Archiwa kategorii: Obiady

Spaghetti z pulpecikami

spaghetti z pulpecikami
spaghetti z pulpecikami

Spaghetti to jedno z ulubionych dań moich dzieci , robię je często i w różnych formach. Czasami kilka wersji na raz, bezmięsną dla córki, dla syna bez ulubionego przez innych groszku  Bazą jest zwykle sos pomidorowy, dla mięsożercow mielone mięso, różne gatunki.

Dzisiejsza wersja jest nieco inna , z pulpecikami. Bardzo smakowała mojej Najmłodszej .

SPAGHETTI Z PULPECIKAMI

Opakowanie makaronu spaghetti, ugotowane al dente

1/2 kg mięsa mielonego ( dowolne )

Cebula

Sól, pieprz, majeranek, bazylia, papryka słodka

Jajko lub białko

Kilka suszonych pomidorów

Szklanka przecieru pomidorowego

Olej do smażenia

Mięso mielone doprawiamy solą, pieprzem i ziołami . Dodajemy posiekaną cebulę, lekko podsmażoną ją oleju, wbijamy jajko i dokładnie wyrabiamy masę. Toczymy z niej pulpeciki wielkości dużych orzechów włoskich i obsmażamy na tej samej patelni, co cebulę, dodając nieco oleju. Dorzucamy pokrojone suszone pomidory, podlewamy odrobiną wody lub bulionu ,dusimy chwilę. Wlewamy przecier pomidorowy, gotujemy razem. Doprawiamy sos do smaku papryką i ziołami.

Sosem z pulpecikami polewamy makaron.

To danie moje dzieci lubiły nawet, jak były małe. Często życzyły sobie takie na powrót z wakacji. Teraz juz wszytskie są dorosłe, nie muszę im organizować wolnego czasu. A wspólczesne oferty wakacyjne są bartdzo ciekawe, widziałam takie na http://naferie.pl/

A po powrocie z wakacji zróbcie dzieciom ulubione danie, na przykłąd takie spaghetti z pulpecikami.

Smacznego !

Makaron ryżowy z rybą i warzywami

 

makaron ryzowy z ryba i warzywami
makaron ryzowy z ryba i warzywami

Wiosną lubię lekkie dania z warzywami. Makaron ryżowy to lekkie odstępstwo od mojej diety redukcyjnej, ale jeśli się go ugotuje „al dente”, to nie jest aż tak wysokoloryczny. Warzywa najbardziej lubie sezonowe, więc do mojego ulubionego zestawu -pory i pieczarki dorzuciłam plasterki marchewki i nieco cebuli, jako przyspieszacza spalania tłuszczu. Szcypior z cebuli wyhodowany na parapecie z tych, co puszczały „kiełki” dopełnił smaku. Tym razem podarowałam sobie białe wino do ryby, podlałam ją rosołem, by wzbogacić smak.

MAKARON RYŻOWY Z RYBĄ I WARZYWAMI

opakowanie  makaronu ryżowego

ok. 30 dkg filetów z mintaja lub innej ryby

mały por

cebula

ok. 20 dkg pieczarek

2 marchewki

sól, pieprz , tymianek, szczypior

dobry olej do smażenia, rosół do podlewania

Makaron gotujemy nieco krócej ( minutę – dwie) niż według przepisu, by był al dente.

Na lekko rozgrzany olej ( tłoczony na zimno lub nawet oliwę ) kładziemy  pokrojoną w półplasterki cebulę, smażymy chwilę. Po chwili  dodajemy plasterki pieczarek i marchewek, smażymy mieszając  kilka minut. Potem dorzucamy pory , pokrojone na  półplasterki i smażymy dalej. Gdy wszystko jest już dobrze podsmażone , dorzucamy kawałki ryby, podlewamy rosołem ( najlepiej domowym, moze być też bulion warzywny ), doprawiamy solą i pieprzem. Na końcu, gdy wszystko zmięknie, ale będzie jeszcze jędrne, dodajemy  tymianek i szczypior . Po chwili wyłączamy.

Podajemy z makaronem, delikatna ryba fajnie pasuje do ryżowego. Świeże zioła ( tymianek już z grządki ) dodają lekkości daniu i komponują się z warzywami.

