Dzienne archiwum: Listopad 8, 2009

Weekendowa Cukiernia – ciasto dyniowe

ciasto dyniowe z orzechami
ciasto dyniowe z orzechami

Tym razem gospodynią Weekendowej Cukierni jest Gosia z bloga Salt end Peper. Przedstawiła dwie propozycje, z których jedna mi bardzo podeszła, bo miałam w domu dynię do przerobienia na dżem, więc puree dyniowe to nie był problem. Miałam jeden kłopot – zlądowałam na weekend do domu po dłuższej nieobecności i nie miałam czasu szukać żurawin. Ale kupiłam śliwki z myślą o placku, więc postanowiłam jednak je wykorzystać, dodając do towarzystwa gruszki i rodzynki. Efekt okazał się bardzo smaczny – w towarzystwie orzechów dały smakowite wykończenie ciasta. A oto przepis według Autorki:

CIASTO DYNIOWE Z ORZECHAMI I GRUSZKĄ

240 g masła ( dałam około 150)
200 g brązowego cukru ( dałam połowę i 2 łyżki miodu)
120 g orzechów ( dałam włoskie)
200 g żurawiny ( dałam dużą gruszkę pokrojoną w kostkę, kilka pokrojonych śliwek i garść rodzynek)
Ciasto:
2 jajka
250 g puree z dyni
90 ml oleju
200 g mąki ( dałam 150)
200 g cukru
1, 5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka cynamonu
¼ łyżeczki soli
Masło roztopiłam na patelni, rozpuściłam w nim cukier i miód, dodałam owoce, przesmażyłam krótko  i wystudziłam. Jajka, olej i dyniowe puree zmiksowałam, dodałam mieszając mąkę, cukier, sól, cynamon i proszek do pieczenia. Wylałam owoce w cukrze i maśle na dno zamkniętej formy ( wykorzystałam moje serduszko, które jest dość płytkie, stąd mniej mąki) I trochę obawiając się zakalca, włożyłam na to ciasto. Wstawiłam do nagrzanego piekarnika ( 175 C) i po 40 minutach było pięknie upieczone. Ostudziłam je na mokrą ściereczkę, żeby łatwiej wyszło i po 15 minutach wyrzuciłam do góry dnem na talerz. Zakalca ani widu, a wierzch ciasta bardzo efektowny. Smakowało nam bardzo, było puszyste i wilgotne, pachniało cynamonem  i chyba muszę kupić nową dynię i narobić puree do słoików, żeby było na później. Gosiu, dzięki za ten przepis!

Smacznego!

 

Małpi chlebek z WP 50

Małpi chlebek widziałam już dawno w jakimś programie kulinarnym i zabierałam się za jego zrobienie. Dobrze, ze Paulinka zaproponowała go w Weekendowej Piekarni i zmobilizowała mnie.
To 50-ta, jubileuszowa edycja i cieszę się, że propozycja w niej podana nie przekracza moich możliwości – i tak wzięłam udział w Piekarni po raz drugi. Przepis podaję za autorką:

MAŁPI CHLEBEK

610 g mąki pszennej
80 ml wody
170 ml mleka
60 g miękkiego masła
60 g cukru-pudru
7 g drożdży instant ( dałam 25 g świeżych)
1 jajko
łyżeczka soli

Masa do maczania
125 g masła
60 g brązowego cukru
60 g rodzynek
Drożdże rozmieszałam z łyżeczką cukru, dodałam trochę letniego mleka, posypałam mąką i odstawiłam w ciepłe miejsce, żeby rozczyn wyrósł. Mąkę wsypałam do miski, posoliłam, dodałam wyrośnięty rozczyn, letnie mleko i wodę, jajko, cukier i na końcu miękkie masło. Wyrabiałam to wszystko drewniana łyżką w misce, uderzając ukośnie, ok. 10 minut, aż ciasto odstawało od brzegów i pojawiły się pęcherzyki powietrza. Odstawiłam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na niecałą godzinę, aż podwoiło objętość. W międzyczasie rozpuściłam masło z cukrem i rodzynkami do maczania kulek ciasta.
Potem formowałam kulki wielkości piłeczki ping-pongowej, maczałam w słodkiej masie  i układałam podwójnym wiankiem w okrągłej tortownicy. Nie miałam formy z kominkiem, ale na środku tortownicy ustawiłam przemyślną konstrukcję z foremek do muffinek i to wokół niej układałam namaślone ping-pongi. Wyszły mi dwa rzędy na dole i jeszcze jeden u góry pośrodku. Odstawiłam to w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na pół godziny.
Piekłam chlebek w 180 C z termoobiegiem i za pół godziny był już gotowy – pięknie zbrązowiony u góry i suchy patyczek.
Najlepszy był letni, jedliśmy go odłamując kulki rękami. Wyszedł pyszny i puszysty. Dziś do porannej kawy smakował również znakomicie. Smacznego!