Archiwa kategorii: Jadalne chwasty

Konfitura z jarzębiny i jabłek

konfitura z jarzębiny i jabłek
konfitura z jarzębiny i jabłek

Podczas porządków przedswiątecznych w zamrażalniku znalazłam tam zamrożone od jesieni owoce jarzębiny. Zebrałam je we wrześniu w lesie z zamiarem zrobienia konfitury . Lubię  eksperymentować z darami natury, mam na blogu specjalną kategorię – Jadalne chwasty, gdzie pokazuję swoje lub podpatrzone i zmodyfikowane przepisy na dania z modnej teraz „dzikiej kuchni”.

Nie lubię marnować jedzenia, staram się też wybierać świadomie produkty do tego, co gotuję. Ekologia jest mi bliska , staram się jadać produkty od lokalnych dostawców, by nie wykorzystywać tych, których transport niszczy nasze środowisko nadmierną emisją dwutlenku węgla. Wbrew niektóym mitom nasze codzienne wybory konsumenckie mają wpływ na klimat. Kupowanie od lokalnych wytwórców , preferowanie produktów roślinnych, których wytwarzanie pochłania mniej energii i wody ma znaczny wpływ na emisję gazów do atmosfery i zmiany klimatyczne. O innych mitach na temat zmian w środowisku można przeczytać na stronie poświęconej projektowi Energia odNowa .

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że jestem zaangażowana w projekt promujący lokalne produkty w Zakolu Dolnej Wisły w moim rodzinnym województwie kujawsko-pomorskim. To właśnie u jednej z wspóluczestniczek tego projektu, nazwanej przez krytyków kulinarnych Królową Slow Foodu i nagrodzonej przez Magdę Gessler w Przysieku Złotym Półgęskiem,  Mirki Wilk jadłam tę wspaniałą konfiturę z jarzębiny. Postanowiłam ją zrobić sama.

KONFITURA Z JARZĘBINY Z JABŁKAMI

1/2 kg zmrożonych owoców jarzębiny

3 duże jabłka (najlepiej winne)

1, 5 szklanki cukru

sok z połówki cytryny

1/3 szklanki wody

Jarzębina ma swoistą goryczkę i warto dodać jabłka, by złągodzić ten smak. W tym celu też najlepiej ją przemrozić w zamrażalniku ( nie trzeba tak długo, jak ja, wystarczy dobę), mozna też zebrać z drzewa zimą lub jesienią przemrozone już owoce.

Obrane i pokrojone w kostke jabłka skrapiamy obficie sookiem z cytryny. Owoce jarzębiny obrane z szypułek przesypujemy cukrem na czas rozmrażania.

Wlewamy wodę do garnka, wkładamy jedne i drugie owoce i gotujemy powoli mieszając, az cukier zacznie się lekko karmelizować . Gdy jarzębina będzie już miękka, możemy konfiturę  zapasteryzować w słoiczkach. Doskonale smakuje nie tylko do mięsa, ale też do delikatnych serów.

Dary lasu wykorzystuję często w swoich potrawach, to „produkty”, do którch wytworzenia nie wykorzytsuje się energii często niszczącej środowisko. O tym, jakie zagrożenia niosą ze sobą nieefektywne źródła energii i o potrzebie rozwoju nowych, odnawialnych jej źródeł opowiada film dokumentalny, którego premiera odbędzie 14 maja . Film „Punkt krytyczny – Energia odNowa” będzie można zobaczyć w ośmiu polskich miastach: Krakowie, Bydgoszczy, Gdańsku, Gdyni, Szczecinie, Katowicach, Łodzi, Lublinie i dwóch za granicą: Berlinie i Brukseli. Projekcje odbędą się w ramach bezpłatnych pokazów, na które będzie można się zarejestrować na stronie kampanii energiaodnowa.pl. Po każdej projekcji filmu odbędzie się debata z ekspertami na temat przyszłości Polski w świecie odchodzącym od węgla i innych paliw kopalnych.

