Miesięczne archiwum: Maj 2015

Noc Restauracji – jagnięcina w Pasteli

comber jagnięcy pastela

W piątek wieczorem podczas Nocy Restauracji w Poznaniu udałam się do restauracji Pastela , żeby spróbować specjalnie na tę noc przygotowanego menu. Najbardziej ciekawił mnie comber jagnięcy , bo niejako byłam przy początku tego pomysłu podczas imprezy promującej jagnięcinę. Na wieczór była przygotowana jeszcze zupa szczawiowa i pudding na piwie, więc aby sobie z tym wszystkim poradzić poszłam w towarzystwie Piotra z bloga Najsmaczniejszy.com.pl

szczawiowa pastela

 

Zupa szczawiowa była taka, jak lubię – nie za bardzo kwaśna, esencjonalna i o aksamitnej konsystencji. Podana była z jajkiem po benedyktyńsku, kiełkami i czarnuszką , wzmacniającą jeszcze aromat. Zastanawiałam się , co nadało zupie tak ciekawą konsystencję i od szefa kuchni Marcina Michalskiego dowiedziałam się, że to był młody seler wraz z liśćmi. Bazą zupy był wywar z kurczaka zagrodowego z dużą ilością warzyw. Piotr, który nie lubi zupy szczawiowej, tym razem zmienił zdanie, oceniając ją 10/10.

Danie główne , comber z jagnięciny nizinnej  ( z Kołudy, tam, gdzie też najlepsze gęsi) także było bez zarzutu.Doskonale przyprawione, miękkie, o pięknej różowej barwie i odpowiedniej konsystencji. Sos miodowo-piwny na miodzie gryczanym był zrównoważony, kwaskowy chutney z rabarbaru ożywiał danie a upieczony młody burak i soczewica uzupełniały całość.

W międzyczasie Asia, menagerka Pasteli ciekawie opowiadała o pracy restauracji, w której dania przygotowywane są tylko z dobrych jakościowo i świeżych produktów. Nie zawsze łatwo je zdobyć, ale jakość musi zawsze być zachowana. Marcin nie tylko opowiadał o tym, co robi, ale i pokazał na żywo, że puddingu ( czyli swojskiego budyniu ) nie gotuje się tylko z torebki, ale z jajek, mąki i mleka a tym razem nawet …piwa.

 

pudding pastela1

 

Ten pudding był ugotowany na wiśniowej Fortunie. Smakował inaczej, niż zwykły budyń, konsystencja podobna ale smak bardziej ożywczy – na pewno od piwa 🙂

Muszę przyznać, że wszystko mi bardzo smakowało, największe wrażenie zrobił na mnie doskonale przyrządzony jagnięcy comber. To mięso, zwłaszcza z polskiego źródła,  jest jeszcze mało popularne, a szkoda, bo jego smak jest nieporównywalny i warto go spróbować . Możliwości ciekawego przyrządzenia jest dużo.

Muszę dodać jeszcze, ze ogródek Pasteli jest bardzo ładnie urządzony i podczas ciepłego wieczoru , nawet przy padającym deszczu, przyjemnie się w nim spędza czas, zwłaszcza przy takim jedzeniu i pod fachową opieką ekipy Pasteli.

Jak wychodziliśmy, to zatrzymaliśmy się na chwilę rozmowy z przybyłymi właśnie na degustację nocnego menu dyrektorem  Agencji Rynku Rolnego Andrzejem Bobrowskim i Wiktorem  Wróblem  z Wielkopolskiej Akademii Kulinarnej. Ciekawa jestem ich wrażeń 🙂

 

Pastela Marcin

Kulinarne koty – ekipa Pauliny ze Smacznych przepisów

Pysio kot

Paulinę, autorkę bloga Smaczne przepisy poznałam internetowo, gdy szukałam kandydatek do kociego cyklu.  Na jej blogu najbardziej podobają mi się pomysłowe sałatki . Dziś opowiada o swoich kotach na własny sposób.

