Archiwa kategorii: Wegetariańskie

Deser limonkowy z mascarpone

deser limonkowy z mascarpone

Lato to czas, kiedy zimne desery u mnie często goszczą. Owoce prosto z ogrodu dobrze smakują z odpowiednimi smakowymi dodatkami. Oczywiście klasyką jest bita śmietana , lubię też do deserów dodawać chrupiące ciasteczka , domowe dżemy czy musy owocowe a także kremowe serki. Do tego, we włoskich klimatach, zrobiłam masę z serka mascarpone z dodatkiem soku z limonki. To naturalny, pyszny i orzeźwiający sok z wyciśniętych limonek z dodatkiem olejków eterycznych, który doskonale podkreśla smak deserów. Mam już maliny i jagody kamczackie , zostały ozdobą smakową i wizualną – deser limonkowy z mascarpone super z nimi smakował.

deser limonkowy z letnimi owocami

DESER LIMONKOWY Z MASCARPONE

  • opakowanie serka mascarpone
  • 150 ml śmietanki 30 %
  • 2 łyżki cukru-pudru i łyżka cukru migdałowego
  • łyżka soku z limonki Limmi
  • kilka łyżek dżemu truskawkowego
  • 100 g ciasteczek owsianych
  • jagody kamczackie, maliny
  • świeża mięta

Śmietankę ubijamy z cukrem-pudrem. Ser mascarpone mieszamy z cukrem-pudrem i migdałowym, dzielimy na pół . Do połowy dodajemy sok z limonki , do drugiej rozgniecione maliny.

Deser kompnujemy w następujący sposób : na dno szerokich szklanek lub pucharków wkładamy pokruszone ciasteczka , na nie kładziemy łyżkę bitej śmietany. Dalej dorzucamy dżem truskawkowy i dwie warstwy smakowego serka mascarpone : limonkową i malinową. Dalej dorzucamy maliny i kleks bitej śmietany , całość ozdabiamy jagodami i świeżą miętą.

Moje zimne desery zawsze cieszą się powodzeniem u domowników i gości, ten serkiem mascarone i z sokiem naturalnej limonki zebrał pochwały za orzeźwiający smak i dobrze skomponowane dodatki. Polecam na ekstra okazje latem.

Smacznego !

Makaron z pesto genovese i suszonymi pomidorami

makaron z pesto genovese i suszonymi pomidorami

Kto zjadł już cały zapas makaronu kupionego na czas pandemii ? U mnie powoli zapasy już się kończą, jednak dania z makaronem nadal rządzą w mojej kuchni. I to nie tylko dlatego, że zjadamy zapasy ale też z powodu świeżych warzyw, które są już dostępne. Teraz zajadamy się szparagami i właśnie zielone, lekko zgrillowane na patelni lub ugotowane na parze pasują mi do makaronu. Do świderków z razowej mąki pasowały mi włoskie klimaty, dlatego szparagi dostały do towarzystwa makaron z pesto genovese i suszonymi pomidorami . Wspaniałe, bazyliowe pesto z oliwą , orzeszkami piniowymi i serem Grana Padano i suszone na słońcu sycylijskie pomidory doskonale podkreśliły smak makaronu ze szparagami, które tym razem krótko ugotowałam na parze.

MAKARON Z PESTO GENOVESE I SUSZONYMI POMIDORAMI

  • opakowanie makaronu ( miałam razowe świderki)
  • wiązka zielonych szparagów
  • kilka łyżek pesto genovese
  • kilka suszonych pomidorów wraz z łyżką zalewy
makaron z zielonymi szparagami i pesto

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy i nie płuczemy, bo wtedy pesto nam się lepiej przyklei.

Zielone szparagi gotujemy kilka minut na parze, tak, by tylko lekko zmiękły. Suszone pomidory z zalewy kroimy w paski.

