Archiwa kategorii: Relacje

Relacja ze spotkania klubu kolacyjnego Barilla

 

 

Kilka tygodni temu miałam przyjemność uczestniczyć w spotkaniu klubu kolacyjnego Barilla w Poznaniu. Blogerki spotkały się, by zobaczyć jakie możliwości daje ten pyszny włoski makaron, przygotowany na klika spodobów przez Ricardo, szefa poznańskiej włoskiej restauracji Amici Mei.

Zaczęlismy od pysznych przystawek we włoskim stylu, bakłażany z pastą z orzeszków pini smakowały mi chyba najbardziej :

 

Przywitała nas gospodyni wieczoru, Kasia Miklaszewska opowiadając o zaletach makaronu i planowanym konkursie dla blogerów – Makaronowych Mistrzostwach Polski (fot. organizatorzy).

 

Wśród nas była już jedna z jego uczestniczek – autorka bloga Kuchnia Marty, z ciekawością wysłuchaliśmy jej wrażeń. Przy winie i przekąsakach zawieraliśmy nowe znajomości i wymienialiśmy blogerskie pogaduszki ze znajomymi.

Potem organizatorzy zadbali o nasz warsztat fotograficzny – pod okiem fachowca ćwiczyłyśmy robienie zdjęć przy sztucznym świetle operując odpowiednio przysłonami , lampami i blendami :

 

Każdy kto mnie zna wie, że dla mnie to najmniej atrakcyjny aspekt blogowania, uwielbiam gotować, pisać, spotykać się z ludźmi i ich karmić, fotografia stylizowana to nie jest moja mocna strona. Lubię proste, naturalne zdjęcia i staram się robić je w świetle dziennym. Ale skorzystałam z okazji, by pogłębić swoją wiedzę w tym kierunku. Oto moje próby :

 

 

Potem w miłym nastroju zjedliśmy kolację przygotowaną przez ekipę Amici Mei, najpierw minnestrone :

Potem było spaghetti z sosem mięsnym na bazie boczku. Wino towarzyszyło nam cały czas, więc rozmowy toczyły się bardzo ożywione, jak zwykle brałam czynny udział w podtrzymywaniu życia towarzyskiego . Poznałam nowe blogerki z Poznania, snułyśmy już projekty letnich spotkań i pikników, niektóre dołączyły do naszej Wielkopolskiej Grupy .

Na deser był krem  w stylu Tiramisu z leśnymi owocami, sfotografować już go nie zdążyłam.

Na pamiątkę dostaliśmy książki dotyczące kulinarnej fotografii. Na pewno skorzystam z jej rad, a znajomych blogerów zachęcam do wzięcia udziału w Makaronowych Mistrzostwach  Barilli. Start już w maju.

dav

 

Zaproszenie na Targi Travel and Taste 2017 w Bydgoszczy

Tak proszę państwa, to nie żadne modne zagraniczne miasto nad rzeką, tylko Bydgoszcz, stolica mojego rodzimego województwa, kujawsko-pomorskiego. Miejsce, dokąd chętnie i często przyjeżdżam, nie tylko dlatego, ze mam tu bliską rodzinę. Przyciągają mnie do tego miasta coraz liczniejsze atrakcje kulinarne, bo dzieje się tutaj sporo , jest ciekawie i smacznie. I to Bydgoszcz ze swym otwarciem na wodę staje się teraz modna, słyszałam to od wielu znajomych 🙂

Rok temu debiutowałam tutaj jako jurorka dużej kulinarnej imprezy, właśnie Targów turystyczno-kulinarnych Travel and Taste. To była ich pierwsza edycja, bardzo udana – pisałam  o tym w tej relacji. Za tydzień będzie druga i znów czeka mnie duża przyjemność oceny kulinarnej strony tego wydarzenia. Mam nadzieję, że będzie równie pysznie :

W tym roku na Targach , większych niż rok temu ( w Hali Łuczniczki) będzie około 70 wystawców, nie tylko producenci lokalnej żywności ale też browary, winnice , organizacje turystyczne a partnerem zagranicznym będzie Ukraina. Termin jest też rozszerzony- aż trzy dni, od 7 do 9 kwietnia.

Prócz możliwości zakupienia pysznych produktów wprost od wystawców będą i inne korzyści – np porady dietetyków z Bydgoskiej Szkoły Wyższej ( i degustacja zdrowych dań), strefa zabaw dla dzieci ( bezpłatna, jak i wejście na Targi ), warsztaty.

Warto zapamiętać godziny otwarcia –

7 kwietnia 2017 (piątek) od godziny 11:00 do godziny 18:00
8 kwietnia 2017 ( sobota) od godziny 10:00 do godziny 17:00
9 kwietnia 2017 (niedziela) od godziny 10:00 do godziny 16:00

Zapraszam nie tylko mieszkanców Bydgoszczy, warto poświęcić dzień czy nawet cały weekend, by przy okazji pozwiedzać piękne okolice Wyspy Młyńskiej :

Organizatorem targów jest BYLOT- Bydgoska Lokatna Organizacja Turystyczna. O tym, jakie ma plany rozwoju turystyki pisałam już kiedyś w relacji z jej konferencji . Współorganizatorami są Klaster Turystyczny Obszaru BIT ( bliski mi Inowrocław, miejsce nauki w I LO) i miasto Bydgoszcz.

O samych Targach można poczytać na ich stronie, jest tam też pełna lista wystawców . Będą nie tylko z samego województwa , ale i z okolicznych terenów ( Wielkopolska też będzie reprezentowana, Browar Lech, a jakże). Mimo, że targi są w Bydgoszczy, Toruń też mocno zaznaczy swą obecność 😉 Tak samo, jak  urokliwe Bory Tucholskie czy Pałuki .

