Archiwa kategorii: Relacje

Domowe warsztaty kulinarne dla dzieci

telegrzanki
telegrzanki

Wczoraj ogłoszono zamknięcie szkół i przedszkoli , od poniedziałku wiele dzieci będzie w domu z rodzicami lub opiekunami. Aby ci pierwsi się nie nudzili a ci drudzy nie denerwowali koniecznością wymyślania zajęć lub perspektywą „zniknięcia” dzieci w sieci albo przed telewizorem na cały wolny czas , podrzucam trochę pomysłów. Zróbmy domowe warsztaty kulinarne dla dzieci, gotujmy wspólnie, bawmy się razem. Nie muszą być to wyszukane czy zrobione idealnie potrawy, najważniejsza jest wspólna praca w formie zabawy i rozbudzanie kreatywności. Przeznaczmy na gotowanie i przygotowywanie posiłków więcej czasu niż zwykle , nie bójmy się bałaganu w kuchni . Do sprzątania , wspólnego, też możemy dzieci zaangażować.

Jako mama trójki dzieci i była nauczycielka mam za sobą trochę takich doświadczeń. Prowadziłam dla zaprzyjaźnionych nauczycielek warsztaty dla dzieci w przedszkolu, szkole podstawowej, dawnym gimnazjum. Czasem gotuję z dziećmi z zaprzyjaźnionych rodzin. Podrzucam trochę pomysłow w formie przepisów i wskazówek, do czego młodych pomocników zaangażować.

racuszki
  1. Wszelkiego rodzaju racuszki i placuszki z ciasta naleśnikowego. Dzieci mogą rozmieszać rozbite jajka z cukrem w czazie przygotowania, mieszać ciasto gdy mama dodaje składniki . Najlepszą zabawą jest jednak obtaczanie placuszków w cukrze-pudrze po usmażeniu i odsączeniu z tłuszczu. Można tak zrobić racuszki drożdżowe lub na proszku do pieczenia – jak pomarańczowo-waniliowe.

2. Małe klopsiki. Turlanie mięsnych kulek to doskonała zabawa nawet dla kilkulatków. Można je potem obtaczać w tartej bułce przed smażeniem . Nie muszą być równe , po doprawieniu masy mięsnej oddajemy formowanie klopsików w rece dziecka , potem je smażymy trzymając dziecko z dala od źródła gorąca i obowiązkowo dajemy do spróbowania pierwszy usmażony klopsik, jak tylko przestygnie. Przepisy są tutaj i na nieco inne tutaj.

deser serowy w herbatnikach

3 . Herbatniki dają wiele możliwości do zrobienia szybkich deserów. Można jeden posmarowac jakąś fajną słodką masą a można tylko kremem czekoladowym, kajmakiem czy konfiturą i nałożyć na niego drugi. To fajny pretekst do wspólnej pracy : mama lub tata podsuwa herbatnik, dziecko smaruje , układa na tym drugi ( nie musi być równo, chociaż można nad tym przy okazji popracować) i odkłada na tacę lub talerz. Przepis na łatwą masę serową jest tutaj.

4. Telegrzanki, jak u Teletubisiów – zdjęcie u góry wpisu. Przygotowujemy chleb tostowy lub inny i okrągłą foremką lub brzegiem szklanki czy kubka wycinamy kółka. Rozbijamy jajko z mlekiem i tu działa dziecko lub dzieci : moczy chleb dokładnie w masie jajecznej , dorosły smaży z obu stron na patelni , po lekkim przestudzeniu dziecko dodaje oczka i buzię – jeśli jemy na słodko to np. z serka waniliowego robiąc to czubkiem łyżeczki, jesli wytrawnie – to na przykład z keczupu. Może nasz pomocnik wpadnie na inne kreatywne pomysły 🙂 Dokładny przepis jest tutaj.

naleśniki z serkiem i malinami

5. Naleśniki . Tutaj dzieciom można pozwolić na mieszanie ciasta ( np. trzepaczką – rózgą) a po usmażeniu na wybór dodatków – bita śmietana, konfitury, serki smakowe, owoce z syropu lub świeże ( banany, mandarynki, gruszki, jabłka) . Smarowanie dodatkami i zwijanie naleśników to doskonała zabawa. Można też do ciasta dodać nieco kakao , ciemne ładniej wyglądają, a jeśli lubimy wytrawne naleśniki to trochę szpinaku . Przepis na ciasto tutaj.

6-7. Tosty i kolorowe kanapki. Zanim włożymy tosty do zapiekacza młodzi pomocnicy wybierają sobie to, co w nich będzie i układają między kawałkami chleba. Kolorowe kanapki to osobna historia i chyba największe pole do popisu wyobraźni. Czuprynki z sałaty, oczka z groszku czy plastrów ogórka, twarze z sera czy szynki, noski zaznaczane keczupem – takie kolorowe, bajkowe postacie można stworzyć z chleba i dodatków a potem wspólnie zajadać. O tostach jest tutaj .

sernik-domek

8. Sernik-domek . To nieco retro ciasto robiłam z obiema moimi córkami i kazda uwielbiała układać herbatniki – najpierw jako bazę pod jasną masę a potem dzielić je na połówki i układać ponownie przed położeniem części z kakao. Następnym etapem wspólnej pracy było „ustawianie” herbatników w domek . Przepis jest tutaj.

sałata w ziołowym winegrecie
sałata w ziołowym winegrecie

9. Sałatki na bazie zielonej sałaty . Duże liście sałaty najlepiej smakują porwane ręcznie na kawałki, więc to doskonała czynność dla młodych kuchennych pomocników . Dodatki można wybrać z tego, co mamy pod ręką w lodówce i na pewno znajdą się takie, które dziecko może bezpiecznie pokroić , obrać czy rozdrobnić. Podobnie jest z każdą inna sałatką warzywną .Przepisy tutaj i z kategorii sałatki.

10. Sałatki owocowe. Obranie banana czy mandarynki, podzielenie owoców na części, pokrojenie banana czy jabłka, dobór składników – to wszystko dziecko pod okiem mamy czy taty zrobi chętnie . Podobnie jak wrzucanie pokrojonych owoców do miski i mieszanie jej . Przepis na przykład tutaj.

mini-szaszłyczki

10. Mini-szaszłyczki . Kroimy to, co dzieci lubią lub ciekawe będą smaku : sery, szynkę , ogórki świeże lub konserwowe, pomidorki, możemy dodać kawałki winogron, jabłek czy gruszek albo brzoskwiń z puszki. Układamy na tacy, dajemy dzieciom wykałaczki ( tłumacząc wcześniej, by nie ukłuły się gdzie nie trzeba i uważając na to podzczas pracy ) i pozwalamy nadziewać . Warto przy tym zwrócić uwagę na właściwą kolejność a także dobór kolorów – nieco edukacji przy zabawie w kuchni to dodatkowy bonus. Tu jest przykład.

trufelki

11. Słodkie kulki : trufelki, bajaderki, kulki nadziewane : przy przygotowaniu masy na kulki pozwalamy dzieciom dorzucać do miski składniki , najlepszą jednak zabawą jest toczenie słodkich kulek w rękach i ewentualne ich obtaczanie we wiórkach kokosowych czy sezamie. Przepisy na trufelki tutaj i tutaj, są jeszcze bajaderki i kulki tiramisu.

torcik waflowy

12. Torciki waflowe i inne przekładańce. Gotowe, suche wafle można przekładać różnymi kremami czekoladowymi, kajmakiem, powidłami, konfiturami. Smarowanie kolejnych warstw to przyjemne i wdzięczne zadanie a gotowy torcik, polany na wierzchu polewą lub kremem możemy pięknie ozdobić bakaliami. Przykład tutaj.