Mieszamy makaron z pesto w ulubionej ilości i układamy na talerzu. Na wierzch kładziemy suszone pomidory z niewielką ilością zalewy i ugotowane szparagi. I to wszystko, proste ale bogate smaki zapewnią harmonię całego dania. Makaron ze szparagami jest dobry nawet z samą oliwą i serem , ale w towarzystwie pesto i suszonych pomidorów to będzie poezja smaku. Cieszmy się świeżymi warzywami i doskonałymi dodatkami do nich , by makaron, który zajadamy pewnie ostatnio dość często nie był nudny i banalny.

Smacznego !

makaron z pesto genovese i suszonymi pomidorami

Deser cynamonowo-miętowy na 12 rocznicę bloga

deser cynamonowo-miętowy

Podobno 13 maja to bywa pechowa data , ale dla mnie jest bardzo szczęśliwa. Dwanaście lat temu moja młodsza ( 12-letnia wtedy) córka stwierdziła, że robię w kuchni na tyle ciekawe rzeczy, że warto to pokazać w Internecie, założyła mi bloga , na darmowej platformie bloog.pl i pokazała, jak mam robić wpisy. Początkowo nie było zdjęć, przez pierwszy rok wpisy zdarzały się sporadycznie, ale jak rok później pojawił się agregator kulinarnych blogów, miejsce nie tylko prezentacji potraw, ale też wirtualnych spotkań i pogaduszek, wciągnęłam się w blogowanie i zostało mi do dziś. Więcej wspomnień można znaleźć w innych urodzinowych wpisach , zacytuję tylko po raz kolejny córkę „zakładając bloga dałam Ci drugie życie”. To prawda, mogę tu realizować swoje pasje – do gotowania i pisania, odbyłam mnóstwo ciekawych kulinarnych podróży , poznałam wielu wspaniałych ludzi, mam sporą kolekcję autografów :

autografy blogerów kulinarnych

Czas izolacji z powodu koronawirusa wykorzystuję robiąc porządki w zdjęciach , uzupełniam te stracone wraz z bloog.pl w starych wpisach i wspominam miłe chwile. A wczoraj zauważyłam , że na blogu jest sporo wejśc na moją podstronę z limerykami :

Zaczęłam je pisać na początku blogowania, nawet kilka było publikowanych w konkursach miesięcznika literackiego Bluszcz. Dziś mimo mojego święta mam nastrój raczej na innego rodzaju wiersze , więc może lepiej przejdźmy do deseru :

DESER CYNAMONOWO-MIĘTOWY

  • masa serowo -jogutrowa taka jak tutaj ( kubek)
  • łyżeczka kakao
  • dwie łyżki czekośliwki
  • kilka pokruszonych herbatników
  • wafelek
  • tarta mięta
  • cynamon
  • owoce ( u mnie jagody kamczackie znalezione wczoraj w ogrodzie 🙂

Właściwie nie chciało mi się robić deseru, ale wczoraj pieląc w ogrodzie znalazłam już na krzaczkach posadzonych rok temu kilka jagód kamczackich i zrobiłam sobie improwizowany deser z masy serowo- jogurtowej.

jagody kamczackie znalezione 12 maja

Do połowy masy dodałam kakao i sporą szczyptę cynamonu . Na dno szerokiej szklanki włożyłam pokruszone herbatniki i przykryłam je domowym dżemem śliwkowym z czekoladą i cynamonem. Na to łyżka białej masy i tarta mięta, potem masa z kakao i na wierzch znów reszta białej. Posypałam jagodami i tartą miętą, włożyłam kawałek wafelka, za pomocą którego deser przyjemniej zjeść.

Całość wyszła bardzo smaczna, uwielbiam zarówno miętę jak i cynamon, to było dla mnie prawdziwe comfort food na poprawę nastroju. A teraz poprzeglądam sobie rocznicowe wpisy i relacje z fajnych wydarzeń , przez 12 lat sporo się tego zebrało.

Smacznego !

