Archiwa kategorii: Potrawy regionalne

Jagnięcina z Zakola dolnej Wisły – konferencja promocyjna

jagniecina z zakola
jagniecina z zakola

Tydzień po Wielkanocy miałam przyjemność uczestniczyć w konferencji promującej mięso baranie i jagnięce , na praktycznym tego przykładzie, w wykonaniu Piotra Lenarta w ramach projektu turystyczno-kulinarnego Niech Cię Zakole.

Impreza odbyła się w uroczej agroturystyce Gzinianka, niedaleko Bydgoszczy. Argumenty przekonujące gości Konferencji do hodowania owiec i jedzenia ich mięsa były tak smaczne, że łatwo było ich przekonać .

Najpierw była deska wędlin, w których wędzony udzieć i kiełbasa a także szynka jagnięca kusiły doskonale doprawionymi smakami. Towarzyszyła im doskonała słonina z zagrodowej świni, która… zdecydowała o przyznaniu produktom Niech Cię Zakole Grand Prix niedawnych bydgoskich targów Travel and Taste 🙂

Zupy na jagnięcinie były dwie – żurek z płuckami ( tak, podroby były wykorzystane też, w pyszny sposób)

 

Kolejna była bardziej konkretna, z pomidorami i warzywami, pikantna, a ja wtrąciłam do niej swoje „trzy grosze” , czyli sezonowy dodatek z „Dzikiej kuchni” – pokrzywy podsmażone na gęsim smalcu z czosnkiem. Goście wiedzieli co jedli i nie tylko im to smakowało ale też pytali z ciekawością o szczegóły tego dodatku.

 

Mieliśmy też spróbować młodego jagnięcia pieczonego w całości i dzielonego na kawałki, z pysznymi lokalnymi buraczkami :

 

Próbowaliśmy też mięsa jagnięcego upieczonego na dwa sposoby, z minimalnymi przyprawami – solą i pieprzem, by poczuć ich smak w całej istocie. Mnie smakowało bardziej to delikatniejsze , mniej wypieczone. Do tego był garnek pieczonych kiełbasek, też jagnięcych.

 

Jedzenie było istotną częścią konferencji, a ta merytoryczna dotyczyła sposobów promocji mięsa jagnięcego . O tym, jak jagnięcinę z Lubelszczyzny promuje się w górach opowiadał  dr Andrzej Junkuszew z lubelskiego Uniwersytetu Przyrodniczego. Piotr Lenart przytoczył przykłady dbania o lokalne produkty z Alzacji. Konferencję prowadził profesor Borys z kołudzkiego Instytutu Zootechniki, a jej istotnym elementem było wręczenie autorowi projektu Niech Cię Zakole medalu od ministra rolnictwa, za wkład w promocję jagnięcego mięsa. Zdjęcie autora Najsmacznieszy blog, przy okazji zapraszam na konkretniejszą relację.

Wracając do jagnięcej uczty – próbowaliśmy też gulaszy z podrobów – o tych z serc i płucek pisałam już w poprzedniej relacji, teraz było też coś ekstra – delikatne w smaku baranie jądra . Wzbudziły małą sensację, ale amatorzy zajadali ze smakiem :

 

Mój wkład z „Dzikiej kuchni” to nie tylko pokrzywy do zupy. Zrobiłam też zielony placek z chwastów ( podobny do szpinakowego, przepis będzie w osobnym wpisie) :

 

Spore zainteresowanie wzbudziła też sałatka z młodych mleczy, z babką , sparzoną pokrzywą i gwiazdnicą :

Jagnięcina i gospodarstwa agroturystyczne , które ją serwują są istotnymi atrakcjami projektu turystyczno-kulinarnego „Niech Cię Zakole”, gotowe są już plany wycieczek, jedno -i dwudniowych kulinarnym szlakiem. Uczestnicy Konferencji mieli okazję zobaczyć malownicze okolice, krajobrazy przyciagające wzrok, niczym punkty widokowe w górach , obejrzeć Dolinę Strugi,  miejsce Festiwalu Smaku w Grucznie i zwiedzić mennonicką chatę obok stuletniego sadu.

 

Do zobaczenia na kulinarnym szlaku !

Relacja z imprezy „Niech Cię Zakole” i zaproszenie do Poznania

Od spotkania na koniec karnawału minęło już sporo czasu, ale moje życie toczy się ostatnio w zawrotnym tempie, więc dopiero znalazłam czas na relację z fantastycznej imprezy w Gziniance zorganizowanej przez jej gospodarzy i Piotra Lenarta, autora projektu kulinarno-turystycznego ” Niech Cię Zakole”. To rejon zakola dolnej Wisły, w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim jest miejscem pysznych biesiad i wycieczek kulinarnymi szlakami. Pisałam już o tym latem w relacji z podróży studyjnej .

To urocze miejsce położone jest zaledwie 30 km od Bydgoszczy , w kierunku na Grudziądz, można tam dotrzeć nie tylko autem, ale i autobusem czy wygodnym pociągiem. Nie tylko zimą wygląda zjawiskowo.

Produktów kulinarnych Zakola jest wiele, najważniejsze i swoisty” konik” autora projektu , to gęsina i jagnięcina. Wykorzystane do  końca, łącznie z podrobami i właśnie do jedzenia wszystkich fragmentów tuszy zwierzęcej przekonywał  Napoleon podczas uczty mięsopustowej w ostatnią sobotę karnawału.