Nie pamiętam momentu kiedy pierwszy kot pojawił się w naszym życiu.
Mieszkam w podwarszawskiej miejscowości i odkąd pamiętam w domu czy na podwórku
mieliśmy po 4-6 kotów.
Najdłużej był ze mną Franek, bo prawie 18 lat.
Pojawił się w naszym życiu po tym gdy nasza kotka zaginęła.
Niestety jego pierwsze momenty nie były szczęśliwe.
Pojechałam po maluszka po tym jak koleżanka z pracy mojej mamy powiedziała jej,
że jej lekarka wyjeżdża z kraju, a ma kociaki do oddania których matkę zabił samochód.
Na miejscu okazało się, że są cztery maleństwa, 2 tego samego dnia miał ktoś zabrać,
a ja miałam dokonać wyboru którego zabiorę, a który trafi do schroniska gdzie jak
pewnie wiele osób zdaje sobie sprawę nie pożyje zbyt długo takie maleństwo.
Nie mogłam postąpić inaczej zabrałam oba.
Przywiozłam do domu autobusem w pudełeczku, a ich płacz towarzyszył mi całą drogę.
Kociaki nauczyły się szybko korzystać z kuwety i jeść same.
Niestety po dwóch latach Bubuś odszedł za Tęczowy most.
Pozostał Franek który mówiąc krótko był kocurem bardzo zazdrosnym i przytulaśnym.
Odszedł po prawie 18 latach na swoim posłaniu we śnie.
Strasznie przeżyłam jego odejście.

Smoczek kot
Krótko po tym zdarzeniu trafił do nas Pysio który ma teraz 5 lat.
Z racji tego, że z mężem dużo pracowaliśmy postanowiliśmy zadbać o towarzystwo dla niego.
Przez akcję na facebook’u znaleźliśmy Smoczka który był pod opieką Fundacji Azylu pod Psim Aniołem.
Smoczuś był kotem chorym po przejściach z częściowym paraliżem pyszczka, bez zębów, głuchy, jedna powieka non stop otwarta, drutowana szczęka i chore nerki, ale chcieliśmy mu pomóc.
Był ofiarą ludzkiego okrucieństwa, tyle wycierpiał.
Jego pojawienie się zeszło się w czasie z informacją o mojej ciąży którą w głównej mierze
przeleżałam, a ze mną moje koty Pysio i Smoczuś które się wręcz pokochały.
Smoczek był jeszcze bardzie przytulaśny od Pysia, non stop chciał być głaskany i siedzieć na kolankach.
Był u nas 2 lata. Tuż po narodzinach drugiego dziecka okazało się, że ma nowotwór pęcherza,
postępująca anemia i chore nerki zabijały do stopniowo.
Najgorszą decyzją jaką musiałam podjąć była ta o zakończeniu jego cierpienia.
Rozpacz straszna, łzy które płynęły i nie chciały się zatrzymać towarzyszyły mi długo.
Potrzebowałam czasu na pogodzenie się z losem.
Po kilku miesiącach znalazłam ogłoszenie o koteczce piratce do oddania w Warszawskiej koterii i tak Pinka trafiła do mnie -Pauliny.
Tworzy zgrany duet z Pysiem i towarzyszy moim dzieciom w psotach.
Jest koteczką miniaturką, bez jednego oczka, co jej w ogóle w życiu nie przeszkadza.
Dzięki temu, że cały czas wygląda jak 6-cio miesięczny kociak non stop jej z nim mylona, a przy naszym Pysiu którego rozmiary są pokaźne
wzbudza uśmiech na twarzy wielu osób.
Dzięki umiejętnościom moich kotów na parapetach nie mam żadnego kwiatka, bo miałam dość praktycznie codziennie rozpitych doniczek
które spadały gdy nasze koty robiły sobie gonitwę po całym domu nie zważając na nikogo.
Kwiaty które przeżyły te harce mają solidne duże doniczki, a dodatkowo są zabezpieczone woreczkami, by ziemi pozostawała w doniczce, a nie wszędzie obok.
Koty tak naprawdę są dopełnieniem naszej rodziny. Mają swoje legowiska oddzielone od psów których mamy 3 (2 suczki i psa wszystkie kundelki ze schronisk). Miseczki stoją ostatnio troszkę wyżej gdyż moje dzieci potrafią karmić koty na siłę i nie jest istotne czy chce im się jeść. Potrafią przyjść w nocy do łóżeczek dzieci i z nimi spać. Przytulić się pomruczeć.

