Archiwa kategorii: Obiady

Makaron z serem, zieleniną i rydzowym olejem

makaron z serem
makaron z serem

Pora dziś na przerwę w świątecznych przepisach, dziś proste a jakże smaczne danie , które można zrobić szybko i oddać się dalej kulinarnym i innym przygotowaniom. Tajemnicą  jakości potrawy są składniki – dobry, razowy makaron, twaróg wiejski, który ja kupuję od rodziny ze wsi znajomej , szczypiorek i natka pietruszki rosnące jeszcze na grządce ( nie mam nic przeciwko ciepłej zimie) i przede wszystkim doskonały olej rydzowy, kończący dzieło . Makaron z serem w takiej postaci to dla mnie poezja smaku a szybkość jego przygotowania to duży atut w tym gorącym, przedświątecznym czasie. Przy okazji wypróbowałam smak oleju rydzowego w innym zestawieniu, bo  dodałam go też do śledzi.

MAKARON Z SEREM , ZIELENINĄ I OLEJEM RYDZOWYM

opakowanie razowego makaronu ( miałam świderki)

ok. 20 dkg dobrego twarogu

2-3 łyżki posiekanego szczypiorku i natki pietruszki lub innych ulubionych ziół

po łyżce dobrego oleju na talerz

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy. Posypujemy pokruszonym twarogiem, zieleniną, na koniec polewamy ulubionym olejem tłoczonym na zimno.  Prawda, że to proste i szybkie ? Dodatek oleju tłoczonego na zimno był dla mnie odkryciem, jego smak zmienia zupełnie całe danie , nadaje mu inny wymiar. Prosty makaron z serem staje się niezwykle smaczny.

Przygotowanie tego dania zajmuje nie więcej niż 20 minut, można więc spokojnie zająć się przygotowaniami do Świąt. Pakowanie prezentów zwykle pochłania wiele czasu, można go skrócić wykorzystując gotowe papierowe torby, na przykład takie, jakie możemy znależć na ecobagnetwork.eu . Możemy też spokojnie przystąpić do dalszych kulinarnych czynności, ja będę lepić z córką pierogi.

Smacznego !

 

Jak smakuje Podlasie – kulinarna podróż

podlasie

Podlasie to region Polski, w którym jeszcze nigdy nie byłam. Z wielką przyjemnością przyjęłam zaproszenie od Huberta Gonery z Landbrand na podróż studyjną by poznać smaki tych ciekawych miejsc. Trochę je już znałam, bo któż nie słyszał o serach korycińskich czy kartaczach . Teraz jednak powstaje projekt szlaku kulinarnego łączącego poznawanie przyrody i architektury Podlasia ze smakowaniem tego, co w tym regionie jest najlepsze. Zostaliśmy tam zaproszeni przez Marszałka województwa podlaskiego, którego przedstawicielka powitała nas na miejscu :

Gościło nas Białowieskie Sioło, urocze miejsce z ciekawą historią i pięknymi drewnianymi domkami, ktore powstały z pasji Gospodarza do budowania i gromadzenia regionalnych pamiątek .

podlasie

Spotkaliśmy się tam ( grupa blogerów i dziennikarzy z Gdańska, Warszawy i Poznania) z lokalnymi wytwórcami, którzy z właściwą ludziom Podlasia gościnnością częstowali nas swoimi wyrobami. Kiszonki państwa Sienkiewiczów zainteresowały mnie bardzo, bo to i moje hobby – kwas burakowy był doskonały , kapusta kiszona w całości rewelacyjna a ogórki przypominały smakiem te, które sama robię . Ekologiczne warzywa w słoiczkach p. Rydzewskich też świetnie smakowały.

Na początku spróbowaliśmy lokalnego wina produkowanego z miodu,z Miodosytni podlaskiej Dawida Olesiuka, robionego z  dodatkiem trawy żubrowej.

 

 

Ja uwielbiam sery, więc z wielką przyjemnością spróbowałam zarówno tych korycińskich od p. Bielec, jak i tych z Wiżajn.

