Archiwa kategorii: Ciasta

Wielkanocny zając drożdżowy

Ubiegłego lata kupiłam od znajomej blogerki formę – zająca i nie mogłam się doczekać, kiedy go wypróbuję na Wielkanoc 🙂 Próba ogniowa była na moje imieniny, 1 kwietnia,  obchodzone wesoło z kulinarnymi przyjaciółmi na Zielonym Targu w Poznaniu. Zając udał się, smakował a teraz upiekłam go razem z babką w klasycznej formie. Ciasto jak zwykle drożdżowe, tym razem z posmakiem pomarańczy i pigwówki, której dodałam zwyczajem mojej Mamy, by  lepiej urosło.

DROŻDŻOWY ZAJĄC NA WIELKANOC

niecały kilogram  mąki pszennej

10 dkg  stopionego masła i 2 łyżki oleju

50 g drożdży

1, 5 szklanki mleka

sok z połowy pomarańczy

3 jajka i 2 żóltka

5 łyżek cukru i łyżka z wanilią

szczypta soli

łyżka nalewki z pigwy

cukier-puder do posypania

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/3szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkami za pomocą trzepaczki.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, wyciśnięty z pomarańczy sok , olej i  stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką, w międzyczasie dolałam nieco aromatycznej nalewki z pigwy. Gdy ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza, odstawiłam je w ciepłe miejsce ( obok garnka z gotującą się peklowaną szynką ) na pół godziny do wyrośnięcia .

 

Wyrośnięte ciasto przełożyłam do formy- zająca, do klasycznej na babkę i 3 małych babeczkowych foremek ( na prezenty dla znajomych), poczekałam ok. 5 minut, aż ciasto zacznie pracować. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 175 C i piekłam ok. 45 minut ( te większe) , małe były gotowe po pół godzinie.

Z babkami mam już doświadczenie, ale ze  sporą tremą wyjęłam zająca – udał się, więc po wystudzeniu posypałam go cukrem-pudrem . Pogoda za oknem niestety taka, że skojarzył mi się ze śniegiem, oby nas nie zaskoczył…

Babki już spróbowałam, wyszła pyszna, zając czeka na deser po wielkanocnym śniadaniu.

Jesli ktoś jeszcze szuka inspiracji na jutro, polecam mój wybór domowych, prostych w wykonaniu wędlin i dodatków do nich. Zapraszam też jeszcze na bogatą ofertę wielkanocnych przepisów.

WSZYSTKIM CZYTELNIKOM BLOGA ŻYCZĘ RADOSNYCH I SMACZNYCH ŚWIĄT

Smacznego !

Ciasto czekoladowo-piernikowe z musem owocowym

ciasto czekoladowo-piernikowe
ciasto czekoladowo-piernikowe

Tak, wiem, że to nie te święta się zbliżają, ale uwielbiam czekoladowe ciasta z posmakiem piernika ( np. takie z imbirem ) i często je robię. To , w formie nieprzełożonej zabrałam do torebki na niedawny wyjazd do Poznania, by mieć co przegryźć po drodze ( walczę z podjadaniem czekolady w stresowych chwilach) i poczętować przyjaciół, z którymi się spotkałam .

Przełożyłam je w domu musem , który został po pierwszym ugotowanym w tym roku kompocie ze świeżą miętą z ogrodu. Owoce jeszcze zeszłoroczne, jabłka kupione na targu i mrożone wiśnie znalazłam przy porządkach w zamrażalniku. Ugotowałam owoce z niedużą ilością wody i symboliczną cukru ( może być brązowy), odcedziłam na sicie do miski, w której były młode gałązki mięty, i gdy sok odciekał, mięta oddawała swój aromat. Po odcedzeniu przetarłam wiśnie i jabłka ( ze skórką) przez sito, tak usyskałam mus. Sok pijemy rozcieńczony wodą.