Na razie – wędzony półgęsek, z Kołudy, z takich samych gęsi , które zamawia w reklamie Magda Gessler – dla Zakola wędzi półgęski asystent Piotra Lenarta, Mikołaj. Na zdjęciu w kuchni, podczas pichcenia kurczaka Marengo – napoleońskiego elementu uczty, na bazie zagrodowego z Rolmięsu ( dostępny z Autostraganu, w Poznaniu na Zielonym Targu i na Frymarku w Bydgoszczy ).  Włożyłam do niego swoje „trzy grosze”, podsmażając pieczarki metodą Julii Child 🙂

 

Ale wróćmy do „naszych baranów”, czyli do jagnięcych podrobów. Były zaskakująco pyszne płucka w sosie cytrynowym :

 

Prócz tego wątróbka duszona z jabłkami i cebulą oraz  gulasz z serc, z moim ulubionym duetem warzyw pory-pieczarki ( zgadnijcie kto to wymyślił ? )

 

Zapachy z kuchni izby biesiadnej Gzinianki były takie , że goście czekali bardzo zaciekawieni :

Jak widać byli wśród nich panowie z Kujawskiej Braci Szlacheckiej, którzy umilali nam pobyt , ale na razie wróćmy do jedzenia. Były jeszcze zjawiskowe w smaku pierogi z jagnięciny i kotleciki , które na zdjęciach nie wyszły tak, jak na to zasługiwały, więc będą innym razem 🙂

Ja zrobiłam nieco surówek, bo lubię je dojadać do dobrych mięs, udaje mi się do tego przekonywać coraz więcej osób 🙂

Była też gęsia okrasa do pysznych chlebów Gospodarzy , z ogórkiem kiszonym :

Gospodarze Gzinianki mają super pomysły na imprezy, Gzin to wioska rytuałów, dlatego nie zabrakło atrakcji. Urocza Pani Irenka dała pokaz ubijania masła, w nawiązaniu do teledysku Donatana i Cleo, potem wszystkie panie w koralach od Gospodyni próbowały swoich sił. Im większy dekolt, tym ciekawsza była zabawa. Mojego zdjęcia nie pokażę, bo wyszło „niewyraźne” , ale moja współbiesiadniczka Małgosia dała radę.

Niezrównana jednak była Mirka z Wilkowej zagrody, moja współtowarzyszka wycieczki do Alzacji – na zdjęciu pewnie wszyscy ją poznacie. Wygrała w Przysieku konkurs na gęsie dania, nagrodziła ją Magda Gessler . Nosi często czerwone korale, jest na zdjęciu zbiorowym z prawej strony 🙂

Wracając do dań – Gziniacy słyną z pysznych wędlin i serów :

 

Biesiada trwałą przy dźwiękach gitary i doskonałych trunkach Gospodarza :

Rycerze najpierw strzelali na wiwat, potem powiadali o zwyczajach i strojach, szef imprezy dał się ubrać w strój towarzysza pancernego :

Pod koniec były jeszcze dania na ciepło, wspomniany już kurczak Marengo i gęsina z jagodami z nalewki, o zjawiskowym smaku :

Zabawa była przednia i na pamiątkę wszyscy zrobili sobie zbiorowe zdjęcie  ( Mirka, królowa Slow Foodu z prawej )

Mnie tam nie ma , więc załączam zdjęcie w czapce rycerskiej. Dodam jeszcze , że na koniec wesołej i pysznej imprezy podałam gościom śledzie po kujawsku, takie, jak rok temu. Najlepsza była recenzja Mikołaja, który spróbował z grzeczności i odruchowo powiedział – dobre, a potem zjadł więcej z okrzykiem – o k… , jakie dobre 🙂
Część przysmaków  z tej imprezy można będzie spróbować w sobotę 1 kwietnia na Zielonym Targu w Poznaniu, na degustacji w pobliżu Autostraganu .  Oto, co mi napisał dziś o tej akcji Napoleon :

Ja też tam będę i na pewno nie z pustymi rękami, kto chce spróbować produktów świątecznych Niech Cię Zakole, kupić sobie i zamówić na Święta ( będą u Pawełka z Autostraganu), niech zawita na Zielony Targ przy Palcu Bernardyńskim  w Poznaniu w sobotę 1 kwietnia od rana.

Smacznego i zapraszam !

 

 

 

 

W kuchni przy robocie i gęsi pipek

Pisałam już nieraz na blogu, że na warsztatach w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim uczyłam się przyrządzać gęsi tak, by wykorzystać każdą część cennego ptaka, który do tanich nie należy. W ten sposób półgęsek peklowany czy pieczony w niskiej temperaturze wychodzi mi niedrogo, bo reszta gęsiej tuszki wykorzystana jest do pieczenia, pasztetów , smalcu i słynnych faszerowanych gęsich szyjek.

I tu może co nieco o nazwie. Gęsie pipki ( od niemieckiego pipe – fajka) to nazwa albo duszonych żołądków przypominających kształtem fajki, albo szyjki, zależy to od regionu kraju. Ostatnio słyszałam, ze gęsi pipek w liczbie pojedynczej to właśnie szyjka, a gęsie pipki w liczbie mnogiej, to żołądki.

Wracając do gęsi – jest z całą tuszką sporo roboty, w kuchni trzeba zrobić nieco bałaganu i co nieco przy okazji się pobrudzi. Nie lubię być ograniczana koniecznością uważania, by czegoś nie zniszczyć gdy pracuję, a w kuchni pracuję dużo i często. Nie lubię też drogich sprzętów, bo mam w życiu dość stresu , jestem dość impulsywna i nie chcę się denerwować tym, że zniszczę lub zgubię coś, co jest warte sporo pieniędzy. Cenię sobie w życiu wygodę i praktyczność. A praca przy rozbiorze gęsi wygląda na przykład tak :

Na zdjęciu Napoleon gęsiny i jagnięciny, Piotr Lenart podczas pokazu rozbioru gęsi na wyjeździe studyjnym po Zakolu Dolnej Wisły , tu w Luszkowie i Renata Osojca z sąsiedniej agroturystyki , która zasiadała w jury oceniającym potrawy z gęsi w Przysieku wraz z Magdą Gessler.

