oliwą ( kto lubi, może dać więcej). Na koniec posypujemy wszystko pestkami słonecznika i prażonym sezamem. Podajemy najlepiej schłodzoną – można zrobić sałatkę ze składników wyjętych z lodówki, wtedy będzie zimna od razu.

Całość super smakuje, delikatny szpinak, ogórek i owoce plus mozzarella fajnie kontrastują z ostrzejszymi rzodkiewkami i drugim serem oraz pieprzem, ocet balsamiczny podkreśla smak owoców i reszty, pestki dodają chrupkości. Kolejny smak lata, który bardzo polubiłam . Sałatka jest bardzo efektowna w wyglądzie, warto zrobić ją np. dla gości i zaskoczyć niebanalnymi połączeniami owoców, warzyw i serów. Składniki można powymieniać, ważne by pamiętać o kontrastowych połączeniach i dobranych przyprawach.

Smacznego !

 

Leniwe z miętą – lekkie i puszyste

lekkie leniwe z mieta
lekkie leniwe z mieta

Jak jest gorąco to lubię dodawać miętę do wielu potraw, nadaje im lekkości i świeżości. Odmiana klusek czy pierogów – lekkie leniwe z miętą powstała zamiast placuszków z serem i miętą, które bardzo lubimy. Staram się jeść dietetycznie, dlatego jeśli pozwalam sobie na mączne potrawy, to wolę je gotować niż smażyć. Połączenie mięty z białym serem plus jogurt, by było jeszcze lżej bardzo mi smakuje. Do ciasta dodałam nieco mąki krupczatki, by było bardziej puszyste i dodałam wody gazowanej. Sposób gotowania był taki, jak przy „bardzo leniwych pierogach„, czyli ciasto nabierałam łyżką wprost z miski i wrzucałam do garnka, bez turlania wałeczków. Mnie jest tak wygodnie a pierogi są jeszcze bardziej lekkie i puszyste.

LEKKIE LENIWE PIEROGI Z MIĘTĄ I JOGURTEM

kostka twarogu półtłustego
2 jajka
około szklanki  mąki pszennej

tyle samo krupczatki
1/3 szklanki wody gazowanej

1/2 szklanki gęstego jogurtu naturalnego

2-3 gałązki mięty
spora szczypta soli i cukru
Twaróg wkładamy do miski i rozgniatamy drewnianą pałką, ucierając go . Dodajemy jajka, ucieramy dalej. Potemj stopniowo dodajemy mąkę, wodę gazowaną, krupczatkę, jogurt, posiekaną miętę,  sól i cukier, ucierając cały czas. Ciasto powinno być tak gęste, że nabrane na łyżkę trzyma swój kształt.
Zagotowujemy wodę. Możemy z ciasta uformować wałeczki, podsypując mąką i pokroić na zgrabne pierożki. Ale możemy nabierać ciasto dużą łyżką i kłaść bezpośrednio na lekko osolony wrzątek. Gotujemy ok 3 minuty od chwili wypłynięcia, delikatnie mieszając. Wyjmujemy jednego na próbę i przekrawamy – jeśli ciasto w środku jest ugotowane – pierogi są gotowe. Wtedy wyciągamy wszystkie łyżką cedzakową i pozwalamy im odcieknąć na durszlaku.

Można je jeść ze śmietaną, polane stopionym masłem, posypane cukrem , można też z cynamonem czy musem owocowym.  Ja chciałam mieć lekkie i polałam je tylko nieco jogurtem, dublując smaki. Kluski wyszły leciutkie, o świeżym smaku sera wzbogaconym jogurtem. Zdecydowanie bedzie to jeden z moich ulubionych smaków lata.

Smacznego !

 

Relacja z Blog Conference Poznań 2017

Blog Conference Poznań
Blog Conference Poznań

Uwielbiam blogerskie spotkania na żywo a to w Poznaniu jest mi szczególnie bliskie, bo …nie muszę daleko na nie jeździć. W tym roku na Blog Conference Poznań wróciłam dzień wcześniej z kulinarnych wojaży , wieczorem upiekłam ciasto i w sobotę 27 maja ruszyłam pełna entuzjazmu na spotkanie ze znajomymi blogerami, licząc też na nowe znajomości i materiały do doskonalenia włąsnego blogowania.

Gościła nas Sala Ziemi Międzynarodowych Targów Poznańskich, dzięki czemu mieliśmy znacznie więcej przestrzeni niż rok wcześniej. Prócz dyskusji i paneli odbywały się równolegle warsztaty w kilku salach .