Lokalne wędliny z masarni Protasiewicz, Kolinek i Leśnego Dworku nie ustępowały jakościom serom :

Na przygranicznych terenach Podlasia, „początku Polski” jada się sporo baraniny i jagnięciny, miałam więc nieco doświadczeń do wymiany z warsztatów z moich rodzimych terenów i z przyjemnością rozmawiałam o tym z ich wytwórcą z agroturystyki „Na końcu świata „.

Każdy z wytwórców opowiadał z pasją o swojej pracy i jej efektach, oczywiście wszystkiego próbowaliśmy i wymienialiśmy wrażenia. Serom, wędlinom , kiszonkom i przetworom warzywnym towarzyszyły pyszne chleby  a także doskonałe lokalne oleje :

 

Oczywiście blogerzy nie tylko degustują, podczas warsztatów kulinarnych prowadzonych przez „ambasadorkę ” smaków Podlasia Joasię Jakubiuk robiliśmy pierogi i kartacze. Joasię poznałam dwa tygodnie wcześniej w Toruniu podczas Święta Katarzynek i żadna z nas nie myślała o tym, że się tak szybko spotkamy 🙂

Asia jest nazywana królową pierogów, pokazała nam swoje ciasto ( tylko mąka, sól i letnia woda) i kilka farszów z wykorzystaniem lokalnych darów natury, wędzonej ryby, śliwek, ziemniaków z serem i pokrzywą i trochę z mięsem , takim jak do kartaczy.

Ja kartacze znałam i robiłam, teraz więc z ochotą poznałam nieco inny rodzaj ciasta a i farsz z grzybów i kiszonej kapusty był bardzo ciekawy .

Ze słodkości lokalnych poznaliśmy ciasto marcinek, nie mające nic wspólnego z poznańskimi rogalami. To blaty kruchego ciasta poprzekładane bitą śmietaną, słodką i kwaśną. Po kilku ( nastu) godzinach jest doskonały , dobrze się kroi i ciekawie smakuje .

Wieczorem czekała nas uczta z tego, co ugotowaliśmy i lokalnych przysmaków. Pan Sergiusz, gospodarz Białostockiego Sioła poczęstował nas mięsną kiszką ( wypasiona wersja ziemniaczanej) i opowiadał z pasją o historii miejsca, w którym nas gościł.  Przy przysmakach i napitkach ( domowe nalewki i żubrówka, a jakże ) integrowaliśmy się z gospodarzami regionu .

 

Dostaliśmy na drogę liczne podarunki z lokalnych produktów, u mnie część będzie ozdobą świątecznego stołu. Przyprawy , herbatki i słoiczki od darów Natury i Ziołowego Zakątka na pewno też się przydadzą.

Nocowaliśmy w wygodnych, stylowych  pokojach drewnianych domków Białostockiego Sioła , nazajutrz po śniadaniu z miejscowych przysmaków pojechaliśmy do Dworu Batrnika na zaproszenie jego gospodarzy . Tam po wysłuchaniu kolejnych historii obejrzeliśmy pałacowe niemal wnętrza i niezwykłe zbiory powiązane z pasją gospodarza, pszczelarstwem. Było tam wszystko z motywem pszczół, zdjęć zrobiłam wiele, dodam to, które spodobało mi się najbardziej 🙂

 

Dwór mieści się w Narewce, w pobliżu jedliśmy obiad w Bojarskim Dworze o ciekawym wystroju :

 

Tu próbowalismy dziczyzny, gulaszu z jelenia , babki ziemniaczanej i pysznego pasztetu , na deser był sękacz , którego smak został w pamięci na długo. Dostaliśmy kolejne podarunki od Starostwa Hajnówka, którego przedstawicielki ciekawie opowiadały o walorach turystycznych tego powiatu.

 

Ja zostałam do następnego dnia w Białymstoku, w gościnie u znajomego blogera i przy okazji zobaczyłam to miasto, które widziałam po raz pierwszy.

Podlasie jest niezwykle uroczym regionem, pełnym pysznych smaków . Mam nadzieję, że kulinarno-turystyczny szlak będzie odwiedzało wielu turystów, warto poznać zarówno region jak i jego gościnnych mieszkańców.