Jest trochę paprania, co ? A co dopiero w mojej małej kuchni. Dlatego przymierzam się, by znów zrobić u siebie tapety na ścianę, zmywalne, które ją zabezpieczą przed zabrudzeniami przy intensywnej pracy. Może nawet zdecyduję się na specjalne okleiny na meble, by i one były zabezpieczone przed skutkami moich kuchennych szaleństw. Może też wykorzystam do wystroju kuchni naklejki związane tematycznie z kuchnią i jedzeniem. Miałam takie tapety w pierwszej kuchni, jeszcze made in NRD. Na szczęście teraz nie trzeba ich przywozić z zagranicy, jak to było w latch 80-tych 🙂

O tym, do jakich potraw można wykorzystać całą tuszkę gęsi poczytacie klikając w tag gęsina, teraz napiszę, jak zrobiłam faszerowane gęsie szyjki innym sposobem, niż poprzednio.

 GĘSIA SZYJKA FASZEROWANA WĄTRÓBKĄ

skóra z gęsiej szyi

gęsia wątróbka (  można dodać nieco indyczych)

rosół

gęsi smalec

cebula, tarta bułka

sól, pieprz, majeranek, liśc laurowy, ziele angielskie

Skórę z szyi ostrożnie odcinamy, dokładnie myjemy, można ją trochę namoczyć. Lekko solimy.

Na gęsim tłuszczu podsmażamy z pokrojoną cebulą wątróbki. Studzimy, część kroimy w kostkę.

Część wątróbek mielimy przez maszynkę albo miksujemy. Doprawiamy pieprzem i majerankiem, dorzucamy tyle tartej bułki, by masa była gęsta. Dodajemy pokrojone w kostkę wątróbki , te najładniejsze części. Do zszytej lub zawiązanej z jednego końca szyjki wkładamy farsz, lecz niezbyt ciasno, by szyjki nie popękały. Po nafaszerowaniu zszywamy dokładnie końcówki.

Dusimy w gęsim smalcu podlewając rosołem lub wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 C w naczyniu żaroodpornym wysmarowanym tłuszczem , też lekko podlewając rosołem i uzupełniając sos. Są dobre, gdy wkłuty ostrożnie patyczek wchodzi bez oporu.

Studzimy  przez kilka godzin, aż będą zimne i podajemy pokrojone na plastry, w towarzystwie pikli albo kiszonek.

Na zdjęciu poniżej  faszerowana gęsia szyjka w towarzystwie plastrów peklowanego i pieczonego półgęska.

Nie bójmy się odrobiny pracy, bałaganu w kuchni by zrobić coś pysznego i wykorzystać jak najlepiej dobre mięso.

Smacznego !

 

Pierogi z gęsiną

pierogi z gesina

To zdecydowanie są najlepsze pierogi jakie zrobiłam ! Udało mi się dorównać smakiem do tych, które jadałam na imprezach z lokalnymi przysmakami w moim rodzinnym województwie ( w Grucznie i w Kołudzie, Kujawsko-Pomorskie, baza gęsiny). Ciasto zrobiłam takie, jak zawsze, dobrze się wałkuje i lepi. Wykorzystałam mięso z rosołu i resztę gęsich podrobów z gulaszu ( o którym napiszę później), razem z cebulką, z którą się smażyły. Dobór przypraw i ziół dopełnił smaku.

PIEROGI Z GĘSINĄ

ciasto takie, jak tutaj

miseczka mięsa z gęsiego rosołu

2-3 łyżki gęsich podrobów z gulaszu, z cebulką podsmażoną

kawałek pora z rosołu ( biała część )

łyżka posiekanej natki pietruszki, kilka listków szałwii

pieprz czarny, cząber ( spora szczypta), czosnek niedźwiedzi suszony

Ugotowane mięso, por  i podroby ( żołądki  i serce) zmiksowałam tak, by struktura nie była zupełnie gładka. Dodałam do miksowania kilka łyżek rosołu . Doprawiłam drobno pokrojoną natką i szałwią oraz pieprzem, cząbrem i czosnkiem niedźwiedzim. Można sprawdzić, czy nie trzeba dosolić. Wstawiłam farsz do lodówki .

Ciasto, które zrobiłam tym razem z dodatkiem oleju rzepakowego tłoczonego na zimno ( z okolic Świecia, zakupionego w Ciechocinku ) i wałkowałam bez odpoczynku w lodówce, było bardzo elastyczne i dało się łatwo formować i lepiło bez problemu. Pierogi wycinałam dużą szklanką, zlepione gotowałam w osolonym związku , minutę od wypłynięcia.

Podałam je z gęsimi skwarkami i cebulką a także w barszczyku, ugotowanym na reszcie gęsiego rosołu z dodatkiem wędzonki. Ten drugi sposób to ulubiony mojego syna, pierogi były jednym z elementów prezentu imieninowego dla niego. Nie napiszę , ile zjadł… Posmakowały też jego siostrze, mimo, że pierogów z mięsem podobno nie lubi 🙂

Pierogi rozpływały się w ustach, rosołek z farszu apetycznie wypływał . Przyprawy zrobiły swoje, ale to doskonałe mięso stanowiło o ich smaku.

Zachęcam, by wykorzystywać wszystkie części gęsiej tuszy, bo można zrobić z niej pyszności. Te, które robiłam rok temu, można znaleźć pod tagiem gęsina.

