Archiwa kategorii: kulinarne koty

Ciastka w formie kotka na pomoc dla kotów

kotki drożdżowe1a

Zima to trudny czas dla kotów wolno żyjących. Ci czworonożni przyjaciele są mi bardzo bliscy , w domu były dwa i po półrocznej przerwie ( Frida odeszła w lipcu) znowu są dwa . Tak się złożyło, że kiedy ja postanowiłam wspomóc na blogu akcję Gruszki z Fartuszka , moja córka dojrzała do przyjęcia do domu kolejnego kota, po starcie naszej wspaniałej Fridy. Wzruszyła się losem kotki , której właścicielka zmarła a spadkobiercy przejmując dom wygnali kicię na działki. Zaopiekowała się nią pani, która na stronie  poznańskiej fundacji Koci Pazur zamieściła wiadomość o jej losie. Od wczoraj kotka jest z nami w domu, na razie zamknięta w  pokoju syna , gdzie dogląda ją córka. Na razie jest nieufna, bo wiele przeszła, ale idzie ku dobremu.

Z Nukiem będziemy ją oswajać według wskazówek Gosi Oczko. Mam nadzieję, że Kicia ( na razie tak ją nazywamy, imię nadamy jej jak się zadomowi) będzie u nas szczęśliwa, jak była Frida. Zdjęć jej jeszcze nie mam, nie chcemy jej stresować. Futerko ma szare, w cętki 🙂

A teraz o samej akcji. Zapraszam wszystkich czytelników bloga, by korzystając z moich przepisów, czy czytając historie ze zdjęciami o kotach blogerów kulinarnych w cyklu Kulinarne koty, albo relacje z wydarzeń kulinarnych  , odmówili sobie czasem drobnych przyjemności i wsparli fundację Koci Pazur. Może to być przysłowiowa złotówka, niewiele pieniędzy trzeba, by zapewnić kotu dzienny posiłek.

O szczegółach akcji poczytajcie na blogu Gruszki, jak wspomóc Fundację Koci Pazur przekonacie się klikając tutaj : klik, klik .

Blogerki i blogerów kulinarnych zapraszam do przyłączenia się do akcji, informacje o niej publikujemy dodając hasło #kuchniazpazurem.

Gdyby ktoś pytał, dlaczego tak się przejmuję losem kotów, to przypomnę , że mały czarny kotek nazwany Nukiem odmienił moje życie, wyciągnął mnie z depresji i dba cały czas o mój dobry nastrój. Pisałam o tym tutaj .

nuki1

A teraz pora na przepis – drożdżowe ciastka w formie kotków, ozdobione bakaliami. Nie jestem mistrzynią w sprawach ozdabiania wypieków, możecie to zrobić na swój sposób, zaręczam, że ciastka są pyszne 🙂

CIASTKA DROŻDŻOWE W FORMIE KOTKÓW

2  szklanki  mąki pszennej

2 łyżki  stopionego masła i 2 łyżki oleju

20 g drożdży

1/2 szklanki mleka

serek homogenizowany waniliowy

2 jajka plus jedno do posmarowania

3 łyżki cukru

szczypta soli

łyżka nalewki z kwiatów dzikiego bzu

rodzynki i paski suszonych daktyli do ozdoby, troszkę lukru

 

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/4 szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkami za pomocą trzepaczki.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, serek , olej i  stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką, w międzyczasie dolałam nieco aromatycznej nalewki z dzikiego bzu. Gdy ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza, odstawiłam je na chwilę, by wypoczęło. Wyrobiłam je trochę na blacie lekko podsypując mąką.

Potem partiami wałkowałam na grubość ok. pół centymetra i wycinałam ciastka foremkami w kształcie kocich główek. Kładłam je na posmarowaną olejem blachę, w sporych odstępach i po kilku minutach odpoczynku posmarowałam rozbełtanym jajkiem.

Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C na około 20 minut, aż przybrały jasnobrązowy kolor i patyczek wyjęty z ciastka był suchy.

Po ostudzeniu przybrałam je rodzynkami i paskami suszonych daktyli, za pomocą odrobiny lukru.

Wyszły pyszne i pachnące. Jak je sobie upieczecie, to zobaczycie, że spora ich porcja niewiele kosztuje. Zaspokoicie swój apetyt na słodycze niewielkim kosztem a to, co moglibyście wydać na słodkości w sklepie możecie przeznaczyć na pomoc mruczącym przyjaciołom .

Smacznego !

kotki drożdżowe2a

Co słychać u kotów ( kulinarnych :)

frida pomodor

Pamiętacie cykl Kulinarne koty, który rozpoczęłam dwa lata temu ? Dawno nic nowego się nie pojawiło, mimo, że rozmawiam z kilkoma blogerami kulinarnymi o tym, by zaprezentowali w moim cyklu swoich kuchennych pomocników 🙂 Jakoś mają widać sporo innych zajęć i nie znajdują czasu, a i ja sama nie przypominam im o obiecanych materiałach do wpisów tak często, jak powinnam. Jeśli ktoś jeszcze zechce napisać o swoim kocie ( według pytań lub w dowolny sposób) , to serdecznie zapraszam.

Tymczasem napiszę o moich kotach, bo przez dwa lata trochę się działo… Na górnym zdjęciu Frida, która teraz nieco zbrązowiała . Niedługo będzie miała 10 lat ( a może już ma, przywieźliśmy ją do domu nie wiedząc dokładnie, w jakim jest wieku, miała ok 6 tygodni we wrześniu). Niestety choruje, ratujemy ją jak możemy i mamy nadzieję, że z tego wyjdzie i nadal będzie „pierwszym stołownikiem” 🙂

frida za stołem

Jej syn Nuki jest o rok młodszy i rok temu zrobił furorę na FB- kowej grupie Ja tu mruczę, bo dostał ponad 100 życzeń na urodziny , w tym wiele ze stosownymi obrazkami 🙂

nuki ur1

Poza tym przyczynił się do wzbogacenia mojej biblioteki o cenną pozycję ” Historię kotów” . Wygrałam ją na innej z kolei grupie „Kot dnia” odpowiadając na pytanie „Za co cenisz swojego kota”. Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że za komunikatywność – dodając ” Nie ma to, jak porozmawiać z kimś inteligentnym o piątej rano i wysłuchać relacji z nocnych łowów”. Tak, prawie codziennie Nuki o 5-6 rano puka do okna sypialni , by go wpuścić i właśnie wtedy ma mi najwięcej do powiedzenia i to wprost do ucha, robiąc mi „koci kołnierz”, czyli owijając mi się wkoło szyi 🙂 Kot dnia docenił moje poświęcenie 🙂

Poza tym czuwa na bieżąco nad rozwojem bloga :

nuki laptop

Cieszę się bardzo, że moje koty wiodą szczęśliwe życie chodząc sobie swobodnie po ogrodzie i okolicy ( czasem widujemy Nuka nawet wychodzącego z pobliskiego lasu). Wiem, że kotom, które spędzają czas w mieszkaniach , nie wychodząc z nich nie jest łatwo, ale zapewne większość właścicieli dba o to, by miały jak najlepiej. Dobrą  formą ułatwienia im życia są drapaki ( fajne widziałam na http://importmania.pl/, są tam też inne ciekawe rzeczy, nie tylko dla zwierząt). Chociaż w krakowskim mieszkaniu mojej starszej Córki koty wolą same sobie znajdować „zabawki” to drapaki  są bardzo przydatne i można w ciekawy sposób urozmaicić wnętrze mieszkania.

