Archiwa kategorii: Gdzie zjeść w Poznaniu

SUGOMI sushi – nie tylko kuchnia japońska

sugomi sushi oferta

W okresie Bożego Narodzenia  wszyscy zwracamy uwagę na odruchy serca. Dlatego warto zwrócić uwagę na japońską restaurację SUGOMI sushi z podpoznańskich Kamionek i jej świąteczną akcję. Podczas swoich pierwszych Mikołajek, restauracja ta przekazała cały utarg ze świątecznego weekendu na rzecz ciężko chorych dzieci.

Akcja miała na celu pomóc rodzeństwu Maksowi i Poli, chorych na bardzo ciężką chorobę – zespół Leigha. Podjęta inicjatywa spotkała się ze sporym zainteresowaniem klientów restauracji, którzy w ten specjalny weekend odwiedzali SUGOMI, a także zamiawiali potrawy na wynos. Łączna kwota jaką właściciele SUGOMI sushi zebrali i przekazali dla Maksa i Poli to 3 tys. zł.

Gorąco zachęcam do do pomocy na rzecz Maksa i Poli, więcej informacji na stronie akcji na Facebooku .

A teraz kilka słów o samej restauracji : Kuchnia japońska to oczywiście pyszne i świeże sushi, ale nie tylko. W SUGOMI sushi można skosztować czegoś więcej. Menu restauracji to także inne dania tradycyjnej kuchni japońskiej. Oto kilka przykładowych propozycji :

Zupy

Dwa rodzaje ramenu, miso w kilku wersjach , delikatny  bulion z gryczanym makaronem soba

Dania na ciepło

Fasolka sojowa edamame, pierożki z krewetkami lub tuńczykiem, smażone tofu z grzybami shitake, sajgonki z warzywami lub z dodatkiem kaczki

Dania główne

Kacyka marynowana w mandarynkach i aromatycznych przyprawach, steki- z polędwicy wołowej, z tuńczyka i złososia z odpowiednimi dodatkami

Desery

Sernik z tofu, karmelizowane banany z mleczkiem kokosowym, pannacotta z zieloną herbatą

Trunki japońskie

Od sprowadzanych specjalnie japońskich piw, poprzez słodkie śliwkowe wino po gorące sake

Dania dla dzieci

Również japońskie – krewetki lub kawałki łososia panierowane w chlebie japońskim, kurczak w tempurze, maki w płatku sojowym z bananem i czekoladą .

sugomi dla dzieci

Całe menu  można zobaczyć na stronie inernetowej restauracji. Nad jego jakością czuwa szef kuchni – Łukasz Nochowicz. O tym, w jaki sposób to robi, niech świadczy jego motto – ” Każdy dzień, to okazja, by robić coś lepiej „. Ma on do dyspozycji tuńczyka BlueFin , specjalnie łowionego dla restauracji w Hiszpanii  i wysyłanego zaraz następnego dnia. To ryba o niezwylke delikatnym mięsie, cenionym przez smakoszy. Restauracja dysponuje też specjalnym sprzętem chłodniczym do przechowywania tuńczyka – można więc zajadać sushi bezpiecznie.

W SUGOMI nie tylko można zjeść. W restauracji organizowane są specjalne warsztaty formowania sushi, dla dorosłych i dla dzieci. Najmłodsi uczą się zwijania podstawowych rolek i słuchają ciekawostek o kulturze japońskiej. Uklepywanie ryżu i zawijanie świetnie rozwija sprawności manualne, dzieci uczą się też poznawania nowych smaków i poznają, skąd się one biorą.

Dla pełnoletnich klientów organizowane są specjalne wydarzenia , jak np. wieczór japońskich alkoholi.

sugomi piwa

Wszystkie bieżące działania można śledzić na stronie restauracji na Facebooku.

Warto zwrócić uwagę na jedno z nadchodzących wydarzeń – sylwester z sushi, można też pod choinkę zrobić podarunek najbliższym – voucher na dania restauracji w kilku wersjach cenowych. Na fanpage organizowane są też konkursy, warto też zapoznać z opiniami klientów restauracji.

sugomi wnetrze

Niewątpliwą atrakcją restauracji SUGOMI sushi jest jej wystrój, a przede wszystkim akwarium słonowodne, w którym pływają  rekiny, rozdymki i egzotyczne ryby.

Na koniec – adres : Poznań – Kamionki, ul.Poznańska 148.

Jeśli nie macie czasu na wizytę w restauracji a chęć na sushi – można zamówić je z dowozem, na sporym terenie Poznania i okolic ( mapa na stronie). Wystarczy zadzwonić pod numer: 606 920 655.

W ofercie są rolki tradycyjne i specjalne, ulubione restauracji, jak np. italian roll z serkiem śmietankowym , łososiem wędzonym i krabowym paluszkiem, pink roll z sałatką z surimi czy miso roll z krewetką w tempurze.

Wybór jest duży, warto więc spróbować oferty restauracji SUGOMI sushi , czy to na miejscu, czy zamawiając dania na dowóz.

sugomi wnetrze1

Jesienne menu Cuciny 2016 – symfonia smaków

cucina 1a

Na degustację nowego menu do poznańskiej restauracji Cucina zawsze jadę jak po przygodę. Ciekawa jestem , co znów  niezwykłego wyczaruje szef kuchni Ernest Jagodziński. Tym razem też się nie zawiodłam , kolacja degustacyjna przy odpowiednio dobranym winie , przy muzyce na żywo, w kameralnym towarzystwie dziennikarzy kulinarnych i uroczej gospodyni Pauliny Prusieckiej stanowiła niezwykłe przeżycie nie tylko kulinarne.