CIASTO CZEKOLAOWO-PIERNIKOWE Z MUSEM JABŁKOWO-WIŚNIOWYM

2 szklanki mąki

1/3 szklanki cukru

2- 3  łyżki kakao ( miałam nowe wedlowskie, ciemne z Ghany)

łyżeczka przyprawy do piernika

łyżka cukru z wanilią i kardamonem

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/3 szklanki oleju

1/3 szklanki mocnej kawy

1/2 szklanki kwaśniej śmietany ( 12 %)

2 jajka

 

Suche składniki zmieszałam w misce.  Olej  dodałam do miski z nimi , mieszając widelcem. Potem dodałam wystudzoną kawę, śmietanę  a na końcu wbiłam jajka i dokładnie wymieszałam wszystko, nie napowietrzając za bardzo.

Ciasto wlałam do natłuszczonej formy  o boku  24 cm.  Wstawiłam je do piekarnika nagrzanego do 180 C, na około 45 minut. Spróbowałam patyczkiem czy jest suche w środku i wtedy  je wystawiłam. Nieco pofalowało się na wierzchu , ale przez to ciekawiej wyglądało.

Część, która została w domu została przełożona musem owocowym, o którym pisałam powyżej.

Takie ciasto jest trwałe, wilgotne, może spokojnie przetrzymać dłuższą podróż. Wiem, że niektóre moje znajome wysyłają ciasta dla osób rodziny pracujących za granicą, przy okazji wyjazdów znajomych do pracy. Jedną z form transportu, z której korzystają jest piatkabus.pl . Spokojnie można wysłać ciasto w ten sposób , dotrze bez problemu a dżem do przełożenia można dodać w słoiku.

Smacznego !

 

Wytrawny placek szpinakowy z pieczarkami i porem

placek szpinakowy z porem i pieczarkami
placek szpinakowy z porem i pieczarkami

Zielony placek szpinakowy jest moją specjalnością i mam go już na blogu w kliku wersjach. Nie jest to modny ostatnio placek „zielony mech”, ze szpinakiem,  na słodko, tylko wytrawny, mój wymyślony, na potrzeby córki wegetarianki a później weganki. Bazą jest szpinak, czy to świeży, czy mrożony , jajka lub siemię lniane w wersji wegańskiej, olej i mąka, plus przyprawy. Tym razem zmieniłam bukiet przypraw i dodałam  pieczarki duszone wraz z porem, czyli mój ulubiony duet warzyw. Pieczarki były brązowe, lubię je, bo są bardziej aromatyczne .

ZIELONY PLACEK SZPINAKOWY Z POREM I PIECZARKAMI

ok. 30 dkg  szpinaku ( miałam mrożony, świeżego trzeba tyle, by 30 dkg było po uduszeniu)

2 jajka

ok. 1, 5 szklanki  mąki

ok. 15 dkg pieczarek i pół pora, olej i bulion

1/3 szkl wody gazowanej

2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia

sól, pieprz czarny i ziołowy, zielona czubryca, majeranek, ew. lubczyk

Umytego pora i pieczarki kroimy na plasterki, podsmażamy na oleju , podlewamy bulionem warzywnym i dusimy do miękkości ( kilkanaście minut).

Szpinak rozmrażamy, wbijamy jajka i mieszając widelcem dodajemy kolejno pory z pieczarkami wraz z sosem, w którym się dusiły ( ok. pół szklanki) , mąkę z proszkiem, wodę gazowaną. Przyprawiamy do smaku, wkładamy do formy ( 25 na 25 cm, ok.) i pieczemy w 175 C około pół godziny, do suchego patyczka.

Placek jest doskonały , czy na ciepło, czy na zimno , można go też zabrać na piknik albo zjeść do grilla w ogrodzie. Wiosna już tuż tuż, warto pomyśleć o tym, jak sobie urządzić miejsce do biesiadowania w ogrodzie. Widziałam ciekawe pomysły na http://homegarden.com.pl/, można znaleźć tam coś interesującego dla każdego .

A zielony placek na wytrawnie , w wiosennym kolorze zasmakuje w każdym otoczeniu.

Smacznego !

