Miesięczne archiwum: Październik 2017

Chałka drożdżowa na wernisaż Obrazków ahgsfds

chałka drożdżowa
chałka drożdżowa

Uwielbiam kreatywną kuchnię , pieczenie ciast czy robienie potraw związanych tematycznie z ciekawymi wydarzeniami. W ubiegłą niedzielę bohaterką pewnego wernisażu była drożdżowa chałka . Zacznę jednak wszystko od początku :

 

Jakiś czas temu moje dzieci podrzuciły mi adres zabawnego fanpage Zapisz obrazek jako ahgsfds. Rysunki jego autora są dowcipne, inteligentne i opierają sie na żartach słownych – jako była „pani od polskiego” nieco się wymądrzę – to dosłowna interpretacja stałych związków frazeologicznych ( np.paleta cieni, stroje galowe , kalendarz majów ) i w ogóle zabawa słowem na najwyższym poziomie, czyli to, co uwielbiam ja i moje dzieci. Jeśli ktoś czasem pobłądzi w zakamarki mojego bloga i trafi na Grażyna pisze, to zrozumie o co chodzi 🙂

Te obrazki zawsze poprawiają mi humor i  gdy zobaczyłam, że mają swoją wystawę i spotkanie z Autorem w Krakowie, od razu przyszedł mi do głowy pomysł podobnej imprezy w Poznaniu ( któreś z dzieci powiedziało mi, że twórca Obrazków tu mieszka).

Ugościła nas restauracja Pastela, której nazwa jest nieprzypadkowa. Asia, jej współwłaścicielka często organizuje tam wystawy i wernisaże zaprzyjaźnionych artystów, ale jak przyznała przy powitaniu, takich jak te – z Internetu – to jeszcze nie miała 🙂

 

Dodała też, że najbardziej rozbawiło ją to, że chałka, która na obrazkach stała się abstrakcją, została przeze mnie ponownie zmaterializowana :

 

Jak się okazało, nie tylko przeze mnie, bo jedna z fanek, Zuza, upiekła na spotkanie bezglutenową , by sama mogła też chałki skosztować 🙂

 

ma cudne oczka, jak ta z Obrazków 🙂

Teraz chwila przerwy w relacji na przepis, bo uczestnicy spotkania domagali się go . Dawno chałki nie robiłam a i wtedy nie była bardzo udana więc przepisu szukałam w sieci. W końcu postanowiłam wypróbować swoje drożdżowe ciasto do rogalików czy bułeczek a w zaplataniu posłużyłam się podstępem 🙂

CHAŁKA DROŻDŻOWA

Ok.1/2 kg  mąki pszennej

8 dkg  stopionego masła i 2 łyżki oleju

30 g drożdży

szklanka mleka

sok z połowy mandarynki

1 jajko i 3 żóltka

3 łyżki  cukru i łyżka z wanilią

szczypta soli

łyżka nalewki kwiatów dzikiego bzu ( lub innej)

mak do posypania

białko do smarowania

Najpierw roztarłam drożdże z łyżeczką cukru, dodałam letnie mleko ( 1/3 szklanki ), posypałam łyżką mąki i odstawiłam do wyrośnięcia. W międzyczasie stopiłam i przestudziłam masło ,  wymieszałam cukier  z jajkiem i żółtkami za pomocą trzepaczki.

Do miski wsypałam mąkę i sól, dodawałam stopniowo mieszając : wyrośnięty rozczyn, jajka z cukrem, resztę mleka, wyciśnięty z pomarańczy sok , olej i  stopione masło w temperaturze pokojowej. Wyrabiałam drewnianą łyżką, w międzyczasie dolałam nieco aromatycznej nalewki . Gdy ciasto zaczęło odstawać od brzegów miski i pojawiły się pęcherzyki powietrza, odstawiłam je w ciepłe miejsce na pół godziny do wyrośnięcia .