Pieczone buraczki na sałacie z serami

Pieczone buraczki na sałacie

To zdjęcie znalazłam przeglądając fotografie w starych folderach. Robiłam tę sałatkę wiosną rok lub więcej temu, ale pieczone buraczki są zawsze na czasie i przepis się przyda. Warzywa korzeniowe a zwłaszcza buraczki zachowują jeszcze swoje właściwości odżywcze a upieczone smakują szczególnie. W tej sałatce upieczone buraczki położyłam na rozdrobnionej sałacie lodowej, ale może to być też każda inna. Sery – tu domowa feta i mozzarella pasują do buraczków zawsze, dorzuciłam jeszcze trochę ziaren , by coś fajnie chrupało. Zdrowa i pyszna wiosenna sałatka.

PIECZONE BURACZKI NA SAŁACIE Z SERAMI

  • pół główki sałaty lodowej
  • kilka upieczonych buraczków
  • pół mozzarelli
  • 15 dkg fety
  • garść pestek słonecznika
  • łyżka uprażonego sezamu
  • sól, pieprz z młynka
  • łyżeczka ziół prowansalskich
  • łyżka octu jabłkowego ( miałam domowy)
  • łyżka dobrego oleju
pieczone buraczki w sałatce

Sałatę rwiemy na kawałki , rozkładamy na dużym talerzu lub półmisku, lekko solimy.

Pieczone buraczki obieramy i kroimy w dość grube plastry, rozkładamy na sałacie. Dorzucamy sery pokruszone na kawałki , polewamy octem jabłkowym i olejem tłoczonym na zimno lub oliwą. Posypujemy solą ( ostrożnie, bo feta jest słona) , pieprzem z młynka i ulubioną mieszanką ziół ( ja dałam prowansalskie) . Na koniec posypujemy pestkami słonecznika i uprażonym sezamem.

Jak już wspomniałam, pieczone buraczki są pyszną bazą do wszelkiego rodzaju sałatek. Na sałacie, z serami i pestkami smakowały doskonale.

Smacznego !

Makaron z młodymi chwastami i serami

makaron z młodymi chwastami

W tym roku zimy prawie nie było i można było korzystać z darów ogrodu niemal bez przerwy. Ktoś zapyta : jak to , przecież na grządkach po jesiennych zbiorach nic już nie rośnie. Ano rośnie i sami nie wiemy, jakie skarby witaminowe są w naszym zasięgu. Zacznę może od tego, co sami posialiśmy lub posadziliśmy – czyli ziół wieloletnich. W tym roku oregano, szałwia, natka pietruszki a nawet mięta mają się dobrze, zabezpieczone na grządkach suchymi liśćmi wypuszczają coraz to nowe zielone gałązki, z których skwapliwie korzystam. Poza tym mamy w ogrodzie ( a także w lesie czy na łąkach) młode chwasty, które rosną sobie same. Wiele z nich można jeść, są źródłem pierwszych wiosennych witamin i mikroelementów, lepszych, niż kupione nowalijki. To młode pokrzywy, wszechobecna gwiazdnica, pierzasty krwawnik, ostry czosnaczek i uciążliwy a jakże smaczny podagrycznik :

młode chwasty i zioła

Nazbierałam ich w ogrodzie i postanowiłam dodać do makaronu, który ugotowałam na obiad. By makaron z młodymi chwastami był kompletny, dorzuciłam do niego skrawki pyszych dojrzałych serów kozich, które przywiozłam sobie z kulinarnego spotkania.

MAKARON Z MŁODYMI CHWASTAMI I DOJRZAŁYMI SERAMI

  • Gruby makaron ( miałam świderki)
  • młode chwasty : pokrzywa, gwiazdnica, czosneczek, krwawnik, podagrycznik
  • młode zioła : natka pietruszki, oregano, szałwia
  • skrawki dojrzałych serów ( miałam Grądzkie)
  • sól, pieprz
  • oliwa lub dobry olej tłoczony na zimno

Makaron gotujemy al dente , odcedzamy.