 

Ciasto dla Organka jak Missisispi w ogniu

Pisałam niedawno w relacji z koncertu walentynkowego, że lubię chłopaków, którzy są amatorami słodyczy. Nie mogłam sobie odmówić pewnego eksperymentu kiedy w dniu, w którym w  mieście , w którym póki co jeszcze mieszkam odbył się koncert Organka. Uwielbiam jego muzykę , energetyczną i pełną niepokoju. Niedawno spotkałam się w dawnymi i nowymi przyjaciółmi, dla których muzyka jest w życiu bardzo ważna. Narzekali, że teraz nie ma już dobrej muzyki, że słuchają tej sprzed 30 lat. Najpierw pokazałam im Korteza ( nie wszystkim musiałam, niektórzy znali go już dzięki mojemu blogowi i Facebookowi) a potem jadąc autem usłyszeliśmy „Missisipi w ogniu”, więc poprosiłam o ciszę i wysłuchanie w skupieniu tego utworu i spytałam „nadal twierdzicie, że teraz nie ma dobrej muzyki ? ”

Wracając do mojego eksperymentu – upiekłam ciasto ciemne jak czarna Madonna albo oczy Italiano i kontrastowe w smaku jak Missisipi w ogniu. W miejscowym Domu Kultury znają mnie już z akcji z ciastem dla Korteza, więc mój pomysł spotkał się z entuzjazmem. O wykonanie zadbałam już sama, ale w końcu mam w tym doświadczenie, muzyka jest moją pasją i rozmowy o niej otwierają serce każdego artysty z tej branży. A zwłaszcza poparte domowymi słodyczami a propos tej muzyki 🙂

CIASTO CIEMNE JAK OCZY ITALIANO I KONTRASTOWE W SMAKU JAK MISSISIPI W OGNIU

Ciasto takie, jak tutaj ( bez gruszek w środku)

solony kajmak ( spod Torunia, moje rodzinne województwo)

domowy mus z truskawek i jabłek z kompotu do przełożenia

posiekane płatki migdałowe i orzeszki so posypania

Ciasto miało małe modyfikacje, mus jabłkowy dodany do niego miał nutkę mięty ( z kompotu), imbir zaś pominęłam, bo kojarzy się wiadomo z kim 🙂

Upiekłam je na prostokątnej blaszce, po wystudzeniu przełożyłam kwaskowym musem (odcedzone z kompotu truskawki i w/w jabłka, zmiksowane), na wierzchu posmarowałam solonym kajmakiem i posypałam migdałami i orzeszkami.

Smaki kontrastowe, nawiązujące do „Missisipi w ogniu” , kolor ciasta ciemny jak Czarna Madonna albo oczy Italiano.

Było tak dobre, że ktoś ze ‚swoich” z domu kultury nie mógł się mu oprzeć i podkradł kilka kawałków z kuchni, mimo, że na kartoniku była kartka „Ciasto dla Organka”… jakoś uporządkowałam je  i nie było obciachu.

Koncert był wspaniały , pełen energii , publiczność reagowała spontanicznie, kawałki już znane wszyscy śpiewali razem, Organek nie musiał nikogo do tego zachęcać , wszyscy czuli muzykę i ona rządziła. Choć trzeba też pamiętać o tym, jak mądre są słowa jego piosenek , moja ulubione ostatnio to z „Missisipi”…wyrzuć wszystkie maskary, te cienie do powiek, pokaż mi oczy…i te głuche telefony, pokaż mi ręce, pokaż mi dłonie…” . Myślę podobnie, za dużo otacza nas przedmiotów, nie potrafimy się wyciszyć , skupić na człowieku, którego mamy obok. Rozmawiamy przez internet, telefon i nie możemy wtedy spojrzeć w oczy, by widzieć właściwe, prawdziwe reakcje na to, co mówimy.

Jak w trakcie rozdawania autografów podeszłam do Organka z pudełkiem ciasta ( bardzo się z niego ucieszył, dostał już wcześniej od kogoś babeczki , kwiaty, był też tort urodzinowy dla klawiszowca ), to porozmawiałam z nim trochę  o muzyce, właśnie patrząc mu w oczy. Są bardzo mądre i szczere, jak ich właściciel.

