Archiwa kategorii: Artykuły o życiu

Jacek i placek czyli moje taśmy prawdy

placek ze śliwkami 1

Tegoroczne lato przyniosło mi wiele niespodzianek, nie tylko kulinarnych. Mimo nieciekawej pogody w moim życiu działo się wiele. Jubileusz 90 -lecia mojej byłej uczelni ( Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu ) i wydana z tej okazji książka zmobilizowały mnie do spotkań z przyjaciółmi ze studenckich lat. Oprócz zgranej grupy z Teorii Ekonomii mieliśmy też kultowe Studenckie Studio Radiowe FiD, gdzie podczas przygotowań i realizacji codziennych audycji dla kompleksu akademików na Winogradach przeżyliśmy wiele niezapomnianych chwil.

fid

Były to trudne lata w naszej historii, kryzysu, stanu wojennego, braku niemal wszystkiego a dla nas jednak najpiękniejsze w życiu. Przyjaźnie zawarte wtedy trwają do dziś, spotykamy się od czasu do czasu , mamy o czym rozmawiać i nie tylko… O jednym z tych spotkań pisałam na blogu już ładnych klika late temu – klik, klik.

Było wśród nas kilka osób grających na gitarze i nie tylko grających ale też komponujących i piszących teksty. Najpierw udało mi się namówić na śpiewanie przy gitarze dysponującą nadal pięknym sopranem Ulkę ( ballady , piosenki rajdowe, repertuar Kaczmarskiego i Gintrowskiego – klasyka lat 80-tych ). Po spotkaniu u nas spędziliśmy kilka dni u Uli nad jeziorem, o czym pisałam w tym wpisie. Tam okazało się, że Ulka ma taśmę z ponad 20-ma piosenkami naszego studyjnego barda, Jacka Malinowskiego. Część z nich , nagranych ze starej studyjnej taśmy i przegranych na płytę mam w domu, a także w muzyce telefonu i tabletu, ale niektórych wersji nie znałam albo słabo pamiętałam. A na jednej z nich, śpiewanej w większym gronie rozpoznałam …swój śmiech. To ten niższy, właścicielką wyższego jest sopranowa Ulka 🙂 Mijają lata – voila !

To piosenka z tych kabaretowych, Jacek ją odtworzył po latach w zmienionej wersji dla kolegi- współautora na okrągłe urodziny, można ją znaleźć na You Tube.

Prócz nich nasz bard śpiewał protest-songi , najsławniejszy z nich mówi o dramacie stanu wojennego, to przejmująca  Pieśń o Żołnierzu polskim .

Jacek studiował filozofię, więc prócz utworów żartobliwych, satyrycznych i owych protest-songów tworzył poruszające teksty z ciekawą muzyką ( czy nie przypomina Wam to kogoś, kogo często słucham , również na koncertach i dla kogo piekę ciasto ?  🙂

Jedna z moich najbardziej ulubionych to Biegnę wciąż :

Kiedy korzystając z kilkudniowego pobytu w Bydgoszczy ( stamtąd blisko do Gdańska) zawiozłam Jackowi pendrive z nagraniami, okazało się, że część z nich umieścił kiedyś  jego kolega w sieci. Posłuchaliśmy, porozmawialiśmy o tym, które z tych tekstów są aktualne, które historyczne, a które zyskały nowy wymiar 🙂 Jedna z tych żartobliwych, pt „Rolnik musi żonę mieć ” mogłaby być czołówką popularnego programu 🙂

Są też takie bardzo życiowe, losy się różnie plotą , pierwsza z listy ( Anioł Stróż) bardzo pasowała do naszej rozmowy o zmianach preferencji życiowych odbytej niedawno na plaży w Sopocie , gdy przy okazji See Bloggers zajadaliśmy mój placek i chipsy jabłkowe :

Jacek i

Tym razem zawiozłam Jackowi mój placek ze śliwkami ( zdjęcie na górze), zrobiłam mu ku uciesze rodziny małe kuchenne rewolucje z papierówkami w roli głównej ( nie lubię być porównywana do Magdy Gessler, nie jestem blondynką 😉 i nagle stał się cud : gitara, która leżała odłogiem długie lata ( z małymi wyjątkami) zabrzmiała znów, głos barda nic się nie zmienił a ja wróciłam w czasy studenckiej młodości i przez kilka godzin czułam się, jak za najlepszych lat swego życia 🙂

Kto chce posłuchać więcej nagrań Jacka , może je znaleźć tutaj : klik, klik.

Tamte czasy były zupełnie inne, często gdy słuchałam Korteza, to myślałam o tym, jakby potoczyły się losy Jacka gdyby w czasach naszej młodości  był Internet, prywatne wytwórnie płytowe… A propos – moja przygoda z ciastem dla Korteza zaczęła się też dzięki przyjacielowi ze studenckiego radia .  Nie wiem, jak jest teraz, ale więzi przyjacielskie z tamtych lat były wyjątkowo silne i od czasu do czasu musimy się spotykać i przeżyć coś z atmosfery czasów młodości.

