Archiwa kategorii: Zimne desery

Eton mess z malinami

eton mess z malinami i borówkami

Ten wspaniały letni deser jadłam kiedyś na blogerskim pikniku i bardzo mi posmakował. Teraz zrobiłam go jako dodatkowy deser na urodziny, prócz tortu, zimnego serniczka i ciasta z letnimi owocami. Eton mess z malinami był przebojem podwieczorku i smakował bardzo całej Rodzince. Oprócz tradycyjnych truskawek dodałam do niego maliny z ogrodu i borówki. Wszystkie te owoce fajnie się skomponowały i razem ze pozostałymi skladnikami deseru stworzyły doskonały letni smak.

ETON MESS Z MALINAMI

  • 400 ml śmietanki 30 lub 36 %
  • 10 dkg drobnych bezików ( miałam gotowe)
  • szklanka truskawek
  • szklanka malin
  • 1/2 szklanki borówek lub jagód
  • 2-3 łyżki drobnego cukru
  • mięta do dekoracji

Kilka godzin przed podaniem deseru myjemy i kroimy truskawki po odjęciu szypułek, przesypujemy cukrem i zostawiamy w temperaturze pokojowej , aż puszczą sok. Dodajemy też maliny, zostawiając najładniejsze do dekoracji na wierzch. Podobnie zostawiamy na wierzch deseru kilka ładnych, drobnych bezików a resztę kruszymy.

Śmietankę mocno chłodzimy i ubijamy na gęsto ale niekoniecznie na sztywno. Nie dodajemy cukru, bo owoce i bezy są już dośc słodkie.

Zazwyczaj Eton mess podajemy w pucharkach , każdą porcję osobno. Ale u mnie z jedzeniem słodyczy różnie bywa, zaplanowałam, że każdy sobie włoży tyle ile chce i przygotowałam deser w jednej dużej misce. Na dno ułożyłam część owoców w syropie, które puściły, na to warstwę ubitej śmietanki, potem pokruszone beziki, następną warstwę owoców plus trochę borówek, na wierzch kolejną warstwę śmietany. Górę deseru udekorowałam pozostałymi owocami, kilkoma drobnymi bezikami i listkami mięty.

Temu deserowi latem trudno się oprzeć, dlatego każdy po nabraniu sobie słusznej porcji wziął jeszcze dokładkę. Eton mess jest prostszy w wykonaniu niż Pavlova, składniki ma podobne i tak samo świetnie smakuje. Polecam każdemy ten doskonały letni deser, z każdymi soczystymi sezonowymi owocami będzie super smakował.

Smacznego !

Jogurtowiec nadziewany galaretką

jogurtowiec nadziewany

Latem moimi ulubionymi deserami są wszelkiego rodzaju zimne serniczki , robione na bazie galaretek i żelatyny, nie tylko z serków ale i z jogurtu. Nawet wolę te ostatnie, bo są lżejsze i przyjemniejsze w konsumpcji w czasie upałów. Czasem robię je jednorodne, bywa, że dodaję galaretkę z owocami lub bez, bywa, że wzbogacam je musem jabłkowym. Tym razem zrobiłam coś innego – w masie jogurtowej zatopiłam kawałki innej kolorystycznie galaretki i dodałam do tego truskawki. Efekt spodobał się dzieciom i posmakował im bardzo, więc będę robiła go częściej i z różnymi owocami.

JOGURTOWIEC NADZIEWANY GALARETKĄ I TRUSKAWKAMI

  • galaretka cytrynowa i łyżeczka żelatyny
  • galaretka truskawkowa
  • ok. 550 ml jogurtu naturalnego ( mały i duży)
  • łyżka cukru
  • 1-2 gałązki mięty
  • kubek truskawek

Galaretkę truskawkową przyrządzamy według przepisu i zastudzamy w lodówce. potem kroimy na drobne kawałki, mogą być nieregularne.

Galaretkę cytrynową rozpuszczamy w połowie porcji wody ( szklanka) , dodając łyżeczkę żelatyny i łyżkę cukru. Do gorącej wrzucamy gałązki mięty. Mieszamy dokładnie, by wszystko się rozpuściło i studzimy , mieszając od czasu do czasu.

