Archiwa kategorii: Relacje

II Festiwal Kwiatów Jadalnych – zaproszenie

Jadalne kwiaty to nie tylko ozdoba potraw, to ważny element ich smaku i zapachu. Kto zna kulinarne blogi, ten wie, że od lat do wykorzystywania jadalnych kwiatów w potrawach namawia Gosia z Trochę innej cukierni, autorka książek Kwiatowa uczta i Jadalne kwiaty. Próbowałam i mam nieco kwiatowych przepisów 🙂

Rok temu w ogrodach Hortulus Spectabilis w Dobrzycy na Pomorzu odbył się I Kulinarny Festiwal Kwiatów Jadalnych  . Impreza była tak udana, że w tym roku , 15 i 16 lipca odbędzie się druga edycja. Bieżące informacje na jej temat można śledzić na stronie facebookowej wydarzenia.

W tym roku ja wezmę też udział w festiwalu , prezentując na kiermaszu swoje mieszanki ziołowo-kwiatowe z ogrodu i lasu, w formie herbatek . Opowiem też na scenie jak wykorzystać dary z ogrodu dla poprawy zdrowia i smaku.

Oto garść najważniejszych informacji od organizatorów , które objaśnią, na czy polega Festiwal Kwiatów Jadalnych :

Tradycyjnie podczas festiwalu odbędzie się gotowanie w plenerze ogrodu.
W serwowanych potrawach wystąpią znane, ogrodowe kwiaty jadalne. Pokaz kulinarny
z udziałem zaproszonych kucharzy, połączony będzie z degustacją kwiatowych przysmaków. Na tych, którym zasmakuje kwiatowa kuchnia i zechcą włączyć kwiaty do codziennego jadłospisu, czekają przepisy na wybrane dania.

W tym roku festiwal obfitować będzie również w nowości. Jedną z nich będą zmagania przedstawicieli zachodniopomorskich powiatów w konkursie kulinarnym – Cały ogród na talerzu! Uczestnicy przygotują trzy potrawy konkursowe: przystawkę lub zupę, danie główne oraz deser. Ocenie jury podlegać będą: walory smakowe i estetyczne dania, stopień trudności wykonanej potrawy oraz stopień wykorzystania w niej kwiatów jadalnych. Dodatkowo, wyjątkowym wyróżnieniem dla jednej z grup będzie nagroda publiczności – HIT FESTIWALU.

W tym roku oprócz kulinarnego zastosowania kwiatów, przedstawimy kwiaty w kosmetyce oraz kuchnie kosmetyczną. Dodatkowo swój debiut na festiwalu będzie miała florystyka kulinarna. Przedstawione zostaną propozycje wykorzystania kwiatów do dekoracji potraw oraz stołu.

Po raz pierwszy goście festiwalu będą mogli również obejrzeć Warzywnik kwiatowy – ogród przygotowany specjalnie na to wydarzenie. Warzywnik to prezentacja nowego sposobu wykorzystania ogródka przydomowego i działkowego.

W czasie trwania wydarzenia odbędzie się kiermasz. W bogatym asortymencie stoisk wystawczych, każdy znajdzie coś dla siebie. W sprzedaży pojawią się produkty ekologiczne, tradycyjne i regionalne, aromatyczne miody, kwiatowe przetwory i nalewki, świeże zioła oraz szeroka gama artykułów, nie tylko spożywczych, zawierających kwiaty.

Podczas festiwalu nie zabraknie stosik eksperckich. Zaproszeni goście specjalni, podzielą się swoją wiedzą kulinarną oraz ogrodniczą. Uczestnicy tegorocznej edycji, będą mogli wziąć udział w prelekcjach, zabawach i warsztatach tematycznych.

Zapraszamy 15-16 lipca 2017 r. do Ogrodów Hortulus Spectabilis w Dobrzycy!

Relacja z Blog Conference Poznań 2017

Blog Conference Poznań
Blog Conference Poznań

Uwielbiam blogerskie spotkania na żywo a to w Poznaniu jest mi szczególnie bliskie, bo …nie muszę daleko na nie jeździć. W tym roku na Blog Conference Poznań wróciłam dzień wcześniej z kulinarnych wojaży , wieczorem upiekłam ciasto i w sobotę 27 maja ruszyłam pełna entuzjazmu na spotkanie ze znajomymi blogerami, licząc też na nowe znajomości i materiały do doskonalenia włąsnego blogowania.

Gościła nas Sala Ziemi Międzynarodowych Targów Poznańskich, dzięki czemu mieliśmy znacznie więcej przestrzeni niż rok wcześniej. Prócz dyskusji i paneli odbywały się równolegle warsztaty w kilku salach .

Po powitaniu przez organizatorów i władze miasta odbyły się pierwsze prelekcje i warsztaty. Zaczęła Pani swojego czasu, Ola Budzyńska i od tej pierwszej prelekcji zarysował się temat główny blogowej konferencji. Dominowały w tym roku rozmowy o tym, jak zarabiać na blogu prowadząc dodatkowe działania. Ola założyła bloga po to, by zarabiać i prowadzi szkolenia on-line na temat organizacji czasu. Obaliła też mityczne znaczenie zasięgów i statystyk, co mnie znacznie pocieszyło. Następna prelekcja dotyczyła etyki blogowania. Katarzyna Czajka przekonywała, że warto być przyzwoitym blogerem , większośc z tego co mówiła pokrywała się z tym, co robię od początku.