Wyrośnięte ciasto zbiłam drewnianą łyżką, by je odgazować i wyrzuciłąm na omączony blat. Wyrobiłam je jeszcze ręcznie, składając kilka razy , jak do chleba . Podzieliłam na 4 części i utoczyłam wałeczki o przekroju ok 3-4 cm i długości ok 30 cm ( jeden był nieco krószy). W przepisach widziałam zaplatanie z 5 części, ale ja umiałam pleśc warkocze ( nosiłam je do 5 klasy podstawówki a potem na studiach) tylko z trzech pasem.

 

Poradziłam sobie w sprytny sposób, kładąc krótszy wałek na dół jako bazę a na nim zaplotłam chałkę z trzech części. W ten sposób mogłam spodziewać się wyższej , niż takiej z samych trzech splotów 🙂 Aha, plotłam już na wysmarowanej blasze, na imprezę chałki były dwie .

Dumna, że ta część pracy mi się udała posmarowałam za pomocą pędzelka chałki białkiem i posypałam makiem. Właściwie powinna być kruszonka, ale nie chciałam sobie mnożyć stresu… Próbowałam bowiem nowy piekarnik…

Piekły się w 180 C około 45 minut, sprawdzałam patyczkiem, czy w środku są suche. W próbnej, pieczonej trzy dni wcześniej zrobiłam mały błąd, bo w miejscach splotów były miejscami lekko niedopieczone, więc teraz szczególnie na te fragmenty uważałam. Nie wyszły typowo piękne, splecione chałki, wyrosły mi zbyt puszyste, ale ja już tak mam z drożdżowym ciastem – wszystko mi wyrasta zazwyczaj zbyt bujnie 😉

Jak widać smakowało nawet najmłodszym fankom Obrazków 🙂 przekrój wiekowy na spotkaniu był bardzo szeroki, od wczesno nastoletnich do prawie senioralnych. Najwięcej było młodych ludzi , którzy ze znawstwem dyskutowali o historii internetowych memów 🙂

 

Autor Obrazków opowiadał najpierw wszystkim o swojej pasji i związanych z tym działaniach , potem odbyły się swobodne rozmowy przy kawie, chałce i drożdżowym placku , dla chętnych przy piwie . Ściany Pasteli pięknie wyglądają ozdobione Obrazkami 🙂

Kto chciał , mógł nabyć Obrazek od razu z autografem :

 

Szczególnie miłymi gośćmi były wokalistki zespołu w którym udziela się też Autor Obrazków , wypatrujcie ich w na muzycznych wydarzeniach nie tylko w Poznaniu 🙂

Okazało się, że moja pasja kulinarna po raz kolejny połączyła się z muzyczną i mogę tę relację dodać do blogowej kategorii Ciasto dla muzyka 🙂

Mnie ten wieczór naładował tak pozytywną energią, rozmowy z pełnymi humoru i skłonnymi do ciętych ripost fanami Obrazków naładowały mi akumulatory , co było mi bardzo potrzebne . Przy okazji zrobiłam fajne prezenty moim dzieciom, które całą trójką są wielbicielami talentu Admina Zapisz obrazek jako ahgsfds .

Obrazki jeszcze wiszą w Pasteli, kto chce może je tam zobaczyć a także zrobić prezent sobie i najbliższym. Może też upiec chałkę z mojego przepisu – przyjemnie jest materializowac abstrakcje 🙂

Do zobaczenia w Pasteli i na fanpage Obrazków 🙂

 

Smaki Wisły – Król Ziemniak i ptactwo


Taki widok na stole zastali uczestnicy jesiennych warsztatów Smaki Wisły. Tematem przewodnim były ziemniaki i ptactwo . Te pierwsze zobaczyliśmy …nawet w probówkach, bo tak się odtwarza niektóre odmiany w Instytucie Ziemniaka w Boninie. Były też te wykopane w blogerskim ogródku, dostarczone przez Europlant. Po zapoznaniu się z planem warsztatów poszliśmy na spacer po pięknym wilanowskim parku gdzie pani ornitolog opowiedziała nam o ptakach , które wykorzystywano do jedzenia nie tylko za czasów króla Jana III.

