Miesięczne archiwum: Październik 2019

Czekośliwka na dwa sposoby

czekośliwka

Ten pyszny dżem śliwkowy z dodatkiem czekolady obiecywałam sobie zrobić od kilku lat, ale inne zajęcia mi na to nie pozwalały. Dopiero w tym roku, gdy moje drzewo w ogrodzie uginało się od śliwek, prócz zwykłego dżemu, takiego, jak rok temu powstała też czekośliwka. To nie są węgierki, bo tych miałam niewiele, tylko letnie, pyszne i bardzo słodkie śliwki dojrzewające pod koniec lipca. Tak wyglądała pojedyncza gałązka a było ich wiele :

Najlepsze powidła i dżemy są z późnych węgierek, bo są najsłodsze i niewiele cukru trzeba do nich dodawać. Ja do swoich też nie dodawałam dużo, ale w pewnym momencie przesadziłam i dlatego druga wersja czekośliwki jest tylko z dodatkiem kakao, takiego jak do wypieków. Nam nawet bardziej smakowała, ale zacznę od tej tradycyjnej .

CZEKOŚLIWKA

  • 2 kg śliwek
  • ok. 1/2 kg cukru
  • ok. 1/3 szklanki wody
  • 30 dkg gorzkiej czekolady albo 30 g kakao
  • łyżeczka-dwie cynamonu

Czekośliwkę zaczęłam robić tak, jak każdy tradycyjny dżem, czyli od rozgotowania owoców z niedużą ilością wody i ich odparowania. Oczywiście najpierw pozbawiłam śliwki pestek , dzieląc je na połówki, bo tak się wygodniej gotuje. Gdy masa śliwkowa zgęstniała , dosypałam cukier i po wymieszaniu gotowałam na niedużym ogniu często mieszając . Gdy dzem odparował ponownie, wsypałam podzieloną na kwałki czekoladę, rozgotowałam i odparowałam jeszcze trochę ponownie, dodając cynamon do smaku. Jak czekośliwka wylana na zimny talerzyk nie rozlewa się naokoło, jest gotowa.

Druga partię robiłam kilka dni później, gdy śliwki były jeszcze bardziej dojrzałe i słodkie. To do tej części dodałam samo kakao ( i też cynamon), bo dżem był bardzo słodki. Przyznam, że nam też bardzo smakowała, może nawet ciekawiej, niż ta z czekoladą.

Po włożeniu do słoików na gorąco , zakręciłam je , postawiłam do góry nogami i przykryłam ręcznikiem. Niestety dwa słoiki się nie zamknęły i poszły od razu do deserów, na grzanki i na kanapki . Następnym razem lepiej je zapasteryzuję w garnku, jak dżem.

Smacznego !

Spotkanie Ludzi Myślących Sopot 2019 -relacja

zdjęcie zbiorowe z gośćmi specjalnymi -fot. Paweł Lęcki

O Spotkaniu Ludzi Myślących w Sopocie słyszałam od kilku blogowych znajomych. Chwalili jego niezwykłą, twórczą atmosferę i to zachęciło mnie, by w tym roku tam pojechać. Organizuje je Instytut Zdrowego Rozsądku, w tym osoby, które przedtem pracowały przy Blog Forum Gdańsk i przyznam, że znalazłam tam atmosferę pierwszego spotkania, w 2010 roku, kiedy blogsfera zaczynała się rozwijać i dyskutowano o roli blogera i jego misji. Od tamtego wydarzenia minęło sporo czasu, zarówno blogosfera jak i Internet sporo się zmieniły. Dlatego tematem najważniejszym teraz był problem coraz częstszego hejtu, fake newsów , braku porozumienia między ludźmi i co możemy zrobić, by to zmienić.