Przyznał mi rację, że wracamy do muzyki takiej, jak była 30 lat temu, bo nawet filozof Zygmunt Bauman stworzył pojęcie – Retropia – czyli retro i utopia. W dzisiejszych czasach postęp jest tak szybki, że boimy się go, jak kiedyś dawniej wojny. Musimy się więc cofnąć o kilka kroków po to, by znów móc iść do przodu. Przyznałam rację artyście, te poglądy są mi bliskie, jak jego piosenki. Poza tym… Tomek Organek studiował anglistykę w moim ulubionym mieście Toruniu , jak mój kilka lat młodszy od niego siostrzeniec, też Tomek a pochodzi z Suwalszczyzny, jak mój przyjaciel bloger Antoni ( prywatnie też Tomek 🙂

Za ciasto dostałam specjalne podziękowanie w formie autografu ( to już drugie takie, czyżby początek kolekcji ? ) nawet pewien znany mi od dawna muzyk zażartował sobie na ten temat 🙂

Po koncercie i rozmowie poszłam do domu, nie czekając na degustację ciasta. O tym, czy smakowało dowiedziałam się w prosty sposób- pytając Organka na Facebookowym profilu 🙂 Oto, czego się dowiedziałam 🙂

Wracając do koncertu – Najmocniej zabrzmiał ostatni przebój – Czarna Madonna, na finał zaś ponownie Missisipi w ogniu. Po koncercie Organek prosił, by spędzić ten wieczór mądrze do końca, z przyjaciółmi , z dobrą książką lub filmem a nie jakąś telewizyjną „sieczką”.  A w trakcie koncertu , gdy dowiedział się, że 8 kwietnia będzie tu koncert HEY, prosił wszystkich o podniesienie rąk w geście uznania dla tego wspaniałego zespołu. Mnie kulinarne obowiązki poniosą wtedy do Bydgoszczy, ale na pewno ktoś mi bliski będzie na tym koncercie.

Jeszcze teraz mam głowę pełną muzyki Organka, wracam do niej cały czas, teraz też, pisząc te słowa. Cieszę się, że moje kulinarne pasje połączyły się z muzycznymi. Jak już napisałam, uwielbiam karmić ludzi, których kocham, lubię i cenię. A jaka to radość dla mnie, gdy to, co upichciłam wkładając w to swoje serce, smakuje im.

 

Pączki pieczone jak muffinki, z kajmakiem

Od czasu, jak staram się dbać o swoją wagę ( nawet ją odkurzam codziennie 😉 prawie nie jadam smażonych potraw. Do tego stopnia, że nawet nie bardzo mi smakują, jak próbuję ich poza domem. Dlatego zamiast pączków i racuchów w tym roku na Tłusty Czwartek zrobiłam muffinki z drożdżowego ciasta. Nadziałam je kajmakiem zamiast konfiturą i to był zdecydowanie dobry pomysł. Nie były to pierwsze moje muffinki z pączkowego ciasta, przepis jednak zmodyfikowałam, dodając jogurtu dla lekkości .

PĄCZKI PIECZONE JAK MUFFINKI , Z KAJMAKIEM

1/2 kg mąki pszennej ( dałam puszystą , ta Lubelli do naleśników dała radę)

3 łyżki  stopionego masła

30 g drożdży

szklanka mleka

1/2 szklanki jogurtu naturalnego

2 jajka

3 łyżki cukru i jedna z wanilią

szczypta soli

łyżka pigwówki

kajmak klasyczny do nadziania

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam połowę  letniego mleka , posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  ubiłam lekko cukry  z jajkami.

Do miski wsypałam mąkę, posoliłam troszkę, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, jogurt, stopione masło w temperaturze pokojowej i pigwówkę. Wyrabiałam drewnianą łyżką aż ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Postawiłam przykryte w ciepłym miejscu do podwojenia objętości, na około pół godziny.