Po powitaniu przez organizatorów i władze miasta odbyły się pierwsze prelekcje i warsztaty. Zaczęła Pani swojego czasu, Ola Budzyńska i od tej pierwszej prelekcji zarysował się temat główny blogowej konferencji. Dominowały w tym roku rozmowy o tym, jak zarabiać na blogu prowadząc dodatkowe działania. Ola założyła bloga po to, by zarabiać i prowadzi szkolenia on-line na temat organizacji czasu. Obaliła też mityczne znaczenie zasięgów i statystyk, co mnie znacznie pocieszyło. Następna prelekcja dotyczyła etyki blogowania. Katarzyna Czajka przekonywała, że warto być przyzwoitym blogerem , większośc z tego co mówiła pokrywała się z tym, co robię od początku.

W przerwie spotkałam się ze znajomymi blogerami i tu moje ciasto przydało się bardzo, bo nie było jeszcze konkterów na stoisku spożywczego sponsora imprezy, Lidla. Na targowych leżakach siedliśmy jak na pikniku i wymienialiśmy wiadomości o tym, co się działo od ostatniego blogerskiego spotkania :

 

 

Róznorodność blogowych form ( Instargram, Snapchat, You Tube) wywołały zmiany w nazywaniu tego, co robimy. Słowa „bloger” i ” blogosfera”  przestały wystarczać. O ile „influencer” ( czyli ktoś mający wpływ na bieg rzeczy) da się jeszcze jakoś zaakceptować, o tyle to słowo pojawiające się na panelu lekko mnie wystraszyło. Brzmi moim zdaniem jak jakaś choroba zakaźna i szkoda, że nie było burzy mózgów na temat, jak je zastąpić…

 

Moim zdaniem ta „nowomowa” jest niepotrzebna, można pisać np. o rozszerzonej blogosferze, każdy zrozumie o co chodzi. Tematem następnego panelu, prowadzonego przez mojego ulubieńca, Andrzeja Tucholskiego ( kibicuję jego działaniom od I Blog Forum w Gdańsku , z przyjemnością patrzę, jak się rozwija i słucham jego motywujących prelekcji), była jakość w ( uff !) blogosferze.

Tu jednym z tematów okazał się  aktualny trend do upraszczania przekazu – działanie obrazem, krótkie teksty dostosowane do masowego odbiorcy, by zyskać większy odzew. I tu Jan Favre powiedział coś, co mnie podtrzymało na duchu – pracuje nad tekstem, dba o jakość języka w swoim przekazie i to dla niego jest ważniejsze, niż uleganie najnowszym trendom. Z kolei Michał Górecki podniósł mnie na duchu opowiadając o swojej drodze blogowania i o tym, że zawsze ma jakis blog, na którym pisze.

Na tym panelu siedziałam z przodu i zobaczyłam przed sobą żywo reagującą śmiechem osobę, której twarz znana jest mi z sieci, z facebookowego profilu obserwowanego przeze mnie od niedawna z dużą przyjemnością. Tak, to była sama Janina Daily, a że jakiś czas wcześniej obiecałam jej ciasto …

Miło mi, że „potwierdzoneinfo” o moich ciastach na blogerskie spotkania jest faktem coraz szerzej znanym 🙂 Janina i siedząca obok niej koleżanka zjadły z przyjemnością i pochwaliły, że smakowało. Było czekoladowe, z nutką cynamonu, mięty i jabłek, a jakże 🙂

Na wieczornej imprezie sponsorowanej przez Kompanię Piwowarską udało mi się jeszcze porozmawiać z Janiną i zrobić zdjęcie wspólnie z Dototą Mintą, która wraz z Michałem Bonarowskim częstowała nas pyszną domową nalewką. Siedzieliśmy wokół stołu na leżakach, jak na plaży i rozglądaliśmy się za parawanem 🙂

Podobnie jak Janina mam dystans do własnych rozmiarów i zapewne jest to największe gabarytowo zdjęcie z imprezy 😉 Zauważcie, że  w tle widać foki , ulubione zwierzęta Janiny.

 

Następnego dnia komunikacja mnie nieco zawiodła , więc na słynną prelekcję Janiny o pisaniu w 3D spóźniłam się. Temat jest dla mnie ważny, bo cały czas pracuję nad doskonaleniem pisarskiego warsztatu. Do jednego wniosku doszłam – drugą Janiną nie będę, mój typ humoru jest inny, wolę wzbudzać innego typu emocje. Na razie nie będę wszystkiego zdradzać.

W przerwie spotkałam poznaną rok temu Kasię z Model’s outfit , której od ubiegłego roku powiekszyła się rodzina.Jej Krzysio w wózku był najmłodszym i bardzo grzecznym uczestnikiem Blog Conference Poznań.