W przerwie spotkałam się ze znajomymi blogerami i tu moje ciasto przydało się bardzo, bo nie było jeszcze konkterów na stoisku spożywczego sponsora imprezy, Lidla. Na targowych leżakach siedliśmy jak na pikniku i wymienialiśmy wiadomości o tym, co się działo od ostatniego blogerskiego spotkania :

 

 

Róznorodność blogowych form ( Instargram, Snapchat, You Tube) wywołały zmiany w nazywaniu tego, co robimy. Słowa „bloger” i ” blogosfera”  przestały wystarczać. O ile „influencer” ( czyli ktoś mający wpływ na bieg rzeczy) da się jeszcze jakoś zaakceptować, o tyle to słowo pojawiające się na panelu lekko mnie wystraszyło. Brzmi moim zdaniem jak jakaś choroba zakaźna i szkoda, że nie było burzy mózgów na temat, jak je zastąpić…

 

Moim zdaniem ta „nowomowa” jest niepotrzebna, można pisać np. o rozszerzonej blogosferze, każdy zrozumie o co chodzi. Tematem następnego panelu, prowadzonego przez mojego ulubieńca, Andrzeja Tucholskiego ( kibicuję jego działaniom od I Blog Forum w Gdańsku , z przyjemnością patrzę, jak się rozwija i słucham jego motywujących prelekcji), była jakość w ( uff !) blogosferze.

Tu jednym z tematów okazał się  aktualny trend do upraszczania przekazu – działanie obrazem, krótkie teksty dostosowane do masowego odbiorcy, by zyskać większy odzew. I tu Jan Favre powiedział coś, co mnie podtrzymało na duchu – pracuje nad tekstem, dba o jakość języka w swoim przekazie i to dla niego jest ważniejsze, niż uleganie najnowszym trendom. Z kolei Michał Górecki podniósł mnie na duchu opowiadając o swojej drodze blogowania i o tym, że zawsze ma jakis blog, na którym pisze.

Na tym panelu siedziałam z przodu i zobaczyłam przed sobą żywo reagującą śmiechem osobę, której twarz znana jest mi z sieci, z facebookowego profilu obserwowanego przeze mnie od niedawna z dużą przyjemnością. Tak, to była sama Janina Daily, a że jakiś czas wcześniej obiecałam jej ciasto …

Miło mi, że „potwierdzoneinfo” o moich ciastach na blogerskie spotkania jest faktem coraz szerzej znanym 🙂 Janina i siedząca obok niej koleżanka zjadły z przyjemnością i pochwaliły, że smakowało. Było czekoladowe, z nutką cynamonu, mięty i jabłek, a jakże 🙂

Na wieczornej imprezie sponsorowanej przez Kompanię Piwowarską udało mi się jeszcze porozmawiać z Janiną i zrobić zdjęcie wspólnie z Dototą Mintą, która wraz z Michałem Bonarowskim częstowała nas pyszną domową nalewką. Siedzieliśmy wokół stołu na leżakach, jak na plaży i rozglądaliśmy się za parawanem 🙂

Podobnie jak Janina mam dystans do własnych rozmiarów i zapewne jest to największe gabarytowo zdjęcie z imprezy 😉 Zauważcie, że  w tle widać foki , ulubione zwierzęta Janiny.

 

Następnego dnia komunikacja mnie nieco zawiodła , więc na słynną prelekcję Janiny o pisaniu w 3D spóźniłam się. Temat jest dla mnie ważny, bo cały czas pracuję nad doskonaleniem pisarskiego warsztatu. Do jednego wniosku doszłam – drugą Janiną nie będę, mój typ humoru jest inny, wolę wzbudzać innego typu emocje. Na razie nie będę wszystkiego zdradzać.

W przerwie spotkałam poznaną rok temu Kasię z Model’s outfit , której od ubiegłego roku powiekszyła się rodzina.Jej Krzysio w wózku był najmłodszym i bardzo grzecznym uczestnikiem Blog Conference Poznań.

 

Nie miałam już ciasta ale drugiego dnia o nasze podniebienia zadbał Lidl, proponując kanapki i desery tradycyjne i nowoczesne.

 

Z prelekcji drugiego dnia najbardziej zapamiętałam tę o prawie dla blogera Wojciecha Wawrzaka, trafiłam też na warsztaty Izy Kozak o skutecznych kampaniach reklamowych . W kuluarach spotkałam Agnieszkę prowadzącą portal skierowany do grupy wiekowej, do której już się zbliżam i być może coś z tego naszego spotkania wyniknie. Dzięki koleżankom z kulinarnej blogosfery poznałam kolejne blogerki, w tym z Poznania i może ożywi się nieco nasza lokalna blogerska grupa. Przy okazji przedstawiania się usłyszałam od Tysi , że jestem trochę jak blogowa mama, dbam o młodsze koleżanki, piekę dla nich ciasto , interesuję się ich dziećmi…. Miłe to było bardzo.

Z blogerskich konferencji skorzystałam sporo , powoli wdrażam zmiany w swoim blogowaniu, ale te spotkania towarzystkie, rozmowy z  blogowymi przyjaciółmi, budowanie nowych relacji są dla mnie najważniejsze. I za to dziękuję organizatorom, Zuchowi, Marcinowi Perfuńskiemu, niezmordowanie fotografującemu Bartkowi Pussakowi i wszystkim miłym wolontariuszom ułatwiającym nam pobyt na konferencji.

Do zobaczenia następnym razem 🙂

 

 

 

Smaki Wisły w Muzeum Pałacu w Wilanowie

 

Muzeum kojarzy nam się z zabytkami, które możemy oglądać. Wprawdzie jest coraz więcej muzeów interaktywnych , nowoczesnych ale na pewno niewiele jest takich, których efektami działań są potrawy kulinarne. Tak jest w Muzeum Króla Jana III w Wilanowie, gdzie Maciej Nowicki zajmuje się odtwarzaniem starych receptur kulinarnych.