Smacznego !

pierogi z gesina1

Placki ziemniaczane – proste i pyszne

placki ziemniaczane

Wrzesień to najlepszy miesiąc, by zrobić tę tradycyjną polską, bo nie tylko wielkopolską potrawę. Placki ziemniaczane w różnych wersjach są znane i lubiane w całej Polsce. W Wielkopolsce, zwanej żartobliwie Pyrlandią we wrześniu odbywają się lokalne Święta Pyry i to właśnie te placki, zwane też plędzami są na nich przebojem.

Kiedyś na takim lokalnym święcie widziałam, jak kilkuletnia dziewczynka ( 7-8 lat) zajadając się ziemniaczanymi plackami ( z cukrem, bo takie są najbardziej lubiane przez dzieci) pytała mamę – a dlaczego Ty takich nie robisz ? Kobieta na to , z niechęcią – a kto by jej jadł ? My- odkrzyknęła radośnie dziewczynka z towarzyszącym jej bratem .

Myślę, że tak jest często i nie tylko z ziemniaczanymi plackami… U mnie w domu i na kameralnych spotkaniach blogerskich robię czasem tradycyjne polskie dania, pomagają mi w tym młodzi znajomi mojej córki lub blogerzy z kolejnego pokolenia. Dania te i wspólne gotowanie są potem szeroko komentowane, wzbudzają ciekawość, chęć próbowania a nawet samodzielnego gotowania. Piszę o tym na blogu, wieści idą w świat.

pyra3

Kiedyś na prośbę znajomej nauczycielki zrobiłam w karnawale warsztaty smażenia pączków i racuchów dla gimnazjalistów. Młodzież była zaciekawiona, zainteresowana, zaangażowana we wspólną pracę i zachwycona nową umiejętnością oraz smakiem przygotowanych pod moim kierunkiem słodkości.

Jednym z pierwszych spotkań naszej blogerskiej Grupy było Święto Pyry , gdzie z młodymi blogerkami wymieniałyśmy się kulinarnymi doświadczeniami ze starszymi specjalistkami od „plyndzów” :

sosy

Najlepiej jest, jak młode pokolenie poznaje smak tradycyjnych potraw w domu. Takich mam, jak ta, o której pisałam powyżej jest niestety wiele. Z plackami jest nieco pracy, ale przecież nie aż tak wiele… Teraz, gdy prawie każdy ma w domu blender , robot czy sokowirówkę, odpada najbardziej pracochłonna część przepisu.

Na razie dość rozważań, bierzemy się za pyszne placki :

KLASYCZNE PLACKI ZIEMNIACZANE

ok. 2 kg ziemniaków

duża cebula

2 jajka

ok. 2 szklanek mąki

sól, opcjonalnie majeranek albo inne zioła

łyżeczka cukru ( by były chrupiące)

olej do smażenia

Obrane ziemniaki możemy potraktować blenderem, robotem z tarką o drobnych oczkach, albo przepuścić przez sokowirówkę – wtedy łączymy pulpę z sokiem , bo to nie kluski czy kartacze. Jeśli nie mamy tarki o drobnych oczkach, możemy przerobić pyrki na wiórki , placki też będą dobre. Cebulę rozdrabniamy razem z ziemniakami.

Pulpę lekko solimy i ewentualnie doprawiamy ziołami , wbijamy jajka, mieszamy, dodajemy mąkę i nieco cukru, jeśli chcemy placki chrupiące. Na smak to nie wpłynie, ale karmel wytworzony przy smażeniu wytworzy nam chrupiącą skórkę. Ten patent podpatrzyłam u znajomego blogera podczas kulinarnej imprezy.

placki ziemniaczane2

Smażymy placki na cienkiej warstwie oleju  , kładąc porcje łyżką na patelnię. Jak się zetną , odwracamy  i dosmażamy z drugiej strony. Odsączamy z nadmiaru tłuszczu  na papierowych ręcznikach.

Podajemy z czym lubimy – albo klasycznie z cukrem, dobre są z sosem czosnkowym lub dipami na bazie jogurtu , z leczo warzywnym lub „konkretnym”, z gulaszem.

To właśnie pod wpisem z plackami ziemniaczanymi w komentarzu dostałam prośbę o adopcję od pewnej młodej czytelniczki bloga 🙂 Nieprawdą jest to, że młodzież nie interesuje się polską kuchnią, trzeba ją jej po prostu pokazać. A gdzie  szuka przepisów i inspiracji kulinarnych ? Na blogach kulinarnych, to oczywiste. Jeśli nie zobaczy czegoś w domu, to może to nadrobić w sieci.

Pokazuję sporo tu tradycyjnych potraw i zachęcam do ich próbowania, przykłady z życia pomagają mi w tym. Konsekwentnie będę robić swoje, bo małymi kroczkami można osiągnąć wiele .

Zapraszam więc blogerów i nie tylko do wspólnej, ogólnopolskiej a nawet światowej ( blogerki-emigrantki, obecne ? )  akcji ” Smażymy placki ziemniaczane” . Za chwilę ( jak dobrze pójdzie ) ogłoszę ją na Facebooku. O, już jest – klik, klik 🙂 Pokażmy różne wersje tej tradycyjnej polskiej potrawy, regionalne, zrobione z przepisów mam, babć i cioć, tajnych receptur Kół Gospodyń Wiejskich. Teraz, kiedy ziemniaki są najlepsze na tego typu produkty, zasiądźmy wspólnie przy stole przy tych plackach, porozmawiajmy o dobrym jedzeniu, ulubionych smakach, przywołajmy kulinarne wspomnienia. Pokażmy dzieciom, jak smakuje tradycja.

