Wszystkie wpisy, których autorem jest grazyna7

Tort z malinową frużeliną na 15 urodziny bloga

tort z malinową frużeliną

Trudno w to uwierzyć, ale dziś mija 15 lat od czasu, gdy moja najmłodsza córka, bardzo wtedy małoletnia, uznała, że to, co gotuję warto pokazać w Internecie i założyła mi bloga na ogólnodostępnej platformie. Kilia lat póżniej, po rozmowach na Blog Forum Gdańsk, przeniosłam go na własną stronę internetową. Od tego czasu moje życie znacznie się zmieniło, zyskałam nowych znajomych i przyjaciół, zaczęłam życie towarzysko-kulinarne. Pisałam o tym już kilka razy przy okazji kolejnych rocznic, ale dla mnie to jest bardzo ważne. Bardziej, niż umiejętności kulinarne, które miałam okazję sprawdzić na przyklad podzcas ostatniej majówki, pełnej wyzwań w kuchni, z którymi sobie poradziłam. Tort z malinową frużeliną i borówkami jest nna bazie ciasta czekoladowego i mojej ulubionej masy z serków jogurtowych. Tylko frużelina jest czymś nowym, co zrobiłam pierwszy raz i udało mi się . Wykorzystałam do niej maliny z kompotu.

TORT Z MALINOWĄ FRUŻELINĄ

  • ciasto takie, jak tutaj
  • masa z serków jogurtowych i bitej śmietany, jak tutaj
  • Frużelina malinowa : szklanka malin z kompotu, łyżeczka żelatyny zalana 2 łyżkami wody, łyżeczka mąki ziemniaczanej rozpuszczona w łyżce wody, cukier do smaku
  • 2 łyżki mielonych orzechów i migdałów
  • kubek borówek, listki mięty do ozdoby

Ciasto upieklam na prostokątnej blaszce, przycięłam je w formę kwadratu. Przecięłam na trzy blaty. Masę po zrobieniu wstawiłam do lodówki.

Żelatynę zalałam dwoma łyżkami zimnej wody. Maliny z kompotu plus trochę soku ( ze dwie łyżki) łyżkę cukru ( przepis byl na świeże owoce) zaczęłam podgrzewać powoli w rondelku. Gdy się zagotowały, wlałam w nie rozpuszczoną mąkę ziemniaczaną i mieszałam, aż się wszystko ponownie zagotowało. Wtedy dodałam napęczniałą żelatynę i szybko mieszając rozpuściłam, ale nie dopuściłam do gotowania. Ostudziłam.

Pierwszy blat tortu posmarowałam cienko masą i rozłożyłam na niej frużelinę.Położyłam drugi blat i posmarowałam grubą warstwą masy jogurtowo-śmieranowej. Trzeci blat ozdobiłam cieńszą warstwą masy , posypałam mielonymi orzechami i migdałami . Na wierzchu poukladałam borówki i ozdobiłam listkami mięty.

Torcik bardzo smakował wszystkim. Córka założycielka spróbuje go dopiero jutro, brat jej zawiózł – ma zajęty weekend, bo jeszcze uzupełnia wykształcenie. Kto wie, może założenie mi bloga ( i wcześniej swojego) było początkiem tego, co z powodzeniem robi teraz 🙂

Mam nadzieję, że zapał do blogowania mi nie ustanie, za dwa tygodnie wybieram się na duże blogerskie spotkanie do Wrocławia, jak zwykle z ciastem w torebce.

Smacznego i do zobaczenia na blogerskim szlaku !

Deser z agrestem od Malcolma XD

deser z agrestem

O twórczości Malcolma XD , jak o większości fajnych rzeczy w sieci, dowiedziałam się od moich dzieci . Najmłodsza córka ( Założycielka bloga) pokazała mi najpierw jego pasty na FB a potem dała do czytania książkę „Emigracja” . Obie miałyśmy taką samą zajawkę z nią – czytałyśmy w dniu, gdy wszystko szło nie tak jak trzeba, a w trakcie tej czynności poprawiał nam się skutecznie humor i problemy znikały. Lekko zaniepokojona oczekiwałam na ekranizację, bo to dość specyficzna twórczość i niełatwo ją przełożyć na obraz . Okazało się, że wszystko poszło dobrze i serial wymiata niemal tak samo, jak książka. Na dodatem wygrałam w konkursie ogłoszonym przez producenta ( Canal+) agrestowe kompoty i mogłam je wykorzystać kulinarnie robiąc deser z agrestem :

