Archiwa kategorii: Przekąski

Domowy serek labneh z ziołami

domowy serek labneh
domowy serek labneh

Bardzo lubię wszelkiego rodzaju sery , pamiętam z dzieciństwa domowe twarożki robione przez Mamę ze zsiadłego mleka.  Teraz trudno o dobre mleko, które by było bazą do serów, toteż coraz częściej robię serki na bazie jogurtu. Wystarczy jogurt grecki wyłożyć na gęste sito , wyłożyć je przedtem gazą , lekko posolić ,  odstawić do odciekania i już mamy domowy serek.  Ja wpadłam na pomysł, by domieszać do jogurtu ziół , najpierw to był czosnek niedźwiedzi, potem zioła prowansalskie. Jak jogurt został odcedzony, postawiłam go jeszcze na sicie do lodówki, by lepiej się ściął. Nie robiłam z niego kulek, wykorzystałam w takiej formie jak wyszedł z sitka do smarowania na kanapki.

Jedynym narzędziem do zrobienia tego sera było sitko. Jednak w produkcji przemysłowej potrzebne są bardziej skomplikowane narzędzia, i to nie tylko w branży spożywczej. Chociaż czasem można ulec złudzeniom 🙂

 

Czyż te stoły warsztatowe nie wyglądają trochę jak meble kuchenne ? Estetyczna forma stanowisk pracy stwarza doskonałe warunki do pracy , narzędzia są posegregowane na odpowiednich wieszakach i w szafkach.

Przy tym stole sześciokątnym można pracować w grupie i nawet w wyjatkowych przypadkach dało by się zrobić warszaty kulinarne 🙂 Te pomysłowe  meble i wyposażenia do pracy wypatrzyłam na fami.com.pl . Wygląda to naprawdę ciekawie , każda rzecz ma swoje miejsce i w razie potrzeby można ją łatwo znaleźć .

I jak przy tym wszystkim wygląda moje narzędzie do robienia domowego sera z jogurtów ? 🙂

Taramosalata, miksowana zupa i zdrowe koktajle

taramosalata
taramosalata

Tę grecką pastę wypatrzyłam w relacjach znajomych, którzy na wakacjach próbowali kulinarnych atrakcji śródziemnomorskiej kuchni. Taramosalata to pasta , której bazą jest ikra dorsza, świeża ale spotkałam się też z przepisami na taką z użyciem wędzonej. Ja miałam do dyspozycji świeżą ikrę flądry, bo te ryby wraz z ikrą można kupić czasem u nas na targu przywiezione w lodzie z Kołobrzegu. Trochę się bałam użyć surowej, więc ją chwilę „spasteryzowałam” w mikrofalówce, minutę na niskiej mocy, tylko lekko zmieniła swą strukturę.

TARAMOSALATA

około 100 g ikry z dorsza lub innej ryby, najlepiej świeżej

3 kromki białego chleba bez skórki

sok z jednej cytryny

100-150 g oliwy

świeżo zmielony pieprz

oliwki do dekoracji

Chleb moczymy w wodzie ok 10 minut, odciskamy. W blenderze powoli miksujemy ikrę, powoli dodajemy oliwę, potem sok z cytryny i chleb tak, by powstała gładka masa. Doprawiamy ją pieprzem, podajemy z oliwkami do chleba. To tradycyjna potrawa podawana w Grecji w pierwszy poniedziałek Wielkiego Postu, więc jeśli ktoś chce jej spróbować według tradycji, to niedługo.