O wszystkich atrakcjach można dowiadywać się na bieżąco na Facebooku Targów .

Ja już się cieszę ze spotkań z poznanymi podczas podróży studyjnej lokalnymi wytwórcami. na pewno będą to smaczne i ciekawe trzy dni. Pogoda sprzyja, przy okazji można odwiedzić podbydgoskie agroturystyki, skorzystać z noclegu i nacieszyć się takimi widokami , jak na zdjęciu poniżej.

Do zobaczenia w przyszły weekend w Bydgoszczy, Hala Łuczniczka, serdecznie zapraszam !

 

 

 

Relacja z imprezy „Niech Cię Zakole” i zaproszenie do Poznania

Od spotkania na koniec karnawału minęło już sporo czasu, ale moje życie toczy się ostatnio w zawrotnym tempie, więc dopiero znalazłam czas na relację z fantastycznej imprezy w Gziniance zorganizowanej przez jej gospodarzy i Piotra Lenarta, autora projektu kulinarno-turystycznego ” Niech Cię Zakole”. To rejon zakola dolnej Wisły, w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim jest miejscem pysznych biesiad i wycieczek kulinarnymi szlakami. Pisałam już o tym latem w relacji z podróży studyjnej .

To urocze miejsce położone jest zaledwie 30 km od Bydgoszczy , w kierunku na Grudziądz, można tam dotrzeć nie tylko autem, ale i autobusem czy wygodnym pociągiem. Nie tylko zimą wygląda zjawiskowo.

Produktów kulinarnych Zakola jest wiele, najważniejsze i swoisty” konik” autora projektu , to gęsina i jagnięcina. Wykorzystane do  końca, łącznie z podrobami i właśnie do jedzenia wszystkich fragmentów tuszy zwierzęcej przekonywał  Napoleon podczas uczty mięsopustowej w ostatnią sobotę karnawału.

Na razie – wędzony półgęsek, z Kołudy, z takich samych gęsi , które zamawia w reklamie Magda Gessler – dla Zakola wędzi półgęski asystent Piotra Lenarta, Mikołaj. Na zdjęciu w kuchni, podczas pichcenia kurczaka Marengo – napoleońskiego elementu uczty, na bazie zagrodowego z Rolmięsu ( dostępny z Autostraganu, w Poznaniu na Zielonym Targu i na Frymarku w Bydgoszczy ).  Włożyłam do niego swoje „trzy grosze”, podsmażając pieczarki metodą Julii Child 🙂

 

Ale wróćmy do „naszych baranów”, czyli do jagnięcych podrobów. Były zaskakująco pyszne płucka w sosie cytrynowym :

 

Prócz tego wątróbka duszona z jabłkami i cebulą oraz  gulasz z serc, z moim ulubionym duetem warzyw pory-pieczarki ( zgadnijcie kto to wymyślił ? )

 

Zapachy z kuchni izby biesiadnej Gzinianki były takie , że goście czekali bardzo zaciekawieni :

Jak widać byli wśród nich panowie z Kujawskiej Braci Szlacheckiej, którzy umilali nam pobyt , ale na razie wróćmy do jedzenia. Były jeszcze zjawiskowe w smaku pierogi z jagnięciny i kotleciki , które na zdjęciach nie wyszły tak, jak na to zasługiwały, więc będą innym razem 🙂

Ja zrobiłam nieco surówek, bo lubię je dojadać do dobrych mięs, udaje mi się do tego przekonywać coraz więcej osób 🙂

Była też gęsia okrasa do pysznych chlebów Gospodarzy , z ogórkiem kiszonym :

Gospodarze Gzinianki mają super pomysły na imprezy, Gzin to wioska rytuałów, dlatego nie zabrakło atrakcji. Urocza Pani Irenka dała pokaz ubijania masła, w nawiązaniu do teledysku Donatana i Cleo, potem wszystkie panie w koralach od Gospodyni próbowały swoich sił. Im większy dekolt, tym ciekawsza była zabawa. Mojego zdjęcia nie pokażę, bo wyszło „niewyraźne” , ale moja współbiesiadniczka Małgosia dała radę.

Niezrównana jednak była Mirka z Wilkowej zagrody, moja współtowarzyszka wycieczki do Alzacji – na zdjęciu pewnie wszyscy ją poznacie. Wygrała w Przysieku konkurs na gęsie dania, nagrodziła ją Magda Gessler . Nosi często czerwone korale, jest na zdjęciu zbiorowym z prawej strony 🙂

Wracając do dań – Gziniacy słyną z pysznych wędlin i serów :

 

Biesiada trwałą przy dźwiękach gitary i doskonałych trunkach Gospodarza :

Rycerze najpierw strzelali na wiwat, potem powiadali o zwyczajach i strojach, szef imprezy dał się ubrać w strój towarzysza pancernego :

Pod koniec były jeszcze dania na ciepło, wspomniany już kurczak Marengo i gęsina z jagodami z nalewki, o zjawiskowym smaku :

Zabawa była przednia i na pamiątkę wszyscy zrobili sobie zbiorowe zdjęcie  ( Mirka, królowa Slow Foodu z prawej )

Mnie tam nie ma , więc załączam zdjęcie w czapce rycerskiej. Dodam jeszcze , że na koniec wesołej i pysznej imprezy podałam gościom śledzie po kujawsku, takie, jak rok temu. Najlepsza była recenzja Mikołaja, który spróbował z grzeczności i odruchowo powiedział – dobre, a potem zjadł więcej z okrzykiem – o k… , jakie dobre 🙂
Część przysmaków  z tej imprezy można będzie spróbować w sobotę 1 kwietnia na Zielonym Targu w Poznaniu, na degustacji w pobliżu Autostraganu .  Oto, co mi napisał dziś o tej akcji Napoleon :

Ja też tam będę i na pewno nie z pustymi rękami, kto chce spróbować produktów świątecznych Niech Cię Zakole, kupić sobie i zamówić na Święta ( będą u Pawełka z Autostraganu), niech zawita na Zielony Targ przy Palcu Bernardyńskim  w Poznaniu w sobotę 1 kwietnia od rana.