Dzień był piękny i spacer po parku, obserwowanie kaczek i słuchanie ciekawych opowieści było prawdziwą przyjemnością.

Potem poszliśmy do blogerskiego ogrodu , zobaczyć, jak rosną rośliny posadzone przez nas wiosną i pozbierać wykopane ziemniaki. O ich historii opowiadał „Król ziemniaka” :

Próbowaliśmy pysznej miechunki a nawet kwiatów nasturcji, skubaliśmy listki sałaty

Niektóre warzywa poszły na całość 😉

Ja uwieczniłam przemiłe spotkanie, z Moniką z bloga Kuchnia nasza polska – znamy się w sieci niemal od początków blogowania, od 8 lat i właśnie na warsztatach Smaki Wisły spotkałyśmy się pierwszy raz na żywo 🙂

Miałam i ja swoje 5 minut, a propos ziemnaików i potraw z nich – pokazałam przywiezioną dla koleżanek niezwykłą książkę kucharską, reprint Kucharza Wielkopolskiego i opowiedziałam o niej.

wielkopolski kucharz

Potem przyszła pora na warsztaty  pod wodzą Macieja Nowickiego

Oto jak potraktowane zostały gołębie :

Trzeba je było potem zszyć

Ja w tyle doglądam deseru – była to klasyczna bianka – ryż ugotowany na mleku i zmiksowany , w towarzystwie fig usmażonych w karmelu z winem i winogron :

Pokażę go na końcu, jak na deser przystało. Zacznę od kremowej zupy z prażuchą w formie kuli :

Dalej mięsiwo : gotowe już gołębie :

Nogi perliczki:

Była też pierś bażanta, wszystko podane z aksamitnym ziemniaczanytm puree i pieczonymi warzywami :

Na koniec nasz super deser , o którym już pisałam. Wszystko było pyszne, nauczyliśmy się wielu ciekawych technik i już nie mogę się doczekać listopadowych warsztatów.

 

Śledzie w oleju z kurkumą

śledzie w oleju z kurkumą
śledzie w oleju z kurkumą

O tym, że jestem fanką śledzi wie prawie każdy , kto zna mnie bliżej albo… czyta mojego bloga 🙂 Jest na nim sporo śledziowych przepisów , ale kolejne będą przybywać, bo lubię bardzo eksperymentować ze smakami . Tym razem przepis powstał w dość nietypowy sposób. Dowiedziałam się, że kurkuma z olejem ma wiele korzystnych właściwości prozdrowotnych, ale perspektywa konsumowania samego oleju z kurkumą nie wydała mi się pociągająca. Wpadłam więc na pomysł, by to połączenie wykorzystać jako zalewę i zrobiłam śledzie w oleju z kurkumą. Od siebie dodałam aromatyczny estragon, który bardzo pasuje do wszystkich ryb , a zwłaszcza do śledzi i nieco domowego octu jabłkowego.

ŚLEDZIE W OLEJU Z KURKUMĄ I ESTRAGONEM

3-4 płaty matjasów

1/2 szklanki dobrego oleju ( miałam rydzowy)

2-3 łyżeczki sproszkowanej kurkumy dobrej jakości

kilka gałązek estragonu ( może być szczypta suszonego)

łyżka dobrego octu ( miałam domowy jabłkowy)

Płaty śledziowe wymoczyłam do pożądanego smaku, zmieniając wodę co jakiś czas i pokroiłam na kawałki.