Blender jest bardzo pomocny w przygotowaniu tej pasty. Dla mnie to narzędzie niemal codziennego użytku w kuchni, dziś na przykład zrobiłam miksowaną zupę warzywną z suszonymi ziołami :

KREMOWA ZUPA WARZYWNA Z SUSZONYMI ZIOŁAMI

Włoszczyzna z kapustą

5-6 ziemniaków

liść laurowy, sól, majeranek, oregano i szałwia ( suszone)

oliwa lub kawałek wędzonki czy mięsa

Gdy chcemy zupę wegańską zaczynamy od podsmażenia pokrojonego pora na oliwie, możemy dorzucić też do podsmażenia inne warzywa. Jeśli nie to wrzucamy do wody ( ok 6 szklanek) boczek czy mięso, włoszczyznę i przyprawy i gotujemy kilkanaście minut, potem dorzucamy obrane i pokrojone ziemniaki . Na koniec, gdy już jest wszystko miękkie, dosypujemy suszone zioła. Mieszamy i lekko studzimy zupę. Miksujemy dokładnie na krem. Ja to robię za pomocą tzw „żyrafy” czy inaczej zwanej „nogi”, bezpośrednio w garnku, tak mi wygodnie.

Spory wybór takiego sprzętu można znależć np na https://www.meru.pl/blender.html . Zupa wyszła mi gęsta, kremowa i sycąca, doskonała na tę mroźną pogodę :

Blendera kielichowego używam przede wszystkim do koktajli i smoothies. Robię je właściwie przez cały rok, z sezonowych owoców i warzyw, czasem dodaję płatki owsiane. Takie koktajle łatwo jest przygotować, mają mnóstwo witamin. Można spokojnie się zdać na improwizację , córka lubi takie na bazie mleka i bananów, czasem dodaje do nich kakao, ja wolę te mniej kaloryczne, z cytrusów, soków owocowych , z dodatkiem zieleniny. Trzeba pamiętać tylko by najpierw wrzucać do kielicha suche i stałe składniki, na końcu zaś dodać płynne- soki, mleko , kefir czy wodę. Miksujemy i cieszymy się smakiem i zdrowiem.

 

Ser z dodatkiem kartofli z XVIII-wiecznego przepisu

ser z dodatkiem kartofli
ser z dodatkiem kartofli

Podczas moich kulinarnych podróży często mam okazję próbować serów zagrodowych , zarówno twarogów, które często są wędzone jak i podpuszczkowych. Bardzo lubię sery i szukam stoisk z nimi na róznych festiwalach smaku, by kupić je u źródła. Muszę przyznać, że coraz więcej się dzieje pod tym względem, gdzieniegdzie można znaleźć prawdziwe serowe perełki. Tradycja robienia serów jest w Polsce dość stara, toteż sporo receptur na sery znalazłam w książce  Staropolskie przepisy kulinarne – receptury rozproszone z XVI-XVIII wieku, opracowanej przez Jarosława Dumanowskiego, Dorotę Dias-Lewandowską i Martę Sikorską. O samej książce napiszę innym razem, teraz o przepisie, który mnie zaintrygował – jako mieszkanka Wielkopolski musiałam spróbować sera robionego z dodatkiem pyrek, czyli kartofli lub dla innych ziemniaków 🙂

Postąpiłam według receptury , mając do dyspozycji świeżo zrobiony wiejski twaróg od rodziny znajomej ze wsi. Było go pół kilograma, więc ugotowałam kilka „kartoflów” w mundurkach, obrałam je i po wystudzeniu starłam na tarce o drobnych oczkach. Twaróg był przez jakiś czas w lodówce, postawiłam go więc na talerzu na … garnku z gorącą zupą , by doszedł do temperatury ciała i do takiej samej wystudziłam ziemniaki. Wzięłam objętościowo tyle masy ziemniaczanej ile było twarogu i wszystko dokładnie wymieszałam rękami  w misce, dosypując od siebie nieco czosnku niedźwiedziego , który dostałam podczas wizyty na Podlasiu

Uformowałam z niej dwa krążki, w rękach , masa była niezbyt zwarta i mocno lepiąca się do rąk. W przepisie „dorozumieć się można łatwo” , że sery powinny być solone i suszone. Na szczęście  bywałam na warsztatach serowarskich prowadzonych przez Giena Mientkiewicza i wiedziałam jak to zrobić. Ze sporą tremą, bo tam robiliśmy sery podpuszczkowe, obsypałam je obficie solą kamienną i położyłam na desce, na której z powodzeniem suszyłam przed Gwiazdką sery korycińskie z Podlasia.

