Miesięczne archiwum: październik 2015

Kulinarne koty – Ekipa Upichconej

kot upichcona3

 

Agnieszkę z bloga Upichcona poznałam w tym roku na warsztatach kulinarnych w Warszawie. Gdy opowiadałam o moim blogu i kocim cyklu, zgadałyśmy się na temat licznej kociej ekipy Agnieszki. Trochę to trwało, bo Aga była zajęta, ale dziś przedstawiam bohaterów ( a właściwie bohaterki)  jednego  z najbardziej „zakoconych” kulinarnych blogów. Oddaję głos jego autorce :

Jak koty pojawiły się w twoim życiu?

Uwielbiam koty! Wszystkie, bez wyjątku, duże, małe, puchate i sfinksiątka. Nieuniknione było zatem ich pojawienie się w moim domu.

Wszystkie moje dziewuchy nie są kupne tylko przygarnięte, w każdej z nich zakochiwałam się od pierwszego wejrzenia.

kot upichcona4

 

Pierwsza była Zuzia, którą niestety pożegnaliśmy, miała FIP, po paromiesięcznej walce z chorobą odeszła. O Zuzi mogłabym się rozpisać bez końca, nazywaliśmy ją koto-psem, ponieważ przejawiała mnóstwo zachowań z psiego gatunku, choć nigdy nikt jej nie tresował to reagowała na swoje imię, przychodziła na zawołanie, siadała, aportowała i spała wyłącznie w łóżku 😉

kot upichcona6

Po czasie stwierdziłam, że Zuzia powinna mieć towarzystwo i niedługo później pojawiła się u nas Kaśka (zwana również Kaszą – gdy psoci oraz Kejt gdy przejawia neurotyczne zachowania wybrzydzającej wszystko królewny). Kaśkę dostałam na Mikołajki, w miauczącym kartonie 😉 została zabrana z wiejskiej podwrocławskiej stodoły gdzie rządziło stado psów, miała 2 miesiące. Następnie pojawiła się Lucyna, którą adoptowałam z ogłoszenia internetowego. Lucyna jest Maine Coon’em z wadą genetyczną, dlatego ludzie postanowili ją oddać. Kochany puchacz 😉

kot upichcona10

Ostatnia kotka, która zagościła u nas na stałe to Gustawa – choć z początku była Gustawem 😉 Nasza wspólna historia zaczęła się dwa lata temu podczas lipcowego wieczoru. Stałam na balkonie u sąsiadki i sączyłam zielonego shejka. Nagle usłyszałam przeraźliwy płacz, myśląc, że to małe dziecko wychyliłam się zza barierki i ujrzałam kudłate 10 centymetrów, które rozpaczliwie kręciło się pod bramą osiedla. No nie mogłam nie zareagować, rzuciłam się biegiem po schodach a polne maleństwo od razu do mnie przylgnęło. Dopiero z czasem okazało się, że Gustaw jest jednak Gustawą 😉

kot upichcona8

Co w nich lubisz najbardziej?

Że nie są nudne i powtarzalne. Z Kaśką doskonale dogaduję się na odległość, bo dla niej mizianie jest jednoznaczne z gryzieniem, nie bardzo chyba rozumie, że te dwie kwestie się nie łączą i nie każdy człowiek gustuje w sadomasochistycznych zabawach 😉 Z Lucyną na odwrót, ciągle się przytula i chce być blisko. Za to Gustawa jest małym szogunem, jej głowę zaprzątają głównie dwie kwestie: papierowe klopsy i wołowina 😉

kot upichcona5

Co jada Twoje koty?