Gdy galaretka wystygnie, wyjmujemy gałązki mięty i mieszamy ją z jogurtem, lekko ubijając , najlepiej za pomocą rózgi. Wlewamy do pojemnika ( plastikowy do przechowywania jedzenia się sprawdza) i do płynnej masy wkładamy kawałki galaretki i truskawki pozbawione szypułek. Wygładzamy powierzchnię tak, by elementy „nadzienia” nie wystawały nad powierzchnię masy. Wkładamy do lodówki na kilka godzin a najlepiej na noc.

Taki zimny deser dobrze się kroi, jest dekoracyjny i doskonale smakuje. Jest orzeźwiający i świetnie nadaje się na upały.

Smacznego !

Tiramisu wiśniowe

tiramisu wiśniowe

Jak co roku od 13 lat siadam przed ekranem komputera i robię wpis na bloga. Dokładnie 13 lat temu zrobiłam to pierwszy raz, pod okiem młodszej córki , wtedy 12-letniej, która mi tego bloga założyła. Od tego czasu wiele się zmieniło, przede wszystkim poznałam wielu wspaniałych ludzi, nauczyłam się nowych technik gotowania i przyrządzania ciekawych potraw. Podróżowałam po Polsce i nie tylko, poznając nowe smaki i piękne okolice. Ostatnio oczywiście trochę mniej, ale liczę, że niedługo wszystko wróci do normy.

Publikuję ostatanio rzadko, co nie znaczy, że nie przyrządzam nowych potraw, które warto pokazać. Sporo zdjęć czeka na pokazanie wraz z przepisami, jednak trudno mi się zmobilizować, by to zrobić. Na początku pandemii byłam aktywna, pokazywałam różne sposoby na wzmocnienie odporności czy radzenie sobie w nowej sytuacji, teraz jednak długa zima dała się we znaki mojemu zdrowiu a wraz ze spadkiem formy fizycznej , opadła też chęć do działań twórczych – a tak traktuję pisanie bloga.

Urodziny bloga obchodziłam już wczoraj, bo tak pasowało dzieciom. Zrobiliśmy grilla w ogrodzie ( przerwanego nagłym deszczem) , na deser zrobiłam serniczek na zimno i nową formę tiramisu, wzbogaconą wiśniami znalezionymi w zamrażalniku.

TIRAMISU WIŚNIOWE

  • paczka biszkoptów ( miałam okrągłe)
  • szklanka mocnej kawy i 3 łyżki amaretto
  • 300 ml śmietanki 30 lub 36 %
  • 3 łyżki cukru-pudru
  • serek z jogutrów ( 2 x 400 ml )
  • 1/2 szklanki wiśni z kompotu i łyżka malin
  • czekolada do starcia na wierzchu

Jogurty wylewamy na sito wyłożone gazą i odcedzamy najpierw kilka godzin w temperaturze pokojowej a potem w lodówce, najlepiej przez noc.

Schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem-pudrem na krem. Potem mieszając mikserem na małych obrotach dodajemy po łyżce odciśniętego serka. Dzielimy na połowę , do jednej dodajemy zmiksowane z malinami wiśnie z kompotu, pozbawiwszy je najpierw pestek.

Biszkopty moczymy w przestudzonej kawie z amaretto i wykładamy nimi dno naczynia ( najlepiej szklanego). Kładziemy na nie masę wiśniową, następnie ukladamy kolejną warstwę namoczonych tak samo biszkopotów. Na wierzch kładziemy białą masę i wstawiamy do lodówki na kilka godzin. Podajemy posypane wiórkami gorzkiej czekolady .

Dzień był gorący, więc zimne tiramisu z orzeźwiającym dodatkiem wiśni smakowało nam doskonale. Mam nadzieję, że 13 rocznica bloga nie będzie pechowa, ostatnie ciepłe dni poprawiły mi nastrój i spróbuję publikować częściej moje przepisy.

