Archiwa kategorii: kulinarne koty

Kulinarne koty – Emi i Witek Natalii z Kulinarnych podróży

Kot nat8

 

Natalię z bloga Kulinarne podróże poznałam …dzięki temu cyklowi 🙂 Zauważyła „koci wpis” z Maciusiem Majany i zapragnęła przedstawić swoje koty na moim blogu ! Bardzo mi miło, że poznałam kolejną zakręconą kulinarną blogerkę i mam nadzieję , że spotkamy się kiedyś na jakimś blogerskim spotkaniu.

 

Kot nat1

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?

Dom bez zwierząt jest pusty, cichy, nikt na Ciebie nie czeka, nikt z rana nie trąca noskiem, ‚wstawaj’! Jako dziecko miałam pieska, mój chłopak zawsze miał w domu koty. Stwierdziliśmy, że już dość czasu mieszkamy sami i padło na adopcję kotów. Od początku chcieliśmy kocie rodzeństwo, co dwa koty to nie jeden 🙂
Teraz, gdy są już u nas dobrze ponad dwa lata, wydaję się nie pamiętać, jak było ‚przedtem’, bez nich! Kocham je miłością absolutną! 🙂

Kot nat4

 

Co w nich lubisz najbardziej?

Kocham wszystko! Każdy ma zupełnie inny charakter, ich wzajemna interakcja jest naprawdę fascynująca. Uwielbiam jak razem coś robią, coś knują, zastanawiam się tylko co się w tych kocich główkach dzieje. Taki ‚koci gang’. I Emi i Witek to masakryczne pieszczochy, nigdy nie mają dość, można robić z nimi wszystko. Sporo też psocą, czasem walczą aż leje się krew (dosłownie!), a potem śpią jeden na drugim, zwinięte w jeden koci kłębek.
Emi codziennie śpi ze mną, nosek w nosek. Ten moment, kiedy zasypiam i budzę się wtulona w jej ciepłe, pachnące futerko, jest niezmiennie najpiękniejszy.

kotnat2
Co jadają Twoje koty?

Mięso! Jak to prawdziwi mięsożercy 🙂 Dostają świeżego kurczaka, najczęściej całe skrzydełko lub podudzie. Mamy wtedy w domu sceny jak z ‚national geographic’, każdy przeciąga swoją zdobycz w swoje ulubione miejsce i słuchać tylko trzask łamanych kości 🙂 Jedzą też serduszka z kurczaka, czasem żołądek, kawałek indyka. Witek lubi wołowinę, Emila obsesyjnie wylizuje noże z masła i talerzyki z oliwy.
Oba podkradają starty parmezan i wylizują skrupulatnie opakowanie po serku wiejskim.
Dla zainteresowanych kwestiami żywienia kotów, odsyłam do mojego artykułu – klik

 

kotnat3

Koty w kuchni

To przecież ich ulubione miejsce! 🙂 Wchodzą dosłownie wszędzie, i jak były małe mieliśmy z tym problem. Z anielską wręcz cierpliwością przygotowywałam posiłki ściągając naprzemiennie z blatu raz jednego raz drugiego malucha. Teraz jest już znacznie lepiej, wystarczy ściągnąć raz 🙂 Siedzą w kuchni zawsze jak coś gotuję, zaglądają do misek i garnków. Absolutnie nie mogę zostawiać nic na wierzchu – są w stanie otworzyć i zjeść naprawdę wszystko np. Emi jest w stanie zeskoczyć ze stołu z … 0,5 kg torebką cukru pudru w zębach, z czystej kociej ciekawości chce zobaczyć co tam też w środku jest 🙂 Emila często siedzi w zlewie, sprawdzając czy nie uchowała się czasem gdzieś kropelka oliwy, Witek ochoczo wkłada łapki do torebki z mąką, cukrem… Trzeba chować naprawdę wszystko!
Emi i Wituś uwielbiają też kulinarne sesje zdjęciowe – chcą być na każdym ujęciu! Czasem muszę się nieźle nagimnastykować chcąc mieć kadr bez kota 🙂

Kot nat7
Najzabawniejsza historia

Wiele takich. Często, patrząc na nie, płaczemy ze śmiechu 😀
Zabawnie było, gdy jako maluchy, dorwały karton mleka, który nieopatrznie zostawiałam na 5 minut, pijąc kawę w innym pokoju. Po chwili tknęło mnie – jest za cicho, gdzie dzieci?! Wchodzę do kuchni, a tam armagedon. Karton przewrócony, podziurkowany ząbkami, i ze stołu na podłogę płynie w o d o s p a d mleka. W tym wodospadzie koty, okrągłe z przepicia jak dwie małe kulki… Masakra. Witek siedział i ulewało mu się górą… Nie muszę chyba opowiadać co potem działo się w kuwecie.
Żeby było zabawniej, ciąg dalszy historii nastąpił już kolejnego dnia. Tym razem odkręciły sobie butelkę z oliwą z oliwek 🙂 Całe koty i całe mieszkanie w oliwie 🙂 Od tego czasu zaczęłam doceniać ich spryt. Chowam wszystko.
Mówiłam już, że kocham moje koty?

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

Kot nat5

Moje Wypieki gościnnie w cyklu Kulinarne koty – Króliczki Fluffy i Lucky

fluffy2

Autorki dzisiejszych zwierzeń na temat swoich pupili nie muszę chyba nikomu przedstawiać. Swój kultowy blog Moje Wypieki  Dorotka prowadzi od 9 lat !  Podziwiam ją za nieustanne kreatywne pomysły na ciasta , które są źródłem inspiracji wielu blogerów kulinarnych.

Nie znamy się osobiście, bo Dorotka mieszka w Walii, ale spotykamy się w sieci , czasem podczas dyskusji na tematy blogowe lub kulinarne . Gdy zapytałam blogerki o chęć udziału w moim kocim cyklu, Dorotka zażartowała, że przedstawi swoje króliczki . Obiecałam jej miejsce na Prima Aprilis, ale teraz pomyślałam, że króliczki to dobry temat na Walentynki , oddaję więc głos autorce Moich Wypieków 🙂

Jak króliki pojawiły się w Twoim życiu?

Mamy dwa króliczki. To króliczki dziewczynek. Fluffy jest Wiktorii a Lucky – Poli.

