Archiwa kategorii: ciasto dla muzyka

Domowe ciasto na koncert Korteza w Bydgoszczy

koncert korteza w bydgoszczy
koncert korteza w bydgoszczy

Pierwszy raz byłam na na koncercie Korteza w filharmonii, ciekawiło mnie, jak w tak profesjonalnej sali zabrzmi jego muzyka z zespołem. To zupełnie inne doznanie, profesjonalna akustyka daje pełniejsze brzmienie, muzycy z Zespołu Korteza i on sam dali pełen popis swoich możliwości. Bardzo się cieszę, że repertuar jest dynamiczny, powstają nowe aranżacje , piosenki grane dotąd z Trio opracowywane są muzycznie na nowo na potrzeby koncertów z Zespołem. Koncert Korteza w Bydgoszczy kolejny raz mnie zaskoczył i zachwycił.

Jak zwykle upiekłam ciasto i przekazałam je przed występem  za pośrednictwem autorki tekstów Korteza, Agaty Trafalskiej, Przy okazji porozmawiałam z nią chwilę i powiedziałam – jak to dobrze, że mój ulubiony muzyk ma kogoś, kto – jak on to mówi – „siedzi mu w głowie” a jednocześnie ma dystans do tych wszystkich emocji , zaś on sam może się skupić tylko na muzyce.

Ciasto było domowe, z owocami – w końcu nazwa drugiej płyty Mój dom zobowiązuje 🙂 Przepis to mój topowy na blogu placek ze śliwkami, jeszcze na nie nie sezon, więc był z borówkami. Byłam poza domem ( u siostry) więc nie udało mi się dodać owoców ze swojego ogrodu , ale przyjdzie i na to pora 🙂

Jak już wspomniałam, w filharmonii brzmienie było doskonałe i nowe instrumentalne końcówki tak spokojnych utworów jak Ludzie z lodu czy Uleciało zabrzmiały niesamowicie, to co Kortez robił z pianinem przyprawiało o zawrót głowy. Zabrałam na koncert siostrę, trochę się obawiałam, jak przyjmie te mocniejsze brzmienia, ale to właśnie jej się podobało najbardziej 🙂 I gra świateł, która uzupełniała muzykę tworząc doskonałą całość.

Na koncercie zauważyłam siedzącą nieopodal Ulę, założycielkę fanowskiej grupy Korteza na Fb. Po skończonym koncercie porozmawiałyśmy, miałam też w torebce nieco ciasta tego samego, co dla Korteza, więc ją poczęstowałam. Potem poznałam też inne fanki, one też spróbowały z przyjemnością ciasta i zrobiłyśmy sobie pamiatkowe zdjęcie pod Filharmonią, obok pomnika jej patrona, który …obrócił się do nas plecami 😉

Z samym atrystą i muzykami z ekipy widziałam się krótko, nie byłam sama , koncert był późno. Myślę, że kiedyś to nadrobię, zdążyłam się jednak dowiedzieć, że moje kiszone ogórki, które dodałam jako bonus do ciasta smakowały i mam zamówienie na kolejną porcję 🙂 Koncert Korteza w Bydgoszczy był podwójny, filharmonia była wypełniona po brzegi dwa dni z rzędu 🙂 To moje rodzinne strony, wię cieszę się, że Kortez jest tu tak kochany 🙂

A teraz mały aneks : Korteza usłyszałam pierwszy raz w Trójce w audycji red. Piotra Stelmacha. Wydał kilka dni temu książkę „Lżejszy od fotografii” o Grzegorzu Ciechowskim i wczoraj miał autorskie spotkanie w Poznaniu wraz z byłym menegerem Republiki Jerzym Tolakiem. To dla mnie nie są oderwane tematy, bo u Korteza znalazłam tę samą siłe emocji, która jest dla mnie w twórczości Ciechowskiego . Miałam przyjemnośc powiedzieć o tym redaktorowi radiowej Trójki i obdarować go symbolicznie ciastem z imbirem 🙂 To ten kartonik, który stoi na stoliku 🙂

Teraz Kortez rusza w trasę Męskiego Grania, mam nadzieję, że uda mi się z nim spotkać przy okazji koncertu w Poznaniu .

Lecznicze ciasto na koncert Korteza w Poznaniu

Dwa dni temu wszyscy fani Korteza trzymali za niego kciuki podczas gali polskich nagród muzycznych – Fryderyków. Jego piosenka z drugiej płyty „Dobry moment” została uznana za przebój roku. Kilka dni wcześniej – w sobotę 21 kwietnia Kortez koncertował w Poznaniu w ramach Spring Break Festiwal. Był to poniekąd koncert historyczny – trzy lata wcześniej był tam jako mało znany jeszcze atrysta, w tym roku jego koncert przyciągnał tłumy fanów. Poza tym – juror Must by the music, który odrzucił Korteza podczas konkursu, lider Comy występował dwie godziny wcześniej i ani nie widziałam tłumów podzcas koncertu, ani wielu chętnych do rozmowy , autografów i fotek po koncercie. A Korteza jak zwykle otoczyły po koncercie tłumy. A przed koncertem dostał niezwyły prezent od zwariowanych na jego punkcie fanek i fanów 🙂

Kilka tygodni wcześniej zostałam wciągnięta w akcję fanów Korteza, zapoczątkowaną przez Agnieszkę ( na zdjęciu po lewej ) , która najpierw zrobiła dla Korteza specjalny kalendarz a gdy się spodobał młodemu atryście – postanowiła zrobić dla niego foto książkę ze zdjęciami fanów . Są to zarówno zdjęcia , które wielbiciele robili sobie z nim jak też i fotografie z koncertów, na których byli. Książka ma tytuł „Pocztówka z kosmosu” – bo właśnie tam podróżujemy my fani słuchając Korteza i doznając niezwykłych emocji.