organizatorzy – Kuba Kaługa, Ida Mokwa- Kaługa i Marta Szadowiak

Zaczęła Marta Klimowicz, socjolożka internetu i nie było to rozpoczęcie optymistyczne. O tym, jak zatruty jest Internet przekonujemy się obserwując fale hejtu i kłótnie nie tylko na Facebooku i twitterze, manipulacje fake newsami. Poza tym anonimowość w komentarzach pod wiadomościami daje ludziom poczucie bezkarności i wywołuje pokłady nienawiści. Najczęściej żródłem tych zachować jest bezmyślność. Gdy zastanawialiśmy się nad remedium pojawił się temat edukacji i coraz gorszego jej poziomu. Nie zdążyłam zabrać głosu w dyskusji, więc napiszę tutaj – każdy, kto ma dzieci nie powinien liczyć tylko na edukację szkolną i to, że ukształtuje ona młodego człowieka. Takich rzeczy , jak logiczne myślenie, uważność, empatia , szacunek dla innych – musimy nauczyć dzieci w domu i to już od początku. Dla dzieci trzeba znaleźć czas, rozmawiac z nimi , słuchać tego co mówią, odpowiadać na pytania, pozwalać na kreatywne zabawy , mimo, że jest przy tym bałagan, dawać przykład samemu- choćby czytając książki. Nie piszę tego sobie a muzom, wypraktykowałam to z powodzeniem na trójce swoich dzieci.

Nie zdążyłam też dodać, że ja sama jestem przykładem pozytywnego działania Internetu. Od czasu gdy młodsza córka założyła mi bloga ( ponad 11 lat temu) moje życie zmieniło się o 180 Stopni. Poznałam wielu wspaniałych ludzi, nawiązałam przyjaźnie, zaczęłam jeżdzić na różne spotkania i wydarzenia . Odzyskałam pewność siebie.

przerwa na kawę, Teatr na Plaży, fot. Paweł Lęcki

O tym , jak otwierać głowy i przełamywać utarte schematy przekonaliśmy się podczas warsztatów kreatywnych z Przemkiem Staroniem ( nauczyciel roku 2018) i Jędrkiem Sołowijem. Podzieleni na grupy zrobiliśmy burzę mózgów wymyślając podczas 15 minut 100 pomysłów na to, jak zmusić ludzi do myślenia . Zadanie miało nam uzmysłowić, co czujemy podczas takiej pracy. Ja czułam się w żywiole działając bez ograniczeń, grupa przyjęła moją sugestię by nie liczyć pomysłów, bo szkoda na to czasu i w rezultacie mieliśmy ich chyba najwięcej. O tym, jak sie te pomysły weryfikuje dowiedzieliśmy się poznając metodę kapeluszy de Bono.

Jak wiele złego stało się od poprzedniego roku mieliśmy okazję przekonać się podczas rozmowy z gośćmi specjalnymi, prezydentami Gdańska i Sopotu ( na pierwszym zdjęciu) . Spotkanie miało tytuł : jak być lustrem, gdy się jest celem . Pani Aleksandra Dulkiewicz opowiadała o tym ile hejtu spotykało jej poprzednika i jak mawiał „to się źle skończy”. Niestety skończyło się tragicznie a i jego następczyni ma niełatwe zadanie. Powiedziała, że czasem zbywa niedorzeczne zarzuty śmiechem lecz siła rażenia niektórych przytłacza ją niemalże fizycznie. Trudno jest pełnić swoje obowiązki pod taką presją, ale oboje starają się i mimo wszystko nieźle dają sobie radę. W Sopocie byłam ostatnio z 10 lat temu, sporo się zmieniło.

O tym, czy za przyczyną internetu trafiamy znów do językowej jaskini opowiadała autorka bloga Mówiąc inaczej , Paulina Mikuła. Jej zdaniem nie jest tak źle, wprawdzie operujemy często skrótowcami i zwrotemi angielskimi, ale tymi ostatnimi inaczej. Nie są one jak dawniej prostymi zapożyczeniami, ale ewoluują i wzbogacają język. Staje się on bardziej plastyczny i dostosowany do epoki, jednak warto pamiętać o jego bogactwie i poprawności. Używanie zdań wielokrotnie złożonych moze być przyjemnością i przywilejem, mimo, że przy wpisie na blogu wyświetla się kiepski współczynnik czytelności i uwagi, że zdania są za długie… Jak widać, jestem tego samego zdania 😉

Na zdjęciu powyżej widać kawę w kubku termicznym – organizatorzy poprosili by zabrać je i bidony do wody ( w Sopocie spokojnie mozna pić kranówkę). Obik stoi moje ciasto, które tradycyjnie ze sobą zabrałam i poczęstowałam nim starych i nowych znajomych. Poza tym obiady, które dostaliśmy były wegańskie i w ekologicznych opakowaniach. Jak widać, ludzie myślący dbają o naturalne środowisko :