Fluffy (koloru kawa z mlekiem i bardziej włochaty Lionhead) jest starszy. Kupiliśmy go 3 lata temu razem z innym króliczkiem, który niestety zachorował i zostawił Fluffy samego.

Wtedy dołączył do nas Lucky (English Spot Rabbit), został adoptowany.
Na początku Fluffy nie był do niego przyjaźnie nastawiony lecz po 4 miesiącach przyzwyczajania ich do siebie i wzajemnego obwąchiwania się przez kratę zaakceptował nowego towarzysza. Teraz są ‘bestbuddies’ – nawzajem czyszczą sobie futerka i liżą uszy 🙂

 

młody fluffyjpg

Króliczki mieszkają na zewnątrz, mają przestronną drewnianą klatkę i odpowiedni wybieg na trawie. Kochają świeże powietrze i niezależność. Zimy i lata w Walii są bardzo łagodne, co im służy i dzięki temu są bliżej natury. Zimą średnie temperatury oscylują w granicach 5-10 stopni a latem słupek rtęci rzadko przekracza 22 stopnie (choć ostatnie lato było bardzo gorące!). Na zimę ich futerko nieco się zmienia, jest grubsze i ciemniejsze. Nie lubią przychodzić do mieszkania, jest dla nich zbyt ciepło. Leżą wtedy na chłodnej podłodze gdzieś obok okna i stęsknionym wzrokiem zerkają w kierunku trawy 😉

Fluffy jest bossem, jest też starszy od Luckiego, i on zdecydowanie ‘rządzi’.

Lucky1

 

Co w nich lubisz najbardziej?

Wszystko. Zanim mieliśmy króliczki nie wiedziałam, że to takie czyste zwierzątka. Co się na nie nie spojrzy to siedzą i się myją! Są puszyste, towarzyskie, pięknie pachną. Poznają męża, który codziennie wieczorem zamyka je do klatki, na słowa ‘hop, hop’ po prostu do niej wskakują. U nas w okolicy żyje sporo lisów, więc klatka na noc jest ze względów bezpieczeństwa.

Uwielbiam patrzeć, gdy wygrzewają się na słoneczku. Kiedy na teren ich ogrodzenia wchodzą ciepłe promienie słońca rozkładają się na całą długość na ziemi i grzeją 🙂 Wygląda to rozkosznie, są wtedy bardzo zrelaksowane.

Lubię, kiedy się wzajemnie gonią (choć najczęściej Fluffy biega za Lucky 😉 lub kiedy latem otwieramy im ogrodzenie i mogą biegać po całym ogródku. Jak są szczęśliwe wtedy bardzo wysoko podskakują, biegają szybko i susami, nie sposób je dogonić!
Lucky jest bardziej nieśmiałym króliczkiem, jeszcze nie do końca nam ufa. Jak został adoptowany był mocno wystraszony, słaby i lekko niedożywiony. Ważne, że we Fluffiku znalazł sobie przyjaciela. Okna z mojej kuchni wychodzą na ogródek, więc obserwuję, jak siedzą obok siebie, ucho w ucho, ogonek w ogonek, większy i włochaty Fluffy i mniejszy Lucky. To takie słodkie!

fluffy3

 

Co jadają Twoje króliki?

Siano i sucha karma dla królików to podstawa ich pokarmu. Skubią świeżą trawę, dlatego raz w tygodniu przenosimy ich ogrodzenie w inne miejsce. To żywe kosiarki ;-). Kiedy na wiosnę do ‘koszenia’ trawy dołączają świnki morskie, mąż ma mniej pracy ;-). Ponadto karmimy je świeżymi warzywami i owocami (od czasu do czasu).
Uwielbiają świeżą kukurydzę, jabłka, brokuły, gruszki i morele. Lubią marchew, kapustę, seler naciowy.
Kochają obgryzać korę gałęzi, co jest zarazem zdrowe dla ich zębów, muszą je ścierać. Lubią jeść suche liście z drzew 🙂

Króliki w kuchni

Króliki nie wchodzą do kuchni, rzadko w ogóle bywają w domu, najlepiej czują się na świeżym powietrzu.

Śmieszna historia z ich udziałem

Króliczki mieszkają w ogrodzie, a wiadomo, naturą królików jest kopanie, co lubią robić często i z zapałem ;-). Już nieraz przekopały się pod ogrodzeniem. Zabawna historia z ich udziałem to jedna z takich ucieczek, kiedy Wiki siedziała sobie w drugiej części domu i kątem oka zauważyła, że jakieś zwierzę pomyka po ogródku – to był oczywiście Fluffy, zwiedzający podwórko  🙂

Nieraz kopią na zmianę, np. Lucky kopie, a Fluffy go ‘kryje’ i udaje, że nic się takiego nie dzieje ważnego, a z boku wygląda to dość zabawnie 🙂 Zawsze są jednak tak rozkoszne, że patrząc na nie, nie można się nie uśmiechnąć 🙂

Dziękuję za rozmowę 🙂

fluffy1

Kulinarne koty – Maciuś z Majanowego pieczenia

maciuś 11

 

Autorki bloga Majanowe pieczenie chyba nie muszę nikomu przedstawiać 🙂  Majana bloguje „od zawsze „, znam ją z kontaktów w sieci od początków Durszlaka. Jej pyszny blog pełen słodkości przyciąga uwagę nie tylko wypiekami, ale też ciepłą atmosferą, która udziela się czytelnikom . Mam nadzieję, że kiedyś wreszcie poznamy się ” na żywo ” 🙂

Jak kot pojawił się w Twoim życiu ?
Odkąd pamiętam w domu rodzinnym zawsze były zwierzęta. Mieliśmy obowiązkowo kota, gdyż moja mama jest również kociarą. Były psy, a także papużki faliste. Poprzedniego kota (również Maćka) przytargałam z liceum od pana Woźnego. Kot był z nami 10 lat.
Kiedy urodził się mój syn, w tym czasie kotów w domu nie było. Przez ostatnie 7 lat towarzyszyła nam świnka morska, a kiedy odeszła postanowiłam, że muszę mieć kota. Okazja nadarzyła się, gdy koleżance ze studiów okociła się kotka. Dostałam więc mojego pasiastego, wymarzonego Maciusia, który w tej chwili ma około 10 miesięcy. Muszę dodać, że dla mnie koty to Maciusie, no tak mam i już.

