Archiwa kategorii: Drożdżowe

Chleb pszenno-żytni z ziołami

chleb pszenno-żytni z ziołami

Postanowiłam wrócić do częstszego pieczenia chleba. Te dobre mają już teraz w sklepach takie ceny , że upieczenie ich samodzielnie coraz bardziej się opłaca. Lubię chleby z mieszanej mąki, do pszennej dodaję żytnią a czasem też gotową mieszankę chlebową. Póki co robię chlebki na drożdżach, bo jeszcze nie nabrałam na tyle cierpliwości, by we właściwy sposób dopilnować zakwasu 🙂 Poza tym bardzo lubię drożdżowe chleby. Czasem dodaję aromatyczne dodatki, suszone pomidory, ciekawie pachnące zioła, ziarna. Tym razem piekłam chlebek w keksówce razem z plackiem z owocami, by wykorzystać optymalnie piekarnik. Dodałam więc tylko neutralne w zapachu zioła , by ich zapach nie zmieszał się z ciastem – melisę i trochę tymianku. Mieszanka różnych mąk z takimi dodatkami sprawiła, że chleb pszenno-żytni z ziołami wyszedł bardzo smaczny .

CHLEB PSZENNO-ŻYTNI Z ZIOŁAMI

  • Szklanka mąki pszennej
  • szklanka mąki żytniej
  • szklanka mąki chlebowej
  • łyżeczka soli
  • pół łyżeczki suszonej melisy, szczypta tymianku
  • 30 g drożdży, łyżeczka cukru
  • ok 1, 5 szklanki wody

Najpierw rozrobiłam drożdże – dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Do miski wsypałam mąkę pszenną, żytnią, chlebową i zioła, wymieszałam, wsypałam sól.    Wlałam rozczyn i resztę letniej  wody – trzeba jej dać tyle, by ciasto dobrze się mieszało, nie kleiło ale też nie było za suche. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć minut. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  mniej więcej pół godziny.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej keksówki  i zostawiłam znów do wyrośnięcia na 10 minut. Przed włożeniem do piekarnika ponacinałam wierzch ukośnie w kilku miejscach, by swobodnie uchodziło z chleba powietrze.

Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 C około 45 minut, aż wierzch się zrumienił i popękał a brzegi odstawały od formy. Po wyjęciu z formy wystudziłam na kratce.

Chlebek ładnie się kroił i okazał się bardzo smaczny. Postanowiłam częściej piec chleby , bo jednak takie domowe są najlepsze.

Smacznego !

Pączkowe muffinki i racuchy z powidłami

pączkowe muffinki i racuchy
pączkowe muffinki i racuchy

Jutro ostatni dzień karnawału , tradycyjnie jada się słodkości smażone w głębokim tłuszczu. Same pączki robię sporadycznie, bo nie lubię smażenia w głębokim tluszczu – ani jako czynności ani jako jedzenia. Wolę z takiego ciasta jak na pączki upiec w piekarniku pączkowe muffinki i usmażyć racuchy na mniejszej ilości tłuszczu. Zarówno muffinki jak i racuchy można nadziać tak, jak pączki . Robiłam już tak z owocami z kompotu , kajmakiem czy kostkami czekolady. W tym roku postanowiłam wypróbować klasyczne powidła śliwkowe. O ile w muffinkach z nadzianiem nie było problemu, o tyle w racuchach trzeba było wypracować specjalną metodę, bo ciasto położone na patelni szybko rośnie i trzeba to zrobić dość szybko. W sumie wszystko się udało , drożdżowe słodkości z pączkowego ciasta udały się i wyszły pyszne.

PĄCZKOWE MUFFINKI I RACUCHY Z POWIDŁAMI

  • 35 g drożdży
  • ok. 60 dkg mąki pszennej
  • szczypta soli
  • 10 dkg stopionego masła
  • serek waniliowy ( 140 g)
  • szklanka mleka
  • 4 łyżki cukru i jedna z wanilią
  • 2 jajka i 2 żółtka
  • łyżka smakowego alkoholu ( u mnie nalewka z kwiatów dzikiego bzu)
  • słoiczek powideł śliwkowych
  • olej do smażenia racuchów
  • cukier-puder do obtoczenia

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam pół szklanki letniego mleka , posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. Stopiłam i przestudziłam masło, ubiłam widelcem cukry  z jajkami i żółtkiem.

