Archiwa tagu: ziemniaki

Plincki z cukinią

plincki z cukinią

 

Plincki albo plędze to nic innego jak placki ziemniaczane nazywane tak w poznańskiej gwarze. Teraz  ziemniaki są najlepsze na wszelkiego rodzaju kluski i placki, korzystam więc póki mogę. A cukinię dodają do nich między innymi panie z pobliskiego Koła Gospodyń, u których rok temu robiliśmy Święto Pyry. Strzegą swojego przepisu, ale ja po prostu w cieście część ziemniaków zastąpiłam startą cukinią i uzyskałam bardzo zadowalający efekt.

 

PLACKI ZIEMNIACZANE Z CUKINIĄ

1kg ziemniaków

średnia cukinia
duża cebula
2 jajka
3 łyżki mąki ziemniaczanej
niecała szklanka mąki pszennej
sól
olej do smażenia
Ziemniaki ścieramy na drobnej tarce lub partiami traktujemy blenderem. Cukinię bez pestek i cebulę ścieramy też na drobnej tarce, łączymy z ziemniakami, wbijamy jajka, dodajemy mąkę ziemniaczaną i tyle mąki pszennej, aby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany. Solimy do smaku. Smażymy na rozgrzanym oleju, kładąc łyżką owalne placuszki ( 3-4 na patelnię) i rozpłaszczając je, z obu stron na rumiano. Podajemy z cukrem lub z kwaśną śmietaną. Można je też podać z leczo lub gulaszem i to już będzie prawdziwa uczta.

Te z cukinią wyszły pulchniejsze niż klasyczne . Bardzo wszystkim smakowały i polecam póki sezon na ziemniaki jest najlepszy.

Smacznego !

 

plincki z cukinią1

Szare kluski inaczej

 

Wielkopolskie szare kluski ziemniaczane to lokalny przysmak. Przygotowywane z tartych surowych ziemniaków z dodatkiem mąki opisywała w „Opium w rosole” Małgorzata Musierowicz. Mieszkańcy innych regionów kiedy są w Pyrlandii, koniecznie chcą ich spróbować.  Robiłam je na wizytę Agi i Oczka, ostatnio, dla znajomych córki ze Śląska i reszty ich paczki gotowałam je w czterech garnkach naraz ! Ich nazwa pochodzi od koloru, który nabywają z powodu utlenienia surowych tartych ziemniaków. Zwane są też „kluchami na pyrach”.

Dla nas to jest danie odświętne, robimy je przeważnie w soboty, kiedy wszyscy możemy usiąść razem do obiadu i delektować się ich smakiem, koniecznie w towarzystwie skwarek z wędzonki i gotowanej kiszonej kapusty. Ja znam je z rodzinnego domu, bo na Kujawach Zachodnich graniczących z Wielkopolską to danie również jest lubiane.

Tym razem zrobiłam je nieco inaczej , bo z poprzedniego dnia zostało mi ugotowanych ziemniaków z obiadu i chciałam je wykorzystać. Z ugotowanych i surowych ziemniaków robi się ciasto na kartacze, tyle, że bez mąki i ciekawa byłam takiego smaku. Wyszły bardziej delikatne, a przepis na klasyczne znajdziecie tutaj .

 

SZARE KLUSKI Z DODATKIEM GOTOWANYCH ZIEMNIAKÓW

 

Ok. 2 kg ziemniaków surowych
2-3 szklanki mąki

ok. 1/2 kg ziemniaków ugotowanych

1 jajko

Ugotowana z przyprawami kiszona kapusta

kawałek wędzonego boczku

cebula

Zwykle ziemniaki do szarych klusek trze się na drobnej tarce i odcedza sok. Ja, żeby to sobie ułatwić przepuszczam obrane i pokrojone ziemniaki  przez sokowirówkę, sok gromadzę w misce a pulpę pozostałą po wyciśnięciu soku dodaję później. Tym razem dodałam do pulpy przeciśnięte przez praskę ziemniaki ugotowane.