Smacznego !

placki ziemniaczane1

Jak poznawałam smaki Doliny Wisły między mostami

zakole powidła

Ponad tydzień temu byłam na wyjeździe studyjnym projektu „Poznaj smak Doliny Wisły „, której trasa wiodła ” Między mostami” w okolicach Bydgoszczy , od Fordonu do Chełmna. Fordon , dawniej wieś a teraz nowa dzielnica Bydgoszczy – tutaj mieści się Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy i mieszka mnóstwo osób na nowych osiedlach. Od stycznia tego roku działa tu nowa linia tramwajowa i właśnie od niej zaczynałam. Kto jedzie do Bydgoszczy z Warszawy a ma na celu tę część miasta, niech pamięta, że warto wysiąść na stacji Bydgoszcz Wschód, gdzie prosto z peronu wjeżdżamy windą na przystanek tramwajowy na nowej estakadzie . W ten właśnie sposób odebrałam z pociągu Asię z Królestwa Garów i dotarłyśmy na miejsce zbiórki na Fordonie szybko i sprawnie. Asia była pod wrażeniem 🙂

Pierwszy etap podróży to Strzelce Dolne, królestwo śliwki i powideł z niej. Trafiliśmy na smażenie w kuprowym ( miedzianym) kotle -patrz zdjęcie u góry. Spróbowaliśmy śliwek ze starego sadu , które dzięki wilgotności podłoża mają specyficzny smak i dlatego powidła z nich smażone , bez cukru smakują tak pysznie. Próbowaliśmy ich prosto z kotła, jeszcze nie w ostatniej fazie, ale smak już można było wyczuć.

W gospodarstwie państwa Iwanowskich można kupić też inne lokalne przetwory, ogórki, cukinie a’la gruszki w occie – tymi ostatnimi się zainspirowałam i zrobiłam w domu z własnych, pokażę niebawem 🙂

zakole strzelce półka

W ubiegłą sobotę odbyło się tam doroczne Święto Śliwki z lokalnymi przysmakami.

Potem pojechaliśmy na szlak winnic – w pierwszej z nich, u pana Franciszka obejrzeliśmy winorośle rosnące malowniczo na wzgórzach nad Wisłą i domowe piwniczki, ale właściciel, który robi wina na potrzeby własne ich smak wolał zachować w tajemnicy… Podobno są duże problemy z uzyskaniem koniecznych pozwoleń na sprzedaż wina, lecz właściciele kolejnej lokalnej winnicy, Przy Talerzyku już na targach Travel &Taste w Bydgoszczy ( gdzie dostali Grand Prix) mówili mi, że jest już z tym o wiele łatwiej.

zakole talerzyk gospodarze

Dzień był upalny, a na wzgórzu Przy Talerzyku na zadaszonym, zacienionym miejscu do degustacji wiał lekki wiaterek i panował przyjemny chłód. Najpierw zobaczyliśmy rosnące winorośla i wysłuchaliśmy historii o winiarskiej pasji gospodarzy , Anny i Wiesława Janasińskich , która przerodziła się w sposób na życie.

winogrona przy talerzyku

Mało kto wie, że w tej części kraju produkuje się wina z własnych winogron. Przy Talerzyku, w okolicach Świecia nad Wisłą, rosną rośliny podobne do tych włoskich w Toskanii , klimat więc sprzyja uprawie winorośli. Jest tam ich siedem szczepów, produkuje się z nich wina białe i czerwone – zdaniem znawców te pierwsze są znacznie lepszej jakości.

Degustowaliśmy najpierw białe wina, do serów z mleka krowiego, nagrodzonych na niedawnym Festiwalu w Grucznie, od państwa Adamczyków ze wsi Kosowo. Opowieści o winie i serach połączone z degustacjami wprawiły nas w błogi nastrój i niespieszno nam było jechać dalej. Właścicielka agroturystyki w niedalekim Chrystkowie, Ela Kwiatkowska powiedziała swój wiersz o okolicach, ja zaś wpadłam w frywolny nastrój i dosłownie ” na kolanie” napisałam limeryk :

Pewna pani z Topolna

chciała upić się z wolna

więc napiła się wina

i dlatego przyczyna

że już nie chce dłużej być wolna…

Spotkał się z żywym aplauzem, a ja się ucieszyłam, bo dawno nie byłam w nastroju do limeryków – dopisałam go do odpowiedniej podstrony na blogu 🙂

sery do wina Talerzyk

Czerwonego wina próbowaliśmy do obiadu z gęsi w pobliskim Luszkowie. Najpierw  zwiedziliśmy odrestaurowaną chatę mennonicką i usłyszeliśmy od przewodnika z biura podróży Copernicana z Torunia nieco o historii tych imigrantów , osiedlanych na trudnych do uprawy terenach .

zakole luszkowo chata

Potem organizator imprezy, Piotr Lenart w towarzystwie Renaty Osojcy z agroturystyki w Topolnie dał pokaz rozbioru gęsi.

zakole ges renata

Zrobił na miejscu okrasę ze smalcu i świeżo zmielonego mięsa . Gęsi na obiad już się dopiekały i w towarzystwie lokalnych dodatków i czerwonego wina z Talerzyka smakowały doskonale .

zakole ges obiad

Nastrój stawał się coraz bardziej błogi 🙂

zakole luszkowo hamak

Ale trzeba było ruszyć dalej , ku drugiemu mostowi, czyli do Chełmna. To piękne i pełne zabytków miasto, oglądaliśmy je z przewodnikiem . Po obfitej uczcie winno-serowej i obiedzie, w upale, chcieliśmy się ochłodzić i szukaliśmy lodów. Na rynku były tylko przesłodzone świderki , niemożliwe do zjedzenia . Poza tym – sobota po południu, wakacje, miasto atrakcyjne turystycznie, które potrafiło się zmobilizować na Walentynki i zdobyć w głosowaniu internetowym tytuł Miasta zakochanych… a tu pustki, żadnych atrakcji. Szkoda marnować taki potencjał, chyba trzeba by się solidnie zabrać za promocję … Piękny renesansowy ratusz na Rynku można podziwiać tylko przez chwilę, i co dalej proszę wycieczki ?