Ja tych zdjęć mam sporo, choć nie z każdego koncertu, na którym byłam. Czasem wolę poświęcić czas na rozmowę z tym niezwyklym chłopakiem, który potrafi słuchać ludzi jak mało kto i to jest jedna z tajemnic jego sukcesu . Agnieszka wybrała z moich zdjęć te najstarsze (m. in. z koncertu Korteza solo, w Kleszczewie) plus ostatnie, z nowo poznaną fanką. „Moja strona” w książce dla Korteza wygląda tak :

Ciasto na ten koncert było specjalne, bo dwa dni wcześniej wszyscy fani martwili się chorobą atrysty . Nie odwołał koncertów, lekarze postawili go na nogi i mógł się z nami spotkać. Do drożdżowego ciasta z serkiem waniliowym, do którego zwykle dodaję łyżkę smakowago alkoholu – tym razem wlalam kilka łyżek leczniczej nalewki z kwiatów dzikiego bzu, pod kruszonkę wrzuciłam też suszoną żurawinę.

Kortez z ekipą spróbowali go po koncercie, ale dostałam w odpowiedzi na wrażenia z wydarzenia wiadomość, że smakowało. Dla miłośników konkretnych smaków zrobiłam też placek ziołowy, z suszonymi pomidorami , podobny do tego, co jest na blogu.

A przed koncertem znalazł dla nas czas , Agnieszka z Wojtkiem i zaprzyjaźnione małżeństwo fanów, Tomek i Daria ( panowie są autorami większości zdjęć w książce i tych we wpisie, na których ja jestem) wręczyli Kortezowi prezenty – książkę i kalendarze dla reszty Zespołu. Jak Kortez to zobaczył, to zawołał – no, wariaci jesteście 🙂 A my na to, że to wszystko dzięki niemu, jego muzyce i emocjom, które nam przekazuje 🙂

Sam koncert był jak zwykle magiczny, każdy z nich jest inny i to nie tylko dzięki nowym piosenkom. Dawno nie słyszałam na  żywo „Ludzi z lodu”, których uwielbiam za ulotność tekstu i muzyki, Zostań w wersji z Zespołem zabrzmiało niesamowicie, po raz pierwszy też usłyszałam „Hej Wy ” i zrobiło na mnie duże wrażenie. Obliczyłam, że to był mój 13 koncert i wyjątkowo szczęśliwy, również dzięki nowo poznanym fanom i ich akcji 🙂

Nad Placem Wolności w Poznaniu świecił mocno księżyc i potęgował nastrój muzyki i świateł. Dla mnie jak zwykle najważniejszy był wokal Korteza, uwielbiam jego pełen ciepła głos, zarówno jak śpiewa, jak i gdy mówi.

Tego dnia w Poznaniu było wielkie blogerskie święto ( Blog Conference Poznań, napiszę o tym niebawem) , na koncert i spotkanie z fankami i ich mężami urwałam się z warsztatów nalewkowych, ale warto było. Po koncercie to oni jeszcze ciepło z nim rozmawiali a ja udałam się na after party tuż przed końcem koncertu i oto, co zobaczyłam po drodze : Po drugiej stronie ogrodzenia stało sporo zasłuchanych i zapatrzonych w grę świateł ludzi, obok na przystanku tramwajowym pasażerowie wysiadali i zamiast iść dalej w swoich sprawach , zatrzymywali się zasłuchani… Przechodnie na idącej wzdłuż Placu ruchliwej ulicy 27 grudnia też zwalniali i słuchali a nawet wzdychali pod świecącym księżycem… Kortez zaczarował wieczorny Poznań… Nie ma się więc co dziwić, że jego fani są mu tak wierni , a wtorkowy sukces z Fryderykiem był dla nich wielkim świętem .

Karnawałowe racuszki na koncert Korteza

Na kolejny koncert Korteza , który odbył się w ubiegłą niedzielę nie miałam daleko, mogłam się więc wykazać kulinarnie w całej okazałości. To był koniec karnawału a moją specjalnością w tym czasie są drożdżowe racuszki , nasmażyłam więc na świeżo ich sporą ilość. Dodałam do ciasta serek waniliowy, sok z mandarynki i mój tajny składnik odziedziczony po Mamie – łyżkę smakowego alkoholu. Tym razem była to aromatyczna nalewka z dzikiego bzu , zgodna ze słowami przeboju ” Z imbirem ” – sypnęłam cukru, narwałam bzu , przemacerowała się od lata i teraz bardzo się przydała . Racuszki w kartonie wyglądały imponująco 🙂

Są zrobione z tego przepisu, z dodatkami, o których wspomniałam. Jak zwykle spotkałam się z ekipą Korteza przed koncertem, by dostarczyć muzykom „bombę kaloryczną ” . Smakowały wszystkim , najbardziej Kortezowi, który zamówi sobie powtórkę przy następnej okazji. Spodobała mu się też regionalna nazwa tego specjału, bo na moich rodzinnych Kujawach mówi się na nie „ruchanki”, od ruszającego się przy smażeniu drożdzowego ciasta.

Bomba kaloryczna chyba podziałała, bo na koncercie artysta wraz z towarzyszącymi mu muzykami dał z siebie wszystko .

Zaczęło się jak zwykle spokojnie i nostalgicznie przy gitarze, potem wokalowi Korteza, który uwielbiam towarzyszyła muzyka bardzo różnorodna i dynamicznie się zmieniająca – Kortez kilka razy przenosił się od gitary do pianina, podobnie Doman a Olek wraz z pomagającym mu Robertem zwanym Miśkiem instrumentalnie brzmiał za pół orkiestry. W pewnym momencie ( chyba przy nowym kawałku „Już nie pamiętam” ) Kortez siadł do pianina jednocześnie trzymając gitarę ! To była bardzo melodyjna i nastrojowa piosenka , aż zachęcała do przytulanego tańca… Nowe było też bardzo emocjonalne i rytmiczne „Czy to już dno” . Nie mogę sie doczekać studyjnych wersji nowości, by ich spokojnie posluchać i wyłapać wszystkie niuanse.

Jak już pisałam w relacji z Poznania , piosenki z nowej płyty na koncercie przeplatają się z tym z pierwszej, tworząc niezwykły klimat . Po kilku najbardziej emocjonalnych przychodziły te lżejsze, nastrój był odpowiednio rozłożony i cały koncert zostawił niezapomniane wrażenie. Mnie jak zwykle łzy zakręciły się przy Zostań... Na koniec było kilka solowych bisów Korteza, takie kameralne wykonania mają swój specyficzny urok.