Od kilku lat mój ogródek ziołowy rozrasta się z powodzeniem. Wymaga sporo pracy przy podlewaniu, na szczęscie mamy przy domu studnię, skąd czerpiemy wodę do ogrodu, bo ceny wody w mieście, w którym mieszkam nie zachęcają do podlewania nią odrodu, zwłaszcza jak jest susza. Widziałam na http://www.saga.info.pl/ urządzednia wspomagające domowe systemy hydrauliczne, w razie problemów wiem, gdzie szukać.

WIosna już coraz piękniejsza, przepisów z ziołami i innymi „plonami”  z ogrodu bedzie przybywać.

Smacznego !

Penne z dzikim pesto i pecorino

 

penne z dzikim pesto
penne z dzikim pesto

Wiosna w tym roku już cieszy nas zielenią, ja z niej korzystam nie tylko dla ozdoby. W ogrodzie już rosną mi zioła wieloletnie , pięknie przechowała się pod liśćmi pietruszka naciowa, oregano odbija , mięta nieśmiało rozwija coraz silniej gałązki i listki. Jest też sporo dzikich, jadalnych chwastów – u mnie rozplenił się podagrycznik o smaku podobnym do szpinaku, jest też sporo czosnaczku, krwawnik smakujący jak szczypiorek, wybijają też listki szczawiu, któremu od kilku lat pozwalam się rozsiewać po trawniku, gwiazdnica o lekko orzechowym smaku i białych kwiatkach też już się wychyla. Młode pokrzywy jeszcze nie parzą, ale dla pewności przelałam je wrzątkiem  To wszystko wraz z młodym , lekko pikantnym mniszkiem zebrałam, umyłam i zmiksowałam z orzechami włoskimi ,  pestkami słonecznika i oliwą.

 

DZIKIE PESTO DO MAKARONU , Z ORZECHAMI I PECORINO

po garści  młodych pokrzyw i podagrycznika

dwie garście natki pietruszki, kilkak gałązek oregano

kilka gałązek gwiazdnicy, krwawnika , listki czosnaczka, młoda mięta i mniszek

łyżka pestek słonecznika i dwie orzechów ( miałam włoskie i arachidowe)

dwa ząbki czosnku

2 łyżki oliwy

sól, pieprz czarny z młynka

kawałek pecorino

makaron ( miałam penne)

Makaron ugotowałam według przepisu, minutę krócej, by był al dente.

Pokrzywy i resztę zieleniny umyłam w kilku wodach zmieniając je . Te pierwszą przelałam  wrzątkiem na sicie.

Włożyłam zieleninę do blendera dodając orzechy, czosnek i oliwę. Zmiksowałam prawie na gładko. Doprawiłam solą i pieprzem.

Wymieszałam pesto z ciepłym makaronem, posypałam kawałkami pecorino odciętymi ładnie nożem – piłką.

Takie pesto to samo zdrowie, kto ma opory przed jedzeniem „dzikiego zielska” niech raz go spróbuje , a na pewno będzie mu smakowało. O korzyściach dla zdrowia nie muszę chyba przekonywać, młode rośliny to najlepsze źródło witamin i mikroelementów. Ja mam to szczęście, że wszystko mi rośnie w ogrodzie . Trzeba uważać, by nie zbierać jadalnych chwastów przy ulicy, lepiej wybrać się gdzieś na wycieczkę do lasu czy na łąkę. Teraz natura ciągnie nas na swoje łono, trzeba czasem zadbać o samochód i sprawdzić, czy nadaje się na dłuższe wycieczki . Można skorzystać z auto części i zabezpieczyć się zawczasu przed awarią .

Dzika kuchnia cieszy się coraz większym powodzeniem, u mnie jest spory wybór dań z jadanych chwastów w specjalnej kategorii z boku bloga.

Smacznego !

Relacja z imprezy „Niech Cię Zakole” i zaproszenie do Poznania

Od spotkania na koniec karnawału minęło już sporo czasu, ale moje życie toczy się ostatnio w zawrotnym tempie, więc dopiero znalazłam czas na relację z fantastycznej imprezy w Gziniance zorganizowanej przez jej gospodarzy i Piotra Lenarta, autora projektu kulinarno-turystycznego ” Niech Cię Zakole”. To rejon zakola dolnej Wisły, w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim jest miejscem pysznych biesiad i wycieczek kulinarnymi szlakami. Pisałam już o tym latem w relacji z podróży studyjnej .