Smacznego !

Krem z mrożonych malin do ciasta

krem z mrożonych malin do ciasta

Latem robię sporo przetworów owocowych w słoiczkach , a że jest z tym sporo pracy , więc jak zostanie nadmiar owoców , to je mrożę. Potem, nawet zimą wyciągam je z zamrażalnika i wykorzystuję do deserów. Zwykłe ciasto czekoladowe , którego ozdobą wizualną i smakową jest krem z mrożonych malin, doskonale smakuje i przywołuje wspomnienie smaków lata.

Do kremów owocowych wykorzystuję różne dodatki – bitą śmietanę , serki homogenizowane lub jogutrowe, ich miksy a czasem jak nie mam za dużo czasu to zwykły, gęsty jogurt. Ten był właśnie robiony spontanicznie, więc lekko rozmrożone i przesypane cukrem-pudrem owoce zmiksowałam z miętą i greckim jogurtem. Maliny świetnie się komponują z ciastem czekoladowym , więc szybki deser mimo swej prostoty został powitany z entuzjazmem.

KREM Z MROŻONYCH MALIN

  • szklanka mrożonych malin
  • 2 łyżki cukru-pudru
  • gałązka mięty
  • szklanka greckiego jogurtu
  • szczypta cynamonu

Maliny po wyjęciu z zamrażalnika wsypałam do miseczki i przesypałam je cukrem -pudrem . Listki mięty obrałam z gałązki i dodałam do rozmrażających się malin. Gdy lekko puściły sok włożyłam je do blendera razem z jogurtem i zmiksowałam , nie na gładko lecz tak, by było lekko czuć strukturę owoców. Dosypałam szczyptę cynamonu, by podkreślić smak malin.

Taki krem można nie tylko wykorzystać do ciasta lecz także zjeść jako samodzielny deser . Czasem zimą pozwoli nam powspominać lato i smak owoców prawie, jak tych prosto z krzaczka. Jest ciekawszy w smaku niż kremy i desery z owoców w słoiczkach .

Smacznego !

Jesienny deser z ciasteczkami i pigwą

jesienny deser z ciasteczkami i pigwą

Pora jest szara i bura i czasami najdzie nas ochota na coś słodkiego i pysznego na poprawę nastroju. Ja zwykle w takich przypadkach robię szybkie desery na bazie ciasteczek, bitej śmietany lub kremu , który można szybko zrobić i owocowych albo bakaliowych dodatków. Ten jesienny deser z ciasteczkami i pigwą jest na bazie kremu budyniowego . Bazą były owsiane ciasteczka , ciężkie i wilgotne, z lekka nutą słodyczy. Pokruszone na spód deseru spełniły swoją rolę bazy deserowej, choć same w sobie też stanowią doskonałą i zdrową przekąskę, na podwieczorek do kawy czy słodkie drugie śniadanie.

Jesienny deser z ciasteczkami i pigwą

  • po dwa ciasteczka owsiane na deser
  • masa budyniowa
  • łyżka syropu z pigwy i kilka owoców z syropu
  • po łyżce musu z pieczonych jabłek z cynamonem
  • łyżka rodzynków
  • ciasteczka cantuccini
  • opcjonalnie- listki mięty do ozdoby i smaku

Rodzynki namoczyłam w łyżce korzennego syropu z pigwy z dodatkiem łyżeczki spirytusu. Pigwa z imbirem i cynamonem ma nie tylko doskonałe walory smakowe – kwaskowy smak i korzenny aromat , który podnosi smak deserów i nadaje im wyrazistości. Jest też doskonałym dodatkiem do herbaty- wraz z syropem , pełna zdrowotnych właściwości, zwłaszcza witaminy C, tak potrzebej teraz by wzmocnić odporność.

Masę budyniową zrobiłam tak, jak tutaj – z tym, że na koniec wmieszałam w nią łyżkę wzmocnionego spirytusem syropu z pigwy, który został po odcedzeniu rodzynków.