 

 

Penne z dzikim pesto i pecorino

 

penne z dzikim pesto
penne z dzikim pesto

Wiosna w tym roku już cieszy nas zielenią, ja z niej korzystam nie tylko dla ozdoby. W ogrodzie już rosną mi zioła wieloletnie , pięknie przechowała się pod liśćmi pietruszka naciowa, oregano odbija , mięta nieśmiało rozwija coraz silniej gałązki i listki. Jest też sporo dzikich, jadalnych chwastów – u mnie rozplenił się podagrycznik o smaku podobnym do szpinaku, jest też sporo czosnaczku, krwawnik smakujący jak szczypiorek, wybijają też listki szczawiu, któremu od kilku lat pozwalam się rozsiewać po trawniku, gwiazdnica o lekko orzechowym smaku i białych kwiatkach też już się wychyla. Młode pokrzywy jeszcze nie parzą, ale dla pewności przelałam je wrzątkiem  To wszystko wraz z młodym , lekko pikantnym mniszkiem zebrałam, umyłam i zmiksowałam z orzechami włoskimi ,  pestkami słonecznika i oliwą.

 

DZIKIE PESTO DO MAKARONU , Z ORZECHAMI I PECORINO

po garści  młodych pokrzyw i podagrycznika

dwie garście natki pietruszki, kilkak gałązek oregano

kilka gałązek gwiazdnicy, krwawnika , listki czosnaczka, młoda mięta i mniszek

łyżka pestek słonecznika i dwie orzechów ( miałam włoskie i arachidowe)

dwa ząbki czosnku

2 łyżki oliwy

sól, pieprz czarny z młynka

kawałek pecorino

makaron ( miałam penne)

Makaron ugotowałam według przepisu, minutę krócej, by był al dente.

Pokrzywy i resztę zieleniny umyłam w kilku wodach zmieniając je . Te pierwszą przelałam  wrzątkiem na sicie.

Włożyłam zieleninę do blendera dodając orzechy, czosnek i oliwę. Zmiksowałam prawie na gładko. Doprawiłam solą i pieprzem.

Wymieszałam pesto z ciepłym makaronem, posypałam kawałkami pecorino odciętymi ładnie nożem – piłką.

Takie pesto to samo zdrowie, kto ma opory przed jedzeniem „dzikiego zielska” niech raz go spróbuje , a na pewno będzie mu smakowało. O korzyściach dla zdrowia nie muszę chyba przekonywać, młode rośliny to najlepsze źródło witamin i mikroelementów. Ja mam to szczęście, że wszystko mi rośnie w ogrodzie . Trzeba uważać, by nie zbierać jadalnych chwastów przy ulicy, lepiej wybrać się gdzieś na wycieczkę do lasu czy na łąkę. Teraz natura ciągnie nas na swoje łono, trzeba czasem zadbać o samochód i sprawdzić, czy nadaje się na dłuższe wycieczki . Można skorzystać z auto części i zabezpieczyć się zawczasu przed awarią .

Dzika kuchnia cieszy się coraz większym powodzeniem, u mnie jest spory wybór dań z jadanych chwastów w specjalnej kategorii z boku bloga.

Smacznego !

Naturalne antybiotyki przeciw infekcjom

Już kilka razy na blogu pokazywałam moje „czarodziejskie” zioła , herbatki, syropy  i soki, które pomagają w naturalny sposób opanować infekcje. Rok temu pisałam m. in. o widocznej na powyższym zdjęciu herbatce z liści malin i owoców dzikiej róży, pełnej naturalnej witaminy C , wspomagającej odporność.

Teraz chcę przypomnieć jeszcze to i owo, ale najpierw napiszę o naturalnym antybiotyku, czyli miksturze z czosnku. Dostałam ją od sąsiadki, gdy moja Najstarsza zachorowała na anginę w sobotę przed Wielkanocą i nie można było dostać się do lekarza. Po trzech dniach dziecko było zdrowe, a ja robię tę miksturę niemal na okrągło , leczę nią często siebie i rodzinkę. Dla dzieci trzy razy dziennie po łyżce, dla dorosłych nawet cztery, zapobiegawczo wystarczy łyżka- dwie.