Foremki do muffinek wysmarowałam cienko olejem, napełniałam ciastem do połowy, kładłam po pół łyżeczki kajmaku i przykrywałam łyżeczką ciasta. Postawiłam je na 5 minut w ciepłe miejsce, by lekko podrosły.

Piekłam w nagrzanym do 175 C piekarniku, około 25 minut, do zrumienienia i suchego patyczka. Pachniały tak, że mój kot Nuki zgłupiał i zaczął latać koło piekarnika… On bardzo lubi ciasto drożdżowe, musiałam się z nim podzielić dziś rano, gdy jadłam muffinkę do porannej kawy 🙂

Moja forma do muffinek ma 12 miejsc  a ciasta było więcej, do reszty dodałam więc bakalie , ziarna słonecznika i sezamu i mielone siemię lniane i upiekłam w okrągłej formie rodzaj keksu, bym miała złudzenie, że nieco zdrowiej jadam słodycze w Tłusty Czwartek 😉

Na pączka na razie nie mam ochoty… Ciasto drożdżowe uwielbiam, więc czasami, a zwłaszcza pod koniec karnawału nie mogę go sobie odmówić 🙂 Bywa, że trzeba sobie poprawić nastrój i postarać się o uśmiech mimo otaczającej nas nie zawsze miłej rzeczywistości. A props uśmiechu, sposoby na jego fizyczne poprawienie widziałam na http://www.orto-magic.eu/ . Ja na razie skupiam się na tym mniej dosłownym sposobie.

Wesołego pączka i smacznego Tłustego Czwartku !

Piernik wegański z bakaliami na dyni

piernik wege z bakaliami2

To ostatni kawałek piernika, który został po Świętach. W tym roku na Wigilię nasza Weganka była z nami, więc starałam się wymyślić jakieś fajne ciasto. Piernik wegański, bez jajek i mleka wychodzi mi zawsze bez problemów. Tym razem do ciasta dodałam puree z dyni a by było pulchniejsze wykorzystałam podpatrzony gdzieś trick z wodą od gotowania ciecierzycy , jako preparatem białkowym. Innym niebanalnym płynem dodanym do wege piernika była woda, w której moczyły się rodzynki , dodała fajnego posmaku. Zamiast miodu dodałam aromatyczny syrop z kwiatów dzikiego bzu.

Ciasto robiłam na dużej blasze i bakalie dodałam tylko do połowy. Część bez bakalii była przekładana powidłami śliwkowymi, niestety w świątecznym rozgardiaszu nie myślałam o tym, by go sfotografować.

WEGAŃSKI PIERNIK DYNIOWY Z BAKALIAMI 

3 szklanki mąki

3/4   szklanki cukru

2 łyżki syropu z kwiatów dzikiego bzu

łyżka kakao

łyżka przyprawy do piernika

spora szczypta  imbiru i cynamonu, gałka muszkatołowa

łyżka cukru z wanilią

2 łyżeczki proszku do pieczenia

1/3 szklanki oleju

1/3 szklanki zaparzonej i wystudzonej kawy

1/3 szklanki wywaru z zaparzonych rodzynek

1/3 szklanki wody od gotowania ciecierzycy

1/2 szklanki puree z dyni

do połowy porcji – bakalie : posiekane różne orzechy, migdały, morele i daktyle suszone, rodzynki, żurawina, skórka pomarańczowa kandyzowana

Suche składniki zmieszałam w misce.  Olej  dodałam do miski z suchymi składnikami , mieszając widelcem. Potem dodałam kawę, syrop, sok z rodzynek, mus dyniowy, lekko ubitą trzepaczką wodę od ciecierzycy  i jeszcze raz wymieszałam.

Połowę ciasta rozłożyłam na połowie dużej nasmarowanej olejem blachy. Do reszty ciasta wmieszałam bakalie, dołożyłam na blachę .

Piekłam około 45 minut w 175  C, do suchego patyczka.

Piernik wyszedł pyszny, nie kruszył się przy krojeniu, smakował zarówno przełożony powidłami śliwkowymi, jak i z bakaliami – nie tylko Wegance a całej rodzinie.

