Miesięczne archiwum: Styczeń 2010

Mamy karnawał, zapraszam na salsę !

Dwa kroki w lewo, obrót, krok w prawo… o, nie, to nie ta salsa!
Wstyd mi trochę, że dopiero teraz dołączyłam do akcji Ireny i Andrzeja, ale kuchni Ameryki Pólnocnej nie lubię, a Południowa kojarzy mi się z latem i słońcem, więc nastrój nie ten. Ale dzis za oknem piękne słońce, choć biało i mroźno, a nastrój od razu lepszy.
Przepis pochodzi z książki Kuchnia meksykańska i obiecuję, że niejeden przepis z tej książki jeszcze tu zagości. Ale spokojnie, akcja trwa długo…

SALSA POMIDOROWA

duży pomidor
mała, pikantna papryczka
mała cebula ( u mnie czerwona)
sok z limonki
sól, pieprz, mielona kolendra
Pomidor kroimy w kostkę. Papryczkę , po usunięciu nasion, w drobniejszą. Podobnie cebulę i mieszamy to wszystko w miseczce, skrapiamy sokiem z limonki, doprawiamy.
Salsę najlepiej jeść z tortillą, ale można ze wszystkim, do czego pasuje pomidor. Ja zjadłam na chlebie z masłem do jajka na miękko na samotne śniadanie, bo część rodziny w górach a syn śpi… Smacznego !

Sałatka z fasolki z serkiem wiejskim

Zwykle robię tę sałatkę z twarogiem wędzonym albo fetą, ale kiedyś mój mąż przez pomyłkę zamiast wiaderka sera na sernik kupił mi wiaderko serka wiejskiego i musiałam je jakoś spożytkować. To ulubiona sałatka mijej Córci ( była też Dużej zanim została weganką) i robię ją często. Jest sycąca, może stanowic samodzielne danie. Można ją zrobić z majonezem albo miksem majonezowo-jogurtowym, ale ja ja zrobiłam z samym jogurtem i w dodatku chudym, wiadomo dlaczego. Jako przyprawa dobry jest też tymianek.
Dedykuję tę sałatkę pewnej wielbicielce serka wiejskiego ( widziałam, jak kupowała…) i właścicielce sympatycznego ptaszka Hirka.

SAŁATKA Z FASOLKI Z SERKIEM WIEJSKIM

puszka czerwonej fasolki
opakowanie serka wiejskiego
mały zielony ogórek lub pół dużego
jogurt naturalny
sól, pieprz, majeranek, zielony koperek
Odcedzamy fasolkę, dodajemy serek i pokrojony w kostkę ogórek, który najpierw trzeba posolić a potem odcedzić z wody. Przyprawiamy do smaku, mieszamy z jogurtem, posypujemy posiekanym koperkiem  i gotowe. Może się trochę przegryźć w lodówce.
Smacznego Aga 🙂

Serce od serca

Ukradłam serce Antoniemu… A właściwie serca i to drobiowe. U Antoniego – gęsie, u mnie indycze. Leżały sobie w zamrażalniku i czekały na pomysł, a tu u Antoniego wpis pod tytułem serce gęsi
Ucieszyłam się bardzo, bo dotychczas robiłam serca indycze tak, jak cynaderki i chętnie bym spróbowała czegoś  nowego. Zrobiłam je prawie tak samo, tyle, że pokroiłam je w plastry, bo moja rodzina nie lubi anatomicznych kształtów.. Były duże, po odcięciu częsi niejadalnych dały się pokroić na 4-5 plastrów grubości ponad centymetr. Ale przejdźmy do konkretów – przepis za Autorem :