 

Nie miałam już ciasta ale drugiego dnia o nasze podniebienia zadbał Lidl, proponując kanapki i desery tradycyjne i nowoczesne.

 

Z prelekcji drugiego dnia najbardziej zapamiętałam tę o prawie dla blogera Wojciecha Wawrzaka, trafiłam też na warsztaty Izy Kozak o skutecznych kampaniach reklamowych . W kuluarach spotkałam Agnieszkę prowadzącą portal skierowany do grupy wiekowej, do której już się zbliżam i być może coś z tego naszego spotkania wyniknie. Dzięki koleżankom z kulinarnej blogosfery poznałam kolejne blogerki, w tym z Poznania i może ożywi się nieco nasza lokalna blogerska grupa. Przy okazji przedstawiania się usłyszałam od Tysi , że jestem trochę jak blogowa mama, dbam o młodsze koleżanki, piekę dla nich ciasto , interesuję się ich dziećmi…. Miłe to było bardzo.

Z blogerskich konferencji skorzystałam sporo , powoli wdrażam zmiany w swoim blogowaniu, ale te spotkania towarzystkie, rozmowy z  blogowymi przyjaciółmi, budowanie nowych relacji są dla mnie najważniejsze. I za to dziękuję organizatorom, Zuchowi, Marcinowi Perfuńskiemu, niezmordowanie fotografującemu Bartkowi Pussakowi i wszystkim miłym wolontariuszom ułatwiającym nam pobyt na konferencji.

Do zobaczenia następnym razem 🙂

 

 

 

Woda ziołowa z truskawkami i ogórkiem

woda ziołowa z truskawkami i ogórkiem
woda ziołowa z truskawkami i ogórkiem

Lato nieśmiało puka do naszych drzwi, trafiło się  już kilka dni, o których można powiedzieć, że było gorąco. Pić się chce nie tylko podczas upałów, dobre nawadnianie organizmu jest ważne dla każdego i o każdej porze roku. Teraz , gdy zaczyna się sezon na świeże , dojrzałe w naturalny sposób owoce woda ziołowa z truskawkami i ogórkiem to doskonały sposób na ugaszenie pragnienia i dostarczenie nam odpowiedniej ilości płynów.

Truskawki z miętą to jedno z moich ulubionych połączeń. Kilka plasterków zielonego ogóka doda naszej wodzie smakowej świeżości. Zamiast plasterka cytryny, używanej w sezonie zimowym i wiosenno-jesiennym dorzucam listki zielonej melisy. Połączenie tych smaków jest bardzo harmonijne i najważniejsze – nie potrzeba dodawać cukru, by napój był smaczny. A przecież eliminacja cukru jest bardzo ważna w każdej niemal diecie i dla wszystkich osób dbających o zdrowy sposób żywienia.

WODA SMAKOWA Z TRUSKAWKAMI, OGÓRKIEM , MELISĄ I MIĘTĄ

kilka pokrojonych dowolnie truskawek

kilka plastrów zielonego ogórka ( obranych lub nie, jak lubicie)

2-3 gałązki świeżej mięty

kilka listków melisy ( też najlepiej świeżej)

woda, mineralna, filtrowana lub prosto z kranu tam, gdzie można tak ją pić

Pokrojone na kawałki owoce i ogórek w plasterkach  wrzucamy do dzbanka, dodajemy lekko zgniecione ( by wydobyć aromat) gałązki mięty i listki melisy, zalewamy wszystko zimną wodą. Najlepiej poczekać co najmniej kilkanaście minut , by smaki się wydobyły i przeszły do wody. Można dzbanek uzupełniać przez jakiś czas tylko wodą, bo smaki się koncentrują i spokojnie dadzą się rozpuścić.

Ja bardzo rzadko kupuję soki w kartonach, mimo różnych zapewnień o ich naturalności, jest w nich sporo cukru, którego teraz staram się unikać. Rozmawiałam o tym ostatnio ze znajomymi, poruszaliśmy też inne problemy, takie jak korzystanie z usług tkwindykacja.com .

Wody smakowe z dodatkiem ziół to najlepszy sposób na zaspakajanie pragnienia latem, korzystajmy z lata i świeżych owoców na wszystkie sposoby.

Smacznego !