Pamiętamy, by dzieci odpowiednio przygotować : założyć fartuch, związać włosy, umyć ręce. Domowe warsztaty kulinarne dla dzieci i wspólna praca do doskonała okazja do rozmowy, wspomnień z dzieciństwa, pogodnych żartów, odkrywania nowych smaków. Postarajmy się dobrze wykorzystać ten trudny czas. W razie potrzeby służę radami odnośnie ogranizacji pracy czy kolejnych przepisów : mailowo na grazynagotuje@gmail.com lub na messengerze fanpage Grażyna gotuje.

Smacznego i miłej zabawy !

Kuchnia historyczna i wiśniowa musztarda

kuchnia historyczna – szczuka na trzy sposoby

Kuchnia historyczna przeżywa teraz swoisty renesans. Wydawane są książki z opracowaniami staropolskich przepisów, odbywają warsztaty gdzie takie przepisy są odtwarzane . Duża w tym zasługa profesora Jarosława Dumanowskiego, pod redakcją którego te książki są opracowywane i kucharzy , którzy z pasją się tym zajmują . Pierwszym z nich, z którym się zetknęłam był Maciej Nowicki z kuchni Muzeum Pałacu w Wilanowie, potem gotowałam pod okiem Macieja Bartona z Ostoi Chobienice, Tomasza Wetlera z Bydgoszczy a ostatnio miałam przyjemność uczestniczyć w niezwykłym wydarzeniu pod okiem Piotrka Celtyckiego.

Przygotowanie szczupaka na trzy sposoby

Piotrek po raz pierwszy podjął wyzwanie odtworzenia barokowej, skomplikowanej potrawy , o ktorym tak mówi : ” Przepis na „Szczukę jedną całkiem nierozdzielną, nie rozkrajaną, smażona głowa, warzony śrzodek do rosołu albo kaszanatu, pieczony ogon” to jedna z najważniejszych receptur Stanisława Czernieckiego, autora pierwszej polskiej książki kucharskiej z 1682 r. ” Ta książka to „biblia” kuchni historycznej – „Compendium Ferculorum”.
Wybrał do tego miejsce, które idealnie nadaje się do odtwarzania historycznych przepisów – Linie w ogniu, w Wielkopolsce. Działa od maja ubiegłego roku i grzeje prawdziwym ogniem palonym w różnych piecach , w tym chyba największym w Europie paleniskiem z rusztem .

Palenisko z rusztem, Linie w ogniu

Na potrzeby kuchni historycznej ruszt został zastąpiony rożnem, na którym najpierw piekła się uwędzona poprzednio szynka ze świni złotnickiej. W czasie obracania na rożnie była polewana miodem :

szynka złotnicka pieczona na rożnie

Gospodarzami tego miejsca są znany z produkcji kozich serów Marek Grądzki z żoną i para kucharzy , gotujacych wczesniej w poznańskiej Todze, Ewa i Piotr Michalscy. Dbają nie tylko o pyszne, przygotowywane na ogniu jedzenie ale też i domową atmosferę.

Wracając do naszej „szczuki”, czyli szczupaka – był przygotowany na trzy sposoby . „Smażona głowa” była posypywana mąką z przyprawami podczas obracania na rożnie, „warzony środek” to ta część owinięta bawełnianą ściereczką i polewana gorącym octem , pieczony ogon wymagał tylko obracania nad ogniem. Po zdjęciu z rożna wyglądało to tak :

szczuka po zdjęciu z rożna

Nie tylko wyglądało to imponująco ale też super smakowało. Najdelikatniejsza była środkowa część „warzona” , pieczona od głowy miała inną fakturę i bardziej wyrazisty smak , pieczony ogon smakował najbardziej intensywnie. Eksperyment udał się doskonale ! Niech żyje kuchnia historyczna !

Ja przyjechałam nie tylko udokumentować to wydarzenie, ale też wniosłam swoje „małe Conieco” , bo odtwarzanie dawnych przepisów stało się też moją pasją. Przywiozłam ze sobą staropolskią musztardę wiśniową i nieco bardziej nowoczesną, ale zrobioną podobnie – z ogórków kiszonych i jalapeno. Tej wiśniowej jeszcze nie pokazywałam, podaję więc przepis :

STAOPOLSKA MUSZTARDA WIŚNIOWA

  • 2 łyżki gorczycy namoczonej w domowym occie z dzikiego bzu
  • łyżka zalewy od moczonej gorczycy
  • 3 łyżki wiśni z kompotu ( bez pestek)
  • pół łyżeczki cynamonu
  • szczypta imbiru, pieprzu czarnego i ziołowego staropolskiego
  • łyżeczka cukru, spora szczypta soli
  • szczypta tymianku

Gorczycę, według rady otrzymanej kiedyś na warsztatach namoczyłam na dwie doby w aromatycznym bzowym occie. Potem włożyłam ją wraz z łyżką zalewy, pozostałymi składnikami i przyprawami do blendera i zmiksowałam , nie na gładką masę, ale tak, by struktura była lekko ziarnista . Wyszła bardzo ciekawa, w prawdziwe staropolskich smakach, słodko- kwaśna, korzenna, ostra. Na zdjęciu poniżej jest razem z moją ogórkową , obok smażonych na płycie warzyw, jako dodatek do szynki :

musztarda wiśniowa i z kiszonych ogórków

Musztarda okazała się pysznym dodatkiem , pasowała niemal do wszystkich dań serwowanych z ognia:karkówki z rusztu i golonki z pieca, kaszanki. Piotrek serwował też swoje słynne kiszone śledzie a także odtworzonego według historycznej kuchni suma na biało.

Warto odwiedzić to niezwykłe miejsce, gdzie jada się pysznie i sezonowo. Na najbliższy, walentynkowy weekend będzie specjalne menu, między innymi ostrygi , poza tym pyszności przygotowywane na ogniu.

sum na biało

Racuszki na koncert Korteza w poznańskiej Tamie

Koncert Korteza w Tamie

Tym razem koncert Korteza w Poznaniu odbył się w znanym klubie, w zupełnie innej atmosferze, niż poprzedni, w Teatrze Wielkim. O tym ostatnim nie pisałam, bo ciasto powtórzyłam , na pamiątkę pierwszego poznańskiego , który był dokładnie 4 lata wczesniej . Akustyka była doskonała a pierwszy utwór , instrumentalny Kortez zaczął grać przy opuszczonej kurtynie , gdy podniosła się , odsłoniła pianino i atrystę, co wywarło super efekt.

Za to w klubie Tama repertuar był dostosowany do innej atmosfery, grano więcej dynamicznych utworów a te spokojniejsze miały bardzo rozbudowane instrumentalne końcówki , które wraz z grą świateł robiły niesamowite wrażenie.

Ja tym razem przygotowałam znowu karnawałowe racuszki, które tak smakowały Kortezowi i ekipie dwa lata temu . Zima ma swoje prawa , trzeba uzupełniać zapasy kalorii, zwłaszcza przy takim wysiłku, jakim jest koncert 🙂

Korzystając z okazji poprosiłam Korteza o autograf na ostataniej koncertowej Epce , z podziękowaniem za pomoc. Dodaję ją do specjalnego, kortezowego ciasta z imbirem , które wystawiłam na licytację Dla Olinka.