W menu nieco inne nuty, niż poprzednio. Tylko pierwsza przystawka – zdjęcie u góry, była w ulubionych dotąd przez Mistrza wschodnich smakach. Tatar z białego tuńczyka podany był w klimatach sushi – z ryżem, paskami nori ,do tego wasabi, limonka i piklowane warzywa , marynowany imbir do przegryzienia. I wytrawne Prosecco z Wenecji Euganejskiej. Smaki doskonale skomponowane , łącznie z winem. Apetyt został zaostrzony, czekaliśmy co dalej, wymieniając na bieżąco wrażenia.

Na starter podano jeszcze egzotycznego przegrzebka na musie ze swojskiej kaszanki.

cucina przegrzebek

Do tego mus z kalafiora i kostka z jabłka – całość znów zaskakująco harmonizująca ze sobą , mus z kaszanki był bardzo delikatny, przegrzebek jędrny, jabłko chrupiące. Wino do tego –  Principe Pallavincini -Frascati .

Tu Ernest Jagodziński pojawił się na chwilę , by opowiedzieć o swoich poszukiwaniach i próbach, które poprzedzały finalny moment prezentacji karty. Zdecydował się na powrót do polskich smaków i większą prostotę.

Drugim starterem był tatar z modnej coraz bardziej jagnięciny :

cucina tatar 1a

Pierwszy raz jadłam jagnięcy tatar, współbiesiadnikom skojarzył się z tym z gęsi lub kaczki, był jednak nieco bardziej wyrazisty w smaku. Towarzyszyły mu musy z pomidorów i trybuli ze szczypiorkiem. Smak dla mnie nowy, ale uwiódł mnie podobnie jak i inne dania. Popijaliśmy do tego Palazzone / ROOS z Umbrii.

Trudno mi było zdecydować się na faworyta wśród dań, każde kolejne zaskakiwało w inny sposób. Ryby lubię bardzo, więc na widok dorsza z chorizo i emulsją z sera bursztyn uśmiechnęłam się szeroko :

cucina dorsz2a

Zdjęcie nie oddaje tego dokładnie , ale towarzyszyły mu dwa rodzaje chipsów z ziemniaka, jeden tradycyjnie upieczony z cieniutkiego plasterka, drugi przezroczysty i kruchy jak szkło , zapieczony na blasze z odrobiny mocno rozcieńczonego puree. Na ten widok każdy niemal instynktownie sięgnął do talerza ręką, by schrupać najpierw te chipsy. Techniki stosowane przy tym daniu były bogate – dorsz, jędrny a zarazem delikatny był przyrządzony sous vide, ser bursztyn w formie espumy. Bazą było chorizo, dodatkiem zielona sojowa fasolka.

Bardzo lubię połączenia delikatnej ryby z wyrazistym mięsem, dodatki i toskańskie wino – Castelo di Ama- Allr Pogio  zrobiły swoje. Na dodatek towarzysząca nam muzyka na żywo zabrzmiała jedną z moich ulubionych francuskich melodii – to było znane z wykonania Joe Dassin’a Indiańskie babie lato, poczułam więc nastrój chwili i po raz kolejny doszłam do wniosku, że do restauracji chodzi się po to, by poczuć coś wyjątkowego, a nie tylko doznać przyjemności kulinarnych. Była to dla mnie kwintesencja jesieni 🙂 Towarzyszący mi goście byli podobnego zdania, rozmawialiśmy o tych wyjątkowych momentach, o tym, że smaki zapamiętujemy zawsze z towarzyszącymi im okolicznościami, które są wyjątkowe i czasem nie do odtworzenia.

Przed kolejnym daniem głównym spróbowaliśmy sorbetu, wyjątkowego, bo z Prosecco :

cucina sorbet

Towarzyszyły mu jadalne waniliowe nitki zrobione specjalną techniką. A sam sorbet- poezja 🙂 Desery do nowego menu Cuciny przygotowywał zespół pod kierunkiem cukiernika – Pawła Mieszały. Kunszt godny Mistrza Ernesta, desery były równie doskonałe, jak dania wytrawne. W międzyczasie Paulina Prusiecka opowiadała nam, że Szef zaczyna układanie menu od doboru porcelany do poszczególnych dań. Wiem, że moje zdjęcia nie oddają wszystkich barw i odcieni, zapraszam więc na fotorelację z prezentacji menu na profilu restauracji .

Drugim daniem głównym była wołowina Angus ( od żebra) podana z pietruszką pieczoną w piecu.

cucina wołowina1a

Mięso miało doskonałą zarówno konsystencję jak i smak , pietruszka pieczona w piecu lekko skarmelizowana , ulubiony przez Mistrza ( widzę już w kolejnym menu) delikatny młody por i cebula karmelizowana w korzennym piwie dopełniały smaku. I wino – Principe Pallavincini / Amarasco  z Lacjum. Naprawdę trudno mi było wybrać ulubione danie tego wieczoru 🙂 Wszystko smakowało doskonale, muzyka i ciekawe rozmowy w miłym towarzystwie dopełniały atmosferę.