SERCA INDYCZE WEDŁUG ANTONIEGO

¾ kg serc indyczych
2 marchewki
2 łodygi selara naciowego
duża cebula
duży kiszony ogórek
2 ząbki czosnku
ok. szkalnki  czerwonego wina
sól, pieprz, listek laurowy, majeranek
olej do smażenia
Na podgrzany olej wrzuciłam pokrojoną marchewkę, cebulę w półplasterkach i pokrojony seler naciowy, podsmażyłam do zrumienienia. Wrzuciłam pokrojone w plastry serca, ale nie otaczałam ich w mące, bo jestem roztargniona i mogłabym nie dopilnować, a w mące łatwiej się przypalają. Podsmażyłam, dodałam czosnek i przyprawy, pokrojony ogórek kiszony. Podlałam winem i dusiłam, dolewając co jakiś czas wina, około godziny. Resztą wina podzieliłam się z mężem, bo gdybym zastosowała się do sugestii Antoniego, to bym jeszcze coś przypaliła…
Na końcu zagęściłam sos odrobiną mąki rozbełtanej  w wodzie, bo otrąb nie miałam. Tego produktu zakazał mi kupować mój mąż, bo kojarzy mu się z byłą kaczą fermą jego Rodziców…
Podałam gulasz z serc z kaszą pęczakiem, która idealnie do niego pasowała i podobną tematycznie surówką – z kapusty pekińskiej, ogórków kiszonych z papryką, papryką kiszoną z ogórkami ( w jednym słoju, niech żyje spiżarnia! ), czerwonej cebuli i jabłka.
Smakowało nam to bardzo i rodzina zgodnym chórem, tak, jak przy kartaczach, wychwalała Antoniego – pewnie biedak miał czkawkę…
A dziś o 18. 15 – pamiętacie – reportaż o Antonim w radiowej Trójce. Radio już mam nastawione.
P.S . Liczba odwiedzin na moim blogu zbliża się do 100.000! Pamiętam, ile czekałam na pierwszy tysiąc… Boję się, że przegapię ten fakt, więc jeśli ktoś to przyuważy i przyśle mi na maila ( z boku bloga) zrzut ekranu z liczbą 100 000, albo 100 001 lub 100 011, to dostanie w nagrodę kartonik domowych przetworów z mojej spiżarni…
Smacznego!

Mamo, masz ciasteczko ? – improwizacja tiramisu

Mamo, masz ciasteczko? Takie pytanie padło wczoraj późnym popołudniem ze strony Córci. Nie miałam, zaproponowałam jej czekoladę lub cukierki. Nie, ja chcę ciasteczko. Moja Córcia nie ma trzech lat , tylko trzynaście, ale jest najmłodsza… Poszła do swojego pokoju a ja do kuchni. Czaszka paruje – w piekarniku to za długo, szyszki jej się znudziły…
Zrobiłam szybki
biszkopt w kuchence mikrofalowej
Wystygł szybko – chwila za oknem…Połowę posmarowałam dżemem i oddałam w ręce Córci, która ubiła śmietanę, ozdobiła nią placek i położyła na wierzch „sezonowe” owoce – kiwi i mandarynkę.
Drugą połowę pokruszyłam na puch, bo zachciało mi się tiramisowych kulek, co je podejrzałam ( ściągnięte od Atiny) u
Antoniego
A co, jak szaleć, to szaleć, coś nam się po tym stresie związanym z awarią należy… Zwlaszcza moim domowym hydraulikom z konieczności, zmęczonym bardzo…
Serka mascarpone oczywiście w domu nie miałam, ale do kostki twarogu półtłustego dodałam dwie łyżki miękkiego masła, dwie łyżki cukru-pudru i utarłam to drewnianą pałką w misce. Aha, przedtem skropiłam biszkoptowy puch mocną kawą i wiśniówką, bo rum zużyłam do herbatki. Podkradłam też Córci trochę bitej śmietany, tak ze ¾ szklanki. Wymieszałam ręką w misce ser z masłem, nasączone biszkopty i bitą śmietanę. Konsystencja była dobra i – za radą Antoniego, obie z Córcią, niczym żuczki, toczyłyśmy kulki jak duże orzechy i obtaczałyśmy w startej drobno czekoladzie. Cała ta akcja trwała niewiele ponad pół godziny. Kulki w przepisie miały czekać dobę, ale u nas by się nie doczekały. Skorzystałam z luksusowych warunków do chłodzenia za oknem – po godzinie kulki były gotowe do konsumpcji.
W międzyczasie zjedliśmy biszkopt ze śmietaną i owocami – ja tylko jeden kawałek, bo poszłam ukryć cztery kulki, żeby im zrobić dziś rano zdjęcie w świetle dziennym i te właśnie widzicie. Jak wróciłam , to ( na szczęście dla mojego odchudzania) już było po biszkopcie.
Kulki improwizowane- rewelacja! Aromatyczne od kawy i wiśniówki, rozpływające się w ustach, posypane czekoladą… Ta forma tiramisu zdecydowanie odpowiada mi najbardziej.
Smacznego!