W roku Wisły odbywają się w Wilanowie warsztaty pod hasłem Smaki Wisły- Cztery Pory Roku. Skierowane są do blogerów kulinarnych i szefów kuchni. Projekt  łączy historyczne receptury ze współczesnymi trendami kulinarnymi, a nowe technologie z historią miejsca. Współautorkami projektu od blogerskiej strony są Ania z bloga Czosnek w pomidorach i Julita z Wrzącej kuchni.

Hasłem majowych warszatów były ryby, raki i szparagi. Najpierw sadziliśmy w ogrodach sadzonki warzyw , wysłuchując jednocześnie wykladu na temat naturalnych metod ochrony roślin.

Ja sadziłam z Geniem Mientkiewiczem  ciekawą odmianę sałaty , która ma specjalnie ukształtowane liście , były też zioła i młody rabarbar :

Rabarbar był też surowcem do naszych dań. Byłam zadziwiona smakiem sufletu z rabarbarem i wędzoną rybą.

Ja trafiłam do grupy robiącej zupę szparagową według XVII- wiecznego przepisu, z dodatkiem mięty i soku pomarańczowego . Pierwotny zamysł dodania kawy zostal zastąpiony przez posypanie po wierzchu kakao, które ciekawie kontrastowało z ostrawym kozim serem :

Najwięcej emocji wzbudzały raki, po obraniu ich ilość „mięsa” z szyjek w stosunku do masy pierwotnej byla dośc skromna.

Powstała z nich „kasza rakowa”, podana z pęczakiem, a na pancerzykach powstała doskonała zupa .

Ja po zrobieniu zupy pomagałam przy formowaniu zapiekanego z podsmażonymi rybami puree z grochu przyprawionego francuską musztardą – kolejne zaskakujące dla mnie dokrycie smakowe . Jak widać praca szła nam dobrze w pełej luzu, wesołej atmosferze.

Jedliśmy je  ze ślimakami, które podane zostały też osobno w klasycznej wersji.

Wszystkich ciekawiły zarówno odtwarzane przepisy, jak i rośliny Ogrodów Wilanowskich, ktore też oglądaliśmy. Koleżanki z Warszawy zaglądają do „naszego” ogrodu i sprawdzają, jak rosną posadzone przez nas warzywa i zioła. Jesienią będziemy zbierać plony i gotować kolejne dania z dawnych książek kucharskich.

 

Błogie chwile w Zagrodzie pod Zachrypniętym Kogutem

W ubiegłym tygodniu  spędziłam miłe chwile w gospodarstwie agroturystycznym Pod Zachrypniętym Kogutem. Jego gospodynię, Olę poznałam na kulinarnym spotkaniu w Gzinie i zostałam zaproszona, by pokazać dobra okolicznych łąk, jadalne chwasty i sposoby ich wykorzystania w różnych daniach .

O tym miejscu słyszałam już od znajomych blogerów i dziennikarzy po wizycie studyjnej na Ziemi Dobrzyńskiej. Gdy przybyłam pogoda była piękna, więc mogłam skorzystać z najprzyjemniejszej atrakcji- łożek wystawionych w sadzie pod jabłoniami i gruszami.Muszę przyznać, że praca w takim miejscu, nawet z laptopem czy tabletem na kolanach jest bardzo przyjemna. A widok z okna na Zalew Wiślany pod Włocławkiem  miły dla oka i sprzyja dobremu wypoczynkowi.

 

 

Na łące w strone wiślanej skarpy znalazłam prócz standardowo rosnących jadalnych chwastów – młodej jeszcze pokrzywy, lebiody zwanej tutaj faćką, gwiazdnicy i tasznika , spore zasoby aromatycznego bluszczyka kurdybanka.

 

Zrobiłam z nich już pierwszego dnia surówkę na bazie białej kapusty z musztardą francuską i jabłka , z dodatkiem soku z cytryny i oleju :

Smakowała bardzo gospodarzom, również męskiej części ( u mnie w domu mam z tym klopoty…). Największym entuzjastą dań z jadalnymi chwastami okazał się Mateusz, syn gospodarzy , który po studiach i rozejrzeniu się po świecie zdecydował zająć się tym, by nazwa Zagrody znalazła odzwierciedlenie w menu- zaczyna rozszerzać hodowlę kur  i kogutów , bo ma doskonałą rękę do zwierząt.

Coraz częsciej spotykam się z takim zjawiskiem, że dzieci osób zwiazanych z produkcja spożywczą mimo studiów w różnych kierunkach wracają do domu , by wspomóc rodziców, a ich nowa praca staje się pasją – tak było m. in. z Jackiem Nowicim, produkującym wędliny ze świni złotnickiej.

Na razie dania z kurczaka w formie gulaszu z doskonalymi kluskami francuskimi spróbowałam na pierwszy obiad- smakował wyśmienicie, nie tylko dzięki przyprawom ale też smacznemu mięsu.

 

Na śniadanie jadałam doskonały miejscowy twaróg , a że lubię rano jeśc na słodko, to dodatkowo pyszny miód i konfitury- najbardziej smakowały mi te z mirabelek.