Kolację zakończył deser : choux z kremem czekoladowym  i coulis truskawkowe to pyszne zwieńczenie tej doskonałej uczty.

cucina deser1a

To było na prawdę piękne przeżycie , smaki, barwy i dźwięki jesieni stanowiące jakby doskonałą , harmonijną symfonię.

Kto chce przeżyć coś naprawdę wyjątkowego, musi spróbować jesiennego menu Cuciny autorstwa jej pełnego wyobraźni i coraz pewniejszego swojej sztuki chefa Ernesta Jagodzińskiego 🙂

cucina ernest1

Stół Mieszka i Dobrawy i inne atrakcje Festiwalu Dobrego Smaku

mural 1

W tym roku Ogólnopolski Festiwal Dobrego Smaku w Poznaniu wyszedł poza Stary Rynek. W  pierwszym dniu, w piątek po spacerze po Rynku zajrzałam w drodze na Maltę na Śródkę, gdzie odbywało się kolejne już Ruszt-owanie. W  Vine Bridge zjadłam pyszny grillowany cammembert z porzeczkowym sosem i musem z kalafiora i białej czekolady, potem przeszłam się obok nowego muralu ( na zdjęciu, wymiar 3D to złudzenie) , żałując , że nie mam czasu i miejsca na grillowe dobroci Wspólnego Stołu. Spieszyłam się na inne wydarzenie , koncert Korteza na Malcie a w torbie miałam ciasto. Resztę szczegółów innym razem.

W sobotę spóźniłam się na atrakcje Zielonego Targu, ale nabyłam to i owo i porozmawiałam ze znajomymi, z ulgą dowiadując się, że plany ogrodzenia terenu na razie są odłożone. Wróciłam na Rynek na stoisko Cook Up, na warsztaty kuchni tajskiej z Sergiuszem Hieronimczakiem.

sergiusz

Poznałam fajnych ludzi, gotowałam w parze ze znanym z imprez kulinarnych dziennikarzem radiowym. Pad thai z tofu , jajkiem i ziołami , z chrupiącymi kiełkami i orzeszkami smakował wyśmienicie, częstowaliśmy nim też widzów, ja sympatycznego chłopaka z dredami ze Śląska, który zapalił się do gotowania . Chciałeś Chopie zdjęcie na blogu , to masz 🙂 coś niewyraźne wyszło, ale to efekt pozytywnego zamieszania.

sergiusz1

Przechodząc przez Rynek spotkałam stoisko z ostrygami, gdzie Piotr Michalski z restauracji Toga zachęcał festiwalowych gości do ich próbowania 🙂

Ostrygi

Natomiast w samej restauracji jego żona, Ewa czarowała w towarzystwie Jana Kuronia i Michała Seydy dania z produktów dostępnych w Wielkopolsce w połowie X wieku przy pomocy nowoczesnych technik kulinarnych, bo na tym polega idea Stołu Mieszka i Dobrawy – projektu miasta Poznań z okazji 1050 lecia Chrztu Polski. A oto menu 🙂

menu toga1a

Autorzy dań zapytani o to, czy to trudne zadanie, odpowiedzieli, że nie – współczesna moda kulinarna na dzikie rośliny i kasze jest zgodna z założeniami projektu :

liście Toga

Przed kolacją profesor Jarosław Dumanowski , historyk zajmujący się kulinariami , w uroczy i zajmujący sposób opowiedział o tym, jakie zmiany kulinarne wniosło wprowadzenie chrześcijaństwa na tereny Polski ( na zdjęciu na pierwszym planie sprawca całego zamieszania, czyli szef Festiwalu Wojtek Lewandowski).

profesor1

Lubiący sobie dogadzać kulinarnie mieszkańcy Wielkopolski ( jest to potwierdzone w wykopaliskach) nagle dowiedzieli się, że muszą pościć i to „umartwianie się ” wymaga drogich i mniej dostępnych ryb, białego chleba i wina do obrzędów, oliwy- czyli produktów z południa Europy. Lubiane mleko i sery, też zakazane w poście były zastępowane mlekiem i serami z migdałów ( weganie, cieszycie się ? 😉 Na szczęście na naszych terenach ryby słodkowodne były dostępne a i grzybów  w lasach nie brakowało:

jesiotr toga

Wspominana w kronikach Galla Anonima „siedemdziesiątnica ” to dawny czas Wielkiego Postu, było więc tego umartwiania sporo, a ulubione świnki, słonina i piwo musiały być zastępowane mniej dostępnymi surowcami. Niezadowolenie z tego było m. in. przyczyną wojen za czasów Mieszka II. Kasze bez okrasy też nie smakują zbyt dobrze… Ktoś z gości kolacji ( dziennikarze i znawcy kulinariów) wyraził powątpiewanie , czy ówcześni mieszkańcy Wielkopolski lubili sobie dogadzać kulinarnie ( używano dużo octu i miodu, smaki słodko-kwaśne były dominujące) . Mnie się wydaje, że jedzenie to jedna z najłatwiej dostępnych przyjemności i skoro ludzie odkryli, że jeść muszą, to dość wcześnie starali się tę czynność uczynić przyjemną .