Zrozumiałam dosłownie  wskazówkę „przyzwoicie solone” , posoliłam je solidnie i dopiero po trzech godzinach oczyściłam z soli ściereczką… w ich miękką strukturę weszło sporo soli i na końcu okazały się dość mocno słone… Nie zżółkły też tak szybko, jak zapowiadał autor przepisu, po tygodniu suszenia w garażu ( ok 10 C ) wyglądały tak :

Przewracałam je na desce codziennie , odwracając nawet deskę na drugą stronę. Po 10 dniach stwierdziłam, że są już konsystencji podsuszonego sera i rozkroiłam pierwszy . Prócz tego, że był bardzo słony ( nie ekstremalnie, ale dośc mocno), smakował doskonale, podobnie do dobrego, suszonego oscypka , porównanie do parmezanu też możnaby z lekką rezerwą zastosować. Na moim chlebku razowym z czarnuszką w towarzystwie konfitury z żurawiny smakował doskonale, choć wiele na raz go zjeść nie można :

Zrobiłam też z jego dodatkiem sałatkę, z łagodnymi w smaku dodatkami , przepis na nią podam w osobnym wpisie a zdjęcie jest poniżej . Dodałam też nieco pokruszonego do sosu szpinakowo-serowego , świetnie go wzbogacił w smak. Drugi krążek , który się solidnie podsuszył będę używała podobnie do parmezanu. I kolejną porcję zrobię już mniej soląc.

Syty jest faktycznie, jako „czeladź” domowa gotująca , robiąca zakupy i z pomocą domowników sprzątająca z satysfakcją go zajadam. Synowi smakował najbardziej na  kanapce z konfiturą z żurawiny, w sosie szpinakowym doceniła go córka.

Jestem dumna ze swojego eksperymentu, satysfakcji ze zrobienia XVIII-wiecznego sera z książki ze współczesnych produktów nie da się z niczym porównać ! Mam zamiar robić takich eksperymentów więcej, dodaję więc na blogu nową kategorię – Staropolskie przepisy .

Smacznego !

 

Paszteciki francuskie ze szpinakiem i pieczarkami

paszteciki francuskie ze szpinakiem i pieczarkami
paszteciki francuskie ze szpinakiem i pieczarkami

To jeszcze jedno z moich wigilijnych i świątecznych dań. Świątecznych dlatego, że pierwszego dnia Bożego Narodzenia na obiad zajadamy to, co pozostało z Wigilii, by jeszcze nacieszyć się smakami, na które czekamy cały rok. Paszteciki francuskie ze szpinakiem dojadamy do barszczu, jak już znudzą nam się uszka, choć trudno w to uwierzyć. Farsz wybrałam wegański , bo wypełniłam nim też paszteciki drożdzowe z wege ciasta , by córka weganka mogła sobie je spokojnie zajadać. Prócz tego farszu miałam też pieczarkowo-porowy, jeden z naszych ulubionych i oczywiście kapustę z grzybami.

PASZTECIKI FRANCUSKIE ZE SZPINAKIEM I PIECZARKAMI

duży arkusz ciasta francuskiego

1/2 opakowania mrożonego szpinaku ( lub odpowiednia ilość świeżego w sezonie)

ok.30 dkg pieczarek

cebula

2 ząbki czosnku

olej do smażenia

sól, pieprz, gałka muszkatołowa

jajko do posmarowania

Na oleju podsmażyłam pokrojoną cebulę, dodałam pieczarki pokrojone w paski i dusiłam kilkanaście minut. Pod koniec dodałam posiekany czosnek , po chwili dorzuciłam rozmrożony szpinak i smażyłam, aż odparował. Doprawiłam solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Wystudziłam.

Arkusz ciasta francuskiego lekko rozwałkowałam. Podzieliłam na paski szerokości ok. 10 cm. Rozłożyłam farsz na połowie każdej części wzdłuż, zawinęłam i zlepiłam wszystkie części. Pokroiłam paszteciki na około 4-centymetrowe kawałki , posmarowałam rozkłóconym jajkiem, rozłożyłam w odstępach ok 3 cm na natłuszczonej blasze  i piekłam w 200 C około 15 minut.