 

Potem dostałam pole do popisu, gospodyni pozwoliła mi „rządzić się” w kuchni, więc zrobiłam placuszki naleśnikowe z pokrzywą i innymi chwastami, przepis na nie pokazałam już na blogu :

placki z chwastami
placki z chwastami

Zrobiłam też zielony, dziki sos, podsmażając chwasty ( pokrzywy, faćkę, gwiazdnicę , doprawione bluszczykiem kurdybankiem), przesmażone na oleju z czosnkiem i szczypiorem ) – doskonale pasował do miejscowych klusek, francuskich i szarych. Te drugie zostały podane też tradycyjnie, ze skwarkami i twarogiem.

 

Na skarpie nad Wisłą jest pięknie, krajobraz jak nad morzem :

 

W Zagrodzie działa też karczma, przy wejściu zachęcają słoiczki z lokalnymi przetworami, jest tez sklepik, gdzie mozna je zakupić.

 

Razem z Olą zrobiłysmy też  wypad do pobliskiego Wielgiego , do Mirki Wilk, którą znam z kulinarnych imprez i wyprawy do Alzacji. U Mirki jest jak w skansenie, pyszne jedzenie w rustykalnym otoczeniu. Napiszę o tym szerzej w osobnym wpisie.

Ziemia Dobrzyńska to miejsce, które zasługuje na odkrycie z dziedzinie wypoczynku i kulinariów. Zagroda Pod  Zachrypniętym Kogutem to miejsce, gdzie można oderwać się od codzienności, odpocząć wśród wspanialej przyrody, w ciszy, która wywołuje też dobry i spokojny sen. Gospodarze starają się uprzyjemnić pobyt gościom, jedzenie jest znakomite a atmosfera bardzo przyjazna.

Niedługo odbędzie się tam duża impreza kulinarna na powitanie lata, będzie to dobra okazja na pokazanie tego miejsca szerszemu gronu turystów.

Ja wróciłam z Glewa wypoczęta i pełna wrażeń, nie tylko kulinarnych. Nie trzeba po nie jechać nad morze – widoki są tu podobne .

Ciasto czekoladowe pełne nadziei na koncert HEY

Kiedy dowiedziałam się, że w naszym Domu Kultury będzie kolejny super koncert, pomyślałam, że zaryzykuję i upiekę ciasto dla Kasi Nosowskiej. W jednym z wywiadów z nią czytałam, że ma podobne podejście do jedzenia, jak ja – poprzez gotowanie dla kogoś wyraża swoje uczucia. Postanowiłam swoje pozytywne emocje włożyć w pieczenie , by ciasto posmakowało Zespołowi. Taka ” Moja i twoja nadzieja”.

Akurat w dniu koncertu świętowałam 9 rocznicę założenia bloga, było to więc dla mnie dodatkowo wyjątkowe wydarzenie.

Ciasto zrobiłam według tego przepisu ( bez imbiru, który jest zarezerowany wiadomo dla kogo) , dodatkiem był wypróbowany pozytywnie na Kortezie i Organku kajmak, którym posmarowałąm ciasto po wierzchu. Posypałam je orzechami ( jeszcze do tego wrócę) , dodatkowo przełożyłam konfiturą z dzikiej róży z dodatkiem moich domowych malin.

Zespół przed koncertem koncentrował się, więc przekazałam ciasto przez manegerkę, nie wiedząc , czy poznam efekty jego degustacji.

Koncert był wspaniały – zaczął się od Błysku, jednego z moich ulubionych utworów z nowej płyty.

Oprawa wizualna na czerwono dopełniała wrażeń dostarczanych przez muzykę, prócz utworów z nowej płyty HEY zaśpiewał swoje największe przeboje , dodatkowo też Arahję , cover Kultu, która zabrzmiała monumentalnie, zaśpewana jak hymn przez całą widownię.

Atmosfera była gorąca, widać było, że przyszli prawdziwi fani, znający doskonale repartuar zespołu. Wprawdzie Kasia Nosowska mówiła, że nie jest zwierzęciem scenicznym , bo nie potrafi nawiązać kontaktu z widownią podczas przerw w grze, ale moim zdaniem nie na tym polega siła wokalistki. Gdy śpiewała cała widownia była pod jej wielkim wrażeniem i to właśnie chwile z muzyką świadzczą o wielkości atrysty a nie to, czy potrafi „zabawiać ” widzów podczas przerw .

Po koncercie znalazł się czas na autografy i zdjęcia, mnie się też udała chwila rozmowy – tym razem nie na temat muzyki lecz o tym, jak można wyrażać uczucia poprzez gotowanie. Pani Kasia potwierdziła moje przypuszczenia , a ja powiedziałam, że moje ciasto jest wyrazem uwielbienia dla Zespołu i jego muzyki.

Ciasto wzbudziło duże zainteresowanie Zespołu już przed koncertem, ale zostało zachowane na później , bo orzechy, którymi je posypałam mogą podrażnić gardło i przeszkadzać w śpiewie. Zapamiętam to sobie 🙂

Nie wiedziałam więc , jak ciasto smakowało Zespołowi, ale spotkała mnie miła niespodzianka. Wspomniałam o koncercie wymieniając HEY w komentarzach pod postem na FB o urodzinach bloga. I oto jaki zobaczyłam komentarz 🙂

Bardzo się cieszę, że moje ciasto posmakowało kolejnemu ulubionemu Zespołowi 🙂 Muzyka towarzyszy mi prawie wszędzie, pisząc bloga też jej słucham i mam wielką satysfakcję, że udaje mi się połączyć moje dwie pasje w tak ciekawy sposób.