Kurkumę zmieszałam z olejem dokładnie w słoiku, dolałam ocet, dodałam estragon. Włożyłam do słoika kawałki śledzi , wymieszałam dobrze z zalewą, wstawiłam do lodówki. Powinny się „przegryżć” ze dwie doby, ale ja już spróbowałam ich po kilku godzinach, bo nie mogłam się doczekać. Smakowały mi bardzo, ale lepsze były jak już się dobrze przemacerowały w lodówce.

Mam nadzieję, że ich prozdrowotne właściwości sprawdzą się , może nawet poprawi mi się nastrój , który ostatatnio jest nieciekawy przy jesiennych szarugach. Może też poszukam sobie nowej lampki na biurko, takiej jakie są np. na importmania.pl .

Słoneczny kolor kurkumy nadaje śledziom ciekawy wygląd, który zachęca do ich spróbowania. Mam nadzieję, że jeśli je zrobicie posmakują Wam tak samo, jak i mnie 🙂

Smacznego !

Świeże soki robione domowym sposobem

W tym roku jabłka w moim ogrodzie nie dopisały, cieszę się więc teraz tymi, które kupuję na targu , z tych samych straganów od lat, bo wiem, że sprzedawane są z własnych sadów i ogrodów . Jadam je same, robię kompoty i musy do ciasta , ale chyba najbardziej smakują mi świeże soki z nich, zrobione za pomocą sokowirówki.

Pijąc świeże soki nie musimy się obawiać konserwantów czy sztucznych barwników, których możemy się czasem spodziewać w sokach kupowanych w sklepie. Możemy też sobie komponowac smaki takie, jak nam pasują – bardziej lub mniej słodkie, z orzeźwiającymi dodatkami.

Te soki, które są na zdjęciu są zrobione z moich jabłek wtedy, gdy było ich w ogrodze sporo. Każdy jest doprawiony inaczej.

Smak jabłka z miętą jest jednym z najbardziej orzeźwiających , jak dla mnie- ulubiony. Gałązki mięty wkładamy razem z jabłkami do sokowirówki, tyle, ile nam smakuje 🙂

Innym prostym i ciekawym dodatkiem jest cynamon, wystaczy sypnąć nieco mielonego do szklanki. Wpływa korzystnie na przemianę materii i dodaje aromatu.

Klasycznym dodatkiem warzywnym do soku jabłkowego jest marchewka, wzbogaca sok o słodycz i pożyteczny dla zdrowia karoten. Ja robię te soki w proporcji pół na pół .

Soki z jabłek i marchewki można robić przez cały rok, w sezonie jesiennym i zimowym dostarczają nam potrzebnych witamin i mikroelementów, wzmacniają odporność .

Warto spróbować takich soków zrobionych za pomocą sokowirówki, np. takiej, jakie mozna kupić na meru.pl . Są tam też wyciskarki do cytrusów, które w sezonie jesienno-zimowym są łatwiej dostępne i bardziej potrzebne ze względu na obecnośc niezbędnej dla podniesienia odporności na infekcje witaminy C.

Do soków z różnych owoców możemy dodawać warzywa korzeniowe czy zielone, zioła, kiełki. W ten sposób możemy np. „przemycić” dzieciom potrzebne organizmowi składniki z warzyw czy ziół, których osobno nie lubią zjadać, np. z bogatej w witaminę C natki pietruszki.

Natka pietruszki dodana wraz ze świeżym imbirem do soku z cytryny jest zalecana jako napój do picia od rana, zapewniający dobrą przemiane materii ( odchudzanie ) i podnoszący odpornośc na przeziębienia.

Z samym imbirem doskonale smakuje sok z pomarańczy. Możemy też dołożyć do niego listki świeżej melisy czy bazylii, to bardzo podnosi aromat.

Wracając do tematu sokowirówek – ja wykorzystuję je nie tylko do soków, ale i do robienia pulpy z owoców czy ziemniaków.