LECZNICZA MIKSTURA Z CZOSNKU

8 ząbków czosnku

sok z całej cytryny

2 szklanki przegotowanej ostudzonej wody

miód do smaku ( opcjonalnie)

Czosnek kroimy drobno i rozcieramy lub przepuszczamy przez praskę. Mieszamy z wyciśniętym z cytryny sokiem, dodajemy miód ( nie jest to konieczne, niektórzy wolą bez miodu), mieszamy raz jeszcze i dolewamy wody. Trzymamy w chłodnym miejscu, przed zażyciem najlepiej postawić słoik z miksturą w temperaturze pokojowej, by nie drażnić gardła.

mikstura z czosnku
mikstura z czosnku

Innym skutecznym domowym medykamentem jest syrop z cebuli.Nie będę tu wrzucać zdjęcia, syrop wydziela się po przesypaniu dowolnie pokrojonej cebuli obficie cukrem . Trzeba ją postawić w ciepłym miejscu w kubku lub miseczce i pić sok po łyżce klika razy dziennie. Kto unika cukru, może jeść po prostu surową cebulę, np. na kanapkach czy w sałatkach.

Dziki bez jest też wspaniałym naturalnym lekarstwem, od znajomych wiem, jak był doceniany podczas wojny na Bałkanach, gdy brakowało lekarstw.

Z jego kwiatów robię herbatkę i syrop, a nawet nalewkę.

Syrop z dzikiego bzu dodany do kompotów i soków z malin , nawet już w fazie przygotowania doskonale rozgrzewa i leczy stany przeziębienia.

Gdy dziki bez przekwitnie, zawiązują się granatowe owoce, które na surowo są niejadalne, ale sok z nich ma podobne właściwości do syropu i herbatki z suszu.

Na kaszel ( sama to teraz skutecznie wypróbowałam) doskonały jest majowy miodek z kwiatów mniszka lekarskiego. Łagodzi też ból gardła.

Warto latem zadać sobie trud i zrobić domowe lekarstwa, ususzyć kwiaty, czy liście.Muszę też wspomnieć o domowych octach jabłkowych i kwiatowych, które też nie wymagają wiele trudu przy zrobieniu, a pomagają na ból gardła w napojach i płukankach.

Ja do apteki po lekarstwa na przeziębienie czy infekcje chodzę rzadko i w ostateczności. Najbardziej wszyscy jesteśmy narażeni na choroby zimą. Prócz tego, co w nas w środku warto też pomyśleć o zewnętrznym ociepleniu domu czy mieszkania, słyszałam, że izolacja pur  dobrze się sprawdza pod tym względem.

Życzę wszystkim zdrowia i zachęcam, by w przyszłym roku poszukali czystych miejsc, gdzie można pozbierać zioła czy kwiaty na naturalne lekarstwa.

Smacznego !

Pąki dzikiego bzu marynowane w occie mniszkowym

pędy bzu w occie

Czerwiec miesiącem kwiatu bzu czarnego

Moja ciekawość co do jadalnych chwastów popycha mnie do coraz nowych poszukiwań. O młodych pędach kwiatów dzikiego bzu, takich nierozwiniętych czytałam rok temu na facebookowej grupie Poszukiwacze roślin. W tym roku gdy szukałam kwiatów, znalazłam jeszcze nie rozkwitnięte pączki kwiatowe i narwałam ich troszkę by zrobić marynowane. Zerwałam też nieco młodych liści by je ususzyć na herbatkę. Ma ona podobne właściwości go tej z suszonych kwiatów dzikiego bzu.

Najpierw muszę jednak wspomnieć o occie mniszkowym, o którym nie zdążyłam napisać w sezonie kwitnięcia kwiatów mniszka, kiedy robiłam też miodek. Czasem żółte kwiatki kwitną jeszcze drugi raz , może więc ktoś skorzysta jeszcze w tym roku. Przepis znalazłam u niezawodnej Inez Herbiness, ale nie byłabym sobą, gdybym nie dodała nieco jabłek – tak dla pewności, bo ocet jabłkowy prawie zawsze mi wychodzi 🙂 Przepis jest na 1/3 porcji podanej przez Inez, na bazie równych stu kwiatów i jednego jabłka.