 

maciuś 3

 

Co w nim lubisz najbardziej?
W Maciusiu lubię wszystko, choć są rzeczy , które sprawiają, że się denerwuję , ale taka już kocia natura. Maciuś ma typowy koci charakter. Kiedy chce się przytulić to się przytula, kiedy nie chce ucieka. Lubię miękkość jego sierści i lubię jego paseczki na główce.

 

Maciuś 004

 

Lubię jego spojrzenie i lubię gdy budzi mnie rano dotykając mojego nosa swoim mokrym noskiem. Mimo, że nie zawsze jest „nasze ludzkie rano”, bo potrafi budzić mnie o 3-4 w nocy. Lubię gdy wita mnie, kiedy wracam z pracy i jak ze mną rozmawia swoim kocim „mraaauuu”. Uwielbiam również patrzeć na niego jak śpi zwinięty w kuleczkę aby po chwili wyciągnąć się na całą swoją kocią długość 🙂

 

Maciuś 001

 

Co jada Twój kot?
Mój kot je gotową, kupną kocią karmę – mokrą i suchą. Najbardziej lubi taką z dodatkiem dziczyzny, wołowiny i łososia. Lubi też kocie chrupki, które specjalnie dla niego kupuje i daje mu Pan. Wie dokładnie, w której szafce się znajdują i błagalnym wzrokiem kota ze Shreka potrafi wzbudzić litość, aby tylko je dostać. Prócz tego jako ciekawostkę dodam, że uwielbia jeść sałatę, szpinak oraz orzechy włoskie. Lubi także pić wodę, najchętniej prosto z kranu.

 

maciuś 5
Kot w kuchni
Kot w kuchni jest bardzo często. Nie tylko wtedy gdy chce coś do jedzenia. Kot w kuchni lubi się bawić, wskakiwać na meble kiedy coś przygotowuję. Musi koniecznie widzieć co robię. Czasami uda mu się skubnąć np. orzecha , gdy je siekam. Nie lubi zapachu cebuli, mruży oczka i ucieka. Maciuś lubi bawić się zakrętkami od butelek, które często wpadają mu pod lodówkę i wtedy sięga po nie łapką, a najlepiej lubi kiedy Pan przyjdzie i wyjmuje mu wszystkie zaginione pod lodówką skarby ;).
Jak wspomniałam lubi patrzeć na wszelkie kuchenne przygotowania, a także po prostu leżeć na podłodze kiedy już wszystko obejrzy .

 

maciuś 010
Najzabawniejsza historia
Maciuś jest bardzo zabawny, ale nie mam póki co konkretnej historii do opowiedzenia. Śmieszne jest to, jak wygląda śpiąc w umywalce w łazience – bardzo to lubi. Śmiesznie bawi się liściem sałaty zanim go zje, nabijając go sobie na pazurki. Potrafi fajnie brać zabawkę w dwie łapki, może długo ganiać za plastikową zakrętką, małą piłeczką. Uwielbia również wszelkie kartony, siatki, torby, w które można się schować, nawet w te najmniejsze i nawet wtedy gdy połowa Maciusia wystaje na zewnątrz 😉
W ogóle jest bardzo pocieszny i kochany.

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

maciuś 6

Kulinarne koty – S’kott Komarki z Every Cake You Bake

1-skot
Agnieszkę zwaną w blogosferze od nazwiska Komarką z Every Cake You Bake  poznałam na żywo na pamiętnym Blog Forum Gdańsk 2011. Znałyśmy się już z sieci i lubiłyśmy a spotkanie w realu tylko to potwierdziło . Przy okazji ku mojej radości dowiedziałam się, że mama Agnieszki lubiła  odwiedzać mój blog ze względu na domową atmosferę przebijającą z niego.
Gdy Komarka zaczęła pokazywać  na FB zdjęcia swojego kota, uroczego Brytyjczyka, zachwyciłam się nim i bardzo kibicowałam jego oswajaniu się z nowym domem. Z przyjemnością przeczytałam, że ma charakter podobny do mojego Nuka – jest towarzyski i gadatliwy 🙂
scot2
Jak kot pojawił się w twoim życiu ?
Pierwszy kot pojawił się w moim życiu około 10 lat temu. W siarczystym mrozie, w styczniu pod drzwiami do klatki swojego bloku, koleżanka znalazła błąkającą się puchatą czarno-białą bidulę, której nie miała sumienia zostawić na zewnątrz. Koleżanka miała już w domu sędziwego kota, który niespecjalnie tolerował towarzystwo i po kilku tygodniach zapadła decyzja, że kicia, nazwana później Milką zostanie u mnie. Nie wiedziałam nic o jej przeszłości ani dokładnym wieku, ale sądząc po brakującej połowie ogonka, nie miała łatwego życia. Przeżyła w moim domu kilka lat, ale niestety zachorowała i odeszła. Była bardzo płochliwa i nieufna i chyba nigdy do końca nie oswoiła się, ale to właśnie dzięki niej odkryłam, że z kotami bliżej mi niż z jakimikolwiek innymi zwierzętami i że to właśnie koty będą towarzyszami mojego życia w przyszłości. Kiedyś na jakiejś wystawie kotów po raz pierwszy zobaczyłam koty brytyjskie – o gęstym, mięciutkim futerku, misiowatej sylwetce, dłużej, okrągłej główce z przyklejonym do niej uśmiechem Kota z Cheshire i zwariowałam na ich punkcie!
3-skot
Musiało minąć trochę czasu po odejściu Milki, zanim znowu byłam gotowa na przyjęcie nowego kociego przyjaciela. Po rozeznaniu w okolicznych hodowlach i wybraniu tej zaufanej, pod koniec lipca ubiegłego roku przywiozłam do domu trzymiesięcznego, liliowego, lekko pręgowanego tygryska, który jak na rodowitego Brytyjczyka przystało, otrzymał brytyjskie imię S’kott 🙂
Co w nim lubisz najbardziej ?

Nie miałam wcześniej do czynienia z kotami brytyjskimi, ale zanim zdecydowałam się na tę rasę, dużo o niej czytałam i już wtedy nie miałam wątpliwości, że to idealny kot do domu. Kiedy Skott pojawił się u mnie, moje przypuszczenia potwierdziły się – nie mogłabym sobie wyobrazić lepszego charakteru dla swojego kociego przyjaciela! Jest bardzo spokojny, choć zawsze skory do zabawy. Uwielbia pieszczoty i głośno się ich domaga, szczególnie po mojej dłuższej nieobecności w domu. Jest bardzo kontaktowy i gadatliwy i na każde zadane zapytanie odpowiada w swoim kocim języku (mam wrażenie, że czasem nawet pyskuje ;)) często wdając się w długie dyskusje 🙂 Towarzyszy mi we wszystkich domowych aktywnościach chodząc krok w krok i obserwując wszystko co robię. Najbardziej lubię jego uśmiechniętą mordkę i to, że zawsze czeka na mnie przy drzwiach, kiedy wracam z pracy.
4-skot

Co jada Twój kot ?