Do miski wsypałam mąkę, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, serek waniliowy, stopione masło w temperaturze pokojowej i nalewkę bzową. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około pół godziny.

Foremki muffinkowe wysmarowałam cienko olejem, napełniałam ciastem do połowy. W każdą muffinkę włożyłam łyżeczkę gęstych śliwkowych powideł lekko je wciskając. Potem przykrywałam łyżeczką ciasta. Postawiłam formę na kilka minut w ciepłe miejsce, by lekko podrosły. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C, na około pół godziny. Gdy się zrumieniły na wierzchu i lekko odstawały od brzegów foremek były gotowe.

Mam formę na 12 muffinek, resztę ciasta zostawiłam na racuchy . Kiedy te pierwsze piekły się w piekarniku, nastawiłam patelnię z olejem ( warstwa ok. 1 cm) i gdy się nagrzał , zaczęłam smażyć racuchy na średniej mocy palnika. Kładłam łyżką owalne placuszki na patelnię i szybko, zanim ciasto zaczęło rosnąć wciskałam w środek nich po łyżeczce powideł. Podobnie jak przy muffinkach , przykrywałam powidła łyżeczką ciasta. Gdy racuchy zrumieniły się od spodu i ścięły na wierzchu, przewracałam je na drugą stronę i dosmażałam. Zdejmowałam z patelni , odsączałam na papierowych ręcznikach i obtaczałam w cukrze-pudrze. Z reszty ciasta wyszło mi 12 racuszków. Najlepsze były na ciepło, ale i na zimno smakują super. Muffinki w smaku były podobne, trochę mniej tłuste- bo pieczone. Można tradycyjnie zakończyć karnawał takimi wypiekami.

Smacznego !

pączkowe muffinki

Malinianki jak jagodzianki

malinianki

W tym roku miałam sporo malin, więc zamiast tradycyjnych jagodzianek upiekłam drożdżowe bułeczki z malinami. By zlamać nieco słodycz owoców dorzuciłam do nich nieco porzeczek, czerwonych i czarnych, rosnących na krzaczkach w ogrodzie. Owoców nie przesypałam cukrem, bo sok, który by puściły pewnie by zepsuł ciasto i wytworzył zakalec. Malinianki udały się mimo moich obaw, ciasto wyszło puszyste a nadzienie w środku były takie, jak trzeba. Domownikom smakowały i dzieci uznały, że mogą z powodzeniem zastąpić jagodzianki, a owoce prosto z krzaka zatopione w drożdżowym cieście super pasują do tego letniego klasyka.

MALINIANKI JAK JAGODZIANKI

  • 1/2 kilo mąki pszennej i szczypta soli
  • szklanka mleka
  • 30 g świeżych drożdży
  • 75 g masła
  • 4 łyżki cukru i jedna z wanilią
  • łyżeczka nalewki z dzikiego bzu
  • 2 jajka
  • 2 szklanki malin z dodatkiem porzeczek

Drożdże rozrabiamy z łyżeczką cukru w miseczce, dodajemy ok. 1/3 szklanki letniego mleka, mieszamy, posypujemy łyżką mąki i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na ok 10 min.

Masło topimy i studzimy do temperatury ciała . Cukier i tem z wanilią  roztrzepujemy lekko z jajkiem.

Do miski wsypujemy mąkę i sól, dodajemy stopniowo mieszając drewnianą łyżką wyrośnięte drożdże, jajka z cukrem, resztę mleka, łyżkę aromatycznej nalewki i stopione masło. Wyrabiamy dokładnie ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki, aż ciasto będzie odstawać od brzegów miski i pojawią się pęcherzyki powietrza. Przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości na 30-50 min.

Z wyrośniętego ciasta dłońmi zanurzonymi w mące  nabieramy  spore kulki jak na pączki, spłaszczamy w dłoni i kładziemy owoce- ile się zmieści. Zamykamy jak pierogi i formujemy owalne lub okrągłe bułeczki. Układamy je na natłuszczonej lub wyłożonej papierem do pieczenia blasze złączeniem do dołu, zostawiamy na 10 min do podrośnięcia w ciepłym miejscu . Pieczemy ok 30 min w piekarniku nagrzanym do 180 C, aż się zezłocą .