Procedura przygotowania jest następująca : Sok, który wyciekł z ziemniaków odstawiamy, żeby na dnie ustała się skrobia. Mniej więcej połowę odlewamy a to, co zostało mieszamy z osadzoną na dnie skrobią. Dodajemy ziemniaczaną pulpę, gotowane ziemniaki, jajko i mąki do konsystencji bardzo gęstej śmietany. Nie solimy – najlepiej dopiero na talerzu. Gotujemy duży garnek wrzątku  a ziemniaczane ciasto wykładamy na płaski talerz lub polaną wrzątkiem deskę. Przy pomocy noża zsuwamy niewielkie podłużne kluseczki wprost do garnka. Urosną.

Gotujemy kilka minut od wypłynięcia. najlepiej dla próby wyłowić kluskę i przekroiwszy sprawdzić, czy nie ma w środku surowego ciasta.  Solimy najlepiej po odcedzeniu, wtedy nie twardnieją.

Podajemy z ugotowaną z zielem angielskim , listkiem laurowym i pieprzem kiszoną kapustą. Wędzony boczek kroimy w kostkę, wytapiamy na skwarki dodając pokrojoną drobno cebulę, którą przesmażamy razem z boczkiem. Polewamy nim kluski .

Gdy w domu jest najstarsza Córka, robię wersję wegańską – bez jajka, za to z łyżką oliwy do ciasta i zamiast skwarek- cebulkę  przesmażona na oleju.

Kluski z dodatkiem gotowanych ziemniaków wyszły delikatniejsze niż zwykle i bardzo smaczne. Będę powtarzała taką wersję. Polecam wszystkim to tradycyjne wielkopolskie danie – smak szarych klusek jest niezapomniany.

Smacznego !

 

Placki ziemniaczane kresowe

 

Kiedy w konkursie u Olgi Smile  wygrałam robot, jednym z głównych jego przeznaczeń miało być tarcie ziemniaków na placki. Okazało się , że nie ma on najdrobniejszej tarki i ziemniaki z niego wychodzą w postaci drobnych pasków. Zaczęłam robić je z córką i ona stwierdziła, że takie nie mogą być i po staremu przepuściłyśmy pyry przez sokowirówkę i połączyłyśmy pulpę z sokiem.

Jakiś czas później byłam na warsztatach Winiar i jadłam tam placki ziemniaczane szefa kuchni Nestle.  Były z wiórkowanych ziemniaków ! Szef kuchni wyjaśnił mi, że placki ziemniaczane z pulpy robi się w centralnej Polsce, a na Kresach podstawą ciasta są takie właśnie  utarte na wiórki ziemniaki.  Teraz więc postanowiłam takie wypróbować. Starsza Córa objaśniła mi, że do takiego wiórkowanego ciasta trzeba dodać  mąki ziemniaczanej , żeby się lepiej kleiło.

 

PLACKI Z ZIEMNIACZANYCH WIÓRKÓW

Ok. 2 kg ziemniaków

Duża cebula

2 jajka

Ok. 2 szklanek mąki

2 łyżki mąki ziemniaczanej

Sól, majeranek

Olej do smażenia

Obrane ziemniaki przy pomocy robota starłam na wiórki , dodałam drobno startą w blenderze cebulę . Wymieszałam to  w misce, wbijam jajka, dodałam mąkę zwykłą i ziemniaczaną i zmieszałam – ciasto powinno mieć konsystencję gęstego naleśnikowego. Dosypałam majeranek  i  dosoliłam do smaku.

Smażyłam placki na cienkiej warstwie oleju moją metodą – najpierw pod pokrywką , jak się ścięły, odwracałam i dosmażałam bez przykrycia. Odsączałam na papierowych ręcznikach.

Wyszło sporo, ale ich amatorów u nas nie brakuje. Opinie Rodzinki były mieszane – córka i mąż wola tradycyjne, Weganka, która dostała wersję baz jajek, z dodatkiem oliwy i syn opowiedzieli się za nową metodą. Mnie smakują i takie i takie.

A do robota poszukam przystawki z drobną tarką 🙂

Smacznego !

 

Święto pyry wielkopolskich blogerów kulinarnych

Wielkopolska nie bez powodu nazywana jest Pyrlandią. Pyra, zwana gdzie indziej ziemniakiem lub kartoflem jest tutaj spożywana chętnie i pod różnymi postaciami. A we wrześniu i październiku organizowane są lokalne Święta Pyry, gdzie na stoiskach można spróbować między innymi placków ziemniaczanych zwanych tu plinckami lub plędzami.

Niedawno od znajomych usłyszałam , że takie plędze można będzie  spróbować  na dożynkach w pobliskiej wiosce, Wargowie ( ok. 20 km od Poznania w kierunku na Piłę). Smażą je panie z miejscowego Koła Gospodyń. Nazywają je plędzami wargowskimi a receptura, z pewnym składnikiem dodającym im pulchności jest lokalną tajemnicą. Nie są jeszcze wpisane do produktów regionalnych, ale niedługo może tak się stanie. Spróbowałam ich- są przepyszne, pulchne i delikatne.

Szefowa koła i jednocześnie sołtys Wargowa, pani Irena Magdziarek jest osobą niezmiernie życzliwą i otwartą . Pomyślałam więc, że możemy w naszej grupie Wielkopolskich Blogerów Kulinarnych  zrobić sobie w Wargowie Święto Pyry, proponując od siebie pyry pieczone w piekarniku z oliwą i ziołami oraz sosy do plędzów  i pieczonych ziemniaków. Panie mają świetnie wyposażoną kuchnię i salę biesiadną, można było zrobić spotkanie ze wspólnym gotowaniem.

W sobotę 22 września  niezbyt liczna ale silna duchem grupa blogerek przyjechała z Poznania do Wargowa. Jak zwykle na spotkania przywiozłyśmy swoje ciasto do kawy i od tego się zaczęło. Pani Irenka opowiedziała nam o kole, plackach i problemach z doprowadzeniem zrujnowanego budynku dawnej ochronki do kwitnącej siedziby Koła, nawet z kilkoma pokojami gościnnymi i plenerowym zapleczem do grillowania. Ja opowiedziałam o naszej grupie i rozmawialiśmy nie tylko o jedzeniu przy ciastach. Karmel-itka przywiozła pyszny sernik bez sera, Ewelina krajankę dyniową z orzechami, Kasia muf finki, Karolina placek ze śliwkami a ja szarlotkę i placek marchewkowo-gruszkowy z mikrofalówki, przełożony gęstym jogurtem z mascarpone, który spotkał się za sporym zaciekawieniem. Zrobiłam dwa, bo Gruszka z fartuszka jechała wprost z Warszawy i ledwo zdążyła się przesiąść w Poznaniu ! Popijaliśmy też napój jabłkowo-miętowy z moich ogrodowych plonów.

 

Ziemniaki się piekły, przystąpiłyśmy do robienia sosów – na ciepło leczo z dodatkiem suszonych pomidorów i świeżej bazylii, na zimno salsę, tzatziki  ze świeżą miętą i sos czosnkowy – te ostatnie robiłyśmy na sali na oczach pan z Koła, niczym gwiazdy programów kulinarnych 🙂

 

Gdy sosy były gotowe, nasze gospodynie zaczęły robić  plędze przy naszej asyście. Szło im to niezwykle sprawnie i błyskawicznie, zasiedliśmy więc do jedzenia pieczonych w ziołach ziemniaczków i plędzów  z naszymi sosami. To była prawdziwa uczta ! Mnie najbardziej smakowały placki z leczo, a nasze pieczone ziemniaki najchętniej były zjadane z tzatzikami. Wydrukowałam dla pań wszystkie przepisy, łącznie z moim domowym keczupem ze śliwkami, który przywiozłam już gotowy. Przepis na  pieczone pyry musiałyśmy podyktować, bo panie już je planowały na niedzielny obiad.

Plędzów  wciąż przybywało, nie nadążaliśmy jeść, chociaż bardzo się staraliśmy ( zwłaszcza mój syn który mi pomagał jako kierowca). Na strawienie znalazła się nawet butelka wiśniówki.

Rozstaliśmy się więc w miłych nastrojach i z obietnicą ponownego spotkania zimą.

Dziękuję bardzo paniom z Wargowskiego Koła Gospodyń za gościnę i sympatyczną atmosferę a koleżankom z grupy za przybycie i zrobienie sosów. Kolejne udane spotkanie za nami, tylko tak dalej !

Placki ziemniaczane z kurczakowym leczo

Placki ziemniaczane prezentowałam już na moim blogu, ale to było dawno i teraz nieco wzbogaciłam przepis. Poza tym zrobiłam do nich leczo a kurczakiem. Teraz ziemniaki, już nie takie młode, ale świeże, są najlepsze na placki i kluski – przepis więc na pewno się przyda.

W Wielkopolsce placki ziemniaczane nazywane są plinckami. Organizowane są teraz Święta Pyry , gdzie można je zjeść ze straganów, bywają też stałym składnikiem kiermaszów po dożynkach. Ja jadłam niedawno plincki na dożynkach w pobliskiej wsi i jak wszystko dobrze pójdzie, to w towarzystwie blogerek z wielkopolskiej grupy będą smażyć razem z paniami z Koła Gospodyń słynne w naszej okolicy plincki wargowiecke, z pewnym tajnym składnikiem. Jeśli jest jakiś bloger wielkopolski, który nie zna jeszcze naszej grupy, to proszę o kontakt i zapraszam na smażenie plincków do Wargowa w sobotę 22 września. A teraz przepis na moje, ziołowe.

PLACKI ZIEMNIACZANE ZIOŁOWE Z KURCZAKOWYM LECZO

Placki :

Ok. 2 kg ziemniaków

Duża cebula

2 jajka

Ok. 2 szklanek mąki

Sól, majeranek, tymianek, oregano

Olej do smażenia

Ja sobie ułatwiam pracę i zamiast trzeć ziemniaki na drobnej tarce, przepuszczam je wraz z cebulą przez sokowirówkę i wykorzystują i sok i pulpę. Mieszam je w misce, wbijam jajka, dodaję mąkę i mieszam – ciasto powinno mieć konsystencję gęstego naleśnikowego. Tym razem dosypałam zioła i oczywiście dosoliłam do smaku.

Smażyłam placki na cienkiej warstwie oleju moją metodą – najpierw pod pokrywką , jak się ścięły, odwracałam i dosmażałam bez przykrycia. Odsączałam na papierowych ręcznikach.

Z tej porcji wyszło mi około 30 placków, z czego lwią część zjadł mój syn, wielki amator potraw z ziemniaków.

Część zjedliśmy z naturalnym jogurtem i cukrem, ale najbardziej smakowały nam w towarzystwie leczo z kurczaka.

LECZO Z KURCZAKIEM DO ZIEMNIACZNYCH PLACKÓW

4 podudzia z kurczaka

Duża cebula

2 kolorowe papryki

4 pomidory

Sól, pieprz kolorowy, papryka wędzona, świeża bazylia

Olej do smażenia

Na oleju podsmażyłam kurczaka w towarzystwie cebuli i poddusiłam trochę. Potem dodałam pokrojoną paprykę i przyprawy, gdy wszystko było prawie miękkie, wrzuciłam pokrojone pomidory i listki bazylii. Dusiłam aż pomidory się rozpadły. Mięso obrałam i pokroiłam na kawałki.

Wprawdzie to nie były placki po węgiersku, ale kurczakowi leczo pasowało do ziemniaczanych placków znakomicie.

Smacznego !

Przypominam, że zbieram na indeks dla Kacpra w ramach Akademii Przyszlości. Szczegoły we wpisie z 3 wrzesnia. Widget do wpłat jest z boku bloga 🙂

Kopytka z sosem mięsnym

Rzadko zdarza się u nas, ze zostaną ziemniaki z obiadu ( moi Panowie to typowe poznańskie Pyry), wykorzystałam więc jedną z takich okazji, żeby zrobić kopytka. Tym razem zrobiłam do nich sos z mielonego mięsa, taki, jak do spaghetti. Jako dodatek  była pasująca do kopytek biała zasmażana kapusta.

 

KOPYTKA Z SOSEM MIĘSNYM

kopytka :

ok 1/2 kg ugotowanych ziemniaków

2, 5 szklanki mąki

2 jajka

ok. 3/4 szklanki wody

sól do smaku

Ziemniaki rozgniotłam ugniataczką. Wbiłam do nich  jajka i mieszając dodawałam  mąkę na zmianę z wodą , dosoliłam do smaku. Masa musi być dość gęsta, tak, żeby dała się uformować w wałeczki.

Nabierałam po sporym kawałku masy i na dużej omączonej desce formowałam owalne wałeczki o średnicy 4-5 cm. Potem, prosto z deski, odcinałam 1, 5 centymetrowe plasterki i wrzucałam je prosto do garnka z wrzącą wodą. Gotowałam kilka minut od wypłynięcia – sprawdziłam przekrawając, czy są dobrze ugotowane. Odcedziłam.

 

sos

ok. 400 g mielonego mięsa

duża cebula

3/4 szklanki przecieru pomidorowego

sól, pieprz, papryka słodka

bazylia, tymianek

olej do smażenia

Na niewielkiej ilości oleju podsmażyłam pokrojoną drobno cebule, dodałam mięso, przyprawy oprócz ziół i smażyłam, aż zmiękło. Dodałam przecier pomidorowy, pogotowałam trochę, żeby sos odparował, dodając zioła.

Sosem polałam kopytka i podałam z zasmażaną biała kapustą, taką, jak tutaj :

Sos mięsny dobrze się komponował z kopytkami i kapustą.

Smacznego !

 

Kugel ziemniaczany

 

 

Jako, że jestem mieszkanką Pyrlandii ( dla niezorientowanych – Wielkopolska, kraina pyry, czyli ziemniaka), wybrałam w ramach festiwalu Żydowskie Smaki klasyczny kugel ziemniaczany. Jadłam kiedyś taki w restauracji żydowskiej w Krakowie i bardzo mi smakował. Spytałam kelnera o recepturę, wyjaśnił mi oględnie, ale zapamiętałam tyle, co potrzeba. Dokładny przepis mam z książki „La cuisine des Juifs Polonais”, ale w niej nie było wyjaśnione co zrobić z cebulą… Ot, takie niedopatrzenie. A ja z rozmowy z kelnerem zapamiętałam, że dodaje się przysmażoną cebulę i tak też zrobiłam.

Przepis był na 1,5 kg ziemniaków i trzy jajka, ja na naszą dużą rodzinę amatorów ziemniaczanych dań zrobiłam z dwóch kilogramów i czterech jajek, rozłożyłam ciasto na dużej płaskiej blasze, takiej , na której robię pizzę. I udało się, choć  miałam trochę tremy…

 

KUGEL ZIEMNIACZANY

 

2 kg ziemniaków, obranych i drobno startych

4 jajka

2 cebule

20 dkg macy

sól, pieprz do smaku

oliwa do przysmażenia cebuli i wysmarowania formy

Ziemniaki trzeba zetrzeć na drobnej tarce, ja przepuściłam je przez sokowirówkę, po czy dodałam sok z powrotem, bo jest on potrzebny. Macę namoczyłam, odcisnęłam i rozdrobniłam. Drobno pokrojoną cebulę przysmażyłam na oliwie. Żółtka oddzieliłam od białek, dodałam je do ziemniaczano-macowej masy z cebulą, białka ubiłam, wymieszałam delikatnie, doprawiłam solą i pieprzem.

Czy ten przepis, może z wyjątkiem macy, nie przypomina Wam babki ziemniaczanej z Polski Wschodniej ? To kolejny dowód na przenikanie się kultury kulinarnej !

Masa okazała się dość gęsta, rozłożyłam ją na dużej płaskiej blasze , w której robię pizzę, upiekłam w 180 C około pół godziny, potem przełączyłam na górną grzałkę , podniosłam temperaturę do 200 C i przez około 10 min dopiekłam górę na złoto i chrupiąco.

Wczoraj już pokazałam kawałek do grillowanego kurczaka, bo właśnie do drobiu jest polecany ziemniaczany kugel. Nam bardzo smakował, moje domowe  poznańskie Pyry były wręcz zachwycone i poprosiły o częste powtórki.Smacznego !

A dziś we Wrocławiu zaczyna się Festiwal Kultury Żydowskiej SIMCHA

Będą pogadanki o żydowskim jedzeniu i warsztaty kulinarne. Miałam na nich być, ale kłopoty ze zdrowiem pokrzyżowały moje plany… Szkoda mi, bo kuchnię żydowską bardzo lubię.

 

 

Zielona babka ziemniaczana i oda do Pyry

Święta pyro, co w radlonkach
Nam roztaczasz łętów czar,
Nie da rady tobie stonka,
Nie wypali słońca żar.
Nie wygnijesz w środku gleby,
Gdy cię dorwie wielki deszcz,
Do wykopków trwasz ażeby,
Wiara mogła ciebie jeść.
Pyra w mączce, plyndzach, frytkach
I w mundurkach (a z nią gzik),
Luzem, w siatkach, albo w tytkach,
W butli na niejeden łyk.
Wstańcie, Wiara, wstańcie wszędzie,
Radzę zapamiętać wam,
Tak w Pyrlandii jest i będzie
Pyra niesie radość nam!


Taką odę do Pyry znalazłam na stronie internetowej poświęconej Dniom Pyrlandii, które to odbywały się w Poznaniu w ubiegły weekend. Niestety, ja byłam na rodzinnym spotkaniu w innym rejonie Polski i omninęły mnie te atrakcje, z różnorodnymi potrawami z ziemniaków na czele.
Ale postanowilam uczcić , choć z opóźnieniem Dni Pyrlandii i zrobić coś, na co miałam od dawna ochotę – zieloną babkę ziemniaczaną, na którą przepis znlazłam w Kuchni Regionalnej Wielkopolskiej. To babka ziemniaczana z dodatkiem szpinaku.

ZIELONA BABKA ZIEMNIACZANA

0k. 1, 5 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach
2 jajka
1/3 kostki masła
cebula
1/2 kg szpinaku ( u mnie mrożony)
sól, pieprz, gałka muszkatołowa, majeranek
Ziemniaki obieramy i przepuszczamy przez maszynkę lub rozgniatamy praską do ziemniaków. Jeśli dajemy szpinak świeży, należy go ugotować i rozdrobnić. Cebulę drobno pokrojoną smażymy na łyżce masła.
Do miękkiego masła dodajemy ucierając po jednym jajku, potem masę ziemniaczną i szpinak. Doprawiamy do smaku. Nakładamy do formy babkowej, najlepiej takiej z kominkiem, natłuszczonej i wysypanej tartą bułką. Pieczemy w 175 C około 45 mniut. A może lepiej i dłużej, bo choć patyczek był suchy i babka odchodziła od brzegów, to nie chciała mi ładnie wyjśc z formy, mimo, że studziłam ją owiniętą w mokrą ściereczkę. Stąd na zdjęciu u góry tylko fragmenty – cała poniżej, przed wyjęciem z formy.
W książce polecają tę babkę do mięsa z sosem, a dla nas jest artakcją sama w sobie, więc zrobiłam do niej sos czosnkowy – zasmażka rozprowadzona bulionem, na przesmażonych dwoch ząbkach czosnku, taki na ciepło.
Na razie próbowałam tylko ja i córcia, reszta rodziny w drodze, będą mieli niespodziankę. Aha, zrobiłam z części wersję wegańską, bez jajek i na oleju .
Smacznego !

I na koniec – sezon ziemniaczany w pełni, teraz wychodzą najlepsze placki, kluski, babki ziemniaczane, może by zrobić ziemniaczaną akcję ?
Co Wy na to ? Pomysłów na pewno nie zbraknie. Czekam na Wasze opinie.