Póki co sezon grillowy się zaczął i w naszym ogrodzie koty pilnują, czy wszystko idzie tak, jak trzeba 🙂

nuki za stołem

Kulinarne koty – Ekipa Upichconej

kot upichcona3

 

Agnieszkę z bloga Upichcona poznałam w tym roku na warsztatach kulinarnych w Warszawie. Gdy opowiadałam o moim blogu i kocim cyklu, zgadałyśmy się na temat licznej kociej ekipy Agnieszki. Trochę to trwało, bo Aga była zajęta, ale dziś przedstawiam bohaterów ( a właściwie bohaterki)  jednego  z najbardziej „zakoconych” kulinarnych blogów. Oddaję głos jego autorce :

Jak koty pojawiły się w twoim życiu?

Uwielbiam koty! Wszystkie, bez wyjątku, duże, małe, puchate i sfinksiątka. Nieuniknione było zatem ich pojawienie się w moim domu.

Wszystkie moje dziewuchy nie są kupne tylko przygarnięte, w każdej z nich zakochiwałam się od pierwszego wejrzenia.

kot upichcona4

 

Pierwsza była Zuzia, którą niestety pożegnaliśmy, miała FIP, po paromiesięcznej walce z chorobą odeszła. O Zuzi mogłabym się rozpisać bez końca, nazywaliśmy ją koto-psem, ponieważ przejawiała mnóstwo zachowań z psiego gatunku, choć nigdy nikt jej nie tresował to reagowała na swoje imię, przychodziła na zawołanie, siadała, aportowała i spała wyłącznie w łóżku 😉

kot upichcona6

Po czasie stwierdziłam, że Zuzia powinna mieć towarzystwo i niedługo później pojawiła się u nas Kaśka (zwana również Kaszą – gdy psoci oraz Kejt gdy przejawia neurotyczne zachowania wybrzydzającej wszystko królewny). Kaśkę dostałam na Mikołajki, w miauczącym kartonie 😉 została zabrana z wiejskiej podwrocławskiej stodoły gdzie rządziło stado psów, miała 2 miesiące. Następnie pojawiła się Lucyna, którą adoptowałam z ogłoszenia internetowego. Lucyna jest Maine Coon’em z wadą genetyczną, dlatego ludzie postanowili ją oddać. Kochany puchacz 😉

kot upichcona10

Ostatnia kotka, która zagościła u nas na stałe to Gustawa – choć z początku była Gustawem 😉 Nasza wspólna historia zaczęła się dwa lata temu podczas lipcowego wieczoru. Stałam na balkonie u sąsiadki i sączyłam zielonego shejka. Nagle usłyszałam przeraźliwy płacz, myśląc, że to małe dziecko wychyliłam się zza barierki i ujrzałam kudłate 10 centymetrów, które rozpaczliwie kręciło się pod bramą osiedla. No nie mogłam nie zareagować, rzuciłam się biegiem po schodach a polne maleństwo od razu do mnie przylgnęło. Dopiero z czasem okazało się, że Gustaw jest jednak Gustawą 😉

kot upichcona8

Co w nich lubisz najbardziej?

Że nie są nudne i powtarzalne. Z Kaśką doskonale dogaduję się na odległość, bo dla niej mizianie jest jednoznaczne z gryzieniem, nie bardzo chyba rozumie, że te dwie kwestie się nie łączą i nie każdy człowiek gustuje w sadomasochistycznych zabawach 😉 Z Lucyną na odwrót, ciągle się przytula i chce być blisko. Za to Gustawa jest małym szogunem, jej głowę zaprzątają głównie dwie kwestie: papierowe klopsy i wołowina 😉

kot upichcona5

Co jada Twoje koty?

Obligatoryjnie suche ciasteczka a na śniadanko lub kolację frykasy: mięsna saszetka, lub rozmrożone mięso: pierś z kurczaka/wołowina.

kot upichcona9

Koty w kuchni

Są zawsze 😉 Lucyna ma nawet swoje hokerowe krzesło aby miała wgląd co aktualnie dzieje się na blatach, to dla niej największa radocha, fascynuje ją to! Kaśka jako wybrzydzająca królewna czeka aż jej pańcia czyt. służąca nałoży do michy i trzy razy zawoła „Keeeejt! Kolacja gotowa!” no a Gustawa gdy wyczuje rozmrażającą się wołowinę to zaczyna trening na długi dystans i kreśli ósemki między moimi nogami.

kot upichcona1
Najzabawniejsza historia

Hmm, nie mam najzabawniejszej historii, co dzień zdarza się coś co nas rozśmiesza i wzrusza. Zawsze bawi mnie gdy moje koty stoją na obrzeżu wanny i w kolejce czekają aż odkręcę kurek by mogły z zaczerpnąć ze świeżego wodopoju, porusza mnie widok gdy się wzajemnie myją i dbają o futra.
… to jak w komedii sitcom’owej – co dzień kolejny odcinek z udziałem publiczności 😉

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

kot upichcona7

Kulinarne koty – ekipa Ptasi z Coś niecoś

koty ptasi 4

Ptasię z bloga Coś niecoś znam „sieciowo „od dawna. Mamy sporo wspólnych znajomych wśród weteranek kulinarnej blogosfery. To z jej bloga zaczerpnęłam przepis na domowy cydr, a teraz śledzę na bieżąco  postępy na Mazurach. Może kiedyś dane nam będzie spotkać się ” na żywo” i porozmawiać nie tylko o kulinariach i futrzastych pupilach 🙂 Na razie oddaję  głos Ptasi:

Jak koty pojawiły się w twoim życiu?

