Miesięczne archiwum: Październik 2011

Sernik stracciatella

 

Kiedy zobaczyłam ten sernik u Szarlotka, wiedziałam, że go zrobię. Pyszny, aksamitny, z kawałkami czekolady w środku – kusił mnie bardzo. Poza tym chciałam wypróbować, czy zrobiony z dodatkiem całych jajek nie opadnie mi tak, jak serniki z ubijanymi osobno białkami. Prawie się udało, jednak mi trochę opadł – pewnie dlatego, że w ferworze przygotowań źle odczytałam przepis i dodałam 2, 5 łyżki maki kukurydzianej, zamiast łyżeczki…

Przepis nieco zmieniłam, mam trochę większą tortownicę , wzięłam więc więcej sera- tak około 60 dkg i dodałam jedno jajko więcej. Z efektu jestem zadowolona i mam zamiar zrobić go jeszcze, tym razem z odpowiednia ilością mąki !

 

SERNIK STRACCIATELLA

 

Spód

4 łyżki miękkiego masła

3 łyżki drobnego cukru

2 łyżki kakao

150 ml mąki pszennej (100g)

Masa serowa

4 łyżki cukru pudru

2, 5 łyżeczki mąki kukurydzianej ( dałam te nieszczęsne 2, 5 łyżki…)

2 jajka ( dałam 3, średnie)

450 g śmietankowego sera ( dałam ok 600 G)

1 łyżeczka cukru waniliowego

50 g gorzkiej czekolady ( pokruszyłam 3/4 tabliczki)

Składniki na spód zmiksowałam na mokra kruszonkę i rozprowadziłam, nie ugniatając na dnie wysmarowanej tortownicy ( 26 cm średnicy).

Cukier-puder wymieszałam z mąką kukurydzianą. Jajka z serem zmiksowałam w misce i dodawałam stopniowo cukier z mąką. Na koniec łyżką wmieszałam pokruszoną czekoladę i wylałam masę na spód.

Piekłam w temperaturze 150 C około 80 min- gdy sernik się zrumienił , odstawał od boków, wyłączyłam piekarnik i studziłam przy uchylonych drzwiczkach. Jednak opadł, ale nie tak wiele, jak moje poprzednie . Nie jest tak imponujący, jak ten  Szarlotka. Próbowaliśmy go kilka godzin po upieczeniu, ale zdecydowanie lepszy był następnego dnia. Musze go powtórzyć, nie popełniając błędu z mąką i wtedy porównam smak. Może jeszcze zmniejszę temperaturę pieczenia do 140 c … Ten bardzo nam smakował do podwieczorkowej kawy.

Smacznego !

 

 

Batoniki kukurydziane z żurawiną

Pałętały mi się po szafce płatki kukurydziane, na które nikt nie miał ochoty. Postanowiłam je wykorzystać, żeby zrobić coś słodkiego. Bazą był przepis na domowe szyszki, które robiłam przeważnie z płatków owsianych, czasami mieszając je z kukurydzianymi. To stary przepis, z czasów kiedy czekolada była na kartki, co wyzwalało inwencję w produkcji domowych słodyczy.

Dodałam do nich suszoną  żurawinę i trochę wiórków kokosowych, dla aromatu wlałam łyżkę wiśniówki.

 

DOMOWE BATONIKI KUKURYDZIANE Z ŻURAWINĄ

 

1/2 kostki masła

1/2 szklanki cukru

1/4 szklanki mleka

3 łyżki kakao

ok. 1, 5 szklanki pokruszonych płatków kukurydzianych

łyżka mąki ziemniaczanej

2 łyżki suszonej żurawiny

3 łyżki wiórków kokosowych

łyżka wiśniówki

Masło, mleko cukier i kakao rozpuściłam w misce w mikrofalówce, na 500 W, około 4 minut. Potem zmniejszyłam moc na 400 W i pogotowałam jeszcze 5 minut. Można to zrobić w garnku, najpierw rozpuścić na średnim ogniu, potem pogotować mieszając kilka minut na małym.

Do gorącej polewy wrzuciłam wiórki kokosowe, żurawinę i posypałam mąką ziemniaczaną energicznie mieszając. A to dlatego, żeby masa była bardziej spójna. Do każdej domowej polewy czekoladowej też dodaję mąkę ziemniaczaną, bo to zapobiega jej pękaniu na cieście i nadaje połysk.