Wyszły bardzo smaczne, szpinak z pieczarkami to dobre połączenie i pasuje do francuskiego ciasta. Polecam nie tylko na święta, ale też i na karnawałowe imprezy. Teaz zaczyna się na nie sezon, warto pamiętać nie tylko o jedzeniu ale też o wystroju, którego elementy można znaleźć np. w kodisklep.pl/23-balony .

Paszteciki z ciasta francuskiego są proste w przygotowaniu, farsz można wybrać według swoich upodobań, to dobre rozwiązanie niemal na każdą okazję.

Smacznego !

Keks drożdżowy wytrawny zamiast pasztecików

keks drożdżowy wytrawny
keks drożdżowy wytrawny

Kilka dni temu spotkaliśmy się w kameralnym gronie blogerskim w wigilijnych klimatach. Jestem ostatnio mocno zabiegana, w tym roku grudzień mi się mocno skurczył i na wszystko brakuje mi czasu. Chciałam zrobić jakieś paszteciki, ale w końcu starczyło mi tylko czasu na keks drożdżowy na wytrawnie, z dodatkiem grzybów, pieczarek, cebuli i pora plus suszone pomidory i sery. To rodzaj chlebka z warzywami, smak ma podobny do drożdżowych pasztecików i fajnie pasuje do barszczyku, którym poczęstowała nas gospodyni lokalu. Keks spełnił więc swoją rolę.

KEKS DROŻDŻOWY WYTRAWNY

Ok. 1/2 kg mąki pszennej
30 g drożdży
około  szklanki letniej wody

3 łyżki dobrego oleju ( miałam rydzowy)
1 jajko
łyżeczka cukru
łyżeczka soli

miseczka pieczarek duszonych z cebulą i porem (plus łyżka oleju)

kilka grzybów suszonych

kilka suszonych pomidorów z zalewy 

ok. 10 dkg kawałków różnych serów

zielona czubryca ( łyżeczka)

Pieczarki pokroiłam na plasterki, podobnie pora i cebulę, podsmażyłam kilka minut na oleju dodając suszone i wcześniej namoczone grzyby, posoliłam i wystudziłam.

Drożdże roztarłam z cukrem, dodałam trochę letniej wody, posypałam łyżką mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do miski wsypałam pół kilo mąki, sól i wlałam wyrośnięty rozczyn. Dodałam jajko, olej , resztę letniej  wody  i wymieszałam dokładnie. Wyrobiłam ciasto drewnianą łyżką, aż odstawało od brzegów miski.  Dodałam podsmażone warzywa, pokrojone suszone pomidory i sery, czubrycę i wymieszałam ponownie . Postawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ( około 45 minut).

Przełożyłam do natłuszczonej keksówki i postawiłam na około 10 minut w ciepłym miejscu, by ciasto lekko podrosło.

Piekłam w 180 C około 40 minut , do zrumienienia wierzchu i suchego patyczka. Keks okazał się smaczny, w smaku podobnym do drożdżowych pasztecików. Poradziłam sobie , to nie było skomplikowane tak jak niektóre problemy, które pomaga rozwiązać  innbusiness.pl/workflow/ .

Polecam taki keks, można go zrobić też w wersji wegańskiej, eliminując ser a ciasto robiąc bez jajka , drożdżowe uda się bez problemu .

Smacznego !

Wytrawny placek z ziołami i dynią

wytrawny placek z ziołami
wytrawny placek z ziołami

Lubie eksperymentować z ciastami komponując wciąż nowe smaki. Dotyczy to nie tylko słodkich wypieków – ten wytrawny placek z ziołami i dynią zrobiłam by wykorzystać obfitość młodych chwastów, które pojawiły się znów jesienią i świeżych jeszcze ziół ,  zbieranych w ogrodzie do suszenia. Dynia na zdęciu jest inna, niż ta, której użyłam – miała żółty miąższ i nie zmieniła zielonego koloru placka. Dodatkowo dodała ciastu wilgotności , więc zrobiłam je bez użycia jajek – wyszło więc wegańskie i odpowiednie dla alergików uczulonych na jajka .
Żywy zielony kolor to efekt wykorzytania ziół o intensywnych barwnikach – młodych pokrzyw i podagrycznika. Gwiazdnica dodała lekko orzechowego smaku , z ogrodowych ziół dodałam oregano, bazylię, pietruszkę naciową , miętę i nieco szałwii. Kompozycja smaków wyszła ciekawa i ożywiła smak żółtej dyni makaronowej.