Kota zawsze chciałam mieć, ale Mama nie przepada, no i mieliśmy w domu psa. Potem związałam się z alergikiem, więc szanse na posiadanie kota wydawały się zerowe. Zainteresowałam się kotami syberyjskimi jako podobno niealergizującymi. Bezpośrednio po wizycie w hodowli, kiedy stało się jasne, że alergizują tak samo jak inne, wybuchnęłam płaczem. Paradoksalnie postanowiliśmy z mężem, że jednak spróbujemy przygarnąć kota – zwykłego dachowca. Przejrzeliśmy ogłoszenia na Miau.pl i pojechaliśmy na warszawską Pragę, gdzie rodzina rozdawała czterotygodniowe kociaki (kotka wychodziła tylko na korytarz w bloku, jak widać – wystarczyło…). Nic nie wiedziałam o kotach, więc nie miałam pojęcia, że cztery tygodnie to za wcześnie na adopcję (skoro kot był już kuwetowy i samodzielnie jedzący). Bicę wybrałam ze względu na płeć (żeńską) i to, że najdłużej z maluchów siedziała na kolanach. Niestety, szybko z tej cechy wyrosła ;). W skrócie, jest kotem mało społecznym: trudno powiedzieć, czy ze względu na zbyt wczesne odstawienie od innych kotów, czy inne cechy charakteru. Dotykać możemy ją właściwie tylko my, od wielkiego dzwonu i ostrożnie ktoś inny (i najlepiej tylko raz ;), choć zarazem nie jest strachliwa i od obcych nie ucieka. Ciekawią ją, więc ogląda ich z pewnej odległości. „Bica” to mała czarna (kawa) po portugalsku. We wrześniu skończy 11 lat.

 

kot ptasi 1

5 lat temu przenieśliśmy się na stałe na Mazury. Gdy przyjeżdżaliśmy tam sezonowo, zdarzało się, że pojawiały się różne koty – a to podrażnić Bicę, a to wyżebrać jedzenie. Latem przed przeprowadzką znaleźliśmy na stogu „koci nabiał” – trzy ok. dwumiesięczne kociaki, które nazwaliśmy Bundz, Bryndza i Oscypek. Potem pojawiła się ich Mama, Serwatka. W tym samym czasie zaczęła też kręcić się przy nas karmiąca i głośno miaucząca kotka, Karmicielka. Dokarmialiśmy je z przerwami przez lato, ale gdy przyjechaliśmy w październiku z pierwszą partią mebli pojawiła się tylko Serwatka z Oscypkiem, którego oko nie wyglądało najlepiej. Zabraliśmy go do Warszawy (za transporter robiła zapasowa kuweta zaklejona plastrem) i przez ostatnie 2 dni w starym mieszkaniu trzymaliśmy głównie w WC, bo nie planowaliśmy mieć drugiego kota w domu: i ze względu na alergię (którą dało się opanować przy lekkiej pomocy leków), i ze względu na charakter Biki, która na inne koty reaguje wrzaskiem. Próbowałam Oscypka wcisnąć każdemu, kogo spotkałam, ogłaszałam go na Miau.pl – bezskutecznie. I tak został z nami w domu. Bica – wg weterynarza kot nie do „dokocenia” – jakoś go zaakceptowała, choć chyba głównie ze względu na dużą przestrzeń na zewnątrz (koty są wychodzące) i wewnątrz.

 

kot PtASI 2

W jakiś czas po przeprowadzce pojawiła się znowu Karmicielka, zwana w skrócie Karmi lub Karmelkiem, a także inna kotka, w której dopiero po wielu miesiącach rozpoznaliśmy Serwatkę, tylko w zimowym, ciemniejszym futerku. Wówczas już była ochrzczona Popiołką, i to imię zostało. Karmi i Popiół (ze względu na podobieństwo zewnętrzne, sądzimy, że to siostry) mieszkają na zewnątrz (mają swój zimowy dom w piwnicy, w którym dostają karmę). Wszystkie koty są wysterylizowane/wykastrowane.

Co w nich lubisz najbardziej?

To, że są ;). I że każdy jest inny – Bica trudna w odbiorze, ale zarazem najbardziej z nami związana i najbardziej ciesząca się z naszych powrotów do domu; Oscypek tchórzliwy, ale przy tym rozbrajający i chętnie przytulający się (do nas); Karmi łakoma i gadatliwa; Popiół, najbardziej samodzielna, znikająca na wiele dni, najbardziej towarzyska.

 

koty ptasi 2

Co jada Twoje koty?

Zewnętrzne: suchą karmę, to, co upolują, ew. resztki mokrej karmy kotów domowych. Domowe jedzą suchą karmę (ostatnio głównie weterynaryjną, ze względu na problemy trawienne Bici) oraz mokre puszki (Applaws, Schesir, Feline Porta) z dodatkiem tuńczyka (znów ze względu na Bicę, która innych nie jada). Świeże mięso/ryby dostają rzadko (tylko skrawki, jeśli my jemy), bo ze zjadaniem bywa różnie.

Kot w kuchni

Kotom nie wolno wchodzić na stoły czy blat kuchenny, chyba, że od drugiej, niespożywczej strony. Robi to jednak tylko Bica – Oscypkowi chyba nigdy się nie zdarzyło, skacze zresztą nie najlepiej ;). Rzadko jednak towarzyszy mi w kuchni, chyba, że przypadkiem zwęszy oliwki… Do kuchni (i misek kotów) stale też próbuje się przedrzeć z zewnątrz łasuch, czyt. Karmel.

Najzabawniejsza  historia

Może ta, jak Popiół zakradła się do domu i ukradła babę wielkanocną? Babę Neli Rubinstein, dodam, czyli produkt pełnożółtkowy i maślany. Została przyłapana na gorącym uczynku podczas jedzenia, a z baby już była wygryziona dziura. Na szczęście upiekłam dwie, więc bardzo się nie złościłam. Bawią nas też zazwyczaj lęki Oscypka („te straszne bambosze, których WCZEŚNIEJ TU NIE BYŁO. Nie wiem, czy mogę się do nich zbliżyć”). Często opowiadamy też o tym, jak Bica pływała w jeziorze: poszła za nami i naszym kolegą na pomost. Weszłam do wody po drabinie a M wskoczył. Po chwili usłyszeliśmy wołanie kolegi: „Ej, wasz kot wskoczył do wody! Płynął zupełnie jak wydra!”. Popłynęliśmy z powrotem jak najszybciej i zobaczyliśmy zmokłego szczura, już nie w wodzie. Najprawdopodobniej Bica przestraszyła się skoku M i podskoczyła, tylko potem nie trafiła w pomost…

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

koty ptasi 3

Kulinarne koty – ekipa Pauliny ze Smacznych przepisów

Pysio kot

Paulinę, autorkę bloga Smaczne przepisy poznałam internetowo, gdy szukałam kandydatek do kociego cyklu.  Na jej blogu najbardziej podobają mi się pomysłowe sałatki . Dziś opowiada o swoich kotach na własny sposób.