Młode chwasty i zioła dokładnie płuczemy w kilku wodach. Pokrzywy przelewamy wrzątkiem na sitku, bo nawet młode czasem potrafią parzyć. Rozdrabniamy je ręką lub grubo siekamy na desce. Ziołami posypujemy makaron . Leciutko solimy, ale ostrożnie, bo reszta doda swojego smaku.

Sery skrawamy na cieniutkie płatki i rzucamy na makaron z chwastami. To wszystko polewamy dobrym olejem lub oliwą i posypujemy pieprzem z młynka. I wystarczy. To wszystko jest tak smaczne, że ja po swojej porcji …wylizałam talerz 🙂

Warto na wiosnę zrobić sobie taki pyszny witaminowy obiad. Przyznam, że młode chwasty są ostatanio bardzo popularne, odbywają się warsztaty z nimi, coraz częściej serwuje je się też w restauracjach i to nie tylko z regionalną kuchnią. W domu przyrządzanie takich posiłków jest proste, ale gdy mamy do ugotowania ich wiele warto zadbać o odpowiedni sprzęt, na przykład Resto Quality. Pomoże nie tylko przy gotowaniu, ale też przechowywaniu żywności czy przy serwowaniu kawy. Nie tylko dobre składniki ale też odpowiedni sprzęt decydują o sukcesie kulinarnych miejsc.

A witamin w naturze pojawie się coraz więcej – korzystajmy z nich, bo wzmacniają odporność i pomagają uporać się z panującymi aktualnie infekcjami. Odpowiednio doprawione – jak nasz makaron z młodymi chwastami i serami – doskonale też smakują.

Smacznego !

Sałatka ziemniaczana z brukselką kiszoną

Sałatki ziemniaczane robię w domu często, czasem improwizowane, gdy zostanie mi ziemniaków z obiadu. Do tej wykorzystałam niedawno zrobioną kiszonkę , brukselkę z dodatkiem marchewki i ugotowane jajka.

Już nieraz pisałam na blogu, że nie cierpię obierać ziemniaków. To taki trochę uraz z dzieciństwa, gdy jako najmlodsza z rodzeństwa pierwsza wracałam ze szkoły i moim zadaniem było obrać garnek ziemniaków dla dość licznej rodziny. Urozmaicałam to sobie wymyślając w międzyczasie różne historyjki . W sumie szkoda, że ich nie spisywałam, bo podobno Agata Christie wymyślała swoje kryminały podczas …zmywania naczyń, bo to było dla niej nudne i głupie zajęcie 🙂

Pół biedy, gdy ziemniaki trzeba obrać na obiad dla rodziny , gorzej jest na dużych imprezach. KIlka razy brałam udział w warsztatach kulinarnych połączonych z przygotowaniem sporej ilości jedzenia dla uczestników konferencji związanych z żywieniem. Każdy wykręcał się od obierania ziemniaków, szukajac bardziej kreatywnych zadań, no ale trzeba to było zrobić… Dlatego z ciekawością zauważyłam doskonałe udogodnienie dla gastronomii, jakim jest profesjonalna obieraczka do ziemniaków , wykonująca tę pracę w sposób mechaniczny. Uciążliwa czynność zostaje wykonana przez maszynę, a człowiek może się skupić na bardziej kreatywnych działaniach kulinarnych. A jak zostaną ziemniaki, to można je wykorzystać do sałatek.

SAŁATKA ZIEMNIACZANA Z BRUKSELKĄ KISZONĄ

  • kilka ugotowanych, obranych ziemniaków
  • pół słoika kiszonych brukselek wraz z marchewkami
  • dwa -trzy jajka na twardo
  • natka pietruszki
  • sól, pieprz , cząber suszony
  • dobry olej ( miałam rzepakowy, tłoczony na zimno)
  • łyżka soku z kiszonej brukselki

Ugotowane, ostudzone ziemniaki kroimy w grube plastry, na podobne dzieliny jajka na twardo i kiszone brukselki , dodajemy też plasterki ukiszonych raem z brukselką marchewek. Spokojnie można dodać zamiast brukselki kiszone ogórki ( podobnie smakują ) . Posypujemy wszystko solą i pieprzem a także suszonym cząbrem lub innym ziolem, które nam pasuje. Dressing robimy z łyżki soku z kiszonki i dobrego oleju, polewamy nim sałatkę i posypujemy świeżą natką pietruszki. Możemy wstawić na kilkanaście minut do lodówki, by smaki się „przegryzły”, ale na świeżo też super smakuje.