Jak już wspomniałam, malinianki cieszyły się dużym powodzeniem, wyszły puszyste i mięciutkie, a nadzienie owocowe było soczyste ale nie popsuło struktury bułeczek. Całość super smakowała , polecam wszystkim jako ciekawą odmianę letniego klasyka .

Smacznego !

Pączki pieczone dobrze nadziane

pączki pieczone

Wiem, że już dawno skończył się karnawał, ale takie pączki, upieczone w foremkach do muffinek można zawsze zrobić. Te upiekłam na przyjazd dzieci i z myślą o nich nadziałam je …cukierkami czekoladowymi z bombonierki. Poza tym różnią się trochę od tych, co już pokazywałam dodatkiem mąki kukurydzianej, dzięki czemu są żółciutkie w środku i delikatniejsze. A cukierki z bombonierki to był strzał w dziesiątkę , pięknie się roztopiły w czasie pieczenia i tylko ze dwa „uciekły” na zewnątrz. Dodatek mąki kukurydzinej to był właściwie przypadek – miałam niewiele pszennej, tak na styk i postanowiłam na wszelki wypadek domieszać pół szklanki, by ciasto przy wyrabianiu móc podsypać mąką w razie potrzeby. Kiedyś piekłam chlebek kukurydziany i wyszedł smaczny, więc byłam dobrej myśli.

PĄCZKI PIECZONE LEKKO KUKURYDZIANE

  • ok. 400 g mąki pszennej
  • pół szklanki mąki kukurydzianej
  • 2 jajka i 2 żółtka
  • 3 łyżki cukru i jedna z wanilią
  • 25 g drożdży
  • 8-10 dkg masła
  • szklanka mleka
  • 12 cukierków czekoladowych, miękkich
  • łyżka nalewki z dzikiego bzu
  • szczypta soli

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam połowę  letniego mleka , posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W tym czasie stopiłam i przestudziłam masło, ubiłam widelcem cukry  z jajkami i żółtkiem.

Do miski wsypałam obie mąki, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, stopione masło w temperaturze pokojowej i nalewkę. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około 40 minut.

Foremki muffinkowe wysmarowałam cienko olejem, napełniałam ciastem do połowy, wciskałam w środek cukierki i przykrywałam łyżeczką ciasta. Postawiłam je na kilka minut w ciepłe miejsce, by lekko podrosły.

Foremkę mam na 12 muffinek, resztę ciasta włożyłam do małej, babkowej formy, jakiej używam do wielkanocnych babek i upiekłam bonusową, nie nadziewaną babeczkę .

Muffinki i babkę piekłam w nagrzanym do 180 C piekarniku, około 25 minut, do zrumienienia i suchego patyczka. Pięknie wyrosły , wyszły puszyste i okrągłe , prawie w ksztalcie pączka .

Po lekkim wystudzeniu, jeszcze ciepłe, wyjęłam pączki z foremek. Jak zupełnie wystygły, posypałam je cukrem-pudrem. Babeczka też się pięknie udała. Wszystko było pyszne i dzieci ( w poszerzonym gronie ) zajadały ze smakiem, ciesząc się domowymi przysmakami. Teraz, gdy wszystkie już mieszkają poza domem każdy ich przyjazd to dla mnie święto.

Smacznego !

Rogale z masą orzechowo-chałwową

rogale z masą orzechowo-chałwową

To jest wariacja na temat słynnych rogali marcińskich , którą zrobiłam w tym roku. Byłam pewna, że mam zapas białego maku w szafce, niestety okazało się to złudzeniem. Do klasycznych rogali z ciasta półfrancuskiego zrobiłam więc masę z orzechów, podobnie, jak kilka lat temu. Dorzuciłam do nich nieco chałwy cukierniczej , wyszła bardzo ciekawa i pyszna masa. Cieszyły się chyba większym powodzeniem, niż te klasyczne , dlatego uznałam, że przepis na te rogale z masą orzechowo-chałwową przyda się na Święta i okołoświąteczny czas do końca roku. Warto się trochę pobawić , by uzyskac super efekt – a kto nie ma czasu na formowanie rogali, może wykorzystać przepis na masę do innego ciasta, nawet zamiast makowca.