Obligatoryjnie suche ciasteczka a na śniadanko lub kolację frykasy: mięsna saszetka, lub rozmrożone mięso: pierś z kurczaka/wołowina.

kot upichcona9

Koty w kuchni

Są zawsze 😉 Lucyna ma nawet swoje hokerowe krzesło aby miała wgląd co aktualnie dzieje się na blatach, to dla niej największa radocha, fascynuje ją to! Kaśka jako wybrzydzająca królewna czeka aż jej pańcia czyt. służąca nałoży do michy i trzy razy zawoła „Keeeejt! Kolacja gotowa!” no a Gustawa gdy wyczuje rozmrażającą się wołowinę to zaczyna trening na długi dystans i kreśli ósemki między moimi nogami.

kot upichcona1
Najzabawniejsza historia

Hmm, nie mam najzabawniejszej historii, co dzień zdarza się coś co nas rozśmiesza i wzrusza. Zawsze bawi mnie gdy moje koty stoją na obrzeżu wanny i w kolejce czekają aż odkręcę kurek by mogły z zaczerpnąć ze świeżego wodopoju, porusza mnie widok gdy się wzajemnie myją i dbają o futra.
… to jak w komedii sitcom’owej – co dzień kolejny odcinek z udziałem publiczności 😉

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

kot upichcona7

Święto winobrania w Alzacji

wino swięto 11

 

Tym, czym dla nas są dożynki, tym w Alzacji jest Święto Winobrania . W krainie pokrytej winnicami to prawdziwe święto plonów. W tym roku miałam przyjemność uczestniczyć w takim święcie , dzięki wycieczce, którą wygrałam w konkursie kulinarnym .

winnica Marty

Zacznę od początku- winnic w Alzacji jest mnóstwo, sporo z nich można zwiedzać , degustować. Podczas wycieczki trafiliśmy na prowadzoną przez Polkę i jej męża, Francuza. Mogliśmy zobaczyć winnicę, trafiliśmy też po drodze na maszynową akcję naklejania etykiet i kapturowania butelek . Zajmowała się tym rodzina.

wina etykiety

 

Wina alzackie to przede wszystkim białe – ze szczepów Pinot Blanc i Pinot Gris. Czerwone nie są takie dobre , ale znane jest Pinot Noir w wersji czerwonej i łagodniejsze, różowe.

wino pinot noir

To czerwone piliśmy podczas degustacji kaczych przysmaków ( w tym doskonałego  foie gras), do dań na ciepło – konfitowanego udka i pieczonych plastrów piersi. Ale o kaczkach będzie w innej relacji, wróćmy do naszych baranów, czyli do wina.

wino pinot noir 1
Jego smak zależy miedzy innymi od podłoża, na którym rosną winorośle – poznaliśmy kilka rodzajów skał , które mają wpływ na zróżnicowanie smaków.

 

wina skały

 

Degustowaliśmy kilka rodzajów, potem mogliśmy dokonać zakupów. Ja chciałam sobie porozmawiać po francusku, więc trochę chodziłam własnymi drogami i w zabytkowym miasteczku Kayserbourg , z cesarskim zamkiem, znalazłam piwnicę , gdzie też można było zdegustować i wybrać sobie wina. Tu właśnie znalazłam m. in. Pinot Noir w wersji różowej.

 

winnica haas

 

W wystawie okiennej można było zobaczyć ofertę wraz z cenami :

 

winnica haas okno

 

Mieszkaliśmy  w Obernai, pięknym zabytkowym miasteczku, codzienną drogę z hotelu na parking do autobusu pokonywaliśmy przechodząc przez bramę w średniowiecznym murze.

mur obernai

W pobliskim Barr Święto Winobrania obchodzi się w szczególny sposób. W piątkowy wieczór byliśmy na imprezie z tańcami połączonej z wyborami miss. Jedliśmy gulasz z dzika ze spetzlami ( W Alzacji widać wiele niemieckich wpływów, ale jej mieszkańcy mocno podkreślają przynależność do Francji, o czy będzie więcej  w innej relacji). Do tego oczywiście miejscowy riesling. Wybrana tego wieczoru miss winobrania jechała w honorowej karecie podczas świątecznego korowodu w niedzielę.