deser toga

Do dań próbowaliśmy win z Moraw od Roberta Makłowicza ( sugestia – przywiezione przez Dobrawę ? 🙂 , a Profesor Dumanowski raczył nas niezwykłymi octami od pana Siadaka, m.in piwnym ( zrobionym wg. starej receptury z dobrego piwa i niezwykle mocnym) i takim z dzikiego bzu , który porównywałam z moim ( był o wiele słodszy).

ocet

Tu przepraszam za jakość zdjęć, lecz oświetlenie było słabe a mój aparat padł niedawno…

Mnie najbardziej smakowała zupa rybna na jesiotrze z kluseczką z lina , bulion był bardzo delikatny :

zupa Toga

Przy tak pysznych i niezwykłych daniach rozmowy przy stole toczyły się w ożywiony sposób, w naszej części stołu m.in. z red. naczelną Kuchni Anną Wrońską wymieniałyśmy rodzinne doświadczenia w zakresie kiszonek, z sąsiadem radiowcem rozmawialiśmy o zaletach domowego chleba i dzikiej kuchni, z Elą Polcyn z Wyborczej zgadałyśmy się o sielawach jedzonych w tej samej knajpce na Kaszubach, korzystałam też z bliskości Profesora Dumanowskiego i pytałam go o opinie na temat regionalnych produktów. Pozbierałam nowe autografy do swojej książki i żałowałam, że nie mogłam zostać dłużej, by nie męczyć syna-kierowcy. Na szczęście na straganach festiwalowych na Rynku nabyłam nieco przysmaków dla niego ( pokażę innym razem ). Festiwal trwa do jutra włącznie, kto nie był, niech zajrzy do aktualnego  programu i skorzysta z pozostałych atrakcji.

z kuroniem1

Restauracja Ikea-spotkanie wielkopolskich blogerów

ikea1

Zwykle w tej restauracji jada się po zrobieniu zakupów , dla kilku osób z Wielkopolskiej Grupy Blogerów Kulinarnych ostatnio było to miejsce spotkania przy jedzeniu i próbowaniu nowości z menu restauracji. Skorzystaliśmy z miłego zaproszenia Ikea Poznań , by powymieniać się wrażeniami i , jak to na blogeskich spotkaniach – ploteczkami dotyczącymi różnych aspektów blogowania.

W poznańskiej restauracji prócz standardowych stolików pojawiły się też większe, w formie wygodnych ław, gdzie można usiąść większą grupą. Musiałam naładować telefon , skorzystałam z miejsca obok dziewczyny siedzącej przy małym stoliku i zerkając na telefon zauważyłam, że restauracja Ikea to nie tylko miejsce na zjedzenie czegoś po zakupach – przy tym stoliku odbywała się praca nad jakimś rysowanym projektem, który był potem omawiany z przybyłą koleżanką. Uniwersalne miejsce 🙂

Wracając do jedzenia – ja zainteresowałam się nowościami, spróbowałam miruny, podawanej z ziemniaczkami –  wolałam do niej penne z warzywami :

ikea ryba

Była delikatna, posypana typowo po szwedzku koperkiem , może trochę za mało soczysta.

Inne danie główne, którego próbowała Ania – medalion wieprzowy , było zdaniem degustującej bardzo smaczne.

Nowością, od której zaczęłam były krewetki w sosie koperkowym, przyrządzane na świeżo, tuż przed podaniem. Miały fajną konsystencję, trochę soku z cytryny lub limonki na pewno by ożywiło smak.

Pani menager restauracji, która nas zaprosiła opowiadała o jej specyfice – dania są w szwedzkim stylu, ale przygotowywane z miejscowych produktów . Równe wszędzie na świecie są słynne szwedzkie klopsiki. Polską specyfiką jest np. chłodnik z botwinki, w sezonie sprzedawany w olbrzymich ilościach. Wszystkim, którzy go próbowali bardzo smakował. O tym, jaki jeta tam ruch świadczy to, że kucharze, którzy początkowo mieli przyjść z nami porozmawiać, nie mieli na to czasu…

Koledzy chwalili też łososia jako danie główne, ja spróbowałam go w sałatce na bazie sałaty z pomidorkami koktajlowymi, ogórkiem i oczywiście – koperkiem 🙂 Trochę szkoda, że do sałatek są gotowe dressingi w saszetkach, świeże na pewno by lepiej pasowały, ale przy takim ruchu pewnie trudno by było to opanować.

ikea stół 2

Z dodatków wzięłam jeszcze smażone trójkątne serki ( typu cammembert), dobrałam do nich sos pomidorowy, który ożywił ich smak. Do picia wzięłam koktajl truskawkowy , fajnie orzeźwiający, nie za słodki.

Z dań głównych próbowaliśmy też wolno pieczonej szynki ( smakowała doskonale) i kurczaka z brokułami .

ikea stół 1

Jak widać na zdjęciach, prawie każdy zdecydował się na tartę czekoladową na deser , to jeden z bardziej rozpoznawalnych smaków restauracji Ikei. Smak kawy i herbat, które można było sobie wybrać też spotkały się z uznaniem. Nowy deser – mus czekoladowy próbowała Gosia, jest wart polecenia. Więcej szczegółów na temat jedzenia jest w bardziej fachowej relacji Piotra.

