Archiwa kategorii: Przepisy niskokaloryczne

Śledzie w occie malinowym z czerwoną cebulą

 

śledzie w occie malinowym
śledzie w occie malinowym

Zanim nadejdzie Wielkanoc jeszcze trochę popościmy, przepisy na śledzie na pewno więc się przydadzą. Stali czytelnicy mojego bloga wiedzą, że uwielbiam śledzie i wciąż eksperymentuję z nowymi smakami. Mam swoje szczególnie ulubione i często je robię, teraz chcę pokazać jeden z ostatnich eksperymentów. Wykorzystałam do zamarynowania śledzi domowy ocet jabłkowy z malinami, dorzuciłam też nieco soku z tych owoców, by smak wyszedł słodko-kwaśny. Czerwona , łagodna cebula wydała mi się dobrym dopełnieniem.

ŚLEDZIE W DOMOWYM OCCIE MALINOWYM Z CZERWONĄ CEBULĄ I KOPERKIEM

6 płatów śledzia matjas

1/2 szklanki domowego octu jabłkowego z malinami

szklanka wody

2 łyżki syropu z malin 

czerwona cebula

2 liście laurowe

po 5-6 ziaren ziela angielskiego i pieprzu

świeży koperek, ew. sól do smaku

Wrzącą wodą zalałam w kubku  wszystkie przyprawy prócz koperku i pokrojoną cebulę, przykryłam talerzykiem, aż wszystko dobrze „naciągnęło”. Dodałam ocet, syrop z malin i świeży koperek.

 

Wymoczone do pożądanego smaku śledzie pokroiłam w paski i zalałam w słoiku zalewą. Wstawiłąm do lodówki , z zamierzeniem na dwie doby ( takie są najlepsze). Nie wytrzymałam jednak i spróbowałam kawałka po kliku godzinach , bo taki ze mnie śledziożerca. Wyszły pyszne, delikatne, smakują nawet tym, co zwykle nie przepadają za śledziami.

Wśród amatorów śledzi u moich znajomych spotykam i panie ( ciekawe, często mamy kilkorga dzieci, jak ja 🙂 jak i panów. Ciekawe, czy gusta co do jedzenia zgadzają się z tymi, co do ubioru… A propos tego tematu, fajny wybór ciuchów, zwłaszcza dla młodych widziałam ostatnio na http://ombre.pl/ . Idzie nie tylko Wielkanoc, ale i wiosna , warto pomyśleć o odnowie garderoby.

A śledzie są nie tylko smaczne, ale i zdrowe, dla kazdego.

Smacznego !

 

 

Penne z dzikim pesto i pecorino

 

penne z dzikim pesto
penne z dzikim pesto

Wiosna w tym roku już cieszy nas zielenią, ja z niej korzystam nie tylko dla ozdoby. W ogrodzie już rosną mi zioła wieloletnie , pięknie przechowała się pod liśćmi pietruszka naciowa, oregano odbija , mięta nieśmiało rozwija coraz silniej gałązki i listki. Jest też sporo dzikich, jadalnych chwastów – u mnie rozplenił się podagrycznik o smaku podobnym do szpinaku, jest też sporo czosnaczku, krwawnik smakujący jak szczypiorek, wybijają też listki szczawiu, któremu od kilku lat pozwalam się rozsiewać po trawniku, gwiazdnica o lekko orzechowym smaku i białych kwiatkach też już się wychyla. Młode pokrzywy jeszcze nie parzą, ale dla pewności przelałam je wrzątkiem  To wszystko wraz z młodym , lekko pikantnym mniszkiem zebrałam, umyłam i zmiksowałam z orzechami włoskimi ,  pestkami słonecznika i oliwą.