Franek kot
Ponadto często „pomagają” mi w kuchni. Wysypią mąkę gdy robię ciasto albo coś innego zrzucą. Gdy robię zdjęcia potraw na bloga często się zdarza, że gdy jak ustawiam aparat to z blatu coś mi ucieka. Kwiatki w domu są nadgryzione. W łazience w wannie zawsze są kocie ślady,
bo przecież trzeba sprawdzić co tam jest, a poza tym woda z kranu jest najlepsza 😉
Nasze koty mają do dyspozycji cały dom wchodzą wszędzie tak samo wszędzie jest ich pełno.
Kiedyś irytować nas potrafiły nocne rajdy jak to nazwaliśmy gdyż zaczynały się po północy a kończyły po około 3 godzinach.
Ich wynikiem było to, że kociaki padały ze zmęczenia, a wadą i to poważną, że budziły nam dzieci jak były malutkie.
Teraz nawet nasze maluszki się przyzwyczaiły, że w nocy można słyszeć koci tupot dość głośny, bo koty trochę ważą.
Pomimo zapewnienia im odpowiedniej karmy którą kupujemy u weterynarza, by dbać o ich „linię”.
Tak więc nasze życie byłoby nie realne bez ich towarzystwa 😉

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .

 

Pinka kot

Makaron z grillowanymi szparagami

makaron ze szparagami

Trwa sezon na szparagi a mnie ostatnio zasmakowały najbardziej grillowane. Nie muszą być na ogrodowym grillu, te z patelni też są pyszne. Dodałam je do makaronu, jednego z wielkiej paki wygranej w konkursie Malmy. Nie robiłam konkretnego sosu, grillowane szparagi są tak smaczne, że nie trzeba wiele więcej – sypnęłam ciecierzycy z puszki, oliwek, suszonych pomidorów z zalewy, nieco czosnku a na wierzch natkę pietruszki. Olej lniany dopełnił smaku.

 

MAKARON Z GRILLOWANYMI SZPARAGAMI I CIECIERZYCĄ

paczka makaronu muszelki

pół pęczka zielonych szparagów

kilka wiórków masła

klika suszonych pomidorów z zalewy

2-3 ząbki czosnku

pół puszki ciecierzycy

po garści zielonych i czarnych oliwek

natka pietruszki

kilka łyżek oleju lnianego

pieprz z młynka

Makaron ugotowałam według przepisu, odcedziłam.

Szparagi po obcięciu końcówek położyłam na rozgrzanej grillowej patelni posmarowanej cienko olejem. Po kilku minutach przerzuciłam je i położyłam na nie trochę masła.Gdy zdjęłam szparagi, wrzuciłam na chwilę na patelnię  czosnek , potem odcedzoną ciecierzycę, tylko by się podgrzała.

Szparagi pokroiłam, dodałam do makaronu wraz z oliwkami,  ciecierzycą i olejem lnianym. Na wierzchu posypałam natką pietruszki i pieprzem z młynka.

Taka ‚minimalistyczna” wersja makaronu bardzo nam smakowała. Szparagi przygotowane w ten sposób są bardzo smaczne. Przymierzam się jeszcze do zrobienia kiszonych lub konserwowych ( tradycyjnych wielkopolskich). Latem będę miała gości z Francji, będzie okazja do spróbowania lokalnych specjałów. Przy okazji przypomne sobie język , działając jako tlumacz polsko francuski i w drugą stronę 🙂

Szkoda, że świeżych już nie będzie, bo te grillowane są niezwykle pyszne, nie tylko z makaronem.

