Kulinarne koty – ferajna z Pitu Pitu Slow Food

pitu1

 

Na zakręcone dziewczyny z Pitu Pitu Slow Food trafiłam dzięki komentarzom w kocim cyklu. Bardzo się z tego cieszę, bo jednym z jego celów jest poznanie nowych blogerów kulinarnych z mruczącymi podkuchennymi, o co w rozbuchanej blogosferze kulinarnej nie jest łatwo. Kasiu, Agnieszko, witam w moim cyklu i oddaję Wam głos 🙂

pitu3

 

Kot w kuchni to wyzwanie dla kucharza. Cztery  koty w kuchni to sport ekstremalny, a cały dom tymczasowy – istne szaleństwo.
Kasia ma cztery  koty w kuchni, Agnieszka, w zależności od stanu zakocenia domu tymczasowego, kotów w kuchni może mieć nawet kilkanaście (choć uparcie podkreśla, że kocich rezydentów jest trójka;)).
Ale to nie przeszkadza w realizacji kulinarnych pasji. Wręcz przeciwnie, nieraz koty okazują się idealnym tłem dla doskonałego ujęcia zupy. Zdążą się oczywiście też, że zupa wyląduje na podłodze, zanim osiągnie się idealne ujęcie.
Mimo wszystko dziewczyny za nic nie zrezygnowałyby z łączenia obu pasji:)

pitu2

 

Agnieszka: Gotowanie z kotami, tak samo, jak życie z kotami wymaga sprytu:) Wywabienie kotów z kuchni podczas gotowania to prawdziwe wyzwanie.
Koty uczą, że kiedy gotujesz to musisz im coś dać – gałązkę natki od pietruszki, zgnieciony papierek do pieczenia lub podstępnie i po cichu musisz gotować kiedy śpią. Jeśli chodzi o fotografowanie potraw – plan trzeba wymyślić, stworzyć i obfotografować danie w mgnieniu oka – inaczej – może nie być co fotografować…

Posiadając koty tymczasowe, zwłaszcza maluchy – w każdej chwili, możesz spodziewać się, że obiad z talerza cudem wyparuje, a ser z kanapki się rozpłynie w powietrzu.

Trudno powiedzieć, co w moim domu było pierwsze – gotowałam zawsze, koty też właściwie były zawsze. Ich obecność bardziej się ujawniła przy zdjęciach, niż przy gotowaniu.

Rezydentów, czyli swoich własnych kotów – mam niezmiennie trzy:
Płatek – towarzyszący mi przy każdej czynności w kuchni,
Smok – który, grzecznie trzyma dystans, kiedy go o to poproszę,
oraz Igę – która, musi poznać wszystkie tajniki potraw, ale szczęśliwie – z wysokości lodówki.

Kotów tymczasowych, czyli takich, które czekają u mnie na adopcję, jest zmienna liczba – to właśnie one stanowią największe wyzwanie, bo jak tylko zdołam nauczyć je manier w kuchni – znajdują swój własny dom na zawsze:)

 

pitu4
Blogowanie niewiele zmieniło w moim życiu, gotowałam zawsze. Zmieniło się jedynie to, że teraz jem więcej zimnych potraw, bo zanim powstanie zdjęcie – dawno ostygną:)

Na blogowaniu zyskały koty, bo znacznie więcej różnorodnych potraw gotuję właśnie im.

Blog także zyskał, bo jednak kocia łapa na zdjęciu, zdecydowanie dodaje uroku każdej nudnej zupie czy zapiekance;)

pitu5

 

Kasia: Historia moich kotów wiąże się niejako z Agnieszką, albo moja znajomość z Agnieszką wiąże się z moimi kotami. Trójka z czwórki moich kotów trafiła do mnie przez ludzi współpracujących z Pruszkowskim Domem Tymczasowym, czyli tak naprawdę z Agnieszką właśnie.
Smoka przyniosła do mnie Małgosia, gdy był jeszcze maleńki i wymagał karmienia butelką, potem Małgosia wciągnęła mnie w kocie klimaty, łapanie bezdomnych kociaków i wolno żyjących kotek, w ramach PDT. I tak niedługo po Smoku pojawiła się jego siostra Świnka (złapana przeze mnie, na 99% pochodzi z tego samego miotu co Smok), a trochę później, w ramach sprawdzenia miejsca pod kątem konieczności ewentualnej interwencji PDT wylądowałam z moim ukochanym Rysiem (który oczywiście miał być kotem tylko „na tymczas”. Beci – najstarsza z kociego rodu, trafiła do mnie wiele lat wcześniej. Gdzieś w całej tej historii zaangażowałam się w pomoc wolno żyjącym kotom z mojej okolicy, stając się dumną opiekunką stada kilkunastu takich kotów, a konsekwencją tego wszystkiego okazała się znajomość z Agnieszką, która zaprowadziła nas do PituPitu.

Moje koty, tak jak i ja to wiecznie głodne bestie. Rysiek jest smakoszem wszystkiego co jest kluchą, przygotowywanie z nim makaronu to walka o ciasto, a gdy już długie nitki przechodzą przez moją ukochaną maszynę do makaronu Rysiek jest w pełnej gotowości do skoku na kluchę.
Smok to weganin, przynajmniej jeśli chodzi o ludzką kuchnię, preferuje sałatę, z takim liściem potrafi uciekać przez pół mieszkania.

pitu6
Asysta całej czwórki odbywa się przy jedzeniu czekolady, jogurtów, kanapek z serem itp.
Ale kocia asysta w kuchni to nie tylko jedzenie, Świnka zawsze z nami rozmawia jak rozładowujemy zmywarkę, my widelec do szuflady, Świn na to „miau!”, Beci dba o to by zioła w doniczkach były odpowiednio przycięte, Ryś zawsze wygrzewa wszystkie moje talerze i patery, a Smok, cóż, Smok siada na małym schodku który stoi w kuchni i obserwuje, czasami ocierając łepkiem o moją nogę.
I w swojej diecie, i w diecie moich kotów dbam o to żeby to co jemy było wartościowe. Ja nie jem śmieciowego jedzenia (przynajmniej przeważnie nie jem) i nie karmię takim jedzeniem moich kotów. Jedzenie dostępne w supermarketach odpada, często nawet jedzenie dostępne w supermarketach zoologicznych odpada. W moim przypadku świadoma opieka nad moimi kotami wiąże się często z poszukiwaniem godzinami odpowiedniej karmy, porównywania składów i opinii.
Kocham moje koty za to że włażą mi centralnie w kadr właśnie wtedy gdy idealnie ustawię sobie makaron na widelcu i za to że z rozbrajającą niewinnością potrafią wsadzić swój koci tyłek w środek przygotowanego talerza z miną „ale o co ci chodzi”.

Nasze poczynania kulinarne możecie śledzić tu: www.pitupituslowfood.pl
Koty Kasi zobaczycie tu: https://www.facebook.com/smok.waclaw
Kuchnia w domu tymczasowym – tu: https://www.facebook.com/PruszkowskiDomTymczasowy

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

pitu7

 

(Odwiedzone 173 razy, 1 dzisiaj)

2 przemyślenia nt. „Kulinarne koty – ferajna z Pitu Pitu Slow Food

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.