 

DZIKIE PESTO DO MAKARONU , Z ORZECHAMI I PECORINO

po garści  młodych pokrzyw i podagrycznika

dwie garście natki pietruszki, kilkak gałązek oregano

kilka gałązek gwiazdnicy, krwawnika , listki czosnaczka, młoda mięta i mniszek

łyżka pestek słonecznika i dwie orzechów ( miałam włoskie i arachidowe)

dwa ząbki czosnku

2 łyżki oliwy

sól, pieprz czarny z młynka

kawałek pecorino

makaron ( miałam penne)

Makaron ugotowałam według przepisu, minutę krócej, by był al dente.

Pokrzywy i resztę zieleniny umyłam w kilku wodach zmieniając je . Te pierwszą przelałam  wrzątkiem na sicie.

Włożyłam zieleninę do blendera dodając orzechy, czosnek i oliwę. Zmiksowałam prawie na gładko. Doprawiłam solą i pieprzem.

Wymieszałam pesto z ciepłym makaronem, posypałam kawałkami pecorino odciętymi ładnie nożem – piłką.

Takie pesto to samo zdrowie, kto ma opory przed jedzeniem „dzikiego zielska” niech raz go spróbuje , a na pewno będzie mu smakowało. O korzyściach dla zdrowia nie muszę chyba przekonywać, młode rośliny to najlepsze źródło witamin i mikroelementów. Ja mam to szczęście, że wszystko mi rośnie w ogrodzie . Trzeba uważać, by nie zbierać jadalnych chwastów przy ulicy, lepiej wybrać się gdzieś na wycieczkę do lasu czy na łąkę. Teraz natura ciągnie nas na swoje łono, trzeba czasem zadbać o samochód i sprawdzić, czy nadaje się na dłuższe wycieczki . Można skorzystać z auto części i zabezpieczyć się zawczasu przed awarią .

Dzika kuchnia cieszy się coraz większym powodzeniem, u mnie jest spory wybór dań z jadanych chwastów w specjalnej kategorii z boku bloga.

Smacznego !

Sałatka z fasolką , serem i kabanosem

sałatka z fasolką i kabanosem
sałatka z fasolką i kabanosem

Fasolka, która jest składnikiem tej sałatki jest wyjątkowa – to produkt regionalny, a nawet narodowy – fasolka z orzełkiem. Dostałam ją od właścicielki zaprzyjaźnionej restauracji i obiecałam, że wymyślę z nią jakąś ciekawą sałatkę. Jest wiosna, ale jeszcze wczesna, więc bazą jest sałata lodowa i nieco kapusty pekińskiej, a do fasolki pasują mi moje domowe kiszone buraczki, ser pleśniowy , krajowy , nieco podwędzanej szynki i wspaniałe kabanosy od Napoleona, jeden z produktów Niech Cię Zakole. Są z jagnięciny , doskonale doprawione i ususzone tak, że zabierają je turyści nawet na safari.

Doprawiona jest moim domowym octem mniszkowym i dobrym olejem rzepakowym tłoczonym na zimno. Zielenina – szczypior wyhodowany na parapecie, natka pietruszki z grządki i młody podagrycznik – efekt pielenia grządki 🙂

SAŁATKA Z FASOLKĄ Z ORZEŁKIEM, BURACZKAMI , SEREM I KABANOSEM

liście sałat, jakie lubicie czy macie

kilka buraczków z kwasu burakowego

1/2 kubka ugotowanej fasolki

kawałek zielonego ogórka

kabanos ( miałam jagnięcy)

1/2 serka pleśniowego z pieprzem

kawałek lekko podwędzonej szynki

szczypior, młode chwasty ( miałam podagrycznik), natka pietruszki

olej tłoczony na zimno, dobry ocet ( miałam mniszkowy)

sól, cząber suszony

Na umytych i osuszonych liściach sałaty układamy pokrojone warzywa, ser i wędliny, fasolkę, polewamy winegretem z octu i oleju z cząbrem , posypujemy   posiekanymi ziołami. Solimy opcjonalnie, sery i wędliny może wystarczą.