Po koncercie i chwili oddechu Kortez jak zwykle spotkał się z fanami. Dla mnie tym razem były to też niezwykłe chwile, bo podczas koncertu jedna z fanek ( znała piosenki na pamięć, bo nuciła je ale na koncercie była po raz pierwszy) …rozpoznała mnie za zdjęć z fanowskiej grupy Korteza , jako „panią od ciasta” . Szybko przeszłyśmy na ty, wymianiłyśmy wrażenia , opowiedziałyśmy sobie o emocjach jakie nam towarzyszą przy słuchaniu muzyki Korteza i zrobiłyśmy sobie zdjecia, wspólne i z artystą 🙂

Na drogę zostawiłam jeszcze ekipie Korteza placek szpinakowy, wytrawny, bo kiedyś wspomniałam , że taki robię i wzbudził zainteresowanie . Zimowo-wiosenna trasa koncertowa Korteza jest bardzo wyczerpująca, ale cieszy się powodzeniem, bo bilety rozchodzą się błyskawicznie . Muzycy pracują wciaż nad nowymi brzmieniami, miałam szczęście wejśc pod koniec próby i słyszałam jak coś zabrzmiało inaczej, lepiej i zostało już włączone do koncertu.

Przepis na podobny placek jest tutaj, ten był z dużą ilością ziół i suszonymi pomidorami. To, co zostało zjedzone po koncercie spotkalo się z pochwałą. Ciesze się niezmiernie, że realne efekty mojego blogowania i gotowania zostają docenione w tak niezwykłych okolicznościach. Relacje z poprzednich koncertów z akcji z ciastem można zobaczyć tutaj .

Do zobaczenia na trasie 🙂

 

 

 

Big rogal i sernik dyniowy na koncerty Korteza w Poznaniu

Miałam wyjątkowe szczęście wybrać się ostatnio na dwa koncerty Korteza, a pierwszego wysłuchać  w dniu premiery jego drugiej płyty. Tego dnia Kortez z zespołem śpiewali bowiem w Poznaniu a tam mi dotrzeć najłatwiej. Zastanawiałam się, jakie ciasto zrobić na tę okazję. Druga płyta ma tytuł Mój dom, z domem kojarzy mi się przede wszystkim ciasto drożdżowe. W Poznaniu listopad to czas szczególny, 11-go jada się tu specjalne rogale świętomarcińskie, z masą z białego maku , z drożdżowego , półfrancuskiego ciasta. Upiekłam więc wielkiego rogala , by łatwiej było go podzielić między całą ekipę ( to był koncert z zespołem) a nawet i gości.

Ostatnio Kortez wspominał , że bardzo mu smakuje placek marchewkowy, taki mniej kaloryczny, więc zrobiłam go też i zawiozłam obydwa do Poznania .

Zawsze żartuję, że dostarczam Zespołowi Korteza „bombę kaloryczną ” , tym razem wszystko bardzo smakowało , zarówno rogal, który zrobił wrażenie też swoim wyglądem jak i placek marchewkowy z dodatkiem gruszki. Jeszcze przed koncertem porozmawiałam z Kortezem o nowej płycie, przekazałam swoje pierwsze wrażenia . Dla mnie , jak i dla wszystkich była bardziej pesymistyczna w odbiorze niż ta pierwsza, której różnorodność pozwalała na oddech pomiędzy silnymi emocjami niektórych utworów . Poza tym wydaje mi się, że głos Korteza, który uwielbiam ( nawet ten podczas zwykłej rozmowy) stracił nieco na świeżości, która mnie tak urzekła przy pierwszej płycie. Stał się za to dojrzalszy.

Na koncercie piosenki z drugiej płyty, wysłuchane na żywo  przemówiły jednak do mnie inaczej . Wywołały silniejsze emocje, ale o mniej pesymistycznym zabarwieniu. Najbardziej do mnie przemówiła „Dobrze, że Cię mam”, najwięcej do myślenia dała „Pierwsza” , z dużym sentymentem słuchałam „Nic tu po mnie” , bo byłam świadkiem powstania muzyki do niej ( kiedyś podczas próby), wrażenie „deja vu” miałam przy „Film przed snem”… Ale niezmiennie łzy zakręciły mi się przy „Zostań ” , które w zestawieniu z piosenkami z drugiej płyty przemówiło do mnie w pełniejszy jeszcze sposób.

Rozmawiając o tym po koncercie z Kortezem usłyszałam, że właśnie druga płyta jest uzupełnieniem tej pierwszej… Zapytałam też czy  śpiewanie tak negatywnie  emocjonalnych tekstów nie wpłynie mocno na ich wykonawcę i usłyszałam, że ma on swoje sposoby na zachowanie równowagi . Jakie, to już zostawię dla siebie…

Podczas koncertu z Zespołem nastrój był regulowany, po ostatniej, otwartej do interpretacji piosence „Wyjdź ze mną na deszcz” zabrzmiało lżejsze, entuzjastycznie powitane „Z imbirem”, po pełnych emocji Zostań i Od dawna juz wiem rozbudowane muzycznie przy pomocy Zespołu Kominy i nowy utwór po angielsku, wywołujące wśród widzów mieszane uczucia. Mnie pozwoliły odetchnąć , złapać oddech na końcu i dać się ponieść muzyce.

Płyta Korteza sprzedawała się jak ciepłe bułeczki, każdy kto chciał mógł po koncercie dostać autograf, pogadać z artystą . Ja po koncercie się zagadałam z ekipą , więc musiałam poczekać na drugi koncert w Poznaniu , bardziej kameralny, z trio 🙂

Przyznam, że lubię koncerty z Zespołem ze względu na bogatą oprawę muzyczną, ale te kameralne podobają mi się bardziej.  Mogę bardziej się skupić na słowach i ich interpretacji, choć tym razem to, co robił Olek Świerkot na gitarze ( jest uzupełnieniem duetu z początków , Kortez i Krzysztof Domański) robiło mocne wrażenie.