W czasach obfitości jabłek robimy w domu cydr na własne potrzeby, jego pierwszym etapem jest pulpa jabłkowa, którą wytwarzamy za pomocą sokowirówki – łączymy potem sok z wytłoczynami.

Dania z ziemniaków, które trzeba zetrzeć i odcedzić z soku , jak kartacze, cepeliny i szare kluski robi sie znacznie łatwiej, gdy ziemniaki przepuści się przez sokowirówkę. Dla mnie to o połowę mniej pracy. Teraz ziemniaki są najlepsze na takie smakołyki, więc sokowirówka będzie wykorzystywane nie tylko do świeżych soków.

Smacznego !

 

Pierś kurczaka w gyrosie pieczona w całości

pierś kurczaka w gyrosie
pierś kurczaka w gyrosie

Sposobów na podanie kurczaka jest wiele, są też zwolennicy jego części, tacy, co  wolą tylne części a inni przednie. Pierś kurczaka w gyrosie to coś dla amatorów tego drugiego. Nie jest łatwo przyrządzić tę część tak, by była soczysta , ja postarałam się najpierw zamknąć jej smaki obsmażając przyprawione mięso a potem piekłam je w niskiej temperaturze. Miałam całą, podwójną pierś kurczaka ważącego około 1, 700 ( dla mnie to najlepszy rozmiar, nie za duży, nie za mały), wraz z kością – stanowiła jedną zwartą całość , co ułatwiało sposób pieczenia .

PIERŚ KURCZAKA W GYROSIE PIECZONA W CAŁOŚCI

spora, podwójna pierś kurczaka z kością, bez skóry, najlepiej zagrodowego

sól, przyprawa do gyrosa

oliwa, bulion lub rosół do podlewania

trochę słodkiej papryki w proszku

olej do smażenia lub tłuszcz z kurczaka

Do przyprawy gyros dodałam nieco słodkiej papryki, bo takie są preferencje smakowe moich dzieci. Umytą pierś kurczaka natarłam solą , oliwą i przyprawą gyros z dodatkiem paparyki. włożyłam do lodówki na godzinę, by się zamarynowała.

Na patelni stopiłam nieco tłuszczu z kurczaka ( pierś miałam nie kupioną osobno, lecz wykrojoną z całego, zagrodowego ptaka) , dodałam nieco oleju i obsmażyłam mięso na rumiano a nawet lekko brązowo, z kazdej strony.

Przełożyłam do odpowiedniego naczynia i włożyłam do piekarnika na 140 C. Piekłam podlewając rosołem a potem wytworzonym sosem około godziny. Jak widelec wchodzący w mięso nie stawia oporu a wydobyty z piersi płyn jest przezroczysty, to znaczy, że mięso jest już upieczone.

Po wyjęciu z piekarnika pozwoliłam mięsu odpocząć , by soki w nim krążące nie wyciekły podczas krojenia. Potem odkroiłam mięso od kości i pokroiłam na grube plastry. Smakowało doskonale do ryżu , polanego sosem z pieczenia i surówki z sezonowych warzyw.  Mięso tak upieczone zachowało swoją soczystość , przyprawy nadały mu ciekawy smak i kolor.

Do pieczenia mięsa w piekarniku wykorzystałam nową brytfannę , a obsmażyłam je na patelni , którą jest jej pokrywka. To bardzo przydatne urządzenie, wprawdzie nie wymaga takiej dokładności i precyzji jak wyroby stalowe z mettec.com.pl , ale ma dużo zalet.

Smacznego !