Smacznego i zapraszam !

 

 

 

 

Ciasto dla Organka jak Missisispi w ogniu

Pisałam niedawno w relacji z koncertu walentynkowego, że lubię chłopaków, którzy są amatorami słodyczy. Nie mogłam sobie odmówić pewnego eksperymentu kiedy w dniu, w którym w  mieście , w którym póki co jeszcze mieszkam odbył się koncert Organka. Uwielbiam jego muzykę , energetyczną i pełną niepokoju. Niedawno spotkałam się w dawnymi i nowymi przyjaciółmi, dla których muzyka jest w życiu bardzo ważna. Narzekali, że teraz nie ma już dobrej muzyki, że słuchają tej sprzed 30 lat. Najpierw pokazałam im Korteza ( nie wszystkim musiałam, niektórzy znali go już dzięki mojemu blogowi i Facebookowi) a potem jadąc autem usłyszeliśmy „Missisipi w ogniu”, więc poprosiłam o ciszę i wysłuchanie w skupieniu tego utworu i spytałam „nadal twierdzicie, że teraz nie ma dobrej muzyki ? ”

Wracając do mojego eksperymentu – upiekłam ciasto ciemne jak czarna Madonna albo oczy Italiano i kontrastowe w smaku jak Missisipi w ogniu. W miejscowym Domu Kultury znają mnie już z akcji z ciastem dla Korteza, więc mój pomysł spotkał się z entuzjazmem. O wykonanie zadbałam już sama, ale w końcu mam w tym doświadczenie, muzyka jest moją pasją i rozmowy o niej otwierają serce każdego artysty z tej branży. A zwłaszcza poparte domowymi słodyczami a propos tej muzyki 🙂

CIASTO CIEMNE JAK OCZY ITALIANO I KONTRASTOWE W SMAKU JAK MISSISIPI W OGNIU

Ciasto takie, jak tutaj ( bez gruszek w środku)

solony kajmak ( spod Torunia, moje rodzinne województwo)

domowy mus z truskawek i jabłek z kompotu do przełożenia

posiekane płatki migdałowe i orzeszki so posypania

Ciasto miało małe modyfikacje, mus jabłkowy dodany do niego miał nutkę mięty ( z kompotu), imbir zaś pominęłam, bo kojarzy się wiadomo z kim 🙂

Upiekłam je na prostokątnej blaszce, po wystudzeniu przełożyłam kwaskowym musem (odcedzone z kompotu truskawki i w/w jabłka, zmiksowane), na wierzchu posmarowałam solonym kajmakiem i posypałam migdałami i orzeszkami.

Smaki kontrastowe, nawiązujące do „Missisipi w ogniu” , kolor ciasta ciemny jak Czarna Madonna albo oczy Italiano.

Było tak dobre, że ktoś ze ‚swoich” z domu kultury nie mógł się mu oprzeć i podkradł kilka kawałków z kuchni, mimo, że na kartoniku była kartka „Ciasto dla Organka”… jakoś uporządkowałam je  i nie było obciachu.

Koncert był wspaniały , pełen energii , publiczność reagowała spontanicznie, kawałki już znane wszyscy śpiewali razem, Organek nie musiał nikogo do tego zachęcać , wszyscy czuli muzykę i ona rządziła. Choć trzeba też pamiętać o tym, jak mądre są słowa jego piosenek , moja ulubione ostatnio to z „Missisipi”…wyrzuć wszystkie maskary, te cienie do powiek, pokaż mi oczy…i te głuche telefony, pokaż mi ręce, pokaż mi dłonie…” . Myślę podobnie, za dużo otacza nas przedmiotów, nie potrafimy się wyciszyć , skupić na człowieku, którego mamy obok. Rozmawiamy przez internet, telefon i nie możemy wtedy spojrzeć w oczy, by widzieć właściwe, prawdziwe reakcje na to, co mówimy.

Jak w trakcie rozdawania autografów podeszłam do Organka z pudełkiem ciasta ( bardzo się z niego ucieszył, dostał już wcześniej od kogoś babeczki , kwiaty, był też tort urodzinowy dla klawiszowca ), to porozmawiałam z nim trochę  o muzyce, właśnie patrząc mu w oczy. Są bardzo mądre i szczere, jak ich właściciel.

Przyznał mi rację, że wracamy do muzyki takiej, jak była 30 lat temu, bo nawet filozof Zygmunt Bauman stworzył pojęcie – Retropia – czyli retro i utopia. W dzisiejszych czasach postęp jest tak szybki, że boimy się go, jak kiedyś dawniej wojny. Musimy się więc cofnąć o kilka kroków po to, by znów móc iść do przodu. Przyznałam rację artyście, te poglądy są mi bliskie, jak jego piosenki. Poza tym… Tomek Organek studiował anglistykę w moim ulubionym mieście Toruniu , jak mój kilka lat młodszy od niego siostrzeniec, też Tomek a pochodzi z Suwalszczyzny, jak mój przyjaciel bloger Antoni ( prywatnie też Tomek 🙂

Za ciasto dostałam specjalne podziękowanie w formie autografu ( to już drugie takie, czyżby początek kolekcji ? ) nawet pewien znany mi od dawna muzyk zażartował sobie na ten temat 🙂