Do tej masy wrzucałam stopniowo pokruszone płatki kukurydziane, mieszając, aż nabrała stałej konsystencji i czekolada połączyła się z płatkami. W międzyczasie wlałam wiśniówkę dla aromatu. Włożyłam to do plastikowych pojemników po ciastkach, żeby nabrało odpowiedniego kształtu. Zostawiłam do wystudzenia w temperaturze pokojowej, potem wstawiłam do lodówki.

Podałam pokrojone na prostokąty. Batoniki były bardzo smaczne , cieszyły się sporym powodzeniem i szybko zniknęły, musiałam się spieszyć ze zrobieniem zdjęć, bo ledwo zastygły, już miały amatorów. Dodaję je do akcji tanie gotowanie, bo to faktycznie niedrogi sposób na domowe słodycze.

Smacznego !

 

Bitki wieprzowe w chińskich smakach

Jedną z moich ulubionych książek kucharskich jest stare wydanie „Kuchni chińskiej” Katarzyny Pospieszyńskiej. Bardzo lubię korzystać z tych przepisów. Robiąc ostatnio bitki wieprzowe sięgnęłam do  jednego z nich – na marynatę do mięsa. Podstawowym jej składnikiem jest sos sojowy a dla wzmocnienia aromatu dodaje się łyżkę czystej wódki, co powoduje, że mięso juz w trakcie przyrządzania wydziela niezwykle kuszący zapach.

 

 

BITKI WIEPRZOWE W CHIŃSKICH SMAKACH

 

Ok. 1/2 kg wieprzowiny ( miałam chudą  karkówkę)

3 łyżki sosu sojowego

łyżeczka imbiru

sól, pieprz czarny i ziołowy

łyżka czystej wódki

łyżka mąki ziemniaczanej

średnia cebula

szklanka bulionu lub rosołu

olej do smażenia

Mięso kroimy w plastry i lekko rozbijamy. Posypujemy solą ( ostrożnie, bo sos sojowy jest słony). Z sosu sojowego , wódki, imbiru i pieprzu robimy marynatę, obtaczamy w niej mięso i wkładamy do lodówki na co najmniej pół godziny.

Po wyjęciu marynaty mięso obtaczamy w mące ziemniaczanej i smażymy na rozgrzanym oleju, do silnego zrumienienia z obu stron,  w towarzystwie pokrojonej na piórka cebuli . Potem dusimy do miękkości, podlewając od czasu do czasu niewielką ilością bulionu.

Dzięki mące ziemniaczanej bitki mają lekko chrupiącą skórkę. Powstały sos możemy zagęścić niewielka ilością mąki ziemniaczanej rozbełtanej w zimnej wodzie.

Jak już wspomniałam, były bardzo aromatyczne, dodatek wódki do marynaty nie tylko wzmacniał zapach ale też i smak. Zjedliśmy je z ryżem i surówką.

Smacznego !

 

Pasta kabaczkowo-paprykowa do makaronu z grillowaną dynią i suszonymi pomidorami

Dziś Światowy Dzień Makaronu i wymyśliłam z nim danie o nazwie bardziej skomplikowanej, niż sam przepis… Ale zacznę od pasty. Na początku października zebrałam ostatnie kabaczki. Jeden jeszcze sobie jest, mam na niego koncepcję ale brakuje czasu. Największy pokroiłam na kawałki i po zblanszowaniu zamroziłam z paskami papryki – będzie na zimowe leczo z cebulą i pomidorami z puszki.

Z połowy dorodnego kabaczka , jednego z ostatnich, zrobiłam pastę podobną do ajwaru – z dodatkiem papryki, pomidorów i aromatycznych przypraw.

 

PASTA KABACZKOWO-PAPRYKOWA A’LA AJWAR

 

1/2 kabaczka bez środka

dwie czerwone i żółta papryka

papryczka chlili ( czerwona)

3 dojrzałe pomidory

oliwa do smażenia

sól ziołowa, pieprz czarny, ziołowy i kolorowy

papryka słodka i wędzona

Na rozgrzaną oliwę włożyłam pokrojoną na paski paprykę i smażyłam kilka minut mieszając. Potem dodałam obranego, pozbawionego części z nasionami i pokrojonego kabaczka. Gdy to się smażyło, dodałam przyprawy, żeby się wymieszały i wydzieliły aromat. Sól dodałam na końcu, razem ze sparzonymi, obranymi i pokrojonymi pomidorami  – wtedy wrzuciłam też pozbawioną nasion papryczkę chili. Pomidory puściły sok, więc dusiłam wszystko do miękkości i odparowania soku z pomidorów. Wystudziłam i zmiksowałam, sprawdziłam, czy nie trzeba doprawić.