paczka z kompotami

Konkurs polegał na tym, by zaproponować nazwę miasta w środkowej Polsce, skąd pochodził Malcolm XD i gdzie odbywały się corocznie Europejskie Dni Agrestu. W serialu atmosfera tego wydarzenia oddana jest doskonale, ze szczegółami oprawy atrystycznej a agrest użyty do nagrań został przerobiony na stylowe i smaczne kompoty . Jeden komplet ( 4 słoiczki) wygrałam jako jedna z laureatek konkursu. Gdy zastanawiałam się, jakby nazwać rodzinne miasto Malcolma w tle leciał jakiś program kulinarny i wspomniano Zagrzeb – pomyślałam, że miejscowość, z której nic tylko emigrować , można nazwać Wygrzeb ( się ) . Kilka dni później dostałam wiadomość o wygranej . Postanowiłam wymyśleć jakieś ciasto z agrestem, podobne do tego . Bo w relacji z Dni Agrestu zabrakło mi konkursu okolicznych Kół Gospodyń Wiejskich na najlepsze ciasto z agrestem. Jest to częste zjawisko, byłam nawet kiedyś jurorką na podobnym konkursie , tyle, że były to jesienne owoce 🙂

Przy okazji dodam, że scena gotowania różnych potraw z dodatkiem agrestu przez Malcolma na squocie jest osadzona w tradycji kulinarnej rodem ze staropolskich przepisów . Pasjonuję się takimi, mam kilka książek i agrest był wykorzystywany jako naturalny ,smakowity zakwaszacz do różnych potraw. Tu są wspomniane kurczęta, ale nie brakuje też dań warzywnych z tym owocem .

agrest w książce ze staropolskimi przepisami

Kompoty dotarły do mnie pod koniec kwietnia , by lepiej je wykorzystać, zrobiłam zimny deser a’la serniczek z galaretką, co pozwoliło mi wykorzystać również smakowity sok z agrestu ( patent mojej Mamy ) . Na spodzie z podpieczonego ciasta francuskiego zrobiłam warstwę musu jabłkowego w galaretce z sokiem, potem masa serowo-jogurtowa w galaretce agrestowej i na koniec agrest w galaretce cytrynowej, też z sokiem . Przepis będzie pod zdjęciem 🙂

deser z agrestem na stole w ogrodzie

DESER Z AGRESTEM OD MALCOLMA XD

  • kompoty agrestowe ( wykorzystałam dwa)
  • galaretka agrestowa, cytynowa i pomarańczowa
  • duży jogurt naturalny ( 400 ml) i serek waniliowy (150g)
  • łyżka cukru-pudru
  • 2 łyżeczki żelatyny
  • kubek musu z jabłek ( miałam jeszcze zamrożony z moich z ogrodu)
  • ciasto francuskie
  • gałązka mięty

Najpierw podpiekłam lekko ciasto francuskie w tortownicy i ostudziłam. W międzyczasie rozpuściłam galaretkę pomarańczową z dodatkiem łyżeczki żelatyny w niepełnej szklance gorącej wody. Dodałam kilka łyżek kompotu z agrestu i studziłam często mieszając, gdy była w temperaturze pokojowej, zmieszałam z sokiem jabłkowym i wylałam ostrożnie na podpieczony spód. Wstawiłam do lodówki, by zastygł.

Potem rozpuściłam galaretkę agrestową z kolejną łyżeczką żelatyny w 3/4 szklanki gorącej wody i dodałam 1/4 szklanki kompotu z agrestu i gałązkę mięty. Mieszałam dokładnie w czasie studzenia, gdy była prawie zimna, wyjęłam miętę i dodałam stopniowo jogurt i serek waniliowy, mieszajac rózgą. Gdy masa zaczęła zastygać, wlałam ją do tortownicy na zastudzoną masę jabłkową. Ponownie wstawiłam do lodówki.

