Miesięczne archiwum: wrzesień 2015

Dziennikarze degustują jagnięcinę

 

sery koludzkie1

Podczas ostatniego wakacyjnego weekendu wybrałam się znów w Zakole Dolnej Wisły, do uroczego gospodarstwa agroturystycznego Gzinianka , by uczestniczyć w jednej z kolejnych akcji promującej nizinną jagnięcinę. Autor jagnięcej uczty i największy entuzjasta promocji nizinnej jagnięciny , Piotr Lenart gotował tam dla grupy dziennikarzy uczestniczących w projekcie „Poznaj Kujawsko-Pomorskie”.

Na początku goście dostali do spróbowania danie ostatnio opracowane przez Piotra , specjalnie na konkurs na Święto  Baraniny w Ustroniu, gdzie wygrało z podobnym czeskim. Było  nieco w stylu Bizzare Food , jedzonego po ciemku w Dark Restaurant. Tym razem forma jego podania , w potrawce, była elementem zagadki . No, co to ?

 

jaja

Oprócz dań na ciepło były zimne przystawki, autorstwa Pani Ireny z Gzinianki – chleb, smalec, wędliny , pasztet

wedliny gzin

 

Poza tym masło, sery miejscowe i kołudzkie ( owcze), warzywa i owoce prosto z grządki

 

Muszę przyznać, że polskie sery mają się coraz lepiej, prawie każde gospodarstwo agroturystyczne wyrabia swoje – na zdjęciu powyżej ser dojrzewający z Gzinianki i wędzony owczy z Kołudy. O twarogach już nie wspomnę, doskonały z miejscowym miodem jadłam następnego dnia w pobliskim Pachotówku.

Dziełem wspólnym Gzinianki ( ciasto) i Piotra Lenarta ( farsz) były pyszne pierogi z jagnięcym farszem.Jednym z priorytetów w promocji jagnięciny jest zachęcanie do wykorzystania całej tuszki ( ja dzięki temu wygrałam konkurs na jagnięce menu). Stąd oprócz pierogów zupa na jagnięcych kościach, z miejscową kapustą , sezonowymi warzywami i solidnymi kawałkami podsmażonego mięsa .

Oprócz prezentowanej poniżej rolady z combra i pasa mięsa od żeberek ( podawanej tradycyjnie w miętowym sosie) były jeszcze doskonałe gicze i nie mniej smaczna rolada z łopatki.

 

rolada jagnieca

 

O walorach mięsa jagnięcego opowiadał Profesor Bronisław Borys, jak zwykle ciekawie i z pasją , Piotr Lenart uzupełniał praktycznymi informacjami o sposobach jego promocji. Dziennikarze ( z Bydgoszczy , Warszawy i Wrocławia) słuchali i degustowali ze smakiem, robili zdjęcia. To zapewne jedna z atrakcyjniejszych form poznania Kujawsko-Pomorskiego 🙂

Wieczorem zrobiło się chłodno, więc schroniliśmy się na dalsze rozmowy ( na  jedzenie już nikt nie miał siły ni miejsca ) do przytulnego wnętrza Gzinianki. Tu wszyscy docenili domowe nalewki Gospodarza, który okazał się moim „Rodakiem” z rodzinnego kujawskiego miasteczka 🙂

Mam nadzieję, że jagnięca uczta zapadła w pamięć dziennikarzom i będzie im się już  zawsze kojarzyć ze smakami mojego rodzinnego województwa .

toast

Pudding ryżowy z malinami i jabłkami

pudding jabłkowo-malinowy1

 

To jeszcze wspomnienie lata, jeden z licznych deserów z wykorzystaniem owoców z ogrodu. Puddingi ryżowe bardzo lubię, takie z dodatkami świeżych owoców najbardziej mi smakują. Często robię je też wtedy, gdy zostanie mi ryżu z obiadu. Ten jest nieco lżejszy, bo związałam go za pomocą samych białek. Wyszedł lekki i puszysty, dzięki dodatkom owoców bardzo orzeźwiający.