Jedliśmy tę pastę jako dodatek do serów i wędlin albo prosto na kanapki.

 

 

Dziś została wykorzystana do makaronu :

 

MAKARON Z GRILLOWANĄ DYNIĄ, SUSZONYMI POMIDORAMI I PASTĄ KABACZKOWO-PAPRYKOWĄ

 

25 dkg makaronu kokardki

kawałek dyni

kilka suszonych pomidorów

cebula

oliwa + łyżka od suszonych pomidorów

3-4 łyżki w/w pasty

trochę wody od makaronu

sól, pieprz czarny i ziołowy, tymianek, szałwia, słodka papryka

Makaron ugotowałam według przepisu. Kawałki dyni obtoczyłam w oliwie z przyprawami( z dodatkiem tej od suszonych pomidorów) i położyłam na wysmarowaną cienko oliwą patelni grillowej w towarzystwie krążków cebuli. Po kilku minutach przewróciłam i położyłam obok kawałki suszonych pomidorów.

Gdy dynia była miękka, zdjęłam ją wraz z cebulą na talerz, oliwę i pomidory na patelni zdeglasowałam kilkoma łyżkami wody od gotowania makaronu , dodałam pastę i zrobiłam niby-sosik.

Wymieszałam go na talerzach z makaronem, dodałam dynię. Smaki były zharmonizowane, dynia dzięki przyprawom i grillowaniu zyskała wyrazisty smak. Całość całkiem niezła. Dodaję mój makaron do Festiwalu Dyni.

Smacznego !

 

 

 

Pizza z papryką na ziołowym cieście

 

Dawno nie robiłam pizzy. Kiedy się zastanawiałam, jaką zrobić, pomyślałam o smakowitych chlebkach drożdżowych z ziołami, które robiłam ostatnio i postanowiłam spróbować dodać ziół bezpośrednio do wyrabianego ciasta.  Jako podstawowy dodatek na wierzch wybrałam paprykę, którą ostatnio zakupiłam na targu w sporej ilości – jest specjalny stragan z papryką na naszym targu,  gdzie można sobie wybrać czego dusza zapragnie, a „Pan Paprykarz” jest bardzo pomocny i sympatyczniejszy od tego znanego niedawno z mediów…

Pizza z ziołami i podsmażoną z cebulą papryką wyszła rewelacyjnie i była jedną z najlepszych, jakie zrobiłam.

 

PIZZA Z PAPRYKĄ NA ZIOŁOWYM CIEŚCIE

Ok. 1/2 kg mąki pszennej
30 g drożdży
1/2 szklanki mleka

1/2 szklanki letniej wody
3 łyżki  oleju
1 jajko
łyżeczka cukru
łyżeczka soli

Łyżka majeranku, łyżeczka tymianku i zielonej czubrycy
szynka
boczek wędzony
pomidory

cebula
zielona, żółta i czerwona papryka

20 dkg startego żółtego sera

15 dkg duszonych pieczarek zamiast wędlin  na porcję wegetariańską

Drożdże roztarłam z cukrem, dodałam trochę letniego mleka, posypałam łyżką mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Do miski wsypałam pół kilo mąki, sól i wlałam wyrośnięty rozczyn. Dodałam jajko, olej , letnia wodę  i wymieszałam dokładnie. Wyrobiłam ciasto drewnianą łyżką, aż odstawało od brzegów miski. Postawiłam w ciepłe miejsce do podwojenia objętości ( około pół godziny).
W międzyczasie podsmażyłam na oliwie pokrojoną na plastry cebulę i paski papryki, dodając w trakcie smażenia pieprz czarny i ziołowy oraz słodką paprykę, dla wydobycia aromatu. Pokroiłam też na plastry szynkę i wędzony boczek. Pieczarki na porcję wegetariańską ( młodsza córka nie je też mięsa…) miałam gotowe w lodówce, tylko je odcedziłam z sosu. Starłam ser, pokroiłam na plastry pomidory.
Posmarowałam wyrośnięte ciasto oliwą i położyłam na nim plastry szynki, boczku,osobno  duszone pieczarki . Na to rozłożyłam podsmażone paski papryki z cebulą i  pomidory.