Kolejną galaretkę, cytrynową rozpuściłam w 1, 5 szklanki gorącej wody . Po dokładnym wymieszaniu dolałam 1/2 szklanki kompotu z agrestu i studziłam. Gdy była już prawie zimna wlałam cieniutką warstwę na masę serowąi ułożyłam na niej odcedzony agrest z dwóch słoiczków kompotu, by owoce „przykleiły”się do deseru. Jak ta warstwa zastygła w lodówce a galaretka zaczęła tężeć , wlałam jej resztę do tortownicy, by przykryła owoce. Mimo tych środków ostrożności coś między warstwami nie stykło i troszkę galaretki uciekło mi z tortownicy ( chyba jej dobrze nie domknęłam), ale co to by był za deser z agrestem od Malcolma bez jego legendarnego pecha 😉 Na szczęście tylko troszeczkę i warstwa z agrestem i galaretką wyszła przyzwoicie. Zaglądałam do lodówki ze strachem, ale w w końcu było ok.

To wszystko robiłam etapami pod wieczór, agrestowy deser został w lodówce na noc i do podwieczorku wczesnym popołudniem następnego dnia zastygł jak trzeba. Zanim otworzyłam tortownicę , objechałam ją naokoło nożem moczonym w gorącej wodzie – wyszedł prawie bez szwanku, z drobniutkimi ubytkami . Na kawałki też się kroił bez problemu. A smakował – bajecznie. Pomysł dodania aromatycznego, kwaskowego kompotu z agrestu do każdej warstwy i mięty okazał się strzałem w dziesiątkę . Deser był świeży, lekki , w sam raz na słoneczne popołudnie. Zjedliśmy go w ogrodzie po obiedzie na grillu. Wszystkim bardzo smakował, a najbardziej mojemu synowi, który jest wielbicielem tego typu zimnych deserów.

Resztę soku z agrestu po odcedzeniu owoców rozcieńczyłam do picia i też cieszyła się powodzeniem ( na zdjęciu z ogrodu). Wykorzystałam dwa z czterech kompotów a dwa dałam córce i synowi, fanom twórczości Malcolma XD. Jest to twórca tajemniczy, nie ujawniający swojej tożsamości. To, co pisze ( i co zostało świetnie pokazane w serialu) jest mi jakoś bardzo bliskie, zastanawiam się nawet, czy nie poznałam gdzieś Malcolma, na przykląd na jakiejś blogowej imprezie, a może nawey jadł moje ciasto ? To dopiero byłby numer 🙂

Deser nam tak smakował, że postanowiliśmy odnowić zasoby agrestu w ogrodzie ( dwa krzaczki są już bardzo stare i mało wydajne) i posadziliśmy dwa nowe.

Smacznego !

Sałatka z roszponki z rzodkiewką

sałatka z roszponki z rzodkiewką

Bardzo lubię lekkie sałatki, jako dodatki do śniadania, kolacji czy do grilla. W tym pierwszym przypadku wystarczy dodać kawałki serów czy jajko i mamy kompletny, smaczny posiłek. Sałatka z roszponki z rzodkiewką wyszła mi lekka, chrupiąca i bardzo przyjemna w smaku, prawdziwie wiosenna. Do młodych listków tej miniaturowej sałaty pasował mi zielony ogórek , chrupiąca rzodkiewka i delikatna, czerwona cebula. Oprócz świeżego szczypiorku i oregano ( z parapetu i grządki) dodałam suszonej zielonej czubrycy, która jest jedną z moich ulubionych mieszanek przypraw. By nie zepsuć efektu świeżosci i lekkości , wykorzystałam domowy ocet z forsycji ( zeszłoroczny, teraz już robi się świeży) a także dobry olej rzepakowy tłoczony na zimno. Była kolacyjnym dodatkiem do półmiska wędlin i serów i w takiej roli doskonale się sprawdziła.