ROGALE Z MASĄ ORZECHOWO-CHAŁWOWĄ

  • ciasto na rogale marcińskie takie, jak tutaj
  • szklanka zmielonych orzechów ( włoskie i laskowe)
  • 1/2 szklanki zmielonych migdałów
  • 2-3 łyżki masy chałwowej
  • 2 białka
  • łyżka kaszki manny
  • 2 łyżki drobnego cukru
  • lukier i orzechy do posypania

Ciasto na rogale po wyjęciu z lodówki wałkujemy na grubość 1. 5- 2 cm i wycinamy z nich trójkąty.

Masa orzechowa tym razem jest wzbogacona o migdały, bo taki smak jest ciekawszy i …bardziej świąteczny. Najpierw ubijamy na sztywno białka i dodajemy mieszając ( możemy mikserem na najmniejszych obrotach) po łyżce orzechów z migdałami , drobnego cukru i rozdrobnionej masy chałwowej, aż wszystko się dobrze połączy . Na koniec wsypujemy kaszkę mannę, która zestali nam całą masę.

Na pokrojone w podłużne trójkąty ciasto nakładamy masę wzdłuż całej powierzchni i zawijamy . Ukladamy na wysmarowanej tłuszczem blasze i zostawiamy pod przykryciem kilkanaście minut w ciepłym miejscu, by nieco podrosły. Pieczemy w 180 C około 20 minut, aż się zezłocą . Lekko przestudzone zdejmujemy z blachy i studzimy, o ile domownicy zachęceni zapachem nie zaczną ich podjadać prosto z piekarnika na ciepło 🙂

To, co zostanie smarujemy lukrem, zrobionym w ten sposób i posypujemy posiekanymi orzechami włoskimi lub migdałami.

Taka orzechowo-chałwowa wersja rogali marcińskich na pewno zostanie doceniona podczas świąt czy Nowego Roku.

Smacznego !

Calzone po polsku , z kapustą

calzone po polsku

To zdjęcie potrawy, którą robiłam już dawno temu. Sezon na kiszoną kapustę akurat jest w pełni , więc na pewno się przyda. Calzone to pieróg drożdżowy z ciasta takiego, jak na pizzę , nadziany jej skladnikami. Ja zrobiłam je by wykorzystać resztę kiszonej kapusty ugotowanej z pysznymi dodatkami. To typowy dla naszej kuchni dodatek , więc stąd nazwa dania – calzone po polsku.

Kapusta za to była resztą potrawy regionalnej z Alzacji , którą zrobiłam według przepisu z książki po powrocie z wycieczki. Przeglądając stare zdjęcia znalazłam tę nieopublikowaną na blogu potrawę i postanowiłam nadrobić zaległości. Przy okazji przywołałam mnóstwo miłych wspomnień.

CALZONE PO POLSKU Z KAPUSTĄ

  • ok. 600 g mąki pszennej
  • 30 g drożdży
  • łyżeczka cukru, spora szczypta soli
  • ok. 1, 5 szklanki wody
  • dwie – trzy łyżki oliwy
  • miska kapusty kiszonej po alzacku z dodatkami
  • trochę bułki tartej

Drożdże roztarłam z cukrem, dodałam pół szkalnki letniej wody, posypałam łyżką mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do miski wsypałam  mąkę, sól i wlałam wyrośnięty rozczyn. Dodałam  oliwę , letnią wodę i wymieszałam dokładnie. Wyrobiłam ciasto drewnianą łyżką, aż odstawało od brzegów miski. Postawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości , na około pół godziny.

W międzyczasie wyłożyłam na sito kiszoną kapustę z drobno pokrojonymi dodatkami , by odcisnąć z niej cały sok.

Ciasto po wyrośnięciu troche wyrobiłam i połowę rozciągnęłam na natłuszczonej olejem blasze. Posypałam tartą bułką, rozłożyłam odciśniętą kiszoną kapustę z dodatkami i przykryłam resztą rozciągniętego ciasta drożdżowgo. Zostawiłam chwilę, by lekko się ruszyło i wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C na około 45 minut. Jak się lekko zrumieniło, wyjęłam z piekarnika.

Jedliśmy calzone lekko przestudzone, z dodatkiem sosu czosnkowego i pomidorowego. Danie było bardzo smaczne, trochę przypominało w smaku nasz kulebiak.