 

Ciasto na podróż i alternatywny transport

Od ponad dwóch lat podróże kulinarne są stałym elementem mojego życia. Jeżdzę na różne warsztaty i spotkania kulinarne, gdzie gotuję, smakuję i rozmawiam o jedzeniu a potem o tym piszę na blogu. Rzadko kiedy korzystam z uprzejmości syna czy przyjaciół i jeżdżę  autem ( sama nie prowadzę). Niektórych to dziwi, ale ja doskonale daję sobie radę wykorzystując alternatywny transport. I przeważnie mam ze sobą w torebce jakieś ciasto, by poczęstować nim przyjaciół. Mam specjalne pudełko ( zdjęcie powyżej), w którym ciasta podróżują ze mną. Hasła dotyczące ekologii prezentowane w projekcie Punkt Krytyczny Fundacji WWF  Energia odNowa realizuję więc w praktyce. Przy okazji mam czas nadrobić zalgłe wpisy na blogu czy przygotować kolejne 🙂

Świadome korzystanie ze środków transportu jest bardzo ważne. W kolejnym odcinku serii projektu pokazany jest alternatywny transport, a tam można m.in. zobaczyć, co najbardziej szkodzi naszej atmosferze.

W jednym z projektów kulinarnych, w który jestem zaangażowana ( moje rodzime województwo, kujawsko-pomorskie, Zakole Dolnej Wisły) wykorzystana jest doskonała komunikacja z pobliskimi okolicami Bydgoszczy ( jak i samego miasta).  Z dworca Bydgoszcz Wschód, na który można dojechać i pociągiem i tramwajem dojeżdżamy wygodnym lokalnym pociągiem do jednej z pobliskich stacji a tam możemy się przesiąść na… bryczki, by dotrzeć do miejsca biesiady, malowniczego gospodarstwa agroturystycznego .  To się nazywa ekologiczna podróż kulinarna, prawda ? 🙂

W dużych aglomeracjach, gdzie żyje największy procent ludności warto korzystać z miejskiego transportu a przy dogodnej temperaturze i z rowerów . Miasta bardzo to ułatwiają. Ja jadąc  do Poznania dojeżdżam autobusem na pętlę szybkiego tramwaju i w ciągu 10 minut jestem w Centrum .

To właśnie w pobliżu Poznania produkuje się nowe, elektyczne autobusy, które mają za zadanie ograniczyć emisję spalin i dwutlenku węgla do atmosfery.

Jest też coraz więcej aut zasilanych prądem z miejscami , gdzie się je ładuje. W czasie postojów gromadzą energię na dalsze działanie. By auta elekrtyczne były na prawdę ekologiczne, powinny być zasilane energią odnawialną, na przykład z wiatru, bo inaczej będą jeździć „na węgiel”. Pociąga to za sobą potrzebę dalszych, konsekwentnych działań. Tym właśnie zajmuje się projekt Punkt Krytyczny realizowany przez Fundację WWF.

Na koniec wspomnę o cieście, które wędrowało ze mną okrężną drogą na Blogowigilię do Warszawy dwa lata temu, pociągami i autobusem. Na zdjęciu widać  jaka jestem zmęczona podróżą, ale jednocześnie szczęśliwa, bo udało mi się zjeśc ciasto wspólnie z blogowymi przyjaciółmi.

Warto pomyśleć zawsze o alternatywnym transporcie , wybierając się w podróż dłuższą czy krótszą. Jeżeli poradzimy sobie bez auta, zostawmy je , może spotka nas po drodze jakaś miła przygoda ?

Szakszuka z grzybami i cukinią

szakszuka
szakszuka

Szakszuka to potrawa z jajek wbitych w uprzednio podsmazone czy duszone warzywa. Klasyczna jest z pomidorami, ale w sezonie grzybowym postanowiłam pokazać taką na bazie podsmażonych podgrzybków. Dodałam do nich cukinię z ogrodu , pokrojoną tak, jak tutaj,  jedną z ostatanich z ogrodu ) i kolorową paprykę. Nie mam jeszcze praktyki, więc jajka nie „udusiły” mi sie w całości, tylko lekko rozlane, ale wszystko razem wyszło pyszne. Posypałam szakszukę szczypiorkiem i natką pietruszki, by dodac jej świeżości i koloru.