Udziec indyka duszony w winie

udziec indyka
udziec indyka

Dawno nie pokazywałam na blogu mięsa, co nie znaczy, że go nie jadam. Często robię to, co juz było , czasem jest tak dobre, że nie mam czasu zrobić zdjęć, bo wszyscy pałaszują od razu. Ten udziec indyka duszony w winie, czerwonym oczywiście zrobiłam na poprzednią niedzielę, kiedy miałam wszystkie dzieci w domu. Dla Weganki były pieczone warzywa, reszta rodzinki zajadała się indyczym mięsem przyrządzonym w aromatycznym sosie.

Najpierw zamarynowałam cały udziec w sosie sojowym z dodatkiem przypraw , pasował mi do tego imbir i cynamon a także słodka papryka i pieprz młotkowany z kolendrą. To mięso lubi słodkie smaki, a miałam właśnie ugotowany sok z jabłek , gruszek i pigwy, więc dodałam go również do marynaty. Podlewałam nie tylko winem, miałam jak często w niedzielę rosół i on też dodał smaku sosowi i mięsu.

UDZIEC INDYKA DUSZONY W CZERWONYM WINIE

spory udziec indyka ( miałam taki prawie kilogramowy)

2 łyżki jasnego sosu sojowego

imbir, cynamon, pieprz młotkowany z kolendrą, słodka papryka

1/2 szklanki czerwonego wina

szklanka rosołu

3 łyżki soku  jabłkowego z pigwą i gruszką

olej do smażenia

Mięso nacieramy przyprawami, sokiem  i sosem sojowym ( już go nie soliłam ) , odkładamy do lodówki na kilkadziesiąt minut.

Podsmażamy je potem na oleju na brązowo z każdej strony , podlewamy winem i dusimy pod przykryciem, dolewając rosołu a potem wody, jak sos odparuje. Dusimy powoli , na niedużej mocy palnika. Jak już mięso będzie miękkie , redukujemy sos.

Podajemy z ziemniakami, ryżem lub kaszą i surówką sezonową.

Tak przyrządzony udziec indyka jest pyszny i aromatyczny. Łatwo kroi się w plastry , sos słodkawy od marynaty i ostry od przypraw dodatkowo dodaje atrakcji.  Polecam nie tylko na specjalne okazje .

Smacznego !

 

 

Krem warzywny z dynią i suszonymi pomidorami

krem warzywny z dynią
krem warzywny z dynią

Sezon na dynię w pełni, jesienią bez zupy z jej udziałem nie może się obejść. Tym razem wymyśliłam krem warzywny z dynią na bazie włoszczyzny jak do rosołu. Suszone pomidory to jeden z aromatycznych jesiennych dodatków, które bardzo lubię i pasował mi do takiego dania bardzo. Jeśli weźmiemy pomidory z zalewy , to może być baza dla zupy wegańskiej, bo oliwa z zalewy uzupełnia świetnie smak warzyw bez wywaru mięsnego. Ja tym razem miałam ochotę  na konkretne smaki, ugotowałam więc zupę na kawałku wędzonego boczku i zmiksowałam go z warzywami. Wyszedł pyszny, rozgrzewający i sycący krem, który w dowolnej ilości ( np. drugi talerz na drugie danie) wystarczy na obiad, zwłaszcza w towarzystwie grzanek. Smakiem się nieco różnił od kremu z dynią pieczoną, który kiedyś pokazywałam na blogu.

KREM WARZYWNY Z DYNIĄ I SUSZONYMI POMIDORAMI

ok. 1/2 kg pokrojonej  dyni bez skóry

2 – 3  marchewki

duża pietruszka, mały seler

jasna część pora

5-6 suszonych pomidorów 

10-15 dkg wędzonego boczku ( opcjonalnie)

sól, pieprz, papryka słodka, szczypta kurkumy, liść laurowy, ziele angielskie

Pokrojoną dynię  wkładamy do garnka, zalewamy wodą ( ile chcemy, od tego zależy gęstość kremu ) , dodajemy boczek, obrane i pokrojone warzywa, sól, ziele angielskie i liść laurowy, suszone pomidory.  Gotujemy do miękkości warzyw i mięsa , po wyjęciu liścia laurowego i kulek ziela doprawiamy pieprzem, papryką, kurkumą i miksujemy na krem.