Każdy ma takie taśmy prawdy, na jakie zasłużył. Ja w piosenkach Jacka odnalazłam różnorodną atmosferę lat studenckich i swój beztroski śmiech 🙂

Bardzo się cieszę, że udało mi się namówić Jacka, by znów zagrał i zaśpiewał … Wybacz Kortez, ale w oczekiwaniu na Twoją drugą płytę wieczorami na dobranoc teraz słucham Jacka …

jacek z gitarą

Ciasto bez imbiru dla Korteza

 

radio Koszalin

Na zdjęciu jest to, co zostało z mojego ciasta po koncercie Korteza w Radiu Koszalin ( a były dwie warstwy 🙂  Miałam jakieś przeczucie, żeby zabrać że sobą ciasto do torebki. Na pomysł jego upieczenia  wpadłam po wysłuchaniu dość przewrotnej piosenki Korteza ” Z imbirem „ . Pomyslałam, że skoro imbir jest w niej potraktowany negatywnie , to ciasto czekoladowe, które zwykle piekę z tą przyprawą tym razem zrobię bez niego. A może uda mi się tym ciastem poczestowac Korteza ? Po cichu liczyłam, że skoro organizatorem koncertu jest mój kolega ze studiów, to osiągnę swój cel 🙂

Udało się 🙂 Przyjechałam nieco wcześniej i mogłam przyjrzeć się próbie a podczas chwili przerwy między próbą a koncertem mogłam porozmawiać z młodym artystą, którego piosenka ” Zostań ” skradła mi serce tej wiosny a kolejne, które się składają na płytę ,wprawiają w nowe zachwyty nad wrażliwością Korteza i jego umiejętnością grania na najgłębszych strunach duszy.

Dzisiejszy koncert był tego przykładem.Ludzie, którzy na niego przyszli nie zrobili tego przypadkiem. Wszyscy chcieli przeżyć coś niezwykłego, co poruszy ich najskrytsze uczucia i nie zawiedli się 🙂 Mnie oczywiście łzy zakręciły się w oczach przy ” Zostań „…

Ale zanim koncert się odbył miałam możliwość porozmawiać z muzykami i menagerem oraz poczęstować ich moim ciastem bez imbiru. Bardzo spodobał im się pomysł ciasta zainspirowanego piosenką. A samo ciasto smakowało też bardzo i nawet usłyszałam, że może z imbirem byłoby lepsze 🙂 Padła nawet propozycja, że upiekę wersję z imbirem przy okazji koncertu w Poznaniu

Ale Kortez akurat imbiru nie lubi…Lecz nie on jest autorem tekstu… To historia prawdziwa, o dziewczynie owego autora… Zażartowałam, czy może to jakaś blogerka kulinarna 🙂

 

Podziękowanie za ciasto dostałam przy autografie, na bilecie kolejowym , bo biletów na koncert nie było 🙂

IMG_20150924_030745

 

Ciasto było podobne do tego tylko zamiast kawałków  jabłek i śliwek był mus jabłkowy.

Wracając do Korteza – byłam bardzo ciekawa kim jest artysta, który w tak młodym wieku śpiewa tak dojrzale. Gdy mu powiedziałam, że zdaniem moim i przyjaciół słuchających radiowej Trójki od dawna w Polsce nikt tak pięknie nie śpiewał o uczuciach to …zarumienił się, autentycznie 🙂 Gdy śpiewa jest bardzo skupiony, tak, że zamyka oczy…

Sala koncertowa na 120 osób była wypełniona mimo nietypowej pory ( północ). Przekrój wiekowy od późno nastoletniego do 50 plus , były i pary, i grupki znajomych i single obu płci. Ku mojemu zdziwieniu mężczyzn nawet nieco więcej niż kobiet ( tak z 55%). Ciekawiło mnie, którzy z nich identyfikują się z „Zostań” a którzy z „Od dawna już wiem”….

Adrian Adamowicz z Radia Koszalin pięknie podsumował koncert – to był dowód na to, że piosenka nie ma być płaską wydmuszka, że ma pomóc nam coś przeżyć. Ja nie żałuję zarwanej nocy, długiej podróży pociągiem. Jestem szczęśliwa 🙂

 

IMG_20150923_233459

 

 

 

 

Blogowe dzieci , Przystanek Woodstock i kiszone ogórki

 

piknik2

Miło mi było bardzo, kiedy w relacji z blogerskiego pikniku nad Wartą naszej młodej blogerki Karmel-itki zostałam nazwana ” blogową mamą”. Nie wiem, co mam w sobie, ale znajomi ( nawet ci tylko z sieci) i przyjaciele chętnie mi się zwierzają a ja staram się pomóc, jak umiem i czasem   mi się to udaje. A jak wiadomo – mama to i dzieci 🙂

Cieszę się bardzo, że w naszej Wielkopolskiej Grupie dzieci blogerek wciąż przybywa. Na pierwszym spotkaniu w ciąży była Gosia z Amku- Amku ( zdjęcie powyżej, autorstwa Renaty ). Zabrała sobie wtedy do domu moje kiszone ogórki ( do ich tematu jeszcze wrócę).