SZAKSZUKA Z GRZYBAMI, CUKINIĄ I PAPRYKĄ

kilka podgrzybków

cebula

pół młodej cukinii

pół czerwonej papryki

2 jajka

oliwa, masło, sól, pieprz

natka pietruszki, szczypiorek

Oczyszczone grzyby smażymy na oliwie z masłem w towarzystwie pokrojonej cebuli. Gdy juz będą prawie miękkie, dorzucamy pokrojoną w kostkę paprykę. Po chwili dorzucamy półplasterki cukinii , dusimy jeszcze chwlę, doprawiamy solą i pieprzem.

Wbijamy jajka i dusimy pod pokrywką az się zetną. Solimy je jeszcze lekko, posypujemy szczypiorkiem i natką pietruszki.

Zajadamy ciesząc się smakami jesieni. To doskonałe danie na pierwsze lub drugie śniadanie, zjedzone z kawałkiem chleba nasyci nas nie narażając na nadmiar kalorii .

Smacznego !

Cukinia marynowana na surowo do sałatki z serami

cukinia marynowana na surowo
cukinia marynowana na surowo

Wprawdzie w tym roku warzywa nie dopisały mi tak, jak w poprzednich latach, ale dyniowatych było trochę. Cukinia marynowana na surowo to mój pomysł, zrobiłam ją podobnie do ogórków, które zjadam na bieżąco w sezonie. Mam tak smaczne domowe octy, że używam ich gdzie tylko mogę , a teraz w sezonie najsmaczniejszych warzyw sałatki robię bardzo często. Młode, delikatne cukinie można spokojnie jeśc na surowo a marynowane w occie doskonale smakują. Moje domowe octy nie są zbyt mocne, więc do marynat rozcieńczam je wodą pół na pół.

CUKINIA MARYNOWANA NA SUROWO

młoda cukinia

sól

łyżeczka cukru

1/2 szklanki domowego octu

1/2 szklanki wody

Obraną i pokrojoną na cienkie plastry cukinię solimy tak, by puściła wodę. Po 15 minutach odcedzamy, zalewamy wodą z octem i cukrem. Po kilku godzinach jest gotowa.

Wykorzystałam ją do sałatki z dodatkiem serów od Marka Grądzkiego . Dodałam do niej też grzybki od lokalnych wytwórców, których poznałam latem :

Grzyby Niparko to przede wszystkim pieczarki w zalewie pomidorowej z rodzinnego przepisu i te, malutkie  dodałam do tej sałatki.

 

 

Natomiast grzyby leśne , też w zalewie pomidorowej były składnikiem staroświeckiej sałatki, którą pokazałam poprzednio :

Sałatkę z marynowaną cukinią , grzybkami i serami zrobiłam z dodatkiem rukoli z grządki i moich ulubionych podłużnych pomidorów.

SAŁATKA Z MARYNOWANĄ CUKINIĄ, GRZYBKAMI I SERAMI

garść rukoli

kilka pomidorów

marynowana cukinia

pieczona żółta papryka

kawałki serów – miałam Grądzkie z czarnuszką, suszonymi pomidorami i bazylią i brie

pieczarki w zalewie pomidorowej ( miałam od Niparko)

sól, szara czubryca, oliwa lub dobry olej

2-3 łyżki zalewy od marynowanej cukinii

listki fioletowej bazylii

Umytą i osuszoną rukolę posoliłam, ułożyłam na talerzu, na niej pokrojone pomidory, paprykę, sery , cukinię marynowaną i grzybki. Polałam olejem rzepakowym tłoczonym na zimno i zalewą od cukinii. Posypałam listkami bazylii i czubrycą.

Delikatna marynowana cukinia i grzybki ciekawie kontrastowały z ostrymi i wyrazistymi serami , reszta warzyw uzupełniła smaki. Całość wyszła pyszna, doskonała na jesienną kolację czy śniadanie.

Smacznego !