OCET Z KWIATÓW MNISZKA 

100 kwiatów mniszka lekarskiego

jedno jabłko ( opcjonalnie)

litr wody

2 łyżki cukru

Kwiaty po rozsypaniu na jasnej powierzchni na kilkanaście minut ( by wyszły małe robaczki) wkładamy do słoika, dodajemy opcjonalnie całe jabłko ze skórką pokrojone drobno ( tylko bez ogonka), cukier rozpuszczony w wodzie i resztę wody, przykrywamy gazą umocnioną gumką i odstawiamy najpierw na tydzień w ciepłe miejsce. Napój  będzie się burzył po dwóch dniach, potem się uspokoi. Po tygodniu wyjmujemy kwiaty i nadal trzymamy w ciepłym miejscu , za dwa tygodnie ocet będzie miał przyjemny kwaskowy smak – już będzie gotowy.

Ma bardzo wiele właściwości zdrowotnych , w tym antyrakowe, kwaśne środowisko jeszcze je wzmaga. Ja najchętniej używam domowych octów do sosów winegret wzbogacających sałatki i surówki, można dodawać go też w niedużych ilościach  do napojów by uzyskać naturalny kwaśny smak ( łyżka na szklankę wody). Dobry jest też do domowych marynat – nie wymaga wtedy obróbki termicznej. Ma piękny kwiatowy aromat.

ocet mniszkowy

Przepis na pączki kwiatów dzikiego bzu w zalewie octowej znalazłam na blogu Ola domowa. Zrobiłam je też po swojemu i wykorzystałam ocet mniszkowy.

Pączków, tak jak i owoców dzikiego bzu nie możemy spożywać na surowo, więc po obcięciu  z baldachimów ( łodyg unikamy) wrzucamy je na 1-2 minuty do osolonego wrzątku. Potem hartujemy je w lodowatej wodzie i zalewamy octem lub zalewą octową.

Ja zrobiłam je podobnie do pikli , lekko słodko-kwaśne, z dodatkiem syropu z kwiatów bzu. Można zalewę dosłodzić też miodem.

ZALEWA DO PĄCZKÓW DZIKIEGO BZU

pół szklanki octu mniszkowego

pół szklanki wody

2-3 łyżki syropu z dzikiego bzu

Odcedzone i zahartowane pączki zalewamy w słoiku zalewą , pozwólmy im się przemacerować kilka godzin a najlepiej dobę.

Używamy jako dodatek do sałatek lub na kanapki, np. zamiast korniszonów.

Mają wszystkie zdrowotne właściwości kwiatów i owoców dzikiego bzu i są pyszne.

Smacznego !

 

pędy bzu w occie2

 

 

Szampan czy cydr – procentowe bąbelki z kwiatów dzikiego bzu

cydr bzowy

Czerwiec miesiącem kwiatu bzu czarnego

Napój nazwany szampanem z bzu zauważyłam u Inez Herbiness już rok temu, zrobiłam, ale mi nie wyszedł – nie było bąbelków, zrobiła się tylko smaczna bzowa lemoniadka. W tym roku nastawiłam mniejszą ilość – w dużym dwulitrowym słoju i na razie wyszły mi bąbelki. Postawiłam w zakorkowanych butelkach i czekam, aż nabierze mocy.

Właściwie jego produkcja przypomina wytwarzanie domowego cydru i ta nazwa bardziej mi do niego pasuje. Tydzień fermentacji i dojrzewanie w zakorkowanych butelkach – podobnie, nie trzeba też przerabiać jabłek na pulpę, tylko ładuje się do słoja kwiaty bzu , które mają naturalne drożdże 🙂 Podaję przepis za Inez, ja zrobiłam z 1/3 porcji.