Piekłam w 200 C około 20 minut, dopiero potem posypałam żółtym serem, żeby się za bardzo nie spiekł i wsadziłam do pieca jeszcze na 10 minut. Po tym czasie ser się  stopił a boki przyrumieniły – pizza była gotowa.

Zjedliśmy ją z keczupem bazyliowo-czosnkowym i/lub domowym sosem czosnkowym z dodatkiem sałaty z pomidorami w winegrecie. Ziołowy spód okazał się rewelacyjny a dodatek podsmażonej papryki w nadzieniu bardzo ciekawy. Zniknęła błyskawicznie, chwalona przez domowników.

Smacznego !

 

 

 

Placuszki z gruszkami

 

Robię podobne placuszki z jabłkami, a teraz jest sezon na gruszki – jest ich pod dostatkiem na straganach i w sklepach, co mnie bardzo cieszy, bo gruszki lubię.  Postanowiłam więc urozmaicić menu i wykorzystać gruszki do placuszków naleśnikowych. Zmodyfikowałam nieco przepis na ciasto, dodając trochę stopionego masła i cukier z wanilią. Wyszły rewelacyjne !

 

PLACUSZKI NALEŚNIKOWE Z GRUSZKAMI

 

1, 5 szklanki mąki
2 jajka
szklanka mleka

łyżeczka cukru, szczypta soli
szklanka wody gazowanej

2 łyżki stopionego masła

3 gruszki

łyżeczka proszku do pieczenia
olej do smażenia

Jajka roztrzepałam z cukrem i solą, dodałam mleko i mąkę z proszkiem do pieczenia, ubijając lekko trzepaczką- rózgą. Na koniec dodałam stopione letnie masło i wodę gazowaną. Dodałam drobno pokrojone gruszki, wymieszałam dokładnie.

Smażyłam na cienkiej warstwie oleju, kładąc  łyżką na patelnię po kilka owalnych placuszków , najpierw pod przykryciem,  gdy spód się zrumienił a wierzch ściął, odwracałam i dosmażałam bez przykrycia.

Zajadaliśmy je z jogurtem , posypane cukrem albo bez niczego – były pyszne same w sobie. Rodzinka poprosiła o powtórkę w najblizszyn czasie, bo smakowały bardziej, niż te z jabłkami.

Smacznego !

 

Kurczak w marynacie jogurtowo-miętowej

Jakoś tak wyszło, ze pierwszy raz robiłam kurczaka marynując go najpierw w jogurcie i bardzo jestem z efektów zadowolona. Wybrałam mięso z górnych części udek kurczaka, pozbawionych kości, bardziej soczyste niż piersi a marynata jogurtowa jeszcze tę soczystość wzmocniła.  Marynowanie mięsa w jogurcie kojarzy mi się ze smakami Indii, dodałam wiec przyprawę curry a żeby było ciekawiej, dorzuciłam trochę świeżej mięty.

 

KURCZAK W MARYNACIE JOGURTOWO-MIĘTOWEJ

 

6 filetów z udek kurczaka

mały jogurt naturalny

2 łyżeczki przyprawy curry

1/2 łyżeczki pieprzu ziołowego

garść listków mięty

sól do smaku

Filety lekko rozbijamy, solimy, posypujemy pieprzem ziołowym i curry. Obtaczamy w jogurcie, dosypujemy rozgniecione listki mięty i wkładamy do lodówki na kilka godzin.

Ja je usmażyłam na posmarowanej lekko olejem patelni grillowej, usunąwszy najpierw nadmiar marynaty. Smażyły się dłużej, niż zwykle mięso na patelni grillowej, bo marynata stanowiła warstwę izolacyjną – tak po ok. 10 minut z każdej strony. Po zdjęciu mięsa z patelni zdeglasowałam ją rosołem i wytworzył się sympatyczny sosik – polałam nim ryż, który był oczywistym dodatkiem. Całość uzupełniła sałatka z zielonych ogórków z cebulą i koperkiem, która podkreśliła świeży, pachnący miętą i curry smak mięsa. O tym, ze było niezwykle soczyste, już pisałam.

Zdecydowanie marynowanie kurczaka w jogurcie stanie się jednym z moich nowych zwyczajów kulinarnych.

Smacznego !