Wracam teraz do dawnych zdjęć nieopublikowanych jeszcze potraw, starając się znaleźć coś sezonowego. Zauważyłam, że w wyszukiwarce bloga największą popularnością cieszą się sezonowe przepisy. Teraz to są przede wszystkim zapasy zimowe , przetwory owocowo-warzywne i kiszonki.

dane sezonowe z wyszukiwarki bloga

Blogi kulinarne mają to do siebie, że sezonowe przepisy cieszą się największą popularnością. Ale przecież wiele z nich publikuje wpisy z sezonowymi daniami czy przetworami i nie każdy może się przebić, by masowy czytelnik mógł je łatwo znaleźć. Warto sobie pomóc , na przykład przez pozycjonowanie stron z Afterweb , by przepisy z naszego bloga mogły łatwiej się przebić w gąszczu wielu publikowanych sezonowo i nie tylko.

Dzisiejsze danie przywołało mi wspomnienie z podróży kulinarnej, która była nagrodą w konkursie dla blogerów i dziennikarzy kulinarnych. Tamten wpis cieszył się też dużym powodzeniem , ale po pewnym czasie został zapomniany i myślę, że warto coś zrobić, by go przypomnieć i zainteresować nim znowu czytelników.

Wracając do naszego dania – kiszona kapusta to nie tylko super dodatek do mięsnych dań czy pierogów , ale też ciekawe nadzienie do rodzimej wersji pizzy czy calzone.

Smacznego !

Chleb pszenny z płatkami owsianymi

chleb pszenny z płatkami owsianymi

Udało mi się w tych trudnych czasach kupić drożdże i dzięki temu, jak zwykle na Święta upiekłam drożdżowe chlebki. Wiem, że sporo osób woli te na zakwasie, ale ja tak lubię wszystko, co drożdżowe, od racuszków przez placki z kruszonką do pizzy , że i chlebki wolę te na drożdżach. O ile ten niezbędny produkt udało mi się kupić, o tyle mąka inna, niż pszenna to teraz towar bardzo trudny do zdobycia. Mam w czeluściach szafki resztę mąki żytniej i dodałam jej do chlebka mieszanego z czarnuszką, drugi też chcialam urozmaicić i wpadłam na pomysł, by dodać platki owsiane, takie zwykle śniadaniowe. Dorzucilam ziarna słonecznika, nieco ziół i powstał pyszny chleb pszenno-owsiany. Do świątecznych przysmaków pasował doskonale.

CHLEB PSZENNY Z PŁATKAMI OWSIANYMI

  • 30 dkg mąki pszennej
  • 15 dkg płatków owsianych błyskawicznych
  • 25 g drożdży i łyżeczka cukru
  • ok. 1, 5- 2 szklanek letniej wody
  • 2-3 łyżki nasion słonecznika
  • łyżeczka soli
  • po łyżeczce ulubionych suszonych ziół – dałam oregano, majeranek i bluszczyk kurdybanek

Najpierw rozrobiłam drożdże – dodałam łyżeczkę cukru, roztarłam je, wlałam trochę letniej wody , rozmieszałam i posypałam łyżką mąki. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.

Do miski wsypałam mąkę i płatki, zioła, słonecznik , wymieszałam, wsypałam sól.    Wlałam rozczyn i resztę letniej  wody – trzeba jej dać tyle, by ciasto dobrze się mieszało, nie kleiło ale też nie było za suche. Wymieszałam i wyrabiałam ukośnymi uderzeniami drewnianej łyżki  około dziesięć minut. Przykryłam ściereczką i odstawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości, na  około pół godziny.
Przełożyłam ciasto do natłuszczonej keksówki  i zostawiłam znów do wyrośnięcia na 10 minut. Przed włożeniem do piekarnika ponacinałam ciasto ukośnie w kilku miejscach, by swobodnie uchodziło z chleba powietrze.

Piekłam, razem z tym pszenno- żytnim , w piekarniku nagrzanym do 180 C około 50 minut, aż wierzch się zrumienił a chlebki z boków odstawały od foremki. Po wyjęciu z keksówki studziłam je na kratce.

Chleb pszenny z płatkami owsianymi smakował ciekawiej, niż zwykły pszenny, dobry był z masłem , pod domowe wędliny, super wyjadało się nim oliwę ze światecznych sałatek. Zachował długo świeżość – dziś jeszcze, tydzień po jego upieczeniu, dojadałam resztę i tylko skórki były nieco za twarde. Cieszę sie, ze tak mi się udał i na pewno go powtórzę, może z nieco innymi dodatkami.