Skott nie skończył jeszcze roku i wciąż jeszcze jada karmę dla młodych kotów – mokrą Animonda Carny, Cosma i Applaws i suchą Royal Canin. Rośnie z niego smakosz, bo uwielbia próbować wszystko co tylko uda mu się ukradkiem przechwycić z deski do krojenia lub talerza 😉 Uwielbia gotowane ziemniaki i buraczki, gotowaną na parze dynię, a także twaróg i inne przetwory mleczne, które dostaje okazjonalnie.
5-skot

Kot w kuchni

… jest zawsze wtedy, kiedy jestem tam ja, czyli bardzo często 🙂 Jako pomocnik kuchenny sprawdza się świetnie, doglądając mieszania w garnku czy zagniatania ciasta. Często muszę hamować jego pomocnicze zapędy, odstawiając kuchenny stołek w bezpiecznej odległości od blatu (jeszcze nie jest w stanie sam wskoczyć na blat bezpośrednio z podłogi) – wtedy stamtąd lub ze śniadaniowego stolika, troszkę obrażony, nadzoruje pracę. Kulinarne sesje zdjęciowe czasem trwają dwa razy dłużej niż bym sobie tego życzyła, przez nieustanne zdejmowanie kota sprzed obiektywu 🙂
6-skot

Najzabawniejsza  historia

 

Wiele zabawnych sytuacji na pewno jeszcze przed nami, bo znamy się ze Skottem dopiero niecały rok. Rozbawiło mnie, kiedy odkryłam, że jego ulubionym miejscem na drzemki w ciągu dnia jest okrągła umywalka w łazience, w której układa się wygodnie, niczym w kocim SPA 🙂 Zabawne jest też obserwowanie, jak z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wypełnia umywalkę sobą, rosnąc jak na drożdżach (z natury będzie bardzo dużym kotem).

 

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

7-skot

Kulinarne koty – Oliwier i Junona Megi z Rogalika

Junonka (2)

Blue Megi, autorkę bloga Rogalik znam z sieci niemal od początków Durszlaka – prowadzi od dawna akcję śliwkową i przy niej się poznałyśmy. Na żywo spotkałyśmy się dopiero niecały rok temu na warsztatach Lubelli . Bardzo lubię jej blog za pyszne domowe przepisy, recenzje książek  i podobne do mojego zdanie na temat celebrowania wspólnych posiłków 🙂

Jak kot pojawił się w Twoim życiu ?

Pierwszy kot, a dokładniej mówiąc kotka rosyjska niebieska w naszym domu pojawiła
się 7 lat temu. Była to przemyślana decyzja dotycząca wyboru rasy o oczekiwanym
usposobieniu oraz z przyjaznej hodowli. Junonka przyjechała do nas z Torunia jako
trzymiesięczny kociak. Decyzja o następnym kocie była podyktowana chęcią
zapewnienia Junonie towarzystwa. Zdecydowaliśmy się tym razem na kocura
brytyjskiego z tej samej hodowli. Oliwier ma trzy lata, jest ogromnym kotem i
strasznym łasuchem .

 

Oliwier (1)

 

Co w nich lubisz najbardziej ?

Podobno tam, gdzie mieszka kot rosyjski niebieski, tam mieszka szczęście . Junona
jest wielkim pieszczochem o pluszowym futrze w błękitno-stalowym kolorze. Jest
niezwykle lekka i zwinna. Uwielbia spanie na kolanach i dogrzewanie właścicieli.

Z kolei Oliwier jest jej zupełnym przeciwieństwem. O prawie 6 kilogramów cięższy,
porusza się wolno i jest bardzo ciekawski. Lubi pieszczoty, ale tylko od wybrańców 😉
Uwielbiam jego misiowatą sylwetkę i gęste futro.

 

Oliwier (2)

Kot w kuchni

Koty są moimi nieodłącznymi kompanami podczas gotowania. Bacznie obserwują
wszystko co robię i czasem zdarzy im się przemknąć ukradkiem obok garnków na
płycie kuchenki. Oczywiście przeszkadzają w robieniu zdjęć, wchodząc w kadr i
usiłując sprawdzić co też takiego dobrego pojawiło się na stole.

 

Junonka

 

Co jadają Twoje koty ?

Koty jadają suchą i mokrą karmę dobrej jakości, ale także od czasu do czasu mięso
lub rybę. Oliwier gustuje również w serkach homogenizowanych i jogurtach a Junona
w domowym cieście.

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

Oliwier (3)

Kulinarne koty – Figa Ani z Evereday Flavours

FIGA-1

 

Anię z bloga Evereday Flavours poznałam podczas pamiętnego Food Day na Moście Jordana, razem z inną przemiłą Anią. Obie są teraz młodymi mamami i bardzo mocno im kibicuję , podziwiając kolejne zdjęcia dzieci. Doceniam mocno  Aniu, ze mimo absorbującego synka Tymusia i regularnego prowadzenia bloga znalazłaś czas, by gościć w moim cyklu. Jak zwykle u Ani- zdjęcia są zjawiskowe 🙂

FIGA-4

 

 

Jak kot pojawił sie w Twoim życiu ?

Od dziecka byłam kociarą. Za każdym razem widząc małe czy to duże koty rozczulałam się strasznie nad nimi, chciałam przytulić, pogłaskać. Koty z mojego dzieciństwa to znaczy koty mojej babci słysząc zbliżająca się mała Anię zaskakująco szybko się ulatniały wciskając się w wąskie zakamarki tudzież lądując na górze szafek kuchennych. Z czasem chęć przytulania nie zważając na kocie chęci zniknęła ale moja miłość do kotów wcale nie osłabła. Los chciał że przeprowadziwszy się w nowe miejsce był już tam stary pies którego raczej nie dałoby się przekonać do nowego lokatora w postaci małego kotka więc na jakiś czas odpuściłam sobie chęć przygarnięcia kota. Do pewnego dnia, ponieważ Figa pojawiła się moim życiu dosyć niepodziewanie. Kolega z pracy znając moją miłość do futrzanych czworonogów pracując na budowie zobaczył błąkającego się od kilku dni małego kotka, więc nie zastanowiwszy się za długo zapakował go do samochodu i przywiózł do nas do biura.