SAŁATKA Z ROSZPONKI Z RZODKIEWKĄ

  • miseczka liści roszponki
  • 3-4 rzodkiewki
  • pół zielonego ogórka
  • mała czerwona cebula
  • świeży szczypiorek i oregano ( lub bazylia)
  • sól, czubryca zielona
  • łyżka octu z forsycji lub jabłkowego, ew. winnego
  • 2 łyżki dobrego oleju

Liście drobnej sałaty myjemy, suszymy i rozkładamy na talerzu. Dorzucamy pokrojoną w cienkie plasterki rzodkiewkę , ogórka w półplasterkach i cienko pokrojoną czerwoną cebulę. Posypujemy solą i suszoną czubrycą , pasować też będą inne zioła, na przykład prowansalskie. Polewamy dobrym octem i olejem, posypujemy szczypiorkiem. Samo zdrowie ! Składniki tej sałatki są dobre dla zdrowia nie tylko wewnętrznie, ocet z forsycji czy jabłkowy możemy stosować jako składnik toniku a olej może być podstawą naturalnego peelingu. Jeśli chcemy poszukać bardziej profesjonalnych kosmetyków, warto zajrzeć na www.wispol.eu .

Taka lekka salatka dobrze się komponuje z mięsem z grilla, polecam na majówkę .

Smacznego !

Roladki jak biała kiełbasa

roladki jak biała kiełbasa

W moim rodzinnym domu na Wielkanoc robiło się białą kiełbasę od podstaw, z mielonego mięsa i nadziewało za pomocą specjalnej przystawki do maszynki do mięsa. Sama też kiedyś robiłam, w czasach kryzysu , gdy udało się zdobyć ekstra jakieś mięso. Teraz kupuję na Święta białą kiełbasę w pobliskim sklepie rzeźniczym , ale zatęskniłam za tymi smakami. Postanowiłam , że zrobię roladki jak białam kiełbasa, nadziewając cienko rozbite plastry schabu mięsem, jak do domowej kiełbasy, odpowiednio przyprawionym. Wykorzystałam do tego mielone mięso wieprzowo-wołowe i kawałki łopatki, zmielone w blenderze . Przyprawiłam je tradycyjnie czosnkiem, majerankiem, solą i pieprzem, dodając od siebie nieco suszonego oregano , z własnej grządki. Po wyrobieniu masy „kiełbasianej ” nadziałam nią rozbite plastry schabu i usmażyłam na patelni grillowej. Nasze roladki podałam na zimno, pokrojone w plastry – jest to ulubiona forma wędliny mojej Rodzinki.

ROLADKI JAK BIAŁA KIEŁBASA

  • 5 plastrów schabu
  • ok. 30 dkg miesa mielonego wieprzowo-wołowego
  • ok. 20 dkg grubo zmielonej łopatki wieprzowej
  • 2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz do smaku
  • łyżeczka majeranku, opcjonalnie szczypta oregano
  • trochę wędzonej papryki
  • łyżka-dwie wody

Mielone mięso mieszamy w misce, dodajemy roztarte ząbki czosnku. Doprawiamy solą , pieprzem i majerankiem, ew. oregano. Dodajemy troszkę wody i wyrabiamy dokladnie ręką na gładką masę .

Plastry schabu rozbijamy dość cienko, posypujemy solą i pieprzem a dla koloru i aromatu słodką wędzoną papryką . Do środka kładziemy wałeczki mielonego mięsa i zwijamy dość grube roladki. Można je spiąć wykałaczkami albo owinąć nitką. Smażymy je na patelni grillowej, po kilka minut z każdej strony, na koniec, by mielone mięso w środku nie zostało surowe – podlewamy troszkę wodą i dusimy pod pokrywką. Najlepiej to sprawdzić , krojąc jedną i sprawdzając, jak wygląda w środku.

Roladki bardzo się udały, smakowały jak domowa biała kiełbasa i obok tych z kurczaka były przebojem wielkanocnego śniadania.

Smacznego !