Smacznego !

 

makaron ze szparagami1

 

 

Kajmakówka i trufelki z kajmakiem

kajmakówka

Ze słodkościami z kajmaku zapoznałam się blisko podczas niedawnych warsztatów Spiżarni Kujawsko- Pomorskiej. Tam też próbowałam pysznej kajmakówki , która smakuje nieco podobnie do znanego niektórym likieru na kukułkach. W oryginalnym przepisie są dodawane żółtka, ja jednak za wypraktykowaną radą kolegi dodałam zamiast nich nieco skondensowanego mleka, niesłodzonego. Jednak nie zrobiłam wersji na spirytusie, wolałam łagodniejszą, z wódką. Wariacji jest sporo, w zależności od upodobań można dodać więcej kajmaku lub alkoholu – ja przedstawię swoją , dość zrównoważoną .

KAJMAKÓWKA

1/2 litra czystej wódki

szklanka kajmaku tradycyjnego lub orzechowego

1/2 szklanki skondensowanego mleka, niesłodzonego

Kajmak miksujemy na najmniejszych obrotach z mlekiem. Dodajemy nadal wolno miksując alkohol, aż do dokładnego wymieszania się. Można pić  następnego dnia, ale im dłużej postoi, tym jest lepsza. Może się z czasem rozwarstwiać, jak ajerkoniak – wtedy pijemy „wstrząśniętą lub zmieszaną „.

Oprócz alkoholu zrobiłam też kajmakowe trufelki, a właściwie bajaderki, bo wykorzystałam resztę pokruszonego ciasta czekoladowego. Żeby było nieco zdrowiej, dodałam zmielone orzeszki i pestki słonecznika. Obtoczyłam je w kakao lub w białym sezamie.

trufelki z kajmakiem2

 

BAJADERKI Z KAJMAKIEM

około  szklanki okruszków ciasta czekoladowego

1/4 szklanki zmielonych orzeszków ziemnych i pestek słonecznika ( proporcje dowolne)

1/2 szklanki kajmaku

kakao i biały sezam do obtoczenia

Kajmak lekko rozgrzewamy. Dodajemy do niego zmielone orzechy i drobne okruszki ciasta, dokładnie mieszamy.Powinna być tak gęsta, by swobodnie można ją było kształtować, w razie czego dodajemy więcej kajmaku. Wkładamy wystudzoną masę do lodówki na godzinę. Po tym czasie wilgotnymi rękoma toczymy kulki wielkości włoskiego orzecha. Obtaczamy je w kakao lub  w sezamie albo, kto lubi w wiórkach kokosowych , rozsypanych na talerzykach.

Ci, co mnie znają, wiedzą, że robienie zdjęć nie jest moim ulubionym zajęciem. Nie znaczy to, że nie śledzę nowych trendów. Ostatnio czytałam dyskusję o podkładach imitujących beton. Otóż ja nie muszę takich kupować, bo mam do dyspozycji betonowy taras przy wyjściu do ogrodu. Szaroniebieski kolor tła podkreślają jeszcze odbite elewacje domu, w podobnej barwie. Tym razem pobawiłam się starając się uchwycić odpowiednie światło.

A trufelki były pyszne 🙂

Smacznego !

 

trufelki z kajmakiem1

 

Kujawskie lokalne produkty w drodze do europejskich znaków smaku – relacja z seminarium i warsztatów

stary młyn podpłomyki

W ubiegłą środę w towarzystwie Tomka,  specjalisty od kajmakowych słodkości udałam się do uroczego Starego Młyna , położonego nad dwoma jeziorami niedaleko Bydgoszczy , żeby wziąć udział w seminarium promującym lokalne produkty województwa Kujawsko-Pomorskiego.