WYTRAWNY PLACEK Z ZIOŁAMI I DYNIĄ

Kawałek żółtej dyni starty na grubej tarce ( kubek po starciu)

ok. szklanki mąki

1/4 szklanki oleju

1/3 szklanki wody gazowanej ( dla lekkości ciasta)

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

sól, pieprz czarny i ziołowy

po 2  łyżki natki pietruszki  i oregano, kilka listków szałwii i bazylii

miseczka jadalnych chwastów – młoda pokrzywa,  podagrycznik, gwiazdnica, krwawnik ( tak, są o tej porze mode chwasty, jesień w tym roku jest wyjątkowo ciepła)

Chwasty umyłam w kilku wodach, sparzyłam na sitku i zmiksowałam  wraz z dobrze wypłukanymi ziołami z grządki. Dodałam do nich startą na tarce o grubych oczkach dynię, posoliłam. W to wlałam olej , zamieszałam dobrze drewnianą łyżką. Mieszając dalej sypałam mąkę z proszkiem do pieczenia , dolewając gazowanej wody. Na koniec doprawiłam do smaku pieprzem zwykłym i ziolowym.

Piekłam w 170 C około 40 minut Placek nie wyrósł mocno, ale był wilgotny i smaczny. Cieszę się z tego eksperymentu. Część jadalnych chwastów znalazłam u siebie w ogrodzie, gwiazdnicę w sporej ilości przyniosłam ze spaceru po lesie, bo pięknie się płożyła w pobliżu ścieżki, którą często spaceruję. Spacery po lesie wymagają dobrych butów, widziałam praktyczne wkładki do nich na http://insoles.pl/ , może mi sie przydadzą.

Zielony placek z dodatkiem dzikich i ogrodowych ziół jest bardzo efektowny i smaczny. Myślę, ze posmakuje nie tylko weganom.

Smacznego !

 

Słoneczna pasta z dyni i słoneczna energia

pasta z dyni z suszonymi pomidorami
pasta z dyni z suszonymi pomidorami

Dynia to takie słońce jesieni, jej optymistyczny pomarańczowy ( lub żółty, bo i takie są ) kolor i zawartość karotenu kojarzą się z ciepłem i energią . Pasta z dyni, upieczonej,  z dodatkiem suszonych pomidorów to pyszny dodatek do kanapek ( szczególnie dla wegetarian i wegan) a także do makaronu czy ryżu. Dostarcza nam energii na jesienne zimne dni , niczym słońce.

Jeśli jesteśmy już przy słońcu i energii, to warto poruszyć ważny temat – energii odnawialnej , która nie tylko mniej niszczy naszą planetę, ale też ze zwględu na swoje zróżnicowanie pozwala zapobiegać kryzysom energetycznym . Latem, w czasie upałów, gdy potrzeba więcej energii na klimatyzację , brakuje często wody z rzek o obniżonym poziomie, by chłodzić elementy elektrowni opalanych węglem.

Ten kadr pochodzi z nowego filmu  projektu Punkt Krytyczny Fundacji WWF  Energia odNowa  .  Odcinek ten jest poświęcony właśnie energii pochodzącej ze słońca, czystej, nie niszczącej środowiska i nie tak trudnej do pozyskania.