CYDR Z KWIATÓW DZIKIEGO BZU

6 litrów wody

700 gr cukru

4 obrane cytryny, w plastrach

15 baldachów (kwiatów) dzikiego bzu

2 łyżki octu winnego

Kwiaty muszą być świeże, zdrowe i nie przekwitnięte. Inez robiła napój w baniaku z kranikiem, ja w dużym słoju przykrytym bawełnianą ściereczką umocowaną gumką. Cukier rozpuściłam w części zagotowanej wody, dolałam resztę , włożyłam tam cytryny , kwiaty bzu, ocet ( dałam domowy jabłkowy)i przykryłam kawałkiem płótna umocowanego gumką.

Wczoraj minął tydzień, więc  przelałam odcedzony napój do butelek, bąbelki były na razie delikatne i niestety zniknęły zanim zrobiłam zdjęcie… Wybieram się do lasu po kolejne kwiaty, rosnące w cieniu i nastawię sobie kolejną porcję.

Dziś wznoszę nim toast z okazji czwartej rocznicy powstania naszej Wielkopolskiej Grupy Blogerów Kulinarnych – dokładnie 4 lata temu zorganizowałam pierwsze spotkanie 🙂 Spotykamy się nadal, dziś część Grupy będzie na kolejnej imprezie kulinarnej w Poznaniu, ja niestety nie mogę dziś dołączyć.

Dziś zamiast smacznego – Na zdrowie !

cydr bzowy1

Dżem z szyszek sosny

dżem z szyszek3

Dżem z zielonych szyszek sosny zaintrygował mnie już rok temu na blogu Pinkcake. Gdy podczas wizyty u znajomych zobaczyłam młode sosny w ich ogrodzie z charakterystycznymi zielonymi szyszkami, zapytałam, czy mogę ich trochę nazbierać. Zerwałam ze dwie garście, tak na pojemność pół szklanki i zrobiłam z nich dżem. Chciałam, by go mogła spróbować moje Weganka, która przyjechała na trochę do domu, więc miód zastąpiłam syropem z kwiatów dzikiego bzu.

DŻEM Z SZYSZEK SOSNY

1/2 szklanki szyszek sosny

1/3 szklanki cukru

2 łyżki syropu z kwiatów dzikiego bzu

łyżeczka soku z cytryny

Szyszki pokroiłam ( trzeba sprawdzić, czy nie są robaczywe, moje nie były), odkrawając zdrewniałe końcówki, które nadają dżemowi lekki posmak kory i zmieliłam w blenderze z dodatkiem syropu z bzu. Chciałam je zmielić same, ale blender chodził opornie. Jak widać na zdjęciu, nie zmieliły się na gładką masę, dżem ma lekko grudkowatą konsystencję.

Masę szyszkową przełożyłam do miski , dodałam cukier, sok z cytryny i ucierałam drewnianą pałką zakończoną kulką. Nie dało to takiego efektu, jak w makutrze, ale cukier dobrze się połączył z zieloną masą. Przełożyłam go do słoika i trzymałam w lodówce, wierzch lekko zbrązowiał , w środku dżem pozostał pięknie zielony.

Zastanawiałam się, czy go nie przegotować i odparować, ale córki stwierdziły, że dobry jest taki, jaki jest. Smakował im, a młodsza zgodziła się ze mną, że warto spróbować go jako kontrastowy dodatek do grillowanego mięsa. Ma intensywny leśny smak, do deserów też się sprawdził ( na zdjęciu z delikatnym waniliowym serniczkiem na zimno). Na bułkach do śniadania również spełnił swoją rolę.

Dużo go nie można zjeść, ale jako sezonowa ciekawostka warta jest zrobienia.