Tym razem Kortez zamówił swój ulubiony sernik , zrobiłam taki z dodatkiem pureee z dyni i sokiem z pamarańczy, na spodzie z dodatkiem orzechów i cynamonu. Przepis podam innym razem, bo dziś mi się dobrze pisze o muzyce i emocjach i nie mam głowy do kulinariów 🙂 Był podobny do tego, który jadł Kortez rok temu . Zdjęcie jest kawałka próbowanego w domu . Kortez poczatkowo spróbował mały kawałek, ale po stwierdzeniu, że jest za…sty, dokrawał sobie kolejne… niczym pewne znane mi i bliskie osoby 🙂

Tym razem układ piosenek był nieco inny, te z nowej płyty przeplatały się z tymi ze starej i wszystko mi się bardzo ładnie poukładało . Na dodatek byłam swego rodzaju „przewodnikiem” dla młodego fana Korteza, który spóźniony siadł obok mnie na końcu rzędu i pytał – najpierw o to, czy spóźnił się na piosenki z nowej płyty ( nie, przyszedł akurat gdy brzmiała Pierwsza ) , potem cichutko wymienialismy na bieżąco wrażenia, dalej wyjaśniłam, że zawsze są bisy a po koncercie Kortez rozmawia z fanami i rozdaje autografy… To był jego pierwszy koncert a dla mnie okazja by policzyć , który… 11 , nie wszystkie mają osobne wpisy na blogu, ale jest o nich wspomniane 🙂 dzięki moim sugestiom chłopak pobiegł do auta po zakupione w tym dniu płyty i poszedł po autograf , mam nadzieję, że udało mu się też pogadać z Kortezem.

Ja cały czas mam w głowie wspomnienia z koncertów, piosenki Korteza z nowej płyty, wciąż odkrywam w nich coś nowego. A na płycie mam też specjalne podziękowanie. Ależ nie ma za co, dla mnie to czysta przyjemność piec ciasta dla kogoś, kogo bardzo lubię i podziwiam 🙂

 

Chałka drożdżowa na wernisaż Obrazków ahgsfds

chałka drożdżowa
chałka drożdżowa

Uwielbiam kreatywną kuchnię , pieczenie ciast czy robienie potraw związanych tematycznie z ciekawymi wydarzeniami. W ubiegłą niedzielę bohaterką pewnego wernisażu była drożdżowa chałka . Zacznę jednak wszystko od początku :

 

Jakiś czas temu moje dzieci podrzuciły mi adres zabawnego fanpage Zapisz obrazek jako ahgsfds. Rysunki jego autora są dowcipne, inteligentne i opierają sie na żartach słownych – jako była „pani od polskiego” nieco się wymądrzę – to dosłowna interpretacja stałych związków frazeologicznych ( np.paleta cieni, stroje galowe , kalendarz majów ) i w ogóle zabawa słowem na najwyższym poziomie, czyli to, co uwielbiam ja i moje dzieci. Jeśli ktoś czasem pobłądzi w zakamarki mojego bloga i trafi na Grażyna pisze, to zrozumie o co chodzi 🙂

Te obrazki zawsze poprawiają mi humor i  gdy zobaczyłam, że mają swoją wystawę i spotkanie z Autorem w Krakowie, od razu przyszedł mi do głowy pomysł podobnej imprezy w Poznaniu ( któreś z dzieci powiedziało mi, że twórca Obrazków tu mieszka).

Ugościła nas restauracja Pastela, której nazwa jest nieprzypadkowa. Asia, jej współwłaścicielka często organizuje tam wystawy i wernisaże zaprzyjaźnionych artystów, ale jak przyznała przy powitaniu, takich jak te – z Internetu – to jeszcze nie miała 🙂

 

Dodała też, że najbardziej rozbawiło ją to, że chałka, która na obrazkach stała się abstrakcją, została przeze mnie ponownie zmaterializowana :

 

Jak się okazało, nie tylko przeze mnie, bo jedna z fanek, Zuza, upiekła na spotkanie bezglutenową , by sama mogła też chałki skosztować 🙂

 

ma cudne oczka, jak ta z Obrazków 🙂

Teraz chwila przerwy w relacji na przepis, bo uczestnicy spotkania domagali się go . Dawno chałki nie robiłam a i wtedy nie była bardzo udana więc przepisu szukałam w sieci. W końcu postanowiłam wypróbować swoje drożdżowe ciasto do rogalików czy bułeczek a w zaplataniu posłużyłam się podstępem 🙂

CHAŁKA DROŻDŻOWA

Ok.1/2 kg  mąki pszennej

8 dkg  stopionego masła i 2 łyżki oleju

30 g drożdży

szklanka mleka

sok z połowy mandarynki

1 jajko i 3 żóltka

3 łyżki  cukru i łyżka z wanilią

szczypta soli

łyżka nalewki kwiatów dzikiego bzu ( lub innej)

mak do posypania

białko do smarowania

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/3 szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkiem i żółtkami za pomocą trzepaczki.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, wyciśnięty z pomarańczy sok , olej i  stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką, w międzyczasie dolałam nieco aromatycznej nalewki . Gdy ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza, odstawiłam je w ciepłe miejsce na pół godziny do wyrośnięcia .

Wyrośnięte ciasto zbiłam drewnianą łyżką, by je odgazować i wyrzuciłąm na omączony blat. Wyrobiłam je jeszcze ręcznie, składając kilka razy , jak do chleba . Podzieliłam na 4 części i utoczyłam wałeczki o przekroju ok 3-4 cm i długości ok 30 cm ( jeden był nieco krószy). W przepisach widziałam zaplatanie z 5 części, ale ja umiałam pleśc warkocze ( nosiłam je do 5 klasy podstawówki a potem na studiach) tylko z trzech pasem.

 

Poradziłam sobie w sprytny sposób, kładąc krótszy wałek na dół jako bazę a na nim zaplotłam chałkę z trzech części. W ten sposób mogłam spodziewać się wyższej , niż takiej z samych trzech splotów 🙂 Aha, plotłam już na wysmarowanej blasze, na imprezę chałki były dwie .