Ale wróćmy na razie do naszej pasty z dyni :

PASTA Z DYNI Z SUSZONYMI POMIDORAMI 

ok. 1/2 kg pieczonej dyni

garść suszonych pomidorów z zalewy

3 łyżki oliwy od suszonych pomidorów

sól, pieprz, słodka papryka , chili, imbir w proszku

Upieczoną w kawałkach, miękką dynię studzimy i miksujemy wraz z suszonymi pomidorami i zalewą od nich na dość gładką masę , ale nie na zupełną papkę ( no chyba, że ktoś taką lubi). Doprawiamy solą, pieprzem, papryką i imbirem, chili według uznania ( ja daję sporą szczyptę), mieszamy dokładnie.

Jest to doskonała wegańska pasta do kanapek czy makaronu, ale posmakuje nawet amatorom mięsa. Dostarcza organizmowi sporo energii.

Wracając do energii słonecznej – jest coraz popularniejsza w naszym kraju , ale potrzeba jeszcze wielu nakładów i regulacji ze strony państwa (m. in. stałych cen energii), by mogła z powodzeniem zastępować tę trującą środowisko, węglową. O problemach z tym związanych, w małej i dużej skali  opowiada cytowany wyżej film, z którego pochodzą również te kadry :

Nie wystarczy uświadamiać społeczeństwa w sprawie potrzeby rozwoju odnawialnych źródeł energii, trzeba też stworzyć odpowiednie warunki, by ten proces przebiegał bez problemów.

Śledzie w dyniowej zalewie – wyhacz rybkę

 

śledzie w dyniowej zalewie
śledzie w dyniowej zalewie

Jesień to czas nieciekawej pogody, latających w powietrzu wirusów , trzeba wzmacniać odporność odżywiając się w odpowiedni sposób. Śledzie są bardzo zdrowe, a jeśli je się połączy w zalewie z sokiem od kiszonych warzyw to korzyść będzie dodatkowa . Jedna z moich ulubionych form zalewy do śledzi to ta z połączenia soku od kiszonych ogórków z dobrym olejem i ziołami. Śledzie w dyniowej zalewie to konsekwencja moich kiszonkowych eksperymentów .

Niedawno  ukisiłam dynię i część jej oraz sok z kiszenia dodałam do filetów z matjasa SEKO w oleju rzepakowym. Dostałam je w przesyłce wraz z innymi pysznymi śledziami :

Kiszona dynia była pełna smaku , dodałam do niej imbir, kwiat fenkułu o anyżowym smaku i marchewkę, więc nie dorzucałam już nic więcej do tego bogactwa. Oleju w zalewie było dość, już innego nie dolewałam. Sypnęłam tylko nieco białego pieprzu, bo mi taki pasował do tego zestawu. W zalewie proporcje oleju od matjasów i soku z kiszonej dyni są 1:1

ŚLEDZIE W DYNIOWEJ ZALEWIE

Pudełko matjasów w oleju rzepakowym SEKO

1/3 szklanki  soku z kiszonej dyni

spora szczypta białego pieprzu

Matjasy wyjmujemy z oleju i kroimy na kawałki. Olej wlewamy do słoika , dolewamy sok z kiszonej dyni, sypiemy pieprz i mieszamy. Wkładamy do tej zalewy śledzie i kawałki kiszonej dyni, możemy dodać klika ukiszonych razem marchewek, imbir, kwiat fenkułu – wzmocnimy wtedy smak.

Wkładamy do lodówki na co najmniej dobę, by się smaki „przegryzły” . Najlepsze są po dwóch dniach macerowania się w chłodnym miejscu.

Zajadamy je z chlebem, mocząc go w zalewie albo na kanapkach. Takie śledzie mają delikatny smak, są aromatyczne i zdrowe. Możemy je potraktować też jako bazę do sałatek, choćby dodając tylko ugotowane ziemniaki i cebulę, jabłko też by pasowało. To typowo jesienne, sezonowe smaki , w takim zestawie bardzo je lubię i polecam wszystkim . Dodatkowo zyskujemy porcję witamin i minerałów wzmacniajacych naszą odpoorność.

Smacznego !