To urocze miejsce położone jest zaledwie 30 km od Bydgoszczy , w kierunku na Grudziądz, można tam dotrzeć nie tylko autem, ale i autobusem czy wygodnym pociągiem. Nie tylko zimą wygląda zjawiskowo.

Produktów kulinarnych Zakola jest wiele, najważniejsze i swoisty” konik” autora projektu , to gęsina i jagnięcina. Wykorzystane do  końca, łącznie z podrobami i właśnie do jedzenia wszystkich fragmentów tuszy zwierzęcej przekonywał  Napoleon podczas uczty mięsopustowej w ostatnią sobotę karnawału.

Na razie – wędzony półgęsek, z Kołudy, z takich samych gęsi , które zamawia w reklamie Magda Gessler – dla Zakola wędzi półgęski asystent Piotra Lenarta, Mikołaj. Na zdjęciu w kuchni, podczas pichcenia kurczaka Marengo – napoleońskiego elementu uczty, na bazie zagrodowego z Rolmięsu ( dostępny z Autostraganu, w Poznaniu na Zielonym Targu i na Frymarku w Bydgoszczy ).  Włożyłam do niego swoje „trzy grosze”, podsmażając pieczarki metodą Julii Child 🙂

 

Ale wróćmy do „naszych baranów”, czyli do jagnięcych podrobów. Były zaskakująco pyszne płucka w sosie cytrynowym :

 

Prócz tego wątróbka duszona z jabłkami i cebulą oraz  gulasz z serc, z moim ulubionym duetem warzyw pory-pieczarki ( zgadnijcie kto to wymyślił ? )

 

Zapachy z kuchni izby biesiadnej Gzinianki były takie , że goście czekali bardzo zaciekawieni :

Jak widać byli wśród nich panowie z Kujawskiej Braci Szlacheckiej, którzy umilali nam pobyt , ale na razie wróćmy do jedzenia. Były jeszcze zjawiskowe w smaku pierogi z jagnięciny i kotleciki , które na zdjęciach nie wyszły tak, jak na to zasługiwały, więc będą innym razem 🙂

Ja zrobiłam nieco surówek, bo lubię je dojadać do dobrych mięs, udaje mi się do tego przekonywać coraz więcej osób 🙂

Była też gęsia okrasa do pysznych chlebów Gospodarzy , z ogórkiem kiszonym :

Gospodarze Gzinianki mają super pomysły na imprezy, Gzin to wioska rytuałów, dlatego nie zabrakło atrakcji. Urocza Pani Irenka dała pokaz ubijania masła, w nawiązaniu do teledysku Donatana i Cleo, potem wszystkie panie w koralach od Gospodyni próbowały swoich sił. Im większy dekolt, tym ciekawsza była zabawa. Mojego zdjęcia nie pokażę, bo wyszło „niewyraźne” , ale moja współbiesiadniczka Małgosia dała radę.

Niezrównana jednak była Mirka z Wilkowej zagrody, moja współtowarzyszka wycieczki do Alzacji – na zdjęciu pewnie wszyscy ją poznacie. Wygrała w Przysieku konkurs na gęsie dania, nagrodziła ją Magda Gessler . Nosi często czerwone korale, jest na zdjęciu zbiorowym z prawej strony 🙂

Wracając do dań – Gziniacy słyną z pysznych wędlin i serów :

 

Biesiada trwałą przy dźwiękach gitary i doskonałych trunkach Gospodarza :

Rycerze najpierw strzelali na wiwat, potem powiadali o zwyczajach i strojach, szef imprezy dał się ubrać w strój towarzysza pancernego :

Pod koniec były jeszcze dania na ciepło, wspomniany już kurczak Marengo i gęsina z jagodami z nalewki, o zjawiskowym smaku :

Zabawa była przednia i na pamiątkę wszyscy zrobili sobie zbiorowe zdjęcie  ( Mirka, królowa Slow Foodu z prawej )