FIGA-7

 

 

Gdy mi to oznajmił i gdy zobaczyłam małą biało-szarą kulkę nie mogłam jej nie zabrać do domu. Zwłaszcza że Figa od samego początku nie bała się ludzi, wręcz ciągnęło ją do nich i tego pierwszego dnia ciągle wchodziła do biura i mościła się na naszych kolanach no i jak patrzyła na mnie i pomiaukiwała słodko to po prostu mnie kupiła. Mnie oczywiście tak, gorzej z Tomkiem którego nie przekonywały mmsy ze słodkim kociakiem słane cały dzień. No ale nie mogłam jej przecież zostawić na pastwę losu więc po pracy wsadziwszy do samochodu przyjechała ze mną do domu w którym czekał wspomniany wcześniej Roki. Historia ta kończy się tak że wszyscy w końcu zakochali się w małym kociaku który będąc kotem zachowuje się trochę jak pies bo uwielbiam ludzkie towarzystwo, zabawy z nami, nie odchodzi od nas na krok gdy wychodzimy na ogródek i uwielbiam się przed nami popisywać skacząc po drzewach, nawet tych ekstremalnie cienkich. A jeśli chodzi o relacje kocio-psie może nie są one bardzo różowe. Zaakceptowanie Figi przez Rokiego trwało gdzieś około pół roku. Po prostu któregoś dnia kot postanowił przestać się go bać i zaczął go zaczepiać a pies przestał reagować agresywnie. Teraz nawet czasami leżą obok siebie lub się bawią i wtedy boję się bardziej o psa bo Figa bywa czasami bardzo bojowa w tej zabawie.

 

FIGA-12

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

Jeśli chodzi o cechy które lubię w Fidze to na pewno jej indywidualność i to że jest taka strasznie z nami zżyta co w kocim zachowaniu jest raczej dziwne.

Co jada Twój kot ?

Kot jak to kot uwielbia kocie przysmaki. Generalnie karmimy ją typowym, gotowym kocim jedzeniem jednak jeśli chodzi o jakieś inne rzeczy to w okresie dyniowym bardzo sobie lubi podjeść dynię, czy to pieczoną czy to na surowo, nie ma dla niej różnicy.

 

FIGA-100

 

Najzabawniejsza  historia

Jeśli chodzi o zabawną historię powiedzmy że kuchenną bo dla Figi to może historia kuchenna dla mnie raczej nie. Tego lata upodobała sobie strasznie polowanie na jaszczurki. I pewnego razu przybiegła z jaszczurką przyczepioną do mordki. Trzeba się było trochę namocować żeby uwolnić ją od zwisającej z jej wargi biedną jaszczurkę (jaszczurce nic się nie stało).

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

FIGA-102

 

Kulinarne koty – Chili Kasi z Gotuj z rodzinką

S

 

Kasię z bloga Gotuj z rodzinką poznałam na pierwszym Food Bloger Fest w Warszawie w 2012 roku. Widujemy się od czasu do czasu na różnych blogerskich spotkaniach i warsztatach. Z Kasią lubię rozmawiać nie tyle o gotowaniu, ale i o dzieciach – ma fantastyczne dzieciaki, które wspólnie z nią gotują.

Rudego kotka zauważyłam u Kasi jakiś  czas temu i kibicowałam jego oswajaniu się z gotującą Rodzinką.

Oddaję głos Kasi :

Jak kot pojawił się w Twoim życiu

 

Już będąc dzieckiem miałam zwierzaki – papużki, psa, czy świnki morskie. Jednak nigdy kota – a tak chciałam go mieć. Argument był jeden – każdy kot przed mną – dzieckiem uciekał. No cóż poradzę na to, że każdego bardzoooo kochałam i bardzoooo chciałam przytulić ( a że przy okazji „oczy mu wychodziły” to już taki drobny szczegół ) . Lata mijały – zamiast kota pojawiły się dzieci. I to ona zaczęły mówić o zwierzątku. Pies u Babci to było za mało. Pojawiły się myszoskoczki – ale przecież ich przytulić nie można. Długo rozważałam przygarnięcie psa … aż w końcu … olśnienie. Może KOT ? Decyzja zapadła. Trzeba było poszukać „odpowiedniego” . Już był prawie zamówiony, aż zaczęłam rozmawiać z koleżanką i ona otworzyła mi oczy – po co czekać na młode kociaki ? Jest tyle potrzebujących słodziaków w schroniskach. Wiedziałam już, ze będzie to kotek z takiego miejsca. I … prawie jest. Cóż poradzić, że wspomniana wyżej koleżanka napisała apel – poszukiwała domu dla kotka. Małego, po przejściach, potrzebującego opieki ? Kilka chwil zadumy… rozmowy,  jak to logistycznie rozwiązać ( wszak z Warszawy do Łodzi miał kot przyjechać ) … i pewnej soboty takie małe, wystraszone kocie pojawiło się u nas…

 

chili1

 

Co w nim lubisz najbardziej ? 

 

To Jego całego. Te bystre oczęta. Charakterek i … „traktorek” który Mu się włącza podczas głaskania 😉 I jeszcze jedno … uwielbiam Jego widok, gdy wracam do domu 🙂 czeka pod drzwiami, żeby się przywitać. No chyba, że na kilka dni wyjadę – bo wtedy udaje że mnie nie widzi.

 

Kot w kuchni

 

Jest. Próbuje wszędzie zajrzeć – najbardziej lubi parapet i rosnącą na nim stewię – a raczej jej listki. Ale uczy się, że blat to tak nie do końca miejsce na spacery. Wierny towarzysz podczas gotowania. Uważny obserwator, czy aby nic nie spadnie na podłogę.

S

 

 

Co jada ? 

Oprócz wspomnianej stewii – karmę suchą i mokrą. No i co jakiś czas coś świeżego, bardzo świeżego – wszelkie muszki szybko kończą wizytę w naszym domu.

 

Zabawna historia ? 