Smacznego !

chleb pszenno-owsiany z bliska

Pączki serowe nadziewane różą, pieczone

pączki serowe nadziewane

Kończy się karnawał, to dobra okazja by zrobić pączki. Wiem, że tradycyjne są smażone w głębokim tłuszczu ale ja za takimi nie przepadam. Za to uwielbiam drożdżowe, pączkowe ciasto i z przyjemnością je robię i zajadam. Lubie też dodawać do niego ser , jest wtedy smaczniejsze i ciekawsze. Zrobiłam więc pączki serowe nadziewane konfiturą z róży i zamiast smażyć – upiekłam je w foremkach do muffinek. Jestem bardzo zadowolona z efektu , pięknie wyrosły , ciasto było puszyste i dzięki serowi niezwykle smaczne . Uniknęłam stania nad garnkiem w oparach gorącego tłuszczu co jest dla mnie czynnością bardzo nieprzyjemną.

PĄCZKI SEROWE NADZIEWANE RÓŻĄ I PIECZONE

  • dwie szklanki mąki pszennej
  • 25 g drożdży
  • szklanka mleka
  • serek waniliowy ( 130 g)
  • 2 jajka i żółtko
  • 2 łyżki cukru i 1 z wanilą
  • 80 g masła
  • łyżka nalewki z kwiatów dzikiego bzu
  • konfitura z róży
  • cukier-puder do posypania

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam połowę  letniego mleka , posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W tym czasie stopiłam i przestudziłam masło, ubiłam widelcem cukry  z jajkami i żółtkiem.

Do miski wsypałam mąkę, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, serek waniliowy, stopione masło w temperaturze pokojowej i nalewkę. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około 40 minut.

Foremki do muffinek wysmarowałam cienko olejem, napełniałam ciastem do połowy, kładłam po pół łyżeczki konfitury i przykrywałam łyżeczką ciasta. Postawiłam je na kilka minut w ciepłe miejsce, by lekko podrosły.

Piekłam w nagrzanym do 175 C piekarniku, około 25 minut, do zrumienienia i suchego patyczka. Pięknie wyrosły , wyszły puszyste i okrągłe , prawie w ksztalcie pączka.

Po lekkim wystudzeniu, jeszcze ciepłe, wyjęłam pączki z foremek. Jak zupełnie wystygły, posypałam je cukrem-pudrem.

Pączki serowe nadziewane i upieczone zapewne nie zadowolą miłośników tych tradycyjnych, smażonych. Są za to smaczne, zdrowsze i mniej kaloryczne. Ja polubiłam taką formę pączków i z przyjemnością je robie i zajadam.

Smacznego !

pączki serowe z rózą

Drożdzówka idealna do kawy

drożdżówka idealna do kawy

Kawę piję zwykle rano i po południu , pierwszą na przebudzenie, drugą już dla przyjemności. Lubię dojadać przy okazji coś słodkiego , dla mnie jest to naturalne uzupełnienie . Specjalną okazją są poranki weekendowe, wtedy zamiast śniadania jest kawa i domowe ciasto, które jest u mnie prawie co tydzień. Podobno to, co zje się rano szybciej się spala, więc korzystam z okazji i pozwalam sobie na coś kalorycznego do porannej kawy. Mam nawet specjalne filiżanki z większymi podstawkami , gdzie mieści się też kawałek ciasta :

kawa weekendowa z ciastem

Podczas ubiegłego weekendu byłam w kiepskiej formie a chodziły za mną drożdżówki do kawy. Pomyślałam, że pójdę „na skróty” i zrobię ciasto drożdżowe na dużej blasze a na nim umieszczę nadzienie serowe w pewnych odstępach i potem pokroję na odpowiednie kawałki. Pomysł udało mi się zrealizować z powodzeniem, wyszła drożdżówka idealna na zimowy deser.

UPROSZCZONA DROŻDŻÓWKA IDEALNA DO KAWY

  • 1/2 kg mąki pszennej
  • 30 g drożdży
  • szklanka mleka
  • 8 dkg masła
  • 2 jajka
  • 3 łyżki cukru i 1 z wanilią
  • łyżka nalewki
  • 20 dkg twarogu
  • 2 żółtka, 2 łyżki cukru na masę
  • maliny z kompotu ( opcjonalnie)
  • szczypta soli

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/3 szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkami ubijając lekko.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka i stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Dolałam nieco aromatycznej nalewki z pigwy . Postawiłam ciasto przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około pół godziny.