Mnie tam nie ma , więc załączam zdjęcie w czapce rycerskiej. Dodam jeszcze , że na koniec wesołej i pysznej imprezy podałam gościom śledzie po kujawsku, takie, jak rok temu. Najlepsza była recenzja Mikołaja, który spróbował z grzeczności i odruchowo powiedział – dobre, a potem zjadł więcej z okrzykiem – o k… , jakie dobre 🙂
Część przysmaków  z tej imprezy można będzie spróbować w sobotę 1 kwietnia na Zielonym Targu w Poznaniu, na degustacji w pobliżu Autostraganu .  Oto, co mi napisał dziś o tej akcji Napoleon :

Ja też tam będę i na pewno nie z pustymi rękami, kto chce spróbować produktów świątecznych Niech Cię Zakole, kupić sobie i zamówić na Święta ( będą u Pawełka z Autostraganu), niech zawita na Zielony Targ przy Palcu Bernardyńskim  w Poznaniu w sobotę 1 kwietnia od rana.

Smacznego i zapraszam !

 

 

 

 

Krupnik z zieleniną

 

krupnik z zieleniną
krupnik z zieleniną

Krupnik to jedna z moich ulubionych zup z dzieciństwa, moja Mama gotowała ją tak, że jej smak zapamiętałam na długo. Kasza w naszej rodzinie miała szczególną rolę, dania z niej i zamiłowanie Mamy do takowych były przedmiotem rodzinnych żartów, a to ze względu na jej nazwisko ” z domu ” . Nie wyjawię go tutaj, bo to teraz element mojej tajemnicy bankowej ( nazwisko rodowe matki ), ale dania z kaszy Mamie wychodziły wspaniale a już krupnik to chyba najlepiej, uwielbiałam też kapuśniak z kaszą.

Na moich rodzinnych Kujawach kasza to teraz dobro regionalne, nawet na całe województwo kujawsko-pomorskie. Jest nawet Święto Kaszy , gdzieś pod Unisławiem, w Zakolu Dolnej Wisły . Mile wspominam to miejsce, bo wygrałam tam konkurs kulinarny i w nagrodę pojechałam do Alzacji , na Święto Wina i Święto Kapusty ( również obchodzone w tych okolicach).

Byłam niedawno u Siostry w Bydgoszczy i ugotowałyśmy razem sobie krupnik ( załapał się też na niego siostrzeniec, autor mojej blogowej strony internetowej ). Jest łagodniejszy, niż zwykle , z dużą ilością marchewki , pora i natki pietruszki. Kaszę ugotowałyśmy osobno, by się nie przypaliła.

KRUPNIK Z ZIELENINĄ

kilka skrzydełek z kurczaka

2-3 spore marchewki

pietruszka, kawałek selera

jasnozielona część pora

szklanka kaszy jęczmiennej

kilka ziemniaków

ziele angielskie, pieprz w ziarnach, liść laurowy

sól

natka pietruszki i selera naciowego

Do garnka z wodą wrzucamy skrzydełka, solimy, dodajemy pokrojone warzywa ( por i seler naciowy w plasterki) i przyprawy ( seler i pietruszkę dobrze zetrzeć na tarce). W osobnym garnku zalewamy kaszę wrzącą wodą ( 3 razy tyle, ile jej objętość), solimy, dodajemy troszkę oliwy i gotujemy do miękkości. Można  też ugotować kaszę w woreczku, jeśli nie mamy innej i dodać ją wraz z częścią wody, w której się gotowała.

Gdy mięso i warzywa są prawie miękkie, dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki, wsypujemy część natki pietruszki i gotujemy, aż ziemniaki będą miękkie. Wtedy do zupy dodajemy kaszę wraz z wodą, w której się gotowała, mieszamy . Wyjmujemy mięso, obieramy i dodajemy do zupy. Dodajemy sporo świeżej, posiekanej natki pietruszki, możemy też dodać inne świeże zioła, np. oregano czy majeranek.

Przy gotowaniu kaszy lepiej nie przekroczyć określonego czasu, by nie była rozgotowana, bo wtedy nieciekawie smakuje. Przez ostatnie kilka lat do pilnowania czasu wystarcza mi telefon, ale czasem, zwłaszcza podczas podróży wyjęcie telefonu z torebki zajmuje …czas i chętnie bym spojrzała na zegarek na ręce 🙂  To jednak znacznie wygodniejsze, zwłaszcza gdy się spieszę na pociąg czy autobus.  Widziałam sporo ciekawych na http://www.czaszegarkow.pl/, może się na jakiś zdecyduję.