 

W sumie są dwie … Ale opowiem o tej co była pierwsza i … przytrafiła nam się już pierwszego dnia pobytu w nowym domu. Przed przyjazdem kota chwila namysłu – gdzie umieścić po przybyciu. Zamknięta łazienka, pokój dzieci… Zrobione miejsce za kanapą – tam miał mieć cicho, spokojnie i wygodnie. I tak miał – do wieczora. W końcu trzeba było kiedyś się spać położyć … Jedna chwila – odsunięcie kanapy i … kot ucieka… do pokoju dzieci… w najodleglejszy kąt…. i wskoczył za szafę … szafę pod zabudowę … no i co z tym fantem zrobić ? Za szafą wąsko.. kot jakoś się wcisnął. Ale czy wyjdzie ? przecież nie ma się jak biedactwo ruszyć ? Tak więc … Pierwsza noc kota w nowym domu zaczęła się od akcji ratunkowej. Oj ile ja dziur w tej szafie zrobiłam ,żeby tego malucha wyciągnąć. Ile się namęczyłam. To było kilka godzin intensywnego treningu 🙂

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

S

 

 

Kulinarne koty – ferajna z Pitu Pitu Slow Food

pitu1

 

Na zakręcone dziewczyny z Pitu Pitu Slow Food trafiłam dzięki komentarzom w kocim cyklu. Bardzo się z tego cieszę, bo jednym z jego celów jest poznanie nowych blogerów kulinarnych z mruczącymi podkuchennymi, o co w rozbuchanej blogosferze kulinarnej nie jest łatwo. Kasiu, Agnieszko, witam w moim cyklu i oddaję Wam głos 🙂

pitu3

 

Kot w kuchni to wyzwanie dla kucharza. Cztery  koty w kuchni to sport ekstremalny, a cały dom tymczasowy – istne szaleństwo.
Kasia ma cztery  koty w kuchni, Agnieszka, w zależności od stanu zakocenia domu tymczasowego, kotów w kuchni może mieć nawet kilkanaście (choć uparcie podkreśla, że kocich rezydentów jest trójka;)).
Ale to nie przeszkadza w realizacji kulinarnych pasji. Wręcz przeciwnie, nieraz koty okazują się idealnym tłem dla doskonałego ujęcia zupy. Zdążą się oczywiście też, że zupa wyląduje na podłodze, zanim osiągnie się idealne ujęcie.
Mimo wszystko dziewczyny za nic nie zrezygnowałyby z łączenia obu pasji:)

pitu2

 

Agnieszka: Gotowanie z kotami, tak samo, jak życie z kotami wymaga sprytu:) Wywabienie kotów z kuchni podczas gotowania to prawdziwe wyzwanie.
Koty uczą, że kiedy gotujesz to musisz im coś dać – gałązkę natki od pietruszki, zgnieciony papierek do pieczenia lub podstępnie i po cichu musisz gotować kiedy śpią. Jeśli chodzi o fotografowanie potraw – plan trzeba wymyślić, stworzyć i obfotografować danie w mgnieniu oka – inaczej – może nie być co fotografować…

Posiadając koty tymczasowe, zwłaszcza maluchy – w każdej chwili, możesz spodziewać się, że obiad z talerza cudem wyparuje, a ser z kanapki się rozpłynie w powietrzu.

Trudno powiedzieć, co w moim domu było pierwsze – gotowałam zawsze, koty też właściwie były zawsze. Ich obecność bardziej się ujawniła przy zdjęciach, niż przy gotowaniu.

Rezydentów, czyli swoich własnych kotów – mam niezmiennie trzy:
Płatek – towarzyszący mi przy każdej czynności w kuchni,
Smok – który, grzecznie trzyma dystans, kiedy go o to poproszę,
oraz Igę – która, musi poznać wszystkie tajniki potraw, ale szczęśliwie – z wysokości lodówki.

Kotów tymczasowych, czyli takich, które czekają u mnie na adopcję, jest zmienna liczba – to właśnie one stanowią największe wyzwanie, bo jak tylko zdołam nauczyć je manier w kuchni – znajdują swój własny dom na zawsze:)

 

pitu4
Blogowanie niewiele zmieniło w moim życiu, gotowałam zawsze. Zmieniło się jedynie to, że teraz jem więcej zimnych potraw, bo zanim powstanie zdjęcie – dawno ostygną:)

Na blogowaniu zyskały koty, bo znacznie więcej różnorodnych potraw gotuję właśnie im.

Blog także zyskał, bo jednak kocia łapa na zdjęciu, zdecydowanie dodaje uroku każdej nudnej zupie czy zapiekance;)

pitu5

 

Kasia: Historia moich kotów wiąże się niejako z Agnieszką, albo moja znajomość z Agnieszką wiąże się z moimi kotami. Trójka z czwórki moich kotów trafiła do mnie przez ludzi współpracujących z Pruszkowskim Domem Tymczasowym, czyli tak naprawdę z Agnieszką właśnie.
Smoka przyniosła do mnie Małgosia, gdy był jeszcze maleńki i wymagał karmienia butelką, potem Małgosia wciągnęła mnie w kocie klimaty, łapanie bezdomnych kociaków i wolno żyjących kotek, w ramach PDT. I tak niedługo po Smoku pojawiła się jego siostra Świnka (złapana przeze mnie, na 99% pochodzi z tego samego miotu co Smok), a trochę później, w ramach sprawdzenia miejsca pod kątem konieczności ewentualnej interwencji PDT wylądowałam z moim ukochanym Rysiem (który oczywiście miał być kotem tylko „na tymczas”. Beci – najstarsza z kociego rodu, trafiła do mnie wiele lat wcześniej. Gdzieś w całej tej historii zaangażowałam się w pomoc wolno żyjącym kotom z mojej okolicy, stając się dumną opiekunką stada kilkunastu takich kotów, a konsekwencją tego wszystkiego okazała się znajomość z Agnieszką, która zaprowadziła nas do PituPitu.