Zdrowe kulki orzechowe z czekoladą

zdrowe kulki orzechowe z czekoladą

Na Wielkanoc oprócz mięs, kiełbas, jajek i serników jadamy sporo słodyczy. Jak dzieci były małe, to po śniadaniu szukały prezentów od Zajączka w ogrodzie , teraz już trudno je na to namówić, ale tradycję jedzenia słodyczy po wielkanocnym śniadaniu nadal bardzo lubią. Wiem, że Święta mają swoje prawa, ale postanowiłam trochę ukrócić to słodkie rozpasanie i zrobić też coś atrakcyjnego w smaku ale zdrowszego. Zdrowe kulki orzechowe nawiązują do dawnej tradycji, kiedy robiłam na Wielkanoc czy Gwiazdkę różne domowe slodycze , na bazie polewy czekoladowej , bakalii i czasem też płatków owsianych. Mam nadzieję, że jest trochę amatorów zdrowych słodyczy wśród czytelników bloga i postanowiłam podzielić się przepisem. Bazą jest gorzka czekolada , różne orzechy, zmielone i trochę suszonych śliwek. Masę dopełniają płatki owsiane, które kiedyś dawno wykorzystywałam do słodkich szyszek.

ZDROWE KULKI ORZECHOWE Z CZEKOLADĄ

  • gorzka czekolada 100 g
  • łyżka masła i dwie mleka
  • łyżeczka kakao do pieczenia
  • pół szklanki zmielonych orzechów
  • około pół szklanki owsianych błyskawicznych
  • kilka suszonych śliwek
  • opcjonalnie- szczypta cynamonu

Orzechy ( miałam włoskie, nerkowce, laskowe i migdały ) obieramy i mielimy w blenderze . W rondelku do mleka dodajemy masło i połamaną gorzką czekoladę, mieszamy aż się rozpuści, pod koniec dorzucając kakao . Gotujemy chwilę, by wszystko się dobrze połączyło . Wrzucamy płatki – jeśli używamy płatków owsianych zwyklych, nie błyskawicznych, to gotujemy je kilka minut , dokładnie mieszając – przy błyskawicznych nie jest to konieczne. Potem dorzucamy zmielone orzechy i posiekane drobno suszone śliwki . Jeśli masa nie jest na tyle gęsta, by ją formować , dorzucamy jeszcze płatków. Robimy kulki za pomocą łyżeczki , albo turlając w ręce. Po wystudzeniu trzymamy w lodówce lub chłodnym miejscu.

Smaczne wyszły , różne orzechy dodały im ciekawego smaku, suszone śliwki go lekko przełamały. Polecam amatorom zdrowych słodyczy.

Smacznego i zdrowych, radosnych Świąt Wielkanocy !

Makaron szpinakowy z serem i zieleniną

makaron szpinakowy z serem i zieleniną

Na pierwszy dzień kalendarzowej wiosny chcę pokazać coś w wiosennych kolorach. Inspiracją stała się akcja „Zielono mi” prowadzona przez Gosię z Trochę Innej Cukierni od lat na 17 marca – w tym roku to już trzynasta edycja. Szpinakowy makaron w pięknym zielonym kolorze zrobiłam z prostymi dodatkami – serkami smakowymi pokrojonymi w kostkę i zieleniną z ogrodu- są tu zarówno zioła jak i młode chwasty, które tej wiosny dość szybko wyszły z ziemi. Makaron szpinakowy z serem został doprawiony dobrym olejem rzepakowym tłoczonym na zimno i prażonym sezamem – dopełniły smaku. Ot, taki lekki wiosenny posiłek w optymistycznym kolorze, dobry na cieplejszą wreszcie pogodę za oknem.

MAKARON SZPINAKOWY Z SEREM I ZIELENINĄ

  • pół opakowania makaronu szpinakowego ( miałam wstążki )
  • kawałki serów o wyrazistym smaku
  • świeże zioła ( miałam szałwię, oregano, bluszczyk kurdybanek i miętę)
  • młode chwasty ( liście mniszka, czosnaczka , podagrycznika i pokrzywy)
  • po łyżce dobrego oleju lub oliwy na porcję
  • prażony sezam lub inne ziarna do posypania

Makaron gotujemy al dente, odcedzamy. Zioła i młode chwasty myjemy dokładnie ( najlepiej na sitku pod bieżącą wodą), pokrzywy warto sparzyć wrzątkiem, by pozbyć się ich parzących właściwości.

Na talerzu ukladamy zielony makaron, posypujemy go kawałkami serów, takich, jakie lubimy . Można wykorzystać przy okazji resztki z lodówki i zrobić z tego danie zero waste. Polewamy dobrym olejem ( ja miałam rzepakowy tłoczony na zimno), dorzucamy umytą zieleninę i na koniec posypujemy prażonym sezamem lub na przyklad pestkami dyni czy słonecznika albo orzeszkami.