A wracając do obierania ziemniaków – najchętniej „spycham” tę czynność na innych członków rodziny, gotuję często kasze, ryż i makaron, ale są dania wymagające ziemniaków i wtedy trudno, obieram. A jak ugotuję więcej i zostanie, to nie marnuję i robię pyszne sałatki.

Smacznego !

Lekki krem budyniowy w herbatnikach

lekki krem budyniowy

Ostatnio córka zarzuciła mi, że nie robie ciast z kremami, tylko takie konkretne, tylko z …ciasta. To prawda, ciasta z kremem robię rzadko, na specjalne okazje wolę takie drożdżowe czy ucierane , z owocami lub bakaliami. Są mniej kaloryczne , zwłaszcza jak się doda mniej cukru. Teraz jednak jest szary listopad i przyda się coś bardziej atrakcyjnego na poprawę nastroju. Mnie też się przyda, bo wróciłam w tę szarość prosto ze słonecznego Paryża… Eklerki przypomniały mi domowy lekki krem budyniowy, który robiłam do ciast lub tortów i wykombinowałam jego nieco lżejszą i prostszą wersję . Wykorzystałam go do deseru na bazie herbatników, robiąc z nich górę i dół. Można by jeszcze dodać na wierzchu polewę czekoladową, ale to jednak nieco więcej kalorii – a bagietki i sery pleśniowe, które zajadałam popijając winem sporo mi ich przysporzyły. Powinnam przejść na solidną dietę , ale ten szary listopad domaga się słodyczy by go jakoś przetrwać…

Paryż 19 listopada, widok na Sekwanę i Most Aleksandra

Lekki krem budyniowy w herbatnikach

  • 2, 5 szklanki mleka
  • 1,5 opakowania budyniu waniliowego
  • ok. 8 dkg masła
  • 3-4 łyżki cukru
  • 2 paczki dużych herbatników lub odpowiednio więcek małych
  • opcjonalnie- polewa czekoladowa

Klasyczny krem budyniowy robi się dodajac przestudzony ugotowany budyń do masła miksowanego z cukrem-pudrem. Ja kiedyś wynalazłam sposób na sktróty i jeśli się zachowa odpowiednie proporcje , to krem uda się bez problemu .

Najpierw gotujemy nieco gęstszy i słodszy budyń – po rozprowadzeniu z masłem będzie akurat. Wlewamy dwie szklanki mleka do garnka, dodajemy cukier do smaku , w połowie szklanki rozprowadzamy 1,5 opakowania budyniu. Gdy mleko się zagotuje, wlewamy rozprowadzony budyń i bardzo intensywnie mieszamy aż do zagotowania, bo gęsty budyń łatwo się przypala.

Masło dzielimy na małe kawałki ( plasterki grubości ok. pół centymetra , gdzieś 2 na 2 cm ) i stopniowo, po kilka dodajemy je do świeżo ugotowanego budyniu, mieszając intensywnie dużym widelcem lub sprężyną. Jak masło połączy się z budyniem , dodajemy klika następnych kawałków i powtarzamy tę czynność, aż zużyjemy całe masło i otrzymamy gładką masę.

W pojemniku plastikowym lub innym układamy na dnie herbatniki ( mnie tej masy starczyło na 8 ) , kładziemy na nie masę letnią lub w temperaturze pokojowej ( taka lepiej się rozprowadza) i porzykrywamy herbatnikami. Wstawiamy do lodówki by zastygła. Możemy potem heratniki polać po wierzchu roztopioną czekoladą.