Wymieniając się wrażeniami na temat jedzenia , w doskonałych humorach, rozmawialiśmy na okołoblogerskie tematy. Spotkanie przeciągnęło się dość długo, było przy czym posiedzieć.

Dziękujemy organizatorom spotkania za zaproszenie i do zobaczenia następnym razem, może nie tylko przy okazji zakupów 🙂

ikea2

 

Zaproszenie na Restaurant Week – Poznań, U Rzeźników

restaurant week przystawka

Z przyjemnością zostałam po raz kolejny ambasadorką Restaurant Week w Poznaniu. W czasie najbliższego tygodnia można będzie w wielu największych miastach Polski spróbować najlepszego restauracyjnego menu w specjalnej festiwalowej cenie.

Tym razem pierwszego dnia trwania imprezy spróbowałam festiwalowego menu w niedawno otwartej lecz już bardzo popularnej restauracji U Rzeźników. Specjalnością lokalu  są dania mięsne, robione według zasad klasycznej kuchni polskiej w nowoczesnym wydaniu. To nowoczesne wydanie dominuje wśród gości Restauracji, bo podczas konsumowania festiwalowego menu zaobserwowałam, że najczęściej zamawiane były …burgery .

My zaczęliśmy od przystawki a była to galareta wieprzowo-wołowa z piklowanymi warzywami i musztardowo-miodowym dressingiem ( na zdjęciu u góry). Galareta nieco za mało wyrazista w smaku, ale w zestawieniu z piklowanymi warzywami i dressingiem zyskała na smaku. Podano do niej grzanki z ciemnego chleba.

restaurant week grzanki

Kelnerka w fachowy sposób opowiadała o każdym daniu, kucharze, którym szefuje Jarek Kin robią wszystko sami. Udało mi się też wydostać przepis na sos do dania głównego, który wzbudził zachwyt mój i towarzyszącego mi Piotra z Najsmaczniejszy.com.pl

 

restaurant week danie1

Sos był dodatkiem do ozorów wieprzowych, gotowanych i krótko podsmażonych, podanych na pietruszkowo-czosnkowym puree z pieczonymi warzywami . Mięso było mięciutki i delikatne a sos na bazie…wody od kiszonych ogórków wspaniale je ożywiał , nie dominując ich smaku. Delikatne puree z lekką nutą czosnku pasowało do mięsa i idealnie upieczonych warzyw – buraczka, batata i młodych marchewek.

Sos był doskonały, kto mnie zna i wie, że moje kiszone ogórki robią wrażenie na każdym, kto ich spróbuje , a w tym roku odniosły sukces na aukcji WOŚP, ten nie dziwi się, że koniecznie chciałam poznać przepis. Zaprezentuję go we właściwym czasie na blogu 🙂

U rzeźników sos ogórkowy

Deser zwieńczył dzieło, lody czekoladowe o doskonałej konsystencji podane były z bezą , musem truskawkowym i piaskiem z biszkoptu z grenadiną i granatami. Mimo, że po przystawce i daniu głównym byłam już najedzona, to znalazłam dla niego miejsce. Różnorodne smaki i faktury deseru świetnie się uzupełniały.

Kto wybierze się do lokalu U Rzeźników ( Poznań, Kościuszki 69) podczas Restaurant Week , na pewno nie pożałuje. Menu festiwalowe trzeba wcześniej zamówić przez Internet na stronie wydarzenia. Proste wnętrza mają miłą i ciepłą atmosferę a jedzenie jest doskonałe.

restaurant week deser

 

Forni Rossi -prawdziwa pizza neapolitańska

FRpiece

To są właśnie czerwone piece, po włosku forni rossi – od nich pochodzi nazwa restauracji. Piece są gazowe, certyfikowane przez Włochów i jedyne takie w Polsce, w temperaturze powyżej 430 C pizza piecze się w nich przez 60-90 sekund. Prawdziwa pizza neapolitańska , z certyfikatem włoskiego Zrzeszenia Prawdziwej Pizzy Neapolitańskiej . To jedyne miejsce w Polsce, gdzie taką pizzę z certyfikatem można zjeść – w Poznaniu, w Galerii Malta, poziom drugi – restauracja Forni Rossi.

Pomysł otwarcia pizzerii, która nie jest sieciówką w galerii handlowej większości ludzi wydaje się szalony – powiedzieli właściciele, państwo Ewelina i Jarosław Przygoccy.

fr szef

Wolą jednak, by nazywać ich pionierami. Gdy się z nimi rozmawia , to nasuwa się jednak inne określenie – pasjonaci . Stworzyli to miejsce , by zrealizować swoje plany i marzenia, szukając inspiracji za Oceanem. Podpatrzyli, że do takiej właśnie pizzerii w Los Angeles chodzą gwiazdy kina ” w cywilu”, zajadając z apetytem i nie dbając o strój czy makijaż 🙂

Produkty na pizzę sprowadzane są z Włoch i są najwyższej jakości. Mogliśmy ich spróbować komponując sobie pizzę na bazie klasycznej Margherity.

fr1stół

O jakości produktów powiedziała Pani Ewelina : „W  Forni Rossi można zjeść mozzarellę di bufala, rukolę sprowadzaną wprost z Włoch, tylko ta gwarantuje ten niepowtarzalny smak orzechowy, ser pecorino oraz pravola czy parmezan, wołowinę bresaola, szynkę cotto, pancettę, szynkę parmeńską dojrzewającą 18 miesięcy. Pizzę robimy z mąki 00 włoskiej firmy Caputo oraz używamy sera fior di latte. Nasze pasty przygotowujemy na bazie makaronów włoskiej firmy DeCecco. Również tej firmy mamy znakomitą oliwę i ocet balsamiczny”.