Danie jest lekkie , wiosenne – dobry makaron nie wymaga wielu dodatków . Zioła i młode chwasty to teraz najlepsze witaminy, warto je sobie zapewnić podczas wiosennego przesilenia.

Smacznego !

Sałata z surimi i rzodkiewką

sałata z surimi i rzodkiewką

Zrobiło się trochę cieplej , każdy ma ochotę na lżejsze, wiosenne jedzenie. Ja najbardziej lubię lekkie sałatki na bazie sałaty w winegrecie , ze smacznymi i kolorowymi dodatkami. Jeśli sałatka jest samodzielnym daniem, chętnie dodaję do niej coś konkretnego – tutaj to były sery i paluszki surimi. Już kiedyś zauważyłam, że do tych ostatnich kolorystycznie pięknie pasuje rzodkiewka, a smakowo daje fajny kontrast delikatności i chrupkości. Do sałaty dodaję teraz liście kapusty pekińskiej, bo jest na nią sezon , poza tym są mało kaloryczne . Prócz tego to, co mam w lodówce , szafkach i na parapecie – tu dorzuciłam zielony ogórek, czerwoną cebulę i szczypiorek.

SAŁATA Z SURIMI I RZODKIEWKĄ

  • kilka liści sałaty maslowej
  • kilka liści kapusty pekińskiej
  • 3-4 rzodkiewki
  • 4 paluszki surimi
  • kawałek zielonego ogórka
  • mała czerwona cebula
  • kawałki wyrazistych serów ( miałam podsuszony wiejski twaróg )
  • łyżka octu jabłkowego lub kwiatowego ( miałam z forsycji)
  • łyżka dobrego oleju lub oliwy
  • sól, pieprz z młynka, suszony estragon
  • szczypiorek

Umyte liście sałaty i kapusty pekińskiej osuszamy i układamy na talerzu. Dorzucamy pokrojony na półplasterki ogórek , plasterki rzodkiewek i czerwonej cebuli. Solimy lekko , dodajemy małe kawałki serów i paluszków surimi. Polewamy octem i olejem lub oliwą , posypujemy pieprzem z młynka , suszonym estragonem i świeżym szczypiorkiem i/lub koperkiem.

Sałatka jest świeża, wiosenna , łączy delikatne i wyraziste smaki i różne struktury. Skojarzyłam mi się trochę z kuchnią japońską ( jeśli zastąpimy sery tofu, to będzie jeszcze bardziej). Nie mogę się już doczekac wiosny, kwitnących wiśni w ogrodzie, dluższych i cieplejszych dni … Na prawdziwą wiosnę trzeba jeszcze trochę zaczekać, ale klimaty z Kraju Kwitnącej Wiśni można odnaleźć w  https://www.malajaponia.pl/ .

Nowalijek będzie coraz więcej, na grządkach odbijają po zimie zioła, będzie można robić coraz więcej świeżych, wiosennych sałatek.

Smacznego !

Bliny gryczane

bliny gryczane

Uwielbiam wszelkie drożdżowe dania, zarówno słodkie jak i słone . Bliny, wytrawne drożdzowe placuszki , robiłam już dawno, w początkach blogowej kariery, zainspirowana wpisem zaprzyjaźnionego blogera. Nie miałam wtedy gryczanej mąki i zrobiłam je z żytniej razowej. Teraz łatwiej jest kupić różne mąki a gryczana leżała sobie w szafce przywieziona kiedyś przez córkę i to jej właśnie obiecałam zrobić klasyczne bliny gryczane. Tydzień temu wpadła na kilka dni do domu (pracuje zdalnie) i wreszcie się zmobilizowałam, by usmażyć bliny . Jako dodatki wybrałam gęstą śmietanę, serek jogurtowy, wędzone brzuszki łososia i moje popisowe śledzie a’la łosoś. Wyszły pyszne , na obiad zjedliśmy je na ciepło a te, które zostały na zimno, przekrojone jak bułeczki , do kanapek.