Moje koty, tak jak i ja to wiecznie głodne bestie. Rysiek jest smakoszem wszystkiego co jest kluchą, przygotowywanie z nim makaronu to walka o ciasto, a gdy już długie nitki przechodzą przez moją ukochaną maszynę do makaronu Rysiek jest w pełnej gotowości do skoku na kluchę.
Smok to weganin, przynajmniej jeśli chodzi o ludzką kuchnię, preferuje sałatę, z takim liściem potrafi uciekać przez pół mieszkania.

pitu6
Asysta całej czwórki odbywa się przy jedzeniu czekolady, jogurtów, kanapek z serem itp.
Ale kocia asysta w kuchni to nie tylko jedzenie, Świnka zawsze z nami rozmawia jak rozładowujemy zmywarkę, my widelec do szuflady, Świn na to „miau!”, Beci dba o to by zioła w doniczkach były odpowiednio przycięte, Ryś zawsze wygrzewa wszystkie moje talerze i patery, a Smok, cóż, Smok siada na małym schodku który stoi w kuchni i obserwuje, czasami ocierając łepkiem o moją nogę.
I w swojej diecie, i w diecie moich kotów dbam o to żeby to co jemy było wartościowe. Ja nie jem śmieciowego jedzenia (przynajmniej przeważnie nie jem) i nie karmię takim jedzeniem moich kotów. Jedzenie dostępne w supermarketach odpada, często nawet jedzenie dostępne w supermarketach zoologicznych odpada. W moim przypadku świadoma opieka nad moimi kotami wiąże się często z poszukiwaniem godzinami odpowiedniej karmy, porównywania składów i opinii.
Kocham moje koty za to że włażą mi centralnie w kadr właśnie wtedy gdy idealnie ustawię sobie makaron na widelcu i za to że z rozbrajającą niewinnością potrafią wsadzić swój koci tyłek w środek przygotowanego talerza z miną „ale o co ci chodzi”.

Nasze poczynania kulinarne możecie śledzić tu: www.pitupituslowfood.pl
Koty Kasi zobaczycie tu: https://www.facebook.com/smok.waclaw
Kuchnia w domu tymczasowym – tu: https://www.facebook.com/PruszkowskiDomTymczasowy

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

pitu7

 

Kulinarne koty – Perła i Brenda od Domi w kuchni

domi1

 

Autorkę bloga Domi w kuchni zauważyłam na blogerskich forach, na których się często udziela. Brałam też udział w prowadzonej przez Domi akcji W malinowym chruśniaku. Nie znamy się osobiście, a na temat kotów zgadałyśmy się na blogerskiej grupie na FB. Na smacznym blogu Domi najbardziej przypadły mi do gustu różnorodne przetwory owocowe i warzywne.

Oddaje głos autorce :

domi2

 

 

Jestem posiadaczką dwóch, cudownych, sześcioletnich kotek – Perła, bura (aka Pucheł,. Puchłacz, Bura) i Brenda, pingwinek (aka wszystkie możliwe czułe słówka).

 

 Jak koty pojawiły się w Twoim życiu ?

 

Zupełnym przypadkiem. W moim życiu zawsze były jakieś zwierzęta, głównie psy, nie licząc epizodu sprzed 20 lat, kiedy dostaliśmy starą kotkę pod opiekę. Pewnego dnia Perełkę po prostu przywieziono – Mama wraz z Siostrą postawiły Tatę przed faktem dokonanym i sprowadziły buraska do domu. Perła miała być kotem mojej Siostry, ale ciągłe kłótnie o to, kto może ją głaskać, sprawiły, że Tata zdecydował, że musi być po równo i pojechaliśmy po Brendę. I tak mamy w domu dwa futrzane dzikusy, już od sześciu lat.

 

domi3

 

 

Co w nich lubisz najbardziej ?

Każda z nich jest inna, indywidualna, oryginalna i to nie pod względem wyglądu (choć jedna wygląda jakby była przekarmiana, a druga jakby nie była karmiona wcale, to mają wspólną miskę).

Perła jest czuła i delikatna – na tyle, że pozwala głaskać się wyłącznie w wybranych miejscach i określoną ilość czasu – nigdy nie zdarzyło się, aby weszła komuś na kolana. Jest za to bardzo inteligentna – kiedy miała się kocić (wpadka niedoświadczonych opiekunów, wiem, nie jest to dobre), zaprowadziła moją mamę do pokoju na piętrze, pokazała, gdzie chce się okocić, mama przykryła ją kołderką i tak dokonał się cud narodzin, oczywiście pod moim czujnym okiem. Tak samo jest, gdy jest głodna – mimo, że rodzice siedzą na parterze, kilka metrów od miski lub drzwi, to przychodzi do mnie na piętro i miauczy, a jak wstaję z kanapy, prowadzi mnie do miski (lub do drzwi, kiedy chce wyjść na podwórko) – Brenda też próbuje tak robić, ale ona raczej siada i patrzy tak długo, aż ktoś się domyśli, że czegoś chce. Perła ma swoje ulubione miejsce w moim gabinecie i zawsze na nim śpi.

 

domi4

 

Brenda jest przebiegła i podstępna. W przeciwieństwie do Perełki pozwoli ze sobą zrobić wszystko, wytulić, wyściskać, wygłaskać po brzuchu, wymasować poduszki łapek, ale za to zawsze interesownie – kiedy sama przychodzi się połasić, to znaczy, że chce dostać mleczko (nie szkodzi jej, ale Perełce już tak). Zdarza się, że wejdzie komuś na kolana, nawet komuś z gości, ale zwykle jest dzika i wyobcowana, ogólnie moje koty nie należą do społeczników – wzajemnie też za sobą nie przepadają. Po ogrodzie łazi za mną jak cień, Perła zresztą też lubi towarzyszyć w spacerach.

Lubię w nich też to, że są elastyczne, wiedzą, że jeśli chcą dostać smakołyk, muszą się postarać – i tak pozbawiliśmy Brendę resztek godności, ucząc ją siadać na komendę – albo stają na dwóch łapkach i sięgają sobie po chrupka, który znajduje się nad ich głową.

domi8

 

 

Kot w kuchni

Nie ma prawa bytu. Co prawda Brenda ma swoją oddzielną miseczkę na mleczko w naszej kuchni, ale miska na chrupki stoi w mieszkaniu rodziców (mamy rozdzielność piętrową i oddzielne gospodarstwa, ale koty sobie swobodnie biegają). Nie ma u nas takich sytuacji, by kot mógł wejść na blat i wąchać szynkę, którą kroję albo siedzieć obok talerzy z jedzeniem – koty u nas są przede wszystkim wychodzące na podwórko – podwórko, na które przychodzą różne dzikie zwierzęta – sarny, lisy, zające, dlatego szybko oduczyliśmy Brendę (z Perłą nie było problemu), aby nie wchodziła na blaty czy stół – choć zdarza jej się porwać ze stołu obgryzione kości po kurczaku albo resztkę kotleta schabowego, kiedy już odejdziemy ze stołu.