Jakiś czas potem przyjechała do mnie na jabłka i dwa dni później urodził się Tymuś ( nota bene w dniu urodzin mojego brata, dlatego dobrze pamiętam  tę datę).

Nad Wartą  dwuletni już Tymuś wcinał z wielkim apetytem wegańskie muffinki ( jest alergikiem) , które mu upiekłam, wołając ku mojej radości „ciocia mniam mniam ”

Na pikniku tak ciepło opisanym przez Adę była jeszcze Zosia, córeczka Rybki zwanej Martą ( z kolei Marta w zaawansowanej ciąży lepiła pierogi u Gruszki 🙂

 

piknik dzieci

Obok dzieci znajomych i przypadkowych spacerowiczów, które chętnie częstowały się blogerskimi przysmakami 🙂

Na rejsie z piknikiem i Święcie Pyry dołączył do nas Kuba co gotuje z blogującą o dzieciach Gosią i małym Grzesiem :

rejs16

Podczas niedawnej blogowej Wigilii Ania z Green Plums przyjechała z malutką Polą , którą się zaopiekowałam gdy Ania była zajęta . Bez problemów, bo Pola z  wizyty u Ani zapamiętałą mój zapach, więc ufnie się przytuliła i usnęła 🙂

 

blogerzy wigilia1

 

Pola ma już nieco starszego „partnera”, też Tymka, Ani z Everyday Flavours, spotykają się razem ze swoimi przyjaźniącymi się od dawna mamami. Tysia , którą poznałam na warsztatach fotograficznych ze sporym brzuszkiem ma raczkującego już Gabrysia. Czekamy też na małą Pin-upkę, która ma przyjść na świat za kilka miesięcy.

Jak widać, „blogowych” dzieci mam sporo, ale swoich mam trójkę i tu przejdę do najmłodszej córki, założycielki mojego bloga.

Prowadzi ona bujne życie towarzyskie i mam to szczęście, że znam większość jej przyjaciół. Dla nich najważniejszym wydarzeniem roku jest wyjazd na Przystanek Woodstock. To ich doroczne święto, odliczają do niego dni, wspominają.

Bywają też u nas  w domu, są wielbicielami mojej kuchni i bloga . Część ekipy jest ze Śląska, tam ludzie lubią gotować i cenią smaczne jedzenie, na mapie wejść na bloga jest bardzo gęsto w tym rejonie. Ich przyjaźń odzwierciedla   wioskowa flaga, dzieło mojej córki .

 

flaga

Napiszę więc o „Chopach „:  Kulek opowiada na Woodstocku o tym, jak kiedyś przez miesiąc gotował dania z mojego bloga codziennie i o improwizowanym grillu u nas podczas majówki, na kilkanaście osób ( Kasia, Pati dzięki za pomoc przy sałatkach). Owczar wspomina ciasto z mikrofalówki i szare kluski, Kulawy przyjechał na 18-tkę córy samodzielnie i ledwo dopiął spodnie na koniec weekendu 🙂  A wszyscy uwielbiają moje kiszone ogórki. Co roku  córka targa spory ich słoik w plecaku dla ekipy i są zjadane niemal ceremonialnie, oczywiście jako zagrycha  A i sok z nich   jest doceniony dzień później 🙂

W ubiegłym roku wysłałam pozdrowienia dla ekipy w środę poprzedzającą Przystanek Woodstock i Jurek  Owsiak przeczytał je. Podpisałam  się mama Grażyna  i spytałam ekipę,  jak smakowały kiszone ogórki – Jurek w ciemno odpowiedział – no pyszne były 🙂 nagrałam to sobie na pamiątkę 🙂

 

 

k,NDY0NDEwNTQsNzExNTYw,f,kiszogorki

I tu wrócę do tematu małych dzieci, no bo ogórki to przysmak mam w ciąży.

Niestety mam takich charakter, że czasem zamartwiam się na zapas. Jak widzę blogerkę piekącą ciasto o piątej  rano, to od razu pytam, czy wszystko w porządku.

Mam nadzieję, że z „blogowymi dziećmi’ będzie wszystko w porządku. Ale gdyby ( odpukać trzy razy w niemalowaną blogerską deskę do robienia zdjęć) komuś coś się stało, to bezpieczniej się czuję wiedząc, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy wyposaża szpitale w sprzęt ratujący ich życie i pomagający im wrócić do zdrowia.Niech gra do końca świata i dzień dłużej .

Link do aukcji jest  tutaj , można wystawić coś od siebie, można kupić.