Zupa jest pyszna, sycąca i aromatyczna. Można do niej zrobić grzanki z chleba, czosnkowe lub zwykłe i wtedy może być kompletnym posiłkiem.

Dynia to bardzo wdzięczny temat nie tylko na zupy . Jest jednym z nieodłącznych elementów jesieni , ozdobą jesiennych targowisk i jarmarków. Jest ich coraz więcej, w sezonie przedświątecznym budowa hal sprzedażowych w coraz nowych miejscach to częste zjawisko. Wśród jesiennych warzyw dynia jest królową , mam jeszcze w zasobach kilka przepisów z jej wykorzystaniem i niedługo je pokażę.

Smacznego !

Pierś kurczaka w gyrosie pieczona w całości

pierś kurczaka w gyrosie
pierś kurczaka w gyrosie

Sposobów na podanie kurczaka jest wiele, są też zwolennicy jego części, tacy, co  wolą tylne części a inni przednie. Pierś kurczaka w gyrosie to coś dla amatorów tego drugiego. Nie jest łatwo przyrządzić tę część tak, by była soczysta , ja postarałam się najpierw zamknąć jej smaki obsmażając przyprawione mięso a potem piekłam je w niskiej temperaturze. Miałam całą, podwójną pierś kurczaka ważącego około 1, 700 ( dla mnie to najlepszy rozmiar, nie za duży, nie za mały), wraz z kością – stanowiła jedną zwartą całość , co ułatwiało sposób pieczenia .

PIERŚ KURCZAKA W GYROSIE PIECZONA W CAŁOŚCI

spora, podwójna pierś kurczaka z kością, bez skóry, najlepiej zagrodowego

sól, przyprawa do gyrosa

oliwa, bulion lub rosół do podlewania

trochę słodkiej papryki w proszku

olej do smażenia lub tłuszcz z kurczaka

Do przyprawy gyros dodałam nieco słodkiej papryki, bo takie są preferencje smakowe moich dzieci. Umytą pierś kurczaka natarłam solą , oliwą i przyprawą gyros z dodatkiem paparyki. włożyłam do lodówki na godzinę, by się zamarynowała.

Na patelni stopiłam nieco tłuszczu z kurczaka ( pierś miałam nie kupioną osobno, lecz wykrojoną z całego, zagrodowego ptaka) , dodałam nieco oleju i obsmażyłam mięso na rumiano a nawet lekko brązowo, z kazdej strony.

Przełożyłam do odpowiedniego naczynia i włożyłam do piekarnika na 140 C. Piekłam podlewając rosołem a potem wytworzonym sosem około godziny. Jak widelec wchodzący w mięso nie stawia oporu a wydobyty z piersi płyn jest przezroczysty, to znaczy, że mięso jest już upieczone.

Po wyjęciu z piekarnika pozwoliłam mięsu odpocząć , by soki w nim krążące nie wyciekły podczas krojenia. Potem odkroiłam mięso od kości i pokroiłam na grube plastry. Smakowało doskonale do ryżu , polanego sosem z pieczenia i surówki z sezonowych warzyw.  Mięso tak upieczone zachowało swoją soczystość , przyprawy nadały mu ciekawy smak i kolor.

Do pieczenia mięsa w piekarniku wykorzystałam nową brytfannę , a obsmażyłam je na patelni , którą jest jej pokrywka. To bardzo przydatne urządzenie, wprawdzie nie wymaga takiej dokładności i precyzji jak wyroby stalowe z mettec.com.pl , ale ma dużo zalet.

Smacznego !