Dzieła uzdolnionego cukiernika są na zdjęciu powyżej tłem do lokalnych powideł śliwkowych ze Strzelec Krajeńskich , a te placuszki je otaczające, to prawie moje dzieło. Prowadzący warsztaty Piotr Lenart dał nam zadanie wymyślenie produktu pasującego do powideł, padł pomysł naleśników, czegoś z serem białym, bo pasuje do powideł, w końcu zrobiliśmy ze znanym mi z poprzednich warsztatów pasjonatem kulinarnym Ryszardem placuszki a’la podpłomyki z gęstego ciasta naleśnikowego z dodatkiem mielonego białego sera. Uczestników seminarium było ponad 100 , więc usmażyłam ich  na prawie suchej patelni około 200, liczyć nie miałam czasu .

Przyznam, że mimo wielu pysznych ‚konkretnych” przekąsek i słodkości , podpłomyki z powidłami cieszyły się sporym powodzeniem i trzeba było uzupełniać zapasy 🙂

ser smażony

Powyżej wspomniane konkretne przekąski, rybne klopsiki (ze świeżych ryb złowionych w lokalnych jeziorach ) w octowej zalewie , pasztet z gęsi, solona i wędzona słonina ze świni złotnickiej, szynka z dzika. Obok wielkopolski ser smażony –      Pani Elżbieta Zawadzka, od strony praktycznej, jako osoba, która przyczyniła się do rejestracji „wielkopolskiego sera smażonego” przedstawiła aspekty rejestracji jak i bezpośrednie korzyści płynące z faktu rejestracji produktu.  Wykazała wprost, że produkt jest w ten sposób chroniony przed nadużyciami i oszustwami ze strony wytwórców używających zamienników do wytworzenia rzekomo tradycyjnego produktu.  Właśnie tematyce rejestracji lokalnych produktów było poświęcone seminarium. Zaprezentowano ich kilkanaście  i dyskutowano o sposobach ich promocji oraz o tym, które z nich mają szansę otrzymać jeden z Trzech Znaków Smaku . Oczywiście były też dania z tych produktów :

 

szynka z dzikażeberka z dzikakarkówka z dzikajabłka z porami

 

Lokalne dodatki – dynia słodko-kwaśna i śliwki w occie też szybko schodziły.

 

dynia

Mięso to dziczyzna od pobliskiego myśliwego, karkówka marynowana m.in w  musztardzie , szynka podana z sosem z żurawiny dosmaczona była kajmakiem , który zastąpił miód w marynacie. Do karkówki zrobiłam moje popisowe jabłka z porami w białym winie. Jak widać na powyższym zdjęciu , cieszyły się powodzeniem.

kapusta szmurowana

 

Regionalne przysmaki to m.in szałaputy – gołąbki nadziewane kaszą i tartymi ziemniakami , szmurowana modra kapusta z rodzynkami czy szandar – placek ziemniaczany pieczony na blasze , podany z sosem grzybowym.

szandar

Ugotowany na wędzonce ” ajntopf” degustowany był w plenerze . Do picia były soki jabłkowe a dla niezmotoryzowanych pyszne nalewki, z tą z kwiatów czarnego bzu na czele.

Z lokalnych produktów zainteresowała mnie biała kiełbasa w słoikach, bo sama taką robię a na blogu cieszy się dużym powodzeniem w wyszukiwarce.

 

biała kiełbasa słoiki

Przy takim jedzeniu dyskusje były ożywione, zalety  lokalnych produktów docenione i na pewno starania w celu uzyskania europejskich znaków smaku nabiorą dynamiki.

A ja spędziłam miły czas przy kreatywnym gotowaniu, sporo się nauczyłam i na pewno wykorzystam co nieco i pokażę na blogu.

 

stary młyn plener1

Wiosenne śledzie w oleju lnianym

śledzie wiosenne

Ci, co mnie znają, wiedzą, że bardzo lubię śledzie i szukam wciąż nowych sposobów na ich przyrządzenie. Olej lniany jako zalewa do śledzi doskonale się spisuje, a jeśli się go podostrzy musztardą, to smakuje jeszcze lepiej. Dodałam do zalewy wiosenne dodatki – dymkę ze szczypiorem i czerwoną cebulę oraz zielone ogórki. Z suszonych ziół wybrałam mój ulubiony do ryb estragon. O mało co nie zastąpiłam go cząbrem, bo nie mogłam go znaleźć, ale przypomniałam sobie, że wrzuciłam go do dosuszenia na kaloryfery łazienkowe. Dopełnił więc smaku zalewy.