Podaję też linka do akcji Gastronomia na WOŚP , wspieranej m. in przez kolegę z blogerskiej grupy.

Drukowanie

 

 

 

Jestem blogerką, nie fotografem !

paszteciki-wigilijne1

 

Kilka dni temu w rozmowie z Moniką, autorką blogów Stoliczku nakryj się i Kuchnia nasza polska dowiedziałam się, że moje zdjęcia na samodzielnie robionych serwetkach były przedmiotem blogerskich pogaduszek na spotkaniu w Pradze z Basią z Makagigi i 55 pierników. Obie dziewczyny znam niestety tylko z sieci, ale jesteśmy zaprzyjaźnione od czasu wirtualnych spotkań u Antoniego na blogu Kumy z Koszelewa.

Otóż wiem, czemu mnie uszy piekły , Basia z Moniką rozmawiały o blogowych zdjęciach , które u Moniki są nieco ascetyczne, bez „firanek ” , jak to zabawnie określiły. Powiedziały , że moje zdjęcia nie potrzebują żadnych znaków wodnych, bo są dość charakterystyczne, ze względu na tło – moje samodzielnie dziergane serwetki.

dzem-z-kiwi2

 

 

Ucieszyło mnie to bardzo, bo z połączenia dwóch pasji wynikło coś fajnego, po czym jestem rozpoznawalna. Poza tym takie własnoręcznie dziergane tła znacznie ocieplają zdjęcia. I to takie miękko układające się – ktoś mi kiedyś kazał wykrochmalić i wyprasować ! Nie lubię sztywnie wykrochmalonych rzeczy ani wyprasowanych na zupełnie gładko, to jest jakieś za sztywne dla mnie, wolę luz i swobodę. taka jestem i takie  są moje zdjęcia .

 

 

chleb czekoladowy1

Lubię też prostotę i naturę, dlatego latem czy słoneczną jesienią robię zdjęcia w trawie lub na kępce szczawiu

Sledzie curry1

 

 

Mam też starą drewnianą ławkę, coraz bardziej spłowiałą

 

pierogi-ze-szpinakiem2

 

A jak mi się uda przegonić kota z huśtawki o ciekawej strukturze, to narażając się na to, że buchnie coś z talerza, to i na niej fajne zdjęcie czasem zrobię :

 

roladki-z-porem

 

Ale ja nie robię z fotografowania ceremonii. szybko, by jedzenie nie wystygło, bez zbędnych przygotowań, jak się uda coś fajnego, to dobrze, jak nie – to nie płaczę. Robienie zdjęć jest najmniej lubianą przeze mnie czynnością związaną z blogowaniem. Kocham gotować, pisać, opowiadać historyjki. A zdjęcia lubię robić, ale nie jest to moją pasją. Niedawno nie przystałam na namowy męża, by kupić wypasiony aparat. Na razie pstrykam kompaktowym Kodakiem córki i szukam stłuczonego wyświetlacza do ulubionego Lumixa DMC-TZ1 z obiektywem Leica , który mi upadł na warsztatach Lubelli. Kolega syna obiecał mi wymienić. Może ktoś wie ?

Tym aparatem zrobiłam zdjęcia na konkurs Żywca i wygrałam. To było w 2011 roku, kiedy wielu popularnych dziś blogów jeszcze nie było w sieci. Zapisane w formacie RAW doskonale wypadło w gazecie.

ZYWIEC2

Akurat miałam okrągłe urodziny i bardzo mnie to podbudowało. Zdjęcie ukazało się w Gali na kilka dni  przed moimi urodzinami. Dostałam za to wypasiony serwis obiadowo-kawowy z białej porcelany ( kto u mnie bywa, to wie, ten z fikuśnymi krzywymi filiżankami)

zywiec1

 

Po  spotkaniu Och My Blog z Maćkiem Budzichem w czerwcu tego roku postanowiłam zrobić coś, by mój blog się wyróżniał. Dodałam cykl Kulinarne Koty, cieszący się dużym wzięciem. Robię coraz więcej relacji z poznańskich wydarzeń kulinarnych oraz organizowanych w większości przeze mnie spotkań Wielkopolskiej Grupy Blogerów Kulinarnych, na których panuje rodzinna atmosfera.

A intratnych kontraktów reklamowych, jak koleżanki z wypasionymi aparatami nie dostaję. Mam za to grupę dobrych znajomych i przyjaciół, na których mogę liczyć.