Nie pamiętam momentu kiedy pierwszy kot pojawił się w naszym życiu.
Mieszkam w podwarszawskiej miejscowości i odkąd pamiętam w domu czy na podwórku
mieliśmy po 4-6 kotów.
Najdłużej był ze mną Franek, bo prawie 18 lat.
Pojawił się w naszym życiu po tym gdy nasza kotka zaginęła.
Niestety jego pierwsze momenty nie były szczęśliwe.
Pojechałam po maluszka po tym jak koleżanka z pracy mojej mamy powiedziała jej,
że jej lekarka wyjeżdża z kraju, a ma kociaki do oddania których matkę zabił samochód.
Na miejscu okazało się, że są cztery maleństwa, 2 tego samego dnia miał ktoś zabrać,
a ja miałam dokonać wyboru którego zabiorę, a który trafi do schroniska gdzie jak
pewnie wiele osób zdaje sobie sprawę nie pożyje zbyt długo takie maleństwo.
Nie mogłam postąpić inaczej zabrałam oba.
Przywiozłam do domu autobusem w pudełeczku, a ich płacz towarzyszył mi całą drogę.
Kociaki nauczyły się szybko korzystać z kuwety i jeść same.
Niestety po dwóch latach Bubuś odszedł za Tęczowy most.
Pozostał Franek który mówiąc krótko był kocurem bardzo zazdrosnym i przytulaśnym.
Odszedł po prawie 18 latach na swoim posłaniu we śnie.
Strasznie przeżyłam jego odejście.

Smoczek kot
Krótko po tym zdarzeniu trafił do nas Pysio który ma teraz 5 lat.
Z racji tego, że z mężem dużo pracowaliśmy postanowiliśmy zadbać o towarzystwo dla niego.
Przez akcję na facebook’u znaleźliśmy Smoczka który był pod opieką Fundacji Azylu pod Psim Aniołem.
Smoczuś był kotem chorym po przejściach z częściowym paraliżem pyszczka, bez zębów, głuchy, jedna powieka non stop otwarta, drutowana szczęka i chore nerki, ale chcieliśmy mu pomóc.
Był ofiarą ludzkiego okrucieństwa, tyle wycierpiał.
Jego pojawienie się zeszło się w czasie z informacją o mojej ciąży którą w głównej mierze
przeleżałam, a ze mną moje koty Pysio i Smoczuś które się wręcz pokochały.
Smoczek był jeszcze bardzie przytulaśny od Pysia, non stop chciał być głaskany i siedzieć na kolankach.
Był u nas 2 lata. Tuż po narodzinach drugiego dziecka okazało się, że ma nowotwór pęcherza,
postępująca anemia i chore nerki zabijały do stopniowo.
Najgorszą decyzją jaką musiałam podjąć była ta o zakończeniu jego cierpienia.
Rozpacz straszna, łzy które płynęły i nie chciały się zatrzymać towarzyszyły mi długo.
Potrzebowałam czasu na pogodzenie się z losem.
Po kilku miesiącach znalazłam ogłoszenie o koteczce piratce do oddania w Warszawskiej koterii i tak Pinka trafiła do mnie -Pauliny.
Tworzy zgrany duet z Pysiem i towarzyszy moim dzieciom w psotach.
Jest koteczką miniaturką, bez jednego oczka, co jej w ogóle w życiu nie przeszkadza.
Dzięki temu, że cały czas wygląda jak 6-cio miesięczny kociak non stop jej z nim mylona, a przy naszym Pysiu którego rozmiary są pokaźne
wzbudza uśmiech na twarzy wielu osób.
Dzięki umiejętnościom moich kotów na parapetach nie mam żadnego kwiatka, bo miałam dość praktycznie codziennie rozpitych doniczek
które spadały gdy nasze koty robiły sobie gonitwę po całym domu nie zważając na nikogo.
Kwiaty które przeżyły te harce mają solidne duże doniczki, a dodatkowo są zabezpieczone woreczkami, by ziemi pozostawała w doniczce, a nie wszędzie obok.
Koty tak naprawdę są dopełnieniem naszej rodziny. Mają swoje legowiska oddzielone od psów których mamy 3 (2 suczki i psa wszystkie kundelki ze schronisk). Miseczki stoją ostatnio troszkę wyżej gdyż moje dzieci potrafią karmić koty na siłę i nie jest istotne czy chce im się jeść. Potrafią przyjść w nocy do łóżeczek dzieci i z nimi spać. Przytulić się pomruczeć.

Franek kot
Ponadto często „pomagają” mi w kuchni. Wysypią mąkę gdy robię ciasto albo coś innego zrzucą. Gdy robię zdjęcia potraw na bloga często się zdarza, że gdy jak ustawiam aparat to z blatu coś mi ucieka. Kwiatki w domu są nadgryzione. W łazience w wannie zawsze są kocie ślady,
bo przecież trzeba sprawdzić co tam jest, a poza tym woda z kranu jest najlepsza 😉
Nasze koty mają do dyspozycji cały dom wchodzą wszędzie tak samo wszędzie jest ich pełno.
Kiedyś irytować nas potrafiły nocne rajdy jak to nazwaliśmy gdyż zaczynały się po północy a kończyły po około 3 godzinach.
Ich wynikiem było to, że kociaki padały ze zmęczenia, a wadą i to poważną, że budziły nam dzieci jak były malutkie.
Teraz nawet nasze maluszki się przyzwyczaiły, że w nocy można słyszeć koci tupot dość głośny, bo koty trochę ważą.
Pomimo zapewnienia im odpowiedniej karmy którą kupujemy u weterynarza, by dbać o ich „linię”.
Tak więc nasze życie byłoby nie realne bez ich towarzystwa 😉

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

Pinka kot

Kulinarne koty – Mimka z Gotowanie, czyli hobby dla każdego

kot-1a

Monikę, jedną z autorek bloga Gotowanie , czyli hobby dla każdego poznałam podczas poszukiwań  kandydatek do kociego cyklu na blogerskiej grupie. Prowadzi blog z siostrą  Mimi , która fotografuje i …krytykuje. Efekty tych wspólnych działań są bardzo smaczne, eksperymenty z mięsem i warzywami przypadły mi bardzo do gustu.  Dziś opowiedzą Wam parę słów na temat najbardziej szalonego kota na świecie.

 

Jak kot pojawił się w Twoim życiu?

Od zawsze chciałyśmy mieć jakieś zwierzątko w domu. Na początku miałyśmy rybki, ale długo u nas nie gościły. Myślałyśmy o psie, ale niestety w okolicy nie ma żadnych parków, a my nie mamy dużo czasu.

W końcu padło na kota. Przez dobrych parę miesięcy myślałyśmy o kociaku, aż w końcu przypadkiem mama zauważyła kota do przygarnięcia w naszym zoologicznym. Spontanicznie uznałyśmy, że „raz kozie śmierć” i tak się pojawiła Mimka w naszym domu.

Od razu zauważyłyśmy, że nie jest to spokojny, domowy kociak, tylko potrafi w mig roznieść naszą chałupę.

kot-4a

 

Co w nim lubisz najbardziej?