bliny gryczane po usmażeniu

BLINY GRYCZANE

  • 25 g drożdży
  • 300 g mąki gryczanej
  • 200 g mąki pszennej
  • szklanka mleka
  • łyżeczka cukru, łyżeczka soli
  • 2 łyżki stopionego masła
  • 2 jajka
  • olej do smażenia

Najpierw zrobiłam zaczyn – drożdże pokruszyłam, roztarłam z łyżeczką cukru i 1/4 szklanki letniego mleka, posypałam łyżką mąki pszennej i postawiłam w ciepłym miejscu, by to wszystko urosło. W międzyczasie stopiłam i wystudziłam masło i rozbełtałam lekko jajka ( widelcem w miseczce). Do miski wsypałam obie mąki, dodałam sól. Mieszając drewnianą łyżką dorzuciłam wyrośnięty zaczyn, rozbełtane jajka i mleko , ubijałam to wszystko w misce , ukośnymi uderzeniami. Na koniec dodałam roztopione masło i wyrabiałam dalej, aż pojawiły się pęcherzyki powietrza a ciasto zaczęło odstawać od boków miski. Można sobie tę czynność ułatwić za pomocą robota z hakiem, ja wolę to robić ręcznie. Miskę z ciastem przykryłam ściereczką i postawiłam w ciepłym miejscu, by wyrosło i podwoiło swoją objętość – mnie to zajęło około 45 minut.

Smażyłam na patelni z niewielką ilością rozgrzanego oleju , kładąc ciasto łyżką i lekko je spłaszczając, bo mocno rośnie. Trzeba smażyć na średniej mocy palnika około 10-12 minut, z obu stron, by się zrumieniły i dosmażyły w środku ( najlepiej jeden przekroić po usmażeniu i sprawdzić, czy nie zostało surowe ciasto ). Ja to robiłam na dwie patelnie i w miarę sprawnie mi to poszło. Po usmażeniu odsączamy z tłuszczu na papierowych ręcznikach, bo choć nie smażymy w głębokim, to jednak trochę go zostaje. Z tej porcji wyszło około 20 blinów.

Jedliśmy bliny nie tradycyjnie z kawiorem ( takie czasy 😉 , tylko z inną formą ryb – wędzonym łososiem i moim śledziem a’la łosoś, kwaśną śmietaną i serkiem z odcedzonego jogurtu, posypane koperkiem lub tymiankiem i szczypiorkiem. Były pyszne i bardzo sycące, toteż trochę ich zostało i okazało się, że po przekrojeniu są świetną bazą na kanapki – zwłaszcza z serkiem , salatą i rybą . Muszę je częściej robić.

Smacznego !

Herbatka choinkowa z pigwą i jabłkiem

herbatka choinkowa z pigwą i jabłkiem

Zimą lubię komponować sobie różne naturalne i aromatyczne herbatki na bazie suszonych owoców, liści i innych fragmentów roślin. Są nie tylko smaczne, ale i pełne witamin , pomagają wzmacniac odporność w czasie, gdy jesteśmy narażeni bardziej niż w innych porach roku na różne infekcje. Pokazywałam już na blogu różne kompozycje , na przykład z dziką różą i liśćmi malin. Dodaję też do herbatek suszone skórki jabłek albo i ich plastry, które suszę latem. Niedawno zauważyłam nowy , ciekawy dodatek – gałązki drzew iglastych, których wielką zwolenniczką jest moja znajoma i guru odnośnie jadalnych roślin, Pinkcake. Wypróbowałam więc nową mieszankę i powstała herbatka choinkowa z suszonym pigwowcem i skórkami jabłek.

herbatka choinkowa z pigwowcem

HERBATKA CHOINKOWA Z PIGWĄ I JABŁKIEM

  • gałązka jodły lub innego drzewa iglastego
  • garść suszonych skórek z jabłka
  • kilka suszonych owoców pigwowca lub plasterków pigwy
  • wrzątek