Nie szukajcie na moim blogu artystycznych zdjęć. Wpadajcie po smaczne dania, ciekawe opowiastki, relacje z kulinarnych wydarzeń, ciepłą atmosferę :)

I to by było na tyle . Ostatnie zdjęcie jest Macieja, męża Rybki zwanej Martą – byli na pikniku z maleńką Zosią . Na zdjęciu są koledzy ze studiów Karmel-itki, którzy przyjechali  z daleka zachęceni opowiadaniami Ady o naszych niezwykłych spotkaniach …

ekipa Ady

 

Wieczór na Warcie w Poznaniu jak na Sekwanie w Paryżu :)

warta nocą 1

W ubiegłą sobotę dane mi było przeżyć niesamowite wydarzenie w Poznaniu. Zostałam zaproszona na wodniackie pożegnanie lata Marinarzy na przystani w Starym Porcie w Poznaniu na Warcie. Poszłam tam też z blogerskiego obowiązku bo wodniacy mają zamiar nam udostępnić tam miejsce na blogerskie pikniki. Na razie pogoda krzyżowała nam plany ( upał lub ulewa) , ale może jeszcze uda się w jakiś cieplejszy weekend spotkać przy ognisku 🙂

warta10

Tak wygląda końcówka cypla, na której można sobie zrobić romantyczne zdjęcie, niczym Mickiewicz na skałach Krymu. Ja nie omieszkałam :

cypel2

Wodniacy są bardzo gościnni, jak tylko wspomniałam, że mam ochotę na kawę, na pierwszym z brzegu statku zawrzała woda, mimo przygotowań do próbnego rejsu przed wieczorna paradą .

warta9

Oczekując na wodną wycieczkę obserwowałam refleksy popołudniowego słońca w Starym Porcie :

warta8

Udało mi się zamustrować na pierwszej łódce ( Szajba, kapitan Jacek ) a moja córka ( założycielka bloga) miała odpowiedzialną funkcję Syreny i odpowiadała machaniem rąk na pozdrowienia Poznaniaków z brzegów i z mostów 🙂

syrena

Płynęliśmy pod poznańskimi mostami , ścigając się trochę i czasem kręcąc bączki, ale w zasadzie w równym szeregu.

warta2

Ja jak często miałam w torebce świeżo upieczony placek drożdżowy, który z apetytem zajadała najmłodsza pasażerka Laura, jej mama i oczywiście kapitan Jacek, mianowany komandorem rejsu.

placek

W promieniach zachodzącego słońca pływające łodzie, a zwłaszcza canoe prezesa Mariniarzy z psem na dziobie wyglądały zjawiskowo .

Robiło się chłodno, więc wracaliśmy rozgrzać się przy ognisku i ciepłych posiłkach.

warta1

Na blogowe piknikowe spotkania miejscówka w Starym Porcie jest doskonała. Miejsce na ognisko z ławeczkami wokół, dość miejsca by ustawić grilla i stół na dania i naczynia. Grochówka kapitana Jacka cieszyła się wielkim wzięciem :

przy grochówce

Były też wypasione pyry z gzikiem owinięte boczkiem, chleb ze smalcem i kiszone ogórki ( dołożyłam słoik swoich), kiełbaski pieczone przy ognisku. Uchwycił je fotograf imprezy, Tomek Marciniak.

ognisko marina1

Przy szantach z głośnika i ognisku czas zleciał szybko i trzeba się było szykować do nocnej parady.  I tu spotkała nas wspaniała niespodzianka – na Szajbie płynącej na czele zabrzmiała z głośnika muzyka- francuskie melodie z przebojem Edith Piaf  „Sous le ciel de Paris” na czele.

Płynęliśmy z tą muzyka oświetlonymi łódkami po Poznaniu witani brawami, pozdrowieniami i tańcami na brzegach Warty  i moście ( nie musi być to Most w Awinion, wystarczy Hetmański w Poznaniu).

To było cudowne i niezapomniane przeżycie.Jak na zamówienie na niebie pojawiły się gwiazdy…  Marzyłam o takim nocnym rejsie na Sekwanie w Paryżu a doczekałam się na Warcie w Poznaniu. Przyznam Wam, że w pewnym momencie łzy wzruszenia zakręciły mi się w oczach…

Film , który nagrałam przy muzyce na wieczornym rejsie jest tutaj : klik, klik .

Po powrocie z nocnej parady można się jeszcze było ogrzać przy ognisku. Nie mogłam długo siedzieć, bo w niedzielę  miałam gości, z żalem więc wróciłam do domu. Wspomnienia tego wieczoru zostaną ze mną na całe życie…

wyjście1

 

Odpowiedź Kominkowi- kilkanaście godzin w rodzinie

jabserni

 

Takich tekstów nie pisze się na blogu kulinarnym, ale innego nie mam. Poza tym kulinaria będą występować, a jakże. Piszę to, bo coś mnie wczoraj mocno ruszyło.