Nad jakością wypieków czuwają wyszkoleni we Włoszech Pizzaiolo.

fr2talerz

Mnie z dodatków najbardziej smakował wędzony ser provala i marynowany łosoś oraz doskonałe pomidory San Marzano, przywożone w puszkach z unikalnych plantacji pod Wezuwiuszem. Tutaj- na foccacci :

 

fr foccacia

Rozmawiając z właścicielami o tym, jak radzą sobie realizując swoją pasję i utrzymując bardzo umiarkowane ceny próbowaliśmy jeszcze makaronów – klasycznego spaghetti bloognese, carbonary, parpadele z pysznym sosem grzybowym , popijaliśmy doskonałymi winami di domo .

fr carbonara

Państwo Przygoccy opowiadali o tym, jak zachować równowagę między wymaganiami klientów a wiernością klasyce. Do wyboru są trzy klasyczne pizze : margherita :

fr margherita

marinara i bianca

fr bianca

Każdy może sobie indywidualnie skomponować dodatki, które mają bardzo przyzwoite ceny zważywszy na ich jakość. W Forni Rossi są też specjalne dania dla dzieci, sałatki, desery – my próbowaliśmy Panna Cotty z malinami i piliśmy do niej doskonałą kawę, której dostawca ciekawie opowiadał nie tylko o swojej specjalności ale też o współpracy z właścicielami. Był zaskoczony ich upartym dążeniem do utrzymania umiarkowanych cen, nie szczędząc kosztów. Bo np. maszyna do cięcia szynki parmeńskiej jest w cenie dobrego auta …

fr maszyna

Czas w blogersko-kulinarnym towarzystwie przy pysznych włoskich daniach i winie mijał bardzo szybko, jednak większość z nas pamiętała, by zdawać relacje na bieżąco 🙂

fr3

Przepraszam za jakość zdjęć moich , technika zawiodła – korzystałam w relacji ze zdjęć Restauracji i Juliusza Podolskiego ( Smaczny Turysta), organizatora spotkania.

W rozmowach padło też stwierdzenie, że Forni Rossi prócz gości galerii Malta ma już stałych klientów, w tym sporo Włochów. Warto zajrzeć więc na drugie piętro by spróbować włoskich przysmaków.

fr4

Czas na gęsinę w poznańskiej Pasteli

zaproszenie pastela

W ubiegłym tygodniu miałam przyjemność spróbować gęsiny w wykonaniu Marcina Michalskiego, szefa kuchni restauracji Pastela w blogersko- dziennikarskim towarzystwie. Gęsi , które jada się w Pasteli , nie tylko w tym sezonie pochodzą z moich rodzinnych Kujaw , z Kołudy Wielkiej. W tym roku próbowałam ich na kulinarnych spotkaniach , co nieco zrobiłam sama i dlatego byłam bardzo ciekawa, co wymyśli Marcin, którego kuchnię bardzo lubię.

Zaczęliśmy od zimnej przystawki – galarety z gęsiny i  antonówek, zakwaszonej sokiem z buraka. Miała rosołowy smak , dodatki w postaci marynowanej rzodkwi i prażonego słonecznika ciekawie ją uzupełniały.

galareta z gesi

 

Ciepłą przystawką były duszone gęsie serca z pulpecikami  z soczewicy i kopytkami . Serca smakowały mi bardzo, miały super konsystencję i podpytałam o sposób ich przygotowania – były najpierw podsmażone a potem duszone z cebulą, czosnkiem i porem, z czego powstał pyszny sos. Wywołało to dyskusję na temat podrobów, które teraz są coraz bardziej doceniane. W rozmowach i trawieniu gęsich przysmaków podanych w sporych porcjach pomagało nam pyszne Pinot Noir z Mołdawii , sprowadzone przez  firmę Partner Center, które serwował nam sommelier Karol Korolkiewicz.

Do gęsich serc były pulpeciki z soczewicy , lekko pikantne i mięciutkie ziemniaczane kopytka.

serca gesi

 

Rosół z gęsi był podany ze słynnymi zielonymi kluseczkami pietruszkowymi Marcina i podsmażoną na maśle z czosnkiem marchewką. Te kluseczki przyciągają do Pasteli dzieci- podobno nawet największe niejadki zjadają taki rosół z apetytem. W żartach padła propozycja , by nazwać ten rosół imieniem Shrecka. Pięknie pachniał i miał intensywnie mięsno-warzywny smak.

gęsi rosół

Pierwszym głównym daniem były plastry  gęsiej piersi pieczone podane na dyniowym puree i z tymiankowym burakiem pieczonym. Zarówno smak jak i faktura gęsiej piersi była doskonała , Marcin zapytany o długość pieczenia odpowiedział wymijająco , nie chcąc zdradzić swoich tajemnic. Dyniowe puree przyprawione imbirem było przyjemnie pikantne, pieczony buraczek z tymiankiem uzupełniał smaki. Nie każdy z gości zdecydował się polać mięso pysznym pieczeniowym sosem, niektórzy chcieli spróbować samego smaku mięsa. Ja spróbowałam i tak i tak, obie wersje mi smakowały. Piliśmy do tego chilijskie Siglo de Oro.