Po koncercie i rozmowie poszłam do domu, nie czekając na degustację ciasta. O tym, czy smakowało dowiedziałam się w prosty sposób- pytając Organka na Facebookowym profilu 🙂 Oto, czego się dowiedziałam 🙂

Wracając do koncertu – Najmocniej zabrzmiał ostatni przebój – Czarna Madonna, na finał zaś ponownie Missisipi w ogniu. Po koncercie Organek prosił, by spędzić ten wieczór mądrze do końca, z przyjaciółmi , z dobrą książką lub filmem a nie jakąś telewizyjną „sieczką”.  A w trakcie koncertu , gdy dowiedział się, że 8 kwietnia będzie tu koncert HEY, prosił wszystkich o podniesienie rąk w geście uznania dla tego wspaniałego zespołu. Mnie kulinarne obowiązki poniosą wtedy do Bydgoszczy, ale na pewno ktoś mi bliski będzie na tym koncercie.

Jeszcze teraz mam głowę pełną muzyki Organka, wracam do niej cały czas, teraz też, pisząc te słowa. Cieszę się, że moje kulinarne pasje połączyły się z muzycznymi. Jak już napisałam, uwielbiam karmić ludzi, których kocham, lubię i cenię. A jaka to radość dla mnie, gdy to, co upichciłam wkładając w to swoje serce, smakuje im.

 

Walentynkowe słodycze na koncert Korteza

Jeszcze teraz, jak zamknę oczy , to słyszę „Zostań ” Korteza zaśpiewane tak, że serce nie może się uspokoić i drży wciąż ze wzruszenia. Było to cztery dni temu podczas koncertu walentynkowego, w gdyńskiej hali Arena. Nie tylko Zostań zabrzmiało wyjątkowo, już od pierwszego utworu, Pocztówki z kosmosu aż do ostatniego bisu, jakim jest zwykle Dla mamy Kortez z Zespołem  dali z siebie wszystko.  Oprawa wizualna była wręcz kosmiczna, ja skupiałam się na muzyce i przyznam, że często zamykałam oczy, by lepiej czuć emocje, których trudno doznać gdzieś indziej. Autorem pomysłu na tego typu występ jest menager Korteza, właściciel wytwórni Jazzboy, Paweł Jóźwicki, który odkrył tego niezwykłego chłopaka i pokazał go światu.

Ale zacznę od początku – z ekipą Korteza zaprzyjaźniłam się podczas koncertu w Radiu Koszalin, który zorganizował Adrian, mój kolega ze studenckiego radia. Zawsze, gdy koncertują w pobliżu zjawiam się z moim ciastem, Z imbirem lub bez, w różnych wersjach. Ostatnio dowiedziałam się, że Kortez uwielbia serniki, więc zrobiłam masę serową na bazie kajmaku i przełożyłam nią herbatniki – przepis jest tutaj – klik, klik.

Na zdjęciu u góry są wafle przełożone kajmakiem i kwaskowym musem owocowym, to ostatnie to za radą mojego znajomego Pana Kajmaka, który mi dostarczył surowca. Oczywiście z moich rodzinnych stron, w Kujawsko-Pomorskiego 🙂

 

Na Walentynki nie ma nic lepszego, więc ekipa Korteza, z którą spotkałam się jak zwykle przed koncertem, dostarczając im w kartonie „bombę kaloryczną ” ( ochrona mnie przepuściła 🙂 zajadała się słodyczami z wielkim smakiem. Kortez dostał też słoik kajmaku dla synka, żartował, że pewnie zje go już w samochodzie.

Lubię chłopaków, którzy chętnie zjadają słodycze. Uwaga dziewczyny ! W serialu „Przepis na życie” była scena, gdy główny bohater mówi córce swojej partnerki, że ma uważać na facetów, którzy nie lubią słodyczy i lepiej ich unikać.Coś w tym jest , myślę, że oni nie potrafią cieszyć się życiem i dzielić tego z innymi… czasem słysząc „słodkiego nie jem”  rzucam od niechcenia – a może spróbujesz tego, co ja robię, może Ci posmakuje ? 🙂 i zdarza się, że tak…

Zdecydowanie jednak wolę entuzjastów słodyczy i lubię dla nich je robić. Dla Korteza i Zespołu, dla mojego syna, który testował kajmakowe pyszności na pożegnaniu z ekipą z poprzedniej pracy, dla przyjaciół z dawnych lat…

Jednego z nich, „człowieka z gitarą” naszego studenckiego radia zabrałam na koncert Korteza, by poznać go z artystą i muzykami. Jacek  był naszym bardem, śpiewał kawałki kabaretowe , ale jak pojechał swoimi emocjonalnymi tekstami z frapującą muzyką to wszyscy wkoło milkli i słuchali go tak, jak teraz Korteza.  Dzięki przyjaciołom,  jego „Zdartej płyty” można posłuchać w sieci, a ja poprosiłam Korteza o specjalną dedykację, bo może jeszcze coś z tą muzyką i tekstami Jacka da się zrobić :

I tym razem zrobiłam sobie zdjęcie z dwoma ulubionymi muzykami na raz 🙂 Pełnia szczęścia, tak wyjątkowych walentynek to ja chyba nigdy nie miałam … Muzyka to moja miłość.