Krupnik z zieleniną bardzo nam smakował, wspominałyśmy przy okazji obiady w rodzinnym domu, talerze wspaniałych zup Mamy , które wraz z pajdą chleba z masłem były naszymi ulubionymi daniami.  Czytelnicy bloga też to doceniają, bo  właśnie zupa jarzynowa „jak u Mamy” jest najczęściej wyszukiwanym przepisem ( patrz na bocznym pasku bloga).

Smacznego !

 

Hamburgery z urządzenia Ariete

Z dużą ciekawością wypróbowałam niedawno nowe urządzenie do robienia hamburgerów firmy ARIETE . Jest bardzo proste w obsłudze i łatwe w utrzymaniu. Wystarczy je podłączyć do prądu, wsunąć w odpowiednie miejsce praktyczny pojemnik na resztki tłuszczu , zaczekać, aż lampka zgaśnie i włożyć w odpowiednie miejsca bułkę i mięso. Przy pierwszym użyciu należy powierzchnię grzejną posmarować tłuszczem ( np. olejem), poleci trochę dymu, ale to jest normalne zjawisko i instrukcja o nim uprzedza.

To urządzenie ma jeszcze opcję dla panini, czyli ciepłych kanapek, czegoś w rodzaju tostów. Można je zrobić podobnie, jak te, pokazywane w tym wpisie, ja skupię się na hamburgerach.

Te na zdjęciu u góry są dietetyczne, z mielonego mięsa indyka i bułki grahamki z ziarnami. Bułkę kładziemy na górną część, kotlety na dolną :

dav
dav

Najpierw trzeba przygotować mięso.

HAMBURGERY DIETETYCZNE Z MIELONKI Z INDYKA

ok. 30 dkg mięsa mielonego z indyka

białko jajka

sól, pieprz, majeranek, oregano, bazylia

Mięso mieszamy z białkiem jajka i przyprawami, wyrabiamy dokładnie ręką i formujemy okrągłe kotlety. Nagrzewamy Hamburger Maker , gdy lampka zgaśnie kładziemy kotlety na  dolną półkę a przekrojoną bułkę na górną.

 

Do takich hamburgerów dodałam sałatę, pieczarki marynowane ( domowe) , kawałki mojej kiszonej czerwonej kapusty  i świeże zioła.

W podobny sposób zrobiłam hamburgery z mięsa mieszanego, wołowo-wieprzowego. W sumie największym wyzwaniem jest długość czasu smażenia hamburgerów , trzeba to wypraktykować.  Ja smażyłam 5-7 minut.

dav

Mięso wieprzowo-wołowe jest bardziej wyraziste w smaku, niż to z indyka. Kotlety możemy wysmażyć na taki stopień, jaki nam odpowiada. Urządzenie do zbierania zbędnego tłuszczu pod spodem jest bardzo praktyczne, można je wyjąć, wylać tłuszcz i umyć bez problemów.

HAMBURGERY WOŁOWO-WIEPRZOWE Z BUŁKĄ ORKISZOWĄ Z ZIARNAMI

ok. 1/2 kg mięsa wołowo-wieprzowego

jajko

sól, pieprz , majeranek, czosnek niedźwiedzi

1-2 ząbki czosnku posiekane drobno

Mięso wraz z jajkiem i przyprawami wyrabiamy dokładnie, formujemy kotlety i postępujemy, jak wyżej.

dav
dav

Urządzenie do hamburgerów Ariete jest bardzo wygodne i łatwe w obsłudze. U mnie już tym zajmuje się moja córka, która je dostała do własnej dyspozycji. A oto efekt końcowy :

dav

Tym razem dodałam  prócz sałaty czerwoną cebulę marynowaną w domowym occie i moje słynne kiszone ogórki. Odchudzam się, więc nie ma tu żadnych sosów, ale polecam te z blogowego archiwum : np. koktajlowy, tatarski, majonez , kto lubi może dodać keczup ze sklepu czy domowy albo ajwar.

Smacznego !

Lekkie leniwe na jogurcie

Leniwe pierogi to jedno z ulubionych dan mojego syna a że dawno ich w domu nie robiłam, to ugotowałam solidną porcję na jego przyjazd. By jednak samej spróbować tego pysznego dania wymyśliłam wersję mniej kaloryczną. Bazą był chudy twaróg, dodatkiem wzmacniającym smak i lekkość – jogurt naturalny. Sposób formowania od lat u mnie jest taki sam – to „bardzo leniwe pierogi” , nie toczę wałeczków , nie kroję ich na kawałki – nabieram łyżką ciasto wprost w miski i zanurzam we wrzątku. Takie kluski są lekkie i puszyste.