Fani Korteza i on sam są mocno zaangażowani w pomoc Olinkowi Jóźwickiemu, dzielnemu chłopcu walczącemu z mózgowym porażeniem dziecięcym i towarzyszącymi mu dolegliwościami. Chłopiec robi ostatnio duże postępy, rehabilitacja jest jednak bardzo kosztowna i każda pomoc się liczy. Ciasto z imbirem wraz z podziękowaniem na płycie od Korteza i inne ciekawe nagrody są do wylicytowania tutaj – ciasto do 29 stycznia. Poza tym można jeszcze pomóc Olinkowi poprzez fundację a także wpłacając 1 % podatku – kto jeszcze nie podjął decyzji, to mocno zachęcam :

A dla fanów naszego Artysty na zachętę zdjęcie, gdzie Olinek wraz z Kortezem szykują się do skonsumowania mojego świątecznego pierniczka – bo przedświąteczny pobyt w Warszawie wykorzystałam, by podrzucić ekipie Korteza gwiazdkowe przysmaki 🙂 Zrobiły wrażenie, bo gdy Kortez usłyszał, co przywiozłam, zawołał : Chłopaki, mama przyjechała 🙂 Oj, ciepło mi się na sercu zrobiło …

Olinek z Kortezem, zdjęcie ze strony Olinek

Wracając do koncertu w poznańskiej Tamie – był nieco inny, niż te „siedzące”, wysłuchiwane w skupieniu, ale miał swój urok i widziałam, że wielu osobom się taka luźna atmosfera podobała, sporo osób kiwało się do rytmu. Repertuar był świetnie dopasowany do tego, nawet sama się zdziwiłam, ze Kortez ma tyle dynamicznych utworów . Te spokojniejsze dawały odetchnąć, a instrumentalne, rozbudowane końcówki , zwłaszcza te, gdzie Kortez mógł się „wyszaleć” przy pianinie wymiatały. Przy Uleciało można było …odlecieć, a nowe aranżacje Pocztówki z kosmosu czy Bumerangu wbiły mnie w krzesło. Aha, bo ja ze względu na problemy z nogą siedziałam przy dźwiękowcach- Kortez się o to zatroszczył 🙂 Na koncercie byłam z synem i bardzo mi było miło, że zobaczył jak dba o mnie nasz Artysta.

Nie wiem, czy ktoś pamięta, ale pierwszy koncert Korteza w Poznaniu , w 2015 roku też był w klubie, w Spocie. Z tego co pamiętam atmosfera była bardziej skupiona , Kortez był tylko w duecie z Domanem a publiczność w klubie dała się zaczarować i stała zasłuchana.

Długa i zapewne męcząca trasa już się kończy, teraz czekamy na trzecią płytę Korteza, ciekawe, ile z przedpremierowych utworów granych na trasie się tam znajdzie. A ja, by nie pogubić się odnotowuję, że był to mój 22-go koncert i 23-cia edycja Ciasta dla Korteza 🙂

Spotkanie Ludzi Myślących Sopot 2019 -relacja

zdjęcie zbiorowe z gośćmi specjalnymi -fot. Paweł Lęcki

O Spotkaniu Ludzi Myślących w Sopocie słyszałam od kilku blogowych znajomych. Chwalili jego niezwykłą, twórczą atmosferę i to zachęciło mnie, by w tym roku tam pojechać. Organizuje je Instytut Zdrowego Rozsądku, w tym osoby, które przedtem pracowały przy Blog Forum Gdańsk i przyznam, że znalazłam tam atmosferę pierwszego spotkania, w 2010 roku, kiedy blogsfera zaczynała się rozwijać i dyskutowano o roli blogera i jego misji. Od tamtego wydarzenia minęło sporo czasu, zarówno blogosfera jak i Internet sporo się zmieniły. Dlatego tematem najważniejszym teraz był problem coraz częstszego hejtu, fake newsów , braku porozumienia między ludźmi i co możemy zrobić, by to zmienić.

organizatorzy – Kuba Kaługa, Ida Mokwa- Kaługa i Marta Szadowiak

Zaczęła Marta Klimowicz, socjolożka internetu i nie było to rozpoczęcie optymistyczne. O tym, jak zatruty jest Internet przekonujemy się obserwując fale hejtu i kłótnie nie tylko na Facebooku i twitterze, manipulacje fake newsami. Poza tym anonimowość w komentarzach pod wiadomościami daje ludziom poczucie bezkarności i wywołuje pokłady nienawiści. Najczęściej żródłem tych zachować jest bezmyślność. Gdy zastanawialiśmy się nad remedium pojawił się temat edukacji i coraz gorszego jej poziomu. Nie zdążyłam zabrać głosu w dyskusji, więc napiszę tutaj – każdy, kto ma dzieci nie powinien liczyć tylko na edukację szkolną i to, że ukształtuje ona młodego człowieka. Takich rzeczy , jak logiczne myślenie, uważność, empatia , szacunek dla innych – musimy nauczyć dzieci w domu i to już od początku. Dla dzieci trzeba znaleźć czas, rozmawiac z nimi , słuchać tego co mówią, odpowiadać na pytania, pozwalać na kreatywne zabawy , mimo, że jest przy tym bałagan, dawać przykład samemu- choćby czytając książki. Nie piszę tego sobie a muzom, wypraktykowałam to z powodzeniem na trójce swoich dzieci.

Nie zdążyłam też dodać, że ja sama jestem przykładem pozytywnego działania Internetu. Od czasu gdy młodsza córka założyła mi bloga ( ponad 11 lat temu) moje życie zmieniło się o 180 Stopni. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, nawiązałam przyjaźnie, zaczęłam jeżdzić na różne spotkania i wydarzenia . Odzyskałam pewność siebie.

przerwa na kawę, Teatr na Plaży, fot. Paweł Lęcki

O tym , jak otwierać głowy i przełamywać utarte schematy przekonaliśmy się podczas warsztatów kreatywnych z Przemkiem Staroniem ( nauczyciel roku 2018) i Jędrkiem Sołowijem. Podzieleni na grupy zrobiliśmy burzę mózgów wymyślając podczas 15 minut 100 pomysłów na to, jak zmusić ludzi do myślenia . Zadanie miało nam uzmysłowić, co czujemy podczas takiej pracy. Ja czułam się w żywiole działając bez ograniczeń, grupa przyjęła moją sugestię by nie liczyć pomysłów, bo szkoda na to czasu i w rezultacie mieliśmy ich chyba najwięcej. O tym, jak sie te pomysły weryfikuje dowiedzieliśmy się poznając metodę kapeluszy de Bono.

Jak wiele złego stało się od poprzedniego roku mieliśmy okazję przekonać się podczas rozmowy z gośćmi specjalnymi, prezydentami Gdańska i Sopotu ( na pierwszym zdjęciu) . Spotkanie miało tytuł : jak być lustrem, gdy się jest celem . Pani Aleksandra Dulkiewicz opowiadała o tym ile hejtu spotykało jej poprzednika i jak mawiał „to się źle skończy”. Niestety skończyło się tragicznie a i jego następczyni ma niełatwe zadanie. Powiedziała, że czasem zbywa niedorzeczne zarzuty śmiechem lecz siła rażenia niektórych przytłacza ją niemalże fizycznie. Trudno jest pełnić swoje obowiązki pod taką presją, ale oboje starają się i mimo wszystko nieźle dają sobie radę. W Sopocie byłam ostatnio z 10 lat temu, sporo się zmieniło.