Smacznego !

piernik wege z bakaliami3

Relacja z BLOGtej- poznańskiego spotkania blogerów

bt grupa

Pierwsze spotkania poznańskiej blogosfery odbyły się już w 2013 roku. Ich organizatorami są Agnieszka z Zorkowni, Zuch, który rysuje ( Maciej) , Kolejny Maciej z Wygrywam z anoreksją i ostatnio też Bartek z bloga Cały ja ( autor zdjęć zbiorowych w relacji).

Dlaczego taka nazwa ? na pewno słyszeliście o poznańskim kabarecie Tej . To takie poznańskie zawołanie, skierowane do drugiej osoby : np ; dej tą tytkę, tej – to znaczy : daj mi torebkę ( papierową, nie taką na ramię :). Wuchta wiary tak godo 🙂 – dużo ludzi tak mówi. Czyli BLOGtej– blogowanie po poznańsku 🙂

Po kilkuletniej przerwie w listopadzie tego roku spotkania zaczęły się znowu- tym razem w Teatrze Polskim . Na początku odbywa się prelekcja, potem Hyde Park, gdzie można uczestnikom przedstawić swojego bloga ( zazwyczaj cztery blogi) , potem jest impreza integracyjna 🙂

Na listopadowym , pierwszym po przerwie spotkaniu ( zdjęcie u góry) o tym, jak dbać o wygląd bloga opowiadał znany nie tylko w Poznaniu specjalista od popkultury Paweł Opydo. Sporo sobie zapamiętałam, jak znajdę czas, to przeanalizuję trudne dla mnie sztuczki techniczne i zastosuję je u siebie. Podpytywałam jeszcze Pawła o to i owo na after party przy piwie z browaru Setka, organizatora Poznańskich Targów Piwnych .

z p.opydo petrol

Obok na zdjęciu autor popularnego bloga Maltreting , Petrol, którego poznałam kiedyś na OchMyBlog. Przy piwie fajnie rozmawiało się o ostatnich wpadkach reklamowych .

Grudniowe BLOGtej przyniosło niespodziankę – arcyciekawą rozmowę Agnieszki z Zorkowni z Maciejem Nowakiem , krytykiem kulinarnym, aktualnie dyrektorem Teatru Polskiego.

blogtej nowak

Maciej Nowak mówił o warsztacie pisarskim, co oczywiście mocno mnie interesowało. Z przyjemnością dowiedziałam się , że w pisaniu najważniejsze są emocje i to, by wyrazić siebie. Bo ja właśnie tak piszę 🙂

Uczestnicy BLOGteja pytali, jak wygląda pisanie od strony fizycznej i usłyszeliśmy o różnych rytuałach jego znajomych – jeden z nich najpierw się podpisywał na końcu, a potem wracał do początku 🙂 Nasz gość najpierw zastanawia się nad pierwszym zdaniem a potem pisze ” z rozpędu” i puenta wychodzi mu sama na końcu. W sumie mam podobnie, doszłam jednak do wniosku , że muszę bardziej dopracowywać pierwsze zdanie, bo u mnie to zwykle jest to krótki opis okoliczności, które doprowadziły do powstania tekstu.

Maciej Nowak mówił też o funkcji krytyka kulinarnego, która w sumie już nie istnieje i – uwaga – jak wiele złego potrafią zrobić niekompetentni „recenzenci”, czyli niektórzy blogerzy  piszący o restauracjach. Nas zapytał o okoliczności towarzyszące blokowaniu konta na FB, bo właśnie mu to się zdarzyło, gdy przypomniał stary tekst o pewnym spektaklu na Kubie…

blogtej listopad

Ja korzystając z okazji zapytałam gościa, jak pisać o jedzeniu, by oddziałać na wyobraźnię  czytelników i wywołać podobne wrażenia smakowe a jednocześnie nie popaść w przesadę. To niełatwe zadanie- usłyszałam. Trzeba kierować się wyczuciem, zastosować odrobinę poezji w dobrym smaku, być sobą i oddać też swoje wrażenia. I tu padł przykład Proustowskiej magdalenki, jako ciastka, które wszystkim kojarzy się z czymś ulotnym i eterycznym. To przykład niedościgniony a jednocześnie chyba najbardziej znany aspekt wielotomowego „W poszukiwaniu straconego czasu” … Cóż, poprzeczka wysoko postawiona, będę próbowała 🙂