Przeczytałam tekst Kominka” 17 godzin samotności”. Nie można mu odmówić logiki. Przeczytałam też komentarze pod nim, sporo ten tekst popierających. I lekko się przeraziłam. Ja jednak jestem z zupełnie innej bajki ! Oto moja niedziela :

8.30.  Budzi mnie zapach świeżo zrobionej kawy. To mój P. wchodzi do sypialni z naszymi niedzielnymi filiżankami, ze specjalną tacką na ciasto ( zdjęcie powyżej)i powtarza ten sam, jak co tydzień dowcip : Kawa i ciasto, sam upiekłem… Oczywiście ciasto upiekłam ja dzień wcześniej, żeby można było tradycyjnie rozpocząć niedzielny poranek. Pijemy kawę i jemy ciasto w łóżku, stawiając tacki na swoich nocnych stoliczkach. Mamy niepisany zwyczaj, że ten, kto pierwszy wstaje, robi kawę dla dwojga. Pół godziny później wchodzi do pokoju Młoda, gimnazjalistka i pyta- kiedy śniadanie ? Wskakuje na chwilę miedzy nas do łóżka. Jakby nas było mało, przychodzi też kot na porcję porannych pieszczot.

10.00. P. po wizycie w łazience gotuje niedzielne jajka na miękko, ja dołączam  nieco później , robię do nich sałatkę i herbatę. Młoda ma nakryć do stołu, ale zasiedziała się przy komputerze i przychodzi na ostatnią chwilę, zabierając z kuchni tylko herbatę. Syn ( student) nie je z nami śniadania, bo w niedzielę wstaje  dopiero na obiad. Po śniadaniu każdy zmywa po sobie, odruchowo.

10.30. Młoda ogląda telewizję, ja czytam. P. siedzi przy kompie.

11.30. Oni się zmieniają, ja w międzyczasie zaglądam na chwilę do kompa, potem zabieram się za niedzielny rosołek. Pytam P. czy rozpali grilla do obiadu. Na dworze jest parno i gorąco, więc postanawiamy jeść w domu, mięso zrobię na patelni grillowej. Za to P. obierze ziemniaki ( ja tego nie cierpię). Młoda ma mi pomóc zrobić surówkę, wykręca się, ale w końcu przychodzi do kuchni.

12.30.Przypomina mi się o praniu wstawionym wczoraj wieczorem. Pytam, kto wywiesi do suszenia. Nie jest łatwo ich odciągnąć od własnych zajęć, ale w garnkach bulgoce wszystko jak trzeba, więc robię to sama.

13.00. Syn wychodzi ze swojego pokoju z naręczem prania. Wrzuca do pralki, Młoda ją uruchamia. Możemy jeść obiad – taśmowo podaję z kuchni nakrycia, dzieci noszą do stołu. Ja rosołek piję z kubka , więc kiedy oni go jedzą, robię jeszcze w pośpiechu zdjęcia mięsa i surówki na bloga. Po obiedzie wstawiamy naczynia do zmywarki. Dzieci wychodzą do swoich pokojów, Młoda robi lekcje, ja siadam do kompa napisać post na bloga i przejrzeć pocztę. Słucham swojej muzyki.

 

kapzjabskrzyd

 

14.30. P. z Młodą  chcą mnie wyciągnąć na spacer. Nie bardzo mi się chce, nie lubię parnej pogody, mimo namów zostaję w domu z książką na łóżku. Idą sami. Drzemię. Syn ogląda telewizję.

16.00 . Pijemy poobiednią kawę , jemy ciasto i lody na podwieczorek. W szufladzie na słodycze jest reszta czekolady, dzielmy ją  niesprawiedliwie. Rozmawiamy o planach wakacyjnych. W tym roku nie ma wspólnego wyjazdu, każdy ma własne plany, Ustalamy terminy i formę kontaktu. Syn z kolejnym kawałkiem ciasta znika w swoim pokoju. Przypominam mu, żeby zebrał naczynia od siebie i dopełnił zmywarkę. Słyszę zaaaraz…

 

lodyp

18.00 Dzieci wychodzą, spotkać się każdy ze swoimi znajomymi. P. przegląda kalendarz i ustawia sobie tydzień pracy, ja rozmawiam przez komputer z najstarszą córką, która mieszka i pracuje hen, w Polsce ( dobrze, że nie w świecie !). Przy okazji obserwuję na Facebooku pewną znajomą z sieci, nieco tylko ode mnie młodszą, która co chwilę wrzuca posty i intensywnie komentuje znajomych. To nie pierwszy raz – myślę, że za wszelka cenę szuka kontaktu. Sprawdzam , czy jest status związku. Jest- wolna.

19.30. Dzieci jeszcze nie wracają, więc nie robimy wspólnej kolacji, każdy zjada to, na co ma ochotę, w swoim czasie. Rozmawiamy o planach na tydzień, bo zapowiada się dość intensywny w wydarzenia. Uprzedzam P. o roszczeniach finansowych Młodej  związanych z jej planami. Trochę się krzywi, ale akceptuje z małą korektą.

20.30. Dzieci wracają, jedzą, Młoda idzie do siebie, my z synem oglądamy mecz. Włączamy wreszcie zmywarkę. Przypomina mi się o praniu syna. A, wywieszę jutro rano.