 

wino miss

Oj, działo się, działo ! Z zaprzyjaźnionych partnerskich miasteczek przyjechały orkiestry dęte , ale takie, co nie tylko grają 🙂 Tu goście z Tyrolu  i partnerskiego miasta z  Niemiec :

wino swięto 1

wino swięto 2

A oto francuskie dawne pułki strzelców algierskich :

 

wino swięto 6

wino swięto 7

 

W tle „miejscowi” w malowniczych alzackich strojach. Nie brakło też polskiego akcentu- folklorystyczny zespół Wiosna , złożony z rodowitych Alzatczyków, którym podoba się polski folklor. Podobno maczało w tym palce kilku naszych rodaków mieszkających w tym rejonie od lat.

wino polski

Ale największe wrażenie zrobiła orkiestra i lansjerzy chorągwiami ( żonglowali nimi w powietrzu do rytmu) z włoskiego miasteczka Fiorentino, w strojach z epoki Renesansu :

wino swięto 3

wino swięto 4

 

wino swięto 5

Po południu ulicami miasteczka Barr przeszedł korowód orkiestr, konstrukcji kwiatowych, niesamowicie to wyglądało. Ja jeszcze przyuważyłam na rynku przygotowania wózka prowadzonego przez tradycyjne Bachantki 🙂

wino swięto 8

 

A oto migawki z korowodu :

wino swięto 9

 

wino swięto 12

 

Pięknie to wszystko wyglądało. Francuzi potrafią wspaniale świętować. Młode wino czy sok można było degustować do woli w pamiątkowych szklaneczkach , panowała swobodna atmosfera zabawy.

Ciekawa jestem porównania wrażeń z jesiennego wyjazdu z moją koleżanką, która w tym czasie korzystała w atrakcji oferowanych przez hotele karpacz. A dalsze części wspomnień z wyprawy do Alzacji , m. in z fantastycznej zabawy podczas Święta Kiszonej Kapusty czy z wytwórni lokalnych serów będą się sukcesywnie ukazywać na blogu.

wino swięto 14

Sok i mus jabłkowo-jeżynowy

JEZYNOWE

Kilkanaście dni temu byłam na wycieczce w pobliskim lesie i prócz czarnego bzu, który był celem mojej wyprawy znalazłam nieco jeżyn i zdziczałe trochę jabłka . Rosły na granicy lasu i parku, były podobne do szarej renety . Na surowo nie były ciekawe, dla mnie zbyt kwaśne, postanowiłam więc je wraz z jeżynami przerobić na sok i mus. Jabłka z jeżynami doskonale się komponują , jedno i drugie wyszło przepyszne .

SOK I MUS Z JABŁEK I JEŻYN

ok. 1,5 kg jabłek

ok 1, 5 szklanki jeżyn

ok 3/4 szklanki cukru

szklanka wody

Pokrojone na kawałki jabłka ( bez gniazd nasiennych ale ze skórką) i opłukane jeżyny wkładamy do garnka z wodą, dorzucamy cukier, mieszamy. Zagotowujemy i potem na mniejszym ogniu gotujemy około 10- 15 minut, aż jabłka zaczną się rozpadać.

Odcedzamy sok na sicie. Możemy go zapasteryzować w słoikach.

 

JEZYNOWE2

Owoce przecieramy dokładnie przez sito i otrzymujemy pyszny mus do ciast, deserów, owsianek czy na grzanki. Też go można pasteryzować. U mnie po soku ( piliśmy rozcieńczony) już nie zostało śladu, musu jest jeden słoiczek…

Przy okazji zbierania jeżyn przypomniały mi się wyprawy ze studenckich czasów, kiedy jeszcze korzystaliśmy z wrześniowego ciepła, braliśmy namioty, dmuchane materace i ruszaliśmy w plener. Gdy trafialiśmy na jeżynowe miejsca, mieliśmy zapewnione darmowe desery – wystarczyło przesypać je cukrem w turystycznym kubeczku 🙂 To zawsze były miłe niespodzianki.

Smacznego !

 

JEZYNOWE1