 

Cukiniowe wstążki z papryką w sosie kurkowym

cukiniowe wstążki w sosie kurkowym
cukiniowe wstążki w sosie kurkowym

Podczas wizyty Rodzinki dostałam trochę grzybów nazbieranych podczas spaceru w lesie. Wśród nich było nieco kurek i postanowiłam potraktowa je w specjalny sposób. Zrobiłam z nich sos z dodatkiem sera, a polałam nim nietypowy makaron – wstążki z cukinii i papryki.  Cukiniowy makaron pokazywałam już na blogu kilka razy, najbardziej smakował mi z sosem bolońskim, jak do spaghetti. Paprykowe wstążki też już kiedyś robiłam. Natomiast sos kurkowy z serem to był mój eksperyment.

CUKINIOWE WSTĄŻKI Z PAPRYKĄ W SOSIE KURKOWYM

średnia cukinia

czerwona i zielona papryka

kubek kurek

1/2 szklanki nieukwaszonej śmietany

kawałek mozzarelli i serka pleśniowego lub innego o wyrazistym smaku

oliwa, masło

sól, biały pieprz

świeża bazylia, oregano i natka pietruszki

Cukinię kroimy obieraczką na wstążki , paprykę na średniej grubości paski i podsmażamy na oliwie. Solimy.

Oczyszczone kurki smazymy na maśle, aż zmiękną. Dodajemy śmietanę i kawałki serów, grzejemy mieszajac, aż się rozpuszczą. Doprawiamy solą i białym pieprzem.

Układamy dekoracyjnie na talerzu wstążki z cukinii i papryki, polewamy ciepłym sosem kurkowo-serowym. Dorzucamy świeże zioła.

Sos kurkowo-serowy pasuje do delikatnej cukinii i wyrazistej papryki, całość to pyszne danie na koniec lata i początek jesieni.

Smacznego !

 

Latem w ogrodzie

 

Latem większość naszego życia rodzinnego i towarzystkiego dzieje się w ogrodzie. Jeśli tylko pogoda pozwala wyciągamy ogrodowe meble i spożywamy posiłki przy stole, ciesząc się świeżym powietrzem i starając się spędzić na dworze jak najwięcej czasu.

Mamy do tego wydzielone specjalne miejsce, odgrodzone od reszty ogrodu drewnianą  pergolą. To daje poczucie swobody i pozwala nam spokojnie rozmawiać w odgrodzeniu od ulicy i jej, wprawdzie umiarkowanego, ale ruchu.  Możemy np. świętować 10 urodziny naszego kota ( zdjęcie powyżej , jedząc sernik i nie narażając się na ciekawskie spojrzenia.

Gdy jestem zmęczona, to rozkładam sobie leżak i czytam na nim lub słucham muzyki czy ” ogarniam internety” :

 

Najgorętsze, upalne dni to domena ogrodowego basenu . Czasem siedzę na krześle mocząc tylko nogi i pijąc zimną kawę a czasem wchodzę i chlapię się cała, bo basen jest na tyle duży, że nawet mnie mieści 🙂

 

Do życia towarzystkiego i kulinarnego w ogrodzie dołączają się nasze koty , z ciekawością zagladając, co też dobrego fotografuję 🙂

I tylko one najchętniej rozkładają się na trawie, dla „ich człowieków” przydadzą się jakieś fajne meble ogrodowe. Teraz, pod koniec lata można czasem skorzystać z dobrych cen i uzupełnić sobie meble czy inne ogrodowe akcesoria, na przykład z homegarden.com.pl

Prócz mebli można tam znaleźć inne elementy wyposażenia ogrodu, jak parasole, tunele foliowe czy też cos dla rozrywki dla dzieci, jak np trampoliny czy małe place zabaw a także poszukac inspiracji do ogrodowych party.