Deser jest pyszny i prosty w wykonaniu, krem budyniowy zrobiony w ten sposób jest lżejszy niż tradycyjny, z dużą ilością masła. Polecam na jesienne szarugi, zdecydowani poprawia nastrój. Taki lekki krem budyniowy można też wykorzystać do torcików lub na górę biszkoptowego czy czekoladowego ciasta.

Smacznego !

Domowa musztarda z ogórkiem kiszonym i jalapeno

domowa musztarda z ogórkiem

Od kilku lat wkręciłam się w domową produkcję naturalnych octów i wykorzystuję je na rózne sposoby. Jednym z nich jest wykorzystanie ich do domowych musztard , które zauważyłam w książkach ze staropolskimi przepisami. Dopytałam też o szczegóły ich robienia chefów kuchni na warsztatach. Ale tę musztardę z kiszonym ogórkiem i jalapeno zobaczyłam u znajomego blogera, który szukał takiej gotowej, ze sklepu. Nie widziałam etykiety , więc po prostu intuicyjnie , na podstawie dotychczasowych doświadczeń stworzyłam przepis. Dodałam do niej estragon , bo sprawdza mi się w daniach z dodatkiem kiszonych ogórków a w staropolskich przepisach często jest dodawany do musztardy. Przyznam, że smak wyszedł obłędny, nie bez znaczenia jest też ważny skladnik musztardy – moje kultowe kiszone ogórki. Wykorzystałam też domowy ocet z pomidorów, który zrobiłam tą samą metodą, co jabłkowy. Na zdjęciu jest reszta musztardy, bo ledwo zdążyłam zrobić zdjęcia 🙂

DOMOWA MUSZTARDA Z KISZONYM OGÓRKIEM I JALAPENO

  • 3 łyżki gorczycy
  • pół szklanki dobrego octu ( miałam pomidorowy)
  • 2 średnie kiszone ogórki
  • łyżka papryki jalapeno z zalewą ( ze słoika)
  • sól, pieprz czarny i ziołowy
  • pół łyżeczki suszonego estragonu
  • trochę cukru lub miodu dla złamania smaku

Gorczycę zalałam octem w słoiku na dwa dni, by zmiękła. Ten sposób robienia bazy do musztardy poznałam na warsztatach kulinarnych od jednego z chefów kuchni odtwarzającego staropolskie przepisy.

Gorczycę wraz z dwoma łyżkami octu , w której się moczyła wkładamy do blendera . Dodajemy pokrojone kiszone ogórki i łyżkę papryczek jalapeno ze słoika wraz z zalewą. Dosypujemy trochę soli, cukru, oba pieprze i estragon i miksujemy wszystko niezbyt dokładnie , tak, by musztada nie była zupełnie gładka. Sprawdzamy smak, jeśli trzeba doprawiamy jeszcze, by zbalansować smaki.

Dla mnie to było odkrycie kulinarne, połączenie klasycznego smaku musztardy z kiszonymi ogórkami , podostrzenie ich papryczkami – sztos jak mawiają niektórzy . Chyba następną porcję zrobie dodając do kiszonych ogórków nieco ukiszonej z nimi papryki a może też i jabłko. Pole do eskperymentów kulinarnych z wykorzystaniem domowych octów i kiszonek się otwiera 🙂

Smacznego !

musztarda z ogórkiem kiszonym

Sałatka z figami i fetą

sałatka z figami

Figi to bardzo wdzięczne owoce, smakują dobrze same w sobie ale stają się ciekawsze, jak ich słodki smak przełamie się czymś wyrazistym i słonym a miękką teksturę uzupełni czymś chrupiącym . Sałatka z figami, którą wymyśliłam oparta jest na domowych zasobach z ogrodu, lodówki i spiżarni. Winogrona, rucola, mięta, orzechy i marynowana cukinia są z ogródka, ocet jabłkowy do przyprawienia to mój domowy , feta też jest mojej produkcji , zrobiona z wiejskiego twarogu. Dodałam też miodu, który figi w towarzystwie orzechów bardzo lubią . Całość wyszła pyszna, no cud, miód i orzeszki 🙂