Sałatka z truskawkami i mozzarellą

sałatka z truskawkami i mozzarellą
sałatka z truskawkami i mozzarellą

Wyrosła ma na grządce sałata, której smak jest nieporónywalny z tą kupioną w sklepie czy nawet na straganie. Robię na jej bazie różne sałatki , dodając aromatyczny ocet mniszkowy , zrobiony już w tym roku. Sałatka z truskawkami i mozzarellą przyszła mi do głowy po nabyciu kobiałki truskawek do deserów. Pasują mi one też do delikatnej, letniej sałaty a różne sery, czy to ostrzejsze kantrastowo w smaku czy też łagodne też są znakomitym dodatkiem . Zamiast bazylii dorzuciłam miętę , uwielbiam połączenie jej smaku z truskawakami.

Łagodne smaki trzeba było czymś zaakcentować, na koniec posypałam więc sałatkę pieprzem z młynka, czarnym, ale kolorowy też się nieźle spisze.

SAŁATKA Z TRUSKAWKAMI I MOZZARELLĄ

Główka sałaty ( miałam masłową, delikatną)

kulka mozzarelli

kubek truskawek

garśc liści mięty

sól, pieprz z młynka ( czarny lub kolorowy)

ocet mniszkowy ( moze być też jabłkowy, winny czy balsamiczny) – łyżka

dobry olej lub oliwa ( łyżka)

Umyte i osuszone liście sałaty układam na talerzu, lekko solę. Na nich kładę pokrojone na pół plastry mozzarelli i połówki truskawek. Dorzucam listki mięty, skrapiam octem i olejem, na koniec posypuję wszystko pieprzem z młynka. Sałatka doskonale smakuje oziębiona, dobrze więc ją wstawić do lodówki na pół godziny, ale podana od razu też  jest dobra.

Uwielbiam tę porę roku, kiedy można rozkoszować się świeżymi owocami i zieleniną i kombinować z nich różne sałatki. Sprzyja to też zdrowemu trybowi życia , a jeszcze jak założymy np. buty nike i pobiegamy, to nasze wysiłki kulinarne zaprocentują jeszcze bardziej.

Truskawki w deserach to letnia klasyka, ale w sałatkach na wytrawnie też doskonale się spisują , korzystajmy z sezonu na różne sposoby.

Smacznego !

Szparagi z grilla z dzikim sosem

szparagi z grilla z dzikim sosem
szparagi z grilla z dzikim sosem

Lubie grillować i staram się , by produkty na grilla były urozmaicone. W sezonie na „złoto Wielkopolski” szparagi z grilla są obowiązkowe. Ostatnio urozmaiciłam ich smak efektami…pielenia grządki. Wyrosło mi sporo młodej lebiody ( zwanej też komosą albo po ludowemu faćką) , pojawiła się też gwiazdnica, czosnaczek, podagrycznik też się rozrasta i atakuje grządki z ziołami. Wyrwałam to wszystko i zamiast wyrzucić , przesmażyłam na oleju z czosnkiem . Do szparagów to był ciekawy dodatek.

SZPARAGI Z GRILLA Z DZIKIM SOSEM

Pęczek mieszanych szparagów ( białe i zielone)

miseczka jadalnych chwastów ( młoda lebioda, podagrycznik, gwiazdnica, kilka liści czosnaczka)

2 ząbki czosnku

olej tłoczony na zimno

sól, pieprz , gałka muszkatołowa

Jeśli szparagi są świeże, odłamujemy tylko zdrewniałe końcówki, jeśli białe wymagają obrania, to to robimy. Wrzucamy na grilla lub patelnie grillową posmarowaną cienko olejem i grillujemy po kilka minut z każdej strony. Staramy się, by szparagi grillować tak, by stawiały opór przy jedzeniu, takie al dente zdecydowanie lepiej smakują.

Jadalne chwasty po odcięciu korzeni płuczemy dokładnie w kilku wodach, osuszamy. Wrzucamy na rozgrzany olej w towarzystwie pokrojonego czosnku i krótko smażymy, by zmiękły. doprawiamy solą, pieprzem i lekko gałką muszkatołową, która jest dobrym dodatkiem zarówno do szpinaku jak i do smakującej podobnie zieleniny.

Powstałym w ten sposób sosem polewamy zdjęte z grilla lub patelni szparagi. One same w sobie ugrillowane doskonale smakują a delikatny sos z wyrazistym czosnkiem dodaje im charakteru.

Sezon spożywania posiłków w ogrodzie w tym roku ze względu na zimno zaczął się późno. Nie zdązyliśmy przejrzeć wszystkich sprzętów, może to i owo bedzie wymagało naprawy i trzeba będzie skorzystać z czegoś, co widziałam na kristal.net.pl . Przed nami najdłuzsze dni w roku, oby pogoda nam dopisała.

Szparagi już się kończą, w wersji pieczonej czy z grilla smakują mi najbardziej, moze jeszcze zrobię porcję czy dwie w tym roku.

Smacznego !