LEKKIE LENIWE PIEROGI NA CHUDYM TWAROGU I JOGURCIE

ok. 30 dkg chudego twarogu
2 jajka
około 2 szklanki  mąki pszennej

1/2 szklanki jogurtu naturalnego
kilka łyżek wody gazowanej
spora szczypta soli i cukru

dodatki : naturalny mus jabłkowy i cynamon
Twaróg wkładamy do miski i rozgniatamy drewnianą łyżką, ucierając go . Dodajemy jajka, ucieramy dalej. Potem stopniowo dodajemy mąkę, wodę gazowaną, jogurt, sól i cukier, ucierając drewnianą cały czas, na w miarę gładką masę. Ciasto powinno być tak gęste, że nabrane  łyżką zachowuje swój kształt.
Zagotowujemy wodę w sporym garnku. Możemy z ciasta uformować wałeczki, podsypując mąką i pokroić na zgrabne pierożki. Ale możemy nabierać ciasto dużą łyżką i kłaść bezpośrednio na wrzątek. Gotujemy ok 3 minuty od chwili wypłynięcia, delikatnie mieszając. Wyjmujemy jednego na próbę i przekrawamy – jeśli ciasto w środku jest ugotowane – pierogi są gotowe.Wtedy wyciągamy wszystkie łyżką cedzakową i pozwalamy im odcieknąć na durszlaku.

Zjedliśmy je z musem jabłkowym i cynamonem, syn dodatkowo z cukrem i śmietaną . Jak zwykle przy kluskach u mojego syna była to solidna porcja, zwłaszcza , że był przed podróżą. A propos podróży, widziałam ostatnio na http://www.mamauto.pl/, że w razie problemów z autami nie pierwszej młodości można poszukać części zamiennych pasujących do różnych modeli. Na szczęście nasz wiekowy , opisany już kiedyś na blogu podczas przygody Antoniego samochód trzyma się dobrze.

A pierogi leniwe w mojej wersji były w skromnej ilości, z niesłodzonym musem jabłkowym i cynamonem, bo staram się wrócić do regularnego zbijania wagi.

Smacznego !

 

Gęsie flaczki na rosole

Flaczki zwykle robi się z podrobów, najczęściej z żołądków. Natomiast te, które pokażę , są nietypowe. Mam już na blogu flaczki drobiowe na rosole, takie klasyczne, z żołądków kurczaka czy indyka. Natomiast bazą do flaczków gęsich jest …skóra z gęsiej piersi, która mi została po tym, jak zapeklowałam półgęsek w soli, według wskazówek Karola Okrasy. Sama w sobie nie bardzo nadawała się do wykorzystania, ale pokrojona na paski doskonale sprawdziła się jako flaczki. Ten sposób przyrządzenia jej podpatrzyłam na warsztatach z gęsiną.

GĘSIE FLACZKI NA ROSOLE

Rosół z gęsi

skóra z gęsiej piersi

majeranek, pieprz, papryka słodka, gałka muszkatołowa

Skórę kroimy na paski grubości około 1/2 cm i długości 4-5 cm, wrzucamy do rosołu i gotujemy do miękkości. Jeśli mamy problem z jej pokrojeniem, to najpierw gotujemy w całości lub częściach i kroimy, jak się już nieco podgotuje lub zmięknie. Doprawiamy majerankiem, pieprzem i papryką, kto chce, może dodać czosnku.

Podajemy z pokrojoną marchewką z rosołu. Kto chce flaczki klasyczne, może dodać zasmażkę.

Flaczki , nie tylko te gęsie czy drobiowe są często przysmakiem przydrożnych barów. W niektórych z nich gotują prawdziwe specjalistki ( lub specjaliści) od takich dań . Myślę, że taki spis przydrożnych barów z pysznymi potrawami cieszył by się powodzeniem jako dodatek do informacji na autakrajowe.com.pl . Kupimy auto, ruszamy w drogę i już wiemy, gdzie się zatrzymać, żeby zjeść coś dobrego .