To wszystko, możemy już zajadać ze smakiem. Dodatek fasolki sprawia, że nie musimy dojadać pieczywa, sałatka jest dość konkretna. Kiszone buraczki to źródło witamin i mikroelementów, tak samo, jak młode chwasty. Taką sałatkę mogą zjeść zarówno osoby będące na diecie odchudzającej, jak i seniorzy. Dieta to istotny element dbania o zdrowie, a opieka medyczna to dodatkowy aspekt – widziałam ostatnio na http://www.domyopiekiolimp.pl/ jak dużą przywiązuje się do tego wagę.

Fasolka z orzełkiem, polskie sery , regionalne wędliny , olej rzepakowy tłoczony z Kujaw , moje kiszonki i domowe octy- wyszła mi też przy okazji sałatka patriotyczna 🙂

Smacznego !

 

Sałata z buraczkami i zieloną czubrycą

 

sałata z zieloną czubrycą
sałata z zieloną czubrycą

Od 2009 roku biorę zawsze udział w akcji Małgosi – PInkcake przywołującej wiosnę, więc to już dziewiąta jej edycja. To dla mnie duża przyjemność , lubię zielony kolor wiosną , choć przez cały rok dominuje u mnie kolor wody – niebieski.  Ta akcja na moim blogu zawsze przywołuje wiosnę , od zieloności na blogu robi się ciepło wokół  i przyroda budzi się do życia. W tym roku też tak jest, za oknem słońce, ciepło i zima już chyba nie odważy się wrócić .

SAŁATA Z BURACZKAMI , MOZZARELLĄ I ZIELONĄ CZUBRYCĄ

pół główki sałaty lodowej

kilka liści kapusty pekińskiej

2-3 buraczki ugotowane w barszczyku

kulka mozzarelli

czerwona cebula

ocet jabłkowy z malinami, olej

sól, pieprz ziołowy, zielona czubryca

Umyte liście sałat osuszamy i układamy na talerzu, solimy lekko. Na tym układamy pokrojone buraczki, piórka cebuli i mozzarellę. Polewamy winegretem z dobrego oleju lub oliwy i octu smakowego, posypujemy zieloną czubrycą i pieprzem ziołowym.

Sałatka jest sezonowa, bo buraczki jako warzywo korzeniowe są wiosną dobre, sałata powoli smakuje jak sałata a suszone zioła są czasem tak samo dobre, jak i świeże – przynajmniej tak jest z czubrycą.

Wiosna mobilizuje mnie do zmian nie tylko w diecie. Może uda mi się coś zrobić , by było ładniej w kuchni, na przykład położyć jakieś tapety ścienne. Takie zmywalne, by przetrzymały moje kuchenne szaleństwa, bo jak gotuję, to robię wokół czasem straszny bałagan i ważne jest, by móc doprowadzić miejsce pracy do porządku w miarę szybko.

Akurat tę sałatkę można zrobić łatwo i nie trzeba wielkiego bałaganu. Niech nam będzie zielono, niech żyje wiosna !

Smacznego !

 

Dietetyczna sałata z pieczonymi buraczkami i topinamburem

 

sałata z pieczonymi buraczkami
sałata z pieczonymi buraczkami

Zrobiło się nieco cieplej, wróciłam więc do regularnego dbania o redukcję wagi, choć łatwo mi teraz nie idzie. Pierwsze – 6 a nawet 7 kilo do Świąt, potem były wyjazdy, karnawałowe imprezy, dużo stresu zajadanego słodyczami , trudno o regularność w takich warunkach. Mimo to staram się przestrzegać podstawowych zasad , jeść regularnie, nie pić przy posiłkach tylko pól godziny przed i po, jadać mało kalorycznie a czekoladę jak już to tuż po obiedzie ew. do kawy , też po obiedzie. Używam też „spalaczy tłuszczu” – domowych octów, kiszonych warzyw, cynamonu do kawy… Waga znów nieco drgnęła w dół, oby tak dalej.

Dziś na drugie śniadanie taka sałatka plus kawałek razowego chleba ( nie mogę żyć bez chleba) , zapewne wygarnę nim dressing z domowego octu i dobrego oleju.