Na dno szerokich szklanek włożyłam pokruszone ciasteczka owsiane – po dwa na deser. Ciasteczka przykryłam kilkoma łyżkami kremu budyniowego a dla złamania smaku dodałam kwaskowy mus z pieczonych jabłek z aromatem cynamonu. Kleks z masy stanowił tło dla dodatków – plasterków pigwy w syropie i odcedzonych , namoczonych wcześniej rodzynków.

Nie lubię sie powtarzać , więc na wierzch, dla uzyskania efektu chrupkości włożyłam włoskie ciasteczka cantuccini z czekoladą, które można schrupać na początku lub w trakcie zjadania deseru. Smak gorzkiej czekolady i lekko korzennego ciasta w tych ciasteczkach doskonale współgra z resztą deseru . Same ciastka zaspokoją nasz apetyt na „małe conieco” na słodko bez problemu.

Lubię mieć w domu różne ciasteczka i dodatki, by w razie potrzeby móc na ich bazie zrobić szybko jakiś ekstra deser.

Smacznego !

Deser limonkowy z mascarpone

deser limonkowy z mascarpone

Lato to czas, kiedy zimne desery u mnie często goszczą. Owoce prosto z ogrodu dobrze smakują z odpowiednimi smakowymi dodatkami. Oczywiście klasyką jest bita śmietana , lubię też do deserów dodawać chrupiące ciasteczka , domowe dżemy czy musy owocowe a także kremowe serki. Do tego, we włoskich klimatach, zrobiłam masę z serka mascarpone z dodatkiem soku z limonki. To naturalny, pyszny i orzeźwiający sok z wyciśniętych limonek z dodatkiem olejków eterycznych, który doskonale podkreśla smak deserów. Mam już maliny i jagody kamczackie , zostały ozdobą smakową i wizualną – deser limonkowy z mascarpone super z nimi smakował.

deser limonkowy z letnimi owocami

DESER LIMONKOWY Z MASCARPONE

  • opakowanie serka mascarpone
  • 150 ml śmietanki 30 %
  • 2 łyżki cukru-pudru i łyżka cukru migdałowego
  • łyżka soku z limonki Limmi
  • kilka łyżek dżemu truskawkowego
  • 100 g ciasteczek owsianych
  • jagody kamczackie, maliny
  • świeża mięta

Śmietankę ubijamy z cukrem-pudrem. Ser mascarpone mieszamy z cukrem-pudrem i migdałowym, dzielimy na pół . Do połowy dodajemy sok z limonki , do drugiej rozgniecione maliny.

Deser kompnujemy w następujący sposób : na dno szerokich szklanek lub pucharków wkładamy pokruszone ciasteczka , na nie kładziemy łyżkę bitej śmietany. Dalej dorzucamy dżem truskawkowy i dwie warstwy smakowego serka mascarpone : limonkową i malinową. Dalej dorzucamy maliny i kleks bitej śmietany , całość ozdabiamy jagodami i świeżą miętą.

Moje zimne desery zawsze cieszą się powodzeniem u domowników i gości, ten serkiem mascarone i z sokiem naturalnej limonki zebrał pochwały za orzeźwiający smak i dobrze skomponowane dodatki. Polecam na ekstra okazje latem.

Smacznego !

Deser cynamonowo-miętowy na 12 rocznicę bloga

deser cynamonowo-miętowy

Podobno 13 maja to bywa pechowa data , ale dla mnie jest bardzo szczęśliwa. Dwanaście lat temu moja młodsza ( 12-letnia wtedy) córka stwierdziła, że robię w kuchni na tyle ciekawe rzeczy, że warto to pokazać w Internecie, założyła mi bloga , na darmowej platformie bloog.pl i pokazała, jak mam robić wpisy. Początkowo nie było zdjęć, przez pierwszy rok wpisy zdarzały się sporadycznie, ale jak rok później pojawił się agregator kulinarnych blogów, miejsce nie tylko prezentacji potraw, ale też wirtualnych spotkań i pogaduszek, wciągnęłam się w blogowanie i zostało mi do dziś. Więcej wspomnień można znaleźć w innych urodzinowych wpisach , zacytuję tylko po raz kolejny córkę „zakładając bloga dałam Ci drugie życie”. To prawda, mogę tu realizować swoje pasje – do gotowania i pisania, odbyłam mnóstwo ciekawych kulinarnych podróży , poznałam wielu wspaniałych ludzi, mam sporą kolekcję autografów :