O tym, czy za przyczyną internetu trafiamy znów do językowej jaskini opowiadała autorka bloga Mówiąc inaczej , Paulina Mikuła. Jej zdaniem nie jest tak źle, wprawdzie operujemy często skrótowcami i zwrotemi angielskimi, ale tymi ostatnimi inaczej. Nie są one jak dawniej prostymi zapożyczeniami, ale ewoluują i wzbogacają język. Staje się on bardziej plastyczny i dostosowany do epoki, jednak warto pamiętać o jego bogactwie i poprawności. Używanie zdań wielokrotnie złożonych moze być przyjemnością i przywilejem, mimo, że przy wpisie na blogu wyświetla się kiepski współczynnik czytelności i uwagi, że zdania są za długie… Jak widać, jestem tego samego zdania 😉

Na zdjęciu powyżej widać kawę w kubku termicznym – organizatorzy poprosili by zabrać je i bidony do wody ( w Sopocie spokojnie mozna pić kranówkę). Obik stoi moje ciasto, które tradycyjnie ze sobą zabrałam i poczęstowałam nim starych i nowych znajomych. Poza tym obiady, które dostaliśmy były wegańskie i w ekologicznych opakowaniach. Jak widać, ludzie myślący dbają o naturalne środowisko :

Jedną z fantastycznych osób, które poznałam była autorka fanpage Miluju i majuju – Vitia, która w doskonały sposób ilustrowała to, co się działo na scenie i widowni :

Następny dzień rozpczął się prelekcją i dyskusją z Jolą Szymańską o tym, czy Internet ma być czarno-biały, na przykładzie zdroworozsądkowego podejścia do katolicyzmu. Oto, jak zilustrowała to Vitia :

Potem były kolejne warsztaty kreatywne, na temat fake newsów i sposobów ich rozpoznawania. Prowadził je przedstawiciel Wojowników Klawiatury, mający wprawę w weryfikowaniu i wyjaśnianiu nieprawdziwych wiadomości. Najpierw rozróżnialiśmy prawdziwe i fałszywe wiadomości , potem ćwiczyliśmy w grupach konstruowanie tych drugich, by dowiedziweć się, jak łatwo jest manipulować. Przy dyskusji o tym, w jaki sposób je rozpoznawać po raz kolejny padło słowo : Myśleć – i weryfikować w kilku wiarygodnych źródłach . Niestety tych jest coraz mniej, a sprawa jest ważna. Dezinformacja wpłynęła juz na niejeden wynik wyborów, a i w obecnej kampanii politycy powołują się na fake newsy, które czasem i po weryfikacji żyją własnym życiem…

Kolejnym gościem specjalnym była p. Elżbieta Tatarkiewicz- Skrzyńska, 95-letnia pełna wigoru i ciekawa życia osoba, bratanica prof. W Tatarkiewicza , uczestniczka Powstania Warszawskiego. Rozmawiała z nią Basia Grabowska.

Pani Ela opowiadała o tym, jak dawniej ludzie radzili sobie w trudnych sytuacjach. Wojna przerwała jej naukę, więc najważniejsze dla niej było tajne nauczanie, by zdać maturę i zdobyć edukację. Dopiero później dołączyła do konspiracji i przeszła szkolenie łączniczki i sanitariuszki. Cechy, wyrobione w sobie wtedy – odpowiedzialność, punktualność, wtażliwość na drugiego człowieka pozostały jej do dziś. Pięknie powiedziała o tym, że patriotyzm jest różny w zależności od sytuacji – to nie tylko walka czy uczestnictwo w ważnych dziejowych przemianach, ale też edukacja, praca czy troska o drugiego człowieka. Zapis rozmowy można odsłuchać tutaj . Najstarszej prelegentce z dużym zaciekawieniem przysłuchiwała się najmłodsza uczestniczka – 7-letnia Marysia, która przyjechała z Supertatą .

Po tym spotkaniu przyszedł czas na podsumowującą dyskusję. Zadaliśmy sobie trudne pytanie – co możemy zrobić, by sprzeciwić się złu opanowującemu Internet i skierować go na dobre tory. Zadanie niełatwe i większość pewnie powie – co ja mogę, co my możemy. Jak powiemy, że nic się nie da, to nic się nie zmieni. Każdy z nas, mający jakąś przestrzeń w sieci może coś zrobić. Nawet ja, prowadząc blog kulinarny ( bo, mimo, że sporo piszę relacji, przepisy nadal tu dominują) . I tu wrócę do pierwszego Blog Forum Gdańsk – gdy zastanawiałam się, czy blogując mam jakąś misję , odkryłam , że tak : podając przepisy i okoliczności ich powstania zachęcam innych, by ugotowali cos dobrego, zebrali się razem przy stole i zaczęli rozmawiać. Może najpierw o jedzeniu a potem o życiu. Przy dobrym jedzeniu przyjemniej się rozmawia a w sytuacjach patowych można skierować uwagę na to, co jest na stole i zmnienić temat.

Ważne jest też, by wysłuchac zdania i argumentów osób, które mają inne poglądy. Nie dzielić na my i oni, starać się znaleźć punkty wspólne i pozytywy, od tego zacząć rozmowę. I przede wszystkim dawać przykład własnym zachowaniem. Drobne gesty i działania to kropla drążąca skałę , z kropel składa się ożywczy deszcz niosący zmiany.

przesłanie – autor Vitia maluje

Szarlotka na koncert Korteza w Gorzowie

koncert Korteza w Gorzowie

Letnia trasa Korteza skończyła się już dawno, za to niedługo rusza nowa, jesienna i warto wrócić do wspomnień, zanim się zacznie. Holliday tour obejmował przede wszystkim miejsca plenerowe , w tym amfiteatry i najbliżej miejsca gdzie mieszkam był ten w Gorzowie Wielkopolskim, więc tam się wybrałam.

W ogrodzie sypały mi się wtedy jabłka, papierówki, dlatego ciastem dla Korteza nawiązującym do wakacyjnej trasy została szarlotka, z rodzinnego przepisu :

Na koncert Korteza w Gorzowie wybrałam się razem z nowo poznaną fanką, Magdą, która zabrała mnie autem z Poznania. Droga minęła nam szybko na rozmowach o fenomenie naszego ulubionego artysty i jego muzyce.

Przy przekazywaniu ciasta udało mi się trochę porozmawiać z Kortezem, wtedy właśnie usłyszałam o planowanej jesiennej trasie i o nowych utworach, nad którymi Kortez sukcesywnie pracuje. Koncert rozpoczęła jedna z nowości , Chodź na chwilę, pasująca klimatem do dotychczasowej twórczości atrysty.