SAŁATA Z PIECZONYM BURACZKIEM I MARYNOWANYM TOPINAMBUREM

podłużny buraczek i dwie bulwy topinamburu, upieczone

kilka liści sałaty lodowej i ew. kapusty pekińskiej

czerwona cebula

szczypior z dymki ( wyhodowany w słoiczku z wodą na parapecie z kiełkującej cebuli)

domowy ocet jabłkowy z malinami

olej rzepakowy tłoczony na zimno

zielona czubryca, troszkę soli , ew. pieprz ziołowy czy zwykły

Upieczony i obrany topinambur włożyłam na kilka dni do domowego octu zmieszanego pół na pól z wodą. Buraczki obrałam , ostudziłam.

Na talerzu ułożyłam liście, lekko posoliłam. Dorzuciłam plastry buraczków, piórka cebuli, szczypiorek, plastry topinamburu z zalewy. Posypałam czubrycą, szczypiorem, polałam łyżką zalewy octowej z topinamburu i olejem rzepakowym tłoczonym na zimno.

Sałatka dobrze smakuje z chlebem, którym możemy wygarnąć resztę dressingu. Jest zdrowa i dietetyczna, doskonała na wiosnę. O tej porze roku trzeba dbać o siebie szczególnie, nie tylko o odżywianie, ale też o wygląd zewnętrzny. Widziałam ostatnio , jakie są możliwości pod tym względem na http://www.activeshop.com.pl/ .

Na blogu niedawno dodałam nową kategorią z przepisami niskokalorycznymi, kogo to interesuje, to zapraszam.

Smacznego !

 

 

Co nieco o podróżowaniu

Teraz jest czas ferii zimowych i wyjazdów na wakacje. Wybierając się w podróż, dłuższą lub krótszą, na przykład samolotem, zabieramy ze sobą to wszystko, co jest nam potrzebne. Musimy też być na określoną godzinę na lotnisku . Trudno jest zorganizować podróż z końcowym etapem w samolocie, jeśli musimy na lotnisko dojechać pociągiem czy autobusem. Dlatego warto poszukać takiego miejsca, gdzie można spokojnie dojechać autem i zostawić samochód bezpiecznie na czas podróży.

Na przykład na http://modlinparking.pl/ wyczytałam, że  w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska Warszawa Modlin jest fajny parking z  atrakcyjną ofertą cenową. W cenie parkowania, jest możliwość skorzystania za darmo z taksówki wiozącej bezpośrednio pod terminal. Można spokojnie zostawić auto i polecieć dalej samolotem. Nie trzeba się martwić o samochód, bo ma on zapewniony całodobową ochronę.

O parkowanie długoterminowe też nie trzeba się martwić, teraz jest wiosenna promocja – za 10-14 dni płaci się tylko 110 złotych, a każdy kolejny dzień powyżej kosztuje tylko 5 złotych.

Taka opcja podróżowania jest bardzo wygodna, możemy po podróży samolotem spokojnie wrócić autem do domu.

Ja wybierając się w podróż zawsze staram się wziąć  jakieś domowe wędliny a nie kupowane w sklepie, bo nie jestem nigdy pewna ich świeżości. Ulubioną formą zimnych mięs na podróż , dla mnie i dla dzieci są roladki. Najlepiej zrobić je z piersi kurczaka czy indyka lub  ze schabu.

Te na zdjęciu poniżej, z fetą i karmelizowanym porem, pokrojone w plastry doskonale nadają się do kanapek.

Na rozbity i przyprawiony plaster schabu kładziemy z brzegu pora i kawałki fety, zawijamy ciasno roladkę i smażymy ją , najlepiej na patelni grillowej, najpierw złączeniem do dołu a potem po kilka minut z każdej strony. Można też dla pewności spiąć roladkę wykałaczką albo owinąć nitką.
Takie roladki możemy zjeść na ciepło na obiad ,  a po ostudzeniu zabrać całe lub w plastrach na kanapki, na podróż krótszą czy dłuższą.