Suszoną mieszankę najlepiej zaparzyć w czajniczku , zaczekać co najmniej kilkanaście minut i wlać część do filiżanki uzupełniając wrzątkiem. Można potem zaparzyć ją jeszcze raz, będzie bardziej aromatyczna. Ma słodko-kwaskowy smak od owoców i lekko ożywczy od iglastych gałązek, bardzo przyjemnie ją się pije i pięknie pachnie. Teraz, pod koniec karnawału, w czasach rozbierania domowych choinek warto sobie spróbować takiej mieszanki . Oczywiście gałązki trzeba dobrze umyć i potem osuszyć , bo pewnie trochę stały w domu 🙂 U nas w tym roku była jodła . Po rozebraniu choinki znika świąteczny nastrój, ale ostatnio zobaczyłam gdzieś coś, co może go przedłużyć na caly rok. To bardzo dekoracyjne i nowoczesne płytki jodełka , które położone na ścianie mogą nam pomóc utrzymać wyjątkowy nastrój przez okrągły rok.

Zimą warto sobie robić takie drobne i większe przyjemności, by poprawić sobie nastrój i odporność. Aromatyczne, naturalne herbatki nie muszą być zrobione z roślin suszonych latem , jabłka są dostępne przez cały rok a iglaste gałązki ciekawie nam wzbogacą smak i zapach zimowych napojów.

Smacznego !

Wege pasztet z grzybów i cukinii

wege pasztet z grzybów i cukinii

To przepis ze słonecznej jesieni, kiedy można było zbierać grzyby a w ogrodzie rosły jeszcze dorodne cukinie. Szukałam wtedy sposobów na wykorzystanie obfitych plonów warzyw i maślaków, które nie nadają się do suszenia. Cukinia ma delikatny smak a grzyby wyrazisty, więc pod tym względem dobrze się uzupełniają. Do jednego i drugiego pasuje cebula, więc najpierw grzyby podsmażyłam z cebulą, dodając potem cukinię i dusząc wszystko do miękkości. Przyprawy dobrałam tak, by smak był wyrazisty – przede wszystkim dużo pieprzu a także majeranek, tymianek i świeże oregano, prosto z grządki. Miałam finalnie upiec pasztet taj, jak ten, ale zastygł ładnie w formie na zimno i domownicy woleli go zjeść w takiej postaci. Kto nie chce jeść wersji wegańskiej , może wymieszać z jajkiem i zapiec, będzie super smakował.

WEGE PASZTET Z GRZYBÓW I CUKINII

  • średnia cukinia
  • kubek ugotowanych maślaków i/lub innych grzybów
  • duża cebula
  • olej do smażenia
  • sól, pieprz czarny i ziołowy
  • majeranek, ziola prowansalskie
  • świeże oregano i szałwia

Maślaki przed dalszą obróbką obrałam, umyłam i podgotowałam kilkanaście minut, odcedziłam. Na patelni z rozgrzanym olejem zeszkliłam pokrojoną w plasterki cebulę , dodałam odcedzone grzyby. Gdy się trochę poddusiły, dorzuciłam kawałki obranej i pozbawionej gniazd nasiennych cukinii. Doprawiłam solą, pieprzem czarnym i ziołowym, dusiłam dalej do miękkości skladników. Pod koniec dodałam świeże i suszone zioła, by zachować ich aromat. Masę grzybowo-cukiniową wystudziłam i zmiksowałam na gładko. Włożyłam do prostokątnej formy, by ją zapiec, ale nie zrobiłam tego od razu i okazało się, że pasztet zastygł – może nie na tyle, by go kroić, ale do nakladania porcji czy smarowania wystarczyło. Można spokojnie dodać nieco tartej bułki, posypać nią na wierzchu i zapiec ok. 20 minut w piekarniku, w 180 C. Kto chce, może też dodać wcześniej przed zapiekaniem do masy jajko. Ja robiłam pasztet w gorący, jesienny dzień i pominęłam te czynności, co nie odbiło się na smaku.

Pokazuję przepisy zrobione wcześniej, bo zrobiłam sobie małe wakacje. Nie jest to żadna duża kulinarna podróż, ale byłam na warsztatach kulinarnych, odwiedzam też muzea. Niektóre z nich są inetaktywne, ale w większości eksponaty prezentowane są w tradycyjny sposób, jak te z expozycja.info.pl . Lubię jedne i drugie a warsztaty inspirują mnie do poszukiwania nowych smaków i odtwarzania poznanych przepisów. Następnym razem pokażę coś aktualnego.

Smacznego !