Jagnięcina z Zakola dolnej Wisły – konferencja promocyjna

jagniecina z zakola
jagniecina z zakola

Tydzień po Wielkanocy miałam przyjemność uczestniczyć w konferencji promującej mięso baranie i jagnięce , na praktycznym tego przykładzie, w wykonaniu Piotra Lenarta w ramach projektu turystyczno-kulinarnego Niech Cię Zakole.

Impreza odbyła się w uroczej agroturystyce Gzinianka, niedaleko Bydgoszczy. Argumenty przekonujące gości Konferencji do hodowania owiec i jedzenia ich mięsa były tak smaczne, że łatwo było ich przekonać .

Najpierw była deska wędlin, w których wędzony udzieć i kiełbasa a także szynka jagnięca kusiły doskonale doprawionymi smakami. Towarzyszyła im doskonała słonina z zagrodowej świni, która… zdecydowała o przyznaniu produktom Niech Cię Zakole Grand Prix niedawnych bydgoskich targów Travel and Taste 🙂

Zupy na jagnięcinie były dwie – żurek z płuckami ( tak, podroby były wykorzystane też, w pyszny sposób)

 

Kolejna była bardziej konkretna, z pomidorami i warzywami, pikantna, a ja wtrąciłam do niej swoje „trzy grosze” , czyli sezonowy dodatek z „Dzikiej kuchni” – pokrzywy podsmażone na gęsim smalcu z czosnkiem. Goście wiedzieli co jedli i nie tylko im to smakowało ale też pytali z ciekawością o szczegóły tego dodatku.

 

Mieliśmy też spróbować młodego jagnięcia pieczonego w całości i dzielonego na kawałki, z pysznymi lokalnymi buraczkami :

 

Próbowaliśmy też mięsa jagnięcego upieczonego na dwa sposoby, z minimalnymi przyprawami – solą i pieprzem, by poczuć ich smak w całej istocie. Mnie smakowało bardziej to delikatniejsze , mniej wypieczone. Do tego był garnek pieczonych kiełbasek, też jagnięcych.

 

Jedzenie było istotną częścią konferencji, a ta merytoryczna dotyczyła sposobów promocji mięsa jagnięcego . O tym, jak jagnięcinę z Lubelszczyzny promuje się w górach opowiadał  dr Andrzej Junkuszew z lubelskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Piotr Lenart przytoczył przykłady dbania o lokalne produkty z Alzacji. Konferencję prowadził profesor Borys z kołudzkiego Instytutu Zootechniki, a jej istotnym elementem było wręczenie autorowi projektu Niech Cię Zakole medalu od ministra rolnictwa, za wkład w promocję jagnięcego mięsa. Zdjęcie autora Najsmacznieszy blog, przy okazji zapraszam na konkretniejszą relację.

Wracając do jagnięcej uczty – próbowaliśmy też gulaszy z podrobów – o tych z serc i płucek pisałam już w poprzedniej relacji, teraz było też coś ekstra – delikatne w smaku baranie jądra . Wzbudziły małą sensację, ale amatorzy zajadali ze smakiem :

 

Mój wkład z „Dzikiej kuchni” to nie tylko pokrzywy do zupy. Zrobiłam też zielony placek z chwastów ( podobny do szpinakowego, przepis będzie w osobnym wpisie) :

 

Spore zainteresowanie wzbudziła też sałatka z młodych mleczy, z babką , sparzoną pokrzywą i gwiazdnicą :

Jagnięcina i gospodarstwa agroturystyczne , które ją serwują są istotnymi atrakcjami projektu turystyczno-kulinarnego „Niech Cię Zakole”, gotowe są już plany wycieczek, jedno -i dwudniowych kulinarnym szlakiem. Uczestnicy Konferencji mieli okazję zobaczyć malownicze okolice, krajobrazy przyciagające wzrok, niczym punkty widokowe w górach , obejrzeć Dolinę Strugi,  miejsce Festiwalu Smaku w Grucznie i zwiedzić mennonicką chatę obok stuletniego sadu.

 

Do zobaczenia na kulinarnym szlaku !

Relacja ze spotkania klubu kolacyjnego Barilla

 

 

Kilka tygodni temu miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu klubu kolacyjnego Barilla w Poznaniu. Blogerki spotkały się, by zobaczyć jakie możliwości daje ten pyszny włoski makaron, przygotowany na klika spodobów przez Ricardo, szefa poznańskiej włoskiej restauracji Amici Mei.

Zaczęlismy od pysznych przystawek we włoskim stylu, bakłażany z pastą z orzeszków pini smakowały mi chyba najbardziej :

 

Przywitała nas gospodyni wieczoru, Kasia Miklaszewska opowiadając o zaletach makaronu i planowanym konkursie dla blogerów – Makaronowych Mistrzostwach Polski (fot. organizatorzy).

 

Wśród nas była już jedna z jego uczestniczek – autorka bloga Kuchnia Marty, z ciekawością wysłuchaliśmy jej wrażeń. Przy winie i przekąsakach zawieraliśmy nowe znajomości i wymienialiśmy blogerskie pogaduszki ze znajomymi.

Potem organizatorzy zadbali o nasz warsztat fotograficzny – pod okiem fachowca ćwiczyłyśmy robienie zdjęć przy sztucznym świetle operując odpowiednio przysłonami , lampami i blendami :

 

Każdy kto mnie zna wie, że dla mnie to najmniej atrakcyjny aspekt blogowania, uwielbiam gotować, pisać, spotykać się z ludźmi i ich karmić, fotografia stylizowana to nie jest moja mocna strona. Lubię proste, naturalne zdjęcia i staram się robić je w świetle dziennym. Ale skorzystałam z okazji, by pogłębić swoją wiedzę w tym kierunku. Oto moje próby :

 

 

Potem w miłym nastroju zjedliśmy kolację przygotowaną przez ekipę Amici Mei, najpierw minnestrone :

Potem było spaghetti z sosem mięsnym na bazie boczku. Wino towarzyszyło nam cały czas, więc rozmowy toczyły się bardzo ożywione, jak zwykle brałam czynny udział w podtrzymywaniu życia towarzyskiego . Poznałam nowe blogerki z Poznania, snułyśmy już projekty letnich spotkań i pikników, niektóre dołączyły do naszej Wielkopolskiej Grupy .