autografy blogerów kulinarnych

Czas izolacji z powodu koronawirusa wykorzystuję robiąc porządki w zdjęciach , uzupełniam te stracone wraz z bloog.pl w starych wpisach i wspominam miłe chwile. A wczoraj zauważyłam , że na blogu jest sporo wejśc na moją podstronę z limerykami :

Zaczęłam je pisać na początku blogowania, nawet kilka było publikowanych w konkursach miesięcznika literackiego Bluszcz. Dziś mimo mojego święta mam nastrój raczej na innego rodzaju wiersze , więc może lepiej przejdźmy do deseru :

DESER CYNAMONOWO-MIĘTOWY

  • masa serowo -jogutrowa taka jak tutaj ( kubek)
  • łyżeczka kakao
  • dwie łyżki czekośliwki
  • kilka pokruszonych herbatników
  • wafelek
  • tarta mięta
  • cynamon
  • owoce ( u mnie jagody kamczackie znalezione wczoraj w ogrodzie 🙂

Właściwie nie chciało mi się robić deseru, ale wczoraj pieląc w ogrodzie znalazłam już na krzaczkach posadzonych rok temu kilka jagód kamczackich i zrobiłam sobie improwizowany deser z masy serowo- jogurtowej.

jagody kamczackie znalezione 12 maja

Do połowy masy dodałam kakao i sporą szczyptę cynamonu . Na dno szerokiej szklanki włożyłam pokruszone herbatniki i przykryłam je domowym dżemem śliwkowym z czekoladą i cynamonem. Na to łyżka białej masy i tarta mięta, potem masa z kakao i na wierzch znów reszta białej. Posypałam jagodami i tartą miętą, włożyłam kawałek wafelka, za pomocą którego deser przyjemniej zjeść.

Całość wyszła bardzo smaczna, uwielbiam zarówno miętę jak i cynamon, to było dla mnie prawdziwe comfort food na poprawę nastroju. A teraz poprzeglądam sobie rocznicowe wpisy i relacje z fajnych wydarzeń , przez 12 lat sporo się tego zebrało.

Smacznego !

Deser banoffee z ananasem

deser banoffee

Na pomysł tego deseru wpadłam spontanicznie , gdy zostało mi kajmaku od wielkanocnych mazurków. Banana miałam już tylko jednego, ale w lodówce spoczywała połówka świeżego ananasa, który wzbogacił ten pyszny deser. Zamiast kruchych ciastek miałam herbatniki, sprawdziły się bardzo dobrze. Wzbogaciłam też deser banoffee masą serową z odciśniętego jogurtu i bitej śmietany. Przy jej ubijaniu nie obyło się bez przygód, bo moje stanowisko do miksera na kuchennym blacie wymaga chyba zmiany…

DESER BANOFFEE

  • 1/3 puszki kajmaku
  • 300 ml śmietanki 30 %
  • 2-3 łyżki cukru-pudu
  • łyżka cukru z wanilią
  • jogurt naturalny 400 ml
  • duży banan, sok z cytryny
  • pół ananasa
  • 4 małe paczki herbatników
  • kawałek czekolady
  • listki mięty

Jogurt wylałam na sitko wylożone gazą i odcedziłam na serek. Śmietankę ubiłam z cukrem-pudrem , połowę odłożyłam do miseczki, do drugiej dodałam miksując serek z jogurtu i cukier z wanilią. Herbatniki pokruszyłam drobno, bo wolę do deserów takie a nie drobno zmielone. Banany pokroiłam w plasterki i skropiłam cytryną. Ananasa pokroiłam na kawałki.