Póki co poddałam pod ocenę blogerów realny przejaw mojego blogowania – pierniczki z rodzinnego przepisu i aromatyczne piernikowe ciasto :

blogtej ciasto

Przepis na pierniczki jest tutaj. Zachęcam do zrobienia za rok na Gwiazdkę. O przepis na ciasto wiele osób mnie pytało (m. in. nasza gospodyni, menager Teatru, Asia ). Jest podobne do tego z imbirem, które upiekłam na koncert Korteza, tyle, że dodałam anyż, sok z mandarynki w miejsce pomarańczy  i kwaśną śmietanę zamiast mleka.

Wszystko doskonale smakowało, a że wśród piw browaru Setka było sporo ciemnych, pasujących do piernika ( rewelacyjny Madagaskar z nutą wanilii, mniam :), to humory wszystkim dopisały. Barman Grześ każdemu starał się dogodzić, opowiadał nam o rodzajach i zaletach piwa, moja edukacja z Targów Piwnych pogłębiła się 🙂

blog tej barman

Przy piwie nawiązywaliśmy nowe blogowe kontakty, mam nowe czytelniczki bloga i entuzjastki przepisów, śledzę też, co one piszą. Poznałam m.in.zakręconą Weronikę blogującą o ogrodach i już umówiłyśmy się na kulinarne wykorzystanie chwastów na wiosnę 🙂

Obeszłam wszystkich częstując ciastem i pierniczkami, niczym opłatkiem ( podobnie jak rok temu w Warszawie ), łatwiej mi było tak wszystkich poznać i zamienić kilka słów.

Z niecierpliwością czekam na następne spotkanie- 16 stycznia  🙂

z zuchem

 

Tort z masą jogurtową i owocami

tort z masą jogurtową1

To torcik na okrągłe urodziny mojej Młodszej, założycielki bloga . Przestała już być nastolatką… Chciała lekki torcik na jasnym biszkopcie, z owocami dostępnymi teraz , do których dodałam rozmrożone maliny. Masa jest na bazie serka labneh, który zrobiłam z jogurtów greckich, z dodatkiem bitej śmietany i masła. Wyszedł bardzo ciekawy i ożywczy w smaku torcik, a na ciasto z taką masą mam już zamówienie na Święta.

TORT Z MASĄ JOGURTOWĄ I ZIMOWYMI OWOCAMI

biszkopt taki, jak tutaj

serek labneh z dwóch jogurtów greckich ( zrobiony bez soli)

200 ml śmietanki kremowej i 2 łyżki cukru-pudru

2 łyżki miękkiego masła

owoce do przybrania

Ostudzony biszkopt przekroiłam na trzy blaty. Można je czymś nasączyć, córa nie chciała.

Śmietankę ubiłam z cukrem -pudrem na sztywno. Dodawałam miksując na mniejszych obrotach po łyżce serka , na końcu dodałam bardzo miękkie masło i zmiksowałam do końca. Wstawiłam masę do lodówki na pół godziny.

Przełożyłam blaty biszkopta masą jogurtową, a właściwie serową, posmarowałam resztą na wierzchu, a solenizantka ozdobiła tort owocami.

tort z masą jogurtowąa

 

Torcik wyszedł bardzo delikatny , owoce ożywiły smak masy , wszystko razem super smakowało. Myślę, że w sezonie letnim, ze świeżymi owocami jagodowymi będzie jeszcze lepszy, spróbuję też połączyć tę masę z ciemnym , czekoladowym ciastem.

Najważniejsze, że bardzo smakował solenizantce.