Na deser był krem  w stylu Tiramisu z leśnymi owocami, sfotografować już go nie zdążyłam.

Na pamiątkę dostaliśmy książki dotyczące kulinarnej fotografii. Na pewno skorzystam z jej rad, a znajomych blogerów zachęcam do wzięcia udziału w Makaronowych Mistrzostwach  Barilli. Start już w maju.

dav

 

Zaproszenie na Targi Travel and Taste 2017 w Bydgoszczy

Tak proszę państwa, to nie żadne modne zagraniczne miasto nad rzeką, tylko Bydgoszcz, stolica mojego rodzimego województwa, kujawsko-pomorskiego. Miejsce, dokąd chętnie i często przyjeżdżam, nie tylko dlatego, ze mam tu bliską rodzinę. Przyciągają mnie do tego miasta coraz liczniejsze atrakcje kulinarne, bo dzieje się tutaj sporo , jest ciekawie i smacznie. I to Bydgoszcz ze swym otwarciem na wodę staje się teraz modna, słyszałam to od wielu znajomych 🙂

Rok temu debiutowałam tutaj jako jurorka dużej kulinarnej imprezy, właśnie Targów turystyczno-kulinarnych Travel and Taste. To była ich pierwsza edycja, bardzo udana – pisałam  o tym w tej relacji. Za tydzień będzie druga i znów czeka mnie duża przyjemność oceny kulinarnej strony tego wydarzenia. Mam nadzieję, że będzie równie pysznie :

W tym roku na Targach , większych niż rok temu ( w Hali Łuczniczki) będzie około 70 wystawców, nie tylko producenci lokalnej żywności ale też browary, winnice , organizacje turystyczne a partnerem zagranicznym będzie Ukraina. Termin jest też rozszerzony- aż trzy dni, od 7 do 9 kwietnia.

Prócz możliwości zakupienia pysznych produktów wprost od wystawców będą i inne korzyści – np porady dietetyków z Bydgoskiej Szkoły Wyższej ( i degustacja zdrowych dań), strefa zabaw dla dzieci ( bezpłatna, jak i wejście na Targi ), warsztaty.

Warto zapamiętać godziny otwarcia –

7 kwietnia 2017 (piątek) od godziny 11:00 do godziny 18:00
8 kwietnia 2017 ( sobota) od godziny 10:00 do godziny 17:00
9 kwietnia 2017 (niedziela) od godziny 10:00 do godziny 16:00

Zapraszam nie tylko mieszkanców Bydgoszczy, warto poświęcić dzień czy nawet cały weekend, by przy okazji pozwiedzać piękne okolice Wyspy Młyńskiej :

Organizatorem targów jest BYLOT- Bydgoska Lokatna Organizacja Turystyczna. O tym, jakie ma plany rozwoju turystyki pisałam już kiedyś w relacji z jej konferencji . Współorganizatorami są Klaster Turystyczny Obszaru BIT ( bliski mi Inowrocław, miejsce nauki w I LO) i miasto Bydgoszcz.

O samych Targach można poczytać na ich stronie, jest tam też pełna lista wystawców . Będą nie tylko z samego województwa , ale i z okolicznych terenów ( Wielkopolska też będzie reprezentowana, Browar Lech, a jakże). Mimo, że targi są w Bydgoszczy, Toruń też mocno zaznaczy swą obecność 😉 Tak samo, jak  urokliwe Bory Tucholskie czy Pałuki .

O wszystkich atrakcjach można dowiadywać się na bieżąco na Facebooku Targów .

Ja już się cieszę ze spotkań z poznanymi podczas podróży studyjnej lokalnymi wytwórcami. na pewno będą to smaczne i ciekawe trzy dni. Pogoda sprzyja, przy okazji można odwiedzić podbydgoskie agroturystyki, skorzystać z noclegu i nacieszyć się takimi widokami , jak na zdjęciu poniżej.

Do zobaczenia w przyszły weekend w Bydgoszczy, Hala Łuczniczka, serdecznie zapraszam !

 

 

 

Relacja z imprezy „Niech Cię Zakole” i zaproszenie do Poznania

Od spotkania na koniec karnawału minęło już sporo czasu, ale moje życie toczy się ostatnio w zawrotnym tempie, więc dopiero znalazłam czas na relację z fantastycznej imprezy w Gziniance zorganizowanej przez jej gospodarzy i Piotra Lenarta, autora projektu kulinarno-turystycznego ” Niech Cię Zakole”. To rejon zakola dolnej Wisły, w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim jest miejscem pysznych biesiad i wycieczek kulinarnymi szlakami. Pisałam już o tym latem w relacji z podróży studyjnej .

To urocze miejsce położone jest zaledwie 30 km od Bydgoszczy , w kierunku na Grudziądz, można tam dotrzeć nie tylko autem, ale i autobusem czy wygodnym pociągiem. Nie tylko zimą wygląda zjawiskowo.