W szerokich szklankach układałam po kolei pokruszone hernatniki, na nie położyłam plasterki banana i sporą łyżkę kajmaku. Na to położyłam warstwę masy serowo – jogurtowej i kolejno – herbatniki, dla odmiany ananas, znów kajmak i bitą śmietanę. Na wierzch starłam czekoladę i ozdobiłam listkami mięty.

Deser banoffee wyszedł pyszny, ale jego wykonanie wymagało sporo pracy i dobrej organizacji w kuchni. Mam na blacie stanowisko do miksera , ale przy tak wieloskładnikowym deserze muszę sobie wszystko dobrze ustawić, by praca dobrze mi poszła.

Jak już wspomniałam, przy ubijaniu miałam małe problemy, bo śmietanka rozpryskiwała mi sie poza miskę brudząć kuchenny blat. Musiałam też porozkładać wszystkie elementy deseru tak, by było mi wygodnie go zrobić, podgrzać lekko kajmak, bo za późno wyjęłam go z lodówki… Przy tym wszystkim okazało się, że w mojej dość ciasnej kuchni przydało by się inne ustawienie mebli . Tak w ogóle to są już stare i warto by je zmienić. Trudno mi będzie dobrać gotowe tak, by wszystko w kuchni ustawić tak, jak trzeba. W moim przypadku optymalnym rozwiązaniem będą meble kuchenne na wymiar. Można będzie wszystko dopasować do położenia zlewu, zmywarki, kuchenki , kontaktów i zrobić dogodne miejsce do pracy tak, by obywało się bez przygód. Kolor , faktura blatów , rozmiary szafek nie będą wtedy problemem.

Wieloskładnikowe słodkości, takie, jak deser banoffee w mojej wersji nie będa już wtedy problemem. Jak komuś zostało kajmaku od mazurków to polecam go zrobić, a tak w ogóle to jest doskonały comfort food na dzisiejsze , trudne czasy, wiec warto uprzyjemnić sobie życie takim deserem.

Smacznego !

deser banoffee

Lekki krem budyniowy w herbatnikach

lekki krem budyniowy

Ostatnio córka zarzuciła mi, że nie robie ciast z kremami, tylko takie konkretne, tylko z …ciasta. To prawda, ciasta z kremem robię rzadko, na specjalne okazje wolę takie drożdżowe czy ucierane , z owocami lub bakaliami. Są mniej kaloryczne , zwłaszcza jak się doda mniej cukru. Teraz jednak jest szary listopad i przyda się coś bardziej atrakcyjnego na poprawę nastroju. Mnie też się przyda, bo wróciłam w tę szarość prosto ze słonecznego Paryża… Eklerki przypomniały mi domowy lekki krem budyniowy, który robiłam do ciast lub tortów i wykombinowałam jego nieco lżejszą i prostszą wersję . Wykorzystałam go do deseru na bazie herbatników, robiąc z nich górę i dół. Można by jeszcze dodać na wierzchu polewę czekoladową, ale to jednak nieco więcej kalorii – a bagietki i sery pleśniowe, które zajadałam popijając winem sporo mi ich przysporzyły. Powinnam przejść na solidną dietę , ale ten szary listopad domaga się słodyczy by go jakoś przetrwać…

Paryż 19 listopada, widok na Sekwanę i Most Aleksandra

Lekki krem budyniowy w herbatnikach

  • 2, 5 szklanki mleka
  • 1,5 opakowania budyniu waniliowego
  • ok. 8 dkg masła
  • 3-4 łyżki cukru
  • 2 paczki dużych herbatników lub odpowiednio więcek małych
  • opcjonalnie- polewa czekoladowa

Klasyczny krem budyniowy robi się dodajac przestudzony ugotowany budyń do masła miksowanego z cukrem-pudrem. Ja kiedyś wynalazłam sposób na sktróty i jeśli się zachowa odpowiednie proporcje , to krem uda się bez problemu .