pierś gęsia Pastela

Po tym daniu nastąpiła mała przerwa w daniach ( ale bynajmniej nie w jedzeniu) , Marcin pokazał nam, jak rozebrać gęsią tuszkę i wyjaśnił sposób jej maksymalnego wykorzystania. Chodzi o to, by wykorzystać całe mięso i podroby, wtedy porcje konkretnego mięsa mogą mieć nieco niższą cenę. Pisałam już o tym w relacji z tych warsztatów .

Pastela Marcin

 

Przyglądając się pracy Marcina mogliśmy spróbować jego pasztetu z gęsiego mięsa, podrobów i ugotowanych w rosole warzyw, smalcu i kiszonych ogórków od Wiórka. Pasował do tego wszystkiego ser dojrzewający od Marka Grądzkiego. O całej akcji, zaletach gęsiny i potrzebach jej efektywnego wykorzystania opowiadała zajmująco gospodyni wieczoru, współwłaścicielka Pasteli, Asia Mnich.

Do drugiego dania mięsnego siedliśmy ze sporymi obawami, czy się zmieści – w tym momencie większość gości poprosiła o herbatę 🙂

Gęsie udka, wcześniej zamarynowane z przyprawami  jedliśmy pieczone w cieście francuskim . Po otwarciu pokrywy z ciasta buchnęła aromatyczna para- mięso było wyśmienite, upieczone do miękkości, ale trzymające „fason ” , Podane było z kaszą gryczaną i ciekawym w smaku i fakturze jarmużem z wielkopolskim serem smażonym. Ledwo je zjadłam, bo doprawdy dania były solidne .

Na deser- nawiązujące do gęsi białek kołudzkiej ciastko owsiane z powidłami. Zjadłam je tylko dlatego, że poprzedziło je kilkanaście minut odpoczynku przy herbacie i rozmowach, w których prym wiódł Smaczny Turysta , czyli Juliusz Podolski. Ciekawe, jakie odniósł wrażenia po podróży kulinarnej z gęsiną z moich rodzinnych stron . Relację z gęsionowego obiadu można też przeczytać u Piotra z Najsmaczniejszy.com.pl

Teraz jest najlepszy czas, by spróbować tego pysznego mięsa. W poznańskiej Pasteli jest w różnych wariantach i w każdym pyszne.

Gęsie udko

Wielki tuńczyk przybył do GOKO

goko tunczyk 1

Taką sensację zrobiła ponad tydzień temu gwiazda dnia – wielki tuńczyk błękitnopłetwy , który przybył do Restauracji japońskiej GOKO, dając początek Festiwalu Toro. Czekaliśmy na niego ponad dwie godziny, bo lądowanie samolotu w Warszawie opóźniła mgła. Ale warto było 🙂

goko master 2

Czas nam się wcale  nie dłużył. Czekanie uprzyjemniał nam różnymi rodzajami sushi szef kuchni Partyk Jerzykowski i jego koledzy .

goko master 1

Nie samym chlebem ( czy ryżem ) żyje człowiek , z dużym zainteresowaniem słuchaliśmy więc opowieści właściciela GOKO pana Krzysztofa Hellera o kuchni japońskiej, historii sushi i zaletach poszczególnych części tuńczyka.

Ten, złowiony w Morzu Śródziemnym, o wadze około 200 kilogramów ( największy , jaki przybył do Wielkopolski) umieszczony został w styropianowym pudle wyłożonym lodem, więc cała ekipa miała co robić przy jego wnoszeniu. W końcu pojawił się w całej okazałości :

goko tunczyk

 

plus ogon 🙂

goko ogon

Szef kuchni Patryk Jerzykowski dobrze się przygotował do rozbioru tuńczyka , studiując wcześniej jego anatomię. Mimo zainteresowania wszystkich , fotografowania, w skupieniu wykonywał swoją pracę. Część jej można zobaczyć na filmie – klik, klik.

 

 

Oddzielił z tuńczyka najbardziej pożądaną część – otoro, tę tłustą, najwięcej cenioną przez Japończyków :

goko otoro

Wydzielił też akame, które jest dla odmiany chude i w ciemniejszym kolorze. Mogliśmy od razu spróbować nigiri z jednym i drugim rodzajem tuńczyka :

goko nigiri 1

To z akame było sprężyste i jędrne, za to otoro miało maślaną konsystencję i wręcz rozpływało się w ustach.

goko nigiri 2

Obydwa rodzaje można zjeść podczas trwającego w Restauracji GOKO Festiwalu Toro , w środy – czyli na przykład dzisiaj. A o jakości tuńczyka można się przekonać oglądając certyfikat :

goko certyfikat

 

Zaproszenie na Restaurant Week – Estella Węgorka

estella carpacio

 

Kolejne testowanie przed Restaurant Week czekało mnie w Estelli  na Węgorka. To włoska restauracja, ale na tę okazję  przygotowała dania nie tylko we włoskim stylu.