Produktów kulinarnych Zakola jest wiele, najważniejsze i swoisty” konik” autora projektu , to gęsina i jagnięcina. Wykorzystane do  końca, łącznie z podrobami i właśnie do jedzenia wszystkich fragmentów tuszy zwierzęcej przekonywał  Napoleon podczas uczty mięsopustowej w ostatnią sobotę karnawału.

Na razie – wędzony półgęsek, z Kołudy, z takich samych gęsi , które zamawia w reklamie Magda Gessler – dla Zakola wędzi półgęski asystent Piotra Lenarta, Mikołaj. Na zdjęciu w kuchni, podczas pichcenia kurczaka Marengo – napoleońskiego elementu uczty, na bazie zagrodowego z Rolmięsu ( dostępny z Autostraganu, w Poznaniu na Zielonym Targu i na Frymarku w Bydgoszczy ).  Włożyłam do niego swoje „trzy grosze”, podsmażając pieczarki metodą Julii Child 🙂

 

Ale wróćmy do „naszych baranów”, czyli do jagnięcych podrobów. Były zaskakująco pyszne płucka w sosie cytrynowym :

 

Prócz tego wątróbka duszona z jabłkami i cebulą oraz  gulasz z serc, z moim ulubionym duetem warzyw pory-pieczarki ( zgadnijcie kto to wymyślił ? )

 

Zapachy z kuchni izby biesiadnej Gzinianki były takie , że goście czekali bardzo zaciekawieni :

Jak widać byli wśród nich panowie z Kujawskiej Braci Szlacheckiej, którzy umilali nam pobyt , ale na razie wróćmy do jedzenia. Były jeszcze zjawiskowe w smaku pierogi z jagnięciny i kotleciki , które na zdjęciach nie wyszły tak, jak na to zasługiwały, więc będą innym razem 🙂

Ja zrobiłam nieco surówek, bo lubię je dojadać do dobrych mięs, udaje mi się do tego przekonywać coraz więcej osób 🙂

Była też gęsia okrasa do pysznych chlebów Gospodarzy , z ogórkiem kiszonym :

Gospodarze Gzinianki mają super pomysły na imprezy, Gzin to wioska rytuałów, dlatego nie zabrakło atrakcji. Urocza Pani Irenka dała pokaz ubijania masła, w nawiązaniu do teledysku Donatana i Cleo, potem wszystkie panie w koralach od Gospodyni próbowały swoich sił. Im większy dekolt, tym ciekawsza była zabawa. Mojego zdjęcia nie pokażę, bo wyszło „niewyraźne” , ale moja współbiesiadniczka Małgosia dała radę.

Niezrównana jednak była Mirka z Wilkowej zagrody, moja współtowarzyszka wycieczki do Alzacji – na zdjęciu pewnie wszyscy ją poznacie. Wygrała w Przysieku konkurs na gęsie dania, nagrodziła ją Magda Gessler . Nosi często czerwone korale, jest na zdjęciu zbiorowym z prawej strony 🙂

Wracając do dań – Gziniacy słyną z pysznych wędlin i serów :

 

Biesiada trwałą przy dźwiękach gitary i doskonałych trunkach Gospodarza :

Rycerze najpierw strzelali na wiwat, potem powiadali o zwyczajach i strojach, szef imprezy dał się ubrać w strój towarzysza pancernego :

Pod koniec były jeszcze dania na ciepło, wspomniany już kurczak Marengo i gęsina z jagodami z nalewki, o zjawiskowym smaku :

Zabawa była przednia i na pamiątkę wszyscy zrobili sobie zbiorowe zdjęcie  ( Mirka, królowa Slow Foodu z prawej )

Mnie tam nie ma , więc załączam zdjęcie w czapce rycerskiej. Dodam jeszcze , że na koniec wesołej i pysznej imprezy podałam gościom śledzie po kujawsku, takie, jak rok temu. Najlepsza była recenzja Mikołaja, który spróbował z grzeczności i odruchowo powiedział – dobre, a potem zjadł więcej z okrzykiem – o k… , jakie dobre 🙂
Część przysmaków  z tej imprezy można będzie spróbować w sobotę 1 kwietnia na Zielonym Targu w Poznaniu, na degustacji w pobliżu Autostraganu .  Oto, co mi napisał dziś o tej akcji Napoleon :

Ja też tam będę i na pewno nie z pustymi rękami, kto chce spróbować produktów świątecznych Niech Cię Zakole, kupić sobie i zamówić na Święta ( będą u Pawełka z Autostraganu), niech zawita na Zielony Targ przy Palcu Bernardyńskim  w Poznaniu w sobotę 1 kwietnia od rana.

Smacznego i zapraszam !

 

 

 

 

Ciasto dla Organka jak Missisispi w ogniu

Pisałam niedawno w relacji z koncertu walentynkowego, że lubię chłopaków, którzy są amatorami słodyczy. Nie mogłam sobie odmówić pewnego eksperymentu kiedy w dniu, w którym w  mieście , w którym póki co jeszcze mieszkam odbył się koncert Organka. Uwielbiam jego muzykę , energetyczną i pełną niepokoju. Niedawno spotkałam się w dawnymi i nowymi przyjaciółmi, dla których muzyka jest w życiu bardzo ważna. Narzekali, że teraz nie ma już dobrej muzyki, że słuchają tej sprzed 30 lat. Najpierw pokazałam im Korteza ( nie wszystkim musiałam, niektórzy znali go już dzięki mojemu blogowi i Facebookowi) a potem jadąc autem usłyszeliśmy „Missisipi w ogniu”, więc poprosiłam o ciszę i wysłuchanie w skupieniu tego utworu i spytałam „nadal twierdzicie, że teraz nie ma dobrej muzyki ? ”