Mimka jest kotem zmieniającym swoje oblicza. Potrafi galopować jak koń, polować jak lew, czy też pozować do zdjęć jak prawdziwa modelka. To jest chyba w niej  najbardziej urzekające.

Gdy wyciągamy aparat, od razu robi dziwne miny do obiektywu, pozuje, wchodzi w kadr. Gdy nie wychodzi nam zdjęcie jedzenia, Mimka zawsze pomoże i zdjęcie z nią jest o wiele bardziej wesołe. 🙂

Niestety też na nas poluje. Gdy przechodzimy przez pokój, stoi przyczajona i od tyłu atakuje. Przez to mamy rany na nogach, na rękach, ale to jest w niej najbardziej charakterystycznego. Bez polowań Mimka nie byłaby Mimką.

 

kot-3a

Co jada Twój kot?

Nasz kot niestety gustuje w mokrych karmach z wyższej półki. Nie przejdzie żadna tania karma, nawet jej nie tknie. Ale za to jak wyjmiemy mięso z lodówki, od razu staje się milutkim koteczkiem, a jej mina przypomina kota w butach ze „Shreka”. No jak jej nie dać tego kawałeczka mięsa? 🙂

Gdy już chwyci mięsko w zęby, od razu leci na kraniec domu z podniesionym do góry ogonem, aby nikt jej przypadkiem go nie ukradł. Taki to podejrzliwy kotek.

Ale chyba najbardziej lubi witaminki… Czasem kupujemy jej jako przekąskę, a jedna tabletka przypada na jeden dzień. Niestety jak wstajemy rano, opakowanie jest otwarte, a wszystkie witaminki zjedzone. Po prostu szaleje na ich punkcie!

 

kot-6a

Koty w kuchni

Mimka od zawsze krząta się z nami w kuchni, a jak się otworzy lodówkę, to pojawia się znikąd. Interesuje ją głośna mikrofalówka, gorący piekarnik, potrafi się wpatrywać przez naprawdę dłuugi czas. Oczywiście najważniejsze w kuchni jest jedzenie – zawsze udaje jej się wyżebrać coś malutkiego.

 

kot-5a

 

Najzabawniejsza historia

Ciężko jest wybrać jedną, jest ich naprawdę dużo. Chyba najbardziej zapadła nam w pamięć historia z drukarką. Gdy drukowałyśmy coś, nagle przybiegała swoim galopem do pokoju i rzucała się na drukarkę. Wyciągała strony, rwała je, próbowała wsadzić tam łapki. Miała oczy pełne obłędu, jakby spotkała UFO. Już nie raz zdążyła nam się historia porwanych i pogryzionych kartek w szkole. A niestety wymówka „kot mi pogryzł” średnio przechodzi w szkole.

kot-2

Mimka jest bardzo nietypowym kotem, ale za to jakim zabawnym. Pomimo polowań i dziwnych zachowań na zawsze zostanie naszym kochanym kotkiem. 😉

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

 

Kulinarne koty- Bohun Szkatułki Cook z Sekretów małych i dużych

bohun2

Szkatułka Cook to kolejna blogerka, którą poznałam dzięki kociemu cyklowi 🙂 Na jej blogu Sekrety małe i duże   spodobały mi się przede wszystkim pyszne ciasta . Oddaję głos Joannie.

Pierwszy kot pojawił się w moim życiu prawie dwadzieścia lat temu. Blogowy Pan K. najpierw złapał maleństwo na wielkiej górze węgla, a potem przywiózł umorusane i przestraszone w parcianym worku do naszego domu prosto z Wisły i tak Wiślaczek został z nami do końca swoich dni. Zmieniał kilkakrotnie swoje miejsca pobytu i adresy zamieszkania, ale widać było, że serce zawsze miał tam gdzie my byliśmy z nim. Odszedł do Krainy Wiecznych Łowów dwa i pół roku temu i niemal natychmiast pojawił się w naszym domu Bohun.

 

bohun0

Nie chciałam tak szybko nowego kota, ale nowy kotek szybko sprawił, że mój maleńki synek przestał rozpaczać po Wiślaczku. Ja długo rozpamiętywałam jeszcze stratę po Wiślaczku, wspominałam, ale mały czarny gość w naszym domu zaczął nam dostarczać coraz to nowych wrażeń. Kot rodem z piekła, choć wzięty z Brzozowej Gaci koło Kurowa 🙂 Kot iście charakterny jak na imiennika z powieści sienkiewiczowskiej przystało. Pierwsze kilka tygodni życia spędził w swojej pierwotnej rodzinie, więc nauczyła go mama kocica i polowania i zabawy ze swoim kocim rodzeństwem. Przyszedł, więc do naszego domu z nawykami, których nie wyzbył się Bohunek do dziś 🙂 Uważa, więc kocisko – płocisko mego syna, a swego Pana (haha) za swego „braciszka”, którego co rusz atakuje, co rusz w sposób mniej lub bardziej wyrafinowany zachęcając do wspólnej zabawy – wyciągając przy tym swoje ostre pazurki.

bohun3

Całą zimę „poluje” … dewastując mi parapet i doniczki i kwiaty na nim stojące, bo … czai i maskuje się za kwiatami, a potem z Nienacka rzuca się na szybę – strasząc ptaszki i dewastując kwiaty 🙁 Niestety z tego powodu – prawie całą zimę i wiosnę nasz niecnota może wychodzić na balkon dopiero po zachodzie słońca, kiedy cały ptasi ruch na balkonie ustaje. Psotnik nad psotnikami, trudno zliczyć wszystkie jego harce i wybryki – powkładane rzeczy do butów, zjedzone sznurówki, potłuczone naczynia, powylewane wody i pozjadane kwiaty z wazonów, ucieczki przez balkon do sąsiadów, wylegiwanie się na jeszcze ciepłych, świeżo wyprasowanych – świątecznych obrusach, zjadanie pasztetu wielkanocnego … itp.

 

bohun4

Bohun ( nazywany Buhciem )  jest amatorem suchej kociej karmy dla kotów wysterylizowanych. Największym przysmakiem jest dla niego jajo i mielone mięso wprost z maszynki. Kiedy słyszy dźwięk mielonego mięsa w elektrycznej maszynce nie odstępuje mnie na krok. Przepada też za wodą z kwiatów w wazonie i bitą śmietaną 🙂 Nie gardzi parówką. Zawsze żebrze u Pana K. kiedy ten jada je na śniadanie – to standard.
Nasz Bohun to mały nicpoń. Choć ma swoją kuwetę i potrafi z niej korzystać często łapiemy go na korzystaniu z naszej dużej umywalki do załatwiania pewnych potrzeb. Niestety nie wpadł jeszcze na pomysł by korzystać z kranu 🙂 Podobnie jest ze spaniem … Ma swój ulubiony mały wiklinowy domek, w który chętnie się chowa, lecz jeśli chodzi o spanie to sprawa wygląda inaczej. Najczęściej budzę się o poranku z Bohunem rozwalonym tuż o bok mnie w najlepsze i nawet nie ma mowy by się ciut posunął 🙂

bohun6
Jednak najfajniejsze w naszym kocie jest to, że kiedy wyjeżdżam ( a zdarza mi się to dosyć często)
i wracam do domu – Bohunek jest jak psiak 🙂 Okazuje radość, łasi się, przybiega na powitanie, czasem trąca łapą. Wyraźnie okazuje radość z mojego powrotu i zadowolenie – jedynie nie szczeka 🙂

Dziękuję za historię 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

bohun7

Kulinarne koty- Pola od Oli z cookplease.pl

kot oli5

 

Olę z bloga cookplease.pl poznałam… szukając kolejnych kandydatów do kociego cyklu. Mam nadzieję, ze zobaczymy się kiedyś na jakims blogersrkim spotkaniu i porozmawiamy na zywo o naszych pupilach 🙂 Oddaję jej głos :

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?