 

Relacja z Blog Forum Gdańsk 2011 kulinarnym okiem

 

Wiedziałam, że w tym roku na Blog Forum Gdańsk spotkam sporo znajomych z blogów kulinarnych, postanowiłam się więc przygotować praktycznie. Stąd ten placek drożdżowy z jabłkami i żurawiną, który bardzo się przydał w swoim czasie, ale o tym później…
Gdy wysiadłam z pociągu , którym z Poznania  podróżowałam z Izą i szłam tunelem do hotelu, usłyszałam, że ktoś woła moje imię… To były Ewelina i Dorota, nasze kulinarne prelegentki, które rozpoznały mnie znając jedynie ze zdjęć ! I tak było przez całą imprezę – rozpoznawanie się, powitania, wymiana wrażeń.
Tegoroczne Blog Forum odbywało się w malowniczej scenerii Centrum Hewelianum a organizatorzy – miasto Gdańsk zadbali o organizację na wysokim poziomie.
Tematem wiodącym była przyszłość polskiej blogosfery i kwestia ta była rozpatrywana w różnych aspektach.
Po niezbyt fortunnym wprowadzeniu anglojęzycznej blogerki, której nazwiska nie pamiętam ( nie warto – na imprezie integracyjnej ktoś trafnie wyraził się, że ta pani myślała chyba, że w Polsce są białe niedźwiedzie), było już tylko lepiej. Ciekawa była dyskusja znanej blogerki Natalii Hatalskiej i doktora Dominika Batorskiego czy blogi będą się nadal rozwijały, czy znikną we wpisach na Facebooku i Twitterze. Wnioski były jednak optymistyczne a prezentację Natalii Hatalskiej można obejrzeć tutaj.
Potem był ring – wymiana opinii pomiędzy blogerami prezentującymi różne rodzaje blogów. Nasze przedstawicielki – Ewelina Majdak i Dorota Kamińska wypadły na tym tle pozytywnie, dzielnie broniąc swoich racji.

Podczas forumowych dyskusji i w kuluarach można było poznać , jak różnorodna jest blogosfera – od poważnych blogerów politycznych i marketingowych, poprzez blogi specjalistyczne – literackie, modowe, kulinarne po ściśle hobbystyczne. Część z nich można było zobaczyć w Hyde Parku odbywającym się w namiocie, gdzie chętni mogli krótko zaprezentować swojego bloga innym. Prezentacje były różne, od nudnych po bardzo ciekawe.
Maskotką Blog Forum był samochód – pies Hepcio, który przybył z blogującym o nim właścicielem i był jednym z najbardziej obfotografowanych obiektów.

Wśród blogowiczów nie zabrakło tez znanych gwiazd – Skiba opowiadał, jak daje sobie radę na blogu z pozamerytoryczną krytyka i chamstwem, Magda Umer brała udział w dyskusji o blogach lifestylowych a Rafał Bryndal , który wprawdzie nie bloguje, opowiedział o blaskach i cieniach popularności – może niektórym blogerom i to się przyda…
Poza dyskusjami były w tym roku praktyczne warsztaty, do wyboru  – technologiczne, literackie i fotograficzne. Bolgerek kulinarnych było w tym roku dość sporo i miałyśmy warsztat fotografii kulinarnej prowadzony przez Beatę z Lawendowego Domu i jej męża. Po teoretycznym wstępie był czas na praktykę – zdjęcia creme caramel na dowolnie zaaranżowanym tle, z fachowym oświetleniem- można było skorzystać z porad fachowców. Niektóre blogerki fotografowały z dużym poświęceniem :

Potem można było obiekt działań artystycznych skonsumować. Opinia – dobry, ale nie rewelacyjny… Efekty fotografowania będą oceniane przez organizatorów konkursu.

Dla mnie najważniejszym aspektem tegorocznego Blog Forum była możliwość poznania w realu znajomych blogerek. Nie wszystkie mi się udało, bo rozpoznanie się było w tłumie kwestią przypadku. Na przykład  Amber, gdzie się podziewałaś?
Jednak udało się nam zebrać sporą grupę i przed imprezą integracyjną skosztować mojej wiśniówki i placka drożdżowego, prowadząc rozmowy nie tylko o kuchni.
Część placka ocalała i przydała się podczas kontynuacji imprezy w hotelowym hollu, gdzie przyłączyli się do nas poważni blogerzy marketingowi i polityczni. Jak gdyby z pewnym zdziwieniem zauważyli, że z blogerkami kulinarnymi też się da porozmawiać na różne tematy a empiryczny dowód naszej działalności – placek drożdżowy został powitany z entuzjazmem około pierwszej w nocy ! Dzięki tej integracji różnych działów blogosfery pojawiły się pozytywne wpisy na nasz temat w relacjach…