Pierwszy raz słuchałam Korteza w amfiteatrze i muszę przyznać, że muzyka niosła się pięknie . Nawet zazdrościłam fanom, którzy byli na koncertach plenerowych nad wodą , tam na pewno ten efekt był jeszcze ciekawszy. Kortez, mimo kontuzji ręki wokalnie był w doskonałej formie, a pomoc Roberta vel Miśka na fortepianie pokazała jego możliwości i ubarwiła muzycznie spektakl. Siedziałam dość wysoko, co pozwoliło mi dobrze wszystko słyszeć i skupić się na muzyce. Mimo, że z nowych utworów była tylko początkowa „Chodż na chwilę” i letni debiut na LP 3 ” Doskonały dzień”, to wysłuchanie dobrze znanych utworów w scenerii i dobrej akustyce amfiteatru było wielką przyjemnością i jak zwykle poddałam się wzruszeniom… O dodatkowy nastrój postarał się pięknie świecący księżyc 🙂

Po koncercie wraz z nowo poznaną koleżanką dość długo zbierałyśmy się spod amfiteatru, wymieniając wrażenia – trudno nam było ochłonąć. Gdy juz się zbierałyśmy do wyjścia, usłyszałyśmy wybuch entuzjazmu przy wyjściu, okazało się, że Kortez wyszedł na chwilę do garstki oczekujących fanów. Poszłyśmy i my porozmawiać chwilę , nawet zrobiłam sobie pamiątkowe selfie z Magdą , dośc nieudolne , bo nie umiem, ale plenerowy koncert i spotkanie zostało uwiecznione. Był to mój 20-ty koncert i akcja z ciastem dla Korteza.

Do zobaczenia na jesiennej trasie 🙂

Kulinarne atrakcje nad Kanałem Elbląskim

Krasin, Bistro Ślimaka nad Kanałem Elbląskim

Kilka tygodni temu miałam okazję odbyć kulinarną podróż w okolice Kanału Elbląskiego. Kusiło mnie by tam pojechać już od dawna, bo wiele słyszałam o niezwykłym miejscu , Ekofarmie „Snails Garden” gdzie hoduje się ślimaki śródziemnomorskie i podaje potrawy z nich na wiele sposobów. Jakiś czas temu, podczas podróży do Alzacji poznałam też właścicieli Zajazdu pod Kłobukiem , gdzie po rewolucjach Magdy Gessler gości nie brakuje. Obydwa te miejsca są nad Kanałem Elbląskim, który słynie z licznych pochylni , tam łódki płyną „po trawie” między poszczególnymi fragmentami wody .

nad Kanałem Elbląskim, pochylnia Jelonki

W podróż udałam się wraz z Piotrem , autorem bloga Najsmaczniejszy Blog Kulinarny, który jechał w rodzinne strony. Zwykle jeździł utartą trasą a dzięki wspólnej podróży zobaczył miejsca dawno nie widziane lub takie, które od dawna planował odwiedzić. Przy pochylni Jelonki zatrzymaliśmy się po drodze do Krasina, do ślimaczej fermy. Trafiliśmy na łódki wspinające się po pochylni i …przedsiębiorczego ich właściciela, który chciał od razu nas podwieźć tam autem i dołączyć do wycieczki. Z powodu braku czasu odłożyliśmy to na inną okazję, ale ulotkę zabrałam 🙂

Ekofarma Snails Garden

Do Krasina, ślimaczego imperium dotarliśmy po deszczu i szczęśliwie po …odjeździe dwóch wycieczkowych autobusów , w związku z czym mogliśmy od razu spróbować ślimaczych przysmaków w Bistro Ślimaka. Na pierwszy ogień poszła hiszpańska zupa rybna ze ślimakami i pyszne pierogi pasłęckie , z mięsem ślimaków i boczkiem.

dania w Bistro Ślimaka


Zupa była lekko pikantna , pełna rybich i warzywnych smaków a pierogi… bajka. Są smacznejsze, niż te, które dotychczas najbardziej mi smakowały, czyli z gęsiny i z jagnięciny. Trudno by było zgadnąć, że jest w nich ślimacze mięso, smak wydał mi się podobny do dobrego mięsa duszonego z grzybami.

Pojawił się gościnny gospodarz, Grzegorz Skalmowski , który wraz z żoną Mariolą stworzył to ślimacze imperium od podstaw. Pani Mariola opracowuje przepisy na ślimacze potrawy a także robi kosmetyki na bazie ślimaczego śluzu, które można kupić na miejscu. Pan Grzegorz zajmuje się marketingiem , czuwa nad produkcją ślimaków śródziemnomorskich , oprowadza wycieczki. By pokazać jak wyglądają poszczególne etapy hodowli bez jej zakłócania , stworzył „Żywe muzeum ślimaka” , można tam obejrzeć również te największe na świecie, afrykańskie :

Są też atrakcje dla dzieci, jedna z nich to wyścigi ślimaków :

Poza tym dzieci mogą zobaczyć różne hodowane w tym miejscu zwierzątka, ale ślimaki, ich różne odmiany najbardziej je interesują. Pan Grzegorz opowiadał z pasją o swojej pracy, w tym także o tym, że Bistro Ślimaka leży nad Kanałem Elbląskim , kilka kilometrów od niego i zdarza się, że podjeżdża autem realizując zamówienia z przepływających nieopdal łódek i jachtów. Prawda, że apetycznie wygląda ślimaczy kawior na łososiu i ślimaki w boczku ?

Nad Kanałem jest klika miejsc, gdzie można smacznie zjeść, nawet bezpośrednio nad wodą , ich właściciele zorganizowali się w stowarzyszenie, by łatwiej wspólnie realizować turystyczne cele. Wszystko się pięknie rozwija a informatory turystyczne Warmii i Mazur zachęcają do odwiedzin tych miejsc.

Małdyty, zajazd Pod Kłobukiem

Kolejne miejsce, które chcieliśmy koniecznie zobaczyć to Zajazd pod Kłobukiem w Małdytach. Właścicieli poznałam podczas podróży do Alzacji a wcześniej na spotkaniu producentów i restauratorów dotyczącym gęsiny i jagnięciny. Te mięsa i dziczyzna a także produkty regionalne są bowiem bazą i siłą tego miejsca. A także pasja i zaangażowanie gospodarzy, z którymi miałam okazję porozmawiać. Spróbowałam słynnej pieczeni z dzika

lekkiej sałatki z grillowanym serem

a także słynnych farszynek , lokalnej potrawy regionalnej i faszerowanych ziemniaczanych skórek , chwalonych przez Magdę Gessler. Wszystko mi bardzo smakowało, a na szczegółowy opis wizyty zapraszam na Najsmaczniejszy Blog .

Jak już trafiłam w te okolice, to zobaczyłam też odnowioną starówkę i nadbrzeże w Elblągu i zachwyciłam się tym miastem.

Elbląg, nad rzeką o tej samej nazwie

O tym, że odbudowa była bardzo staranna, odzwierciedlająca dokładnie zabudowę według ruin świadczą nieliczne niezabudowane jeszcze miejsca:

Z Elbląga od kilku miesięcy można szybko i wygodnie dojechac do Gdańska , zdążyłam się więc następnego dnia przywitać z morzem. Wycieczka okazała się pełna wrażeń nie tylko kulinarnych, przyroda i piękne okolice zachęcają do odwiedzin, na pewno tam kiedyś wrócę, choćby po to by popłynąć łódką po trawie 🙂

plaża w Brzeźnie, Gdańsk

Influencer Live Poznań – relacja ze spotkania

Influencer Live Poznań

W tym roku konferencja blogerska w Poznaniu zyskała nową nazwę – Influencer Live Poznań. Dla mnie jest kontrowersyjna, już kiedyś pisałam, z czym kojarzy mi się to używane powszechnie słowo, które zastąpiło poczciwego blogera. Najważniejsze, że było live, czyli na żywo, bo to spotkania z blogerami i poznawanie nowych jest dla mnie największą atrakcją tej konferencji. I wiedza – pod względem merytorycznym nie ma drugiej takiej imprezy w Polsce.