Domowy pasztet zamist terriny i limeryk na mróz

Początkowo miała to być terrina z rosołowego mięsa, podobna do tej u Olgi
Czekając na powrót rodziny z zakupów ( na śmietanę i żelatynę), zmiksowałam mięso z duszoną wątróbką, co mi została z sobotniego obiadu i pieczarkami, które zazwyczaj mam w lodówce, w słoiku, gotowe do użycia. Kiedy zajrzałam po godzinie do mięsa, chcąc się wziąć za dokończenie terriny, spotkała mnie miła niespodzianka : naturalna żelatyna zawarta w kurczakowych skrzydełkach i indyczej szyi ( bo na tym był rosół) dokonała swego  i zrobił się z tego niezły pasztet, gotowy do krojenia a jednocześnie łatwo się rozsmarowujący na chlebie. I nie chciało mi się go psuć- terrinę zrobię innym razem… Przejdźmy do konkretów:

DOMOWY PASZTET DROBIOWY

3 skrzydełka z kurczaka i szyja indycza, ugotowane w rosole
2 uduszone wątróbki drobiowe
2/3 szklanki duszonych pieczarek
pieprz, majeranek, gałka muszkatołowa
Mięso należy obrać i zmiksować razem z wątróbkami i pieczarkami. Przyprawić, włóżyć do naczynia o atrakcyjnym kształcie i wstawić do lodówki. U mnie dał się kroić już po godzinie. Pyszny do chleba, pod warzywka, najlepszy z plastarmi kiszonego ogórka i paskami papryki. Smacznego!
P.S. Wczotraj zamarzły nam kaloryfery. Nie jest tak źle, bo mamy w hallu kominek a główny pokój ogrzewamy elektrycznym piecykiem. Już częściowo naprawione, ale jeszcze nie mamy ciepłej wody… Staram się nie tracić pogody ducha, żeby mnie ogrzewała od środka. I wymyśliłam taki limeryk:

Zamarzły mi kaloryfery
A mróz wchodzi do każdej sfery
Siadłam przy kominku
Z myślami o drinku
Bo zimno, do jasnej cholery!

Pardon za ostatnie słowo, ale myślę, że w kryzysowo-mrozowych sytuacjach pada ostatnio dośc często. U nas dziś rano, jak nie mogliśmy odpalić samochodu, a czas naglił…
Na koniec moje dwa czarne koty wpatrzone w zimowy krajobraz za oknem.Te krzaki w tle, to maliny…ach, maliny…rozmarzyłam się…

Szachownica w tortownicy- czyli WP 59

Trzeci raz z rzędu ciasto drożdżowe w Weekendowej Piekarni – co mnie cieszy niezmiernie. Teraz na dodatek – prawie bez tłuszczu. Jedynym moim problemem był brak formy kwadratowej lub prostokątnej w tych rozmiarach. Ale przecież nie trzeba być aż tak restrykcyjnym – można szachownicę nieco zaokrąglić. Swoją drogą, ciekawe, jak by się grało w szachy na okrągłej szachownicy…
Gospodynią tej edycji jest
Andzia
I to za nią podaję przepis a w nawiasie moje modyfikacje :

SZACHOWNICA DROŻDŻOWA

30 g drożdży ( dałam 20)
5 łyżek cukru ( jedną dałam osobno do części kakaowej)
1/3 szklanki ciepłego mleka
1 jajko ( bardzo duże)
szczypta soli
1,5 szklanki mąki ( dałam dwie, bo tortownica duża)
3 łyżki kakao
3 łyżki śmietanki kremówki ( dałam dwie łyżki jogurtu)

Drożdże rozrobiłam z łyżeczką cukru, zmieszałm z ciepłym mlekiem i posypałam łyżką mąki – ten zaczyn postawiłam do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na 10 min. Jajko rozbełtałam z cukrem. Do miski wsypałam mąke i sól, dodałam zaczyn i jajko z cukrem, wymieszałam i wyrabiałam 10 minut drewniana łyżką. Podzieliłam ciasto prawie na pół i do mniejszej części dodałam kakao, łyżkę cukru  i dwie  łyżki jogurtu ( wydawało mi się, że trzy zbyt rozrzedzą ciasto , ale i dwie na to wystarczyły – kakaowe ciasto było znacznie mniej „zdyscyplinowane” i nie dało się łatwo formować w kulki…
Zostawiłam oba ciasta, pod ściereczkami, do wyrośnięcia i po 45 minutach podwoiły objętość. Potem formowałam spore kulki ( kakaowe z pewnym trudem, bo ciasto dość luźne), poukładałam je w pięciu rzędach w natłuszczonej tortownicy, pod ścieraczkę i do wyrośnięcia. Pół godziny im wystarczyło – na piecu gotował się obiad i było bardzo ciepło. Wstawiłam do piekarnika nagrzanego do 180 C i piekłam około pół godziny, do suchego patyczka.
Tortownicę postawiłam na mokrej ścierce, żeby ciasto łatwiej wyszło i tak wyglądało w całości „do góry nogami” :