Jedną z fantastycznych osób, które poznałam była autorka fanpage Miluju i majuju – Vitia, która w doskonały sposób ilustrowała to, co się działo na scenie i widowni :

Następny dzień rozpczął się prelekcją i dyskusją z Jolą Szymańską o tym, czy Internet ma być czarno-biały, na przykładzie zdroworozsądkowego podejścia do katolicyzmu. Oto, jak zilustrowała to Vitia :

Potem były kolejne warsztaty kreatywne, na temat fake newsów i sposobów ich rozpoznawania. Prowadził je przedstawiciel Wojowników Klawiatury, mający wprawę w weryfikowaniu i wyjaśnianiu nieprawdziwych wiadomości. Najpierw rozróżnialiśmy prawdziwe i fałszywe wiadomości , potem ćwiczyliśmy w grupach konstruowanie tych drugich, by dowiedziweć się, jak łatwo jest manipulować. Przy dyskusji o tym, w jaki sposób je rozpoznawać po raz kolejny padło słowo : Myśleć – i weryfikować w kilku wiarygodnych źródłach . Niestety tych jest coraz mniej, a sprawa jest ważna. Dezinformacja wpłynęła juz na niejeden wynik wyborów, a i w obecnej kampanii politycy powołują się na fake newsy, które czasem i po weryfikacji żyją własnym życiem…

Kolejnym gościem specjalnym była p. Elżbieta Tatarkiewicz- Skrzyńska, 95-letnia pełna wigoru i ciekawa życia osoba, bratanica prof. W Tatarkiewicza , uczestniczka Powstania Warszawskiego. Rozmawiała z nią Basia Grabowska.

Pani Ela opowiadała o tym, jak dawniej ludzie radzili sobie w trudnych sytuacjach. Wojna przerwała jej naukę, więc najważniejsze dla niej było tajne nauczanie, by zdać maturę i zdobyć edukację. Dopiero później dołączyła do konspiracji i przeszła szkolenie łączniczki i sanitariuszki. Cechy, wyrobione w sobie wtedy – odpowiedzialność, punktualność, wtażliwość na drugiego człowieka pozostały jej do dziś. Pięknie powiedziała o tym, że patriotyzm jest różny w zależności od sytuacji – to nie tylko walka czy uczestnictwo w ważnych dziejowych przemianach, ale też edukacja, praca czy troska o drugiego człowieka. Zapis rozmowy można odsłuchać tutaj . Najstarszej prelegentce z dużym zaciekawieniem przysłuchiwała się najmłodsza uczestniczka – 7-letnia Marysia, która przyjechała z Supertatą .

Po tym spotkaniu przyszedł czas na podsumowującą dyskusję. Zadaliśmy sobie trudne pytanie – co możemy zrobić, by sprzeciwić się złu opanowującemu Internet i skierować go na dobre tory. Zadanie niełatwe i większość pewnie powie – co ja mogę, co my możemy. Jak powiemy, że nic się nie da, to nic się nie zmieni. Każdy z nas, mający jakąś przestrzeń w sieci może coś zrobić. Nawet ja, prowadząc blog kulinarny ( bo, mimo, że sporo piszę relacji, przepisy nadal tu dominują) . I tu wrócę do pierwszego Blog Forum Gdańsk – gdy zastanawiałam się, czy blogując mam jakąś misję , odkryłam , że tak : podając przepisy i okoliczności ich powstania zachęcam innych, by ugotowali cos dobrego, zebrali się razem przy stole i zaczęli rozmawiać. Może najpierw o jedzeniu a potem o życiu. Przy dobrym jedzeniu przyjemniej się rozmawia a w sytuacjach patowych można skierować uwagę na to, co jest na stole i zmnienić temat.

Ważne jest też, by wysłuchac zdania i argumentów osób, które mają inne poglądy. Nie dzielić na my i oni, starać się znaleźć punkty wspólne i pozytywy, od tego zacząć rozmowę. I przede wszystkim dawać przykład własnym zachowaniem. Drobne gesty i działania to kropla drążąca skałę , z kropel składa się ożywczy deszcz niosący zmiany.

przesłanie – autor Vitia maluje