Smacznego !

Klopsy ziołowe

Przeglądałam ostatnio zasoby zdjęciowe i znalazłam trochę zaległych zdjęć dań, które kiedyś gotowałam.  Najwięcej pochodzi z lata, bo ogród dostarcza warzyw, owoców i ziół. Te ostatnie są bazą przypraw do klopsów ziołowych, które wyszły mi bardzo aromatyczne. Pamiętam, że smakowały dobrze zarówno na ciepło , jak i na zimno.

KLOPSY ZIOŁOWE

1/2 kg mięsa mielonego ( dowolne)

mała czerstwa bułka

jajko

sól, pieprz, świeże oregano, tymianek, natka pietruszki, szałwia i szczypiorek

olej do smażenia

Bułkę moczymy w wodzie lub mleku, gdy zmięknie , odciskamy i rozdrabniamy mocno , kto chce może blenderem. Mieszamy ją z mięsem , jajkiem i przyprawami, doprawiamy posiekanymi ziołami w ilości według gustu ( ja po łyżeczce). Formujemy klopsy, większe lub mniejsze i smażymy na oleju obracając co jakiś czas. Jednego sprawdzamy, czy nie jest w środku jeszcze surowy i smażymy tak długo, by mięso w środku się ścięło.

Zajadamy na ciepło na obiad , z ziemniakami czy innym dodatkiem albo na zimno. Zioła nadają tym klopsom ciekawy i świeży smak. Ja jestem wielką entuzjastką darów z lasu i ogrodu, nie tylko do jedzenia. Sprawdzają się też jako naturalne kosmetyki, pomagają dbać o zdrowie i urodę. O bardziej nowoczesnych sposobach kosmetycznych czytałam ostatnio na abacosun.pl , teraz technika daje wiele ciekawych możliwości.

A zdrowe odżywianie się, dodawanie ziół do zajadanych potraw, na pewno pomoże też nam w dbaniu o siebie na każdy sposób.

Smacznego !

Makaron pełnoziarnisty w sosie serowym

makaron pełnoziarnisty w sosie serowym
makaron pełnoziarnisty w sosie serowym

Stali czytelnicy bloga pewnie zauważyli, że próbuję zrzucić nieco zbędnych kilogramów , z powodzeniem ( noszę już spodnie o numer mniejsze) . Karnawał i czas wyjazdów nieco osłabiły tempo, ale staram się jeść regularnie, z warzywami i mniej kalorycznie. Na przykład do dość kalorycznego sosu serowego zrobiłam pełnoziarnisty makaron, który jest zdrowszy , niż klasyczny. Sos też był nieco w wersji light, zamiast masła bazą zasmażki był olej.

MAKARON PEŁNOZIARNISTY W SOSIE SEROWYM

paczka makaronu pełnoziarnistego

sos serowy :

łyżka oleju ( najlepiej tłoczony na zimno)

łyżka mąki

szklanka mleka

sól  ( niewiele, sery są słone, lepiej dosolić na końcu)

pieprz biały, gałka muszkatołowa

po kawału serów :  mozzarelli, cammemberta i żółtego  – razem ok. 20 dkg

 

Makaron ugotowałam według przepisu, odcedziłam.

Na  patelni rozgrzałam olej, zmieszałam z mąką i lekko podsmażyłam robiąc jasną zasmażkę. Rozprowadziłam ją zimnym mlekiem, mieszając sprężyną do zagotowania, doprawiłam solą , białym pieprzem i szczyptą gałki muszkatołowej. Sos beszamelowy był gotowy, dorzuciłam do niego kawałki sera i intensywnie mieszałam, aż się rozpuściły.

Sosem polałam pełnoziarniste wstążki, bardzo do niego pasowały. Surówka z kapusty pekińskiej z domowym octem jabłkowym pomogła złagodzić efekty kaloryczności sosu.

Makaron to wdzięczny produkt, można w trakcie jego gotowania zrobić sos czy inne dodatki i szybki obiad gotowy. Ja sporo makaronu podrzucam teraz mojemu synowi, który po zmianie pracy wrócił do gotowania sobie obiadów. Jak przyjdzie kolejna paczka od producenta, może za pośrednictwem epaka.pl , to znowu się z nim podzielę. Może i taki sos serowy sobie zrobi.

Smacznego !