To nie koniec magicznego wieczoru. Inny kolega ze studenckiego radia FiD z Poznania , Adrian, sprawił mi przemiłą niespodziankę. Słuchałam jego audycji Rock na noc w Radiu Koszalin wracając z koncertu i wymieniałam na messengerze wrażenia po koncercie. Dla mnie zmienił koniec walentynkowej audycji i zabrzmiał Kortez, z pierwszego koncertu, który słyszałam 🙂 Bo radio to magia  a przyjaźnie tam zawarte trwają mimo upływu lat i przynoszą w życiu kolejne niezwykłe chwile 🙂

Słuchajcie radia, to tam usłyszałam pierwszy raz Korteza i dzięki temu przeżywam tak niezwykłe przygody 🙂

Terrina ze szpikiem i inne pyszności z bydgoskiego Frymarku

 

terrina ze szpikiem
terrina ze szpikiem

W połowie stycznia wybrałam się na małe zasłużone wakacje, których pierwszym etapem była Bydgoszcz. Akurat trafiłam w tym  piękniejącym z dnia na dzień mieście na finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, gdy w niedzielne przedpołudnie pojechałam z Fordonu na Frymark, targ lokalnych produktów , pogadać na ich temat z autorem projektu Niech Cię zakole.

Najpierw zatrzymałam się przy Autostraganie , gdzie Pawełek, mistrz świata w marketingu,  jak zwykle miał dla każdego klienta coś specjalnie dla niego. Zachęcał też, by licytować na rzecz Wielkiej Orkiestry kupon na jego produkty 🙂

Potem przeszłam się po straganach, nabyłam to i owo, m.in topinambur od „Dyniowego barona” i ekologiczne buraczki na kwas do barszczyku :

Od Pawełka dostałam produkty na bulion i galaretę, wołowe kości ze szpikiem i korpus kurczaka zagrodowego. Od pana Jarka Michałka, znanego hodowcy kur i przepiórek z Bruk Unisławskich ( zwanych też Panem Mydełko, bo i ich produkcją się zajmuje) były pyszne i zdrowe jajeczka przepiórcze, dobre na moją dietę ( która na czas wyjazdów poszła nieco w odstawkę… Ale trzymam wagę, to co schudłam 🙂 I oto, co zrobiłam na śniadanie z tych produktów u siostry w Bydgoszczy :

Na zdjęciu jajeczka przepiórcze ugotowane na twardo, pomidorki i ogórki w winegrecie to mój dodatek, topinambur ugotowany na parze, galareta z kości wołowych i kurczaka ugotowana podobnie do tej ( żelatyny nie trzeba było wiele)  i na chlebie pyszna terrina.

Pora napisać, jak zrobiłam  terrinę z wołowym szpikiem:

TERRINA Z ROSOŁOWEGO MIĘSA ZE SZPIKIEM WOŁOWYM

miseczka obranego mięsa z rosołu

3-4 łyżki ugotowanego w rosole szpiku wołowego

2 łyżki jogurtu naturalnego

łyżeczka musztardy

tymianek, pieprz z młynka

opcjonalnie – suszona żurawina

3-4 łyżki rosołu, najlepiej o konsystencji galarety

Ugotowane mięso z rosołu zmiksowałam, dodałam ciepły szpik, wymieszałam dokładnie. Dodałam jogurt , musztardę i przyprawy, wymieszałam i wstawiłam do lodówki, by zastygła. Bardziej ją trzeba było kroić, ale dała się też rozsmarować.

Następnego dnia stwierdziłam, że warto ją ożywić, wiec po lekkim podgrzaniu w kąpieli wodnej, dodałam do niej suszoną żurawinę . Smakowała mi bardziej, zjadłyśmy ją z siostrą z wielki apetytem jak i też inne produkty z Frymarku 🙂

Na reszcie rosołu zrobiłam barszczyk z dodatkiem ekologicznych buraczków i mojego

domowego octu jabłkowego, bo na kwas burakowy trzeba było jeszcze poczekać.

Smacznego !

 

Relacja z BLOGtej- poznańskiego spotkania blogerów

bt grupa

Pierwsze spotkania poznańskiej blogosfery odbyły się już w 2013 roku. Ich organizatorami są Agnieszka z Zorkowni, Zuch, który rysuje ( Maciej) , Kolejny Maciej z Wygrywam z anoreksją i ostatnio też Bartek z bloga Cały ja ( autor zdjęć zbiorowych w relacji).

Dlaczego taka nazwa ? na pewno słyszeliście o poznańskim kabarecie Tej . To takie poznańskie zawołanie, skierowane do drugiej osoby : np ; dej tą tytkę, tej – to znaczy : daj mi torebkę ( papierową, nie taką na ramię :). Wuchta wiary tak godo 🙂 – dużo ludzi tak mówi. Czyli BLOGtej– blogowanie po poznańsku 🙂

Po kilkuletniej przerwie w listopadzie tego roku spotkania zaczęły się znowu- tym razem w Teatrze Polskim . Na początku odbywa się prelekcja, potem Hyde Park, gdzie można uczestnikom przedstawić swojego bloga ( zazwyczaj cztery blogi) , potem jest impreza integracyjna 🙂

Na listopadowym , pierwszym po przerwie spotkaniu ( zdjęcie u góry) o tym, jak dbać o wygląd bloga opowiadał znany nie tylko w Poznaniu specjalista od popkultury Paweł Opydo. Sporo sobie zapamiętałam, jak znajdę czas, to przeanalizuję trudne dla mnie sztuczki techniczne i zastosuję je u siebie. Podpytywałam jeszcze Pawła o to i owo na after party przy piwie z browaru Setka, organizatora Poznańskich Targów Piwnych .

z p.opydo petrol

Obok na zdjęciu autor popularnego bloga Maltreting , Petrol, którego poznałam kiedyś na OchMyBlog. Przy piwie fajnie rozmawiało się o ostatnich wpadkach reklamowych .