Dumna, że ta część pracy mi się udała posmarowałam za pomocą pędzelka chałki białkiem i posypałam makiem. Właściwie powinna być kruszonka, ale nie chciałam sobie mnożyć stresu… Próbowałam bowiem nowy piekarnik…

Piekły się w 180 C około 45 minut, sprawdzałam patyczkiem, czy w środku są suche. W próbnej, pieczonej trzy dni wcześniej zrobiłam mały błąd, bo w miejscach splotów były miejscami lekko niedopieczone, więc teraz szczególnie na te fragmenty uważałam. Nie wyszły typowo piękne, splecione chałki, wyrosły mi zbyt puszyste, ale ja już tak mam z drożdżowym ciastem – wszystko mi wyrasta zazwyczaj zbyt bujnie 😉

Jak widać smakowało nawet najmłodszym fankom Obrazków 🙂 przekrój wiekowy na spotkaniu był bardzo szeroki, od wczesno nastoletnich do prawie senioralnych. Najwięcej było młodych ludzi , którzy ze znawstwem dyskutowali o historii internetowych memów 🙂

 

Autor Obrazków opowiadał najpierw wszystkim o swojej pasji i związanych z tym działaniach , potem odbyły się swobodne rozmowy przy kawie, chałce i drożdżowym placku , dla chętnych przy piwie . Ściany Pasteli pięknie wyglądają ozdobione Obrazkami 🙂

Kto chciał , mógł nabyć Obrazek od razu z autografem :

 

Szczególnie miłymi gośćmi były wokalistki zespołu w którym udziela się też Autor Obrazków , wypatrujcie ich w na muzycznych wydarzeniach nie tylko w Poznaniu 🙂

Okazało się, że moja pasja kulinarna po raz kolejny połączyła się z muzyczną i mogę tę relację dodać do blogowej kategorii Ciasto dla muzyka 🙂

Mnie ten wieczór naładował tak pozytywną energią, rozmowy z pełnymi humoru i skłonnymi do ciętych ripost fanami Obrazków naładowały mi akumulatory , co było mi bardzo potrzebne . Przy okazji zrobiłam fajne prezenty moim dzieciom, które całą trójką są wielbicielami talentu Admina Zapisz obrazek jako ahgsfds .

Obrazki jeszcze wiszą w Pasteli, kto chce może je tam zobaczyć a także zrobić prezent sobie i najbliższym. Może też upiec chałkę z mojego przepisu – przyjemnie jest materializowac abstrakcje 🙂

Do zobaczenia w Pasteli i na fanpage Obrazków 🙂

 

Ciasto w oczekiwaniu na drugi album Korteza

To ciasto jeszcze z lipcowego koncertu Miejskiego Grania w Poznaniu, wakacje w tym roku miałam obfite w krótkie wyjazdy , sporo się działo i nie wszystko dałam radę od razu opisać. Teraz jednak jest dobra okazja, bo właśnie dowiedziałam się, że 3 listopada wychodzi drugi album Korteza a już od 7 października rusza nowa trasa koncertowa zapowiadająca go. O terminach i miejscach koncertów można dowiedzieć się w niezwykle przyjemny sposób oglądajac teledysk do nowej piosenki To jest mój dom .

Najpierw jednak wrócę do lipcowego spotkania w Poznaniu i okolicznościowego ciasta :

Nie jest efektowne, bo lało tego dnia a ja byłam zdana na ogólnodostępny transport , dowiozłam więc do Poznania osobno ciasto a w pojemnikach masę serową i owoce z ogrodu do ozdoby. Pamiętałam też o świeczce , bo to było krótko po urodzinach moich, które przypadają tydzień po urodzinach Korteza . Jesteśmy spod tego samego znaku ( typowe nadwrażliwe Raki) i to może częściowo tłumaczy fakt, że wszystkie teksty i ich ilustracje muzyczne Korteza trafiają mnie prosto w serce i właściwie odzwierciedlają moje własne myśli i emocje. I wiem, nie jestem w tym wyjątkiem 🙂

To, że słuchacze odbierają emocje przekazane przez Korteza jako własne moim zdaniem jest  tajemnicą jego sukcesu.

 

 

Jak zwykle byłam umówiona z ekipą w garderobie przed koncertem. Ku mojej radości wszyscy czekali na moje ciasto, prócz Korteza entuzjastami moich słodyczy są akustyk, gitarzysta Doman  i menager, odkrywca Korteza, U-zek. Ochroniarza znów  pokonałam żartem, że niosę bombę …kaloryczną 🙂 Ciasto było takie, jak pierwsze, które jadł Kortez ( dokładnie dwa lata temu), masa serowa podobna do tej .

W czasie gdy Kortez udzielał wywiadów i rozmawiał z fanami błyskawicznie  skompletowałam torcik nie zapominając o symbolicznej urodzinowej świeczce 🙂 Wiele bym dała, by poznać życzenie artysty przed zdmuchnięciem, ale w końcu trzeba uszanować jego prywatność, prawda ? Rozmawialiśmy więc o tym, jak powstaje drugi album Korteza i wakacyjnych planach. Wspominaliśmy też nasze pierwsze spotkanie na koncercie o północy w Radiu Koszalin dzień przed wydaniem pierwszej płyty Bumerang. Z przyjemnością usłyszałam, że zostałam uznana Pierwszą Fanką Korteza 🙂

Koncert jak zwykle był pełen wzruszeń, mimo, że tyle razy słyszałam te utwory na żywo, wciąż przeżywam te same emocje i jak zawsze łzy stają mi w oczach przy „Zostań”. Pierwszy raz usłyszałam ze sceny  „Nic tu po mnie”  i z radością rozpoznałam motywy muzyczne, które powstały kiedyś na próbie , którą mogłam oglądać 🙂

Po koncercie Kortez mimo zmęczenia rozdawał jak zwykle autografy , pozował do fotek i rozmawiał z fanami a ja wymieniałam wrażenia muzyczne  z ekipą i podpytywałam o prace nad kolejną płytą. Rozmawiając z U-zkiem o promującym nową trasę i płytę utworze To mój dom wspomniałam, że znów trafił w moje uczucia, mam też w domu swoje świętości nie do ruszenia ale też często  nie mogę spać i „zawsze wiem, kiedy jest pełnia”… A na typowo męskie stwierdzenie „lepszy już nie będę” znalazłam ripostę ” Ale zawsze można coś zrobić, byś nie był gorszy…” 😉

Z tych nowych utworów, które są dostępne w sieci bliski bardzo jest mi  też „Film przed snem”, takie ucieczki w alternatywny świat wyobraźni często ratują mnie przed konsekwencjami tego, co dzieje się w tym realnym.