PUDDING RYŻOWY Z MUSEM JABŁKOWYM I MALINAMI

ok. szklanki ugotowanego ryżu ( najlepiej na mleku)
1/2  szklanki słodkiego musu jabłkowo-miętowego
2 białka
2 łyżki cukru
szczypta soli
1/2 szklanki malin
Białka utrzepałam  ze szczyptą soli. Maliny przesypałam cukrem, gdy puściły sok- rozgniotłam. Do ugotowanego, przestudzonego ryżu dodałam mus jabłkowy, maliny  z cukrem, cynamon, na koniec delikatnie wmieszałam  białka .

Piekłam ten pudding w okrągłej formie w piekarniku w 175 C około 25 minut, do „suchego patyczka”. Maliny i jabłka przygotowane z dodatkiem mięty  świetnie do siebie pasują, z ryżem w puddingu tworzą harmonijną i smakowitą całość. Jedliśmy go z dodatkiem jogurtu po wystudzeniu, bo były upały, ale w taki dzień, jak dzisiaj na pewno będzie smakował i na ciepło.

Gdy zabierałam się za robienie tego wpisu, miałam chwilę zdumienia… Kontrola dostępu do mojego laptopa to hasło, wpisywane przeze mnie mnóstwo razy . Odeszłam na chwilę od komputera , pojawiło się więc okienko – z zaznaczonymi kropkami liter hasła. Myślałam, że je wpisałam już odruchowo, nacisnęłam enter – a tu błąd i to nie z powodu włączonego Capslocka… Chwilę później ….kot mi przebiegł po klawiaturze i sprawa się wyjaśniła. Tylko skąd on wiedział, ile liter jest w moim haśle ? Aha, podobno koty to doskonali obserwatorzy 🙂

A ten pudding to Nuki  też podjadał, bo uwielbia wszystko, co z miętą 🙂

Smacznego !

 

pudding jabłkowo-malinowy

Lżejszy torcik węgierski

torcik węgierski2

 

Przez ostatnie kilka dni miałam wszystkie dzieci w domu i wykorzystaliśmy tę okazję, by awansem uczcić zbliżające się urodziny mojego syna, okrągłe z resztą 🙂 Specjalne okazje  wymagają ekstra oprawy, więc zrobiłam nieco lżejszą wersję tortu węgierskiego, który w naszej rodzinie uświetnia ważne uroczystości.

Wersja jest lżejsza ze względu na masę – jest nie mniej smaczna , ale uproszczona i nie tak bardzo pracochłonna. W tej chwili to dla mnie ważne, bo wakacje miałam bardzo intensywne i właściwie nie bardzo kiedy miałam odpocząć, zwolniłam więc tempo  by złapać nieco oddechu…

LEKKI TORCIK WĘGIERSKI

Biszkopt taki, jak tutaj

500 ml śmietanki 30 %

2-3 łyżki cukru-pudru

2 łyżki żelatyny i 1/4 szklanki mleka

2 łyżki kakao

wiśnie z alkoholu

tarta czekolada do posypania, galaretka do ozdoby

Biszkopt po wystudzeniu przekroiłam na dwie części i pierwszą z nich włożyłam z powrotem do tortownicy i zamknęłam.

Żelatynę namoczyłam w kilku łyżkach wody na pięć minut. Zalałam mlekiem i wstawiłam do mikrofalówki na 300 W , na minutę. Zamieszałam intensywnie, wstawiłam jeszcze na kilkanaście sekund, wtedy już dobrze się rozpuściła.

Śmietankę z cukrem-pudrem ubiłam na sztywno, dodałam rozpuszczoną żelatynę, wymieszałam dokładnie. Podzieliłam na dwie części, do jednej dodałam kakao i odcedzone z alkoholu wiśnie.

Tę część rozłożyłam na pierwszej połowie biszkoptu, nałożyłam na nią drugą. Wierzch posmarowałam białą masą, którą wyrównałam i ozdobiłam wiśniami z syropu oraz galaretką malinowo-porzeczkową. Wstawiłam tort do lodówki, zastygł bardzo szybko.