Jednym z istotnych elementów dyskusji był problem marketingu na blogach. Wnioski – zarabianie w blogosferze ma przyszłość i jest elementem rozwojowym. Mimo postulatu organizatorów , by nie wracać do problemu reklam na blogach, temat się przewijał i reklamy zgodne z profilem bloga nie budzą już wielu sprzeciwów…
Sukcesem blogów kulinarnych było na zakończenie Forum zwycięstwo Truskawkowej Ani w konkursie intetrnautów na blog o Gdańsku !
Na końcowe zdjęcie w tym roku się nie załapałam- chciałam wrócić do domu w przyzwoitej porze, a pociąg z Gdańska do Poznania jedzie teraz ponad pięć godzin. Udało mi się jednak załapać na zbiorowe zdjęcie sporej grupy blogerek kulinarnych, które mam dzięki uprzejmości Komarki.
Mam nadzieję, ze spotkamy się za rok !

 

Deser czekoladowo-mętowy

 

Jak ten wpis się ukaże, będę na Blog Forum w Gdańsku , więc zostawiam coś słodkiego. Jest to jeden z najlepszych deserów, jaki mi się udał ostatnio.

Smaki czekoladowo-miętowe to jedne z moich ulubionych.  Deser w zasadzie jest prosty, trzeba tylko dobrze posiekać miętę albo ją zmiksować. Bazą jest bita śmietana a smak czekoladowy uzyskałam dodając po prostu kakao. Z tych prostych składników wyszedł bardzo smakowity i efektowny deser.

 

DESER CZEKOLADOWO-MIĘTOWY

 

250 ml kremówki

2 łyżki cukru-pudru

łyżka listków mięty

spora łyżka kakao

Śmietankę ubijamy z cukrem -pudrem, zostawiając łyżeczkę, żeby ją rozetrzeć z miętą. Listki mięty siekamy drobniutko ( zmiksować taką ilość jest dość trudno) i rozcieramy z pozostałym cukrem -pudrem.

Do śmietanki miksując dodajemy kakao i miętę z cukrem-pudrem. Wkładamy do pucharków i schładzamy w lodówce, dając czas na przegryzienie się smaków – co najmniej godzinę. I zajadamy ze smakiem…

Smacznego !

 

Ryba smażona, dokończona pod parą

 

Chciałam wypróbować jak mi wyjdzie ryba na parowej patelni. Postanowiłam przeznaczyć na taką próbę tuszki flądry, którą bardzo lubię – jest niekłopotliwa w jedzeniu, bo kręgosłup ma zwartą konstrukcję i ości łatwo odchodzą w całości i jest na dodatek bardzo smaczna.

Patelnia parowa ma tę zaletę, że na odkrytej można najpierw potrawę klasycznie usmażyć ( w niewielkiej ilości tłuszczu) a potem dokończyć wlewając nieco płynu, przykrywając pokrywką i poddając działaniu pary. Tak też zrobiłam i z efektu jestem bardzo zadowolona.

 

SMAŻONA FLĄDRA Z PAROWEJ PATELNI

 

kilka tuszek flądry – na patelni mieszczą się cztery średnie

cebula

mąka

przyprawa do ryb

sól, pieprz

olej do smażenia

Tuszki rybne po umyciu posoliłam, posypałam pieprzem, poprzekładałam pokrojoną cebulą i wstawiłam pod przykryciem do lodówki na dwie godziny, żeby się „przegryzły”.

Na talerzyku zmieszałam mąkę z przyprawą do ryb i obtoczyłam w niej tuszki. Na rozgrzaną patelnię wylałam trochę oleju i położyłam ryby a obok cebulkę. Smażyłam odkryte na średnim ogniu, kilka minut, aż się zrumieniły od spodu- wtedy przewróciłam je i dosmażyłam z drugiej strony.

Potem podlałam kilkoma łyżkami wody i przykryłam pokrywką, pozwalając parze dokończyć dzieła – tak około 5 minut, wystarczy.

Rybki wyszły akurat – odpowiednio przysmażone a jednocześnie delikatne, bez zbędnej ilości przypraw, smakujące po prostu morską rybą. Spodobała mi się ten sposób ich przyrządzania i na pewno nieraz po niego sięgnę.  Zjedliśmy je z ziemniakami polanymi wytworzonym sosikiem i sałatą z warzywami.

Smacznego ! lecę szykować się na Blog Forum do Gdańska i już się cieszę na spotkanie ze znajomymi 🙂