Z niecierpliwością i radością czekam na drugi album Korteza ” Mój dom” . Ciekawa jestem bardzo , co mnie najbardziej wzruszy i czy coś mnie wbije w ziemię, tak, jak „Zostań”…  Album wyjdzie akurat 3 listopada, w dniu koncertu w Poznaniu, więc muszę wymyślić jakieś ciasto dostosowane do nowych utworów. Wprawdzie Kortez zamówił sobie na następny raz marchewkowe, które bardzo lubi, ale nowa płyta  zobowiązuje i jak zwykle wysilę wyobraźnię, by sprawić ulubionym artystom przyjemność nie tylko smakową.

Do zobaczenia na koncertach Korteza 🙂

 

Ciasto czekoladowe pełne nadziei na koncert HEY

Kiedy dowiedziałam się, że w naszym Domu Kultury będzie kolejny super koncert, pomyślałam, że zaryzykuję i upiekę ciasto dla Kasi Nosowskiej. W jednym z wywiadów z nią czytałam, że ma podobne podejście do jedzenia, jak ja – poprzez gotowanie dla kogoś wyraża swoje uczucia. Postanowiłam swoje pozytywne emocje włożyć w pieczenie , by ciasto posmakowało Zespołowi. Taka ” Moja i twoja nadzieja”.

Akurat w dniu koncertu świętowałam 9 rocznicę założenia bloga, było to więc dla mnie dodatkowo wyjątkowe wydarzenie.

Ciasto zrobiłam według tego przepisu ( bez imbiru, który jest zarezerowany wiadomo dla kogo) , dodatkiem był wypróbowany pozytywnie na Kortezie i Organku kajmak, którym posmarowałąm ciasto po wierzchu. Posypałam je orzechami ( jeszcze do tego wrócę) , dodatkowo przełożyłam konfiturą z dzikiej róży z dodatkiem moich domowych malin.

Zespół przed koncertem koncentrował się, więc przekazałam ciasto przez manegerkę, nie wiedząc , czy poznam efekty jego degustacji.

Koncert był wspaniały – zaczął się od Błysku, jednego z moich ulubionych utworów z nowej płyty.

Oprawa wizualna na czerwono dopełniała wrażeń dostarczanych przez muzykę, prócz utworów z nowej płyty HEY zaśpiewał swoje największe przeboje , dodatkowo też Arahję , cover Kultu, która zabrzmiała monumentalnie, zaśpewana jak hymn przez całą widownię.

Atmosfera była gorąca, widać było, że przyszli prawdziwi fani, znający doskonale repartuar zespołu. Wprawdzie Kasia Nosowska mówiła, że nie jest zwierzęciem scenicznym , bo nie potrafi nawiązać kontaktu z widownią podczas przerw w grze, ale moim zdaniem nie na tym polega siła wokalistki. Gdy śpiewała cała widownia była pod jej wielkim wrażeniem i to właśnie chwile z muzyką świadzczą o wielkości atrysty a nie to, czy potrafi „zabawiać ” widzów podczas przerw .

Po koncercie znalazł się czas na autografy i zdjęcia, mnie się też udała chwila rozmowy – tym razem nie na temat muzyki lecz o tym, jak można wyrażać uczucia poprzez gotowanie. Pani Kasia potwierdziła moje przypuszczenia , a ja powiedziałam, że moje ciasto jest wyrazem uwielbienia dla Zespołu i jego muzyki.

Ciasto wzbudziło duże zainteresowanie Zespołu już przed koncertem, ale zostało zachowane na później , bo orzechy, którymi je posypałam mogą podrażnić gardło i przeszkadzać w śpiewie. Zapamiętam to sobie 🙂

Nie wiedziałam więc , jak ciasto smakowało Zespołowi, ale spotkała mnie miła niespodzianka. Wspomniałam o koncercie wymieniając HEY w komentarzach pod postem na FB o urodzinach bloga. I oto jaki zobaczyłam komentarz 🙂

Bardzo się cieszę, że moje ciasto posmakowało kolejnemu ulubionemu Zespołowi 🙂 Muzyka towarzyszy mi prawie wszędzie, pisząc bloga też jej słucham i mam wielką satysfakcję, że udaje mi się połączyć moje dwie pasje w tak ciekawy sposób.

Ciasto dla Organka jak Missisispi w ogniu

Pisałam niedawno w relacji z koncertu walentynkowego, że lubię chłopaków, którzy są amatorami słodyczy. Nie mogłam sobie odmówić pewnego eksperymentu kiedy w dniu, w którym w  mieście , w którym póki co jeszcze mieszkam odbył się koncert Organka. Uwielbiam jego muzykę , energetyczną i pełną niepokoju. Niedawno spotkałam się w dawnymi i nowymi przyjaciółmi, dla których muzyka jest w życiu bardzo ważna. Narzekali, że teraz nie ma już dobrej muzyki, że słuchają tej sprzed 30 lat. Najpierw pokazałam im Korteza ( nie wszystkim musiałam, niektórzy znali go już dzięki mojemu blogowi i Facebookowi) a potem jadąc autem usłyszeliśmy „Missisipi w ogniu”, więc poprosiłam o ciszę i wysłuchanie w skupieniu tego utworu i spytałam „nadal twierdzicie, że teraz nie ma dobrej muzyki ? ”

Wracając do mojego eksperymentu – upiekłam ciasto ciemne jak czarna Madonna albo oczy Italiano i kontrastowe w smaku jak Missisipi w ogniu. W miejscowym Domu Kultury znają mnie już z akcji z ciastem dla Korteza, więc mój pomysł spotkał się z entuzjazmem. O wykonanie zadbałam już sama, ale w końcu mam w tym doświadczenie, muzyka jest moją pasją i rozmowy o niej otwierają serce każdego artysty z tej branży. A zwłaszcza poparte domowymi słodyczami a propos tej muzyki 🙂

CIASTO CIEMNE JAK OCZY ITALIANO I KONTRASTOWE W SMAKU JAK MISSISIPI W OGNIU

Ciasto takie, jak tutaj ( bez gruszek w środku)

solony kajmak ( spod Torunia, moje rodzinne województwo)

domowy mus z truskawek i jabłek z kompotu do przełożenia

posiekane płatki migdałowe i orzeszki so posypania

Ciasto miało małe modyfikacje, mus jabłkowy dodany do niego miał nutkę mięty ( z kompotu), imbir zaś pominęłam, bo kojarzy się wiadomo z kim 🙂

Upiekłam je na prostokątnej blaszce, po wystudzeniu przełożyłam kwaskowym musem (odcedzone z kompotu truskawki i w/w jabłka, zmiksowane), na wierzchu posmarowałam solonym kajmakiem i posypałam migdałami i orzeszkami.