chełmno ratusz

Z Chełmna pojechaliśmy do Otowic i przesiedliśmy się na wóz konny. Było już późne popołudnie , upał zelżał i przejażdżka była bardzo przyjemna. Pojechaliśmy odwiedzić agroturystyki w urokliwej wiosce Gzin . Stawy z nenufarami w Zaciszu natchnęły ubranego na biało szefa projektu Niech cię Zakole Piotra Lenarta na odtworzenie sceny z Nocy i dni – zdjęcie od obdarowanej wodnymi kwiatami  Asi 🙂

nenufar1a

Kolejny przystanek, to znana mi dobrze Gzinianka, więc podczas zwiedzania odpoczęłam sobie i napiłam się herbatki, podglądając zaprzyjaźnione koty. Przy okazji odebrałam mój pamiątkowy fartuch, który zostawiłam podczas gotowania i jedzenia w czasie  Mięsopustu 🙂

zakole gzin koty

Po przejechaniu kawałka drogi lasami wsiedliśmy do busa i zajechaliśmy na miejsce wieczornej uczty i noclegu – do restauracji Ostromeckiej. Powitała nas tam ( dosłownie) wystrzałowo Kujawska Brać Szlachecka , wystrzałem z hakownicy. Wyczyn ten powtórzył chwilę później Mikołaj, jeden z uczestników wycieczki i można to obejrzeć tutaj.

zakole szlachta

Zimny bufet rozpoczynający kolację był imponujący , od wędlin i serów po śledzie, opiekane ryby i galarety. Największym powodzeniem cieszyły się ozory wołowe :

zakole ozorki

zakole wedliny

zakole sery koludzkie

Do picia był podpiwek kujawski i przepyszny kwas miodowy :

zakole podpiwekzakole kwas

Na ciepło jedliśmy rosół jagnięcy z kołdunami, kotlety ze schabu ze świni puławskiej i kotleciki z combra jagnięcego :

zakole kotlety

zakole jagnięce kotlety

Do tego lokalne dodatki – kilka rodzajów kapusty, z której słynie okolica, buraczki. Brać Szlachecka towarzyszyła nam nie tylko opowieściami, ale i pokazami – pojedynku, strojów, oręża a także pieśniami żołnierskimi z dawnych lat. Odtwarzali też scenki z literatury, w jednej z nich – ścinania nie, nie świec w świecznikach – to by było zbyt dosłowne – ale marchewek osadzonych zamiast świeć i ja miałam okazję się sprawdzić. Udało mi się, bardzo się ucieszyłam 🙂

zakole szabla

Nasze zabawy zwabiły szefa kuchni, Krzysztofa Klarkowskiego, który zgodził się zapozować z blogerkami i częścią swojego dzieła 🙂

zakole z kucharzem

Następnego dnia po gawędzie przy śniadaniu i zwiedzeniu pałacu w Ostromecku z panem Jerzym Świetlikiem udaliśmy się do centrum Bydgoszczy , by zwiedzić pięknie odnowioną Wyspę Młyńską , przejść się mostkami :

bydgoszcz motorówki

Doszliśmy aż do Frymarku na Długiej- niedzielnego targu lokalnych produktów. Spotkaliśmy tam m. in. poznanych w sobotę znajomych :

zakole frymark1

Znany też z poznańskiego Zielonego Tragu Autostragan miał w swej ofercie również  podpiwek ( dobry pomysł w tym upale) , poczęstunek więc przyjęliśmy z wdzięcznością . Jak widać na poniższym zdjęciu Pawełek zapraszał do zakupów w ciemno 🙂

zakole frymark pzakole frymark s

zakole frymark2azakole frymark2b

Byli też wędliniarze, autorzy nagrodzonego w Grucznie dojrzewającego schabu, octy od Siadaka, słodkie i wytrawne tarty, pyszne naturalne lody , producenci gęsich wędlin, rolnicy z ekologicznymi warzywami i owocami, wszechobecne teraz chałwy… – wszystkiego  nie dam rady wymienić. Towarzyszący nam na wyjeździe Krytyk Kulinarny robił wywiady do Jem Radia , pewnie niedługo można będzie tam o Frymarku usłyszeć.

Miejsc , które można odwiedzić na kulinarnym szlaku Zakola Dolnej Wisły jest wiele, my byliśmy ich testerami. Warto zadbać o to, by dowiedziało się o nich więcej osób , zwłaszcza teraz, gdy Polacy mniej chętnie jeżdżą za granicę i miejscowości nadmorskie i górskie przeżywają oblężenie. Malowniczo położone agroturystyki, usytuowane niedaleko miast wartych zwiedzania, połączenie pobytu na wsi , ze swojskim, pysznym jedzeniem z wizytami w ciekawych miastach to dobry pomysł na wakacje, tylko trzeba turystów o tym przekonać.

zakole koniec

 

Zaproszenie na Festiwal Smaku w Grucznie

identyfikator

Festiwal Smaku w Grucznie  to najstarszy tego rodzaju festiwal w Polsce, z bogatą tradycją. Jego zaczątkiem był Festiwal miodu w Chrystkowie, gdzie można podziwiać zabytkową chatę mennonicką, odrestaurowaną dzięki Towarzystwu Przyjaciół Dolnej Wisły, organizatorów Festiwalu Smaku.

chrystkowo

W tej formie odbywa się od 2006 roku, w uroczej dolinie Strugi, przy Starym Młynie, zabytkowym obiekcie również odnowionym przez Towarzystwo. W dolinie rozkładają się sprzedawcy regionalnych produktów, m.in serów ( zdjęcia sprzed roku):

gruczno sery

Nie brak też wędlin i to nie tylko ze świnki :

gruczno kiełbasa

Organizowane są konkursy : smaku w poszczególnych kategoriach , miodów, nalewek, a także Grand Prix , przyznawane przez osobne jury , w którym w tym roku miałam przyjemność wziąć udział.