A kanapek czy roladek na drogę lepiej nie zostawiać w aucie , tylko zjeść po drodze, bo takiej próby czasu nawet domowe wędliny nie wytrzymają 🙂

O auto na parkingu możemy być spokojni, o jedzenie musimy zadbać sami.

 

Płatki orkiszowe na śniadanie

płatki orkiszowe
płatki orkiszowe

Z moim  śniadaniami to różnie bywa, od rana raczej nie jestem głodna, żołądek rozgrzewa się dopiero około 10-tej. Najbardziej pasują mi śniadania na słodko, z tym, że ta słodycz powinna być zdrowa. Unikam białego cukru, wolę słodzić miodem i naturalnymi owocami, w stanie surowym i suszonym.

Owsianka z miodem i owocami, suszonymi i świeżymi , z dodatkiem orzechów , migdałów i pestek stała się ostatnio moim ulubionym śniadaniem. Ostatnio odkryłam też płatki orkiszowe, które mi też bardzo smakują. Można je gotować, ale też wystarczy zalać wrzątkiem na 5 minut. To akurat tyle czasu, by pokroić owoce i przygotować wszystkie dodatki.

ORKISZANKA JAK OWSIANKA

kilka łyżek płatków orkiszowych( miałam Cenos)

wrzątek

suszone daktyle, rodzynki i żurawina

jabłko, kiwi

łyżeczka miodu

pestki słonecznika ( łyżka)

Płatki zalewamy wrzątkiem wraz z suszonymi owocami i przykrywamy na 5 minut, kto chce, może je trochę pogotować mieszając.

W międzyczasie kroimy owoce. Gdy płatki są gotowe, mieszamy je z miodem, pestkami i dodajemy owoce.

Wszystko razem pysznie smakuje i daje organizmowi nie tylko pożywne śniadanie , ale też dobrze wpływa na pracę umysłową. Ostatnio rozmawiałam o zdrowym odżywianiu się z koleżanką, która podobnie jak i ja uważa, że lepiej zamiast sztucznych witamin i suplementów w tabletkach dobierać sobie zdrowe i smaczne posiłki w naturalny sposób. Przy okazji opowiedziała mi, jak pracę w jej firmie usprawnił prosty crm .
Takie owsianki czy orkiszanki można spokojnie zabierać do pracy i tam zjeść na śniadanie.

Smacznego !

 

 

Kiszone rzodkiewki

kiszone rzodkiewki 1

Kiszone rzodkiewki, zrobione latem przypomniały mi się teraz, w czasie panujących powszechnie infekcji. Sporo osób z mojej rodziny i znajomych po kuracji antybiotykowej nie może dojść do siebie i ma problemy żołądkowo- jelitowe. Trzeba uzupełnić florę bakteryjną , za pomocą jogurtu , najlepiej z dodatkiem mielonego siemienia lnianego  a także naturalnych kiszonek. Właśnie kilka dni temu wyleczyłam skutecznie z takich dolegliwości moją starszą siostrę. Jej zrobiłam naturalny kwas burakowy, bo to jest w tej chwili najskuteczniejsze warzywo do kiszonek, prawdziwa kopalnia witamin i mikroelementów. Rzodkiewki najlepiej ukisić w sezonie, ale jeśli ktoś ma na nie ochotę ( są super dodatkiem np.do japońskich dań) to można zrobić i teraz. A poza tym polecam skorzystanie ze specjalnej kategorii z bloku bloga, kiszonki.