Smaki kontrastowe, nawiązujące do „Missisipi w ogniu” , kolor ciasta ciemny jak Czarna Madonna albo oczy Italiano.

Było tak dobre, że ktoś ze ‚swoich” z domu kultury nie mógł się mu oprzeć i podkradł kilka kawałków z kuchni, mimo, że na kartoniku była kartka „Ciasto dla Organka”… jakoś uporządkowałam je  i nie było obciachu.

Koncert był wspaniały , pełen energii , publiczność reagowała spontanicznie, kawałki już znane wszyscy śpiewali razem, Organek nie musiał nikogo do tego zachęcać , wszyscy czuli muzykę i ona rządziła. Choć trzeba też pamiętać o tym, jak mądre są słowa jego piosenek , moja ulubione ostatnio to z „Missisipi”…wyrzuć wszystkie maskary, te cienie do powiek, pokaż mi oczy…i te głuche telefony, pokaż mi ręce, pokaż mi dłonie…” . Myślę podobnie, za dużo otacza nas przedmiotów, nie potrafimy się wyciszyć , skupić na człowieku, którego mamy obok. Rozmawiamy przez internet, telefon i nie możemy wtedy spojrzeć w oczy, by widzieć właściwe, prawdziwe reakcje na to, co mówimy.

Jak w trakcie rozdawania autografów podeszłam do Organka z pudełkiem ciasta ( bardzo się z niego ucieszył, dostał już wcześniej od kogoś babeczki , kwiaty, był też tort urodzinowy dla klawiszowca ), to porozmawiałam z nim trochę  o muzyce, właśnie patrząc mu w oczy. Są bardzo mądre i szczere, jak ich właściciel.

Przyznał mi rację, że wracamy do muzyki takiej, jak była 30 lat temu, bo nawet filozof Zygmunt Bauman stworzył pojęcie – Retropia – czyli retro i utopia. W dzisiejszych czasach postęp jest tak szybki, że boimy się go, jak kiedyś dawniej wojny. Musimy się więc cofnąć o kilka kroków po to, by znów móc iść do przodu. Przyznałam rację artyście, te poglądy są mi bliskie, jak jego piosenki. Poza tym… Tomek Organek studiował anglistykę w moim ulubionym mieście Toruniu , jak mój kilka lat młodszy od niego siostrzeniec, też Tomek a pochodzi z Suwalszczyzny, jak mój przyjaciel bloger Antoni ( prywatnie też Tomek 🙂

Za ciasto dostałam specjalne podziękowanie w formie autografu ( to już drugie takie, czyżby początek kolekcji ? ) nawet pewien znany mi od dawna muzyk zażartował sobie na ten temat 🙂

Po koncercie i rozmowie poszłam do domu, nie czekając na degustację ciasta. O tym, czy smakowało dowiedziałam się w prosty sposób- pytając Organka na Facebookowym profilu 🙂 Oto, czego się dowiedziałam 🙂

Wracając do koncertu – Najmocniej zabrzmiał ostatni przebój – Czarna Madonna, na finał zaś ponownie Missisipi w ogniu. Po koncercie Organek prosił, by spędzić ten wieczór mądrze do końca, z przyjaciółmi , z dobrą książką lub filmem a nie jakąś telewizyjną „sieczką”.  A w trakcie koncertu , gdy dowiedział się, że 8 kwietnia będzie tu koncert HEY, prosił wszystkich o podniesienie rąk w geście uznania dla tego wspaniałego zespołu. Mnie kulinarne obowiązki poniosą wtedy do Bydgoszczy, ale na pewno ktoś mi bliski będzie na tym koncercie.

Jeszcze teraz mam głowę pełną muzyki Organka, wracam do niej cały czas, teraz też, pisząc te słowa. Cieszę się, że moje kulinarne pasje połączyły się z muzycznymi. Jak już napisałam, uwielbiam karmić ludzi, których kocham, lubię i cenię. A jaka to radość dla mnie, gdy to, co upichciłam wkładając w to swoje serce, smakuje im.

 

Walentynkowe słodycze na koncert Korteza

Jeszcze teraz, jak zamknę oczy , to słyszę „Zostań ” Korteza zaśpiewane tak, że serce nie może się uspokoić i drży wciąż ze wzruszenia. Było to cztery dni temu podczas koncertu walentynkowego, w gdyńskiej hali Arena. Nie tylko Zostań zabrzmiało wyjątkowo, już od pierwszego utworu, Pocztówki z kosmosu aż do ostatniego bisu, jakim jest zwykle Dla mamy Kortez z Zespołem  dali z siebie wszystko.  Oprawa wizualna była wręcz kosmiczna, ja skupiałam się na muzyce i przyznam, że często zamykałam oczy, by lepiej czuć emocje, których trudno doznać gdzieś indziej. Autorem pomysłu na tego typu występ jest menager Korteza, właściciel wytwórni Jazzboy, Paweł Jóźwicki, który odkrył tego niezwykłego chłopaka i pokazał go światu.

Ale zacznę od początku – z ekipą Korteza zaprzyjaźniłam się podczas koncertu w Radiu Koszalin, który zorganizował Adrian, mój kolega ze studenckiego radia. Zawsze, gdy koncertują w pobliżu zjawiam się z moim ciastem, Z imbirem lub bez, w różnych wersjach. Ostatnio dowiedziałam się, że Kortez uwielbia serniki, więc zrobiłam masę serową na bazie kajmaku i przełożyłam nią herbatniki – przepis jest tutaj – klik, klik.