Tylko jeden kot, Pola. 1 lipca 2013 roku przyniosłam 6 tygodniowe kocię do domu. Bo kota chciałam mieć od zawsze… I została, stając się przytulaną maskotką wszystkich domowników. Właśnie tym podbiła nasze serce – przytulaniem się, miauczącymi pogaduszkami, spaniem z wyciągniętym jęzorkiem i traktorowym mruczeniem w nocy :).

Właściwie zawładnęła wszystkim w domu. Fotelem, szafą, biurkiem, stołem, balkonem oraz oczywiście moimi poduszkami w nocy, gdzie nieskrępowanie rozkłada się na obu. A co ze mną? A tam, poradzę sobie!

 kot oli4

Co w nich lubisz najbardziej?

Pola jest śmiesznym kotem. Miny, które robi czasami mnie przerażają („czy to jest moja szynka?!”), delikatnie obrażają („idź stąd człowiek, jesteś taki głupi…”) lub rozśmieszają („czy to foliowa kulka?!”).

Uwielbiam jak wieczorem wdrapuje się na mnie, całkowicie zasłaniając mi laptopa i włącza swoje mruczenie… Albo jak jest okrutnie zmęczona, a mimo to stoi nad miską i czeka aż się jej coś sypnie. Śmiesznie jest też wtedy, gdy „szczeka” na ptaki za oknem, bo Pola to kot nie wychodzący. No po prostu, śmieszny koteł 🙂

 kot oli3

Co jadają Twoje koty?

Jedno i to samo – przynajmniej jeśli chodzi o gotową karmę, zarówno suchą jak i mokrą. Nie ma mowy o jakiejkolwiek zmianie, nawet przy delikatnych próbach. Najchętniej, jeśli chodzi o mokre jedzonko, jest to drobiowe, ewentualnie wołowe. I tylko mus w puszkach, paszteciki czy kawałki mięsa są całkowicie ignorowane…

Dodatkowo, miłością Poli, jest Almette śmietankowe i jogurtowe, taki koci „wypas”. Nie pogardzi żółtym serem (ale też ma 2-3 ulubione gatunki) lub szyneczką drobiową. Czasami zje jajko, ale to zależnie od humoru – zje to zje, nie, to jej nie zmusisz. Zdarza się również chapsnąć kurczaka ugotowanego, mięso z nóżki lub z piersi – jednak też są to malutkie porcje.

No i chrupki! Kocie, najlepiej serowe….

Czego Pola nie zje? Niczego, co stało obok ryby, lub rybne jest!

 kot oli2

Koty w kuchni

Pola w kuchni jest zawsze. A to wpatruje się w mikrofalę. A to w zmywarkę. A to się lodówka otwiera i trzeba koniecznie coś wysępić! Pilnuje mnie podczas gotowania, podczas układania jedzenia, podczas fotografowania. Czasami nawet myśli, że jest „jedzenie” i się ustawia na miejscu talerza… hmmm 🙂

kot oli1

Najzabawniejsza historia

Czy najzabawniejsza to nie wiem, wiem, że od dwóch – trzech miesięcy nie podchodziły jej jajka (mimo, że wcześniej je jadła 🙂 . Często, gęsto gotując sobie, robiłam również dla Poli, a niech ma, myślałam sobie. I oczywiście szło do kosza, bo kot nie raczył nawet powąchać. No to zrezygnowałam z robienia jej tego, wydawałoby się, przysmaku. Do dzisiaj. Dzisiaj, w piękny sobotni poranek, zrobiłam sobie sałatkę z jajkiem na twardo. Obróciłam się na 10 sekund… I oczywiście kot zajął się moim jedzeniem. Złośliwość taka mała!

Dziękuje za rozmowę

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

kot oli6

Kulinarne koty – ekipa z Kuchni Alicji

koty ali2

Margot vel Alcię z Kuchni Alicji poznałam wirtualnie już dawno, przy okazji udziału w  Weekendowej Piekarni z początków Durszlaka. Oj, to były dobre czasy… Margot jest wegetarianką , a mnie na jej blogu podobają się przede wszystkim pyszne wypieki oraz bułki i chleby.

O tym, że jest zakręcona na punkcie kotów dowiedziałam się przy komentarzach we wpisie o kotach Majany . Zaprosiłam ją więc do swojego cyklu , oddaję głos :

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?
Kiedyś jako malec mieszkałam kilka lat na wsi, dziadek miał gospodarstwo i pełno zwierzaków z którymi się przyjaźniłam. Koty i psy to tylko część, były ukochane krówki i gąski z którymi ,, gawędziłam”, po przeprowadzce, ciągle znajdowaliśmy jakieś psy które potrzebowały domu. Po odejściu ostatniej ukochanej Elzy  postanowiłam, że nie chcę żadnych zwierzaków w domu, bo tak boli jak odchodzą…. Ale one czyli koty miały inne plany.  I tak ktoś czyli siostra  przygarnął kotkę i ona się okociła i Alcia się wzbogaciła o Mikusię ( niestety w wieku 7 lat po ciężkiej chorobie odeszła od nas na zawsze, zostawiając tyle wspaniałych wspomnień) i Stokrotkę, prawie już 17-letnią. Urodziny mamy w ten sam dzień, tylko liczba świeczek na torcie różna, niestety.
Był króciutko u nas znaleziony przez moją siostrzenicę Krecik, taki noworodek koci, podrósł karmiony mleczkiem dla niemowląt strzykaweczką, ale niestety po pierwszym szczepieniu, odszedł do kociego nieba.
Po roku siostrzeniec przytachał pudełko z znalezionymi czterema kociakami, na oko nie starszymi niż 14 dni, w tym z jednym co był bardzo chory i nic nie mógł jeść. Upór mojej siostry oraz codzienne gotowanie miksturek z mięsa , ryżu i marchewki, karmienie na siłę najmniejsza strzykawką przez 2 miesiące, noszenie kociaka na piersiach( by nie marzło tzw. kangurowanie), że kociątko postanowiło żyć . Wyrosło na Pyzę dziś ponad 9 letnią, ja oprócz Pyzy dostałam z tego pudełka jeszcze Kizię. Minęło trochę czasu i dziewczyna mojego siostrzeńca zaopiekowała się wyrzuconymi malutkimi ( tak z 4 tygodniowe) czterema kociakami i po miesiącu do mojego stada dołączyła Margotka , aktualnie mająca rok z dobrym hakiem.