W tak ciekawie urządzonych kącikach przyjemnie bedzie zajadać letnie obiady , jak np takie spaghetti z bobem i klopsikami :

dav

Makaron sepiowy z krewetkami i cukinią

makaron sepiowy z krewetkami
makaron sepiowy z krewetkami

Kiedy kupiłam czarny  makaron sepiowy,  od razu jako dodatek do niego nasunęły mi się krewetki. Kontrast koloru i delikatny smak, wszystko pasowało. Miałam akurat świeżo zapeklowaną i ugotowaną pierś z kurczaka , pasującą smakowo a że lubię łączyć smaki mięsa i ryb czy owoców morza to wykorzystałam ją też. Z warzyw pasowała mi młoda cukinia z ogrodu, mam też na grządce sporo naciowej pietruszki i nieco kolendry, która rozsiała mi się sama w ubiegłym roku , makaron sepiowy z krewetkami został więc nimi wzbogacony. Czosnek podsmażony chwilę na oliwie dopełnił smaku. Powstało pyszne danie , smakujące nawet w upalne letnie dni.

MAKARON SEPIOWY Z KREWETKAMI, CUKINIĄ I KURCZAKIEM

opakowanie sepiowego makaronu ( miałam tagiatelle )

200 g krewetek koktajlowych

150 g piersi kurczaka ( gotowany, pieczony, ja miałam peklowany)

młoda cukinia

oliwa

2-3 ząbki czosnku

natka pietruszki i kolendry, opcjonalnie koperek

sól, pieprz . papryka słodka i chili

Makaron gotujemy według przepisu na opakowaniu. Cukinię kroimy w plastry grubości ok. pół centymetra, solimy i osuszamy po kilkunastu minutach papierowym ręcznikiem z wody, którą puściła. Kładziemy na grilla lub patelnię grillową na kilka minut z każdej strony. Ugrillowane plastry kroimy na mniejsze części.

Na patelni z rozgrzaną oliwą podsmażamy króciutko krewetki w towarzystwie pokrojonych w plasterki ząbków czosnku , dorzucamy zieleninę i kawałki ugotowanego lub upieczonego kurczaka. Doprawiamy solą, pieprzem z młynka, papryką słodką i szczyptą chili.

Makaron rozkładamy na talerzach, mieszamy z krewetkami  i dodatkami wraz z oliwą, na której się smażyły, dorzucamy grillowaną cukinię i nieco świeżej zieleniny.

Smakuje to wszystko razem rewelacyjnie, zdaniem rodziny to jedno z najlepszych dań na bazie makaronu, które zrobiłam. Lubię wynalazki kuchenne typu czarny sepiowy makaron. Nowoczesna technika bardzo ułatwia nam życie, usprawnia porozumiewanie się na odległość, sporo na ten temat mozna znaleźć w ofercie interlab.pl .

Podobno makaron sepiowy mozna zrobić też domowym sposobem kupując sam surowiec. Muszę kiedyś spróbowac to zrobić i wymyslić jakieś ciekawe dodatki .

Smacznego !

 

 

Chłodnik z kiszonej botwinki na maślance

chłodnik z kiszonej botwinki
chłodnik z kiszonej botwinki

Nie mogłam się doczekać, kiedy zrobię chłodnik z kiszonej botwinki, jak tylko spróbowałam jej gotowej ze słoiczka, od razu nasunął mi się ten pomysł. Pogoda nas jednak nie rozpieszczała, dopiero dwa dni temu zrobiło się na tyle gorąco, że chłodnik był odpowiedni na obiad. Specjalnie zakisiłam botwinkę z marchewką, by była odpowiednia do zupy, ale szkoda mi jej było gotować. Na surowo, ukiszona w słoiczku z koperkiem, czosnkiem i aromatycznymi liśćmi smakowała rewelacyjnie a sok z niej to kwas burakowy o wyjątkowym smaku i aromacie.

Chłodnik zrobiłam na bazie maślanki wymieszanej z jogurtem, ale można spokojnie wykorzystać każdy produkt mleczny, kefir czy też zsiadłe mleko. Dodałam świeży zielony ogórek i natkę kopru i prawie niczego więcej nie było trzeba. Sypnęłam tylko małą szczyptę cukru dla złamania kwaśniego smaku i to wystarczyło . Smak – jak to mówią teraz- sztos lub petarda 🙂

CHŁODNIK Z KISZONEJ BOTWINKI

kubek kiszonej botwinki ze słoika

2 szklanki maślanki i szklanka jogurtu

2-3 łyżki soku z kiszonej botwinki

zielony ogórek

2 łyżki posiekanej natki koperku

szczypta cukru, ew. nieco pieprzu ziołowego lub czubrycy

Botwinka była w słoiczku pokrojona, buraczki i dodatkowa marchewka w cienkie plastry, ja je rozdrobniłam na połówki, by było je łatwiej schrupać,  bo nie są zupełnie miękkie po tygodniu kiszenia. Dodałam pokrojony na kawałki zielony ogórek.