Smacznego !

dżem z szyszek2

Kremowa zupa szczawiowa z ziemniakami

kremowa zupa szczawiowa

Wiosną zupa szczawiowa jest obowiązkową pozycją w naszej kuchni. Wspominałam już kilka razy, że mam jeden trawnik „łąkowy”, rośnie na nim szczaw, jasnota, tasznik, babka lancetowata , krwawnik a ostatnio pojawił się nieśmiało bluszczyk kurdybanek, na którego chucham i dmucham 🙂 Po szczaw na zupę nie mam więc daleko, zrobiłam tym razem kremową, miksowaną z dodatkiem kilku ziemniaków dla lepszej konsystencji. Ostatnio często je dodaję do różnych zup- kremów. Nie trzeba się martwić zagęszczaniem zasmażką, czy tzw. „zaklepką ” z mąki i śmietany. Smaku za bardzo nie zmieniają a zupy mają ciekawą, kremową konsystencję.

KREMOWA ZUPA SZCZAWIOWA Z ZIEMNIAKAMI

ok. 30 dkg szczawiu ( spora miseczka)

duża pietruszka, kawałek selera

mały por bez zielonych liści ( albo i z nimi, i tak się zmiksują)

2-3 spore ziemniaki

oliwa lub kawałek wędzonki

sól, ziele angielskie, liść laurowy, pieprz ziołowy

opcjonalnie- kilka liści czosnaczka i krwawnika lub cebula

po jajku na twardo na osobę

Jeśli lubimy konkretne smaki, możemy ugotować szczawiową na wędzonce, wkładając ją do garnka z wodą na początku gotowania. Gdy wolimy bardziej warzywnie – podsmażamy lekko pokrojonego pora na oliwie, gdy się zeszkli, dolewamy wodę, dodajemy pokrojoną włoszczyznę i przyprawy i gotujemy ze 20 minut. Potem dorzucamy pokrojone ziemniaki i opłukany szczaw , najlepiej bez twardych ogonków i ewentualnie czosnaczek i krwawnik, albo małą cebulę.

Gdy wszystko jest już miękkie, doprawiamy, lekko studzimy , wyjmujemy liście laurowe i kulki ziela, miksujemy na gładko.

Podajemy z jajkami ugotowanymi na twardo. To jeden z wiosennych smaków, których staram się nigdy nie opuścić. Na blogu jest też przepis na klasyczną szczawiową i taką na rosole. Ta pokazana dziś chyba mi najbardziej trafiła w gust.

Smacznego !

kremowa zupa szczawiowa1

 

 

Zupa-krem ziemniaczany z młodymi chwastami

zupa z chwastami

Nowalijki na targu i straganach wydają mi się jeszcze blade i anemiczne, dlatego czerpię witaminy z tego, co rośnie mi w ogrodzie, w „łąkowej” części trawnika. Młode pokrzywy, gwiazdnica, krwawnik o szczypiorkowym smaku, czosnaczek oraz bardziej „cywilizowane” szczaw i mięta nadały charakteru kremowej zupie ziemniaczanej. Bazą jest włoszczyzna i ziemniaki. Wyszła zupa o pięknym kolorze i ciekawym, bogatym smaku.

KREM ZIEMNIACZANY Z MŁODYMI CHWASTAMI

1/2 pora

duża  marchewka i mała pietruszka, kawałek selera

kilka ziemniaków

dwie gałązki mięty, garść szczawiu

miseczka młodych pokrzyw , po garści  gwiazdnicy , krwawnika i czosnaczku

sól, liść laurowy, pieprz ziołowy

oliwa

W garnku o grubym dnie podsmażyłam na oliwie pokrojonego pora bez zielonych końcówek. Gdy się zeszklił, wlałam wodę , dodałam pokrojoną marchew, seler i pietruszkę. Posoliłam, dodałam liść laurowy. Gdy wszystko pogotowało się ok. pół godziny, wrzuciłam pokrojone ziemniaki , gotowałam do miękkości. Dodałam listki mięty i szczawiu, wrzuciłam umyte i odcedzone chwasty, doprawiłam pieprzem ziołowym, pogotowałam jeszcze kilka minut. Zmiksowałam.

Zupa łączyła w sobie zalety ziemniaczanego, delikatnego kremu z ożywczymi smakami młodych chwastów, szczawiu  i mięty. Polecam na wiosnę . Można ją jeść z drobnymi grzankami z chleba, z jajkiem lub kostką z polenty albo samą, będzie zdrowsza.

Smacznego !

zupa z chwastami1

Kasza jaglana z dzikim sosem

kasza jaglana z dzikim sosem

Wszyscy wiedzą już chyba, jak zdrowa jest kasza jaglana , można jednak dodać do niej to i owo, by była jeszcze zdrowsza. Zanim pojawią się na moich grządkach nowalijki posiane czy zasadzone, korzystam z dobroci dzikich chwastów, które wczesną wiosną są bogate w witaminy i mikroelementy. Tym razem dodałam ich nieco do młodego szpinaku kupionego na targu. Wykorzystałam spore już liście pokrzywy, kwitnącą na biało gwiazdnicę o lekko orzechowym smaku  i pachnący czosnkiem czosnaczek ( na zdjęciu jako dekoracja )  a także nieco krwawnika o smaku zbliżonym do szczypiorku. Dodało to szpinakowi lekkości i sporo walorów zdrowotnych.

KASZA JAGLANA Z DZIKIM SOSEM

kasza jaglana w woreczkach ( miałam firmy Cenos)

ok. 30 dkg młodego szpinaku

kubek młodych pokrzyw ( górne pędy i liście)

garść pędów gwiazdnicy

po kilka liści czosnaczka i krwawnika

mała cebula

sól morska ( też Cenos)

pieprz, gałka muszkatołowa

olej do smażenia

nieco bulionu warzywnego

Szpinak umyłam, zioła też, zmieniając kilka razy wodę. Osuszyłam na sicie.

Kaszę jaglaną ugotowałam według przepisu .

Na patelni podsmażyłam pokrojoną cebulę, po chwili dodałam czosnaczek i krwawnik, przesmażyłam chwilę. Wrzuciłam etapami szpinak ( szybko się kurczy), potem pokrzywę i gwiazdnicę, smażyłam aż zmiękły. Podlałam kilkoma łyżkami bulionu warzywnego, doprawiłam solą morską z młynka , pieprzem i szczyptą gałki muszkatołowej.

Na koniec wszystko zmiksowałam i zmieszałam z kaszą jaglaną. Wyszło pyszne wiosenne danie, pełne witamin, które smakowało wszystkim domownikom.

Smacznego !

kasza jaglana z dzikim sosem1

Pęczak ze szpinakiem i cieciorką

pęczak ze szpinakiem

Pęczak to jedna z moich ulubionych kasz , lubię ją i do mięs z sosami i jako dodatek do różnych warzyw . Ostatnio lubię jeść na zielono, więc do kaszy trafił szpinak a także nieco młodych chwastów z ogródka – pokrzywy, czosnaczek  i gwiazdnica , pełne wiosennych witamin i mikroelementów. By danie było bardziej konkretne, dorzuciłam ugotowaną ciecierzycę. Szpinak i młode chwasty w towarzystwie ciecierzycy fajnie pasowały do grubego pęczaku.

PĘCZAK ZE SZPINAKIEM I CIECIORKĄ

30 dkg kaszy pęczak, kawałek masła

szklanka ugotowanej ciecierzycy

10 -15 dkg liści szpinaku

garść młodej pokrzywy i gwiazdnicy, nieco czosnaczku

mała cebula

oliwa do smażenia

sól, pieprz czarny i ziołowy, świeży tymianek

Kaszę zalałam wodą o objętości t razy większej, posoliłam, dodałam mały kawałek masła i gotowałam do miękkości około pół godziny.

Pokrzywę ( listki  i górne pędy) , gwiazdnicę i czosnaczek umyłam w kilku wodach, odcedziłam, posiekałam.

Na oliwie podsmażyłam posiekaną cebulę . Potem dodałam posiekany szpinak i zieleninę, posypałam pieprzami i smażyłam, aż zmiękły. Posoliłam, dodałam świeże listki tymianku i ciecierzycę, wymieszałam wszystko z pęczakiem.

Wyszło bardzo ciekawe danie, zielone i pachnące świeżymi ziołami. Polecam na wiosnę 🙂

Smacznego !

 

pęczak ze szpinakiem1