Potem je odwróciłam do właściwej pozycji i posypałam moją ulubiona posypka – cukier – puder, kakao, cynamon, a kakaowe jeszcze dodatkowo samym cukrem-pudrem.
Szachownica jest puszysta i idealna jak dla mnie, bo prawie bez tłuszczu. Do kawy bardzo mi smakowała a domownikom spodobał się sposób jedzenia- odrywanie kulek, jak przy „małpim chlebku”. Włączam szachownicę do repetruaru moich ciast drożdzowych! Smacznego!

Schabowe dietetyczne

 

Pewnie powiecie, że schabowe i dietetycznie- to przeczy jedno drugiemu. Ale starałam się, żeby roladki schabowe miały jak najmniej kalorii. Jedynym mankamentem jest tu żółty ser – ale lubię to połączenie – schab, szynka, żółty ser a jego plastry były małe i cienkie. Dodały roladkom widowiskowości – pod koniec przygotowywania ser rozkosznie wypłynął z roladek i utworzył apetyczne języczki. Przejdźmy do konkretów :

DIETETYCZNE ROLADKI SCHABOWE

4 plastry schabu
4 plastry chudej szynki
4 cienkie plastry żółtego sera
sól, pieprz, majeranek i rozmaryn
trochę oleju do posmarowania patelni grillowej
Kotlety rozbijamy dość cienko. Solimy, posypujemy pieprzem i majerankiem, rozmarynem wewnątrz, bo łatwo się przypala. Na kotlecie rozkładamy plaster sera, na to szynkę i zwijamy ciasno w roladki. Patelnię grillową mocno rozgrzewamy i smarujemy cienko olejem. Kładziemy roladki złączeniem na dół i zmniejszamy gaz na mały. Smażymy roladki po kilka minut z każdej strony ( ja smażyłam na czterech „boczkach”) , na koniec przykrywamy na chwilę pokrywką. To wtedy właśnie ser mi wypłynął tworząc fikuśne języczki.
Podajemy z czym lubimy- można z ziemniakami, a można tylko z warzywami – np. duszonymi pieczarkami lub groszkiem z marchewką. Mile widziana surówka z witaminami jako dodatek. Smacznego!

Błyskawiczna pasta jajeczna

Miałam dziś problem ze śniadaniem dla syna, bo chciał tosty a zabrakło żółtego sera.  W lodówce wpadły mi w oko jajka, ale pomyślałam, że gotowanie ich na twardo długo potrwa, a spieszyłam się. Pomyślałam o moim ulubionym sprzęcie kuchennym i wbiłam dwa jajka na natłuszczony olejem talerz , przebiłam żółtka widelcem ( to konieczne, ineczej jajka eksplodują) , po czym wstawiłam do kuchenki mikrofalowej na 400 W – najpierw na minutę, potem je przegarnęłam, tak, że to , co w środku, znalazło się na zewnątrz i odwrotnie, ( żeby się równo „ugotowały), włączyłam jeszcze na 40 sekund i  – gotowe!
Teraz tylko dodać łyżeczkę masła i jajka rozgnieśc widelcem.  Jeszcze tylko posolić, popieprzyć, posypać ulubionymi ziołami ( dałam majeranek i zielony koperek) i ciepła pasta ląduje na tostach.
A że na moim stanowisku fotograficznym właśnie świeci piękne słońce, zdążyłam szybko cyknąc dwie fotki, które niniejszym prezentuję.
Myślę, że jak ktoś by chciał na zimno, to po ostudzeniu można dodac trochę majonezu albo jogurtu z musztardą i posiekanej cebulki. Wariacje dowolne a szybkość przygotowania pasty w ten sposób, to duży plus. Syn był zadowolony… Smacznego!