Grudniowe BLOGtej przyniosło niespodziankę – arcyciekawą rozmowę Agnieszki z Zorkowni z Maciejem Nowakiem , krytykiem kulinarnym, aktualnie dyrektorem Teatru Polskiego.

blogtej nowak

Maciej Nowak mówił o warsztacie pisarskim, co oczywiście mocno mnie interesowało. Z przyjemnością dowiedziałam się , że w pisaniu najważniejsze są emocje i to, by wyrazić siebie. Bo ja właśnie tak piszę 🙂

Uczestnicy BLOGteja pytali, jak wygląda pisanie od strony fizycznej i usłyszeliśmy o różnych rytuałach jego znajomych – jeden z nich najpierw się podpisywał na końcu, a potem wracał do początku 🙂 Nasz gość najpierw zastanawia się nad pierwszym zdaniem a potem pisze ” z rozpędu” i puenta wychodzi mu sama na końcu. W sumie mam podobnie, doszłam jednak do wniosku , że muszę bardziej dopracowywać pierwsze zdanie, bo u mnie to zwykle jest to krótki opis okoliczności, które doprowadziły do powstania tekstu.

Maciej Nowak mówił też o funkcji krytyka kulinarnego, która w sumie już nie istnieje i – uwaga – jak wiele złego potrafią zrobić niekompetentni „recenzenci”, czyli niektórzy blogerzy  piszący o restauracjach. Nas zapytał o okoliczności towarzyszące blokowaniu konta na FB, bo właśnie mu to się zdarzyło, gdy przypomniał stary tekst o pewnym spektaklu na Kubie…

blogtej listopad

Ja korzystając z okazji zapytałam gościa, jak pisać o jedzeniu, by oddziałać na wyobraźnię  czytelników i wywołać podobne wrażenia smakowe a jednocześnie nie popaść w przesadę. To niełatwe zadanie- usłyszałam. Trzeba kierować się wyczuciem, zastosować odrobinę poezji w dobrym smaku, być sobą i oddać też swoje wrażenia. I tu padł przykład Proustowskiej magdalenki, jako ciastka, które wszystkim kojarzy się z czymś ulotnym i eterycznym. To przykład niedościgniony a jednocześnie chyba najbardziej znany aspekt wielotomowego „W poszukiwaniu straconego czasu” … Cóż, poprzeczka wysoko postawiona, będę próbowała 🙂

Póki co poddałam pod ocenę blogerów realny przejaw mojego blogowania – pierniczki z rodzinnego przepisu i aromatyczne piernikowe ciasto :

blogtej ciasto

Przepis na pierniczki jest tutaj. Zachęcam do zrobienia za rok na Gwiazdkę. O przepis na ciasto wiele osób mnie pytało (m. in. nasza gospodyni, menager Teatru, Asia ). Jest podobne do tego z imbirem, które upiekłam na koncert Korteza, tyle, że dodałam anyż, sok z mandarynki w miejsce pomarańczy  i kwaśną śmietanę zamiast mleka.

Wszystko doskonale smakowało, a że wśród piw browaru Setka było sporo ciemnych, pasujących do piernika ( rewelacyjny Madagaskar z nutą wanilii, mniam :), to humory wszystkim dopisały. Barman Grześ każdemu starał się dogodzić, opowiadał nam o rodzajach i zaletach piwa, moja edukacja z Targów Piwnych pogłębiła się 🙂

blog tej barman

Przy piwie nawiązywaliśmy nowe blogowe kontakty, mam nowe czytelniczki bloga i entuzjastki przepisów, śledzę też, co one piszą. Poznałam m.in.zakręconą Weronikę blogującą o ogrodach i już umówiłyśmy się na kulinarne wykorzystanie chwastów na wiosnę 🙂

Obeszłam wszystkich częstując ciastem i pierniczkami, niczym opłatkiem ( podobnie jak rok temu w Warszawie ), łatwiej mi było tak wszystkich poznać i zamienić kilka słów.

Z niecierpliwością czekam na następne spotkanie- 16 stycznia  🙂

z zuchem

 

Warsztaty kuchni włoskiej w Cook Up Poznań

warsztaty włoskie

W ubiegłym tygodniu miałam przyjemność gotować w poznańskim studio Cook Up na warsztatach kuchni włoskiej od kierunkiem chefa restauracji Avocado, Grzegorza Filozofa. Robiliśmy najbardziej typowe dla włoskiej kuchni dania. Gotowanie było bardzo ciekawe, bo w warsztatach wziął udział też Diego, prawdziwy Włoch wraz ze swoją polską żoną Karoliną.

warsztaty włoskie 1

Zaczęliśmy od zupy minnestrone :

warsztaty włoskie minnestrone

Wyszła gęsta, esencjonalna i pełna smaku. Dojadaliśmy do niej ravioli con ouovo nadziane gęstym beszamelem i żółtkami jajka przepiórczego. Wydobywanie tych żółtek to było prawdziwe wyzwanie , nie mniejsze, niż ugotowanie pierożków  tak, by nie przegotować żółtka. Przedtem każdy wałkował swoją porcję ciasta i lepił ravioli według uznania. Jedno i drugie jedliśmy posypane parmezanem , ravioli dodatkowo z oregano podsmażonym na maśle.

warsztaty włoskie minnestrone i ravioli

Potem przyszła pora na risotto z sosem z owoców morza. Diego zrobił swoją wersję risotto, zaczynał od smażenia ryżu na suchej patelni, inaczej niż chef Grzegorz, który najpierw podsmażał go na oliwie z czosnkiem. Wino i bulion dopełniły smaku. Risotto Diega miało bardziej zwartą konsystencję, w smaku było podobne do drugiego.