KISZONE RZODKIEWKI

rzodkiewki różnej wielkości

łyżka soli kamiennej na litr wody

na słoik:
gałązka kopru,
ząbek czosnku
2 liście wiśni
2 liście czarnej porzeczki

Umyte rzodkiewki z obciętymi końcówkami układamy ciasno w wyparzonych słoikach. Na dno i wierzch kładziemy po liściu wiśni i czarnej porzeczki, resztą przypraw przekładamy rzodkiewki gdzieś w połowie słoika.
Gotujemy potrzebną ilość wody i na każdy litr rozpuszczamy we wrzącej łyżkę soli kamiennej, najlepiej z minerałami. Ostrożnie, lejąc środkiem po rzodkiewkach, a nie po bokach słoja, zalewamy je do pełna.
Zakręcamy suchymi nakrętkami, po wytarciu brzegów słoja. Zostawiamy na kilka dni w ciepłym miejscu, potem trzymamy je w chłodzie. Nie za długo, bo tracą walory smakowe, tak do 2 miesięcy.

Mnie po tygodniu zszedł kolor, rzodkiewki zrobiły się białe, ale pyszne i chrupiące, kwaskowe i pachnące przyprawami. Polecam nie tylko w celach zdrowotnych.

Słoiczki z domowymi kiszonkami to też doskonałe prezenty dla najbliższych , są zdrowe, smaczne, oryginalne i na pewno zostaną docenione.

Smacznego !

kiszone rzodkiewki

Dietetyczna sałatka z kurczakiem na rukoli

sałatka z rukoli i piersi kurczaka

Od kilku tygodni stosuję z powodzeniem dietę niskokaloryczną i jadam dietetyczne sałątki, ale żyję w takim pośpiechu, że rzadko mam okazję sfotografować to, co gotuję. Kto mnie zna, ten może słyszał, że odchudzanie daje efekty. Nie robię tego zbyt gwałtownie, by nie spotkać się z efektem jojo i utrzymać dłużej niższą wagę. Do Świąt chudłam około kilograma tygodniowo, teraz tempo zwolniło, ale cały czas jest postęp.

To jedna z sałatek , którą sobie zrobiłam. Jem dużo surowych warzyw, polanych domowymi octami i ( nie zawsze) odrobiną oliwy. Mięso gotuję na parze, albo  lekko pekluję w zwykłej soli z przyprawami i parzę, czasem grilluję krótko na suchej patelni albo piekę w folii. Kawałek piersi kurczaka wykorzystany w tej sałatce był krótko grillowany i dokończony na parze.

SAŁATKA Z PIERSIĄ KURCZAKA I RUKOLĄ

garść rukoli

garść czerwonego jarmużu

kilka rzodkiewek

kawałek zielonego ogórka

topinambur marynowany w domowym occie

kiszony kalafior

pietruszka naciowa

pierś kurczaka krótko grillowana i dogotowana na parze

sól, pieprz czarny i ziołowy, papryka, majeranek do kurczaka

trochę oliwy

domowy ocet mniszkowy

ziarna słonecznika

Pierś kurczaka obtoczyłam w w/w przyprawach , położyłam na patelni grillowej lekko muśniętej oliwą na 2-3 minuty z każdej strony, potem dogotowałam kilka minut na parze . Wystudziłam i pokroiłam na plastry.

Topinambur obrałam i włożyłam do słoika z domowym octem jabłkowym, rozcieńczonym wodą 1:1, na dobę.

Na talerzu położyłam umytą rukolę i jarmuż, lekko posoliłam. Dorzuciłam pokrojone warzywa : ogórek , rzodkiewkę, marynowany topinambur i kiszony kalafior. Na to poukładałam plastry piersi kurczaka , posypałam ziarnami słonecznika i natką pietruszki, polałam octem mniszkowym i lekko oliwą po wierzchu.

Sałatka okazała się pyszna, warzywa ciekawie komponowały się z mięsem i przyprawami, całość zjadłam na kolację. Mam nadzieję, że się spodoba  Wam i będzie się cieszyła powodzeniem tak samo jak sałatka z gruszką do peklowanej w soli gęsiej piersi. A swoją drogą ciekawe, jak kształtuje się pozycjonowanie stron w wyszukiwarkach 🙂 dwa dni temu miałam wielki ruch na blogu za sprawą przepisu na gęś w soli wg. Karola Okrasy. Prawdopodobnie ten odcinek przypomniała telewizja. Z ciekawości zerknęłam, jak to wygląda – i mój przepis jest na pierwszym miejscu, wyżej, niż oryginał 🙂 Kto nie wierzy, niech sprawdzi … widocznie ludzie wolą przeczytać jasno sformułowany przepis, zamiast oglądać półgodzinne wideo ! Bardzo mnie to cieszy 🙂

Póki co gęś poszła w odstawkę, dietetyczna pierś kurczaka też może być pyszna, zwłaszcza w takiej sałatce.