Keks na słono albo chlebek z warzywami

Do zrobie nia tego keksu zainspirował mnie podobny, na blogu o bliskiej memu sercu nazwie : Kocia kuchnia
Ja zrobiłam słony keks warzywny z mojego ulubionego ciasta drożdżowego a jako dodatki włożyłam te warzywa, które miałam w domu oraz starty ser gouda. Chlebek wyszedł pyszny i jedliśmy go albo tylko z masłem, albo nawet bez niczego. Z powodzeniem mogę go polecić na karnawałowe imprezy. Z jedną uwagą – mój wyszedł nieco zbyt wilgotny. Następnym razem dodam tylko tyle oliwy, ile jest potrzebne do usmażenia warzyw…

KEKS Z WARZYWAMI

½ kg mąki
30 g świeżych drożdży
ok. szklanki letniej wody
kilka łyżek oliwy + do smażenia warzyw
warzywa w kawałkach – u mnie:
Papryka pomarańczowa, cukinia, czerwona cebula, zielone oliwki, pieczarki
15 dkg sera gouda
szczypta  cukru
½ łyżeczki soli
majeranek, tymianek
Drożdże rozcieramy z cukrem, zalewamy niwielka ilością letniej wody i posypujemy mąką. Zostawiamy do wyrośnięcia na ok. 10 min, w ciepłym miejscu.
Warzywa kroimy na kawałki i podsmażamy na oliwie lub oleju do „al dente”. Studzimy.
Do miski wsypujemy mąkę, solimy. Dodajemy wyrośnięte drożdże, mieszamy, wlewamy warzywa z oliwą i jej resztę ( niekoniecznie), starty na grubej tarce ser, zioła, resztę letniej wody. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Wyrabiamy je dokładnie ok. 10 minut, aż będzie odstawać od miski ( ja to robię drewnianą łyżką, uderzając ukośnie). Odstawiamy do wyrośnięcia w ciepłe miejsce, do podwojenia objętości.U mnie to trwało ok. 45 minut.
Wlewamy ciasto do natłuszczonej keksówki i pozwalamy mu trochę urosnąc, tak z 15-20 minut. Potem wstawiamy je do piekarnika na 175 C na około 40 minut. Gdy patyczek suchy- keks gotowy. J est dobry i na ciepło i na zimno. Na zdjęciu widać mało warzyw, bo  skupiły się raczej pośrodku a tej części juz nie zdążyłam sfotografować. Prawie cały keks poszedł na karnawałową kolację dla 6-ciu osób ( moja keksówka ma 40 cm…). Smacznego!


Ryba po portugalsku

Ogladam z ciekawością na Kuchni tv program prezentujący kuchnie brytyjskich imigrantów. Był niedawno program o kuchni polskiej i przyznam, ze wypadło ciekawie – był barszcz z uszkami, pierogi, bigos, gołąbki i domowe kiełbasy. Prowadzący był zachwycony i zaskoczony, bo myślał, że kuchnia polska jest mdła i ciężka…
Portugalczycy zaprezentowali rybę zapiekana pod kruszonką z okruszków chleba z oliwą. Ryba była zapiekana tylko z cebulą – ja dodałam więcej warzyw – cukinię, paprykę i pomidory, bo pasowało mi to do portugalskich klimatów.

RYBA PO PORTUGALSKU

kilogram mrożonych filetów ( ja dałam mintaja)
duża cebula
żółta i pomarańczowa papryka
mała cukinia lub pół dużej
2 pomidory ( mogą być z puszki)
½ szklanki białego wina
2/3 szklanki okruszków z czerstwego chleba
oliwa
sok z cytryny
sól, pieprz , przyprawa do ryb, estragon
Rozmrożone filety myjemy, suszymy i skrapiamy sokiem z cytryny. Pokrojoną cebulę podsmażamy na oliwie, dodajemy paprykę i cukinię, smażymy do al dente.
Filety solimy, posypujemy przyprawami i układamy w żaroodpornym naczyniu, mieszając delikatnie z warzywami i oliwą, na której się smażyły. Dodajemy pokrojone pomidory. Wstawiamy do piekarnika na ok. 200 C na 20 minut. Potem wlewamy białe wino i posypujemy kruszonką – okruszkami chleba zmieszanymi z oliwą, wstawiamy na 10-15 minut.
Ja podałam tę rybę z kasza jaglaną
Cóż powiedzieć – ryba okazała się przepyszna! Kruszonka delikatnie chrupała a ryba i warzywa w winie rozpływały sie w ustach. Coś czuję, że będę taka rybę robić często… Smacznego!
A to ryba w naczyniu, pod kruszonką: