Archiwa tagu: koty

Ciastka w formie kotka na pomoc dla kotów

kotki drożdżowe1a

Zima to trudny czas dla kotów wolno żyjących. Ci czworonożni przyjaciele są mi bardzo bliscy , w domu były dwa i po półrocznej przerwie ( Frida odeszła w lipcu) znowu są dwa . Tak się złożyło, że kiedy ja postanowiłam wspomóc na blogu akcję Gruszki z Fartuszka , moja córka dojrzała do przyjęcia do domu kolejnego kota, po starcie naszej wspaniałej Fridy. Wzruszyła się losem kotki , której właścicielka zmarła a spadkobiercy przejmując dom wygnali kicię na działki. Zaopiekowała się nią pani, która na stronie  poznańskiej fundacji Koci Pazur zamieściła wiadomość o jej losie. Od wczoraj kotka jest z nami w domu, na razie zamknięta w  pokoju syna , gdzie dogląda ją córka. Na razie jest nieufna, bo wiele przeszła, ale idzie ku dobremu.

Z Nukiem będziemy ją oswajać według wskazówek Gosi Oczko. Mam nadzieję, że Kicia ( na razie tak ją nazywamy, imię nadamy jej jak się zadomowi) będzie u nas szczęśliwa, jak była Frida. Zdjęć jej jeszcze nie mam, nie chcemy jej stresować. Futerko ma szare, w cętki 🙂

A teraz o samej akcji. Zapraszam wszystkich czytelników bloga, by korzystając z moich przepisów, czy czytając historie ze zdjęciami o kotach blogerów kulinarnych w cyklu Kulinarne koty, albo relacje z wydarzeń kulinarnych  , odmówili sobie czasem drobnych przyjemności i wsparli fundację Koci Pazur. Może to być przysłowiowa złotówka, niewiele pieniędzy trzeba, by zapewnić kotu dzienny posiłek.

O szczegółach akcji poczytajcie na blogu Gruszki, jak wspomóc Fundację Koci Pazur przekonacie się klikając tutaj : klik, klik .

Blogerki i blogerów kulinarnych zapraszam do przyłączenia się do akcji, informacje o niej publikujemy dodając hasło #kuchniazpazurem.

Gdyby ktoś pytał, dlaczego tak się przejmuję losem kotów, to przypomnę , że mały czarny kotek nazwany Nukiem odmienił moje życie, wyciągnął mnie z depresji i dba cały czas o mój dobry nastrój. Pisałam o tym tutaj .

nuki1

A teraz pora na przepis – drożdżowe ciastka w formie kotków, ozdobione bakaliami. Nie jestem mistrzynią w sprawach ozdabiania wypieków, możecie to zrobić na swój sposób, zaręczam, że ciastka są pyszne 🙂

CIASTKA DROŻDŻOWE W FORMIE KOTKÓW

2  szklanki  mąki pszennej

2 łyżki  stopionego masła i 2 łyżki oleju

20 g drożdży

1/2 szklanki mleka

serek homogenizowany waniliowy

2 jajka plus jedno do posmarowania

3 łyżki cukru

szczypta soli

łyżka nalewki z kwiatów dzikiego bzu

rodzynki i paski suszonych daktyli do ozdoby, troszkę lukru

 

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/4 szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkami za pomocą trzepaczki.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, serek , olej i  stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką, w międzyczasie dolałam nieco aromatycznej nalewki z dzikiego bzu. Gdy ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza, odstawiłam je na chwilę, by wypoczęło. Wyrobiłam je trochę na blacie lekko podsypując mąką.

Potem partiami wałkowałam na grubość ok. pół centymetra i wycinałam ciastka foremkami w kształcie kocich główek. Kładłam je na posmarowaną olejem blachę, w sporych odstępach i po kilku minutach odpoczynku posmarowałam rozbełtanym jajkiem.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C na około 20 minut, aż przybrały jasnobrązowy kolor i patyczek wyjęty z ciastka był suchy.

Po ostudzeniu przybrałam je rodzynkami i paskami suszonych daktyli, za pomocą odrobiny lukru.

Wyszły pyszne i pachnące. Jak je sobie upieczecie, to zobaczycie, że spora ich porcja niewiele kosztuje. Zaspokoicie swój apetyt na słodycze niewielkim kosztem a to, co moglibyście wydać na słodkości w sklepie możecie przeznaczyć na pomoc mruczącym przyjaciołom .

Smacznego !

kotki drożdżowe2a

Co słychać u kotów ( kulinarnych :)

frida pomodor

Pamiętacie cykl Kulinarne koty, który rozpoczęłam dwa lata temu ? Dawno nic nowego się nie pojawiło, mimo, że rozmawiam z kilkoma blogerami kulinarnymi o tym, by zaprezentowali w moim cyklu swoich kuchennych pomocników 🙂 Jakoś mają widać sporo innych zajęć i nie znajdują czasu, a i ja sama nie przypominam im o obiecanych materiałach do wpisów tak często, jak powinnam. Jeśli ktoś jeszcze zechce napisać o swoim kocie ( według pytań lub w dowolny sposób) , to serdecznie zapraszam.

Tymczasem napiszę o moich kotach, bo przez dwa lata trochę się działo… Na górnym zdjęciu Frida, która teraz nieco zbrązowiała . Niedługo będzie miała 10 lat ( a może już ma, przywieźliśmy ją do domu nie wiedząc dokładnie, w jakim jest wieku, miała ok 6 tygodni we wrześniu). Niestety choruje, ratujemy ją jak możemy i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie i nadal będzie „pierwszym stołownikiem” 🙂

frida za stołem

Jej syn Nuki jest o rok młodszy i rok temu zrobił furorę na FB- kowej grupie Ja tu mruczę, bo dostał ponad 100 życzeń na urodziny , w tym wiele ze stosownymi obrazkami 🙂

nuki ur1

Poza tym przyczynił się do wzbogacenia mojej biblioteki o cenną pozycję ” Historię kotów” . Wygrałam ją na innej z kolei grupie „Kot dnia” odpowiadając na pytanie „Za co cenisz swojego kota”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że za komunikatywność – dodając ” Nie ma to, jak porozmawiać z kimś inteligentnym o piątej rano i wysłuchać relacji z nocnych łowów”. Tak, prawie codziennie Nuki o 5-6 rano puka do okna sypialni , by go wpuścić i właśnie wtedy ma mi najwięcej do powiedzenia i to wprost do ucha, robiąc mi „koci kołnierz”, czyli owijając mi się wkoło szyi 🙂 Kot dnia docenił moje poświęcenie 🙂

Poza tym czuwa na bieżąco nad rozwojem bloga :

nuki laptop

Cieszę się bardzo, że moje koty wiodą szczęśliwe życie chodząc sobie swobodnie po ogrodzie i okolicy ( czasem widujemy Nuka nawet wychodzącego z pobliskiego lasu). Wiem, że kotom, które spędzają czas w mieszkaniach , nie wychodząc z nich nie jest łatwo, ale zapewne większość właścicieli dba o to, by miały jak najlepiej. Dobrą  formą ułatwienia im życia są drapaki ( fajne widziałam na http://importmania.pl/, są tam też inne ciekawe rzeczy, nie tylko dla zwierząt). Chociaż w krakowskim mieszkaniu mojej starszej Córki koty wolą same sobie znajdować „zabawki” to drapaki  są bardzo przydatne i można w ciekawy sposób urozmaicić wnętrze mieszkania.

Póki co sezon grillowy się zaczął i w naszym ogrodzie koty pilnują, czy wszystko idzie tak, jak trzeba 🙂

nuki za stołem

Kulinarne koty – Ekipa Upichconej

kot upichcona3

 

Agnieszkę z bloga Upichcona poznałam w tym roku na warsztatach kulinarnych w Warszawie. Gdy opowiadałam o moim blogu i kocim cyklu, zgadałyśmy się na temat licznej kociej ekipy Agnieszki. Trochę to trwało, bo Aga była zajęta, ale dziś przedstawiam bohaterów ( a właściwie bohaterki)  jednego  z najbardziej „zakoconych” kulinarnych blogów. Oddaję głos jego autorce :

Jak koty pojawiły się w twoim życiu?

Uwielbiam koty! Wszystkie, bez wyjątku, duże, małe, puchate i sfinksiątka. Nieuniknione było zatem ich pojawienie się w moim domu.

Wszystkie moje dziewuchy nie są kupne tylko przygarnięte, w każdej z nich zakochiwałam się od pierwszego wejrzenia.

kot upichcona4

 

Pierwsza była Zuzia, którą niestety pożegnaliśmy, miała FIP, po paromiesięcznej walce z chorobą odeszła. O Zuzi mogłabym się rozpisać bez końca, nazywaliśmy ją koto-psem, ponieważ przejawiała mnóstwo zachowań z psiego gatunku, choć nigdy nikt jej nie tresował to reagowała na swoje imię, przychodziła na zawołanie, siadała, aportowała i spała wyłącznie w łóżku 😉

kot upichcona6

Po czasie stwierdziłam, że Zuzia powinna mieć towarzystwo i niedługo później pojawiła się u nas Kaśka (zwana również Kaszą – gdy psoci oraz Kejt gdy przejawia neurotyczne zachowania wybrzydzającej wszystko królewny). Kaśkę dostałam na Mikołajki, w miauczącym kartonie 😉 została zabrana z wiejskiej podwrocławskiej stodoły gdzie rządziło stado psów, miała 2 miesiące. Następnie pojawiła się Lucyna, którą adoptowałam z ogłoszenia internetowego. Lucyna jest Maine Coon’em z wadą genetyczną, dlatego ludzie postanowili ją oddać. Kochany puchacz 😉

kot upichcona10

Ostatnia kotka, która zagościła u nas na stałe to Gustawa – choć z początku była Gustawem 😉 Nasza wspólna historia zaczęła się dwa lata temu podczas lipcowego wieczoru. Stałam na balkonie u sąsiadki i sączyłam zielonego shejka. Nagle usłyszałam przeraźliwy płacz, myśląc, że to małe dziecko wychyliłam się zza barierki i ujrzałam kudłate 10 centymetrów, które rozpaczliwie kręciło się pod bramą osiedla. No nie mogłam nie zareagować, rzuciłam się biegiem po schodach a polne maleństwo od razu do mnie przylgnęło. Dopiero z czasem okazało się, że Gustaw jest jednak Gustawą 😉

kot upichcona8

Co w nich lubisz najbardziej?

Że nie są nudne i powtarzalne. Z Kaśką doskonale dogaduję się na odległość, bo dla niej mizianie jest jednoznaczne z gryzieniem, nie bardzo chyba rozumie, że te dwie kwestie się nie łączą i nie każdy człowiek gustuje w sadomasochistycznych zabawach 😉 Z Lucyną na odwrót, ciągle się przytula i chce być blisko. Za to Gustawa jest małym szogunem, jej głowę zaprzątają głównie dwie kwestie: papierowe klopsy i wołowina 😉

kot upichcona5

Co jada Twoje koty?

Obligatoryjnie suche ciasteczka a na śniadanko lub kolację frykasy: mięsna saszetka, lub rozmrożone mięso: pierś z kurczaka/wołowina.

kot upichcona9

Koty w kuchni

Są zawsze 😉 Lucyna ma nawet swoje hokerowe krzesło aby miała wgląd co aktualnie dzieje się na blatach, to dla niej największa radocha, fascynuje ją to! Kaśka jako wybrzydzająca królewna czeka aż jej pańcia czyt. służąca nałoży do michy i trzy razy zawoła „Keeeejt! Kolacja gotowa!” no a Gustawa gdy wyczuje rozmrażającą się wołowinę to zaczyna trening na długi dystans i kreśli ósemki między moimi nogami.

kot upichcona1
Najzabawniejsza historia

Hmm, nie mam najzabawniejszej historii, co dzień zdarza się coś co nas rozśmiesza i wzrusza. Zawsze bawi mnie gdy moje koty stoją na obrzeżu wanny i w kolejce czekają aż odkręcę kurek by mogły z zaczerpnąć ze świeżego wodopoju, porusza mnie widok gdy się wzajemnie myją i dbają o futra.
… to jak w komedii sitcom’owej – co dzień kolejny odcinek z udziałem publiczności 😉

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

kot upichcona7

Kulinarne koty – ekipa Ptasi z Coś niecoś

koty ptasi 4

Ptasię z bloga Coś niecoś znam „sieciowo „od dawna. Mamy sporo wspólnych znajomych wśród weteranek kulinarnej blogosfery. To z jej bloga zaczerpnęłam przepis na domowy cydr, a teraz śledzę na bieżąco  postępy na Mazurach. Może kiedyś dane nam będzie spotkać się ” na żywo” i porozmawiać nie tylko o kulinariach i futrzastych pupilach 🙂 Na razie oddaję  głos Ptasi:

Jak koty pojawiły się w twoim życiu?

Kota zawsze chciałam mieć, ale Mama nie przepada, no i mieliśmy w domu psa. Potem związałam się z alergikiem, więc szanse na posiadanie kota wydawały się zerowe. Zainteresowałam się kotami syberyjskimi jako podobno niealergizującymi. Bezpośrednio po wizycie w hodowli, kiedy stało się jasne, że alergizują tak samo jak inne, wybuchnęłam płaczem. Paradoksalnie postanowiliśmy z mężem, że jednak spróbujemy przygarnąć kota – zwykłego dachowca. Przejrzeliśmy ogłoszenia na Miau.pl i pojechaliśmy na warszawską Pragę, gdzie rodzina rozdawała czterotygodniowe kociaki (kotka wychodziła tylko na korytarz w bloku, jak widać – wystarczyło…). Nic nie wiedziałam o kotach, więc nie miałam pojęcia, że cztery tygodnie to za wcześnie na adopcję (skoro kot był już kuwetowy i samodzielnie jedzący). Bicę wybrałam ze względu na płeć (żeńską) i to, że najdłużej z maluchów siedziała na kolanach. Niestety, szybko z tej cechy wyrosła ;). W skrócie, jest kotem mało społecznym: trudno powiedzieć, czy ze względu na zbyt wczesne odstawienie od innych kotów, czy inne cechy charakteru. Dotykać możemy ją właściwie tylko my, od wielkiego dzwonu i ostrożnie ktoś inny (i najlepiej tylko raz ;), choć zarazem nie jest strachliwa i od obcych nie ucieka. Ciekawią ją, więc ogląda ich z pewnej odległości. „Bica” to mała czarna (kawa) po portugalsku. We wrześniu skończy 11 lat.

 

kot ptasi 1

5 lat temu przenieśliśmy się na stałe na Mazury. Gdy przyjeżdżaliśmy tam sezonowo, zdarzało się, że pojawiały się różne koty – a to podrażnić Bicę, a to wyżebrać jedzenie. Latem przed przeprowadzką znaleźliśmy na stogu „koci nabiał” – trzy ok. dwumiesięczne kociaki, które nazwaliśmy Bundz, Bryndza i Oscypek. Potem pojawiła się ich Mama, Serwatka. W tym samym czasie zaczęła też kręcić się przy nas karmiąca i głośno miaucząca kotka, Karmicielka. Dokarmialiśmy je z przerwami przez lato, ale gdy przyjechaliśmy w październiku z pierwszą partią mebli pojawiła się tylko Serwatka z Oscypkiem, którego oko nie wyglądało najlepiej. Zabraliśmy go do Warszawy (za transporter robiła zapasowa kuweta zaklejona plastrem) i przez ostatnie 2 dni w starym mieszkaniu trzymaliśmy głównie w WC, bo nie planowaliśmy mieć drugiego kota w domu: i ze względu na alergię (którą dało się opanować przy lekkiej pomocy leków), i ze względu na charakter Biki, która na inne koty reaguje wrzaskiem. Próbowałam Oscypka wcisnąć każdemu, kogo spotkałam, ogłaszałam go na Miau.pl – bezskutecznie. I tak został z nami w domu. Bica – wg weterynarza kot nie do „dokocenia” – jakoś go zaakceptowała, choć chyba głównie ze względu na dużą przestrzeń na zewnątrz (koty są wychodzące) i wewnątrz.

 

kot PtASI 2

W jakiś czas po przeprowadzce pojawiła się znowu Karmicielka, zwana w skrócie Karmi lub Karmelkiem, a także inna kotka, w której dopiero po wielu miesiącach rozpoznaliśmy Serwatkę, tylko w zimowym, ciemniejszym futerku. Wówczas już była ochrzczona Popiołką, i to imię zostało. Karmi i Popiół (ze względu na podobieństwo zewnętrzne, sądzimy, że to siostry) mieszkają na zewnątrz (mają swój zimowy dom w piwnicy, w którym dostają karmę). Wszystkie koty są wysterylizowane/wykastrowane.

Co w nich lubisz najbardziej?

To, że są ;). I że każdy jest inny – Bica trudna w odbiorze, ale zarazem najbardziej z nami związana i najbardziej ciesząca się z naszych powrotów do domu; Oscypek tchórzliwy, ale przy tym rozbrajający i chętnie przytulający się (do nas); Karmi łakoma i gadatliwa; Popiół, najbardziej samodzielna, znikająca na wiele dni, najbardziej towarzyska.

 

koty ptasi 2

Co jada Twoje koty?

Zewnętrzne: suchą karmę, to, co upolują, ew. resztki mokrej karmy kotów domowych. Domowe jedzą suchą karmę (ostatnio głównie weterynaryjną, ze względu na problemy trawienne Bici) oraz mokre puszki (Applaws, Schesir, Feline Porta) z dodatkiem tuńczyka (znów ze względu na Bicę, która innych nie jada). Świeże mięso/ryby dostają rzadko (tylko skrawki, jeśli my jemy), bo ze zjadaniem bywa różnie.

Kot w kuchni

Kotom nie wolno wchodzić na stoły czy blat kuchenny, chyba, że od drugiej, niespożywczej strony. Robi to jednak tylko Bica – Oscypkowi chyba nigdy się nie zdarzyło, skacze zresztą nie najlepiej ;). Rzadko jednak towarzyszy mi w kuchni, chyba, że przypadkiem zwęszy oliwki… Do kuchni (i misek kotów) stale też próbuje się przedrzeć z zewnątrz łasuch, czyt. Karmel.

Najzabawniejsza  historia

Może ta, jak Popiół zakradła się do domu i ukradła babę wielkanocną? Babę Neli Rubinstein, dodam, czyli produkt pełnożółtkowy i maślany. Została przyłapana na gorącym uczynku podczas jedzenia, a z baby już była wygryziona dziura. Na szczęście upiekłam dwie, więc bardzo się nie złościłam. Bawią nas też zazwyczaj lęki Oscypka („te straszne bambosze, których WCZEŚNIEJ TU NIE BYŁO. Nie wiem, czy mogę się do nich zbliżyć”). Często opowiadamy też o tym, jak Bica pływała w jeziorze: poszła za nami i naszym kolegą na pomost. Weszłam do wody po drabinie a M wskoczył. Po chwili usłyszeliśmy wołanie kolegi: „Ej, wasz kot wskoczył do wody! Płynął zupełnie jak wydra!”. Popłynęliśmy z powrotem jak najszybciej i zobaczyliśmy zmokłego szczura, już nie w wodzie. Najprawdopodobniej Bica przestraszyła się skoku M i podskoczyła, tylko potem nie trafiła w pomost…

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

koty ptasi 3

Kulinarne koty – ekipa Pauliny ze Smacznych przepisów

Pysio kot

Paulinę, autorkę bloga Smaczne przepisy poznałam internetowo, gdy szukałam kandydatek do kociego cyklu.  Na jej blogu najbardziej podobają mi się pomysłowe sałatki . Dziś opowiada o swoich kotach na własny sposób.

Nie pamiętam momentu kiedy pierwszy kot pojawił się w naszym życiu.
Mieszkam w podwarszawskiej miejscowości i odkąd pamiętam w domu czy na podwórku
mieliśmy po 4-6 kotów.
Najdłużej był ze mną Franek, bo prawie 18 lat.
Pojawił się w naszym życiu po tym gdy nasza kotka zaginęła.
Niestety jego pierwsze momenty nie były szczęśliwe.
Pojechałam po maluszka po tym jak koleżanka z pracy mojej mamy powiedziała jej,
że jej lekarka wyjeżdża z kraju, a ma kociaki do oddania których matkę zabił samochód.
Na miejscu okazało się, że są cztery maleństwa, 2 tego samego dnia miał ktoś zabrać,
a ja miałam dokonać wyboru którego zabiorę, a który trafi do schroniska gdzie jak
pewnie wiele osób zdaje sobie sprawę nie pożyje zbyt długo takie maleństwo.
Nie mogłam postąpić inaczej zabrałam oba.
Przywiozłam do domu autobusem w pudełeczku, a ich płacz towarzyszył mi całą drogę.
Kociaki nauczyły się szybko korzystać z kuwety i jeść same.
Niestety po dwóch latach Bubuś odszedł za Tęczowy most.
Pozostał Franek który mówiąc krótko był kocurem bardzo zazdrosnym i przytulaśnym.
Odszedł po prawie 18 latach na swoim posłaniu we śnie.
Strasznie przeżyłam jego odejście.

Smoczek kot
Krótko po tym zdarzeniu trafił do nas Pysio który ma teraz 5 lat.
Z racji tego, że z mężem dużo pracowaliśmy postanowiliśmy zadbać o towarzystwo dla niego.
Przez akcję na facebook’u znaleźliśmy Smoczka który był pod opieką Fundacji Azylu pod Psim Aniołem.
Smoczuś był kotem chorym po przejściach z częściowym paraliżem pyszczka, bez zębów, głuchy, jedna powieka non stop otwarta, drutowana szczęka i chore nerki, ale chcieliśmy mu pomóc.
Był ofiarą ludzkiego okrucieństwa, tyle wycierpiał.
Jego pojawienie się zeszło się w czasie z informacją o mojej ciąży którą w głównej mierze
przeleżałam, a ze mną moje koty Pysio i Smoczuś które się wręcz pokochały.
Smoczek był jeszcze bardzie przytulaśny od Pysia, non stop chciał być głaskany i siedzieć na kolankach.
Był u nas 2 lata. Tuż po narodzinach drugiego dziecka okazało się, że ma nowotwór pęcherza,
postępująca anemia i chore nerki zabijały do stopniowo.
Najgorszą decyzją jaką musiałam podjąć była ta o zakończeniu jego cierpienia.
Rozpacz straszna, łzy które płynęły i nie chciały się zatrzymać towarzyszyły mi długo.
Potrzebowałam czasu na pogodzenie się z losem.
Po kilku miesiącach znalazłam ogłoszenie o koteczce piratce do oddania w Warszawskiej koterii i tak Pinka trafiła do mnie -Pauliny.
Tworzy zgrany duet z Pysiem i towarzyszy moim dzieciom w psotach.
Jest koteczką miniaturką, bez jednego oczka, co jej w ogóle w życiu nie przeszkadza.
Dzięki temu, że cały czas wygląda jak 6-cio miesięczny kociak non stop jej z nim mylona, a przy naszym Pysiu którego rozmiary są pokaźne
wzbudza uśmiech na twarzy wielu osób.
Dzięki umiejętnościom moich kotów na parapetach nie mam żadnego kwiatka, bo miałam dość praktycznie codziennie rozpitych doniczek
które spadały gdy nasze koty robiły sobie gonitwę po całym domu nie zważając na nikogo.
Kwiaty które przeżyły te harce mają solidne duże doniczki, a dodatkowo są zabezpieczone woreczkami, by ziemi pozostawała w doniczce, a nie wszędzie obok.
Koty tak naprawdę są dopełnieniem naszej rodziny. Mają swoje legowiska oddzielone od psów których mamy 3 (2 suczki i psa wszystkie kundelki ze schronisk). Miseczki stoją ostatnio troszkę wyżej gdyż moje dzieci potrafią karmić koty na siłę i nie jest istotne czy chce im się jeść. Potrafią przyjść w nocy do łóżeczek dzieci i z nimi spać. Przytulić się pomruczeć.

Franek kot
Ponadto często „pomagają” mi w kuchni. Wysypią mąkę gdy robię ciasto albo coś innego zrzucą. Gdy robię zdjęcia potraw na bloga często się zdarza, że gdy jak ustawiam aparat to z blatu coś mi ucieka. Kwiatki w domu są nadgryzione. W łazience w wannie zawsze są kocie ślady,
bo przecież trzeba sprawdzić co tam jest, a poza tym woda z kranu jest najlepsza 😉
Nasze koty mają do dyspozycji cały dom wchodzą wszędzie tak samo wszędzie jest ich pełno.
Kiedyś irytować nas potrafiły nocne rajdy jak to nazwaliśmy gdyż zaczynały się po północy a kończyły po około 3 godzinach.
Ich wynikiem było to, że kociaki padały ze zmęczenia, a wadą i to poważną, że budziły nam dzieci jak były malutkie.
Teraz nawet nasze maluszki się przyzwyczaiły, że w nocy można słyszeć koci tupot dość głośny, bo koty trochę ważą.
Pomimo zapewnienia im odpowiedniej karmy którą kupujemy u weterynarza, by dbać o ich „linię”.
Tak więc nasze życie byłoby nie realne bez ich towarzystwa 😉

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

Pinka kot

Kulinarne koty – ekipa z Kuchni Alicji

koty ali2

Margot vel Alcię z Kuchni Alicji poznałam wirtualnie już dawno, przy okazji udziału w  Weekendowej Piekarni z początków Durszlaka. Oj, to były dobre czasy… Margot jest wegetarianką , a mnie na jej blogu podobają się przede wszystkim pyszne wypieki oraz bułki i chleby.

O tym, że jest zakręcona na punkcie kotów dowiedziałam się przy komentarzach we wpisie o kotach Majany . Zaprosiłam ją więc do swojego cyklu , oddaję głos :

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?
Kiedyś jako malec mieszkałam kilka lat na wsi, dziadek miał gospodarstwo i pełno zwierzaków z którymi się przyjaźniłam. Koty i psy to tylko część, były ukochane krówki i gąski z którymi ,, gawędziłam”, po przeprowadzce, ciągle znajdowaliśmy jakieś psy które potrzebowały domu. Po odejściu ostatniej ukochanej Elzy  postanowiłam, że nie chcę żadnych zwierzaków w domu, bo tak boli jak odchodzą…. Ale one czyli koty miały inne plany.  I tak ktoś czyli siostra  przygarnął kotkę i ona się okociła i Alcia się wzbogaciła o Mikusię ( niestety w wieku 7 lat po ciężkiej chorobie odeszła od nas na zawsze, zostawiając tyle wspaniałych wspomnień) i Stokrotkę, prawie już 17-letnią. Urodziny mamy w ten sam dzień, tylko liczba świeczek na torcie różna, niestety.
Był króciutko u nas znaleziony przez moją siostrzenicę Krecik, taki noworodek koci, podrósł karmiony mleczkiem dla niemowląt strzykaweczką, ale niestety po pierwszym szczepieniu, odszedł do kociego nieba.
Po roku siostrzeniec przytachał pudełko z znalezionymi czterema kociakami, na oko nie starszymi niż 14 dni, w tym z jednym co był bardzo chory i nic nie mógł jeść. Upór mojej siostry oraz codzienne gotowanie miksturek z mięsa , ryżu i marchewki, karmienie na siłę najmniejsza strzykawką przez 2 miesiące, noszenie kociaka na piersiach( by nie marzło tzw. kangurowanie), że kociątko postanowiło żyć . Wyrosło na Pyzę dziś ponad 9 letnią, ja oprócz Pyzy dostałam z tego pudełka jeszcze Kizię. Minęło trochę czasu i dziewczyna mojego siostrzeńca zaopiekowała się wyrzuconymi malutkimi ( tak z 4 tygodniowe) czterema kociakami i po miesiącu do mojego stada dołączyła Margotka , aktualnie mająca rok z dobrym hakiem.

koty ali1
Co w nich lubisz najbardziej?
Za to, że po prostu są . Fakt każda jest inna, Stokrotka mimo dostojnego wieku kociego, nadal w fajnej formie fizycznej i charakter od kociaka się jej nie zmienił, wymusza to co chce po prostu drapiąc po sprzętach lub przeraźliwie krzycząc.  Ale też potrafi okazywać współczucie tym co cierpią, nie ważne fizycznie czy psychicznie , ma przeogromne pokłady empatii, pewnie mogłaby prowadzić nawet takie kursy jak okazywać współczucie.
Pyza, po chudym dzieciństwie jest teraz bardzo puszystym kotem i w tym puszystym ciałku jest tyle miłości, że starczyłoby jej na cały pułk. Ma też takie usposobienie , że najlepiej żyć dniem dzisiejszym i wszystko mieć w nosie. Po co się denerwować czymś na co nie mamy wpływu ?
Kizia to ślicznotka, która bardzo dobrze pamięta czasy strzykawkowe i z strzykawki wypije wszystko, choćby to było kwaśne czy gorzkie. Jest też kotem, który stresuje się wieloma sytuacjami, w przeciwieństwie do  Pyzy . Strach potrafi ja tak paraliżować, że dałaby zrobić ze sobą praktycznie wszystko. Tak ma do ludzi – 100% poddaństwo i podporządkowanie, bo kotom to nie daje w kaszę dmuchać i potrafi się postawić, nawet sama zaczyna sprzeczki.
I Margotka – takie kocie ADHD, jak nie śpi to biega, wszystko ją interesuje, wszędzie musi wejść, wszystko zobaczyć I uczy się od innych kotów w mig . Od Stokrotki, że woda najlepsza do picia świeża z kranu ,a przy okazji można się umyć, maczając łapkę w wodzie , a potem wmasować w futerko. Z wełny można zrobić pajęczynę , motając ja o wszystkie nogi stołu i krzeseł, to pokazała dzieciaczynie Pyza, a Kizia nauczyła Margotke jak można ,,chodzić” plecami zaczepiając się o łóżka czy fotele

Co jadają Twoje koty?
Hm , różnie, w różnych okresach ich życia. Stokrotka długo była karmiona przez swoją mamę , potem jadła byle jakie karmy u mnie bo takie tylko były na rynku lata temu, a ja nie miałam jeszcze internetu  i nie wiedziałam, że to źle. Na szczęście zawsze lubiła mięso i żółtka jajek. Pyza i Kizia jako niemowlaki , a później do około roku jadały gotowane mięso z małym dodatkiem marchewki ryżu, starsze dostawały też różne warzywa, oraz często zamiast odrobiny ryżu trochę kaszy jaglanej . Jedzonko wzbogacałam odrobiną zmielonego siemienia lnianego, zmielonymi skorupkami jajek oraz tranem. Koty alergiki nie mogły żadnych karm dla kociąt bo takowe zawierały soję, czasami mleko i jeszcze inne składniki , które doprowadzały je do choroby. Później cała trójka jadała karmy typu Eukanuba (Pyza kilka lat taką na odchudzenie , na której nie schudła ani grama , a raczej przybrała) czy Hills. Dwa lata temu przeszliśmy na karmy bezzbożowe, kupuję różne, ale ulubione moich kotów to Purizon oraz Taste of the Wild . I takie karmy jada od początku pobytu u mnie Margotka. Stokrotka zaś od roku zaczęła mi grymasić przy jedzeniu i najbardziej lubi teraz surowe mięso, ale takie jak kacze , gęsie lub wołowina.  Czasami woli jakieś puszki( niestety niezbyt dobre jakościowo,  lub niemowlęcy Gerber z kurczaka lub indyka).
Zawsze zaś ma ochotę na żółtko rozbite na mleczko z wodą i przecedzone przez sitko, a co? Reszta mięsa nie chce jeść, nie wiem dlaczego tak mają , toć koty to mięsożerne stworzenia. Strasznie jakoś nie płaczę bo dla wegetarianki z stażem pond 25-letnim łatwiej jest nasypać karmy niż latać po sklepach mięsnych, a następnie to co się kupoło kroić. Mimo to trochę polatać muszę i nakroić dla Stokrotki. Myślałam o diecie typu BARF, ale koty mięsa nie chcą jeść, to pewnie z dietą tą miałaby większy problem, dodatkowo dochodzą moje zwyczaje żywieniowe , przekonania i jest jak jest.

 

koty ali4

Koty w kuchni
Stokrotka do kuchni chadza jak chce jeść ( jada na żądanie , ma tyle lat ,że ufam jej instynktowi tym bardziej, że koty starsze chudną i takie od 16 roku życia często wyglądają jak sucharki, jak to określi nasz weterynarz.  Stokroć wygląda jak młody kot i tak się zachowuje), czasami też sypia w kuchni na najwyższej szafce.
Kizia raz na ruski rok sypia w kuchni, ale reszta kuchennych czynności ją nie interesuje-Pyza i Kizia to koty, które nie interesują się ludzkim jedzenie i nie wchodzą praktycznie na stoły.
Pyza też ma kuchnię w nosie, no chyba , że wyciągam świeżutkie bezy z piekarnika , ma w tym względzie jakiś szósty zmysł i biegiem leci po swoje należne porcje. Ale na co dzień to je swoje karmy i do kuchni nie zagląda
I Margotka, o ta nadrabia za wszystkie inne koty i jest zdecydowanie , aż za bardzo kulinarnym kotem. Pomaga mi w każdej kuchennej pracy , a już jak robię pierogi to Margotka dostaje kota i muszę być czujna, bo sekunda nie uwagi i już kawałek ciasta ukradziony , albo pierożek podziurkowany , czasami ma lot na podłogę.  Margotka uwielbia bawić się ciastem pierogowym, lubi też je  zjadać. Uwielbia też kaszę jaglaną i ryż, jak gotuje to nie ma zmiłuj , muszę jej dać z dwie łyżeczki .
Najzabawniejsza historia
Przy tylu kotach takie zabawne sytuacje to chleb powszechni , jest ich tyle, że nawet nie wiem co opisać i może zamiast tego napiszę, że moje koty to bardzo mi bliskie stworzenia i min. z miłości je wysterylizowałam, żeby nigdy one, ani ich potencjalne potomstwo nie zaznało głodu, bezdomności czy życia w najlepszym nawet schronisku. Za moment będzie wiosna, przepiękna pora roku , niestety z nastaniem wiosny zaczną się rodzić tysiące małych kociąt, które od samego początku będą niechciane, będą kłopotem lub będą bezdomne. Będą umierać jako kocie noworodki lub niemowlęta z chorób , głodu, zimna czy z pomocą ludzi bardziej czy mniej humanitarnie (tylko czy śmierć ślepego kociątka podanego eutanazji tylko dlatego, że jest niepotrzebne, kłopotem to jest humanitarne?) czy wręcz okrutnie( niestety topienie i zasypywanie w dołach żywych czy okrutnie zabitych nie należy do średniowiecza) .
Ktoś napisał, że chcesz uratować 100 kotów (psów też się to tyczy) , wysterylizuj jednego.
Nie wiem czy moje koty są bardzo szczęśliwe żyjąc ze mną , ale wiem, że naprawdę choć to same kocicie i żadna z nich nie miała ani razu ani jednego kociaka to z tego powodu nie czuje się nieszczęśliwa. Ich zdrowie też na tym nie cierpi, że w wieku kilku miesięcy  zostały pozbawione możliwości posiadania potomstwa. Pewnie narażę się niejednej osobie, ale ja nawet rozmnażanie prześlicznych z rodowodem kotów uważam za niezbyt moralne kiedy w schroniskach i na ulicach pełno jest zwierząt niczyich.
A koty to najpiękniejsze stworzenia na naszej planecie i nie zasługują na taki los, zresztą nikt nie zasługuje na taki los.

Dziękuję za rozmowę

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

koty ali3

Kulinarne koty – S’kott Komarki z Every Cake You Bake

1-skot
Agnieszkę zwaną w blogosferze od nazwiska Komarką z Every Cake You Bake  poznałam na żywo na pamiętnym Blog Forum Gdańsk 2011. Znałyśmy się już z sieci i lubiłyśmy a spotkanie w realu tylko to potwierdziło . Przy okazji ku mojej radości dowiedziałam się, że mama Agnieszki lubiła  odwiedzać mój blog ze względu na domową atmosferę przebijającą z niego.
Gdy Komarka zaczęła pokazywać  na FB zdjęcia swojego kota, uroczego Brytyjczyka, zachwyciłam się nim i bardzo kibicowałam jego oswajaniu się z nowym domem. Z przyjemnością przeczytałam, że ma charakter podobny do mojego Nuka – jest towarzyski i gadatliwy 🙂
scot2
Jak kot pojawił się w twoim życiu ?
Pierwszy kot pojawił się w moim życiu około 10 lat temu. W siarczystym mrozie, w styczniu pod drzwiami do klatki swojego bloku, koleżanka znalazła błąkającą się puchatą czarno-białą bidulę, której nie miała sumienia zostawić na zewnątrz. Koleżanka miała już w domu sędziwego kota, który niespecjalnie tolerował towarzystwo i po kilku tygodniach zapadła decyzja, że kicia, nazwana później Milką zostanie u mnie. Nie wiedziałam nic o jej przeszłości ani dokładnym wieku, ale sądząc po brakującej połowie ogonka, nie miała łatwego życia. Przeżyła w moim domu kilka lat, ale niestety zachorowała i odeszła. Była bardzo płochliwa i nieufna i chyba nigdy do końca nie oswoiła się, ale to właśnie dzięki niej odkryłam, że z kotami bliżej mi niż z jakimikolwiek innymi zwierzętami i że to właśnie koty będą towarzyszami mojego życia w przyszłości. Kiedyś na jakiejś wystawie kotów po raz pierwszy zobaczyłam koty brytyjskie – o gęstym, mięciutkim futerku, misiowatej sylwetce, dłużej, okrągłej główce z przyklejonym do niej uśmiechem Kota z Cheshire i zwariowałam na ich punkcie!
3-skot
Musiało minąć trochę czasu po odejściu Milki, zanim znowu byłam gotowa na przyjęcie nowego kociego przyjaciela. Po rozeznaniu w okolicznych hodowlach i wybraniu tej zaufanej, pod koniec lipca ubiegłego roku przywiozłam do domu trzymiesięcznego, liliowego, lekko pręgowanego tygryska, który jak na rodowitego Brytyjczyka przystało, otrzymał brytyjskie imię S’kott 🙂
Co w nim lubisz najbardziej ?

Nie miałam wcześniej do czynienia z kotami brytyjskimi, ale zanim zdecydowałam się na tę rasę, dużo o niej czytałam i już wtedy nie miałam wątpliwości, że to idealny kot do domu. Kiedy Skott pojawił się u mnie, moje przypuszczenia potwierdziły się – nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego charakteru dla swojego kociego przyjaciela! Jest bardzo spokojny, choć zawsze skory do zabawy. Uwielbia pieszczoty i głośno się ich domaga, szczególnie po mojej dłuższej nieobecności w domu. Jest bardzo kontaktowy i gadatliwy i na każde zadane zapytanie odpowiada w swoim kocim języku (mam wrażenie, że czasem nawet pyskuje ;)) często wdając się w długie dyskusje 🙂 Towarzyszy mi we wszystkich domowych aktywnościach chodząc krok w krok i obserwując wszystko co robię. Najbardziej lubię jego uśmiechniętą mordkę i to, że zawsze czeka na mnie przy drzwiach, kiedy wracam z pracy.
4-skot

Co jada Twój kot ?

Skott nie skończył jeszcze roku i wciąż jeszcze jada karmę dla młodych kotów – mokrą Animonda Carny, Cosma i Applaws i suchą Royal Canin. Rośnie z niego smakosz, bo uwielbia próbować wszystko co tylko uda mu się ukradkiem przechwycić z deski do krojenia lub talerza 😉 Uwielbia gotowane ziemniaki i buraczki, gotowaną na parze dynię, a także twaróg i inne przetwory mleczne, które dostaje okazjonalnie.
5-skot

Kot w kuchni

… jest zawsze wtedy, kiedy jestem tam ja, czyli bardzo często 🙂 Jako pomocnik kuchenny sprawdza się świetnie, doglądając mieszania w garnku czy zagniatania ciasta. Często muszę hamować jego pomocnicze zapędy, odstawiając kuchenny stołek w bezpiecznej odległości od blatu (jeszcze nie jest w stanie sam wskoczyć na blat bezpośrednio z podłogi) – wtedy stamtąd lub ze śniadaniowego stolika, troszkę obrażony, nadzoruje pracę. Kulinarne sesje zdjęciowe czasem trwają dwa razy dłużej niż bym sobie tego życzyła, przez nieustanne zdejmowanie kota sprzed obiektywu 🙂
6-skot

Najzabawniejsza  historia

 

Wiele zabawnych sytuacji na pewno jeszcze przed nami, bo znamy się ze Skottem dopiero niecały rok. Rozbawiło mnie, kiedy odkryłam, że jego ulubionym miejscem na drzemki w ciągu dnia jest okrągła umywalka w łazience, w której układa się wygodnie, niczym w kocim SPA 🙂 Zabawne jest też obserwowanie, jak z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wypełnia umywalkę sobą, rosnąc jak na drożdżach (z natury będzie bardzo dużym kotem).

 

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

7-skot

Kulinarne koty – Figa Ani z Evereday Flavours

FIGA-1

 

Anię z bloga Evereday Flavours poznałam podczas pamiętnego Food Day na Moście Jordana, razem z inną przemiłą Anią. Obie są teraz młodymi mamami i bardzo mocno im kibicuję , podziwiając kolejne zdjęcia dzieci. Doceniam mocno  Aniu, ze mimo absorbującego synka Tymusia i regularnego prowadzenia bloga znalazłaś czas, by gościć w moim cyklu. Jak zwykle u Ani- zdjęcia są zjawiskowe 🙂

FIGA-4

 

 

Jak kot pojawił sie w Twoim życiu ?

Od dziecka byłam kociarą. Za każdym razem widząc małe czy to duże koty rozczulałam się strasznie nad nimi, chciałam przytulić, pogłaskać. Koty z mojego dzieciństwa to znaczy koty mojej babci słysząc zbliżająca się mała Anię zaskakująco szybko się ulatniały wciskając się w wąskie zakamarki tudzież lądując na górze szafek kuchennych. Z czasem chęć przytulania nie zważając na kocie chęci zniknęła ale moja miłość do kotów wcale nie osłabła. Los chciał że przeprowadziwszy się w nowe miejsce był już tam stary pies którego raczej nie dałoby się przekonać do nowego lokatora w postaci małego kotka więc na jakiś czas odpuściłam sobie chęć przygarnięcia kota. Do pewnego dnia, ponieważ Figa pojawiła się moim życiu dosyć niepodziewanie. Kolega z pracy znając moją miłość do futrzanych czworonogów pracując na budowie zobaczył błąkającego się od kilku dni małego kotka, więc nie zastanowiwszy się za długo zapakował go do samochodu i przywiózł do nas do biura.

FIGA-7

 

 

Gdy mi to oznajmił i gdy zobaczyłam małą biało-szarą kulkę nie mogłam jej nie zabrać do domu. Zwłaszcza że Figa od samego początku nie bała się ludzi, wręcz ciągnęło ją do nich i tego pierwszego dnia ciągle wchodziła do biura i mościła się na naszych kolanach no i jak patrzyła na mnie i pomiaukiwała słodko to po prostu mnie kupiła. Mnie oczywiście tak, gorzej z Tomkiem którego nie przekonywały mmsy ze słodkim kociakiem słane cały dzień. No ale nie mogłam jej przecież zostawić na pastwę losu więc po pracy wsadziwszy do samochodu przyjechała ze mną do domu w którym czekał wspomniany wcześniej Roki. Historia ta kończy się tak że wszyscy w końcu zakochali się w małym kociaku który będąc kotem zachowuje się trochę jak pies bo uwielbiam ludzkie towarzystwo, zabawy z nami, nie odchodzi od nas na krok gdy wychodzimy na ogródek i uwielbiam się przed nami popisywać skacząc po drzewach, nawet tych ekstremalnie cienkich. A jeśli chodzi o relacje kocio-psie może nie są one bardzo różowe. Zaakceptowanie Figi przez Rokiego trwało gdzieś około pół roku. Po prostu któregoś dnia kot postanowił przestać się go bać i zaczął go zaczepiać a pies przestał reagować agresywnie. Teraz nawet czasami leżą obok siebie lub się bawią i wtedy boję się bardziej o psa bo Figa bywa czasami bardzo bojowa w tej zabawie.

 

FIGA-12

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

Jeśli chodzi o cechy które lubię w Fidze to na pewno jej indywidualność i to że jest taka strasznie z nami zżyta co w kocim zachowaniu jest raczej dziwne.

Co jada Twój kot ?

Kot jak to kot uwielbia kocie przysmaki. Generalnie karmimy ją typowym, gotowym kocim jedzeniem jednak jeśli chodzi o jakieś inne rzeczy to w okresie dyniowym bardzo sobie lubi podjeść dynię, czy to pieczoną czy to na surowo, nie ma dla niej różnicy.

 

FIGA-100

 

Najzabawniejsza  historia

Jeśli chodzi o zabawną historię powiedzmy że kuchenną bo dla Figi to może historia kuchenna dla mnie raczej nie. Tego lata upodobała sobie strasznie polowanie na jaszczurki. I pewnego razu przybiegła z jaszczurką przyczepioną do mordki. Trzeba się było trochę namocować żeby uwolnić ją od zwisającej z jej wargi biedną jaszczurkę (jaszczurce nic się nie stało).

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

FIGA-102

 

Kulinarne koty – ferajna z Pitu Pitu Slow Food

pitu1

 

Na zakręcone dziewczyny z Pitu Pitu Slow Food trafiłam dzięki komentarzom w kocim cyklu. Bardzo się z tego cieszę, bo jednym z jego celów jest poznanie nowych blogerów kulinarnych z mruczącymi podkuchennymi, o co w rozbuchanej blogosferze kulinarnej nie jest łatwo. Kasiu, Agnieszko, witam w moim cyklu i oddaję Wam głos 🙂

pitu3

 

Kot w kuchni to wyzwanie dla kucharza. Cztery  koty w kuchni to sport ekstremalny, a cały dom tymczasowy – istne szaleństwo.
Kasia ma cztery  koty w kuchni, Agnieszka, w zależności od stanu zakocenia domu tymczasowego, kotów w kuchni może mieć nawet kilkanaście (choć uparcie podkreśla, że kocich rezydentów jest trójka;)).
Ale to nie przeszkadza w realizacji kulinarnych pasji. Wręcz przeciwnie, nieraz koty okazują się idealnym tłem dla doskonałego ujęcia zupy. Zdążą się oczywiście też, że zupa wyląduje na podłodze, zanim osiągnie się idealne ujęcie.
Mimo wszystko dziewczyny za nic nie zrezygnowałyby z łączenia obu pasji:)

pitu2

 

Agnieszka: Gotowanie z kotami, tak samo, jak życie z kotami wymaga sprytu:) Wywabienie kotów z kuchni podczas gotowania to prawdziwe wyzwanie.
Koty uczą, że kiedy gotujesz to musisz im coś dać – gałązkę natki od pietruszki, zgnieciony papierek do pieczenia lub podstępnie i po cichu musisz gotować kiedy śpią. Jeśli chodzi o fotografowanie potraw – plan trzeba wymyślić, stworzyć i obfotografować danie w mgnieniu oka – inaczej – może nie być co fotografować…

Posiadając koty tymczasowe, zwłaszcza maluchy – w każdej chwili, możesz spodziewać się, że obiad z talerza cudem wyparuje, a ser z kanapki się rozpłynie w powietrzu.

Trudno powiedzieć, co w moim domu było pierwsze – gotowałam zawsze, koty też właściwie były zawsze. Ich obecność bardziej się ujawniła przy zdjęciach, niż przy gotowaniu.

Rezydentów, czyli swoich własnych kotów – mam niezmiennie trzy:
Płatek – towarzyszący mi przy każdej czynności w kuchni,
Smok – który, grzecznie trzyma dystans, kiedy go o to poproszę,
oraz Igę – która, musi poznać wszystkie tajniki potraw, ale szczęśliwie – z wysokości lodówki.

Kotów tymczasowych, czyli takich, które czekają u mnie na adopcję, jest zmienna liczba – to właśnie one stanowią największe wyzwanie, bo jak tylko zdołam nauczyć je manier w kuchni – znajdują swój własny dom na zawsze:)

 

pitu4
Blogowanie niewiele zmieniło w moim życiu, gotowałam zawsze. Zmieniło się jedynie to, że teraz jem więcej zimnych potraw, bo zanim powstanie zdjęcie – dawno ostygną:)

Na blogowaniu zyskały koty, bo znacznie więcej różnorodnych potraw gotuję właśnie im.

Blog także zyskał, bo jednak kocia łapa na zdjęciu, zdecydowanie dodaje uroku każdej nudnej zupie czy zapiekance;)

pitu5

 

Kasia: Historia moich kotów wiąże się niejako z Agnieszką, albo moja znajomość z Agnieszką wiąże się z moimi kotami. Trójka z czwórki moich kotów trafiła do mnie przez ludzi współpracujących z Pruszkowskim Domem Tymczasowym, czyli tak naprawdę z Agnieszką właśnie.
Smoka przyniosła do mnie Małgosia, gdy był jeszcze maleńki i wymagał karmienia butelką, potem Małgosia wciągnęła mnie w kocie klimaty, łapanie bezdomnych kociaków i wolno żyjących kotek, w ramach PDT. I tak niedługo po Smoku pojawiła się jego siostra Świnka (złapana przeze mnie, na 99% pochodzi z tego samego miotu co Smok), a trochę później, w ramach sprawdzenia miejsca pod kątem konieczności ewentualnej interwencji PDT wylądowałam z moim ukochanym Rysiem (który oczywiście miał być kotem tylko „na tymczas”. Beci – najstarsza z kociego rodu, trafiła do mnie wiele lat wcześniej. Gdzieś w całej tej historii zaangażowałam się w pomoc wolno żyjącym kotom z mojej okolicy, stając się dumną opiekunką stada kilkunastu takich kotów, a konsekwencją tego wszystkiego okazała się znajomość z Agnieszką, która zaprowadziła nas do PituPitu.

Moje koty, tak jak i ja to wiecznie głodne bestie. Rysiek jest smakoszem wszystkiego co jest kluchą, przygotowywanie z nim makaronu to walka o ciasto, a gdy już długie nitki przechodzą przez moją ukochaną maszynę do makaronu Rysiek jest w pełnej gotowości do skoku na kluchę.
Smok to weganin, przynajmniej jeśli chodzi o ludzką kuchnię, preferuje sałatę, z takim liściem potrafi uciekać przez pół mieszkania.

pitu6
Asysta całej czwórki odbywa się przy jedzeniu czekolady, jogurtów, kanapek z serem itp.
Ale kocia asysta w kuchni to nie tylko jedzenie, Świnka zawsze z nami rozmawia jak rozładowujemy zmywarkę, my widelec do szuflady, Świn na to „miau!”, Beci dba o to by zioła w doniczkach były odpowiednio przycięte, Ryś zawsze wygrzewa wszystkie moje talerze i patery, a Smok, cóż, Smok siada na małym schodku który stoi w kuchni i obserwuje, czasami ocierając łepkiem o moją nogę.
I w swojej diecie, i w diecie moich kotów dbam o to żeby to co jemy było wartościowe. Ja nie jem śmieciowego jedzenia (przynajmniej przeważnie nie jem) i nie karmię takim jedzeniem moich kotów. Jedzenie dostępne w supermarketach odpada, często nawet jedzenie dostępne w supermarketach zoologicznych odpada. W moim przypadku świadoma opieka nad moimi kotami wiąże się często z poszukiwaniem godzinami odpowiedniej karmy, porównywania składów i opinii.
Kocham moje koty za to że włażą mi centralnie w kadr właśnie wtedy gdy idealnie ustawię sobie makaron na widelcu i za to że z rozbrajającą niewinnością potrafią wsadzić swój koci tyłek w środek przygotowanego talerza z miną „ale o co ci chodzi”.

Nasze poczynania kulinarne możecie śledzić tu: www.pitupituslowfood.pl
Koty Kasi zobaczycie tu: https://www.facebook.com/smok.waclaw
Kuchnia w domu tymczasowym – tu: https://www.facebook.com/PruszkowskiDomTymczasowy

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

pitu7

 

Kulinarne koty – Perła i Brenda od Domi w kuchni

domi1

 

Autorkę bloga Domi w kuchni zauważyłam na blogerskich forach, na których się często udziela. Brałam też udział w prowadzonej przez Domi akcji W malinowym chruśniaku. Nie znamy się osobiście, a na temat kotów zgadałyśmy się na blogerskiej grupie na FB. Na smacznym blogu Domi najbardziej przypadły mi do gustu różnorodne przetwory owocowe i warzywne.

Oddaje głos autorce :

domi2

 

 

Jestem posiadaczką dwóch, cudownych, sześcioletnich kotek – Perła, bura (aka Pucheł,. Puchłacz, Bura) i Brenda, pingwinek (aka wszystkie możliwe czułe słówka).

 

 Jak koty pojawiły się w Twoim życiu ?

 

Zupełnym przypadkiem. W moim życiu zawsze były jakieś zwierzęta, głównie psy, nie licząc epizodu sprzed 20 lat, kiedy dostaliśmy starą kotkę pod opiekę. Pewnego dnia Perełkę po prostu przywieziono – Mama wraz z Siostrą postawiły Tatę przed faktem dokonanym i sprowadziły buraska do domu. Perła miała być kotem mojej Siostry, ale ciągłe kłótnie o to, kto może ją głaskać, sprawiły, że Tata zdecydował, że musi być po równo i pojechaliśmy po Brendę. I tak mamy w domu dwa futrzane dzikusy, już od sześciu lat.

 

domi3

 

 

Co w nich lubisz najbardziej ?

Każda z nich jest inna, indywidualna, oryginalna i to nie pod względem wyglądu (choć jedna wygląda jakby była przekarmiana, a druga jakby nie była karmiona wcale, to mają wspólną miskę).

Perła jest czuła i delikatna – na tyle, że pozwala głaskać się wyłącznie w wybranych miejscach i określoną ilość czasu – nigdy nie zdarzyło się, aby weszła komuś na kolana. Jest za to bardzo inteligentna – kiedy miała się kocić (wpadka niedoświadczonych opiekunów, wiem, nie jest to dobre), zaprowadziła moją mamę do pokoju na piętrze, pokazała, gdzie chce się okocić, mama przykryła ją kołderką i tak dokonał się cud narodzin, oczywiście pod moim czujnym okiem. Tak samo jest, gdy jest głodna – mimo, że rodzice siedzą na parterze, kilka metrów od miski lub drzwi, to przychodzi do mnie na piętro i miauczy, a jak wstaję z kanapy, prowadzi mnie do miski (lub do drzwi, kiedy chce wyjść na podwórko) – Brenda też próbuje tak robić, ale ona raczej siada i patrzy tak długo, aż ktoś się domyśli, że czegoś chce. Perła ma swoje ulubione miejsce w moim gabinecie i zawsze na nim śpi.

 

domi4

 

Brenda jest przebiegła i podstępna. W przeciwieństwie do Perełki pozwoli ze sobą zrobić wszystko, wytulić, wyściskać, wygłaskać po brzuchu, wymasować poduszki łapek, ale za to zawsze interesownie – kiedy sama przychodzi się połasić, to znaczy, że chce dostać mleczko (nie szkodzi jej, ale Perełce już tak). Zdarza się, że wejdzie komuś na kolana, nawet komuś z gości, ale zwykle jest dzika i wyobcowana, ogólnie moje koty nie należą do społeczników – wzajemnie też za sobą nie przepadają. Po ogrodzie łazi za mną jak cień, Perła zresztą też lubi towarzyszyć w spacerach.

Lubię w nich też to, że są elastyczne, wiedzą, że jeśli chcą dostać smakołyk, muszą się postarać – i tak pozbawiliśmy Brendę resztek godności, ucząc ją siadać na komendę – albo stają na dwóch łapkach i sięgają sobie po chrupka, który znajduje się nad ich głową.

domi8

 

 

Kot w kuchni

Nie ma prawa bytu. Co prawda Brenda ma swoją oddzielną miseczkę na mleczko w naszej kuchni, ale miska na chrupki stoi w mieszkaniu rodziców (mamy rozdzielność piętrową i oddzielne gospodarstwa, ale koty sobie swobodnie biegają). Nie ma u nas takich sytuacji, by kot mógł wejść na blat i wąchać szynkę, którą kroję albo siedzieć obok talerzy z jedzeniem – koty u nas są przede wszystkim wychodzące na podwórko – podwórko, na które przychodzą różne dzikie zwierzęta – sarny, lisy, zające, dlatego szybko oduczyliśmy Brendę (z Perłą nie było problemu), aby nie wchodziła na blaty czy stół – choć zdarza jej się porwać ze stołu obgryzione kości po kurczaku albo resztkę kotleta schabowego, kiedy już odejdziemy ze stołu.

Perła nie ma odruchu, za to Brenda od razu wyczuwa, kiedy krojony jest świeży kurczak, dlatego od razu przybiega do kuchni i… mimo tego, co pisałam chwilę wcześniej – dostaje zawsze kawałeczek 😉

 

domi7

 

Co jadają Twoje koty?

Zwykle suchą karmę, czasami mamy dzień dobroci i dostają tuńczyka z puszki – ale to naprawdę bardzo rzadko, raz ze względu na cenę, a dwa, że puszkowanym jedzeniem kotów nie karmimy. Brenda dostaje też mleczko (koleżanka hodowca powiedziała, że jak nie szkodzi i nie ma bezpośrednich objawów, to można śmiało dawać), więc dostaje kilka łyczków zawsze z rana na rozgrzewkę, Perła nie dostaje, bo właśnie po mleczku choruje. Brenda bardzo lubi też mokrą karmę z saszetek i jestem przekonana, że za kawałek kurczaka (surowego, pieczonego, gotowanego) byłaby w stanie zabić z zimną, kocią krwią i nie mieć wyrzutów sumienia. A poza tym – czasami zjadają to, co upolują, najpierw przynoszą nam na taras, by się pochwalić, a potem pożerają, bezwzględnie chrupiąc małe kosteczki – głównie Perła, Brenda tylko przynosi się pochwalić. Perła mimo, że wybredna, nie pogardzi kawałkiem naleśnika, czy gotowanej kapusty (kiedyś przy robieniu gołąbków spadł mi kawałeczek ze stołu i akurat kot się napatoczył), a nawet ciasteczkiem z maszynki.

 

domi5

 

Najciekawsza historia

Brenda? Ach, Brenda to jest numerantka, jakich mało. Kiedy przywieźliśmy ją do domu, Tata wysadził mnie na podjeździe, a kiedy ruszył, by zaparkować, wystraszona dźwiękiem szurania kamieni, podrapała mnie i uciekła w krzaki (i choinki), łapaliśmy ją kilkadziesiąt minut, po czym postanowiła wdrapać się na kilkumetrowego świerka i tam spędzić kilka najbliższych godzin – nasz dzielny Tata próbował ją stamtąd ściągnąć, ale nawet zachęta w postaci śmietanki niewiele dała, trzeba było się przedrzeć przez las kłujących igieł. Jeszcze tę samą noc, ku mojemu przerażeniu, kotek przespał w kuwecie ze specjalnie naszykowanym dlań żwirkiem – nie, Brenda już nie sypia w kuwecie! : )

P.S. Do tej pory, kiedy wskoczy na drzewo, nawet na wysokość 1 metra, siedzi i płacze, trzeba wtedy pójść i ją z tego drzewa ściągnąć. To jest taki Scooby-Doo w kociej skórze, boi się własnego cienia.

Jeśli chodzi o Perełkę, to przychodzi mi do głowy jedna historia, ale mimo, że finał był szczęśliwy i teraz się z tego śmiejemy, to i tak nadal mrozi krew w żyłach – jeśli kiedyś komuś kot wsiadł do otwartego przed jazdą samochodu – zrozumie 😉


Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

domi9