Na zdjęciu u góry są wafle przełożone kajmakiem i kwaskowym musem owocowym, to ostatnie to za radą mojego znajomego Pana Kajmaka, który mi dostarczył surowca. Oczywiście z moich rodzinnych stron, w Kujawsko-Pomorskiego 🙂

 

Na Walentynki nie ma nic lepszego, więc ekipa Korteza, z którą spotkałam się jak zwykle przed koncertem, dostarczając im w kartonie „bombę kaloryczną ” ( ochrona mnie przepuściła 🙂 zajadała się słodyczami z wielkim smakiem. Kortez dostał też słoik kajmaku dla synka, żartował, że pewnie zje go już w samochodzie.

Lubię chłopaków, którzy chętnie zjadają słodycze. Uwaga dziewczyny ! W serialu „Przepis na życie” była scena, gdy główny bohater mówi córce swojej partnerki, że ma uważać na facetów, którzy nie lubią słodyczy i lepiej ich unikać.Coś w tym jest , myślę, że oni nie potrafią cieszyć się życiem i dzielić tego z innymi… czasem słysząc „słodkiego nie jem”  rzucam od niechcenia – a może spróbujesz tego, co ja robię, może Ci posmakuje ? 🙂 i zdarza się, że tak…

Zdecydowanie jednak wolę entuzjastów słodyczy i lubię dla nich je robić. Dla Korteza i Zespołu, dla mojego syna, który testował kajmakowe pyszności na pożegnaniu z ekipą z poprzedniej pracy, dla przyjaciół z dawnych lat…

Jednego z nich, „człowieka z gitarą” naszego studenckiego radia zabrałam na koncert Korteza, by poznać go z artystą i muzykami. Jacek  był naszym bardem, śpiewał kawałki kabaretowe , ale jak pojechał swoimi emocjonalnymi tekstami z frapującą muzyką to wszyscy wkoło milkli i słuchali go tak, jak teraz Korteza.  Dzięki przyjaciołom,  jego „Zdartej płyty” można posłuchać w sieci, a ja poprosiłam Korteza o specjalną dedykację, bo może jeszcze coś z tą muzyką i tekstami Jacka da się zrobić :

I tym razem zrobiłam sobie zdjęcie z dwoma ulubionymi muzykami na raz 🙂 Pełnia szczęścia, tak wyjątkowych walentynek to ja chyba nigdy nie miałam … Muzyka to moja miłość.

To nie koniec magicznego wieczoru. Inny kolega ze studenckiego radia FiD z Poznania , Adrian, sprawił mi przemiłą niespodziankę. Słuchałam jego audycji Rock na noc w Radiu Koszalin wracając z koncertu i wymieniałam na messengerze wrażenia po koncercie. Dla mnie zmienił koniec walentynkowej audycji i zabrzmiał Kortez, z pierwszego koncertu, który słyszałam 🙂 Bo radio to magia  a przyjaźnie tam zawarte trwają mimo upływu lat i przynoszą w życiu kolejne niezwykłe chwile 🙂

Słuchajcie radia, to tam usłyszałam pierwszy raz Korteza i dzięki temu przeżywam tak niezwykłe przygody 🙂

Sernik gruszkowy z imbirowym spodem

sernik gruszkowy

To druga wersja tego sernika, pierwszy piekłam w ubiegły weekend i pojechał na koncert autora piosenki ” Z imbirem”, na jego specjalne zamówienie 🙂 Początkowo chciałam wypróbować sernik z dodatkiem ziemniaków, ale do improwizowanego, imbirowo-orzechowego spodu pasowały mi bardziej gruszki , tym bardziej, że owoce te, jako dodatek do ciasta z imbirem spotkały się z uznaniem ekipy Korteza już kiedyś w Poznaniu.

Sernik był zamówiony już wiosną, ale na poprzedni koncert musiałam zabrać ciasto łatwiejsze do transportu. Smakował „za…biście ” ( to cytat) , tu jest wersja z koncertu :

sernik z imbirowym spodem

Mam nadzieję, że spróbował go cały Zespół, który na scenie dał z siebie wszystko. Na koncert zawiózł mnie syn i to właśnie dla niego, na urodziny jest ta dzisiejsza wersja.

SERNIK GRUSZKOWY Z IMBIROWO-ORZECHOWYM SPODEM

spód :

150 g zmiksowanych herbatników

50 g zmielonych orzechów – włoskie i laskowe

50 g stopionego masła

1/2 łyżeczki z imbiru

Zmiksowane herbatniki, imbir i orzechy mieszamy w miseczce, wlewamy przestudzone masło i mieszamy dokładnie. Uklepujemy to na dnie natłuszczonej tortownicy ( średnica 26 cm)

masa serowa :

kg mielonego twarogu ( z wiaderka)

200 g twarogu tłustego w kostce

1/2 szklanki puree z gruszki ( ugotowane i zmiksowane)

2/3 szklanki cukru-pudru + 2 łyżki cukru z wanilią

4 jajka

2 łyżki mąki ziemniaczanej

Twaróg z kostki wraz  z łyżką cukru-pudru roztarłam dokładnie drewnianą łyżką. Potem mieszając dokładnie ale tak, by nie napowietrzyć za bardzo masy , dodawałam na zmianę po kilka łyżek sera z wiaderka, cukru-pudru i całe jajka. Na koniec dorzuciłam puree z gruszek i wmieszałam mąkę ziemniaczaną.

sernik kawałek1

Piekłam najpierw w 170 C pół godziny, potem obniżyłam temperaturę do 150 C i dopiekałam około 45 minut, aż brzegi się zrumieniły a patyczek włożony w ciasto był suchy. Studziłam w uchylonym piekarniku. Sernik wyszedł puszysty i nie opadł.

Smakował pysznie, imbirowy spód doskonale się komponował z serową masą z dodatkiem gruszek i wanilii. W domu na urodzinowy podwieczorek poszło od razu pół tortownicy. Na jesienną porę polecam sernik w takich smakach, ser, gruszki, wanilia i imbir z orzechami na spód to pyszna kombinacja.

Smacznego !

sernik gruszkowy1