Nie mam zdjęcia całego tortu, bo jedliśmy go przed wyjazdem Solenizanta i jego siostry więc nie było czasu na fotografowanie. Nie mogłam też w pośpiechu znaleźć łopatki do tortu, mam nadzieję, że nie zniknęła przy okazji niedawnych porządków w kuchni… jeśli tak, to poszukam nowej na https://www.bellodecor.com.pl/kuchnia/akcesoria-do-kuchni. Torcik smakował nam nie mniej, niż klasyczna wersja. Na pewno zrobię go jeszcze nie raz, może też z małymi modyfikacjami – jest doskonały na specjalne okazje.

Smacznego !

 

torcik węgierski1

Wspomnienie z IX Festiwalu Dobrego Smaku w Poznaniu

ryby gotowanie

 

Tegoroczny Festiwal Dobrego Smaku w Poznaniu przeszedł pod znakiem uporczywego upału. Właściwie oprócz warsztatów mu towarzyszących niewiele widziałam. Jak się wybierałam na Rynek, rozpętała się burza, po której wracałam pięć godzin do domu, bo drzewa zwaliły się na tory… Na wieczorne imprezy , mimo zapisów na konferencji prasowej nie dostałam się, trafiwszy na…listę rezerwową . Sporo czasu spędziłam też na indywidualnym blogerskim projekcie.

Relację festiwalową zdominują więc zdjęcia i wspomnienia z warsztatów w restauracji Toga. Pierwsze z nich, organizowane przez WWF dotyczyły ochrony wymierających gatunków ryb i propagowały dania z tych, które nie są zagrożone . Może zamiast się rozpisywać, wrzucę informację :

ryby a

Pod kierunkiem Sebastiana Gołębiewskiego robiliśmy przysmaki z ryb z „zielonym światłem ” : karpia, śledzia, makreli , czarniaka i dorsza .

Był chłodnik podany z wędzonym na miejscu dorszem i szyjkami rakowymi :

ryby chłodnik1

 

Do ryb były ciekawe dodatki, surówka z jabłek i selera, cukinia marynowana, fasolka…

 

 

ryby surówka ryby fasolka

 

ryby śledzieryby sledzie

 

Nauczyłam się kilku ciekawych technik, robienia zielonej emulsji szczypiorkowej, potem dekoracji z niej :

ryby dekoracja

 

Podpytywałam też młodego kucharza – pomocnika ( po stażu w kilku poznańskich restauracjach wybiera się do Norwegii) o różne ciekawostki 🙂

ryby gotujemy

A teraz dania , prawda, że pysznie wyglądają ?

 

ryby śledz

 

ryba dorsz

Atmosfera była bardzo sympatyczna, degustowaliśmy wszystkie dania wymieniając się doświadczeniami , mistrz Gołębiewski dawał przykład a na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia 🙂

ryby zbiorowe

 

Dzień później ( w ową burzliwą sobotę) od rana miałam przygody komunikacyjne. Dotarłam spóźniona i nadrabiałam pracą przy wydawaniu dań.

 

Miejsce i  prowadzący -tak samo , jak poprzednio, tylko tematem były zalety indyków ze zrównoważonego chowu i wołowiny Highland a organizatorem Agencja Rynku Rolnego. Jej dyrektor, pan Andrzej Bobrowski jak zwykle gotował z nami .

Podane według pomysłów Sebastiana Gołębiewskiego danie z indyka ( soczysta pierś  na sałacie w śmietanowym sosie) zaskoczyło niejednego uczestnika warsztatów swoją delikatnością.

 

indyk

 

Załapałam się na resztę pulled beef z niezwykle delikatnej wołowiny długo pieczonej, ciekawe było też danie na bazie polędwicy.

 

Jak już wspomniałam , upał hamował moje zapały do korzystania z festiwalowych atrakcji , a burza skutecznie mnie „uziemiła”. Po nocnych przygodach ( wracałam do domu częściowo autobusem zamiast pociągu) nie miałam już siły nadrobić tego w niedzielę.

Mam nadzieję, że za rok będzie korzystniejsza aura. Warsztaty jak zwykle będę miło wspominać, zarówno ze względu na atmosferę jak i na pyszne dania.

 

wołowina2