Na przystawkę było nietypowe carpaccio, bo z ananasa z imbirowym sosem. Jak widać na powyższym zdjęciu, miało piękną wizualnie formę. Kawałeczki imbiru w sosie były wyczuwalne i słodki z pozoru owoc doprawiony w ten sposób był miło pikantny i…zaostrzył apetyt. Tym bardziej, że dostałam też Martini.

A było na co :

 

estella główne

 

Danie główne to spory kawałek wieprzowej polędwicy upieczonej w orzechowej skorupce, podany na marchewkowym puree, z pieczonymi ziemniaczkami i buraczkami , z dodatkiem orzechowego sosu.

Polędwica była soczysta, po przekrojeniu lekko różowa w środku a orzechowa skorupka i sos dodawały chrupkości. Sos był  słodki, z dodatkiem miodu i dodawał mięsu kontrastowego smaku. Starannie upieczone ziemniaczane i buraczane kulki z wierzchu chrupały a w środku były mięciutkie.

Kelnerka była dobrze poinformowana,  wiedziała, co mi podaje,  bardzo o mnie dbała ale też interesowała się, jak mi wszystko smakuje , bo kucharze w kuchni nie mogli się doczekać opinii na temat swojego dzieła 🙂

 

estella główne 1

 

Deser to creme caramel, podany jak często z karmelowymi nitkami w formie siatki . Potraktowałam je nie tylko jak dekorację, pochrupałam sobie, bo fajnie kontrastowały z delikatnym kremem. Był tyle słodki ile trzeba, z wyraźną karmelową nutą na powierzchni. Może to banalny deser, ale w tym wykonaniu na pewno znajdzie amatorów. Nie tylko z tego powodu warto zajrzeć podczas Restaurant Week ( 23-30 X)do Estelli na Węgorka.

estella deser

 

Zaproszenie na Restaurant Week – MOMO, Poznań ul Szewska 2

 

momo przystawka1

 

Restaurant Week zacznie się w przyszłym tygodniu ( 23-30 października) , ale niektórzy blogerzy kulinarni mogą spróbować przygotowanych na niego dań wcześniej i wyrazić swoją opinię.

Ja byłam w MOMO, zależało mi na tym, bo do tej restauracji słynącej z ryb i owoców morza wybierałam się już od dawna. To są moje ulubione smaki, zwłaszcza w połączeniu z warzywami. Wczoraj mogłam spróbować ich i w przystawce i w daniu głównym.

Na początek było ragout z krewetek i cukinii , podane na ziemniaczanym placku czyli poczciwym wielkopolskim plyndzu. Bardzo ciekawe zestawienie, połączenie lokalnej tradycji z egzotyczną specjalnością restauracji. Miękki placek był doskonałą bazą do jędrnych krewetek i ugotowanych al dente warzyw, śmietanowy delikatny sos łączył je w harmonijną całość, którą uzupełniały zioła – szałwia i prawdopodobnie estragon ( szef nie chciał tego zdradzić, zasłaniając się tajemnicą ). Te dwie czerwone plamki na talerzu też nie były przypadkowe, były doprawione  ostrym chili dodającym daniu nutki pikanterii.

 

momo przystawka

 

Popijałam to wytrawnym białym winem z Portugalii o miłym kwiatowym aromacie. Kelnerka poparła mój wybór. I tu może kilka słów o obsłudze – bardzo miła, fachowa i pomocna.

Jak widać na zdjęciach, światło w MOMO jest nastrojowe , dostosowane do całości wystroju, przynajmniej w drugiej sali, gdzie można wybrać miejsce przy większych stolikach lub kameralnych, dwuosobowych z wygodnymi fotelami. Pierwsza część , od ulicy ma duże okna i bardziej swobodny charakter. Muzyka nie za głośna ( można było swobodnie rozmawiać ) i w dobrym guście.

Filet z suma europejskiego podany był na zapałkach ziemniaczanych ( takie cieniutkie chipsy 🙂 z warzywami w formie julienne i podlany aromatycznym krewetkowym bulionem.

momo główne1a

 

 

Delikatna konsystencja ryby ciekawie kontrastowała z chrupiącymi ziemniaczkami i jędrnymi warzywami. Gęsty krewetkowy bulion był bardzo wyrazisty i warto nasączyć nim elementy dania, żeby go właściwie spożytkować, bo jest po prostu przepyszny.

momo główne

 

Nie wiem, co mi bardziej smakowało, czy przystawka czy  danie główne, trudno mi zdecydować, bo ryby i owoce morza, zwłaszcza w towarzystwie warzyw to moje ulubione smaki.

Deser też był ciekawy i smaczny, mus z mango w towarzystwie czekolady, orzechów  i cytrynowej pianki, podany  w atrakcyjnie wizualny sposób. Harmonijnie  się to wszystko uzupełniało i – tu mała niespodzianka, nawiązanie do pierwszej części – nutka chili, tym razem w czekoladzie.

Kto jest ciekawy więcej o MOMO, może zajrzeć też do relacji na Najsmaczniejszy.com.pl

Bardzo mi to wszystko smakowało i   jak widać na zdjęciach, wyglądało też zjawiskowo. Myślę, że każdy , kto odwiedzi MOMO podczas Restaurant Week będzie zadowolony tak, jak i ja.

 

momo deser