Małże, krewetki i kalmary duszone w białym winie , z suszonymi pomidorami , chili ,natką pietruszki i sporą ilością masła doskonale pasowały do delikatnego ryżu :

warsztaty włoskie sos

Razem tak to wyglądało :

warsztaty włoskie risotto1

W międzyczasie piekła się dynia z jabłkami i czosnkiem, z której puree było bazą do gnocchci. Każdy robił je swoim sposobem, a były one dodatkiem do saltimbocca – pysznych kotlecików z cielęciny z szałwią i szynką dojrzewającą. Tutaj też były rozbieżności – chef owijał kotleciki podwójną warstwą szynki i szałwię, tak, jak nauczył się w Rzymie – Diego łączył mięso, listki szałwii i szynkę za pomocą wykałaczki. Sposób smażenia na oliwie z masłem też był na dwa sposoby – obtaczane w mące i bez. Po podlaniu winem i odparowaniu sos był znakomity, a razem z dyniowymi gnocchi wszystko smakowało bajecznie :

warsztaty włoskie salt

Atmosfera była bardzo swobodna, każdy starał się nie tylko słuchać Chefa, wymienialiśmy się też własnymi doświadczeniami. Podczas degustacji Grzegorz Filozof opowiadał nie tylko o kuchni włoskiej, ale też o swoim zamiłowaniu do polskiej kuchni i  niedawnym Kongresie Kucharzy Polskich. Tam największe zainteresowanie budził spór między zwolennikami tradycyjnej i nowoczesnej kuchni, w końcu najwięcej zwolenników miała teza, by tradycyjne potrawy podawać też w nowoczesny sposób, z wykorzystaniem najnowszych technologii.

Na deser był tiramisu, ale w „zdekonstruowanej”, ciekawej formie – krem z mascarpone z żółtkami, bita śmietana, posypka z kakao i delikatne biszkopty, maczane w podanym osobno espresso. Mnie taki sposób jedzenia tiramisu pasował.

Na koniec jeszcze rozmawialiśmy o polskiej kuchni regionalnej i ulubionych jej daniach. Bardzo jestem zadowolona z tych warsztatów – sporo się nauczyłam, jeden z przepisów już wykorzystałam w nieco innej formie, spędziłam czas w super atmosferze.

warsztaty włoskie tiramisu

Relacja z Poznańskich Targów Piwnych 2016

targi piwne auto

Tegoroczne Poznańskie Targi Piwne , które odbyły się w pierwszy weekend listopada miały większy rozmach , niż poprzednie. Organizatorzy zadbali o to, by nie tylko zaprezentować różnorodne piwa ( w tym też warzone domowym sposobem) , ale też o to, by jedzenie do piwa było bardziej różnorodne. Nie zabrakło też mobilnego bankomatu, bo w niewielu miejscach można było płacić kartą :

targi piwne bankomat

Ale zacznę od początku : targowym piwem był rześki pszeniczny Movembeer, nawiązujący nazwą do akcji profilaktyki nowotworów, stworzony przez browar Wąsosz. To był jeden z 60 browarów prezentowanych na Targach, a rodzajów piwa było 400 ! Prócz tego cydry i miody, było co wybierać. Jedynym mankamentem była mała możliwość próbowania niewielkich ilości, toteż liczba degustowanych piw w naturalny sposób ograniczyła się …

targi piwne piwo targowetargi piwne ale p

Smakowało mi  dyniowe Ale od Pinty , próbowałam też ulubionego przeze mnie smaku czarnego bzu w piwie, mimo, że wiosna już za nami.

W tym roku zadbano bardziej o domowych piwowarów, były dla nich szkolenia i sklep.

Targi to też rozmowy o piwie, w tym roku ciekawie opowiadał o warzeniu domowych piw przedstawiciel poznańskiego stowarzyszenia .

targi piwne domotargi piwne sp

Porównał warzenie piwa do wypieku chleba : drożdże i woda to te same składniki, zamiast mąki jest słód zbożowy i chmiel , a tak, jak do chleba dodaje się różne przyprawy dla smaku, tak i do piwa dodaje się różne ciekawostki. Latem piwo z dodatkiem arbuza wyszło rewelacyjne, poza tym możliwości dodatków są ograniczone tylko wyobraźnią. To, którego próbowałam było tradycyjne, jasne , o pięknym zapachu i z mocną nutą chmielu.

Na scenie odbywały się prelekcje. Trafiłam na dowcipną i smakowitą na temat łączenia piwa z czekoladą. Wzięłam sobie do serca to i z bogatej oferty strefy foodtrucków wybrałam do pszenicznego piwa – tort czekoladowy na Guinnesie :

targi piwne tort

Przyznam, że połączenie było bardzo udane. Oprócz tradycyjnej dotychczasowej oferty wędlin, suszonych mięs i ryb, serów i chebooreków można było kupić większość tego, co oferują poznańskie ( i nie tylko)  foodtrucki – kolejki były spore , czasem trzeba było czekać pół godziny. Żeby nie było, że tylko czekolada pasuje do piwa, wrzucam też dobrze nadzianą pitę .

Atmosfera była pełna luzu i humoru, oby Poznańskie Targi Piwne rozwijały się dalej w tym kierunku.

targi piwne pita

 

 

Jesienne menu Cuciny 2016 – symfonia smaków

cucina 1a

Na degustację nowego menu do poznańskiej restauracji Cucina zawsze jadę jak po przygodę. Ciekawa jestem , co znów  niezwykłego wyczaruje szef kuchni Ernest Jagodziński. Tym razem też się nie zawiodłam , kolacja degustacyjna przy odpowiednio dobranym winie , przy muzyce na żywo, w kameralnym towarzystwie dziennikarzy kulinarnych i uroczej gospodyni Pauliny Prusieckiej stanowiła niezwykłe przeżycie nie tylko kulinarne.