„Odjechana” prezentacja Pawła Tkaczyka

O nowych aspektach zdobywania popularności i zwiększania zasięgów w dobie „zero lajków” opowiadał Paweł Tkaczyk i nie było mu łatwo, bo problemy techniczne podzieliły jego prezentację na ekranie. Ale poradził sobie doskonale, według własnych słów ” dobry marynarz i bez prezentacji popłynie”. Wnioski z wystąpienia – nie możemy zdać się tylko na socjale i instagram, musimy różnicować swoje pojawianie się w mediach na różne sposoby, zainteresować czytelników i dać im rozrywkę. Każdy z nas jest redaktorem naczelnym w swoim medium i jest za nie odpowiedzialny. Poza tym trzeba mieć szczęście 🙂 Przyznam, że ja tego szczęścia szukam na różne sposoby, na blogu nawet przepis ma swoją historię i anegdotki dla rozrywki, w realu na spotkaniach pojawiam się z ciastem lub innymi smakołykami swojej produkcji, łączę kulinaria z innymi pasjami, na przyklad muzyczną. Robię swoje , nie czekam na to szczęście bezczynnie. Nawet próbuję , jak na poniższym zdjęciu zmienić nieco swój wyluzowany zazwyczaj wizerunek 🙂

Miałam nieco ograniczony czas na konferencji, więc starałam się wykorzystywać jak najwięcej. Niestety nie udało mi się posłuchać Janiny, za to dwa razy trafiłam na Maćka Budzicha – najbardziej podobał mi się jego wywiad z Krzysztofem Gonciarzem. Po raz kolejny ( po poznanym na pierwszym BFG Kominku) odniosłam wrażenie, że znany bloger jest zupełnie inny prywatnie, niż jego wizerunek, który kreuje w sieci. Zastanawiam się, jaka jest tego przyczyna…

wywiad Maćka Budzicha z Krzysztofem Gonciarzem

Z ciekawością posłuchałam też Maszynisty jako autora bloga specjalistycznego. Wprawdzie kulinaria to dość specyficzna specjalność, ale doświadczenia się przydadzą. Marcina poznałam wcześniej na żywo, bo w rozmowach przed wydarzeniem dopytywał się o moje tradycyjne ciasto, więc poczęstowałam go póki miałam, bo szybko znikało. Pod koniec jego prelekcji przysiadłam się do Supertaty , też z ciastem. Próbowali go też stali jego amatorzy z kulinarnej blogosfery i nowi znajomi.

Poznałam sporo nowych osób, w tym na żywo znanych z sieci, miałam też szczęście dzielić hostelowy pokój z niezwykle ciekawą dziewczyną , która prowadzi bloga o książkach i serialach – Zielona Małpa i ma bardzo interesującą pracę . Ale najważniejsze były spotkania ze stałymi bywalcami blogerskich spotkań. Sorry organizatorzy, ale na afterze zrobiłyśmy sobie spontaniczne warsztaty kulinarne, sprawdzajac czy Prosseco od sponsora ( Lidl) pasuje do nalewki mirabelkowej i jak komponują się do tego orzeszki i mój domowy ser 🙂

Wszystko się pięknie uzupełniało, ja nabrałam od nowa energii i po raz pierwszy na takiej imprezie, wyciągnięta na parkiet przez Martę i Tysię , zaczęłam tańczyć. A kto to pojawił się obok i to w niezwykłym stroju ? Chyba jeden z Trzech Muszkieterów 🙂

Przywileje wieku i blogowego stażu są dość przyjemne, nie musiałam stać w kolejkach po procenty, przyjaciele sami mi przynosili , spróbowałam też od razu podarowanej nalewki i nawet dzień później dostałam za nią podziękowania, bo ktoś mnie, stojącą z Adamem z Parowaru Faceta pomylił z Dorotą i Michałem 🙂 Podziękowania przekazuję więc tutaj 🙂 A poza tym – bar był wzięty 🙂

Whiskey in the Jar w akcji

Dziękuję bardzo wszystkim, których spotkałam, organizatorom – Ilonie, Piotrowi, niezmordowanym forografom Bartkowi i Szymonowi, czuwającemu nad wszystkim Zuchowi , wszystkim, z którymi miałam okazję pogadać, bo rozmowy są dla mnie największym aspektem takich spotkań. I na koniec proszę , by może zrobić konkurs na ładne polskie słowo, zastępujące kojarzące mi się z grypą określenie Influencer 🙂

Kto nie zdążył, proszę częstować się witrualnie ciastem , przepisy są w osobnym wpisie , bo podczas wydarzenia świętowałam przypadające dzień później 11 urodziny bloga.

Do zobaczenia na kolejnych spotkaniach !

Bloger to twórca. Nie tworzysz – nie bloguj ! Refleksje po konferencji blogerskiej w Poznaniu

bloger to twórca

Zwykle relacje z blogowych konferencji piszę w formie reportażu ze zdjeciami. I taka będzie relacja z tegorocznego Influencer Live Poznań, ale za kilka dni. Teraz muszę podzielić się tym, co się dzieje wokół i po konferencji. Część transmisji live została wycofana na wniosek prawnika pewnej blogerki, która poczuła się obrażona. Tak się składa, że o sprawie wiem od początku, jestem też od dawna zaangażowana w problem kradzieży intelektualnej twórczości blogerów, pomagam m. in. wyszukiwać kto nie udostępnia lecz kopiuje rysunki znanych fanpage ( Rynn rysuje, Zapisz Obrazek jako ahgsfds), nagłaśniam kradzieże zdjęć blogerów kulinarnych , wyjaśniam znajomym ( np.resturatorom), że nie wolno do menu czy fanpage brać zdjęć ” z sieci”. To bardzo ryzykowne sprawy, bo mniej więcej rok temu właścicielka restauracji pod Krakowem wylądowała w szpitalu jak dostała faktury od blogerek wyceniających swoje skradzione zdjecia . Ona przeciez nie wiedziała, że nie wolno …

kadr z wywiadu Maćka Budzicha z Krzysztofem Gonciarzem, ILP 2019

Blogerka kandydująca do konkursu Twórcy roku skopiowała przepisy do swojego płatnego e-booka

Kilka dni przed Konferencją na blogerskiej grupie Olga Smile pokazała e-booka pewnej znanej blogerki ze swoimi 9 -ma przepisami skopiowanymi kropka w kropkę, łącznie z …literówkami. Zrobiła się burza, po czym „autorka” e-booka zawarła ugodę z Olgą Smile i wpłaciła jako rekompensatę 9 tysięcy na dwa schroniska. Olga uznała sprawę za zamkniętą, nawet próbowała łagodzić oburzenie komentujących, ale burza już się rozpętała !

Olga Smile to człowiek-instytucja w kulinarnej blogosferze. Pamiętam ją od początku , od kiedy weszłam w blogową społeczność kulinarną za pomocą dawnego Durszlaka ( oj, te Pogaduszki, ile przyjaźni tam zawarłam 🙂 Organizowała akcje kulinarne, opublikowała książkę Smak Imprezy ( potem też inne), prowadziła konkursy. Dba o swoją społeczność , raz wygrałam w konkursie u niej robot i gdy firma przysłała mi gorszy, od razu zainterweniowała i po kilku dniach był już kurier z tym właściwym. Przez kilka lat prowadziła ranking blogów kulinarnych, gdzie kryteriami była nie tylko ilość wejść, ale też publikacje. Nie dziwi mnie więc to, że kradzież tych przepisów wywołała burzę wśród jej czytelników . Blogerka, która skopiowałą przepisy Olgi wycofała się z konkursu na Twórcę roku , zniknął też jej fanpage.