koty ali1
Co w nich lubisz najbardziej?
Za to, że po prostu są . Fakt każda jest inna, Stokrotka mimo dostojnego wieku kociego, nadal w fajnej formie fizycznej i charakter od kociaka się jej nie zmienił, wymusza to co chce po prostu drapiąc po sprzętach lub przeraźliwie krzycząc.  Ale też potrafi okazywać współczucie tym co cierpią, nie ważne fizycznie czy psychicznie , ma przeogromne pokłady empatii, pewnie mogłaby prowadzić nawet takie kursy jak okazywać współczucie.
Pyza, po chudym dzieciństwie jest teraz bardzo puszystym kotem i w tym puszystym ciałku jest tyle miłości, że starczyłoby jej na cały pułk. Ma też takie usposobienie , że najlepiej żyć dniem dzisiejszym i wszystko mieć w nosie. Po co się denerwować czymś na co nie mamy wpływu ?
Kizia to ślicznotka, która bardzo dobrze pamięta czasy strzykawkowe i z strzykawki wypije wszystko, choćby to było kwaśne czy gorzkie. Jest też kotem, który stresuje się wieloma sytuacjami, w przeciwieństwie do  Pyzy . Strach potrafi ja tak paraliżować, że dałaby zrobić ze sobą praktycznie wszystko. Tak ma do ludzi – 100% poddaństwo i podporządkowanie, bo kotom to nie daje w kaszę dmuchać i potrafi się postawić, nawet sama zaczyna sprzeczki.
I Margotka – takie kocie ADHD, jak nie śpi to biega, wszystko ją interesuje, wszędzie musi wejść, wszystko zobaczyć I uczy się od innych kotów w mig . Od Stokrotki, że woda najlepsza do picia świeża z kranu ,a przy okazji można się umyć, maczając łapkę w wodzie , a potem wmasować w futerko. Z wełny można zrobić pajęczynę , motając ja o wszystkie nogi stołu i krzeseł, to pokazała dzieciaczynie Pyza, a Kizia nauczyła Margotke jak można ,,chodzić” plecami zaczepiając się o łóżka czy fotele

Co jadają Twoje koty?
Hm , różnie, w różnych okresach ich życia. Stokrotka długo była karmiona przez swoją mamę , potem jadła byle jakie karmy u mnie bo takie tylko były na rynku lata temu, a ja nie miałam jeszcze internetu  i nie wiedziałam, że to źle. Na szczęście zawsze lubiła mięso i żółtka jajek. Pyza i Kizia jako niemowlaki , a później do około roku jadały gotowane mięso z małym dodatkiem marchewki ryżu, starsze dostawały też różne warzywa, oraz często zamiast odrobiny ryżu trochę kaszy jaglanej . Jedzonko wzbogacałam odrobiną zmielonego siemienia lnianego, zmielonymi skorupkami jajek oraz tranem. Koty alergiki nie mogły żadnych karm dla kociąt bo takowe zawierały soję, czasami mleko i jeszcze inne składniki , które doprowadzały je do choroby. Później cała trójka jadała karmy typu Eukanuba (Pyza kilka lat taką na odchudzenie , na której nie schudła ani grama , a raczej przybrała) czy Hills. Dwa lata temu przeszliśmy na karmy bezzbożowe, kupuję różne, ale ulubione moich kotów to Purizon oraz Taste of the Wild . I takie karmy jada od początku pobytu u mnie Margotka. Stokrotka zaś od roku zaczęła mi grymasić przy jedzeniu i najbardziej lubi teraz surowe mięso, ale takie jak kacze , gęsie lub wołowina.  Czasami woli jakieś puszki( niestety niezbyt dobre jakościowo,  lub niemowlęcy Gerber z kurczaka lub indyka).
Zawsze zaś ma ochotę na żółtko rozbite na mleczko z wodą i przecedzone przez sitko, a co? Reszta mięsa nie chce jeść, nie wiem dlaczego tak mają , toć koty to mięsożerne stworzenia. Strasznie jakoś nie płaczę bo dla wegetarianki z stażem pond 25-letnim łatwiej jest nasypać karmy niż latać po sklepach mięsnych, a następnie to co się kupoło kroić. Mimo to trochę polatać muszę i nakroić dla Stokrotki. Myślałam o diecie typu BARF, ale koty mięsa nie chcą jeść, to pewnie z dietą tą miałaby większy problem, dodatkowo dochodzą moje zwyczaje żywieniowe , przekonania i jest jak jest.

 

koty ali4

Koty w kuchni
Stokrotka do kuchni chadza jak chce jeść ( jada na żądanie , ma tyle lat ,że ufam jej instynktowi tym bardziej, że koty starsze chudną i takie od 16 roku życia często wyglądają jak sucharki, jak to określi nasz weterynarz.  Stokroć wygląda jak młody kot i tak się zachowuje), czasami też sypia w kuchni na najwyższej szafce.
Kizia raz na ruski rok sypia w kuchni, ale reszta kuchennych czynności ją nie interesuje-Pyza i Kizia to koty, które nie interesują się ludzkim jedzenie i nie wchodzą praktycznie na stoły.
Pyza też ma kuchnię w nosie, no chyba , że wyciągam świeżutkie bezy z piekarnika , ma w tym względzie jakiś szósty zmysł i biegiem leci po swoje należne porcje. Ale na co dzień to je swoje karmy i do kuchni nie zagląda
I Margotka, o ta nadrabia za wszystkie inne koty i jest zdecydowanie , aż za bardzo kulinarnym kotem. Pomaga mi w każdej kuchennej pracy , a już jak robię pierogi to Margotka dostaje kota i muszę być czujna, bo sekunda nie uwagi i już kawałek ciasta ukradziony , albo pierożek podziurkowany , czasami ma lot na podłogę.  Margotka uwielbia bawić się ciastem pierogowym, lubi też je  zjadać. Uwielbia też kaszę jaglaną i ryż, jak gotuje to nie ma zmiłuj , muszę jej dać z dwie łyżeczki .
Najzabawniejsza historia
Przy tylu kotach takie zabawne sytuacje to chleb powszechni , jest ich tyle, że nawet nie wiem co opisać i może zamiast tego napiszę, że moje koty to bardzo mi bliskie stworzenia i min. z miłości je wysterylizowałam, żeby nigdy one, ani ich potencjalne potomstwo nie zaznało głodu, bezdomności czy życia w najlepszym nawet schronisku. Za moment będzie wiosna, przepiękna pora roku , niestety z nastaniem wiosny zaczną się rodzić tysiące małych kociąt, które od samego początku będą niechciane, będą kłopotem lub będą bezdomne. Będą umierać jako kocie noworodki lub niemowlęta z chorób , głodu, zimna czy z pomocą ludzi bardziej czy mniej humanitarnie (tylko czy śmierć ślepego kociątka podanego eutanazji tylko dlatego, że jest niepotrzebne, kłopotem to jest humanitarne?) czy wręcz okrutnie( niestety topienie i zasypywanie w dołach żywych czy okrutnie zabitych nie należy do średniowiecza) .
Ktoś napisał, że chcesz uratować 100 kotów (psów też się to tyczy) , wysterylizuj jednego.
Nie wiem czy moje koty są bardzo szczęśliwe żyjąc ze mną , ale wiem, że naprawdę choć to same kocicie i żadna z nich nie miała ani razu ani jednego kociaka to z tego powodu nie czuje się nieszczęśliwa. Ich zdrowie też na tym nie cierpi, że w wieku kilku miesięcy  zostały pozbawione możliwości posiadania potomstwa. Pewnie narażę się niejednej osobie, ale ja nawet rozmnażanie prześlicznych z rodowodem kotów uważam za niezbyt moralne kiedy w schroniskach i na ulicach pełno jest zwierząt niczyich.
A koty to najpiękniejsze stworzenia na naszej planecie i nie zasługują na taki los, zresztą nikt nie zasługuje na taki los.