23.00 Po meczu syn idzie do siebie a my po kolei do łazienki. Trochę czytamy w łóżku.

23.30. Jak dobrze, że w tym wielkim łóżku nie jestem sama…

Na co dzień u nas w domu bardziej iskrzy, w niedziele staramy się o maksimum tolerancji.

Każdy ma prawo do swoich poglądów i stylu życia. Nie potępiam Kominka, myślę, że może  znajdzie kogoś, kto mu pomoże zmienić zdanie na temat zalet samotności. Jest jednak bardzo popularnym  wśród współczesnego pokolenia blogerem i dlatego, jak to przeczytałam, to się przeraziłam. Jestem z innej bajki. I jest mi smutno.

P.S. Kominka poznałam osobiście na Blog Forum w Gdańsku, bardzo miło nam się  rozmawiało, nawet zamówił u mnie na blogu przepis na golonkę w piwie.

Co lubię

Wczoraj przeżyłam prawie cały dzien w nieświadomości, że mam święto. Pod wieczór, gdy zrobiłam wpis na bloga, dowiedziałam się o Dniu Blogera. Do łańcuszka wciągnęła mnie Pinkcake
Zasady są następujące :
Podaj osobę , któr Ciebie wybrała – patrz wyżej
Podaj 10 rzeczy, które lubisz
Podaj 10 ulubionych blogów i zawiadom komentarzem ich autorów o zabawie.
Przystąpmy do punktu drugiego :
1. Lubię latem pływać w jeziorkach, zwłaszcza z widokiem na las.
2. Lubię słuchać starych ballad rockowych.
3. Lubię czytać książki stare i nowe, leżąc opatulona kocem.
4. Lubię, jak mam wszystkie dzieci w domu.
5.Lubię rodzinne biesiady połączone z miłymi rozmowami i żartami.
6. Lubię piec z córkami rogaliki i pierniczki.
7. Lubie korespondować z blogowymi przyjaciółmi, nawet jak  ich nie widziałam.
8. Lubię spotkania ze starymi przyjaciółmi i gotować dla nich.
9. Lubię przytulać moje koty ( osobno).
10. Lubię zimą otwierać i wąchać kompoty zrobione latem.

Teraz częśc najtrudniejsza : 10 ulubionych blogów. Jest ich o wiele więcej, więc pierwsze 10 z brzegu , podaję autorów :

Aga-aa
Szarlotek
Antoni
Oczko
Monika
Basia
Polka
Majana
Olcik
Viridianka
Nie będę wyszczególniać za co, wszystkich lubię za miłą atmosferę i kulinarne inspiracje.

Karkówka z grilla i trochę wspomnień

Wróciłam ze spotkania po latach z przyjaciółmi ze studiów. Poznalismy sie na praktykach przedstudenckich, gdzie pracowalismy jako kelnerzy w osrodku wypoczynkowym i bylismy zakwaterowani w domkach campingowych.
Na miejsce spotkania wybralismy domek „z epoki” , naszych, tych z dykty, już nie ma…
Warukni były turystyczne a ja organizowałam oprawę kulinarną spotkania. Zabrałam placek drożdzowy ze śliwkami ( będzie później) i kokosowy, oprócz karkówki były i kiełbaski pryskane na grillu piwem, a do nich salatki o ogórki w różnych postaciach.
Karkówkę najpierw nieco rozbiłam, przyprawiłam solą, pieprzem ziołowym i czarnym, majerankiem i przyprawą warzywną oraz skropiłam oliwą. Tak zapakowałam do turystycznej lodówki a wieczorem została ugrillowana, co widac na załączonym obrazku. Zdjęcia są autorstwa mojej przyjaciółki Mrówki.

Wracając do spotkania – to cała historia.Jak już wspomniałam,  30 lat temu byliśmy na tzw. praktykach zerowych, kelnerowaliśmy w ośrodku wypoczynkowym . Integrowaliśmy się na całego w bardzo wesołej grupie i nic nas nie obchodziło, co się dzieje wokoło. Miał lecieć ostatni odcinek „Pogody dla bogaczy”, kultowego wówczas serialu i wyciągnęliśmy w świetlicy telewizor z szafy na tę okazję. Włączyliśmy wcześniej, w czasie dziennika i – szok! Strajki na Wybrzeżu ! Dotarło do nas , co się dzieje i odtąd śledziliśmy już wiadomości. Ja dostałam list od siostry, która była u rodziny męża w Gdańsku na Zaspie i napisała mi o tym, jak stoczniowcy siedzą na bramie a rodziny podają im żywność.

Potem dowiedziałam się, że mieszkali w tym samym bloku, co Wałęsa, widzieli panów w płaszczach na klatce schodowej. Moje siostrzenice bawiły się z małymi Wałęsowiczami w piaskownicy !