Perła nie ma odruchu, za to Brenda od razu wyczuwa, kiedy krojony jest świeży kurczak, dlatego od razu przybiega do kuchni i… mimo tego, co pisałam chwilę wcześniej – dostaje zawsze kawałeczek 😉

 

domi7

 

Co jadają Twoje koty?

Zwykle suchą karmę, czasami mamy dzień dobroci i dostają tuńczyka z puszki – ale to naprawdę bardzo rzadko, raz ze względu na cenę, a dwa, że puszkowanym jedzeniem kotów nie karmimy. Brenda dostaje też mleczko (koleżanka hodowca powiedziała, że jak nie szkodzi i nie ma bezpośrednich objawów, to można śmiało dawać), więc dostaje kilka łyczków zawsze z rana na rozgrzewkę, Perła nie dostaje, bo właśnie po mleczku choruje. Brenda bardzo lubi też mokrą karmę z saszetek i jestem przekonana, że za kawałek kurczaka (surowego, pieczonego, gotowanego) byłaby w stanie zabić z zimną, kocią krwią i nie mieć wyrzutów sumienia. A poza tym – czasami zjadają to, co upolują, najpierw przynoszą nam na taras, by się pochwalić, a potem pożerają, bezwzględnie chrupiąc małe kosteczki – głównie Perła, Brenda tylko przynosi się pochwalić. Perła mimo, że wybredna, nie pogardzi kawałkiem naleśnika, czy gotowanej kapusty (kiedyś przy robieniu gołąbków spadł mi kawałeczek ze stołu i akurat kot się napatoczył), a nawet ciasteczkiem z maszynki.

 

domi5

 

Najciekawsza historia

Brenda? Ach, Brenda to jest numerantka, jakich mało. Kiedy przywieźliśmy ją do domu, Tata wysadził mnie na podjeździe, a kiedy ruszył, by zaparkować, wystraszona dźwiękiem szurania kamieni, podrapała mnie i uciekła w krzaki (i choinki), łapaliśmy ją kilkadziesiąt minut, po czym postanowiła wdrapać się na kilkumetrowego świerka i tam spędzić kilka najbliższych godzin – nasz dzielny Tata próbował ją stamtąd ściągnąć, ale nawet zachęta w postaci śmietanki niewiele dała, trzeba było się przedrzeć przez las kłujących igieł. Jeszcze tę samą noc, ku mojemu przerażeniu, kotek przespał w kuwecie ze specjalnie naszykowanym dlań żwirkiem – nie, Brenda już nie sypia w kuwecie! : )

P.S. Do tej pory, kiedy wskoczy na drzewo, nawet na wysokość 1 metra, siedzi i płacze, trzeba wtedy pójść i ją z tego drzewa ściągnąć. To jest taki Scooby-Doo w kociej skórze, boi się własnego cienia.

Jeśli chodzi o Perełkę, to przychodzi mi do głowy jedna historia, ale mimo, że finał był szczęśliwy i teraz się z tego śmiejemy, to i tak nadal mrozi krew w żyłach – jeśli kiedyś komuś kot wsiadł do otwartego przed jazdą samochodu – zrozumie 😉


Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

domi9

 

Kulinarne koty – Kiciuś Gosi z Kocich Smaków

1

 

Przyznam, że na blog Gosi Kocie smaki trafiłam zaciekawiona nazwą . Autorki nie znam osobiście ale wzbudziłam moją ciekawość nie tylko smacznymi, przeważnie domowymi przepisami ale też osobną zakładką : Kocie. Tam można znaleźć zabawne ciekawostki o rudym Kiciusiu , np. zdjęcia jego niezwykłych min 🙂

Oddaję głos autorce bloga Kocie Smaki

 

Jak kot pojawił się w Twoim życiu ?

Kiciuś pojawił się w naszym życiu troszkę przypadkowo. Kilka miesięcy po ślubie mąż przesłał mi link do ogłoszenia o oddaniu małych kociaków w dobre ręce. Zobaczyłam małą rudą kulkę na zdjęciach i oszalałam. Po chłodnej kalkulacji zdecydowaliśmy się TYLKO pojechać i TYLKO ZOBACZYĆ te małe kiciusie. Właścicielce jednak bardzo zależało na oddaniu kotów – sugerowała, że następnego dnia może nie pamiętać, którego to kota chcieliśmy i być może odda go komuś innemu. A my – zakochani w rudzielcu – bez kuwety, karmy, miseczki.. zupełnie nieprzygotowani przystaliśmy na jej propozycję. Dostaliśmy małego miauczącego kota w pudełku ze szmatką z zapachem matki. I tak się zaczęła nasza przygoda 🙂

2

3

 

Co w nim lubisz najbardziej ?

Najbardziej w nim lubię rozmowy z nami (miauczy na milion sposobów komunikując coraz to nowe rzeczy) i powitania pełne tęsknoty, nawet po kilkunastominutowej nieobecności w domu. Uwielbiam wchodzenie na nas bez pytania i głośne mruczenie do ucha.

 

4

 

Kot w kuchni

W kuchni jest nasz Kiciuś nieszkodliwy. Nie je nic, co ludzkie. Jedynym mankamentem jest jego nieustępliwa obecność podczas wszelkich prac kuchennych, nie wspominając o próbach fotografowania potraw na bloga – jest mistrzem drugiego planu, który uwielbia leżeć na wszelkich materiałach, ściereczkach i podkładkach.

5

 

 

Co jada Twój kot ?

Żywi się tylko kocią karmą, oczywiście specjalną i ulubioną, inne sklepowe „niby-karmy” o zawartości mięsa <3% mogą dla niego nie istnieć. Jedyną odskocznią od karmy jest trawa – wprost uwielbiana.

 

Najciekawsze fakty dotyczące Kiciusia:

  1. 1.    Ulubiona zabawka – nitka, wstążka, gumka.
  2. 2.    Miejsce do spania – klatka piersiowa Panciusiów. Na kolanach i kanapach nie jest tak wygodnie.
  3. 3.    Co kot pije – wodę prosto z kranu. Miskami gardzi.
  4. 4.    Mucha w domu przeżywa średnio 2 sekundy.
  5. 5.    Pudła i torby są stworzone dla kota, rozmiar jest bez znaczenia.

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

6