Wymieszałam za pomocą trzepaczki maślankę z jogurtem, dodałam pokrojoną botwinkę , sok z niej i ogórek, sypnęłam szczyptę cukru i wymieszałam raz jeszcze wszystko razem.

Koperkiem posypałam już na talerzach. Smakowało rewelacyjnie w gorący dzień, ale myślę, że taki chłodnik będzie dobry na każdy dzień lata, nie tylko ten upalny. Botwinka ukisiła się na chrupiąco, kwaskowy smak jest orzeźwiający, świeży ogórek i koperek dodają świeżości, w połączeniu z maślanką czy jogurtem wszystko daje ciekawy efekt .

Wprawdzie w tym roku mam mniej owoców w ogrodzie , ale i tak mam sporo pracy przy przetworach owocowo-warzywnych. Czas mnie goni, nie zawsze widzę ile go mi jeszcze zostało. Może nowy czasomierz mi w tym pomoże, widziałam ciekawe zegarki casio , na razie to, która godzina sprawdzam tylko na telefonie, który nie zawsze jest pod ręką.

O, pora wracać do ogrodu, bo sypią się maliny. Jest gorąco, może na obiad powtórzę chłodnik z kiszonej botwinki, albo  zrobię  z niej jakąś fają sałatkę.

Smacznego !

Dietetyczne pulpety z cukinią

dietetyczne pulpety z cukinią
dietetyczne pulpety z cukinią

Warzywa, owoce  i zioła, które mam teraz do dyspozycji w ogrodzie zmobilizowały mnie do mniej kalorycznego jedzenia. Łączę to z piciem dużej ilości wody smakowej na bazie ziół i owoców, bez cukru. Kiedy wyrosło  mi pierwsze  spore warzywo , od razu pomyślałam, by je wykorzystać jako niskokaloryczny dodatek do mielonych i zrobiłam dietetyczne pulpety z cukinią . Doprawiłam je duża ilością ziół, też z grządki. By było jeszcze bardziej dietetycznie, zrobiłam je z mięsa indyka i udusiłam  w warzywnym bulionie . Wyszły bardzo smaczne, cukinia doskonale spełniła rolę wypełniacza.

DIETETYCZNE PULPETY Z CUKINIĄ

30 dkg chudego mięsa mielonego

1/2 średniej cukinii

sól, pieprz czarny i ziołowy

świeże oregano, koperek i natka pietruszki

białko jajka

troszkę oleju do podsmażenia

bulion do podlania

Cukinię bez części z nasionami starłam na tarce o grubych oczkach, posoliłam. Po 15 minutach odcedziłam, wymieszałam z mięsem i posiekanymi ziołami. Doprawiłam solą i pieprzem, wymieszałam z jajkiem i wyrobiłam masę mięsną. Uformowałam pulpety średniej wielkości, podsmażyłam chwilę na oleju i , podlałam bulionem i dusiłam pod przykryciem kilka minut, przewracając na drugą stronę.

Dietetyczne pulpety z cukinią zjadłam z kaszą orkiszową i surówką z pomidora i małosolnych ogórków. Takie  klopsiki są smaczne i zdrowe.

Zdrowe odżywianie jest ważne w każdym wieku, dla seniorów szczególnie w takich miejscach, jak np. domyopiekiolimp.pl . Dodatek warzyw do klasycznych nawet dań zawsze korzystnie na nie wpływa.

Sezon warzywny w pełni, niskokaloryczne dania będą gościć u mnie na blogu częściej.

Smacznego !