W menu nieco inne nuty, niż poprzednio. Tylko pierwsza przystawka – zdjęcie u góry, była w ulubionych dotąd przez Mistrza wschodnich smakach. Tatar z białego tuńczyka podany był w klimatach sushi – z ryżem, paskami nori ,do tego wasabi, limonka i piklowane warzywa , marynowany imbir do przegryzienia. I wytrawne Prosecco z Wenecji Euganejskiej. Smaki doskonale skomponowane , łącznie z winem. Apetyt został zaostrzony, czekaliśmy co dalej, wymieniając na bieżąco wrażenia.

Na starter podano jeszcze egzotycznego przegrzebka na musie ze swojskiej kaszanki.

cucina przegrzebek

Do tego mus z kalafiora i kostka z jabłka – całość znów zaskakująco harmonizująca ze sobą , mus z kaszanki był bardzo delikatny, przegrzebek jędrny, jabłko chrupiące. Wino do tego –  Principe Pallavincini -Frascati .

Tu Ernest Jagodziński pojawił się na chwilę , by opowiedzieć o swoich poszukiwaniach i próbach, które poprzedzały finalny moment prezentacji karty. Zdecydował się na powrót do polskich smaków i większą prostotę.

Drugim starterem był tatar z modnej coraz bardziej jagnięciny :

cucina tatar 1a

Pierwszy raz jadłam jagnięcy tatar, współbiesiadnikom skojarzył się z tym z gęsi lub kaczki, był jednak nieco bardziej wyrazisty w smaku. Towarzyszyły mu musy z pomidorów i trybuli ze szczypiorkiem. Smak dla mnie nowy, ale uwiódł mnie podobnie jak i inne dania. Popijaliśmy do tego Palazzone / ROOS z Umbrii.

Trudno mi było zdecydować się na faworyta wśród dań, każde kolejne zaskakiwało w inny sposób. Ryby lubię bardzo, więc na widok dorsza z chorizo i emulsją z sera bursztyn uśmiechnęłam się szeroko :

cucina dorsz2a

Zdjęcie nie oddaje tego dokładnie , ale towarzyszyły mu dwa rodzaje chipsów z ziemniaka, jeden tradycyjnie upieczony z cieniutkiego plasterka, drugi przezroczysty i kruchy jak szkło , zapieczony na blasze z odrobiny mocno rozcieńczonego puree. Na ten widok każdy niemal instynktownie sięgnął do talerza ręką, by schrupać najpierw te chipsy. Techniki stosowane przy tym daniu były bogate – dorsz, jędrny a zarazem delikatny był przyrządzony sous vide, ser bursztyn w formie espumy. Bazą było chorizo, dodatkiem zielona sojowa fasolka.

Bardzo lubię połączenia delikatnej ryby z wyrazistym mięsem, dodatki i toskańskie wino – Castelo di Ama- Allr Pogio  zrobiły swoje. Na dodatek towarzysząca nam muzyka na żywo zabrzmiała jedną z moich ulubionych francuskich melodii – to było znane z wykonania Joe Dassin’a Indiańskie babie lato, poczułam więc nastrój chwili i po raz kolejny doszłam do wniosku, że do restauracji chodzi się po to, by poczuć coś wyjątkowego, a nie tylko doznać przyjemności kulinarnych. Była to dla mnie kwintesencja jesieni 🙂 Towarzyszący mi goście byli podobnego zdania, rozmawialiśmy o tych wyjątkowych momentach, o tym, że smaki zapamiętujemy zawsze z towarzyszącymi im okolicznościami, które są wyjątkowe i czasem nie do odtworzenia.

Przed kolejnym daniem głównym spróbowaliśmy sorbetu, wyjątkowego, bo z Prosecco :

cucina sorbet

Towarzyszyły mu jadalne waniliowe nitki zrobione specjalną techniką. A sam sorbet- poezja 🙂 Desery do nowego menu Cuciny przygotowywał zespół pod kierunkiem cukiernika – Pawła Mieszały. Kunszt godny Mistrza Ernesta, desery były równie doskonałe, jak dania wytrawne. W międzyczasie Paulina Prusiecka opowiadała nam, że Szef zaczyna układanie menu od doboru porcelany do poszczególnych dań. Wiem, że moje zdjęcia nie oddają wszystkich barw i odcieni, zapraszam więc na fotorelację z prezentacji menu na profilu restauracji .

Drugim daniem głównym była wołowina Angus ( od żebra) podana z pietruszką pieczoną w piecu.

cucina wołowina1a

Mięso miało doskonałą zarówno konsystencję jak i smak , pietruszka pieczona w piecu lekko skarmelizowana , ulubiony przez Mistrza ( widzę już w kolejnym menu) delikatny młody por i cebula karmelizowana w korzennym piwie dopełniały smaku. I wino – Principe Pallavincini / Amarasco  z Lacjum. Naprawdę trudno mi było wybrać ulubione danie tego wieczoru 🙂 Wszystko smakowało doskonale, muzyka i ciekawe rozmowy w miłym towarzystwie dopełniały atmosferę.

Kolację zakończył deser : choux z kremem czekoladowym  i coulis truskawkowe to pyszne zwieńczenie tej doskonałej uczty.

cucina deser1a

To było na prawdę piękne przeżycie , smaki, barwy i dźwięki jesieni stanowiące jakby doskonałą , harmonijną symfonię.

Kto chce przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, musi spróbować jesiennego menu Cuciny autorstwa jej pełnego wyobraźni i coraz pewniejszego swojej sztuki chefa Ernesta Jagodzińskiego 🙂

cucina ernest1