Najpierw gotujemy nieco gęstszy i słodszy budyń – po rozprowadzeniu z masłem będzie akurat. Wlewamy dwie szklanki mleka do garnka, dodajemy cukier do smaku , w połowie szklanki rozprowadzamy 1,5 opakowania budyniu. Gdy mleko się zagotuje, wlewamy rozprowadzony budyń i bardzo intensywnie mieszamy aż do zagotowania, bo gęsty budyń łatwo się przypala.

Masło dzielimy na małe kawałki ( plasterki grubości ok. pół centymetra , gdzieś 2 na 2 cm ) i stopniowo, po kilka dodajemy je do świeżo ugotowanego budyniu, mieszając intensywnie dużym widelcem lub sprężyną. Jak masło połączy się z budyniem , dodajemy klika następnych kawałków i powtarzamy tę czynność, aż zużyjemy całe masło i otrzymamy gładką masę.

W pojemniku plastikowym lub innym układamy na dnie herbatniki ( mnie tej masy starczyło na 8 ) , kładziemy na nie masę letnią lub w temperaturze pokojowej ( taka lepiej się rozprowadza) i porzykrywamy herbatnikami. Wstawiamy do lodówki by zastygła. Możemy potem heratniki polać po wierzchu roztopioną czekoladą.

Deser jest pyszny i prosty w wykonaniu, krem budyniowy zrobiony w ten sposób jest lżejszy niż tradycyjny, z dużą ilością masła. Polecam na jesienne szarugi, zdecydowani poprawia nastrój. Taki lekki krem budyniowy można też wykorzystać do torcików lub na górę biszkoptowego czy czekoladowego ciasta.

Smacznego !

Figa z makiem, miodem i twarogiem

Figa z makiem

Ten deser to żart z popularnego powiedzenia. Lubię takie wyzwania, materializowanie w kulinarny sposób utartych powiedzeń lub żartów. Wprawdzie figa z makiem brała kiedyś udział w warsztatch kulinarnych jako konfitura ( bardzo mi smakowała) , robiłam też już kiedyś deser na bazie fig i prażonego maku , ale tym razem pomysł jest nieco inny. Jest figa z makiem, ale też kilka dodatkowych komponentów, które pozwoliły stworzyć smakowity deser. Nie łamałam mocno smaków, dając słony ser ( ostatnio na blogach i Instagramie jest sporo wersji figi z fetą), wykorzystałam pyszny, domowy wiejski twaróg, który daje się doskonale kroić w plastry. Dodałam do niego łyżeczkę miodu , posypałam orzechami i prażonym makiem, który ma ciekawy, podkręcony smak i fajnie uzupełnia dodatki do figi.

FIGA Z MAKIEM , MIODEM I TWAROGIEM

  • Świeże figi
  • po plastrze dobrego twarogu na figę
  • po łyżeczce miodu
  • posiekane orzechy włoskie
  • prażony mak do posypania

Najpierw prażymy mak – rozgrzewamy suchą patelnię , wsypujemy cienką warstwą mak i podgrzewamy lekko mieszając , aż mak nabierze lekko orzechowego smaku. Trzeba uważać, żeby nie prażyc maku za długo, bo przypalony popsuje cały smak. Studzimy. Taki prażony mak jadląm po raz pierwszy na warsztatach serowych i od tego czasu często go robię.

Figę rozkrawamy na krzyż , w środek wkładamy kawałki twarogu. Możemy też włożyć na przykład łyżkę ricotty albo mascarpone, Dodajemy miód, mój był już zastygły, więc się nie rozlał na boki. Posypujemy po wierzchu posiekanymi orzechami ( włoskie najlepiej do fig pasują) i na koniec uzupełniamy nasz smaczny żart prażonym makiem.

Fajnie jest zaskoczyć Rodzinkę lub gości i na pytanie : co jest na deser ? odpowiedzieć : figa z makiem. Gdy już wszyscy zrobią zawiedzione miny, wtedy wjeżdżamy z naszymi owocami, wzbogaconymi za pomocą kilku prostych skladników. Pyszny deser gotowy a humory na pewno dopiszą . Słodka figa, dobry, tłusty twaróg dosmaczony miodem i chrupiąca posypka z prażonego maku -mniam 🙂

Smacznego !