Przepisy kulinarne nie są objęte prawem autorskim.

To prawda, prawo dotyczy tylko zdjęć, które „pożyczane” są z sieci nagminnie. Ale jeśli przepis jest pisany w charakterystyczny sposób i skopiowany na zasadzie „kopiuj-wklej” , to łatwo udowodnić kradzież czyjejś własności intelektualnej. Nie wiadomo tylko, co na to prawo. I pewnie tego trzyma się znana blogerka podejmując …kolejne działania. Ale zanim napiszę o co chodzi, podumam jeszcze o właśności intelektualnej i prawie do niej. Bo u blogerów kulinarnych łatwo tylko udowodnić kradzież zdjęć. Mnie się to zdarzało na początku blogowania, zanim nie zniknęłam w masie kulinarnych blogów. Kiedyś znajomi mi zwrócili uwagę na moje zdjęcie z przepisem w konkursie , który jakiś pan wrzucił …nie zmieniając nawet rodzaju żeńskiego na męski ( piszę często w pierwszej osobie). Przepis wycofano. Innym razem ( dośc dawno) para znanych blogerów , parodiujących pewną sławną blogującą osobę „pożyczyła” sobie zdjęcie z mojego bloga na fanpage ( profilowe). Zauważyłam to przypadkiem, nie zdążyłam zrobić screena, panowie napisali do mnie na messengerze , co wpadło w folder „inne” , zanim coś zrobiłam zdjęcie zostało zmienione. Niesmak pozostał i do dziś nie lubię ich oglądać… tylko zdjęcie mi o tym przypomina…

prozaiczny chleb ze smalcem

Blogerki kulinarne i ich praca często są traktowane lekceważąco. Jestem wyczulona na kradzież czyjejś własności , w tym także pomysłów lecz jakiś czas temu odpuściłam zniechęcona. Było to po tym, jak zwróciłam uwagę znajomej blogerce, że do konkursu na autorski przepis zgłosiła danie, wprawdzie wykonane i sfotografowane przez siebie , ale z przepisu z warsztatów kulinarnych, na których i ja byłam. Ta w rewanżu zarzuciła mi, ze mam na blogu jej zdjęcia. Były – z konkursu, który prowadziłam i pokazanie zdjęć potraw ustalono w regulaminie. Zostałam określona jako „blogerka kłócąca się o pierogi” i obśmiana przez pewnego blogera marketingowego. Dziękuję, postoję. Odpuszczałam potem nawet informacje o moich zdjęciach na innych blogach, bo bywały też takie, które pokazywały sporo „pożyczonych”. Teraz sprawa zdjęć jest już traktowana poważnie, mam jednak inne problemy.

tort kebabowy , na urodziny mojego syna

Kilka lat temu zdziwiła mnie szalona popularność w wyszukiwarce przepisu na tort kebabowy , który był dosłowną interpretacją prośby mojego skłonnego do żartów syna. Znalazłam na You tube relację jakiegoś ( może znanego, ale nie mnie) vlogera z knajpy chyba w Kielcach, gdzie taki tort robiono ( z pewną różnicą – bułki zamiast ciasta ), a później drugą, gdzie podawano tort kebabowy na urodziny. Być może to przypadek, ale szukając grafik znalazłam zdjęcia z dekoracją bardzo podobną do tej na powyższym zdjęciu. Może to przypadek, przepisy nie są objęte prawem, ale …wkurza mnie fakt, że ktoś być może zarabia na moim pomyśle a ja nic z tego nie mam. Z góry odpowiadam na pytania : mój stan zdrowia nie pozwala na prowadzenie knajpy, sama takich tortów masowo na sprzedaż nie dam rady zrobić.

To są domniemania, ale o jednym wiem na pewno: dawno już znajoma poprosiła mnie o przepis z wykorzystaniem oleju lnianego i za moją zgodą wrzuciła go na prowadzony przez siebie fanpage. Chciałam życzliwie ją wesprzeć na początku pracy, zrobiłam to za free. Jakiś czas później mimochodem mi powiedziała, że te moje śledzie z ogórkami w oleju lnianym robią furorę w pewnym pubie w Dublinie, bo dała ten przepis znajomym ten bar prowadzącym. Ktoś zarabia na moich kreatywnych pomysłach ( przepis nietypowy, mój autorski) a ja nic nie mogę z tym zrobić. Chciałam o tym porozmawiać z kimś kompetentnym na konferencji, ale nie udało się.

Coraz więcej blogerek skarży się na wykorzystywanie „zmodyfikowanych” swoich pomysłów, co też trudno udowodnić. Często też słyszę czy czytam, że popularne blogi „pożyczają” pomysły od tych małych, dzięki temu same mają duży ruch , co przekłada się na ich zarobki, a „maluchy” zostają z niczym. Takie problemy miał na poczatku zaprzyjaźniony blog prezentujący dania z gier komputerowych, mam nadzieję, że to już przeszłość. Prowadzenie popularnego bloga to teraz dość intratne zajęcie i biorą się za to różne osoby. Także takie, które nie są kreatywne, twórcze i „pożyczają” sobie lub „modyfikują” treści prawdziwych twórców . Trzeba to nagłaśniać i piętnować, tak, jak sprawę sprzed kilku dni z Influencer Live Poznań. Bo sprawa, coraz bardziej żenująca dla blogerki „kopiującej” ma ciąg dalszy :

na imprezie jedni się bawią, inni rozmawiają

Straszenie prawnikiem

Gorący temat podjął w swojej prezentacji na konferencji jeden z prelegentów. Nie słyszałam osobiście ale z relacji wiem, że nazwał po imieniu to, co zrobiła znana blogerka i wymienił też nazwę jej bloga. Wczoraj organizatorzy konferencji na wezwanie prawnika musieli usunąć transmisję live tej części konferencji, bo …naruszono dobra osobiste kopiującej blogerki. Ciekawi mnie co ta pani zrobi, bo oficjalnie zawarto ugodę i niby sprawa się zakończyła, ale burza się już rozpętała. Jak bezczelną i …bezmyślną trzeba być, by zarabiając na czyjejś, kradzonej pracy oskarżać jeszcze innych. Niestey blogosfera to przegląd społeczeństwa i tacy ludzie też tam są . Ale jak na pierwszym zdjęciu ( slajd z prezentacji Pawła Tkaczyka) „stoi” – każdy jest redaktorem naczelnym swojego medium , bloger to twórca, jeśli sam nie potrafi tworzyć , to niech znajdzie inne zajęcie. Dla mnie kryterium atrakcyjności bloga to autentyczność jego autora, jak czuję sztuczność i fałsz, to od razu mnie odpycha. Ale jak widać, odbiorców blogów można czasem łatwo nabrać na pozę . Trzeba takie sprawy nagłaśniać i piętnować. Nie wiem, co zrobią prawnicy, ale Internet już tę blogerkę odstawił na boczny tor.