W międzyczasie roztarłam żółtka z cukrem i dodałam ucierając ser, aż powstała gładka masa. Odcedziłam też maliny z kompotu, by zrobić trochę drożdżówek z nimi.

Wyrośnięte ciasto wyłożyłam na blachę i w równomiernych odstępach poukładałam na nim kulki masy serowej i malin, lekko wciskając. Piekłam w 175 C około 50 minut.

uproszczona drożdżówka

Ciasto wyszło puszyste , pokroiłam je więc w kawałki jak na pierwszym zdjeciu u góry. Pasowało doskonale do kawy a tę miałam akurat bardzo smaczną. Staram się śledzić nowości w tej dziedzinie, bo pojawiają się coraz ciekawsze gatunki. Ja wolę kawy mniej kwaśne, ważny jest dla mnie też ciekawy aromat. Szczególnie istotny jest dobór kawy przy espresso , bo tam można wyczuć całą intensywnośc smaku i zapachu. Ciekawa jest oparta na jednorosnych ziarnach kawa speciality , przywożona z Brazylii czy Kenii ale palona już w naszym kraju . Można sobie wybrać i smak i kraj pochodzenia i cieszyć się smakiem, jaki nam pasuje. A ciasto czy coś słodkiego na szybko do kawy można sobie wtedy zrobić samemu zrobić pyszny podwieczorek dla rodziny czy przyjaciół.

Smacznego !

Pizza z fetą i oliwkami

pizza z fetą i oliwkami
pizza z fetą i oliwkami

Wczoraj był Międzynarodowy Dzień Pizzy, upiekłam więc na obiad „rezerwową” pizzę na puszystym cieście obok tej, którą na cienkim  zrobiła moja córka. Do ciasta dodałam trochę ulubionych ziół , by było ciekawsze i dało dobry podkład pod to, co na niej położyłam. By mieć złudzenie, ze pizza jest mniej kaloryczna prócz sosu pomidorowego, wędlin i serów dodałam ugotowaną zieloną fasolkę szparagową , na koniec dorzuciłam oliwki , bo pasowały mi do fety. Z radością zauważyłam, ze moja domowa feta, którą zrobiłam z wiejskiego twarogu pięknie się stopiła na pizzy. Prócz niej był też i zwykły żółty ser starty na tarce. Wszystkie te dodatki ciekawie się skomponowały z ziołowym ciastem i wyszła naprawdę pyszna pizza, której resztę dojadaliśmy jeszcze dziś popijając barszczykiem.

PIZZA Z FETĄ I OLIWKAMI NA ZIOŁOWYM CIEŚCIE

ok. 1/2 kg mąki pszennej
30 g drożdży
1/3 szklanki mleka

szklanka letniej wody
2-3 łyżki  oliwy
łyżeczka cukru
łyżeczka soli

Łyżka majeranku, łyżeczka oregano i ziół śródziemnomorskich

Boczek wędzony
szynka peklowana ( domowa)
pomidory z puszki z zalewą + nieco suszonych

ok. 15 dkg fety ( miałam domoową), garść oliwek

miseczka ugotowanej fasolki szparagowej

pieczarki pokrojone na plasterki

15 dkg startego żółtego sera

Drożdże roztarłam z cukrem, dodałam  letnie mleko, posypałam łyżką mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do miski wsypałam  mąkę, sól i wlałam wyrośnięty rozczyn. Dodałam  oliwę , letnią wodę, zioła  i wymieszałam dokładnie. Wyrobiłam ciasto drewnianą łyżką, aż odstawało od brzegów miski. Postawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ( około pół godziny).

Ciasto po wyrośnięciu troche wyrobiłąm i rozciągnęłam na natłuszczonej olejem blasze.
Położyłam na nie plastry boczku i szynki, pieczarki, fasolkę i polałam to sosem z pomidorów z puszki i suszonych ( wszystko zmiksowane z dodatkiem soli, pieprzu, ziół prowansalskich i słodkiej papryki). Na wierzch rozrzuciłam kawałki fety i oliwki, posypałam wszystko startym żółtym serem.

Piekłam w 200 C około 20 minut.

Ziołowa pizza z improwizowanymi dodatkami wyszła ciekawa w smaku, miałam ochotę na przerwę w diecie i bardzo mi smakowała, pozostałym domownikom też.

Smacznego !