I tak dla naszej grupy Solidarność to wspomnienia z jednego z najpiękniejszych momentów w życiu – czas nawiązania przyjaźni trwających lata , co zaowocowało dwoma małżeństwami, między innymi moim…

Spotkaliśmy się w piątek po południu w wynajętym domku w tym samym ośrodku ( naszych, z dykty już nie ma), oglądaliśmy stare zdjęcia i śpiewaliśmy przy gitarze te same piosenki, co 30 lat temu i pamiętaliśmy większość tekstów ! I to nie tylko „Murów” Kaczmarskiego …


Wróciłam pełna wrażeń i wspomnień…

Na koniec, to go było do grilla – moje salatki, które już były na blogu, kiszone ogórki i chlebek, o którym później. Smacznego !


Coś o sobie

Zapraszam do zabawy, którą zaproponowała mi Dziwnograj z bloga http://peginthejar.blogspot.com/2009/07/ancuszek-d.html.
Zabawa ma na celu lepsze poznanie się i dlatego, mimo, że nie znoszę łańcuszków, dałam się na nią namówić.
Jej zasady są następujące:
1. Podaj linka do bloga osoby, która nas ustrzeliła.
2. Zacytuj u siebie zasady zabawy.
3. Napisz sześć rzeczy o sobie.
4. „Ustrzel” następnych 6 osób
5. Uprzedź wybrane osoby, zostawiając komentarz na ich blogu.

Trochę o sobie:
1. Mam dwa koty – Fridę i jej synka Nuka, który jest moim pieszczochem. Bardzo lubi podjadać ciasto… Oba koty sa czarne, z małymi białymi plamkami i pięknymi zielonymi oczami.
2. Uwielbiam ballady rockowe z lat 70-tych i 80-tych. Mam do nich pełno zakładek na you tube , nagrane w komórce i słucham ich w różnych dziwnych miejscach. Zostało mi to z czasów studenckich, kiedy działałam w Studenckim Studio Radiowym.
3. Piszę do szuflady limeryki,  wiersze i opowiadania. Trochę prezentuję na forum naszego Studia Radiowego na naszej- klasie,  wzięłam też z powodzeniam udział w konkursie literackim Rafała Bryndala w „Bluszczu”.
4. Moja starsza córka też prowadzi bloga na Durszlaku, ale nie powiem kto to, bo mam zakaz.Korzystam z tego, gdy jest poza domem, żeby sprawdzić, czy się dobrze odżywia.
Kiedyś,  gdy była w domu, zajrzałam na jej bloga i …znalazłam na zdjęciu miskę do sałatki, której bezskutecznie szukałam w kuchni! Zabrała ją do swojego pokoju, żeby zrobic zdjęcie i spokojnie skonsumować… Śmiechu było co niemiara!
5. Uwielbiam naturę, las, zbieranie leśnych owoców i grzybów. Latem pełnia szczęścia dla mnie, to pływanie w jeziorkach, najlepiej z widokiem na las. Dlatego na wakacje nie jeżdzę nad morze, tylko nad jeziora.
6. Rozpuściłam kulinarnie rodzinę, gotując „na zamówienie”. Np. spaghetti: dla córki bez mięsa, dla syna bez groszku, dla małej bez pieczarek. Dla siebie czasem mniej kalorycznie, bo walczę z nadwagą…

Osoby „ustrzelone” :
Pela
Szarlotek
Pinkcake
Bryssska
Gosi@
Izaa

Galaretka mojej Mamy


W sezonie malinowym nie może u mnie zabraknąć tego deseru. Jest to tradycyjna galaretka z malinami mojej Mamy, zwanej przez wszystkie wnuki ( a nawet prawnuki) Babcią Helą. Babcia robi ją zawsze, gdy odwiedzają ją wnuki , nie w dużej misce, lecz w małych pucharkach, indywidualnie dla każdego wnuka ( i dziecka, jeśli przybędzie z wnukami…)
W miasteczku, w który mieszka Babcia Hela jest plantacja malin i co roku dzieci przewożą babci maliny a Ona, mimo podeszłego wieku, pracowicie je przesypuje cukrem i gotuje w słoiczkach na zimę, na przeziębienie i właśnie do słynnej galaretki. Słoiczki też rozdaje, ale gdy my próbujemy robić galaretke według  Jej przepisu – nie wychodzi taka smaczna. Myślę, że jest przyprawiona specjalną Babciną miłością… Przepis jest poza tym prosty:

GALARETKA BABCI HELI

1 galaretka malinowa lub z owoców leśnych
0k. 3/4 szklanki soku z malin
maliny z kompotu
Duuuuużo serca….
Galaretkę rozpuścić  w 1 i 1/4 szklanki wrzącej wody. Dokładnie wymieszać, żeby na dnie nie ustała się żelatyna. Dolać sok i gdy już wystygnie przelać do pucharków. Dodać maliny z kompotu.Zastudzić w lodówce i  podawać nawet bez bitej śmietany, smakuje rewelacyjnie. Smacznego!