 

Śledzie w oleju z kurkumą

śledzie w oleju z kurkumą
śledzie w oleju z kurkumą

O tym, że jestem fanką śledzi wie prawie każdy , kto zna mnie bliżej albo… czyta mojego bloga 🙂 Jest na nim sporo śledziowych przepisów , ale kolejne będą przybywać, bo lubię bardzo eksperymentować ze smakami . Tym razem przepis powstał w dość nietypowy sposób. Dowiedziałam się, że kurkuma z olejem ma wiele korzystnych właściwości prozdrowotnych, ale perspektywa konsumowania samego oleju z kurkumą nie wydała mi się pociągająca. Wpadłam więc na pomysł, by to połączenie wykorzystać jako zalewę i zrobiłam śledzie w oleju z kurkumą. Od siebie dodałam aromatyczny estragon, który bardzo pasuje do wszystkich ryb , a zwłaszcza do śledzi i nieco domowego octu jabłkowego.

ŚLEDZIE W OLEJU Z KURKUMĄ I ESTRAGONEM

3-4 płaty matjasów

1/2 szklanki dobrego oleju ( miałam rydzowy)

2-3 łyżeczki sproszkowanej kurkumy dobrej jakości

kilka gałązek estragonu ( może być szczypta suszonego)

łyżka dobrego octu ( miałam domowy jabłkowy)

Płaty śledziowe wymoczyłam do pożądanego smaku, zmieniając wodę co jakiś czas i pokroiłam na kawałki.

Kurkumę zmieszałam z olejem dokładnie w słoiku, dolałam ocet, dodałam estragon. Włożyłam do słoika kawałki śledzi , wymieszałam dobrze z zalewą, wstawiłam do lodówki. Powinny się „przegryżć” ze dwie doby, ale ja już spróbowałam ich po kilku godzinach, bo nie mogłam się doczekać. Smakowały mi bardzo, ale lepsze były jak już się dobrze przemacerowały w lodówce.

Mam nadzieję, że ich prozdrowotne właściwości sprawdzą się , może nawet poprawi mi się nastrój , który ostatatnio jest nieciekawy przy jesiennych szarugach. Może też poszukam sobie nowej lampki na biurko, takiej jakie są np. na importmania.pl .

Słoneczny kolor kurkumy nadaje śledziom ciekawy wygląd, który zachęca do ich spróbowania. Mam nadzieję, że jeśli je zrobicie posmakują Wam tak samo, jak i mnie 🙂

Smacznego !

Pasztet z kaczki z żurawiną

pasztet z kaczki
pasztet z kaczki

Jak kupuję kaczkę, to staram się wykorzystywać jej mięso do końca.  Ostatnio nie piekę jej w całości, przyrządzam osobno piersi, nogi i konkretniejsze częsci duszę z przyprawami w kaczym tłuszczu, na reszcie robie rosół. I to właśnie z mięsa z rosołu zrobiłam ten pasztet, z dodatkiem kawałków duszonego i wątróbek. Niestety nie były z kaczki, tylko z indyka, ale mimo to pasztet wyszedł super . Suszona żurawina ożywiła jeszcze smak.

PASZTET Z KACZKI Z ŻURAWINĄ

Mięso z rosołu z kaczki

trochę obranego duszonego mięsa

2-3 wątróbki z indyka

kilka łyżek tartej bułki

2-3 łyżki suszonej żurawiny

sól, pieprz, majeranek, tymianek

jajko

Wątróbki podsmażamy kilka minut na kaczym tłuszczu. Mięso z rosołu i duszone mielimy lub miksujemy wraz z wątróbkami. Doprawiamy solą, pieprze i ziołami, dorzucamy żurawinę, jajko  i nieco tartej bułki, mieszamy.

Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 C około 20 minut.

Pasztet jest pyszny, mięso z kaczki samo w sobie jest dobre, a w takiej formie zyskuje jeszcze na smaku. Można zabrać go ze sobą też na wycieczkę . A propos wycieczek, na http://autakrajowe.com.pl/ mozna znależć rozwiązania w razie problemów z samochodami i lepiej się do nich przygotować.

Pasztet dosnonale smakuje też z chutneyami owocowymi , polecam do zniego zwłaszcza ten z rabarbaru.

Smacznego !