ŚLEDZIE WIOSENNE Z OLEJEM LNIANYM I MUSZTARDĄ

3-4 filety typu matjas

3/4 szklanki oleju lnianego

1/2 czerwonej cebuli

dymka ze szczypiorem

pół zielonego ogórka

płaska łyżeczka suszonego estragonu

łyżeczka musztardy

pieprz z młynka

Śledzie płuczemy i moczymy w wodzie do pożądanego smaku . Kroimy na kawałki.

Kroimy cebulę i ogórka w drobną kostkę, szczypiorek grubo siekamy, dosypujemy pieprz  i estragon, dodajemy musztardę, mieszamy dokładnie. Dolewamy  olej, mieszamy ponownie.

Śledzie w słoiku przekładamy warzywami z zalewy , na koniec wlewamy jej resztę. Wstawiamy do lodówki na co najmniej 24 godziny.

Olej lniany ma specyficzny , lekko orzechowy smak, wiosenne dodatki i musztarda go ożywiły i przyznam, że śledzie zniknęły ze słoiczka w błyskawicznym tempie, głównie za moją przyczyną.

Smacznego !

 

śledzie wiosenne1

Domowe kremówki krakowskie

kremówka

Przepis na domowe kremówki krakowskie zauważyłam na blogu Moja kawiarenka. Zrobiłam je na początku maja, specjalnie dla córki maturzystki ( już jest po wszystkim : ) Tak, jak w przepisie pana Tadeusza wykorzystałam gotowe ciasto francuskie, bo wolałam skupić się na kremie. Ten zrobiłam z połowy porcji, zachowując wszystkie proporcje.

DOMOWE KREMÓWKI KRAKOWSKIE

pół l mleka z zapasem

6 żółtek

8 dag pszennej mąki

7 dag mąki kartoflanej

2 łyżki cukru z wanilią

12 dag cukru

1/2 kg ciasta francuskiego

cukier-puder do posypania

Ciasto francuskie ( 1/2 kg) rozwałkowałam na wielkość blaszki ( 40 na 26 cm) i upiekłam w 180 c do zrumienienia. Przekroiłam je na pół i wystudziłam.

Według zaleceń pana Tadeusza w garnku o grubym dnie utarłam żółtka z cukrem na biało. Dodałam obie, wcześniej wymieszane ze sobą mąki. Szybko mieszając, cienkim strumieniem wlałam zagotowane z dwoma łyżkami cukru mleko.

Niestety, mimo, że mleko było wrzące, krem mi się nie zagęścił od razu, tylko podczas gotowania, bo powstały krem trzeba kilka razy zagotować, by pozbyć się posmaku surowej mąki.  Mimo mieszania powstały grudki, które musiałam potraktować trzepaczkami miksera. Udało się, masa była gładka. Potem, bardzo ostrożnie i mieszając, zagotowałam krem jeszcze dwa razy.

Na wystudzonym cieście rozsmarowałam ciepłą masę, przykryłam drugą warstwą. Posypałam cukrem-pudrem po wierzchu.

Kroiłam ostrym nożem z piłką. Większość kremówek została zjedzona przez córę i jej przyjaciółkę. Mnie też smakowały. Muszę teraz zrobić te z dodatkiem bitej śmietany.

Smacznego !

kremówki

 

 

 

 

Wątróbka drobiowa w winie ze śliwkami

wątróbka w winie

Bardzo lubię drobiowe wątróbki i staram się je przyrządzać na różne sposoby. Klasyczna z cebulką, z jabłkami i porem- nasza ulubiona i podpatrzona u koleżanki w piwie – to tylko niektóre wersje. Tym razem miałam do dyspozycji wątróbki z indyka i postanowiłam je potraktować w specjalny sposób. Wykorzystałam czerwone wino a żeby ożywić i dopełnić smak szukałam czegoś na dodatek. Odbyła się szybka inwentaryzacja szafki i znalazłam tam suszone śliwki – to mnie naprowadziło na dodatek nutki cynamonu i łagodnego ziołowego pieprzu.