Relacja z ubiegłorocznego Festiwalu Smaku w Grucznie jest na blogu – klik, klik, w tym roku atrakcji i pyszności na pewno nie zabraknie ( zaręczam, bo sporo już próbowałam podczas oceny).  Wiadomości na bieżąco można śledzić na Facebooku.

gruczno panorama

Gruczno jest położone w Dolinie Wisły, między Bydgoszczą a Świeciem. Bydgoszcz ostatnio bardzo wypiękniała, otworzyła się na wodę, więc warto poświęcić trochę czasu, by przejść się nad Brdą, Kanałem, po Rynku czy po Wyspie Młyńskiej.

Festiwal zaczyna się w tę sobotę, 20 sierpnia o 10 i trwa do niedzieli, do 16-tej.

Do zobaczenia 🙂

bydgoszcz nad Brdą

Ogony wołowe po włosku

ogony wołowe po włosku1

To danie jest zainspirowane pewnym blogerskim spotkaniem we włoskiej knajpie, na które nie dotarłam . Ogony wołowe były tam pokazową potrawą i bardzo byłam jej ciekawa, bo lubię takie nietypowe mięsa. W czasach niedoboru mięsa w sklepach ( tak, pamiętam to 😉 kupowałam ogony wołowe, gotowałam na nich rosół a potem tym mięsem  robiłam pyszne pierogi, podobne do tych.

Na podstawie relacji jednego z uczestników , który o sposobie robienia dania wie od włoskiego szefa kuchni spróbowałam zrobić ogony , dodając prócz pomidorów sezonowe warzywa. Wyszło danie w stylu ratatuille, z mocno włoskimi akcentami. Najpierw , tak jak włoski chef, ugotowałam ogony w rosole.

OGONY WOŁOWE DUSZONE W WINIE Z WARZYWAMI

ok kg ogonów wołowych w kawałkach ( wybrałam te grubsze)

na rosół : włoszczyzna, ziele angielskie, pieprz w ziarnach

szklanka czerwonego wytrawnego wina

trochę oliwy

kilka pomidorów ( mogą być z puszki, ja dałam świeże, mięsiste)

cukinia, żółta i zielona fasolka szparagowa, mały bakłażan

duża cebula, kilka ząbków czosnku

świeża bazylia, oregano, natka pietruszki, tymianek, szałwia, mięta ( po łyżce albo i dwie)

sól, pieprz czarny i ziołowy, papryka słodka i ostra

Najpierw ugotowałam ogony w rosole, wrzucając je do prawie wrzącej wody z przyprawami i dodając marchewki, pietruszkę, seler i pora. Gdy były „al dente”, prawie miękkie, wyjęłam , osuszyłam i podsmażyłam na oliwie razem z pokrojoną dużą cebulą. Gdy się mocno zrumieniły, podlałam je winem i nieco rosołem. Po  godzinie duszenia na małym ogniu i podlewania stopniowo rosołem, dorzuciłam czosnek, pokrojone pozostałe warzywa, przyprawy  i zioła i dusiłam długo na wolnym ogniu do miękkości, aż mięso łatwo odchodziło od kości  a warzywa prawie się rozpadły.

Mięso w sosie warzywno-ziołowym wyszło pyszne, rozpływało się w ustach. Na domowy makaron już nie miałam siły, ale zjedliśmy je z rzucanymi kluseczkami.

Myślę, że takie danie można spokojnie przygotować na imprezę dla rodziny czy przyjaciół, na pewno zrobi wrażenie. Zwykle na takich uroczystych spotkaniach trzeba zadbać o zastawę. Ja lubię białe serwisy, ostatnio widziałam takie na https://www.bellodecor.com.pl/ . Można sobie wybrać takie, które nam pasują, dobrać też do nich odpowiednie sztućce czy inne akcesoria do dekoracji stołu. Do białych talerzy czy filiżanek pasują też kolorowe elementy, ciekawie zestawione na pewno ożywią stół. W fazie przygotowania potrawy przydadzą się też inne przybory kuchenne z bellodecor.pl, jak garnki czy noże .

Podane na dobrze zaaranżowanym stole potrawy cieszą oko, ale o smaku też należy pamiętać. Ten rodem z Włoch, z moimi modyfikacjami na pewno pozostanie w pamięci gości i domowników. Ja już mam zamówienie na powtórkę.

Smacznego !

ogony wołowe po włosku

 

 

Kaszanka grillowana z kiszoną kapustą i prażone z kociołka

kociołek2

Byłam ostatnio kilka dni na wakacjach u koleżanki w domku nad jeziorem w południowej Wielkopolsce. Korzystaliśmy często z grilla a także z żeliwnego kociołka podgrzewanego na ognisku. Na grillu bardzo zasmakowała mi kaszanka podsmażana razem z kiszoną kapustą i podsmażoną cebulą – była to dla mnie nowość, więc wrzucam przepis :

KASZANKA GRILLOWANA Z KISZONĄ KAPUSTĄ

na porcję kaszanki zawiniętą w folię aluminiową :

2 łyżki posiekanej kiszonej kapusty doprawionej pieprzem, czubrycą i bazylią

mała łyżka duszonej na oleju cebuli

Na płat folii aluminiowej matową stroną do środka kładziemy doprawioną kapustę, nieco duszonej cebuli, na to kaszankę i zawijamy szczelnie. Kładziemy na grillu kapustą do dołu, grillujemy kilkanaście minut, przewracając po ok 7-8 minutach i na koniec jeszcze kilka minut na stronę kapustą do dołu. Kaszanka przesiąka smakiem kapusty a jednocześnie ma chrupiącą skórkę i smakuje wyjątkowo. Przepis koleżanka dostała od kogoś z rodziny i był podpatrzony na biesiadzie w górach. Cebula i przyprawy to pomysł mojej koleżanki.