Plincki klasyczne i z dynią

Plincki to nic innego, jak placki ziemniaczane a mówi sie tak na nie w krainie pyry, czyli Wielkopolsce. Wstyd przyznać, ale robiłam je pierwszy raz… A to dlatego, że jako dziecko ich nie lubiłam i długo trwało, zanim się do nich przekonałam. Teraz, w tygodniu gotowania po polsku, sięgnęłam po Kuchnię Polską Regionalną, z Wielkopolski właśnie i znalazłam tam dobry przepis na to lubiane tu bardzo i popularne danie. Robiłam z pewną tremą, bo głównym jurorem był mój mąż, Poznaniak z urodzenia.
Miałam też w domu nieco puree z dyni ( pewnie domyślacie się dlaczego – efekt pokażę niebawem) i zainspirowana pomarańczowymi plackami ziemniaczanymi 
Azzahar
postanowiłam spróbować placuszków z dodatkiem dyniowego puree. Część ziemniaczanej pulpy zastąpiłam dynią , nie dodałam pieprzu i majeranku, podałam posypane cukrem. To te na górnym zdjęciu. Pora na właściwy przepis:

PLACKI ZIEMNIACZANE ( PLINCKI)

1, 5 kg ziemniaków
duża cebula
1 jajko
3 łyżki mąki ziemniaczanej
niecała szklanka mąki pszennej
sól, pieprz, opcjonalnie – majeranek
olej do smażenia
Ziemniaki ścieramy na drobnej tarce lub przepuszczamy przez sokowirówkę, łączcąc sok z ziemniaczana pulpą. Cebulę ścieramy też na drobnej tarce, łączymy z ziemniakami, wbijamy jajko, dodajemy mąkę ziemniaczaną i tyle mąki pszennej, aby ciasto miało konsystencję gęstej śmietany. Solimy i pieprzymy do smaku, ja dodałam jeszcze majeranek, bo mi pasował. Smażymy na rozgrzanym oleju, kładąc łyżką owalne placuszki ( 3-4 na patelnię) i rozpłaszczając je, z obu stron na rumiano. Podajemy z cukrem lub z kwaśną śmietaną albo jogurtem ( ja dosypałam koperku). Można je też podać z sosem mięsnym albo gulaszem – wtedy mamy wersję lux.
Moim domowym ” Poznańskim Pyrom” smakowały bardzo. Smacznego!

Plincki dodaję do akcji „Gotujemy po polsku” pod patronatem strony

Z pierwszego tłoczenia

Pyry z gzikiem


Jako mieszkanka Pyrlandii mam obowiazek wziąć udział w zabawie Olgi, pod nazwą ziemniaczany sezon. To danie, nazwane po poznańsku pyrami z gzikiem, to jedna z najprostszych i najpopularniejszych tutaj potraw. Gorące ziemniaki, gotowane w mundurkach, z dodatkiem masła i soli, oraz zimny twarożek  goszczą w niektórych domach niemal w każdy piątek. Proste to a jakie smaczne – pod warunkiem, że zrobi się dobry twarożek. a co gospodyni, to inny przepis. Podaję praktykowany przeze mnie:

PYRY Z GZIKIEM

ziemniaki ugotowane w mundurkach
sól
masło
twarożek, np:
2 kostki twarogu półtłustego
kilka łyżek śmietany
cebulka, szczypiorek
sól, pieprz
Twaróg rozgniatamy widelcem w misce, dodajemy śmietanę do pożądanej gęstości. Wkrajamy drobno posiekaną cebulkę i szczypiorek, doprawiamy. Kto lubi, może dodać jakieś zioła. A teraz: sposobów podawania jest wiele i zależy to od gęstości gziku, czyli twarożku. W przedszkolu miom dzieciom rozgniatano ziemniaki i polewano rzadkim gzikiem. Można ziemniaki pokroić, twarożek położyc obok i zajadać na przemian – posolone pyry z wiórkiem masła i gzik.Można wszystko wymieszać na talerzu.  A ulubiony sposób mojego męża, to rozkrojenie ziemniaków na pół, położenie na to wiórka masła i posmarowanie średnio gęstym twarożkiem – to sie je nożem i widelcem.
Gzik można zrobić z różnych serków – ja robiłam to danie w zimny i deszczowy dzień, kiedy nikomu się nie chciało wyjść z domu i padło na serek wiejski i naturalny homogenizowany, które akurat były w lodówce. Smakował bardzo. Polecam to danie mamom niejadków, bo dzieci je bardzo lubią. Smacznego!