SAŁATKA Z FIGAMI I FETĄ

  • kilka fig
  • garść rucoli
  • kubek winogron
  • 2 łyżki marynowanej cukinii ( można dać ogórek)
  • ok. 14 dkg fety ( miałam domową)
  • kilka orzechów włoskich
  • czerwona cebula
  • łyżka miodu
  • 2 łyżki octu winnego lub jabłkowego
  • garśc listków mięty
  • pieprz ziolowy ( opcjonalnie)

Figi kroimy na kawałki, układamy na rucoli, dorzucamy kulki winogron i marynowaną cukinię. Mieszamy z pokrojoną w cienkie plasterki czerowną cebulą, dorzucamy na wierzch fetę. Posypujemy miętą, kawałkami orzechów włoskich, polewamy octemi i miodem. Można wstawić sałatkę na kilkanaście minut do lodówki, ale na świeżo też pysznie smakuje. Wprawdzie to nie figa z makiem i pasternakiem ale za to, jak już wspomnialam, cud, miód i orzeszki . Pyszne smaki późnego lata i wczesnej jesieni.

Smacznego !

sałatka z figami i fetą

Pesto z rucoli ze słonecznikiem i oscypkiem

pesto z rucoli

Rucolę posadziłam na grządce koło domu dwa lata temu i rozrosła mi się obficie przez ten czas. Wykorzystuję ją do różnych sałatek, wzbogacając ich smak tymi pikantnymi listkami. Stanowi ciekawy kontrast dla łagodnych warzyw a nawet owoców i zwykłych sałat – masłowej czy strzępiastej. Jest jej jednak tyle, że postanowiłam zrobić z niej bazę do pesto , dodając dla urozmaicenia nieco bazylii i natki pietruszki. Zamiast orzeszków wystarczyły pestki słonecznika, o dość neutralnym smaku , niwelując ostrość listków . Pesto z rucoli wzbogaciłam kawałkiem oscypka przywiezionego z wakacji w górach , czosnkiem i oliwą z aromatem suszonych pomidorów – taką zrobioną samodzielnie, jedną z naszych domowych oliw smakowych ( mam też czosnkową i z chili).

PESTO Z RUCOLI ZE SŁONECZNIKIEM I OSCYPKIEM

  • pół szklanki liści rucoli
  • ćwierć szklanki listków bazylii
  • ćwierć szklanki natki pietruszki
  • duży ząbek czosnku
  • dwie łyżki oliwy
  • łyżka pokrojonego wędzonego oscypka
  • dwie łyżki pestek słonecznika
  • szczypta soli i pieprzu
  • opcjonalnie – łyżka wody
pesto z rucoli i słonecznika

Rucolę, bazylię i natkę pietruszki umyłam , zostawiając w nich nieco wody, by łatwiej połączyły się z resztą składników. Włożyłam do blendera dosypując pestki słonecznika. Obrany czosnek i oscypek pokroiłam, by blender łatwiej ze wszystkim sobie poradził. Jeśli ma problemy, by ruszyć z mieleniem, dodajemy troszkę wody. Miksujemy wszystko na gładką masę.

Pesto podałam z makaronem – były to świderki trzykolorowe, z dodatkiem szpinaku i pomidorów. Bardzo dobrze do niego pasowało, a reszta zjedzona na kanapkach z serem też ciekawie smakowała. Pesto z rucoli ma intensywniejszy smak, niż robione z innych ziół. Mam tej rucoli sporo na grządce i do sałatek jej całej nie zagospodaruję, postanowiłam ją zamrozić i cieszyć się smakiem pysznego pesto też zimą. I wcale nie będę rozczarowana jak w pudełku po lodach w zamrażalniku zamiast słodkiego deseru znajdę zielone listki 🙂

P.S. Te żółte kwiatki na zdjęciach , to właśnie kwitnąca rucola. Pewnie mi się jeszcze rozsieje i w przyszłym roku będę jej miała jeszcze więcej.

Smacznego !