WĄTRÓBKA DROBIOWA W CZERWONYM WINIE ZE ŚLIWKAMI

ok. 1/2 kg wątróbek z indyka

pieprz ziołowy, cynamon ( szczypta)

kilka suszonych śliwek

łyżka jasnego sosu sojowego

1/2 szklanki czerwonego wina

olej do smażenia

Wątróbki po wymoczeniu w wodzie i oczyszczeniu osuszyłam papierowym ręcznikiem – suche się ładnie smażą a nie duszą , a na takich  mi zależało. Włożyłam je na patelnię z rozgrzanym olejem i smażyłam kilka minut na średnim ogniu, dodając łyżkę sosu sojowego, pieprz ziołowy i cynamon, aż ładnie zbrązowiały. Dodałam wino i suszone śliwki, dusiłam na małym ogniu przez kolejne kilka minut .

Aromat przyciągnął domowników i wywołał zdziwienie, że to „tylko ” wątróbka. Zniknęła w szybkim tempie w towarzystwie ziemniaków oraz  surówki z kiszonych ogórków i buraczków z cebulą i papryką.

Smacznego !

wąrtóbka w winie 1

Placuszki jogurtowe z miętą

placuszki jogurtowe z miętą

Bardzo lubię miętę jako przyprawę, zarówno do dań słodkich jak i do mięsa. W placuszkach naleśnikowych z dodatkiem sera czy jogurtu sprawdza się doskonale, ożywia smak i nadaje im świeżości. Szczególnie smakują takie placuszki podczas upałów, jedzone też  na zimno.

Miętę do ogródka wysadziłam z kupionej w sklepie doniczki kilka lat temu. Rozrosła się od tego czasu tak, że dochodzi już pod drewniane drzwi garażu, ale ja się tą jej bujnością nie martwię. Ścięłam już trochę do ususzenia, dodaję świeże gałązki do napojów, posiekane i utarte z cukrem listki do deserów. Tzatziki z jej dodatkiem to ulubiony letni sos moich dzieci. O  mohito w wersji vergin lub klasycznej nie wspominając…

PLACUSZKI JOGURTOWE Z MIĘTĄ

Ok. 1, 5 szklanki mąki

2 jajka

szklanka  jogurtu naturalnego

łyżka posiekanych lisków mięty

Płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Olej do smażenia

łyżeczka  cukru i szczypta soli

Jajka roztrzepałam sola i cukrem. Dodałam mieszając jogurt,  miętę  i mąkę z proszkiem . Ciasto powinno mieć konsystencję gęstego naleśnikowego i nabierać się dobrze łyżką. Jeśli jest za gęste, można dodać nieco mleka.

Na rozgrzanym oleju smażyłam niewielkie owalne placuszki, najpierw pod przykryciem, gdy się ścięły na wierzchu, odwracałam i dosmażałam bez przykrycia. Odsączałam na papierowych ręcznikach.

Jak już wspomniałam, wyszły pyszne , orzeźwiające . Można je spokojnie zabrać na wiosenny lub letni piknik.

Smacznego !

 

placuszki jogurtowe z miętą1

Kulinarne koty – Mimka z Gotowanie, czyli hobby dla każdego

kot-1a

Monikę, jedną z autorek bloga Gotowanie , czyli hobby dla każdego poznałam podczas poszukiwań  kandydatek do kociego cyklu na blogerskiej grupie. Prowadzi blog z siostrą  Mimi , która fotografuje i …krytykuje. Efekty tych wspólnych działań są bardzo smaczne, eksperymenty z mięsem i warzywami przypadły mi bardzo do gustu.  Dziś opowiedzą Wam parę słów na temat najbardziej szalonego kota na świecie.