Smacznego !

sałatka z rukoli i piersi kurczaka1

Chleb razowy z ziarnami na drożdżach

chleb razowy z ziarnami

Chlebek razowy, który pokazywałam niedawno tak nam zasmakował, ze poszłam za ciosem i upiekłam podobny. Tym razem dodałam więcej mąki żytniej i nieco ziół i  ziaren a także orzechów – akurat łupałam na potrzeby świątecznych wypieków . Wyszedł bardzo smaczny i zdrowy chlebek i nabrałam chęci, by piec takie częściej. Na Święta już nie dałam rady – piekarnik w dzień przed Wigilią „chodził” od 15-tej do 21, na potrzeby sernika, makowców, piernika z keksem ( na jednej blasze 🙂 , kulebiaka, pasztecików i pieczonych w rękawie mięs. Chciałam zrobić ten najczęściej szukany przez czytelników, ale już było za późno. Świąteczne wypieki pokażę stopniowo na blogu, na razie pora na chlebek, jeszcze przedświąteczny.

CHLEBEK RAZOWY Z ZIARNAMI I ORZECHAMI NA DROZDŻACH

1, 5 szklanki  mąki żytniej razowej

szklanka mąki żytniej zwykłej

1/2 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej

dwie łyżki grubo zmielonych orzechów włoskich i laskowych

łyżka ziaren słonecznika

łyżka czarnuszki

łyżka zielonej czubrycy

łyżka oleju rzepakowego tłoczonego na zimno

łyżka zmielonego siemienia lnianego

30 g drożdży

łyżeczka cukru
1, 5 -2 szklanki letniej wody

łyżeczka soli

Drożdże włożyłam do miseczki,  dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam 1/2 szklanki letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki pszennej . Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Orzechy zmieliłam w blenderze, ale nie na drobno, zostawiając spore kawałki. Do miski wsypałam  mąki, orzechy, ziarna, siemię  i czubrycę,  wymieszałam, posoliłam solidnie.    W to wlałam rozczyn, mieszając i ubijając lekko dodałam resztę letniej  wody i olej. Wymieszałam dokładnie  i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć  minut. Gdy ciasto zaczęło odstawać od ścianek miski i pojawiły się bąbelki powietrza przykryłam je ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  około 45 minut.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej foremki  i zostawiłam do wyrośnięcia na 20 minut. Nacięłam  ukośnie w kilku miejscach . Włożyłam do piekarnika nagrzanego do 200 C na mniej więcej  godzinę.

Chlebek wyszedł pyszny, smakował szczególnie z kawałkami śledzi, które już próbowałam przed Wigilią. Smakował nam jeszcze bardziej, niż poprzedni razowy.

Najważniejsze, że był zdrowy i pasował do mojej diety. Z małą przerwą na Święta odchudzanie dobrze mi idzie i muszę już powoli myśleć o mniejszych ciuchach. Może przy okazji zrobię sobie jakieś fajne koszulki , takie, jak znalazłam na http://koszulkomat.eu/. Można tam zamówić nie tylko koszulki z napisami, ale też je zaprojektować. Ciekawe i dowcipne napisy widziałam tam nie tylko na koszulkach, ale też na innych gadżetach, np kubkach, jest w czym wybierać 🙂

Ale na napis „Fit Grażyna” rzucony spontanicznie przez mojego syna o specyficznym poczuciu humoru chyba jednak się nie zdecyduję 😉  Póki co skupię się na fit gotowaniu i pieczeniu.

Smacznego !

chleb razowy z ziarnami1