Smacznego !

tort z masą jogurtową2a

 

Korzenne ciasto marchewkowe z masą jogurtową i gruszkami

ciasto marchewkowe korzenne1

Placek marchewkowy to jeden z moich ulubionych smaków , robię go w różnych wersjach. Na grudniową akcję Ptasi z Coś niecoś wymyśliłam go w korzennych smakach , z dodatkami – masą z serka jogurtowego , gruszkami z syropu i polewą czekoladową. Wyszedł pyszny, smaki bardzo do siebie pasowały i na pewno zrobię jeszcze kiedyś podobny .

szklanka startej drobno marchewki

szklanka mąki pszennej

1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia

2-3 łyżki brązowego cukru

cynamon, imbir do smaku

1/4 szklanki oleju

1/3 szklanki syropu z gruszek z anyżem

2 jajka

Masa :

szklanka serka labneh ( z jogutrów greckich)

łyżeczka cukru-pudru

gruszki z syropu

polewa czekoladowa

Suche składniki ( w tym marchewkę) wymieszałam w misce, dolałam mieszając łyżką olej, syrop a na końcu wbiłam jajka i wszystko dokładnie wymieszałam. Nałożyłam do natłuszczonej olejem tortownicy ( 26 cm) i piekłam około 40 minut w 180 C.

Gruszki ugotowałam w syropie ( szklanka wody, 1/3 szklanki cukru, gwiazdka anyżu) tak, by lekko zmiękły ale pozostały jędrne. Odcedziłam, wystudziłam.

Serek wymieszałam z cukrem-pudrem. Na ostudzonym placku marchewkowym rozsmarowałam masę serową , poukładałam gruszki i polałam ciepłą polewą czekoladową. Gdy zastygła postawiłam placek w chłodnym miejscu ( nie musi być w lodówce) .

Marchewkowe korzenne ciasto, delikatna masa z jogurtów, gruszki i polewa stanowią pyszną całość. Polecam, nawet na Święta.

Smacznego !

ciasto marchewkowe korzenne

 

Tort czarny las nieco inaczej

tort czarny las1

Bardzo lubię połączenie wiśni i czekolady , toteż w końcu zabrałam się za zrobienie tego popularnego tortu. Klasyczny, z bitą śmietaną i wiśniami wydał mi się za mało efektowny na rodzinną imprezę, toteż nieco go urozmaiciłam. Do części masy dodałam kakao a wiśnie wykorzystałam z wiśniówki , która właśnie kończyła się macerować . Masę wzmocniłam żelatyną , by lepiej się trzymała. Konfiturę miałam z malin i truskawek, fajnie dopełniła smaku. Efekt końcowy bardzo się spodobał Rodzince i gościom.

TORT CZARNY LAS Z PIJANYMI WIŚNIAMI

ciemny biszkopt, taki jak tutaj

750 ml śmietanki kremówki

łyżka cukru-pudru

łyżka kakao

łyżka żelatyny i 1/4 szklanki mleka

miseczka wydrylowanych wiśni z alkoholu

kilka łyżek wiśniówki do skropienia ciasta

konfitura malinowo-truskawkowa ( słoiczek)

Biszkopt upiekłam w kwadratowej formie ( 24 cm). Przekroiłam na trzy blaty i każdy skropiłam wiśniówką.

Śmietankę ubiłam na sztywno, dodając pod koniec cukier-puder. Żelatynę zalałam kilkoma łyżkami zimnej wody, gdy napęczniała wlałam gorące mleko i rozpuściłam dokładnie. Można też rozpuścić ją w mikrofalówce. Po przestudzeniu dodałam mieszając powoli do ubitej śmietany. 1/3 masy odłożyłam i zmieszałam z kakao.

Każdy blat smarowałam konfiturą i zastygającą masą śmietanową – po drugim blacie dałam masę kakaową. Włożyłam w warstwy masy trochę wiśni, resztą ozdobiłam górę tortu.

Jedliśmy go po kilku godzinach, wyszedł pyszny, efektowny zarówno w smaku, jak i w wyglądzie. Zdjęcie całego było zrobione przy sztucznym świetle i nie oddaje tego, więc pokazałam tylko w kawałku. Niewiele zostało do następnego dnia 🙂

Smacznego !

tort czarny las