Wracając do mojego eksperymentu – upiekłam ciasto ciemne jak czarna Madonna albo oczy Italiano i kontrastowe w smaku jak Missisipi w ogniu. W miejscowym Domu Kultury znają mnie już z akcji z ciastem dla Korteza, więc mój pomysł spotkał się z entuzjazmem. O wykonanie zadbałam już sama, ale w końcu mam w tym doświadczenie, muzyka jest moją pasją i rozmowy o niej otwierają serce każdego artysty z tej branży. A zwłaszcza poparte domowymi słodyczami a propos tej muzyki 🙂

CIASTO CIEMNE JAK OCZY ITALIANO I KONTRASTOWE W SMAKU JAK MISSISIPI W OGNIU

Ciasto takie, jak tutaj ( bez gruszek w środku)

solony kajmak ( spod Torunia, moje rodzinne województwo)

domowy mus z truskawek i jabłek z kompotu do przełożenia

posiekane płatki migdałowe i orzeszki so posypania

Ciasto miało małe modyfikacje, mus jabłkowy dodany do niego miał nutkę mięty ( z kompotu), imbir zaś pominęłam, bo kojarzy się wiadomo z kim 🙂

Upiekłam je na prostokątnej blaszce, po wystudzeniu przełożyłam kwaskowym musem (odcedzone z kompotu truskawki i w/w jabłka, zmiksowane), na wierzchu posmarowałam solonym kajmakiem i posypałam migdałami i orzeszkami.

Smaki kontrastowe, nawiązujące do „Missisipi w ogniu” , kolor ciasta ciemny jak Czarna Madonna albo oczy Italiano.

Było tak dobre, że ktoś ze ‚swoich” z domu kultury nie mógł się mu oprzeć i podkradł kilka kawałków z kuchni, mimo, że na kartoniku była kartka „Ciasto dla Organka”… jakoś uporządkowałam je  i nie było obciachu.

Koncert był wspaniały , pełen energii , publiczność reagowała spontanicznie, kawałki już znane wszyscy śpiewali razem, Organek nie musiał nikogo do tego zachęcać , wszyscy czuli muzykę i ona rządziła. Choć trzeba też pamiętać o tym, jak mądre są słowa jego piosenek , moja ulubione ostatnio to z „Missisipi”…wyrzuć wszystkie maskary, te cienie do powiek, pokaż mi oczy…i te głuche telefony, pokaż mi ręce, pokaż mi dłonie…” . Myślę podobnie, za dużo otacza nas przedmiotów, nie potrafimy się wyciszyć , skupić na człowieku, którego mamy obok. Rozmawiamy przez internet, telefon i nie możemy wtedy spojrzeć w oczy, by widzieć właściwe, prawdziwe reakcje na to, co mówimy.

Jak w trakcie rozdawania autografów podeszłam do Organka z pudełkiem ciasta ( bardzo się z niego ucieszył, dostał już wcześniej od kogoś babeczki , kwiaty, był też tort urodzinowy dla klawiszowca ), to porozmawiałam z nim trochę  o muzyce, właśnie patrząc mu w oczy. Są bardzo mądre i szczere, jak ich właściciel.

Przyznał mi rację, że wracamy do muzyki takiej, jak była 30 lat temu, bo nawet filozof Zygmunt Bauman stworzył pojęcie – Retropia – czyli retro i utopia. W dzisiejszych czasach postęp jest tak szybki, że boimy się go, jak kiedyś dawniej wojny. Musimy się więc cofnąć o kilka kroków po to, by znów móc iść do przodu. Przyznałam rację artyście, te poglądy są mi bliskie, jak jego piosenki. Poza tym… Tomek Organek studiował anglistykę w moim ulubionym mieście Toruniu , jak mój kilka lat młodszy od niego siostrzeniec, też Tomek a pochodzi z Suwalszczyzny, jak mój przyjaciel bloger Antoni ( prywatnie też Tomek 🙂

Za ciasto dostałam specjalne podziękowanie w formie autografu ( to już drugie takie, czyżby początek kolekcji ? ) nawet pewien znany mi od dawna muzyk zażartował sobie na ten temat 🙂

Po koncercie i rozmowie poszłam do domu, nie czekając na degustację ciasta. O tym, czy smakowało dowiedziałam się w prosty sposób- pytając Organka na Facebookowym profilu 🙂 Oto, czego się dowiedziałam 🙂

Wracając do koncertu – Najmocniej zabrzmiał ostatni przebój – Czarna Madonna, na finał zaś ponownie Missisipi w ogniu. Po koncercie Organek prosił, by spędzić ten wieczór mądrze do końca, z przyjaciółmi , z dobrą książką lub filmem a nie jakąś telewizyjną „sieczką”.  A w trakcie koncertu , gdy dowiedział się, że 8 kwietnia będzie tu koncert HEY, prosił wszystkich o podniesienie rąk w geście uznania dla tego wspaniałego zespołu. Mnie kulinarne obowiązki poniosą wtedy do Bydgoszczy, ale na pewno ktoś mi bliski będzie na tym koncercie.

Jeszcze teraz mam głowę pełną muzyki Organka, wracam do niej cały czas, teraz też, pisząc te słowa. Cieszę się, że moje kulinarne pasje połączyły się z muzycznymi. Jak już napisałam, uwielbiam karmić ludzi, których kocham, lubię i cenię. A jaka to radość dla mnie, gdy to, co upichciłam wkładając w to swoje serce, smakuje im.