 

Jak kot pojawił się w Twoim życiu?

Od zawsze chciałyśmy mieć jakieś zwierzątko w domu. Na początku miałyśmy rybki, ale długo u nas nie gościły. Myślałyśmy o psie, ale niestety w okolicy nie ma żadnych parków, a my nie mamy dużo czasu.

W końcu padło na kota. Przez dobrych parę miesięcy myślałyśmy o kociaku, aż w końcu przypadkiem mama zauważyła kota do przygarnięcia w naszym zoologicznym. Spontanicznie uznałyśmy, że „raz kozie śmierć” i tak się pojawiła Mimka w naszym domu.

Od razu zauważyłyśmy, że nie jest to spokojny, domowy kociak, tylko potrafi w mig roznieść naszą chałupę.

kot-4a

 

Co w nim lubisz najbardziej?

Mimka jest kotem zmieniającym swoje oblicza. Potrafi galopować jak koń, polować jak lew, czy też pozować do zdjęć jak prawdziwa modelka. To jest chyba w niej  najbardziej urzekające.

Gdy wyciągamy aparat, od razu robi dziwne miny do obiektywu, pozuje, wchodzi w kadr. Gdy nie wychodzi nam zdjęcie jedzenia, Mimka zawsze pomoże i zdjęcie z nią jest o wiele bardziej wesołe. 🙂

Niestety też na nas poluje. Gdy przechodzimy przez pokój, stoi przyczajona i od tyłu atakuje. Przez to mamy rany na nogach, na rękach, ale to jest w niej najbardziej charakterystycznego. Bez polowań Mimka nie byłaby Mimką.

 

kot-3a

Co jada Twój kot?

Nasz kot niestety gustuje w mokrych karmach z wyższej półki. Nie przejdzie żadna tania karma, nawet jej nie tknie. Ale za to jak wyjmiemy mięso z lodówki, od razu staje się milutkim koteczkiem, a jej mina przypomina kota w butach ze „Shreka”. No jak jej nie dać tego kawałeczka mięsa? 🙂

Gdy już chwyci mięsko w zęby, od razu leci na kraniec domu z podniesionym do góry ogonem, aby nikt jej przypadkiem go nie ukradł. Taki to podejrzliwy kotek.

Ale chyba najbardziej lubi witaminki… Czasem kupujemy jej jako przekąskę, a jedna tabletka przypada na jeden dzień. Niestety jak wstajemy rano, opakowanie jest otwarte, a wszystkie witaminki zjedzone. Po prostu szaleje na ich punkcie!

 

kot-6a

Koty w kuchni

Mimka od zawsze krząta się z nami w kuchni, a jak się otworzy lodówkę, to pojawia się znikąd. Interesuje ją głośna mikrofalówka, gorący piekarnik, potrafi się wpatrywać przez naprawdę dłuugi czas. Oczywiście najważniejsze w kuchni jest jedzenie – zawsze udaje jej się wyżebrać coś malutkiego.

 

kot-5a

 

Najzabawniejsza historia

Ciężko jest wybrać jedną, jest ich naprawdę dużo. Chyba najbardziej zapadła nam w pamięć historia z drukarką. Gdy drukowałyśmy coś, nagle przybiegała swoim galopem do pokoju i rzucała się na drukarkę. Wyciągała strony, rwała je, próbowała wsadzić tam łapki. Miała oczy pełne obłędu, jakby spotkała UFO. Już nie raz zdążyła nam się historia porwanych i pogryzionych kartek w szkole. A niestety wymówka „kot mi pogryzł” średnio przechodzi w szkole.

kot-2

Mimka jest bardzo nietypowym kotem, ale za to jakim zabawnym. Pomimo polowań i dziwnych zachowań na zawsze zostanie naszym kochanym kotkiem. 😉

Dziękuję za rozmowę 🙂

Cały cykl Kulinarne koty można zobaczyć tutaj .