Grażyna Cholewicka

Cammembert z grilla i relacja z francuskiej wytwórni Munstera

cammembert z grilla
cammembert z grilla

Przed chwilą wyczytałam, że dziś jest dzień sera Cammembert . Zmieniłam więc plany wpisu na blogu, bo przypomniałam sobie, że od kilku lat mam sfotografowany cammembert z grilla z rodzinnej imprezy i wciąż o nim zapominam. Więc – voila, Cammembert, s’il vous plait.  Bardzo lubię ten ser i oczywiście najlepszy jadłam we Francji. Nie mogę się tylko zdecydować, czy bardziej smakował mi ten z Normandii, czy taki, którego produkcję obserwowałam w Alzacji. I tu drugie neidopatrzenie – w swojej relacji z podróży do Alzacji pisałam o świętach wina i …kiszonej kapusty , miałam ją jeszcze uzupełnić o wrażenia z wycieczki do fabryki serów w Munster, minęły raptem 4 lata i … jak to życie pędzi 🙂 Nie pamiętam już dokładnie wszystkich informacji, ale można je znaleźć w sieci, więc dodam tylko nieco zdjęć 🙂

Na poczatek – odtworzenie historycznego miejsce wytwórni serów -proszę zwrócić uwagę na saboty Pani prowadzącej pokaz 🙂

Teraz etapy produkcji, od skrzepu :

I  sery w różnych fazach dojrzewania :

A oto Autorki mleka, z którego wytwarza się sery, wypasane w górach od maja do września : )

I najprzyjemniesza część – degustacja, z lokalnym masłem i bagietką 🙂 oczywiście w towarzystwie wina, ale zdjęcia z winem okazały się …nieostre 😉

Po zakupach można też było pogłaskać figurkę krowy, bo żywych nie wolno niepokoić :

I jeszcze trochę lokalnych kolorytów, uroczo zdobione domki i zestaw krowich dzwonków :

Jak byłam u znajomych w Normandii, zajadałam się innymi wersjami Cammemberta

i przywiozłam trochę do domu :

Dostałam też oryginalne sery z Normandii kiedyś w prezencie i zrobiłam do nich sos koktajlowy :

A teraz jak mawiają Francuzi „venons chez nos moutons”, czyli wracamy do tematu –  Cammembert z grilla 🙂 Ser kładziemy na grillu albo w specjalnym papierze, w którym jest opakowany, albo w folii aluminiowej i grillujemy po kilka minut z obu stron. Ostrożnie rozwijamy, by potem ładnie wypłynął. Podajemy najlepiej z konfiturą z żurawiny albo innym owocowym, wyrazistym dodatkiem ( jak np. jarzębina z jabłkiem). Niebo w gębie 🙂 Zdjęcia po przekrojeniu nie mogę znaleźć, chyba już zajęłąm się gośćmi i nie zrobiłam.

Polecam grillowany cammembert nie tylko w sezonie. Mam też przepis na marynowany w oliwie Cammembert i na  sałatkę prowansalską

Niech się święci Dzień Sera Cammembert 🙂

Smacznego !

Food blogger fest 9 – relacja ze spotkania

food blogger fest 9
food blogger fest 9

Na coroczne spotkanie blogerów kulinarnych w tym roku udałam się z wielką przyjemnością, bo dawno nie miałam okazji spotkać tak wielu koleżanek ( i kolegów) w jednym miejscu. Rok temu termin pokrywał się z poznańską konferencją a na ogólnych blogerskich spotkaniach gotujących nie bywa aż tak wielu. Food Blogger Fest 9 odbył się jak zwykle w siedzibie Agory w Warszawie, pod patronatem Haps.pl i z hasłem – ” Prosto i pysznie” – czyli coś dla mnie. Udało mi się zapisać na wspólne gotowanie na dwa warsztaty, ale najważniejsze były blogerskie spotkania, wymiana doświadczeń i rozmowy. Smakołyków od sponsorów było sporo, ja tradycyjnie zabrałam ciasto do torebki, by podzielić się nim ze znajomymi, którzy na to czekają 🙂

Powitało nas pyszne śniadanie z „frankami” firmy Morliny w roli głównej . Było jak nabrać sił i porozmawiać – na przykład o nowych projektach, jak z Martą z Bazyliowego Musu, wspaniale radzącą sobie z bokserami w Zero sześć . Moja ciasto w pudełku miało dwie wartswy, jak ptasie mleczko ( Wedel zaprezentował nową wersję ) , były też dla nas  tradycyjne torciki waflowe z dedykacjami.

Wspólne gotowanie to to, co lubię najbardziej , z przyjemnością zapoznałam się z ciekawostkami Korean Street Food , zaprezentowanymi przy pomocy sprzętu Samsunga przez Bartka Strecza Dębskiego.

Piekliśmy  kurczaka KFC z glazurze z gochujang , podanego w bułce i smażyliśmy wołowinę w marynacie boulgogi z marchewką i cebulą, zajadane z ryżem.

Tego ostatniego dania spróbowała jedna z gwiazd Food Blogger Fest, Ewa Wachowicz , która przechodząc zaciekawiła się tym, co gotujemy.

Gdy zapytałam, czy słynna blogerka i autorka programów kulinarnych zechce się poczęstować – odpowiedziała szczerze – „dobrego jedzenia nigdy nie odmawiam ” 🙂 Jak widać na pierwszym zdjęciu relacji – smakowało. Udało mi się też dostać książkę z autografem ( Ciasta) przy stoisku Appetity :

W gotowaniu towarzyszyła mi m.in. Edyta z Pasji Smaku , z którą spotykamy się często na blogerskich imprezach:

Kto nie był na warsztatach , mógł skorzystać z licznych pyszności wykonywanych na miejscu przez ich autorów, m. in. pysznych hot dogów w grillowanych kanapkach od PapaDiego :

W międzyczasie odbywały się prelekcje prowadzone przez Małgosię Mintę, posłuchałam m.in o produkcji programów kulinarnych . Hm, nazwa bloga podobna do mojego i wyznam w tajemnicy, że mam u siebie sporo podobnych potraw, bo czytelnicy p. Ewy trafiają czasem do mnie 😉

Na koniec gotowałam jeszcze przy pomocy sprzętu  Fiskarsa z Jasiem Kuroniem caponatę, jej klasyczną wersję ( bo była też „odjechana” )

Wyszło pysznie, jak by inaczej :

Z licznymi podarunkami od sponsorów pomógł zabrać mi się syn, który niedawno został „słoikiem” czyli zamieszkał w stolicy ze względu na zmianę miejsca pracy. Niedaleko miejsca gdzie odbywał się Food Blogger Fest są Łazienki Królewskie, więc udaliśmy się na spacer, robiąc sobie zdjęcia w miejscach zapamiętanych z naszej pierwszej wycieczki do Warszawy .

Po blogerskim spotkaniu byłam pełna wrażeń, ale to nie był koniec – czekał mnie jeszcze magiczny wieczór z synem , który nie tylko kulinarnie mnie inspiruje wymyślając ciekawe potrawy. Tym razem podążyliśmy za piosenkami – najpierw na ulicę Mandarynki zabawnie zrapowanej przez Kamila Pivota.

Potem jak w  Hej Wy mojego ulubionego muzyka , Korteza sprawdzaliśmy jak wygląda „nocna Warszawa ” :

Tak wygląda z auta, a by poznać „jej skutki” udaliśmy się na spacer Nowym Światem i zahaczyliśmy o słynne Pawilony. Warszawa da się lubić 🙂

Do zobaczenia na kolejnych kulinarnych spotkaniach !