Dziękuję za rozmowę

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

koty ali3

Kulinarne koty – Emi i Witek Natalii z Kulinarnych podróży

Kot nat8

 

Natalię z bloga Kulinarne podróże poznałam …dzięki temu cyklowi 🙂 Zauważyła „koci wpis” z Maciusiem Majany i zapragnęła przedstawić swoje koty na moim blogu ! Bardzo mi miło, że poznałam kolejną zakręconą kulinarną blogerkę i mam nadzieję , że spotkamy się kiedyś na jakimś blogerskim spotkaniu.

 

Kot nat1

Jak koty pojawiły się w Twoim życiu?

Dom bez zwierząt jest pusty, cichy, nikt na Ciebie nie czeka, nikt z rana nie trąca noskiem, ‚wstawaj’! Jako dziecko miałam pieska, mój chłopak zawsze miał w domu koty. Stwierdziliśmy, że już dość czasu mieszkamy sami i padło na adopcję kotów. Od początku chcieliśmy kocie rodzeństwo, co dwa koty to nie jeden 🙂
Teraz, gdy są już u nas dobrze ponad dwa lata, wydaję się nie pamiętać, jak było ‚przedtem’, bez nich! Kocham je miłością absolutną! 🙂

Kot nat4

 

Co w nich lubisz najbardziej?

Kocham wszystko! Każdy ma zupełnie inny charakter, ich wzajemna interakcja jest naprawdę fascynująca. Uwielbiam jak razem coś robią, coś knują, zastanawiam się tylko co się w tych kocich główkach dzieje. Taki ‚koci gang’. I Emi i Witek to masakryczne pieszczochy, nigdy nie mają dość, można robić z nimi wszystko. Sporo też psocą, czasem walczą aż leje się krew (dosłownie!), a potem śpią jeden na drugim, zwinięte w jeden koci kłębek.
Emi codziennie śpi ze mną, nosek w nosek. Ten moment, kiedy zasypiam i budzę się wtulona w jej ciepłe, pachnące futerko, jest niezmiennie najpiękniejszy.

kotnat2
Co jadają Twoje koty?

Mięso! Jak to prawdziwi mięsożercy 🙂 Dostają świeżego kurczaka, najczęściej całe skrzydełko lub podudzie. Mamy wtedy w domu sceny jak z ‚national geographic’, każdy przeciąga swoją zdobycz w swoje ulubione miejsce i słuchać tylko trzask łamanych kości 🙂 Jedzą też serduszka z kurczaka, czasem żołądek, kawałek indyka. Witek lubi wołowinę, Emila obsesyjnie wylizuje noże z masła i talerzyki z oliwy.
Oba podkradają starty parmezan i wylizują skrupulatnie opakowanie po serku wiejskim.
Dla zainteresowanych kwestiami żywienia kotów, odsyłam do mojego artykułu – klik

 

kotnat3

Koty w kuchni

To przecież ich ulubione miejsce! 🙂 Wchodzą dosłownie wszędzie, i jak były małe mieliśmy z tym problem. Z anielską wręcz cierpliwością przygotowywałam posiłki ściągając naprzemiennie z blatu raz jednego raz drugiego malucha. Teraz jest już znacznie lepiej, wystarczy ściągnąć raz 🙂 Siedzą w kuchni zawsze jak coś gotuję, zaglądają do misek i garnków. Absolutnie nie mogę zostawiać nic na wierzchu – są w stanie otworzyć i zjeść naprawdę wszystko np. Emi jest w stanie zeskoczyć ze stołu z … 0,5 kg torebką cukru pudru w zębach, z czystej kociej ciekawości chce zobaczyć co tam też w środku jest 🙂 Emila często siedzi w zlewie, sprawdzając czy nie uchowała się czasem gdzieś kropelka oliwy, Witek ochoczo wkłada łapki do torebki z mąką, cukrem… Trzeba chować naprawdę wszystko!
Emi i Wituś uwielbiają też kulinarne sesje zdjęciowe – chcą być na każdym ujęciu! Czasem muszę się nieźle nagimnastykować chcąc mieć kadr bez kota 🙂

Kot nat7
Najzabawniejsza historia

Wiele takich. Często, patrząc na nie, płaczemy ze śmiechu 😀
Zabawnie było, gdy jako maluchy, dorwały karton mleka, który nieopatrznie zostawiałam na 5 minut, pijąc kawę w innym pokoju. Po chwili tknęło mnie – jest za cicho, gdzie dzieci?! Wchodzę do kuchni, a tam armagedon. Karton przewrócony, podziurkowany ząbkami, i ze stołu na podłogę płynie w o d o s p a d mleka. W tym wodospadzie koty, okrągłe z przepicia jak dwie małe kulki… Masakra. Witek siedział i ulewało mu się górą… Nie muszę chyba opowiadać co potem działo się w kuwecie.
Żeby było zabawniej, ciąg dalszy historii nastąpił już kolejnego dnia. Tym razem odkręciły sobie butelkę z oliwą z oliwek 🙂 Całe koty i całe mieszkanie w oliwie 🙂 Od tego czasu zaczęłam doceniać ich spryt. Chowam wszystko.
Mówiłam już, że kocham moje koty?

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

Kot nat5