Mój chutney jabłkowy smakował do tego doskonale .

kaszanka z grilla

Poza tym jedliśmy „Prażone” z żeliwnego kociołka – dno posmarowane olejem i góra były wyłożone liśćmi kapusty, poza tym układane warstwami rozmaitości – na dnie surowe mięso wieprzowe, potem marchewki , papryka, bakłażany, patisony, cukinie, cebule,  ziemniaki poprzekładane kawałkami wędzonego boczku i kiełbasy , doprawione solą, pieprzem i ziołami, które lubicie. Można dodać ziele angielskie i liść laurowy, majeranek i nieco papryki będzie się dobrze komponowało.

Po zamknięciu szczelną pokrywką praży się to w ognisku na małym ogniu albo nad żarem. Smaki powoli przechodzą sobą nawzajem i dają niezwykle korzystny efekt. Ognisko i dym z niego wzmacniają go jeszcze. Pyszności !

Smacznego !

kociołek1

Pizza Kujawianka

pizza kujawianka

W tym roku Międzynarodowy Dzień Pizzy przypadł akurat w ostatni dzień karnawału, na Kujawach zwany Podkoziołkiem. A to dlatego, że chodzi tam orszak przebierańców z kozą na czele, mieszkańcy wykupują się od psot ( jest też kominiarz smarujący niesforne dzieci sadzą ) pączkami i drobnymi datkami pieniężnymi. W moim rodzinnym Janikowie wygląda to tak- klik, klik . Zwyczaj nie jest odrodzony teraz, na fali mody , trwał przez lata , pamiętam go od dzieciństwa . Potem specjalnie w Zapusty jeździłam do Mamy, by pokazać Kozę dzieciom 🙂 Zdjęcie z podlinkowanego portalu, jak znajdę swoje, to dorzucę 🙂

koza

Szukając inspiracji na pizzę trafiłam na filmik Julka, poznanego na konferencji prasowej spolszczonego Hiszpana , ambasadora akcji Kolej na wielkopolskie Smaki. Pokazał pizzę Wielkopolankę , więc pomysł nasunął mi się od razu. Właśnie wróciłam z imprezy zapustnej w rodzinnych stronach, wymyśliłam więc pizzę Kujawiankę.

pizza kujawianka 4

Gdy jechałam do domu  z karnawałowej imprezy , dostałam „gościńce” na drogę, m.in plastry półgęska, świeżo uwędzonego boczku, gęsi smalec i ser wędzony od gospodarzy Gzinianki. Postanowiłam wykorzystać je do pizzy, tworząc polsko, a właściwie kujawsko- włoską kompozycję.

PIZZA KUJAWIANKA

ok. 1/2 kg mąki pszennej
25 g drożdży
1/2 szklanki mleka

około 1/2 szklanki letniej wody
2 łyżki płynnego gęsiego smalcu ( bez skwarek)
łyżeczka cukru
łyżeczka soli

plastry półgęska i wędzonego boczku
pomidory San Marzano z puszki, pokrojone

peklowana pierś kurczaka ( 1/2)

 

ok.10 dkg startego  sera wędzonego ( regionalny z Gzinianki)

kulka mozzarelli

świeże listki majeranku i oregano

Drożdże roztarłam z cukrem, dodałam trochę letniego mleka, posypałam łyżką mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do miski wsypałam mąkę, sól i wlałam wyrośnięty rozczyn. Dodałam stopiony smalec , letnią wodę  i wymieszałam dokładnie. Wyrobiłam ciasto drewnianą łyżką, aż odstawało od brzegów miski. Postawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ( około 45 minut).

Ciasto po wyrośnięciu wyrzuciłam na omączony blat, wyrobiłam by się wzmocniło, uformowałam kulę i rozciągnęłam ją na kształt koła ( nieregularne mi wyszło), przełożyłam na blachę by nieco odpoczęło i „ruszyło się”, jak mawiała moja Mama.

Dodatki miałam polsko-włoskie – wędliny i ser wędzony z Gzinianki , swoją autorską peklowaną i parzoną  pierś z kurczaka, włoskie pomidory z puszki , które dostałam na degustacji w Forni Rossi, mozzarellę, którą pokroiłam na plastry . Połączyłam je w harmonijną całość, dodając włoskie oregano i polski majeranek.

Na ciasto, posmarowane cienko płynnym smalcem położyłam kawałki pomidorów i wędliny prócz półgęska – wolałam go dodać na koniec w stanie surowym, by nie stracił smaku w wysokiej temperaturze.

Piekłam na maksymalnej mocy piekarnika ( u mnie ok. 270 C) 20 minut , potem dorzuciłam sery i dopiekłam jeszcze 10 minut.

Myślałam, że wyjdzie mi cienka, jak włoska pizza, lecz wyszła grubsza, puszysta  i wyrośnięta, bo jak wiadomo Kujawiankom wszystko rośnie w rękach 🙂

Na upieczoną już położyłam plasterki półgęska i listki świeżych ziół ( sałatę podałam osobno, w winegrecie). Smakowała doskonale, nawet krytyczna wobec mnie zazwyczaj córka była zachwycona smakiem Pizzy Kujawianki

Eksperyment łączenia znanych dań z regionalnymi składnikami bardzo mi się spodobał i już myślę, co tu zrobić dalej 🙂

Smacznego !

pizza kujawianka 1